
Oj, jedzie, jedzie
Wszystkich przejedzie
A co, co?
Blachosmród stary
Za trzy talary
A to, to

Oj, jedzie, jedzie
Wszystkich przejedzie
A co, co?
Blachosmród stary
Za trzy talary
A to, to

Ojciec Werner Velten SVD zmarł w Boże Narodzenie, 25 grudnia 2022 roku. W ostatnich dniach był coraz bardziej zmęczony i coraz częściej spał, aż w końcu zasnął spokojnie i teraz Bóg zabrał go do grona zmartwychwstałych. Tak zakończył długie życie w wieku prawie 96 lat w Wendelinusheim w St. Wendel.
Ks. Werner Velten SVD urodził się 1 stycznia 1927 r. w Opolu na Górnym Śląsku (dziś województwo opolskie) jako drugie dziecko i został ochrzczony 16 stycznia 1927 r. w kościele parafialnym św. Piotra i Pawła. Rodzina Veltenów miała pięcioro dzieci. Ojciec Artur Velten był pracownikiem kolei. Matka Margarete (z domu Schölzel) wychowała czterech chłopców i jedną dziewczynkę.
Werner mógł uczęszczać do gimnazjum w Gliwicach, ale jako uczeń został powołany do służby wojskowej jako pomocnik przeciwlotniczy. Gdy wojna była już w końcowej fazie, został żołnierzem niemieckiego Wehrmachtu artylerii przeciwlotniczej w Weimarze. Później został skierowany do ostatecznej bitwy o Berlin. 2 maja 1945 chciał uciec na linie amerykańskie, ale 5 maja został schwytany przez Armię Czerwoną. 11.5. był wtedy w stanie uciec i szukał swojej rodziny w Bawarii. W końcu odnalazł matkę i braci niedaleko Ingostadt. Tam po raz pierwszy zetknął się ze Steyler Missionsgesellschaft. Do św. Augustyna przybył 21 listopada 45 roku i już kilka dni później rozpoczął nowicjat. O tym czasie pisze: „Mówię to z wdzięcznością, że spędziłem lata w St. Augustyn, uważam to za prawdziwy dar. Stałem się – nie potrafię tego inaczej ująć – bardzo fundamentalnie świadomy tego, że wszystko, co planuję i robię w życiu, jest związane z Bogiem. Bóg jest zawsze i wszędzie z wami; i nic się bez Niego nie dzieje, nawet jeśli my, ludzie, nie zwracamy uwagi na to współdziałanie Boga… Uważam za wspaniały dar naturalne lgnięcie do Boga i możliwość bycia blisko Niego każdego dnia, gdziekolwiek i jakkolwiek. Uświadomiłem sobie, że ta wiedza musi prowadzić mnie do kształtowania przyszłego życia we wszystkim zgodnie z wolą Bożą. – Na innej stronie jest napisane, że łatwiej to powiedzieć niż zrobić. i nic się bez Niego nie dzieje, nawet jeśli my, ludzie, nie zwracamy uwagi na to współdziałanie Boga… Uważam za wspaniały dar naturalne lgnięcie do Boga i możliwość bycia blisko Niego każdego dnia, gdziekolwiek i jakkolwiek. Uświadomiłam sobie, że ta wiedza musi prowadzić mnie do kształtowania przyszłego życia we wszystkim zgodnie z wolą Bożą. – Na innej stronie jest napisane, że łatwiej to powiedzieć niż zrobić. i nic się bez Niego nie dzieje, nawet jeśli my, ludzie, nie zwracamy uwagi na to współdziałanie Boga… Uważam za wspaniały dar naturalne lgnięcie do Boga i możliwość bycia blisko Niego każdego dnia, gdziekolwiek i jakkolwiek. Uświadomiłam sobie, że ta wiedza musi prowadzić mnie do kształtowania przyszłego życia we wszystkim zgodnie z wolą Bożą. – Na innej stronie jest napisane, że łatwiej to powiedzieć niż zrobić.
26 sierpnia 1951 przyjął święcenia kapłańskie w parafii św. Augustyna. Wstąpił na uczelnię, by studiować język niemiecki i historię w Bonn. W tym samym czasie prowadził katechezy dla braci w Steyl. Od 1961 roku rozpoczął nauczanie w St. Xaver, Bad Driburg. W latach 1968-1974 był rektorem w parafii św. Ksawerego. 1 czerwca 1974 został przeniesiony do St. Arnold (Neuenkirchen), gdzie wykładał w AJG.
Tam też P. Velten miał wątpliwości co do sensu swojej pracy, tym bardziej, że werbiści od wielu lat walczą i spierają się o to, jak szkoły powinny dalej funkcjonować i czy w ramach zadań werbistów jest prowadzenie internatów i szkół w Niemczech, zwłaszcza dlatego, że wiązała się z tym nadzieja na uzyskanie licznego narybku dla SVD.
„We wszystkich rozdziałach i we wszystkich fundamentalnych debatach zawsze wracałem do tego jednego problemu: … Jaką pracę może wykonywać członek SVD w Niemczech”. SVD przygnębił go wówczas.
„Kiedy 25 lat temu zostałem wyświęcony, radość oczekiwania była przeogromna… potem zaczęło się umieranie… We wspólnotach trwa żmudne zadanie odbudowy wspólnot, które ze względu na wiek i różne nastawienie do siebie trudno scalić życie. życie duchowe? …”
W końcu dochodzi do wniosku, że „misja jest tam, gdzie Bóg opuszcza swoją drabinę” (19 maja 1976).
Od 1977 do 1992 pracował jako dyrektor. Poza pracą pedagogiczną wykorzystywał swój czas na rekolekcje. Następnie został mianowany rektorem St. Arnold. Od sierpnia 1998 objął posługę duszpasterza domowego w Kneippianum w Bad Wörishofen.
Po tej działalności przeniósł się do domu spokojnej starości niedaleko Regensburga i ostatecznie znalazł swój ostatni dom w Wendelinusheim w czerwcu 2022 roku, gdzie otaczano go troskliwą opieką i opieką do ostatniej godziny.
W niedatowanym wykładzie „Życie na starość” znalazł wiele powodów do radości w wierze: „Pokój i pokój trzeba też zasiać we własnym sercu, aby się doskonaliły w wieczności Bożej. Nie wolno nam tracić z oczu wielkiego celu życia, jakim jest pokój Boży.” Tą radością i satysfakcją promieniował również tutaj w domu, dzięki czemu mógł spokojnie zasnąć i obudzić się w królestwie Bożym jako odnowiona osoba .
Pragniemy z wdzięcznością wspominać naszego zmarłego brata (Ko 416).
Pogrzeb odbył się w środę 28 grudnia 2022 r. o godzinie 14:30 w Missionshauskirche w St. Wendel.
Niech Pan da mu wieczny odpoczynek.
A światłość wiekuista niechaj mu świeci.
Ojciec Oliver Heck SVD
***
O jego śmierci dowiedziałem się opiero dzisiaj. Od 1999 jestem posiadaczem łacińskiego brewiarza z 1960 roku, którego pierwszym właścicielem był ojciec Velten. Ja otrzymałem go z księgozbioru po zmarłym kapłanie diecezji katowickiej. Zapewne ten kapłąn otrzymał go wiele lat wcześniej od ojca Veltena. Zapewne ów utrzymywał kontekt ze śląskimi krajanami.
Od prawie ćwierć wieku ten brewiarz służy mi do modlitwy i pracy twórczej. Wielokrotnie go cytowałem na tym blogu. Od dekady, co kilka miesięcy sprawdzałem w internecie informacje na temat ojca Veltena. Czytałem o jego jubileuszach i wystąpieniach. Dziś przeczytałem o jego śmierci. Zmarł w Uroczystość Bożego Narodzenia. Może to coś znaczy…
Requiem aeternam dona ei, Domine, et lux perpetua luceat ei. Requiescat in pace. Amen.
Podpisuję się pod tym filmem, może trochę na wyrost, bo tych seriali nie oglądałem w całości. Szczególnie uderzyły mnie te słowa: Działanie Jezusa, jego obecność, wcale nie następuje, jak się nam wydaje, po nawróceniu, takim czymś, nie, że tu jesteśmy jakoś tam beznadziejni ale w pewnym momencie się nawrócimy i wtedy Jezus jest z nami obecnie. Bzdura. W sensie, jest z nami obecny caly czas, przed tym nawróceniem też. Cały czas jest tuż obok, patrzy, wspiera, opiekuje się. Nie opuszcza ani na krok. Te dwa seriale i Msze w grze są dla Samołyka pomocą w rozwoju duchowym. Dla mnie też. Tu się z Tomaszem Samołykiem w pełni zgadzam. Zachęcam do obejrzenia całego nagrania.
Teraz czas na moje dopowiedzenie. Zarzuty wobec serialu Chosen, z jakimi się spotykam w internecie, są dwojakiego rodzaju. Po pierwsze, zarzuca się temu serialowi, że nie jest wierny tekstowi Ewangelii. Że są w nim słowa, zdarzenia i osoby w Ewangelii niewystępujące. Dawid Mysior oszacował, że jest tych treści 80%. Może i tak. Nie widzę w tym nic złego. W każdym serialu, czy filmie o Jezusie Chrystusie są i muszą być dodatkowe słowa, zdarzenia, a nawet postacie. Inaczej nie dałoby się tych dzieł stworzyć. To nie są ekranizacje Ewangelii. Ewangelii nie da się dosłownie zekranizować, przenieść na ekran jeden do jednego. Tego by się nie dało oglądać, głównie ze względu na dziury fabularne. Ewangelie nie są dokładnymi relacjami z życia Chrystusa. 99% procent wydarzeń z Jego życia pomijają, a te, które opisują, przedstawiają skrótowo, z pominięciem szczegółów nieistotnych teologicznie. Scenarzysta musi to częściowo uzupełnić, aby obraz był strawny dla widza. Wcześniej robili to powieściopisarze. Filmy i seriale o tematyce biblijnej są niejako następcami i uzupełnieniem powieści na tematy biblijne, takich jak Ben Hur, Quo vadis, czy Szata. Nikt rozsądny nie wymaga od tych powieści, by były słowo w słowo zgodne z Ewangelią. To się nie da. Nie byłyby wtedy powieściami, ale kopią Ewangelii. Nie spełniły by swoich celów, a te widzę dwa główne. Po pierwsze, przyciagają one do historii o Chrystusie takich ludzi, którzy po Ewangelię na tym etapie swojego życia by nie sięgnęli. Po lekturze powieści, czy obejrzeniu filmu być może sięgną. Po drugie, tym którzy Ewangelię znają, powieść, czy serial mogą znacząco poszerzyć kontekst. A to też jest droga do umocnienia wiary. Tak więc treści niebiblijne w takich powieściach i serialach być muszą. Byle tylko nie były z Biblią sprzeczne. A w serialu Chosen sprzeczne nie są.
Drugi zarzut, podnoszony zarówno przez pana Mysiora i innych fundamentalistów katolickich, jak też z drugiej strony przez fundamentalistów protestanckich, to szeroki ekumenizm tego filmu. Wśród twórców są katolicy, protestanci i mormoni. W tym też nie widzę nic złego. Gdyby chodziło o traktat teologiczny, można by mieć wątpliwości, czy tak odległe światopoglądy religijne dadzą się pogodzić. Ale przy tworzeniu dzieła sztuki, w tym także religijnej, nie jest to przeszkodą. Lewis Wallace był protestantem, a Henryk Sienkiewicz katolikiem, a mimo to Ben Hur i Quo vadis są inspirującymi lekturami duchowymi dla chrześcijan różnych wyznań. Nie tylko protestanci, ale także katolicy zachwycają się Mszami i Pasjami protestanta Bacha. Na polu kultury religijnej jest miejsce na współpracę chrześcijan różnych wyznań.
W ostatnim czasie bardzo wyraźnie widać, że fundamentaliści zarówno katoliccy, jak i protetestanccy bardzo negatywnie podchodzą do dzieł chrześcijańskiej kultury, takich jak seriale, filmy, powieści, czy gry. Jeśli odrzucają The Chosen, Msze w Robloksie, koncerty muzyki sakralnej w kościołach, to co ich powstrzyma przed odrzuceniem religijnych powieści Clive’a Staplesa Lewisa, Luisa de Wohla, Francois Mauriaca, Jana Dobraczyńskiego, Romana Brandstaettera i innych wybitnych twórców chrześcijańskich? A jeśli to wszystko odrzucimy, pozbawimy się potężnego narzędzia pomocnego w ewangelizacji i rozwoju duchowym. Łaska buduje na kulturze.

Pierwsza powieść Michela Houellebecqa. Jego typowy bohater nie jest tu jeszcze w pełni ukształtowany, ale jest wyraźnie zarysowany. Sporo odniesień do klasyki literatury.
Mój osobisty ranking powieści Houellebecqa wygląda obecnie tak: 1. Cząstki elementarne, 2. Mapa i terytorium, 3. Platforma, 4. Poszerzenie pola walki, 5. Serotonina, 6. Uległość.
2/52/2023
****

W sobotę 28 stycznia 2023 byłem na świetnym koncercie kolędowym w Milówce. Prezentuję kilka utworów.

I tę książkę zaliczyć można do europeiskiego nurtu realizmu magicznego. Victor Pouchet jest zresztą rówieśnikiem Tei Obreht. „Dlaczego ptaki umierają” to powieść pierwszoosobowa, której bohatera i narratora można do pewnego stopnia utożsamić z autorem, wiemy bowiem, że nosi przynajmniej to samo, co autor nazwisko. Ciekawy i nietypowy jest sposób rozwiązywania wątków. Książka ta jest jakby esejem o sztuce dobrego przegrywania. Jej przesłaniem jest zdanie: Choćbyś był skazany na przegraną, nie przegrywaj byle jak. Widać w tej książce pewne nawiązania do Houellebecqa, czy raczej próbę polemiki z nim. A we wpomnianej przeze mnie sztuce dobrego przegrywania można ostrzec dalekie echo średniowiecznej ars bene moriendi.
1/52/2023
****
O Godach Żywieckich w Milówce pisałem już w 2020 roku. Wtedy zrobiłem nagrania z przemarszu przez wieś, w tym roku nagrałem trochę występów grup. Powyżej fragment występu grupy Wyrwicisy z Ciśca, poniżej cały występ grupy Przebierańcy z Górnej Żabnicy.

Na jednej z grup katolickich na fejsbuku jedna z pań chętnie i często kwestionujących mój katolicyzm ostatnio przyczepiła się do zacytowania przeze mnie popularnego wśród miłośników Liturgii katolickiej powiedzenia: „Mów czarne, rób czerwone, a co nadto jest, od złego pochodzi”. Powiedzenie to jest oczywiście stanowczą krytyką nadużyć liturgicznych. Dla tej pani jest ono jednag bluźnierczą podróbką Ewangelii: Nie radzę po ludzku przerabiać Słów z Pisma św. bo: „Prawdziwa Ewangelia Nadziwić się nie mogę, że od Tego, który was łaską Chrystusa powołał, tak szybko chcecie przejść do innej Ewangelii. Innej jednak Ewangelii nie ma: są tylko jacyś ludzie, którzy sieją wśród was zamęt i którzy chcieliby przekręcić Ewangelię Chrystusową. Ale gdybyśmy nawet my lub anioł z nieba głosił wam Ewangelię różną od tej, którą wam głosiliśmy – niech będzie przeklęty! Już to przedtem powiedzieliśmy, a teraz jeszcze mówię: Gdyby wam kto głosił Ewangelię różną od tej, którą [od nas] otrzymaliście – niech będzie przeklęty!” Wypowiada Pan się w przestrzeni publicznej i parafrazując po ludzku, przerabiając Słowa Boga na swoje kopyto naraża się Pan na potępienie. Trzeba jej przyznać, że jest konsekwentna, bo tymi samymi argumentami atakuje również serial „Chosen”. Nie będę tu udowadniał rzeczy oczywistej, czyli godziwości literackich parafraz biblijnych, skupię się na czymś innym, chyba ciekawszym.
Ta pani napisała bowiem jeszcze tak: Na dodatek złego Pan napisał z małej litery, oczywiście już intuicyjnie lekceważąc tym samym ten diabelski pomiot. Nie bez kozery z dużej litery w Piśmie św. jest jakby Pan nie wiedział. Otóż nie. W Piśmie Świętym nie jest „z dużej litery” ( a właściwie wielką literą). W oryginale greckim nie ma wielkich liter. Same małe. A spośród katolickich przekładów polskich tylko tysiąclatka i pauliści mają tam wielka literę. Wszyscy inni mają, choć we wszysttkich tych tłumaczeniach przyjmuje się, że chodzi tu o szatana (nawet w Biblii Pierwszego Kościoła, która daje tu inne słowo, ale wyjaśnia w przypisie.
WUJEK A niechaj mowa wasza będzie: Jest, jest; Nie, nie. A co nad to więcéj jest, od złego jest.
SZCZEPAŃSKI Ale mowa wasza niech będzie »tak, tak«, lub »nie, nie«; co bowiem jest ponadto, ode złego jest.
GRZYMAŁA Ale mowa wasza niechaj będzie: tak, tak; nie, nie. A co nad to jest, od złego pochodzi.
DĄBROWSKI Z WULGATY Niechajże tedy mowa wasza będzie: Tak-tak, nie-nie. A co nadto więcej jest, od złego jest.
DĄBROWSKI Z GREKI Niechajże tedy mowa wasza będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od złego jest.
KOWALSKI Mowa wasza niech będzie: Tak – tak, nie -nie. A co ponadto jest, ode złego jest.
TYSIĄCLECIA WYD5 Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi.
POZNAŃSKA Niech wasza mowa będzie: tak – tak, nie – nie, a co ponadto – pochodzi od złego.
WARSZAWSKO-PRASKA Niech mowa wasza będzie: tak – tak, nie – nie. Wszystko, co powie się nadto – pochodzi od złego.
PAULIŚCI Niech wasza mowa będzie: tak – tak, nie – nie, a wszystko ponad to – pochodzi od Złego.
POZNAŃSKA Niech wasza mowa będzie: Tak – tak, nie – nie, a co ponadto – pochodzi od złego.
LUBELSKA Niech mowa wasza będzie: tak, tak, nie, nie. Co zaś nadto jest — od złego jest
PIERWSZEGO KOŚCIOŁA Wasza mowa niech będzie: Tak – tak, nie -nie. A conadto, z zepsucia jest.
WULGATA Sit autem sermo vester, est, est : non, non : quod autem his abundantius est, a malo est.
TEXTUS RECEPTUS εστω δε ο λογος υμων ναι ναι ου ου το δε περισσον τουτων εκ του πονηρου εστιν
NESTLE-ALANDA ἔστω δὲ ὁ λόγος ὑμῶν ναὶ ναί, οὒ οὔ· τὸ δὲ περισσὸν τούτων ἐκ τοῦ πονηροῦ ἐστιν.
A więc nie jest tak, że pisanie w tym miejscu „złego” jest przejawem lekceważenia „szatańskiego podmiotu”. Jest więc raczej odwrotnie. To pisanie w tym kontekście wielką literą jest raczej nadmiernym szaczunkiem okazywanym szatanowi, co może, choć nie musi sugerować jakieś skrzywienie dualistyczno-manichejskie. Jak słusznie napisał C. S. Lewis: Istnieją dwa równe i przeciwne sobie błędy, które mogą być popełnione przez ludzkość odnośnie demonów. Pierwszy, to niewiara w ich istnienie. Drugi, to wierzyć i być aż zanadto i niezdrowo nimi zainteresowanym. Po raz kolejny okazuje się, że zagrożeniowcy (do których moja rozmówczyni niewątpliwie się zalicza) hołdują temu drugiemu błędowi.

Książkę tę można przypisać do europejskiego nurtu realizmu magicznego. Przypomina mi powieści Wiesława Myśliwskiego i Wita Szostaka. Może dziwne jest, że zaliczam do nurtu europejskiego powieść pisarki amerykańskiej. Myślę jednak, że jej europejskie, dokładniej serbskie pochodzenie wiąże ją ściśle z europejskim sposobem myślenia i pisania. Akcja powieści dzieje się na Bałkanach w XX stuleciu. Być może w Serbii, ale to nie takie pewne, bo Téa Obreht, podobnie jak Myśliwski i Szostak, nazwami miejsc wprowadza tylko zamęt. Mieszają się tu historie wojenne z baśniowymi, jedne i drugie okrutne, ale i na swój sposób piękne. Wyczuwam nawiązania do Tolkiena i Karla Wagnera.
****