Gogolowe disco – Paavo Matsin

Okładka książki Gogolowe disco autorstwa Paavo Matsin

Bardzo dziwna książka. Akcja dzieje się w bliskiej przyszłości w Estonii zaanektowanej przez odrodzoną carską Rosję. Pojawiają się w niej liczne nawiązania do literatury rosyjskiej, a tkże do innych segmentów rosyjskiej kultury. Główny wątek skupia się tu na postaci Antychrysta, którym jest zmartwychwstały Gogol. Można się to tez doszukać wątków ezoterycznych. Warte przeczytania. zwłaszcza, że literatura estońska jest u nas prawie nieznana.

5/52/2026

*****

Podcast Episode: Dwie pieśni o Chrystusowym Świetle

Pip: Kultura Okiem Svetomira — gdzie muzyka religijna z Nigerii spotyka słowacką hymnodię i jakoś ma to głęboki sens.

Mara: Svetomirus przygląda się dziś dwóm pieśniom o Chrystusowym świetle — różnym językowo i kulturowo, ale zaskakująco zbieżnym w tym, co chcą powiedzieć.

Pip: Zacznijmy od tych pieśni i pytania, co je łączy.

Dwie pieśni, jedno światło

Mara: Wpis zestawia dwie pieśni z zupełnie różnych tradycji — nigeryjską pieśń Aladura i słowacki hymn — i pyta, co mają ze sobą wspólnego poza tematem światła.

Pip: Pieśń nigeryjska była już wcześniej omawiana w kontekście śpiewów Aladura, ale tym razem tekst dostaje pełną uwagę. I jest w nim jedno zdanie, które niesie cały ciężar: "Because I am God's promise My light cannot go dim."

Mara: To zdanie powtarza się jak refren przez cały utwór — nie jako ozdoba, ale jako fundament. Światło nie gaśnie nie dlatego, że śpiewający jest silny, lecz dlatego, że jest obietnicą Boga.

Pip: I tu robi się ciekawie. Tekst nie poprzestaje na pobożnym zapewnieniu — wchodzi w bardzo konkretne terytorium: rodzina, rodzice, wrogowie, przedwczesna śmierć, sława po śmierci jako coś, czego się nie chce.

Mara: Dokładnie. Pieśń mówi wprost: "My story won't be that I become famous after death. My glory would not be buried with me." Chwała ma świecić teraz, widzialnie, dla świata.

Pip: To jest teologia bardzo zakorzeniona w ciele i czasie — nie odroczona do zaświatów.

Mara: Druga pieśń, słowacka, przynosi inne rozłożenie akcentów. Tam światło należy do Jezusa i świeci w sercu wierzącego, a refren zapewnia, że będzie trwać "wieki wieków, w każdy czas — chociaż słońce, księżyc, gwiazdy dawno zgasną."

Pip: Czyli jedna pieśń mówi: moje światło nie zgaśnie, bo jestem Bożą obietnicą. Druga mówi: Jego światło we mnie nie zgaśnie, bo On trwa dłużej niż kosmos.

Mara: I właśnie to zestawienie jest sercem wpisu. Pada tam spostrzeżenie, że "obydwie pieśni są w zasadzie o tym samym, a mianowicie o tym, że Światło Chrystusa nigdy nie gaśnie. A to Światło jest w nas."

Pip: Różne języki, różne kontynenty, różne brzmienia — a jednak ten sam rdzeń.

Mara: To pytanie o to, jak różne tradycje dochodzą do tej samej pewności, pozostaje otwarte — i chyba o to chodzi.


Mara: Dwie pieśni, dwa języki, jeden temat — światło, które nie gaśnie niezależnie od tradycji, która je wyśpiewuje.

Pip: Ciekawe, co jeszcze na tym blogu czeka na odkrycie. Do następnego razu.

Dwie pieśni o Chrystusowym Świetle

Pieśń zamieszczona powyżej już na tym blogu gościła we wpisie o śpiewach Aladura. Dziś przyjrzymy się bliżej jej tekstowi: My light cannot go dim My light cannot go dim Because I am God’s promise My light cannot go dim (till the end of time)

My light cannot go dim, ever My light cannot go dim Because I am God’s promise My light cannot go dim My spirit will not die

My light cannot go dim My light cannot go dim Because I am God’s promise My light cannot go dim (till the end of time)

My light cannot go dim, ever My light cannot go dim Because I am God’s promise My light cannot go dim My spirit will not die

The one who keeps me never sleeps or slumbers I am God’s promise My light cannot go dim

The Lord is my shepherd Though I walk through the valley of the shadow of death I will fear no evil Because God is with me

My light will not go dim My light will not go dim Because I’m God’s promise My light will not go dim

Just like the three wise men

Just like the three wise men searched You who is light, Jesus

The world will come to the brightness of my light

Helpers will come searching for me Benefactors will come looking for me and they would find me

Because I am light

It is written goodness and mercy will follow me

Because I am a child of light

My light will not go dim, it will never go dim

My light will not go dim

He who seat in the secret place of the most high is my father

Because of that, I abide in the shadow of the almighty

My light will not go dim

My light will not go dim

The glory I have, I would maximize it till the end of time

My light will not go down

Glory usurping would not be my portion

My light will not go dim

My light will shine for the world to see Darkness shall not comprehend my light The whole world will see my star My light will not go down In my family, I am light To my parents, I am light The enemy will not be able to turn my light off My light will not go dim Any Herod trying to turn off my light will see the wrath of God Because God is the one who gave me life He is the shepherd of my soul My light will not go down He said, arise and shine your light Because the glory of God is upon me I will shine for the whole world to see My light will not go dim My light will not go dim (never) My light will not go dim Because I am God’s promise

My light will not go dim My parents would reap the fruits of their labour My light will not go dim My glory will not be buried My light will not go dim My light will not go dim Because God is the one who made me the light Any human who tries to turn off this light, I am certain they would see the wrath of God No evil will befall me No plague will come near my dwelling I will not die untimely My light will not go dim My story won’t be that I become famous after death My glory would not be buried with me Because my glory is meant to shine for the world to see My light will not go down

Generational battles will not

overcome my light (As God lives)

The enemy will not turn off my light

My sin would not turn off my light

My light will not go dim

I am born for signs and wonders

I will shake the whole

world for great exploits

In everything I do, I will enjoy God’s help

Because my light will not go dim

God is Light

I am the child of Light

The enemy will not turn off my light

My light will not go dim

My light will not go dim (never)

My light will not go dim

Because I am God’s promise

My light will not go dim

My light will not go dim (my

glory will not withdraw itself)

My light will not go dim

Because I am God’s promise

My light will not go dim.

Moje światło nie może przygasnąć Moje światło nie może przygasnąć Bo jestem obietnicą Boga Moje światło nie może przygasnąć (aż do końca czasu)

Moje światło nie może przygasnąć, nigdy Moje światło nie może przygasnąć Bo jestem obietnicą Boga Moje światło nie może przygasnąć Mój duch nie umrze

Moje światło nie może przygasnąć Moje światło nie może przygasnąć Bo jestem obietnicą Boga Moje światło nie może przygasnąć (aż do końca czasu)

Moje światło nie może przygasnąć, nigdy Moje światło nie może przygasnąć Bo jestem obietnicą Boga Moje światło nie może przygasnąć Mój duch nie umrze

Ten, który mnie strzeże, nigdy nie śpi ani nie drzemie Jestem obietnicą Boga Moje światło nie może przygasnąć

Pan jest moim pasterzem Chociaż idę przez dolinę cienia śmierci Nie będę się bał żadnego zła Bo Bóg jest ze mną

Moje światło nie przygaśnie Moje światło nie przygaśnie Bo jestem obietnicą Boga Moje światło nie przygaśnie

Tak jak trzej mędrcy

Tak jak trzej mędrcy szukali Ciebie, który jesteś światłem, Jezusie

Świat przyjdzie do jasności mojego światła

Pomocnicy będą mnie szukać Dobroczyńcy będą mnie szukać i odnajdą mnie

Ponieważ jestem światłem

Jest napisane: dobroć i miłosierdzie będą mi towarzyszyć

Ponieważ jestem dzieckiem światła

Moje światło nie przygaśnie, nigdy nie przygaśnie

Moje światło nie przygaśnie

Ten, który mieszka w tajnym miejscu Najwyższego, jest moim Ojcem

Dlatego przebywam w cieniu Wszechmogącego

Moje światło nie przygaśnie

Moje światło nie przygaśnie

Chwałę, którą mam, będę maksymalizować aż do końca czasu

Moje światło nie zgaśnie

Zabranie chwały nie będzie moim udziałem

Moje światło nie przygaśnie

Moje światło będzie świecić, aby świat je zobaczył Ciemność nie ogarnie mojego światła Cały świat zobaczy moją gwiazdę Moje światło nie zgaśnie W mojej rodzinie jestem światłem Dla moich rodziców jestem światłem Wróg nie będzie w stanie zgasić mojego światła Moje światło nie przygaśnie Każdy Herod próbujący zgasić moje światło zobaczy gniew Boga Ponieważ Bóg jest Tym, który dał mi życie On jest pasterzem mojej duszy Moje światło nie zgaśnie Powiedział: powstań i świeć swoim światłem Ponieważ chwała Boga jest nade mną Będę świecić, aby cały świat mnie zobaczył Moje światło nie przygaśnie Moje światło nie przygaśnie (nigdy) Moje światło nie przygaśnie Bo jestem obietnicą Boga

Moje światło nie przygaśnie Moi rodzice zbiorą owoce swojej pracy Moje światło nie przygaśnie Moja chwała nie zostanie pogrzebana Moje światło nie przygaśnie Moje światło nie przygaśnie Ponieważ Bóg jest Tym, który uczynił mnie światłem Każdy człowiek, który spróbuje zgasić to światło, jestem pewien, że zobaczy gniew Boga Żadne zło mnie nie spotka Żadna plaga nie zbliży się do mojego mieszkania Nie umrę przedwcześnie Moje światło nie przygaśnie Moja historia nie będzie taka, że staję się sławny po śmierci Moja chwała nie zostanie pogrzebana wraz ze mną Ponieważ moja chwała ma świecić, aby świat ją zobaczył Moje światło nie zgaśnie

Bitwy pokoleniowe nie pokonają

mojego światła (Jak Bóg żyje)

Wróg nie zgasi mojego światła

Mój grzech nie zgasi mojego światła

Moje światło nie przygaśnie

Jestem zrodzony na znaki i cuda

Wstrząsnę całym

światem wielkimi dokonaniami

We wszystkim, co robię, będę cieszył się pomocą Boga

Ponieważ moje światło nie przygaśnie

Bóg jest Światłem

Jestem dzieckiem Światła

Wróg nie zgasi mojego światła

Moje światło nie przygaśnie

Moje światło nie przygaśnie (nigdy)

Moje światło nie przygaśnie

Bo jestem obietnicą Boga

Moje światło nie przygaśnie

Moje światło nie przygaśnie (moja

chwała nie wycofa się)

Moje światło nie przygaśnie

Bo jestem obietnicą Boga

Moje światło nie przygaśnie.

„Iwo imole okan mi, Ni odo Re, oru ko si, Ki kuku aye ma bo O, Kuro l’oju iranse Re”

imole mi ko le ku

Druga pieśń i jej wykonawczyni dopiero niedawno pojawiły się na horyzoncie moich zainteresowań badawczych z jednej strony, a duchowych z drugiej.

Jeho svetlo môjmu srdcu jasne svieti, je to Ježiš, je to Ježiš. Žiadna temnosť toto svetlo neuhasí, nič nezhasí v srdci jasné svetlo v nás. Je to Ježiš, je to Ježiš, svietiť bude veky vekov každý čas. I keď slnko, mesiac, hviezdy dávno zhasnú, z neba v sláve svietiť bude svetlo zas.

Keď ja kráčam s ním, on lieči moje rany, je to Ježiš, je to Ježiš. Jeho ruka činí vždycky mňa bezpečným, keď nadíde jeho najslávnejší deň. Je to Ježiš, je to Ježiš, svietiť bude veky vekov každý čas. I keď slnko, mesiac, hviezdy dávno zhasnú, z neba v sláve svietiť bude svetlo zas.

Jego światło memu sercu jasno świeci , to jest Jezus, to jest Jezus. Żadna ciemność tego światła nie ugasi, nic nie zgasi w sercu tego światła w nas. To jest Jezus, to jest Jezus, świecić będzie wieki wieków, w każdy czas. Chociaż słońce, księżyc, gwiazdy dawno zgasną, z nieba w chwale świecić będzie światło w nas.

Kiedy idę z Nim, On leczy moje rany, to jest Jezus, to jest Jezus. Jego ręka zawsze czyni mnie bezpiecznym, aż nadejdzie Jego najsławniejszy dzień. To jest Jezus, to jest Jezus, świecić będzie wieki wieków, w każdy czas. Chociaż słońce, księżyc, gwiazdy dawno zgasną, z nieba w chwale świecić będzie światło w nas.

Przez dolinę cienia śmierci mnie prowadzi, to jest Jezus, to jest Jezus. I trzymając mnie za rękę ciemność gładzi, Jezus ciemną nocą zawsze blisko jest. To jest Jezus, to jest Jezus, świecić będzie wieki wieków, w każdy czas. Chociaż słońce, księżyc, gwiazdy dawno zgasną, z nieba w chwale świecić będzie światło w nas.

Jest dla mnie fascynujące, że obydwie pieśni sa w zasadzie o tym samym, a mianowicie o tym, że Światło Chrystusa nigdy nie gaśnie. A to Światło jest w nas

Akatyst z akompaniamentem

Akatyst maryjny, podobnie jak inne akatysty znamy przede wszystkim z wykonań a capella, zgodnie ze wschodnią tradycją. W ramach adaptowania tego nabożeństwa przez chrześcijaństwo zachodnie pojawiają się wersje z akompaniamentem. Nieraz bardzo udane, jak ta, którą niniejszym prezentuję, a na którą natknąłem sie parę miesięcy temu przeszukując YouTube w poszukiwaniu ciekawych nagrań muzyki duchowej.

Opowieści duchowe – Wizja Ramzesa XII – Bolesław Prus „Faraon”

Jeden z Youtuberów katolickich ostatnio sklasyfikował Bolesława Prusa jako pisarza antyklerykalnego i antyreligijnego, a za najbardziej antyklerykalną i antyreligijną jego książke uznał „Faraona”. Tymczasem Prus w Faraonie zawarł przynajmniej kilka całkowicie prawowiernych nauk duchowych, których chciałbym przedtawić jedną, ukazującą więlka wartość duchową modlitwy dziękczynnej.

Mądry Chaldejczyk, nawet nie oglądając szczegółowo faraona, taką dał radę: — Trzeba znaleźć w Egipcie człowieka, którego modły dosięgają tronu Najwyższego. A gdy on szczerze pomodli się na intencję faraona, władca odzyska zdrowie i będzie żył długie lata. Usłyszawszy te słowa, pan spojrzał na gromadę otaczających go kapłanów i rzekł: — Widzę tu tylu mężów świętych, że gdy który zechce pomyśleć o mnie, będę zdrów… I uśmiechnął się nieznacznie. — Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi — wtrącił cudotwórczy Beroes — więc dusze nasze nie zawsze mogą wznieść się do podnóżka Przedwiecznego. Dam jednak waszej świątobliwości nieomylny sposób odkrycia człowieka, który modli się najszczerzej i najskuteczniej. — Owszem, odkryj mi go, ażeby został moim przyjacielem w ostatniej godzinie życia. Po przychylnej odpowiedzi pana Chaldejczyk zażądał komnaty mającej tylko jedne drzwi i przez nikogo nie zamieszkiwanej. I tego samego dnia, na godzinę przed zachodem słońca, kazał przenieść tam jego świątobliwość. W oznaczonej porze czterech najwyższych kapłanów ubrali²⁹³ faraona w nową, lnianą szatę, odmówili nad nim wielką modlitwę, która stanowczo odpędzała złe moce, i usadowiwszy go w prostą lektykę z cedrowego drzewa, zanieśli pana do owej pustej komnaty, gdzie znajdował się tylko mały stolik. Był tam już Beroes i zwrócony do wschodu modlił się. Kiedy kapłani wyszli, Chaldejczyk zamknął ciężkie drzwi izby, włożył na ramiona purpurową szarfę, a na stoliku przed faraonem postawił szklaną kulę czarnej barwy. W lewą rękę wziął ostry sztylet z babilońskiej stali, w prawą — laskę pokrytą tajemniczymi znakami i tąż laską dookoła siebie i faraona zakreślił w powietrzu krąg. Potem zwracając się kolejno ku czterem okolicom świata szeptał: — Amorul, Taneha, Latisten, Rabur, Adonay… Miej litość nade mną i oczyść mnie, Ojcze niebieski, łaskawy i miłosierny… Zlej na niegodnego sługę swoje święte błogosławieństwo i wyciągnij wszechmocne ramię na duchy uparte i buntownicze, ażebym mógł rozważać w spokoju twoje święte dzieła… Przerwał i zwrócił się do faraona:

Mer-amen-Ramzesie, arcykapłanie Amona, czy w tej czarnej kuli dostrzegasz iskrę?… — Widzę białą iskierkę, która zdaje się poruszać jak pszczoła nad kwiatem… — Mer-amen-Ramzesie, patrz w tę iskrę i nie odrywaj od niej oczu… Nie spoglądaj ani na prawo, ani na lewo, ani na nic, cokolwiek wychylałoby się z boków… I znowu szeptał: — Baralanensis, Baldachiensis, przez potężnych książąt Genio, Lachiadae, ministrów piekielnego państwa, wywołuję was i wzywam mocą najwyższego Majestatu, którą jestem obdarzony, zaklinam was i rozkazuję… W tym miejscu faraon wstrząsnął się ze wstrętem. — Mer-amen-Ramzesie, co widzisz? — zapytał Chaldejczyk. — Spoza kuli wychyla się jakaś okropna głowa… Rude włosy jeżą się… twarz zielonkowatej barwy… źrenice wywrócone na dół, że tylko białka oczu widać… Usta szeroko otwarte, jakby chciały krzyczeć… — To trwoga — rzekł Beroes i zwrócił ponad kulę ostrze sztyletu. Nagle faraon aż zgiął się ku ziemi. — Dosyć!… — zawołał — dlaczego mnie tak męczysz?… Strudzone ciało chce spocząć, dusza ulecić w krainę wiecznego światła… A wy nie tylko nie pozwalacie mi umrzeć, ale jeszcze wymyślacie nowe udręczenia… Ach!… nie chcę… — Co widzisz?… — Od sufitu co chwilę spuszczają się niby dwie nogi pajęcze, straszliwe… Grube jak palmy, kosmate, zakończone hakami… Czuję, że nad moją głową unosi się potwornej wielkości pająk i osnuwa mnie siecią z lin okrętowych… Beroes zwrócił sztylet w górę. — Mer-amen-Ramzesie — rzekł znowu — ciągle patrz w iskrę i nie oglądaj się na boki… — Oto znak, który podnoszę w waszej obecności… — szeptał. — Otom jest potężnie uzbrojony w pomoc boską, przewidujący i nieustraszony, który wywołuję was przez zaklęcia… Aye, Saraye, Aye, Saraye, Aye, Saraye… przez imię wszechmocnego i wiecznie żyjącego Boga… W tej chwili na twarzy faraona ukazał się spokojny uśmiech. — Zdaje mi się — rzekł pan — że widzę Egipt… cały Egipt… Tak, to jest Nil… pustynia… Tu Memfis, tam Teby… Istotnie widział Egipt, cały Egipt, ale nie większy od alei, która ciągnęła się przez ogród jego pałacu. dziwny obraz miał jednak tę własność, że gdy faraon skierował na jaki punkt baczniejszą uwagę, punkt ten rozrastał się w okolicę prawie naturalnej wielkości. Słońce już zachodziło, oblewając ziemię złotawo-purpurowym światłem. dzienne ptaki zasiadały do snu, nocne — budziły się w kryjówkach. W pustyni ziewały hieny i szakale, a drzemiący lew przeciągał potężne cielsko, gotując się do pościgów za łupem. Nilowy rybak śpiesznie wywłóczył sieci, wielkie statki transportowe przybijały do brzegów. Znużony rolnik odejmował od żurawia kubeł, którym przez cały dzień czerpał wodę, inny powoli wracał z pługiem do swej lepianki. W miastach zapalano światła, w świątyniach kapłani zbierali się na nabożeństwo wieczorne. Na gościńcach opadał kurz i milknęły skrzypiące koła wozów. Ze szczytu pylonów odezwały się jękliwe głosy wzywające naród do modlitwy. W chwilę później faraon spostrzegł ze zdziwieniem niby stado srebrzystych ptaków unoszących się nad ziemią. Wylatywały one ze świątyń, pałaców, ulic, fabryk, statków nilowych, chat wieśniaczych, nawet z kopalń. Z początku każdy z nich pędził w górę jak strzała, lecz wnet spotykał pod niebem innego srebrnopiórego ptaka, który zabiegał mu drogę, uderzał go z całej siły i — obaj martwi upadali na ziemię. Były to niezgodne modlitwy ludzkie, które nawzajem przeszkadzały sobie wzbić się do tronu Przedwiecznego… Faraon wytężył słuch… Z początku dolatywał go tylko szelest skrzydeł; niebawem jednak mógł odróżniać wyrazy. I oto słyszał chorego, który modlił się o powrót do zdrowia, a jednocześnie lekarza, który błagał, ażeby jego pacjent chorował jak najdłużej. Gospodarz prosił Amona o czuwanie nad jego spichrzem i oborą; złodziej wyciągał ręce do nieba, ażeby bez przeszkody mógł wyprowadzić cudzą krowę i napełnić wory cudzym ziarnem. Modlitwy ich roztrącały się jak kamienie wyrzucone z procy. Wędrowiec w pustyni upadał na piasek, żebrząc o wiatr północny, który by mu przyniósł kroplę wody; morski żeglarz bił czołem o pokład, ażeby jeszcze przez tydzień wiały wiatry ze wschodu. Rolnik chciał, aby prędzej wysychały bagna po wylewie; ubogi rybak żądał, by bagna nie wysychały nigdy. I ich modły rozbijały się wzajemnie i nie dosięgły boskich uszu Amona. Największy zgiełk panował nad kamieniołomami, gdzie przestępcy, skuci w łańcuchy, za pomocą klinów moczonych wodą rozsadzali ogromne skały. Tam partia robotników dziennych błagała o noc, aby spać się położyć, podczas, gdy budzeni przez dozorców robotnicy partii nocnej bili się w piersi, aby nigdy nie zachodziło słońce. Tam kupcy, którzy nabywali odłupane i obrobione kamienie, modlili się, ażeby jak najwięcej było w kopalni przestępców, podczas gdy dostawcy żywności leżeli na brzuchach wzdychając, ażeby pomór tępił robotników i umożliwił dostawcom większe zyski. Więc i modły ludzi z kopalń nie dolatywały do nieba. Na zachodniej granicy ujrzał faraon dwie armie gotujące się do boju. Obie leżały na piaskach wzywając Amona o wytępienie nieprzyjaciół. Libijczycy życzyli hańby i śmierci Egipcjanom; Egipcjanie miotali przekleństwa na Libijczyków. Modły tych i tamtych, jak dwa stada jastrzębi, starły się nad ziemią i spadły na pustynię. Amon nawet ich nie dojrzał. I gdziekolwiek zwrócił faraon umęczoną źrenicę, wszędzie było to samo. Chłopi modlili się o wypoczynek i zniżenie podatków; pisarze — aby rosły podatki i nigdy nie kończyła się praca. Kapłani błagali Amona o długie życie dla Ramzesa XII i wytępienie Fenicjan, którzy psuli im operacje pieniężne; nomarchowie wzywali bóstwa, aby zachowało Fenicjan i prędzej pozwoliło wejść na tron Ramzesowi XIII, gdyż ten ukróci samowolę kapłanów. Lwy, szakale i hieny dyszały głodem i pożądaniem świeżej krwi; jelenie, sarny i zające z trwogą opuszczały kryjówki, myśląc o zachowaniu nędznego życia jeszcze przez jedną dobę. Choć mówiło doświadczenie, że i tej nocy kilkunaścioro ich musi zginąć, ażeby nie pomarły drapieżniki. I tak na całym świecie panowała rozterka. Każdy chciał tego, co lękiem napełniało innych; każdy prosił o własne dobro, nie pytając, czy nie zrobi szkody bliźniemu. Przeto modlitwy ich, chociaż były jak srebrzyste ptaki wzbijające się ku niebu, nie dosięgły przeznaczenia. I boski Amon, którego nie dochodził żaden głos z ziemi, oparłszy ręce na kolanach, coraz więcej zagłębiał się w rozpatrywaniu swojej własnej boskości, a na świecie coraz częściej rządziła ślepa moc i przypadek. Wtem faraon usłyszał głos kobiecy: — Psujak!… Psujaczek!… wracaj, zbytniku, do chaty, bo już pora na modlitwę… — Zaraz… zaraz!… — odpowiedział głos dziecięcy. Władca spojrzał w tamtym kierunku i zobaczył ubogą lepiankę pisarza od bydła. Właściciel jej przy blaskach zachodzącego słońca kończył pisać swój rejestr, jego żona rozbijała kamieniem pszenicę na placki, a przed domem, jak młody koziołek, biegał i skakał sześcioletni chłopczyna, śmiejąc się nie wiadomo z czego. Widać upajało go pełne woni powietrze wieczorne. — Psujak!… Psujaczek… chodź mi tu na modlitwę… — powtarzała kobieta. — Zaraz!… zaraz!…. I znowu biegał, i cieszył się jak szalony. Nareszcie matka, widząc, że słońce zaczyna pogrążać się w piaskach pustyni, odłożyła swój kamień i wyszedłszy na dziedziniec, schwyciła biegającego chłopca jak źrebaka. Opierał się, lecz w końcu uległ przemocy. Matka zaś, wciągnąwszy go do lepianki, czym prędzej posadziła go na podłodze i przytrzymała ręką, ażeby jej znowu nie uciekł. — Nie kręć się — mówiła — podwiń nogi i siedź prosto, a ręce złóż i podnieś do góry… A niedobre dziecko!…

Chłopak wiedział, że już nie wykręci się od modlitwy, więc aby jak najprędzej wyrwać się znowu na podwórze, wzniósł pobożnie oczy i ręce do nieba i cieniutkim, a krzykliwym głosem prawił zadyszany: — dziękuję ci, dobry boży Amonie, żeś tatkę chronił dzisiaj od przygód, a mamie dał pszenicy na placki… I jeszcze co?… Żeś stworzył niebo i ziemię i zesłał jej Nil, który nam chleb przynosi… I jeszcze co?… Aha, już wiem!… I jeszcze dziękuję ci, że tak pięknie na dworze, że rosną kwiaty, śpiewają ptaki i że palma rodzi słodkie daktyle. A za te dobre rzeczy, które nam darowałeś, niechaj wszyscy kochają cię jak ja i chwalą lepiej ode mnie, bom jeszcze mały i nie uczyli mnie mądrości. No, już dosyć… — Złe dziecko! — mruknął pisarz od bydła schylony nad swoim rejestrem. — Złe dziecko niedbale oddaje cześć Amonowi… Ale faraon w czarodziejskiej kuli dostrzegł zupełnie co innego. Oto modlitwa rozzbytkowanego chłopczyny jak skowronek wzbiła się ku niebu i trzepocąc skrzydłami wznosiła się coraz wyżej i wyżej, aż do tronu, gdzie wiekuisty Amon, z rękoma na kolanach, zagłębiał się w rozpatrywaniu swojej własnej wszechmocy. Potem wzniosła się jeszcze wyżej aż na wysokość głowy bóstwa i śpiewała mu cienkim dziecięcym głosikiem: — A za te dobre rzeczy, które nam darowałeś, niechaj wszyscy kochają cię jak ja… Na te słowa pogrążone w sobie bóstwo otworzyło oczy i padł z nich na świat promień szczęścia. Od nieba do ziemi zaległa niezmierna cisza. Ustał wszelki ból, wszelki strach, wszelka krzywda. Świszczący pocisk zawisnął w powietrzu, lew zatrzymał się w skoku na łanię, podniesiony kij nie spadł na plecy niewolnika. Chory zapomniał o cierpieniu, zbłąkany w pustyni o głodzie, więzień o łańcuchach. Ucichła burza i stanęła fala morska gotowa zatopić okręt. I na całej ziemi zapanował taki spokój, że słońce, już ukryte pod widnokręgiem, znowu podniosło promieniejącą głowę…

Faraon ocknął się. Zobaczył przed sobą mały stolik, na nim czarną kulę, a obok Chaldejczyka Beroesa. — Mer-amen-Ramzesie — spytał kapłan — znalazłżeś człowieka, którego modły trafią do podnóżka Przedwiecznego? — Tak — odparł faraon. — Jestże on księciem, rycerzem, prorokiem czy może tylko zwyczajnym pustelnikiem? — Jest to mały, sześcioletni chłopczyk, który o nic Amona nie prosił, lecz za wszystko dziękował. — A wiesz, gdzie on mieszka? — pytał Chaldejczyk. — Wiem, ale nie chcę wykradać dla siebie potęgi jego modlitw. Świat, Beroesie, jest to olbrzymi wir, w którym ludzie miotają się jak piasek, a rzuca nimi nieszczęście. Zaś dziecko swoją modlitwą daje ludziom to, czego ja nie potrafię: krótką chwilę zapomnienia i spokoju. Zapomnienie i spokój… rozumiesz, Chaldejczyku? Beroes milczał.

Krótka modlitwa Nehemiasza

  1. BRZESKA.TRANS. Pamiętayże tedy na mię Boże moy ku dobremu.
  2. WUJEK.1923 Pomnij na mię, Boże mój, ku dobremu; Amen.
  3. GDAŃSKA.1881 Wspomnijże na mię, Boże mój! ku dobremu.
  4. GDAŃSKA.2017 Wspomnij na mnie, mój Boże, dla mojego dobra.
  5. KRUSZYŃSKI Wspomnij na mnie, Boże mój, dla mojego dobra!
  6. TYSIĄCL.WYD5 Pamiętaj, Boże mój, o tym dla mojego dobra!
  7. BRYTYJKA Zachowaj to, mój Boże, w pamięci ku mojemu dobru!
  8. WARSZ.PRASKA Racz tedy wspomnieć na mnie, o Boże mój, dla mojego dobra.
  9. ŚLĄSKIE.TOW.BIB. Wspomnij na mnie, mój Boże, ku sprawiedliwości!
  10. EIB.BIBLIA.2016.LIT Zachowaj to w pamięci, mój Boże, i poczytaj mi to na moją korzyść.
  11. Nowa Biblia Gdańska Wspomnij na mnie, mój Boże, ku sprawiedliwości!
  12. Biblia Pierwszego Kościoła Zapamiętaj mi to Boże, jako dobry czyn.
  13. Dzisiejsza Biblia Gdańska Pamiętaj mi to, mój Boze, dla mojego dobra.
  14. Clementine Vulgate memento mei, Deus meus, in bonum. Amen.
  15. Biblia Paulistów Zachowaj to w pamięci, Boże mój, dla mojego dobra
  16. Septuaginta μνήσθητί μου ὁ Θεὸς ἡμῶν εἰς ἀγαθωσύνην.
    Mnēsthēti mou ho Theos hēmōn eis agathōsynēn.

To, że Stary Testament jest skarbnicą wciąż aktualnych modlitw powinno być oczywiste dla każdego chrześcijanina. Oczywistą oczywistością jest cała Księga Psalmów, ale i poza psałterzem mamy całe mnóstwo modlitewnych perełek. Dziś chciałbym napisać o jednej z nich, a mianowicie o krótkiej modlitie kończońcej Księgę Nehemiasza. Brzmienie tej modlitwy w różnych przekładach podaję powyżej, a do regularnego użytku proponuję uzgrabnioną formę: Pamiętaj o mnie, Boże mój, w Dobroci Swojej. Taka forma dobrze oddaje biblijną treść (zwłaszcza tę z wulgaty) a przy tem ma dobry, modlitewny rytm, nadający się do wielokrotnego powtarzania, jako jedna z wersji Modlitwy Jezusowej, czy też szerzej modlitwy monologicznej. Nehemiasz umieścił tę modlitwę w kontekście własnych czynów, nic jednak nie stoi na przeszkodzie, by jej przesłanie zuniwersklizować i by każdy z nas odniósł ją do siebie samego i do swojej własnej relacji z Bogiem.

Pieśń o Miłosierdziu Boskim – Franciszek Karpiński

Boże! Twoje zlitowanie
Dobrze padło na człowieka!
On w swoim nikczemnym stanie
Miłosierdzia tylko czeka!

Czyżem to sobie zasłużył,
Żeś mię Twej nauczył wiary?
Do swegoś mię boku użył,
Dusznemi poświęcił dary!

Do stołu Twego z drugiemi
Idę, godownik szczęśliwy!
Nie zazdroszczę bogactw ziemi,
Skarbem moim Bóg prawdziwy!

Karzą śmiercią bunty czyje;
Gdym się na Boga podnosił,
On to widział, i ja żyję;
Chce tylko, bym Go przeprosił.

A czasem choć nas zasmuci,
Że potrzebę kary czuje,
Wnet rózgę na ogień wrzuci;
Jak Ojciec, znowu żałuje.

Ten szczęśliwy Sprawca doli
Sam nas do cnót przyprowadza.
Daje łaski z swojej woli,
Potym je niebem nadgradza.

Sprawiedliwość gdy na szali
Z miłosierdziem Jego stanie,
Zawsześmy to poznawali,
Że przeważa zlitowanie!

Ale w ostatnią godzinę
Największej litości trzeba!
Ufam, Boże, że nie zginę,
Tyś dla grzesznych zstąpił z nieba.

źródło: https://poezja.org/wz/Franciszek_Karpinski/5237/Piesn_o_milosierdziu_Boskim

Ten tekst ukazuje, że święta Faustyna ze swoją koncepcją Miłosierdzia Bożego przewyższającego Bożą Sprawiedliwość nie spadła z nieba. Ta koncepcja jest obecna w pieśni Karpińskiego, co dowodzi, ze była ona żywa w polskiej duchowości juz na parę wieków przed świętą Faustyną:

Sprawiedliwość gdy na szali
Z miłosierdziem Jego stanie,
Zawsześmy to poznawali,
Że przeważa zlitowanie!

Skoro Zawsześmy to poznawali, to znaczy, że dla Karpińskiego nie jest to żadna nowinka, ale stara prawda, znana od zawsze. To jest piękne. Nauka o Miłosierdziu Bożym nie jest nowinką, ale jest znana od zawsze.

Warto czytać i śpiewać pieśni Karpińskiego, będące wielką skarbnicą duchowości katolickiej. Jestem przekonany, że ten zbiorek poezji duchowej może być dla nas Polaków naszym odpowiednikiem Ćwiczeń duchowych Ignacego Loyoli.

Szkoda, że ta pieśń jest tak mało znana. Może warto to zmienić.

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij