Kolejny etap nadrabiania klasyki, a jednocześnie furtka do kolejnych lektur. To już trzecia powieść Conrada, można więc powiedzieć, że przypadł mi do gustu styl jego pisania. Myślę, że jeszcze do niego wrócę. Dobra analiza procesów państwotwórczych w Ameryce Południowej. Nietypowe ujęcie fabuły, gdzie główni bohaterowie giną, a mimo to ich cele zostają osiągnięte.
Kontynuuję nadrabianie braków w klasyce. Przedwiośnia nie przeczytałem w liceum, w ogóle trzecia klasa to był dla mnie rok zaniedbanych lektur. Wyjdzie to jeszcze w tej serii wpisów. Co o samej książce mogę powiedzieć? Jest dla mnie dużo bardziej strawna niż w młodości. Po jej lekturze mogę jednak uznać, że Żeromski jest bardziej polskojęzycznym przestawicielem literatury rosyjskiej, niż pisarzem polskim w sensie ścisłym. Ta powieść pachnie Dostojewskim, a jeszcze bardziej Turgieniewem. Poświęcę jej jeszcze jeden wpis, bowiem nadaj się ona doskonale do mojej serii wyrwanych fragmentów, poobnie jak Wiara Marmieładowa, czy Pan Jezus i Burek.
Wielka, wielka góra Koło góry dół. W dole siedzi kura, A na górze wół (Hej, hej, wół i kura Hej, hej, wół i kura Hej, hej, wół i kura Hej kura i wół.) x2
Średnie, średnie rowy, Koło rowów chlew. W chlewie leżą krowy, W rowach leży lew (Hej, hej, lew i krowy Hej, hej, lew i krowy Hej, hej, lew i krowy Hej krowy i lew) x2
Mały, mały płotek Koło płotka dom W domu stoi kotek A przy płotku koń (Hej, hej, koń i kotek Hej, hej, koń i kotek Hej, hej, koń i kotek Hej kotek i koń) x2
Wielokrotnie w życiu czytałem różne rzeczy o Putramencie, chociażby „Zniewolony Umysł”, ale nie tylko to. Zacząłem na przykład jakiś czas temu czytać równoległą biografię Miłosza i Putramenta. Będę musiał do niej wrócić. Nigdy jednak dotąd nie czytałem nic pióra samego Putramenta. Jakoś nie ciągnęło mnie do czytania dzieł człowieka, który kojarzył mi się głównie z narzucaniem pisarzom polskim komunistycznej wizji świata.
Kiedy jednak trafiłem na wyprzedażowym stole sosnowieckiego antykwariatu na czwarty tom jego wspomnień zatytułowanych „Pół wieku” z podtytułem „Literaci”, postanowiłem wydać tę złotówkę. Po pierwsze, zaciekawiło mnie, co też Putrament sądził o literatach swoich czasów. Po drugie, tytuł skojarzył mi się z „Pół wieku poezji” Jaskra (może Sapkowski zainspirował się Putramentem, on się inspirował naprawdę różnymi rzeczami). Po trzecie, książka miała wklejony ekslibris sosnowieckiego poety Jana Pierzchały, a ja lubię mieć książki po ludziach choć trochę rozpoznawalnych, zwłaszcza ze środowiska literackiego. Po czwarte, kosztowała tylko złotówkę.
No więc kupiłem i przeczytałem. Da się czytać, styl jest znośny, choć do wybitnego wiele mu brakuje. Ciekawostkami są liczne anegdoty z życia elit politycznych Polski Ludowej. Rzuca się w oczy wszechobecne narzekanie. Putrament narzekał prawie na wszystko. Co do ocen literackich zawartych w książce, to pewną trudnością jest to, że wprost pisze prawie wyłącznie o tych książkach, które chwali (same straszne gnioty), natomiast książki przez siebie krytykowane ukrywa pod różnymi określeniami, nie podaje ich autorów, ani tytułów. Podobnie ukrywa po kryptonimami dane swoich przeciwników wewnątrz partii. Dla jednego skrytykowanego dzieła robi wyjątek: największy potok nienawiści wylewa na „Poemat dla dorosłych” Adama Ważyka, w tym jedynym przypadku wymienionego z imienia, nazwista i tytułu. Nie trzeba chyba dodawać, że ów poemat zestarzał się dużo lepiej od wychwalanych przez Putramenta gniotów.
Trzeba natomiast dodać wzmiankę o przerażającej skali zafascynowania Putramenta komunizmem, posuwającego się do akceptacji terroru: Czemu terror nie odstręczył od komunizmu ludzi, którzy, jak ja, szli do niego z warstw uprzywilejowanych w imię sprawiedliwości społecznej? Terror sam w sobie jest koniecznością wszelkiej rewolucji. W tak zwanych bezkrwawych działa albo inercja terroru poprzednich etapów, albo odwleka się tylko moment jego wybuchu. Rewolucja, czyli zmiana władzy, przejście jej do klasy dotąd pokrzywdzonej, zawsze wywołuje opór klasy przegrywającej, opór tak silny, że zwyczajnymi środkami walki politycznej złamać się nie daje. Tu nie trzeba nic dodawać?
Pierwsza z trzech książek nabytych w antykwariacie podczas tegorocznego wypadu do Sosnowca. Fragmentaryczna autobiografia obejmująca moment nawrócenia autora i kilka pierwszych lat po tym zdarzeniu. Sporo informacyj na temat Francji lat trzydziestych i czterdziestych. Ciekawe wzmianki o monastycyzmie i królu Dawidzie. Do wykorzystania w moich przyszłych projektach.
Dość nietypowa książka. Zapisy snów, nie wiem, czy prawdziwych, tylko nieco uliteraturowionych, czy też zupełnie zmyślonych. Między wierszami sporo refleksyj o krajowym życiu politycznym i literackim.
Nadal nadrabianie klasyki. Tak zresztą będzie przez cały bieżący rok. Akurat o tej książce niewiele potrafię napisać. Można rzec, że przepłynęła przeze mnie jak jakiś strumień świadomości.
Z poprzednią książką tę łaczy sprośność, a dzieli wszystko inne. To już nie jest nawet kryminał erotyczny, bo i kryminału i erotyki jest tu niewiele. W książce jest bohaterka, wzorowana na autorce, która po sukcesie pierwszej książki, na siłę pisze kolejną. „Chechło” jest właśnie taką książką napisaną na siłę. Jest tu mały smaczek, sugestia, że Świst nie jest tą osobą, która jest wymieniana w notce (tu było powiedziane, że w oficjalnym biogramie jest prokuratorką, a w rzeczywistości adwokatką). Może to potwierdzać moją tezę, że Pauliną Świst jest Szczepan Twardoch. Na pewno jest nia ktoś, kto pisać umie, ale te książki pisze wyjątkowo niednale, od niechcenia.
Dalej nadrabianie klasyki. W ramach tego nadrabiania treba nieraz czytać rzeczy do czytania przykre. Ta książka niewątpliwie jest do czytania przykra. Najdobitniej ze wszystkich mi znanych pokazuje, że z bohaterem ujętym jako pierwszoosobowy narrator bynajmniej nie trzeba się utożsamiać, a niekiedy nawet nie można. Może to być jakąś wskazówką do lektury najnowszych powieści Maxa Czornyja.
Spaczony Eros tej powieści doczekał się już wielu omówień, ja poświęcę więc dwa zdania jego częstemu towarzyszowi, Tanatosowi. W powieści mamy do czynienia z zadziwiającą nadumieralnością kobiet młodych i w średnim wieku: dziecięca sympatia bohatera, jego matka, dwie żony, sąsiadka, a na koniec tytułowa bohaterka. Znamienne są też dwie śmierci w czasie porodu, co w połowie XX wieku nie było już tak nagminne. Myślę, że jest to symboliczna egzemplifikacja mizogynii bohatera, który zafascynowany nimfetkami, nienawidził prawziwych kobiet.