Czy w dziewiętnastym stuleciu wyświęcano na katolickich kapłanów mężczyzn w dojrzałym wieku?

Bliżej mi nie znany Hubert Zet, którego wpis z niewiadomych przyczyn podsunął mi algorytm facebooka, zamieścił na wstępie tegoż wpisu następujące pytanie: Dlaczego Kościół Katolicki był przeciwny w XIX wieku „późnym powołaniom”? Jest to pytanie z rodzaju: Kto jest twoim wzorem do naśladowania i dlaczego Lenin?

Zawiera ono bowiem tezę, że Kościół Katolicki był przeciwny w XIX wieku późnym powołaniom, która to teza jest z gruntu nieprawdziwa. W rzeczywistości Kościół Katolicki w wieku XIX podchodził do takich powołań podobnie jak w wiekach wcześniejszych i póżniejszych, to znaczy chętnie przyjmował tych starszych kandydatów do kapłaństwa. którzy byli już jako tako wykształceni i oczytani, wskutek czego dobrze rokowali w kwestii duchownej formacji intelektualnej, pozostałym zas proponował drogę brata zakonnego.

Z mniej więcej tamtego okresu znamy dwa przykłady polskich księży wyświęconych w starszym wieku.

Franciszek Ksawery Zabłocki (1752–1821) był jednym z najwybitniejszych polskich komediopisarzy i poetów oświecenia. Napisał ponad pięćdziesiąt utworów dramatycznych, wśród których szczególne miejsce zajmują „Fircyk w zalotach”, „Zabobonnik” i „Sarmatyzm”. Tworzył również satyry, bajki i wiersze, a także tłumaczył i adaptował dzieła autorów francuskich i angielskich, m.in. Moliera i Szekspira.

Po upadku insurekcji kościuszkowskiej przeżył głęboki kryzys i w 1795 r. wyjechał do Rzymu. Tam rozpoczął studia teologiczne i, mając około 43 lat, przyjął święcenia kapłańskie. Po powrocie do kraju został proboszczem w Górze-Jaroszynie, a w 1800 r. objął parafię w Końskowoli. Pozostał tam do śmierci, poświęcając się pracy duszpasterskiej. Otaczał również opieką swego dawnego przyjaciela, poetę Franciszka Dionizego Kniaźnina.

Karol Antoniewicz (1807–1852), jezuita, kaznodzieja i poeta, należał do najbardziej cenionych autorów religijnych polskiego romantyzmu. Pochodził z rodziny ormiańskiej, studiował prawo we Lwowie. Po śmierci żony i dzieci wstąpił w 1839 r. do zakonu jezuitów. Wkrótce zasłynął jako wybitny kaznodzieja i rekolekcjonista, prowadzący misje ludowe w Galicji i na Śląsku.

Pozostawił bogatą twórczość poetycką i religijną: wiersze, pieśni, modlitwy, kazania oraz utwory prozatorskie. Do jego najbardziej znanych pieśni należą „Chwalcie łąki umajone”, „W krzyżu cierpienie” i „Nie opuszczaj nas”. Jego poezję cechują prostota, żarliwość religijna i romantyczna emocjonalność. Zmarł w 1852 r. podczas epidemii cholery, posługując chorym w Obrze.

Można też wskazać co najmniej kilka przypadków z zachodu.

1. Gabriel Mollevaut (1778–185?) — święcenia w wieku 42 lat

Mollevaut miał już za sobą karierę świecką: był dyplomatą napoleońskim, a następnie profesorem greki, łaciny i włoskiego w Metz. Dopiero później zdecydował się na kapłaństwo. W 1816 r. został wyświęcony na księdza w wieku 42 lat. Później został przełożonym słynnej sulpicjańskiej Solitude d’Issy i zajmował się formacją kandydatów do kapłaństwa.

2. John Kelly (1804–1883) — święcenia w wieku 43 lat

Irlandczyk, urodzony w 1804 r. wyuczył się zawodu stolarza/cieśli i przez znaczną część wcześniejszego życia funkcjonował jako świecki. Dopiero później podjął studia w Ushaw College. Został wyświęcony na kapłana w wieku 43 lat, w 1847 r. Następnie przez 35 lat był proboszczem w Felling koło Newcastle. Źródło historyczne wprost określa jego przypadek jako late vocation.

3. Anthony (Antoine) Deydier (1788–1864) — święcenia w wieku 48/49 lat

Francuz przybył do Ameryki w 1810 r. Początkowo został wyświęcony na diakona w 1812 r., ale odmówił przyjęcia kapłaństwa. Zamiast tego przez kilka lat uczył w Mount St. Mary’s w Emmitsburgu, później pracował jako prywatny nauczyciel w Albany.

Dopiero po ponad 20 latach zmienił decyzję. 25 marca 1837 r. bp Simon Brute wyświęcił go na księdza. Deydier miał wtedy około 48–49 lat. Wkrótce został pierwszym katolickim proboszczem Evansville w Indianie. Współczesne opracowanie historii diecezji nazywa go wprost jednym z pierwszych „late vocations”.

4. Paul Gillen (1810–1882) — prawdopodobnie około 46 lat

Gillen przybył z Irlandii do USA w 1840 r. i pracował m.in. jako akwizytor/sprzedawca książek i agent katolickiego czasopisma „Boston Pilot”. Dopiero w 1856 r., mając około 46 lat, wstąpił do Zgromadzenia Świętego Krzyża w Notre Dame. Wkrótce potem przyjął święcenia i rozpoczął działalność kapłańską. Źródła Notre Dame określają go wprost jako late vocation.

Co ciekawe, jako już dojrzały ksiądz został kapelanem podczas wojny secesyjnej i był najstarszym kapelanem katolickim armii.

5. John O’Rourke (1809–1887) — około 40 lat

Urodził się w 1809 r., a dopiero w 1845 r. wstąpił do Maynooth College, czyli miał około 36 lat. W 1849 r. przyjął święcenia. Dictionary of Irish Biography podkreśla, że było to „unusually late vocation”, ponieważ wówczas zwyczajowo rozpoczynano przygotowanie do kapłaństwa już około 12. roku życia.

Tekst przygotowany z pomocą sztucznej inteligencji

Pierwszy tomik „Biblioteki Uczniów Światłości”

Pierwszego września bieżącego roku opublikowałem pierwszy tomik „Biblioteki Uczniów Światłości”, serii poświęconej różnym aspektom Życia Duchowego

Pierwszy tomik to nowela żydowsko-niemieckiego pisarza Lea Hirscha o spotkaniu Spinozy z Leibnizem

Link do pobrania

Uroczysta Msza Głagolicka celebrowana przez ksiedza Mateusza Markiewicza IBP

Sformułowanie Msza Głagolicka może mieć różne znaczenia w różnych czasach i miejscach, ale obecnie najczęściej rozumie się pod tym pojęciem Mszę Trydencką sprawowaną w języku cerkiewnosłowiańskim. Nazwa głagolicka wywodzi się od alfabetu zwanego głagolicą, którym ten język był tradycyjnie zapisywany. Msza ta sprawowana jest gdzieniegdzie w Chorwacji, bardzo rzadko w Czesku i niekiedy w chorwackiej diasporze na całym świecie. Tu mamy właśnie celebrację w diasporze chorwackiej w Sydney. Co ciekawe, celebransem jest Polak, ksiądz Mateusz Markiewicz IBP, którego ja osobiście pamiętam sprzed ponad 20 lat z forum kosciol.pl.

Na uwagę zasługują pięknę śpiewy, a zwłaszcza niezwykła aranżacja Modlitwy Jezusowej na Komunię, której poświęcę jeszcze osobny tekst.

Msza aztecka (Misa Azteca) – Josepha Juliána Gonzáleza. Utwór, który nie podoba się fundamentalistom

W sprawie koncertów muzyki sakralnej organizowanych w kościołach zawsze moge liczyć. Jak jest jakiś ciekawy koncert, to zawsze zapłoną świętym oburzeniem. Ja osobiście uważam, że kościoły są najlepszym miejscem na koncerty muzyki sakralnej i wystawy sztuki sakralnej, bo jedne i drugie są swego rodzaju rodzajem nabożeństwa paraliturgicznego. Fundamentaliści oburzają się praktycznie każdym koncertem muzyki sakralnej zorganizowanym w kościele. Były już ateki na Annę von Hausswolff i Louisa Lewnadowskiego, teraz przyszedł czas na Josepha Juliána Gonzáleza i jego Mszę aztecką wystawioną w katedrze w Los Angeles. Na jednym z tradycjonaliztycznych kanałów na YT przedstawiono ją jako wielka profanację.

Poniżej prezentuję program koncertu, a powyżej jego nagranie. Zachęcam do wysłuchania tego arcydzieła muzyki sakralnej. Nie będę pisał jego analizy, bo wydaje mi się, że najlepiej, aby każdy odczytał je po swojemu. Jestem przekonany, że każdy jako tako obyty z gatunkiem mszy symfonicznej (utwór muzyczny małą literą) z przyjemnością odnajdzie się w tym utworze. Zwracam uwagę, że omawiana kompozycja stanowi drugą część koncertu.

The Cathedral of Our Lady of the Angels Choirs present 

Misa Azteca 

by Joseph Julian Gonzalez

José J. Delgadillo, Director  |  Sook Hyun Kim, Collaborative Artist 

 José Vences, Creative Director – Grandeza Mexicana Folk Ballet Company 

 Miguel Marrón, Artistic Director – Grandeza Mexicana Folk Ballet Company 

 Dalia Rosibel, Soprano  |  Delia Rios, Soprano  |  Joey Molina, Tenor 

Danza Azteca

Los Misioneros

La Aparición

La Procesión

El Homenaje

Santa Maria E

Ruega Por Nosotros

Xochipitzahuatl

Concheros

Huapango

Intermission

Misa Azteca
Joseph Julian Gonzalez

I.  Kyrie …………………………………………..……………………………………………………………….

II.  Gloria …….……………………….…………..……………………… Joey Molina, Tenor

III.  Gradual ……………….……………………………………… Dalia Rosibel, Soprano

IV.  Credo …………..……………………………….…………………..…. Joey Molina, Tenor

V.  Sanctus ……….……………………………..…..……. Delia Maria Rios, Soprano

VI.  Agnus Dei …………. Dalia Rosibel, Soprano; Joey Molina, Tenor

VII.  Salve Regina ………………………………………….………………………………………………….

VIII.  Ite Missa Est …………. Delia Rios, Soprano;  Joey Molina, Tenor

Nie przychodźmy na niedzielną Mszę Świętą w stroju żałobnym

Jak co roku w lecie na stronach i grupach katolickich w internecie, a zwłaszcza w mediach społecznościowych pojawiają się dziesiątki wpisów do chodzenia do kościoła, a zwłaszcza na Mszę Świętą niedzielną w odpowiednim stroju. Róznie jest jednak przedstawiany ten odpowiedni strój. Nie zawsze właściwie. W tym roku hitem jest plakat wygenerowany przez AI i nakłaniający do zakładania do kościoła stroju galowego.

O ile z zaproponowanym tu strojem damskim nie ma większego problemu, to męski jest bardzo kontrowersyjny. Czarny garnitur, czarne buty, biała koszula i ciemny krawat to strój wieczorowy. Nie wypada go nosic przed zachodem słońca, a zwłaszcza przed 16.00. Noszenie go rano jest poważnym faux pas. Jedynym wyjątkiem jest pogrzeb. Jest to bowiem również męski strój żałobny. W tym ostatnim jednak przypadku nie pasuje do niego strój towarzyszącej mężczyźnie kobiety, której strój ewidentnie żałobny nie jest. Dlatego zaproponowałem zmienę tego plakatu, z którą AI sobie bardzo dobrze poradziło.

Niedziela jest cotygodniową Paschą. Nioedzielna Msza Święta jest wydarzeniem radosnym, celebracją Zmartwychstania. Nie wypada na radosną celebrację przychodzić w stroju żałobnym. A strój galowy pozostawmy Galom.

Wizerunki Matki Bożej jako kobiety w starszym wieku

Dr Stanisław Krajski w jednym ze swoich filmów na YouTube powiedział, że Maryi, Matki Bożej nigdy nie przedstawiano w chrześcijańskim malarstwie sakralnym, jako starej kobiety. Raczy sie mylić. Powyżej kilka przykładów dawnych obrazów sakralnych, przedstawiających Maryję jako kobietę w wieku raczej sstarszym niż młodszym. Są to po kolei: Mąż boleści w ramionach Dziewicy Hansa Memlinga, Pieta Quentina Massysa vel Metsysa i bizantyjska ikona Zaśnięcia Bogarodzicy.

Dalej pan Krajski wywodzi, że Maryja została wzięta do Nieba jako młoda kobieta. To juz jest piramidalna bzdura. Tradycja przekazuje, że Maryja została wzięta do Niaba pomiędzy sześćdziesiątym a siedemdziesiątym rokiem życia. Zresztą policzmy. W chwili narodzin Chrystusa miała nie mniej niż 15 lat, Chrystus żył na ziemi co najmniej lat 33 (a wiele wskazuje, że 39-40). W chwili Śmierci i Zmartwychwstania Chrystusa Maryja miała więc pomiędzy 48 a 55 lat. Po Wniepowstąpieniu Pańskim żyła zaś jeszcze wg Tradycji kilkanaście lat. Młoda więc na pewno w chwili Wniebowzięcia nie była.

Owszem, po Wniebowzięciu Maryja jest Przebóstwiona i ma Ciało Uwielbione. Święty Tomasz z Akwinu sugeruje, że Ciała Uwielbione są zawsze około trzydziestoletnie, niezależnie od wieku, w którym dany człowiek opuścił ten świat. Ale na ziemi Maryja była najpierw dzieckiem, następnie młodą dziewczyną, potem dojrzała kobietą i w końcu staruszką. I w każdym z tych stadiów może być i jest przedstawiana.

In principio erat sermo

Pod koniec maja byłem sobie na koncercie organowym. Przed koncertem był wykład na temat różnych przekładów Biblii. Prelegent pokazywał reprinty różnych przekładów. Między innymi miałem okazję zerknąć do łacińskiego przegładu Nowego Testamentu pióra Erazma z Rotterdamu. Zajrzałem do pierwszego rozdziału Ewangelii Świętego Jana, jednego z tych bardzo nielicznych fragmentów Biblii, które jako tako kojarzę po łacinie.

Ze zdumieniem przeczytałem: In principio erat sermo et sermo.

Argumenty Erazma za użyciem słowa sermo przytacza Jakub Koryl w artykule Erazma z Rotterdamu rozważania nad znaczeniem pojęcia „logos” w pierwszym wersecie prologu Ewangelii św. Jana. Poniżej cytuję część z nich:

Erazm stwierdza za św. Hieronimem, iż grecki rzeczownik λόγος jest wieloznaczny („logon, quae vox cum sit polysemos”). Wieloznaczności tego leksemu odpowiada w języku łacińskim jego bogata synonimika. Może on bowiem w odniesieniu do Drugiej Osoby Trójcy w języku łacińskim oznaczać verbum, sermo, ratio, sapientia oraz computus. W Annotationes do tej grupy dodaje jeszcze modus oraz supputatio. Ponadto w komentarzu do Prologu Erazm zwrócił uwagę, iż celem jego pracy jest oddanie semantycznego bogactwa greckiego leksemu, ponieważ w nim właśnie zawiera się bogactwo myśli wyrażonej przez Ewangelistę.

Zarówno w Apologii, jak i komentarzu do Prologu, Erazm stwierdził, iż wedle klasycznych autorów łacińskich („apud Latinos auctores”) sermo właściwiej (tzn. wedle terminologii Erazma: commodius, verius, usitatius) oddaje sens rzeczownika λόγος. Verbum bowiem oznacza raczej pojedyncze słowo, dlatego semantycznie odpowiada greckim ρήμα oraz λέξις. Ponadto w Annotationes Erazm posłużył się retorycznym argumentem, iż „Sermo Dei factus est caro” brzmi w bardziej łagodny sposób („mollior sit oratio”) niż „Verbum Dei factus est caro”

Ponadto w komentarzu do Prologu Erazm posłużył się argumentem teologicznym za nieadekwatnością przekładu λόγος jako „verbum”. Chrystus – powiada Rotterdamczyk – ostał nazwany Logosem, ponieważ cokolwiek Bóg zechciał powiedzieć do człowieka, zawsze mówił przez swojego Syna („per Filium loquatur”). Innymi słowy λόγος nie jest jedynie słowem, ale przede wszystkim dyskursem Boga.

Tyle Koryl. Na koniec przygarść moich własnych refleksji. In principio erat sermo przekładam sobie na polski jako na początku była opowieść. Wchodzimy tu w tradycję midraszu. Niedawno pisałem o midraszach, z którymi zapoznałem się poprzez książkę Pawła Śpiewaka. Pisałem wtedy, że midrasze wydają się dla mnie systemem niekompletnym. Kompletny stałby się dopiero po wprowadzeniu do niego Jezusa Chrystusa. In principio erat sermo – na początku była opowieść – Chrystus jest Opowieścią prawdziwą, która dopełnia wszystkie opowieści. Wpisuje się to też w koncepcję mitu prawdziwego, głoszoną przez Bede  Griffithsa i innych Inklingów. „Sermo Dei factus est caro” – Mit stał się Prawdą. To dopiero początek możliwości interpretacyjnych, które otwierają się dzięki oddaniu logos jako sermo. Całą literaturę, również tę formalnie świecką, łatwiej w tym kontekście interpretować jako przestrzeń mistyczną i inicjacyjną. I tak dalej i tak dalej i tak dalej

Piękna i głęboka prefacja

Zachwycałem się już na tym blogu tekstami liturgicznymi obrządków ormiańskiego i syryjskiego. Pora na taki sam zachwyt nad tekstem pochodzącym z mojej własnej tradycji. to jest ze Zwyczajnej Formy Rytu Rzymskiego. Tym tekstem jest Szósta Prefacja na Niedziele Zwykłe.

Vere dignum et iustum est, aequum et salutare, nos tibi semper et ubique gratias agere: Domine, sancte Pater, omnipotens aeterne Deus: In quo vivimus, movemur et sumus, atque in hoc corpore constituti non solum pietatis tuae cotidianos experimur effectus, sed aeternitatis etiam pignora iam tenemus. Primitias enim Spiritus habentes, per quem suscitasti Iesum a mortuis, paschale mysterium speramus nobis esse perpetuum. Unde et nos cum omnibus Angelis te laudamus, iucunda celebratione clamantes:

Zaprawdę, godne to i sprawiedliwe a dla nas zbawienne, * abyśmy Tobie składali dziękczynienie i Ciebie wychwalali, * Panie, Ojcze niebieski, wszechmogący i miłosierny Boże, * w którym żyjemy, poruszamy się i jesteśmy. W czasie naszej doczesnej pielgrzymki * doznajemy Twojej dobroci w codziennych potrzebach * i nosimy już w sobie zadatek życia wiecznego. * Mając bowiem pierwsze dary Ducha, * przez którego wskrzesiłeś z martwych Jezusa, * spodziewamy się wiekuistego udziału w misterium paschalnym. Dlatego z wszystkimi Aniołami wychwalamy Ciebie * z radością wołając:

To wyjątkowo mistyczna prefacja zwracająca uwagę z jednej strony na Wszechobecność Boga, a z drugiej na nasze Zjednoczenie z Nim, urzeczywistniające się, już teraz, w doczesności, a nie dopiero w Niebie.

Nieraz juz wspominałem, że praktykuję medytację polegającą na wyobrażonym śpiewaniu pieśni nabożnych wewnątrz swojego umysłu. Elementem tej praktyki jest wsłuchiwanie się w śpiewaną przez kapłana prefację i powtarzanie tego śpiewu w duchu. Ta krótka medytacja świetnie przygotowuje do uważnego przeżycia najważniejszego momentu Mszy Świętej. Oczywiście treść prefacji nie pozostaje bez znaczenia. Prefacje mają często bogate przesłanie duchowe, czego przykładem jest ta powyższa. Zachęcam wszystkich moich czytelników do stosowania tej praktyki uważności podczas prefacji.

Monstrancje w kształcie drzewa

Montrancje najczęściej przypominają słońce. I słusznie, bo slóńce jest jednym z najważniejszych symboli chrystologicznych. Chrystus jest naszym Słońcem, Słońcem prawdziwym, którego to Słońca to astronomiczne jest jedynie odbiciem. Bywają też monstrancje w kształcie kościoła, czy kaplicy. To też jest słuszne, bo monstrancja jest jakby przenośną kapliczką, w której mieszka Bóg.

Ale za mało jest monstrancji w kształcie drzewa, a wszak Jezus Chrystus jest Drzewem Życia. Trochę taki monstrancji jednak powstało, głównie w krajach niemieckich, w tym i na dawnym Śląsku. Poniżej prezentuję kilka z nich, zachęcając do podziwiania starych i tworzenia nowych.

Tree of Jesse, gold monstrance made in Augsburg, Germany, in 1610. Illustration from Jesus-Christ, by Louis Veuillot, with Une Etude sur l’Art Chretien, by E Cartier (Librairie de Firmin-Didot et Cie, Paris, 1876).

This monumental monstrance is one of the greatest masterpieces of Baroque silversmithing in Munich. Franz Kessler, goldsmith at the court of the Bavarian Elector Ferdinand Maria, executed the theme of the „Root of Jesse” in an unusual form and outstanding sculptural quality. Reposing at the foot of the monstrance is the biblical progenitor Isaiah (Jesse). A sturdy vine with tendrils growing out of him encloses the ostensory. A statuette of the Virgin Mary in a halo can be seen above. Crowning the monstrance is Jesus on the cross, who rises above God the Father and the Holy Spirit as a dove. The family tree of Christ’s ancestors is here both a tree of life and a vine, referring to the celebration of the Last Supper.

Johann Wolfgang Baumgartner was an Austrian-German Rococo painter.
He was born Johann Wolfgang Baumgartner in Tyrol and he learned glass painting in Salzburg. He moved to Augsburg and worked as a glass painter. The ceiling painting in the Sanctuary of the Holy Cross of the former Klosters Mountains is considered as his largest and most important work.

Pozłacana srebrna monstrancja przedstawiająca drzewo Jessego.
Wykonana w 1671 r. przez wrocławskiego złotnika Christiana
Mentzla na zamówienie ówczesnego opata cystersów.
Zaprojektowana jako monstrancja procesyjna, przy metrowej
wysokości waży tylko 8 kg.
W zbiorach opactwa cystersów w Henrykowie

Ciekawy artykuł o tego typu śląskich monstrancjach

20 lat mojego blogowania

Dwadzieścia lat temu, 1 czerwca 2006 zacząłem przygodę z blogowaniem. Na nieodżałowanym serwisie blox.pl założyłem wtedy bloga „Okiem Svetomira” i zainaugurowałem go tekstem Liberał chwali narodowca. Początkowo miał być to blog o wszystkim, z czasem przemianowałem go na „Kulturę Okiem Svetomira” i ograniczyłem jego tematykę do szeroko rozumianej kultury. W kolejnych latach założyłem także inne blogi, a w 2019 przeniosłem dwa najważniejsze na WordPressa, gdyż serwis blox.pl został zlikwidowany. I piszę nadal. Piszę głównie o religii i literaturze (bo na tych kwestiach się trochę znam), nie omijam jednak też innych obszarów kultury. Nie wiem, ile jest w Polsce blogów prowadzonych prawie ciągle przez 20 lat, myślę jednak, że niewiele. Cieszę się więc, że przetrwałem te 20 lat, mam też nadzieję, że będę pisać i będę miał co pisać przez następne 20 i wiele więcej jeszcze.

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij