







Dziś dwa obiekty z Ciścia, ze ścieżki rowerowej Milówka-Węgierska Górka: bacówka i kapliczka nadrzewna.















Dziś dwa obiekty z Ciścia, ze ścieżki rowerowej Milówka-Węgierska Górka: bacówka i kapliczka nadrzewna.








Kilka dni temu swoje setne urodziny obchodził profesor Aleksander Krawczuk, najwybitniejszy polski starożytnik. W latach osiemdziesiątych, w swojej książce „Stąd do starożytności”, skądinąd bardzo ciekawej i wartej polecenia, nie tylko miłośnikom starożytności, ale wszystkim pragnącym zrozumieć współczesną kulturę i poznać jej korzenie, zamieścił esej o starożytnych długowiecznikach i ich sposobach na długie życie. Gdy po latach okazało się, że autor przeżył już większość opisywanych w tym tekście osób (a życzymy mu, by przeżył wszystkie) nasuwa się myśl, czy sam stosował też te metody? Przeczytajmy więc kluczowy fragment tego eseju:
Jeśli chodzi o filozofów i historyków, autor z wyraźną satysfakcją opowiada, że Demokryt zmarł mając 104 lata, i to właściwie dobrowolnie, odmówił bowiem przyjmowania pokarmów. Solon i Tales żyli podobno po sto lat, założyciel szkoły stoików Zenon – 98, jego zaś uczeń i następca Kleantes – 99. Sławny sofista Gorgiasz rozstał się ze światem w 108 roku życia przez dobrowolną głodówkę, a zapytany o przyczyny starości tak długiej i zachowania zdrowia rzekł: Nigdy nie włóczyłem się po cudzych ucztach! Podobnie postąpił retor Izokrates, licząc lat 99. Platon żył krócej, lat 81, a historyk Polibiusz zmarł w 82 roku życia skutkiem upadku z konia. Inny historyk, Hieronim, żył 104 lata, choć uczestniczył w wielu wojnach, dużo się trudził, wielekroć był ranny; mimo to zachował aż do końca siły w pożyciu małżeńskim i pełną władzę we wszystkich zmysłach. Arystobul żył ponad 90 lat, a do pisania swego dzieła historycznego przystąpił mając ich ponad 84. Godny podziwu jest również poczet długowiecznych poetów. Tragediopisarz Sofokles, autor Antygony, zmarł poniekąd przypadkowo po 90 roku życia: udławił się winogronem. Do końca swych dni cieszył się pełnią władz umysłowych, co podobno udowodnił publicznie, gdy syn chciał go ubezwłasnowolnić. Odczytał wówczas ku wzruszeniu wszystkich przed trybunałem i słuchaczami swoją ostatnią tragedię, Edypa w Kolonie. Komediopisarz Kratinos zmarł w 97 roku życia, podobnie jak Filemon, również autor komedii, który zaśmiał się na śmierć, gdy spostrzegł, że osioł zjada ze stołu przygotowane dla niego figi. (…) Jaka jednak jest esencja rad zarówno współczesnych gerontologów, jak też makrobiotyka sprzed półtora wieku? Trudno nie zauważyć, że w gruncie rzeczy wszystko sprowadza się do trzech ogólnych, ramowych zaleceń, które podobno podawał już Hipokrates, sławny lekarz grecki w wieku V p.n.e., współczesny Sokratesowi. Otóż jego – czy też jemu przypisywane – rady makrobiotyczne, które w życiu swym może zastosować każdy, brzmiały prosto i zwyczajnie:
Po pierwsze – odżywiaj się skromnie i nigdy, ale to przenigdy nie objadaj się.
Po drugie – zawsze zachowuj aktywność psychiczną i fizyczną.
Po trzecie – bądź powściągliwy w życiu erotycznym.
Na tym ten wpis miał się zakończyć, ale żołnierze strzelają, Pan Bóg kule nosi. Podczas rutynowej prasówki natrafiłem na tekst korespodnujący z innym fragmentem tego eseju i uznałem za stosowne zaprezentować tu tę korelację. Krawczuk pisze: Najbardziej jednak interesujące są dane, jakie Pliniusz zaczerpnął – sam to stwierdza – ze spisu mieszkańców przeprowadzonego urzędowo w Italii w roku 74. Okazuje się mianowicie, że tylko w jednym regionie półwyspu, określanym wtedy jako VIII, a obejmującym ziemie pomiędzy Apeninami i Padem, żyło w owym roku: osób liczących po 100 lat – 54; po 110 –14; po 125 – 2; po 130 – 4; po 135 lub 137 – 4; po 140 – 3. A są to dane oficjalne i chyba w pełni wiarygodne, jak wskazuje choćby wahanie w wypadku dwóch osób, co do których miano pewne wątpliwości: lat 135 czy też 137. Czy na tymże obszarze Italii znalazłoby się obecnie więcej osób długowiecznych? Na to pytanie odpowiada po czterdziestu latach artykuł w serwicie Podróże.gazeta.pl: We Włoszech żyje najwięcej stulatków w Europie. Co więcej, z roku na rok osób osiągających słuszny wiek w Italii przybywa. Istat, włoska agencja statystyczna, podaje, że w 2019 roku mieszkało 14 456, w tym roku jest ich ok. 5 tys. więcej – 20 456. Można więc przyjąć, że również warunki życia na Półwyspie Apenińskim sprzyjają długowieczności i to nieprzerwanie od tysięcy lat.

Wielka księga Tao to nowy przekład Daodejing (Tao Te Cing) dokonany przez Jarosława Zawadzkiego. Tłumacz nie tylko tłumaczył bezpośrednio z chińskiego (ponad połowa polskich przekładów tej księgi jest z angielskiego, a jeden, czy dwa z rosyjskiego), ale jest zawodowym sinologiem i jak się zdaje, w żadnym sensie nie jest taoistą. Tłumaczył więc tę księgę z dystansem naukowca, nie z nabożnością wyznawcy. Już we wstępie zwraca uwagę na niespójność tekstu i nieprzyjemny (prawie totalitarny) wydźwięk niektórych rozdziałów. O ile inne polskie przekłady (i nie tylko polskie) zachęcają do praktykowania taoizmu w takiej, czyinnej formie (bo zdaje mi się, że na Zachodzie każdy „taoista” uprawia taoizm po swojemu), tak ten przekład do taoizmu zniechęca.
7/52/2022
* * * *

Leti žába, leti vzduchem,
Tenisista buch rakietą,
Żaba spada z wielkim hukiem
I rozbija się o beton.










O tym kościele na stronie Beskidy Travel możemy poczytać tak: Murowany kościół z 1901 r. Zbudowany dzięki finansowemu wsparciu kardynała Jerzego Koopa, arcyksięcia Albrechta, a także cesarza Franciszka Józefa I. W roku 1956 kościół rozbudowano. Wewnątrz zwracają uwagę płaskorzeźbione stacje Drogi Krzyżowej autorstwa ludowego artysty z Koniakowa– Franciszka Wojarskiego. W nawach bocznych wiszą dwa obrazy, przedstawiające Wesele w Kanie Galilejskiej oraz połów ryb w jeziorze Genezaret, pędzla Jana Czarneckiego z Katowic. Drewniany strop, surowy i piękny w swojej prostocie, ozdobiono motywami haftu istebniańskiego, zaś w samym szczycie ołtarza głównego znajduje się obraz Matki Boskiej Częstochowskiej, pędzla Jana Wałacha. Warto zwrócić uwagę na pięknie sklepioną kaplicę (po lewej stronie przedsionka). Znajduje się w niej kamienna mensa, nad którą zobaczymy płaskorzeźbę przedstawiająca scenę objawienia się Matki Bożej w Fatimie. Bywałem w tym kościele w młodości, na przykład na oazowych dniach wspólnoty. Teraz odwiedziłem go po latach i zrobiłem trochę zdjęć.









Książka będąca zbiorem krótkich biografij wybitnych Ludzi Wiary. Takie książki są z reguły lekkie, łątwe i przyjemne (chyba, że opisywani Ludzie Wiary byli męczennikami, wtedy mniej przyjemne). Ta nie jest, mimo że jej bohaterowie męczennikami nie byli. Jest trudna w odbiorze, poprzetykana specjalistyczną terminologią teologiczną i nietłumaczonymi frazami łacińskimi a nawet greckimi. Bierze się to stąd, że jej autor, ksiądz Wacław Świerzawski, późniejszy biskup, był profesorem teologii, który pisał tu o swoich mistrzach, pośrednich i bezpośrednich.
Są tu Polacy i cudzoziemcy, święci i nieobdarzeni kultem, zmarli i żyjący (wtedy, teraz już nie), duchowni i świeccy, mężczyźni i jedna kobieta (święta Teresa od Jezusa). Szkoda, że tylko jedna. Nie byłoby trudno znaleźć ich więcej. Wszyscy opisani przyczynili się do stworzenia katolickiej mistyki liturgicznej, której głosicielem był Wacław Swierzawski. Moim zdaniem w tym kierunku działały tez polskie święte: Faustyna Kowalska i Urszula Ledóchowska. Można je było tu omówić.
Nie jest to więc książka typowo biograficzna. Czytelnikowi, który pokonał jej trudności przyniesie sporo wiedzy z historii Kościoła, liturgiki i duchowości.
6/52/2022
* * * *
Ten tekst powinien powstać ponad tydzień temu, ale byłem trochę chory i nie dalęm rady. Pisze więc teraz. Na początek krótko o polskim występie. Było nieźle, ale mogło być znacznie lepiej, gdyby było po polsku i bardziej kolorowo. Prawie wszystkie kraje wróciły do swoich języków, tylko polscy wykonawcy trzymają się tego angielskiego z uporem godnym lepszej sprawy. Nie tędy droga.
Przejdźmy do wykonawców, którzy najbardziej przypadli mi do gustu. Przede wszystkim ucieszył mnie powrót po latach moich ulubieńców z Mołdowy – zespołu Zdob şi Zdub. Powtórzyli sukces sprzed lat, z kolejnym etnopunkowym utworem, tym razem Trenulețul . Nie tak charakterystycznym jak Boonika Bate Toba, ale też bardzo dobrym.
Reprezentująca Serbię Konstrakta zapezentowała coś więcej niż piosenkę. In corpore sano to sui generis rytuał, na pół sanitarny, na pół religijny (quasisakralne stroje i gesty towarzyszące długotrwałemu myciu rąk). Dwuznaczne są słowa „Bože zdravlja”, które mogą być odczytane zarówno jako prośba do Boga o zdrowie, jak też jako inwokacja do jakiegoś pogańskiego boga zdrowia, czy wręcz do ubóstwionego zdrowia. Cały utwór jest polemiką z powiedzeniem „w zdrowym ciele zdrowy duch” i kończy się jego rozbudowanym zaprzeczeniem sformułowanym po łacinie: Mens infirma in corpore sano/Animus tristis in corpore sano/Mens desperata in corpore sano/Mens conterrita in corpore sano. Użycie łaciny w tej piosence bardzo mi się spodobało. Może Serbia zaczyna wchodzić w krąg cywilizacji łacińskiej?
Serbowie i Mołdawianie znaleźli się w czołówce konkursu. Kolejny zespół, który mnie zainteresował, prawie zamyka stawkę finalistów. Alvan & Ahez swoją piosenkę Fulenn śpiewają po bretońsku, co jest ewenementem na tym festiwalu. Ten utwór też jest swego rodzaju rytuałem, tym razem ewidentnie pogańskim.
Ogólnie jestem zdecydowanym przeciwnikiem używania języka angielskiego na tym festiwalu (oczywiście nie dotyczy to reprezentantów UK, Australii i ewentualnie Irlandii). Czasami jednak ten angielski ma sens. Tak jest w tym przypadku. Na eurowizji folklor jest zazwyczaj bogato reprezentowany, ale jest to prawie wyłącznie folklor muzyczny. Ludowe są melodie piosenek, albo nawet tylko ich fragmenty, ludowe bywa też instrumentarium. Piosenka Give That Wolf A Banana zespołu Subwoolfer odwołuje się do folkloru literackiego, a konkretnie ludowej bajki o Czerwonym Kapturku, znanej w wielu krajach Europy, a spopularyzowanej przez braci Grimm.
Na koniec utwór, który się do finału nie dostał. Gruziński zespół Circus Mircus w utworze Lock Me In przeniósł nas w klimaty średniowiecza zhybrydowanego ze współczesnością. Chyba jednak okazało się to zbyt hermetyczne dla eurowizyjnej widowni.










Proponuję spojrzenie na Błatnią w Beskidzie śląskim nie w aspekcie przyrodniczym, a kulturowym. Prezentuję więc knajpę z elementami skansenu, pomnik, kpliczki i kupy kamieni.





















Polska religijność miała przez setki lat charakter wybitnie odtwórczy. Przejmowaliśmy wzorce od innych, nie tworzyliśmy własnych. Byliśmy tylko realizatorami, często bardzo gorliwymi. Polscy święci nie pozostawiali po sobie znaczących pism, czy nowych form pobożności, nie powstała też w Polsce żadna ciekawa herezja. To pierwsze zaczęło się zmieniać w XX wieku (Józef Sebastian Pelczar, Faustyna Kowalska, Urszula Leduchowska, Jan Paweł II), to drugie dotąd się nie zmieniło, ale może zmienić teraz.
Piotr Augustyniak serwuje nam porządną herezję chrystologiczną, a właściwie jezuologiczną, gdyż augustyniakowy Jezus nie jest Chrystusem. Jego Jezus jest kimś mniej więcej pomiędzy Buddą a Sokratesem. Nie Zbawicielem a Nauczycielem. Nauczycielem czego? Transu zasadniczo. Koncepcja ciekawa, choć jako całość niewątpliwie nie do przyjęcia dla chrześcijanina.
Warto tę książkę jednak przeczytać. Może być podstawą do refleksji i paradoksalnie przyczynić się do umocnienia wiary.
5/52/2022
* * * *
Po dłuższej przerwie przypominam kolejny mój tekst sprzed dekady

W telewizjach dziecięcych oraz w dziecięcych blokach programowych na antenach telewizyj ogólnych można oglądać setki seriali przeznaczonych dla najmłodszych i nieco starszych telewidzów. Wśród tego ogromu produkcyj znajduje się między innymi francuski serial animowany Martin Matin, którego tytuł jest w Polsce tłumaczony jako Marcin Ranek. Uważam to tłumaczenie za nie najszczęśliwsze. Czemu? Zaraz wytłumaczę.
Niedawno jeden z moich znajomych, zastawszy mnie przy czytaniu zapytał, co też czytam. Odpowiedziałem, że Odyseję w przekładzie Lucjana Siemieńskiego. Stwierdziłem przy tem, że wolę stare przekłady poematów Homera, pisane wierszem polskim, osobliwie zaś trzynastozgłoskowcem, od nowszych, starających się odwzorować wiersz starogrecki i zapytałem, jakie woli mój rozmówca? Odrzekł, że wierne. Odpowiedź ta zdumiała mnie niepomiernie i skłoniła do głębokiego zastanowienia się nad tym problemem. Cóż bowiem oznacza wierny przekład tekstu poetyckiego? Aby mógł być za taki uznany, musiałby ściśle oddawać nie tylko treść oryginału, ale i jego formę, a więc rym, rytm, melodykę, rozkład rymów…
Zobacz oryginalny wpis 660 słów więcej