Hildegarda von Bingen na harfie

To, że Hildegarda von Bingen stworzyła przepiękną muzykę medytacyjną jest oczywiste. Jestem jednak przekonany, że dla wielu ludzi dzisiejszych sporą przeszkodą w przeżywaniu tej muzyki może być łacina. Dlatego zacząłem w przepaściach internetu wyszukiwać wersje instrumentalne tej muzyki. Znajduję ich wiele i zachwycam się nimi. Tedy słuchajcie i zachwycajcie się.

Rękopis znaleziony w Licheniu – Ahmed Goldstein

Okładka książki Rękopis znaleziony w Licheniu autora Ahmed Goldstein, 9789180768412

Satyryczna fantastyka polityczna. Dużo podobieństw do Kariery prokuratora Żółcia Romana Giertycha. Tyle, że bardziej odjechana, postacie mniej podobne do oryginałów, trudniejsze do zidentyfikowania. Do tego jest to powieść ewidentnie lewicowa. Ale dobrze się ją czyta, jeśli się zachowa dystans.

****

53/52/2025

Sekrety alchemii. Eliksiry, homunkulusy i kamień filozofów na usługach władców – Maja Iwaszkiewicz

Okładka książki Sekrety alchemii. Eliksiry, homunkulusy i kamień filozofów na usługach władców autora Maja Iwaszkiewicz, 9788367891189

Moja ostatnia lektura w 2025 roku. Ważna książka, choć napisana w nieco tabloidowym stylu. Mimo to zawiera mnóstwo wartościowych informacji na temat nowożytnej alchemii w wiekach XV-XVIII. Dlatego warto się z nią zapoznać.

****

54/52/2025

Ekumeniczne śpiewy duchowe – Jesu Domine

Ten tekst należy do serii, która zaczęła się od wpisów o mołokanach i Aladurze. Dlatego zacznę od powtórzenia wstępu do tamtych dwóch. Czego my katolicy możemy uczyć się od chrześcijan niekatolików? Na pewno nie zasad wiary i moralności, bo tego uczy nas Urząd Nauczycielski Kościoła. Już prędzej gorliwości stosowania tych zasad, ale i to z zachowaniem zdrowego rozsądku, gdyż jedną z kardynalnych cnót jest Umiarkowanie. Natomiast niewątpliwie możemy od niekatolików przejmować niektóre ich tradycje muzyczne, w tym śpiewacze. I od zawsze Kościół to robił. Wiele pieśni katolickich powstałe jako prawosławne, czeskobraterskie, luterańskie, czy metodystyczne. Dziś pragnę zaprezentować piękne pieśni mołokanów.

A teraz przeskok tematyczny. Od ponad trzydziestu lat praktykuję Medytację Chrześcijańską w formie zbliżonej do Modlitwy Jezusowej. W ostatnich latach wypracowałem sobie własny styl tej medytacji, który nazwałem Modlitwą Wewnętrznego Śpiewu. Polega ona na tym, że wyobrażam sobie we własnej głowie śpiew religijny (często dowyobrażam sobie też akompaniament) oparty na krótkich, powtarzalnych , melodyjnych (to ważne) zwrotkach. Może to być w kółko ta sama zwrotka, mogą to być kolejne zwrotki o ile tylko da się je łatwo zapamiętać. Bo ten śpiew musi być z pamięci, nie z książki, książka rozprasza, a medytacja wymaga skupienia.

No i od czasu do czasu natrafiam na pieśni, które się szczególnie dobrze nadają do takiej medytacji. Najczęściej są to oczywiście pieśni katolickie, czasami trafi się protestancka, a niekiedy żydowsko -popkulturowa, czy wręcz na pozór zupełnie świecka. Tym razem padło na pieśń niewątpliwie chrześcijańską ale niedającą się przypisać do konkretnego wyznania.

Richard Pachman jest ciekawym twórcą plastycznym, muzycznym, literackim i teatralnym, zwracającym szczególną uwagę na duchowy wymiar kultury. Jego twórczość jest wybitnie chrześcijańska, a jeśli chodzi o konkretny nurt, to sytuuje się w szeroko rozumianym spektrum husytyzmu. Można w niej odnaleźć liczne odwołania do Husa i Komeńskiego. Bogate sięganie do tekstów łacińskich wskazuje z kolei na szerokie otwarcie również na katolicyzm. Koncertom adwentowym Richarda Pachmana i Dity Hořínkovej poświęcilem wpis na moim drugim blogu.

Z tej pieśni do medytacji wybrałem refren: Jesu Domine, tu Rex Gloriae, Jesu Domine, miserere mei (Jezu Panie, tyś Królem Chwały, Jezu Panie, zmiłuj się nade mną). Jest to wariacja na temat Modlitwy Jezusowej, która po łacinie brzmi: Domine Jesu Christe, miserere mei. Ten tekst ma dla mnie znaczenie osobiste. W latach 1995-1997 Modlitwę Jezusową odmawiałem po łacinie, tymi właśnie słowuy. Były to czasy znacznie gorszego niż dziś dostępu do źródeł. Nie zdoławszy nigdzie znaleźć łacińskiej formuły, wydedukowałem ja sam, w czasie mojego pierwszego kilkudniowego pobytu w Opactwie w Tyńcu, posiłkując sie tekstami psalmów z łacińskich nieszporów śpiewanych w tym klasztorze. Oczywiście, problemem było dla mnie głównie słówko „mei”, bo deklinacje łacińskie zawsze były i są nadal moją piętą achillesową.

Lista Watkinsa – Duchowi liderzy świata w 2026

W ubiegłym roku napisałem wpis o Rankingu Watkinsa. Zakończyłem go następującymi słowami: Ciekawe jak będzie wyglądała sytuacja, gdy zmieni się papież lub Dalaj Lama? Czy na podium staną ich następcy? Czy może inni liderzy chrześcijaństwa i buddyzmu? Czy też przedstawiciele innych nurtów? Czy Papież Franciszek i Dalaj Lama XIV są liderami duchowymi świata jako konkretne osoby, czy jako personifikacje chrześcijaństwa i buddyzmu? Kilka miesięcy później zmarł papież Franciszek i wybrano Leona XIV. W tym miesiącu zaś opublikowano nową odsłonę tegoż rankingu. Podium wygląda następująco:

1 DALAI LAMA
2 SADHGURU (JAGGI VASUDEV)
NEW: POPE LEO XIV

Mamy więc częściową odpowiedź na moje pytanie. Prawdopodobnie obecność kolejnych papieży na szczycie listy stała się normą. Z kolei Sadhguru na podium i Eckhart Tolle tuż za nim dowodzą, że ranking jest coraz mocniej zdominowany przez przedstawicieli duchowości klasycznie rozumianej

W pierwszej dziesiątce pojawiają się jeszcze dwa nowe nazwiska: Joe Rogan i Juwal Noach Harari. O ile w przypadku Harariego można się zdziwić, dlaczego dopiero teraz trafił na tę listę, skoro od dobrych kilku lat jawi się jako czołowy guru ateistów, to w przypadku Rogana dziwne jest jego znalezienie się na liście, skoro jego działalność nie ma nic wspólnego z jakąkolwiek duchowością.

Ekumeniczne śpiewy duchowe – A po nocy przychodzi dzień

Ten tekst należy do serii, która zaczęła się od wpisów o mołokanach i Aladurze. Dlatego zacznę od powtórzenia wstępu do tamtych dwóch. Czego my katolicy możemy uczyć się od chrześcijan niekatolików? Na pewno nie zasad wiary i moralności, bo tego uczy nas Urząd Nauczycielski Kościoła. Już prędzej gorliwości stosowania tych zasad, ale i to z zachowaniem zdrowego rozsądku, gdyż jedną z kardynalnych cnót jest Umiarkowanie. Natomiast niewątpliwie możemy od niekatolików przejmować niektóre ich tradycje muzyczne, w tym śpiewacze. I od zawsze Kościół to robił. Wiele pieśni katolickich powstałe jako prawosławne, czeskobraterskie, luterańskie, czy metodystyczne. Dziś pragnę zaprezentować piękne pieśni mołokanów.

A teraz przeskok tematyczny. Od ponad trzydziestu lat praktykuję Medytację Chrześcijańską w formie zbliżonej do Modlitwy Jezusowej. W ostatnich latach wypracowałem sobie własny styl tej medytacji, który nazwałem Modlitwą Wewnętrznego Śpiewu. Polega ona na tym, że wyobrażam sobie we własnej głowie śpiew religijny (często dowyobrażam sobie też akompaniament) oparty na krótkich, powtarzalnych , melodyjnych (to ważne) zwrotkach. Może to być w kółko ta sama zwrotka, mogą to być kolejne zwrotki o ile tylko da się je łatwo zapamiętać. Bo ten śpiew musi być z pamięci, nie z książki, książka rozprasza, a medytacja wymaga skupienia.

No i od czasu do czasu natrafiam na pieśni, które się szczególnie dobrze nadają do takiej medytacji. Najczęściej są to oczywiście pieśni katolickie, czasami trafi się protestancka, a niekiedy żydowsko -popkulturowa, czy wręcz na pozór zupełnie świecka. Dziś mam na tapecie ten ostatni przypadek. Znów, jak poprzednim razem, nie jest to cała piosenka, ale jej fragment.

Nie jestem szczególnym fanem Krzysztofa Cugowskiego, ani Budki Suflera. Na ich koncerty chodzę dla towarzystwa. Ostatnio jednak na takim koncercie doznałem wstrząsu metafizycznego. Jedna piosenka mnie zachwyciła. Chodzi o utwór Jest taki samotny dom. Szczególnie ujęły mnie powtarzające się słowa:

A po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój
Nagle ptaki budzą mnie, tłukąc się do okien

Na drugi dzień rano obudziłem się z tym słowami powtarzającymi się w mojej głowie. Decyzji o włączeniu tej pieśni do mojego planu medytacyjnego nie podjąłem świadomie. Włączyła się sama. Tek tekst ma głębokie pokłady symboliki.

Podam jeden trop. Motyw ptaków budzących o świcie jest częsty w duchowości chrześcijańskiej. Zarówno bowiem świt, jak przebudzenie i ptak wskazują na Chrystusa. Z wysoka wschodzącym Słońcem nazywa Chrystusa Ewangelia. Motyw przebudzenia pojawia się w wielu miejscach Biblii, szczególnie w Apokalipsie i liście świętego Pawła do Efezjan. Co do ptaków, to w ich rozłożonych skrzydłach chrześcijanie pierwszych wieków dopatrywali się znaku krzyża. Niedawno na swoim drugim blogu omawiałem chorwacką pieśń adwentową opierającą się sie właśnie na tych motywach świtu, ptaka i przebudzenia.

Ostatnia arystokratka – Evžen Boček

Tą książką zaczynam zaplanowane na 2026 rok wyzwanie czyatnia książek żyjących pisarzy europejskich za wyjątkiem polskich, francuskich, szwedzkich i norweskich. Oczywiście ksiązki pisarzy polskich, francuskich, szwedzkich i norweskich a także pozaeuropejskich nadal czytać będę, tylko nie będę ich sobie zaliczać do zaliczenia wyzwania. Wyzwanie zakreślam tak, jak dwa poprzednie – co najmniej 12 książek co najmniej 7 pisarzy.

Podobnie jak w dwóch poprzednich latach, zaczynam realizacje wyzwania jeszcze w końcówce poprzedniego roku. Dzięki temu Ostatnia arystokratka stała się najśmieszniejszą książką spośród przeczytanych przeze mnie w 2025 roku. Wręcz pękałem ze śmiechu słuchając audiobooka. Ja umieszczam tę skiążkę w konwencji szwejkowskiej. W odróżnieniu od Szwejka pojawiają się tu tylko dwie posyacie historyczne – Helena Vondráčková i Karel Schwarzenberg. W Szwejku postaci historycznych są całe legiony. Ale podobnie jak w Szwejku, również w Arystokratce postacie historyczne są postrzegane raczej negatywnie. Na pewno przeczytam lub przesłucham kolejne tomy.

*****

52/52/2025

O ważnych Rzeczach – Patrycja Hurlak

Okładka książki O ważnych Rzeczach Część najważniejsza. O Eucharystii autora Patrycja Hurlak, 9788375807493

Zbiorczo omawiam tu trzy książeczki wydane jako trzy pierwsze części cyklu O ważnych Rzeczach Patrycji Hurlak. Łączę trzy książeczki w jedną formalnie książke, bo sa bardzo cieniutkie. Ale nie to jest ich problemem. Problemem jest to, że te książki zostały napisane i wydane za wcześnie.

Generalnie składają się na nie prace zaliczeniowe z różnych przedmiotów na studiach teologicznych autorki. Nie ma w tym nic złego. Ja również kilka swoich zaliczeniówek z etnologii opublikowałem (w czasopismach naukowych i w mojej pierwszej książce) po kilku latach po ukończeniu studiów i po gruntownym przeredagowaniu. Ale właśnie po kilku latach po ukończeniu studiów i po gruntownym przeredagowaniu. Tu zabrakło jednego i drugiego. Czasu i przeredagowania. Przeredagowania opartego na doświadczeniu i przemyśleniu.

Te teksty są bardzo studenckie, niedojrzałe. Merytorycznie poprawne, ale bez cienia oryginalnej myśli.

***

51/52/2025

Jezus ośmieszony. Esej apologetyczny i sceptyczny – Leszek Kołakowski

Okładka książki Jezus ośmieszony. Esej apologetyczny i sceptyczny autora Leszek Kołakowski, 9788324032358

Świetny esej o roli Chrystusa w naszej cywilizacji. Bardzo ciekawe rozwqażania , głównie filozoficzne, w mniejszym stopniu teologiczne. Tytuł przewrotny, treść zupełnie przeciwna do tytułu. Książka niewydana za życia autora, oparta na rękopisie znalezionym w jego papierach po jego śmierci. Dobrze sie czyta. Książka uzupełniona ciekawym komentarzem ojca Kłoczowskiego.

*****

50/52/2025

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij