
Na temat katolickich korzeni Halloween pisali między innymi tacy autorzy jak Augustine Thompson OP, Maciej Kapek i Łukasz Wolański. Dwaj ostatni rozważali też perspektywy rekatolicyzacji tego święta. W niniejszym tekście oprę się głównie na ich wypowiedziach oraz na moich badaniach dotyczących symboli chrześcijańskich. Część ilustracji zaczerpnąłem z wpisu Łukasza Wolańskiego,
Ojciec Thompson pisze tak: To prawda, że starożytni Celtowie z Irlandii i Wielkiej Brytanii obchodzili niewielkie święto 31 października – tak jak w ostatnie dni każdego miesiąca w roku. Jednak Halloween przypada w ostatni dzień października z uwagi na uroczystość Wszystkich Świętych, czyli „All Hallows” 1 listopada. Święto ku czci wszystkich świętych w niebie było wcześniej obchodzone 13 maja, ale papież Grzegorz III (741 r.) przeniósł je na 1 listopada – dzień poświęcenia Kaplicy Wszystkich Świętych w Bazylice św. Piotra w Rzymie. Później, w latach IX w., papież Grzegorz IV ustanowił powszechne obchody tego święta na całym świecie. W taki sposób święto dotarło do Irlandii. W przeddzień święta, odbywało się wieczorne, wigilijne czuwanie przed świętem Wszystkich Świętych, zwane Wigilią Wszystkich Świętych – „All Hallows Even”, czy też „Hallowe’en”. W tamtych czasach Halloween nie miało jakiegoś większego znaczenia dla chrześcijan czy dawno wymarłych celtyckich pogan. (…) Nasze amerykańskie tradycje w ten dzień polegają na przebraniu się w kostiumy, które wcale nie są irlandzkie. Przeciwnie, ten zwyczaj powstał we Francji na przełomie XIV i XV wieku. Europa w późnym średniowieczu została dotknięta powtarzającymi się wybuchami epidemii dżumy – „Czarnej Śmierci” – na skutek czego utraciła połowę swojej populacji. Nic dziwnego, że katolicy zaczęli bardziej martwić się o życie wieczne. We Wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych zaczęto odprawiać więcej mszy. Zaczęło pojawiać się także coraz więcej artystycznych motywów mających przypominać wszystkim o własnej śmiertelności. Znamy te motywy pod nazwą „danse macabre”, czyli „taniec śmierci”, który był powszechnie namalowany na ścianach cmentarzy i pokazuje diabła prowadzącego korowód ludzi – papieży, królów, kobiety, rycerzy, mnichów, chłopów, trędowatych itd. – do grobu. Czasami taniec był prezentowany w Dzień Zaduszny przez ludzi przebranych w stroje związane z różnymi stanami społecznymi. Ale Francuzi stroili się na Dzień Zaduszny, nie na Halloween; a Irlandczycy, którzy mieli Halloween, nie przebrali się. Połączenie tych zwyczajów prawdopodobnie nastąpiło najpierw w brytyjskich koloniach Ameryki Północnej w XVIII wieku, kiedy to katolicy irlandzcy i francuscy zaczęli zawierać między sobą małżeństwa. Irlandzkie podejście do piekła sprawiło, że francuskie maskarady stały się jeszcze bardziej makabryczne. Łukasz Wolański podaje więcej szczegółów na temat katolickiego Halloween w dawnych wiekach: Jeszcze w liturgii przedsoborowej, w mszale „trydenckiem”, tym „słusznym”, sprzed reformy Piusa XII (pre55), istniała rozbudowania liturgia Wigilii Wszystkich Świętych. Mówiło się w ogóle o takim szczególnym „triduum” (https://en.wikipedia.org/wiki/Allhallowtide), jakie mamy w kolejne dni. Była również i oktawa, pozostałością po której jest możliwość zyskania odpustu zupełnego między 1 a 8 XI za nawiedzenie grobów. Obchody tego czasu zaczynały się właśnie Wigilią Wszystkich Świętych (to nie był jedynie wieczór, ale cały dzień), która jak wszystkie wigilie tamtego czasu, celebrowana była na fioletowo. Ów dzień postu dotyczył tych, którzy są w czyśćcu, a za których zbawienie (pewne przecież, ale wymagające pewnego oczyszczenia) się modlimy. Stąd kolor dnia i jego charakter. W Polsce średniowiecznej ludzie chodzili wtedy i głośno modlili się za zmałych, aby owi zmarli doznali ulgi dzięki tym modłom. Aby być może już jutro byli w niebie. Po modlitwach – szczególnie w Ameryce – szło się przygotowywać groby, zapalać na nich świecie, a równolegle odbywały się zabawy i różne ludowe zwyczaje, które były wbrew pozorom znacząco schrystianizowane. Jednym z nich było chodzenie ubogich od domu do domu i proszenie o jedzenie w zamian za modlitwę za zmarłych. Niekiedy przebierano się za dusze umęczonych zmarłych, aby uzmysłowić darczyńcom, jak ważna jest ich ofiara na rzecz modlitwy, jak bardzo ich bliscy zmarli pokutują w czyśćcu. Ogólnie zwyczajów bardzo różnych było sporo. (…) I teraz pytanie – to co to się stało, że z chlubnej wigilii zrobiła się głupawa zabawa? Otóż tak jak ukradziono nam świętego Mikołaja, robiąc z niego grubego Coca-cola-skrzata, tak i Halloween uczyniono na wyzutym „z ducha” zachodzie komercyjną zabawą. Pytanie, czy należy w związku z tym zacząć i Mikołaja i Halloween zwalczać, czy raczej tłumaczyć prawdziwy, zdrowy ich sens. Niestety w tej sprawie sporo złego zrobiła Piusowa reforma Missale Romanum. W wersji od 54 roku nie ma już specjalnej Wigilii ani celebracji „halloweenowej”, niejako więc liturgia porzuciła zwyczaje ludowe, a te skręciły w stronę komercji. Co więc robić? Swoje. A tym, którzy nam psują nasze, katolickie zwyczaje cierpliwie tłumaczyć. Bez wielkiego krzyku z góry, poczucia wyższości i lepszości. Bo w sprawie tych dni wcale tacy „święci” nie jesteśmy i sporo własnych zabobonów mamy. A Maciej Kapek referuje zasadniczo wypowiedź ojca Thompsona, kończąc ciekawą konkluzją: Czy katolik może więc obchodzić Halloween? Może, to przecież wigilia Wszystkich Świętych. Czy może to łączyć ze świeckimi zwyczajami? Może, o ile te świeckie zwyczaje nie przekraczają Bożych przykazań. Da się obchodzić Halloween po katolicku i bez zabawy w okultyzm. Tak samo jest możliwe świętowanie narodzenia Chrystusa z pogańskim drzewkiem ustawionym w salonie oraz pójście na imieniny Andrzeja bez wróżenia z wosku. Czy dzisiejsze Halloween to masowy kult szatana? Nie, to rodzaj świeckiego balu przebierańców, który wywodzi się z wielu różnych tradycji. Dla niektórych może wiązać się z łamaniem pierwszego przykazania, ale trudno uznać to za założenia programowe. Halloween to święto tak zeświecczałe, że trudno zauważyć w nim katolickie korzenie. One jednak istnieją i warto o tym pamiętać, zamiast radykalnie odrzucać wszystko związane z tym dniem. Można przecież wyciągnąć z niego dobro. A gdyby tak uczynić Halloween na nowo katolickim świętem…? Gorąco zachęcam do lektury całości wyżej zalinkowanych tektów. Warto też zapoznać się z tym tekstem, który obala kilka mitów dotyczących Halloween.

Ja również bardzo chciałbym, aby Halloween na powrót stało się katolicką Wigilią Wszystkich Świętych. Do powyższej argumentacji historycznej chciałbym dodać nieco argumentów wypływających z symboliki katolickiej. Na pierwsze miejsce wysuwa się tu dynia, w której bez problemów można dostrzec odwzorowanie czaszki. Czaszka jest też częstym elementem halloweenowych przebrań. Katolickiej symbolice czaszki poświęciłem jeden z rozdziałów mojej powstającej książki o symbolach. Z bardzo wstępną wersją tego rozdziału można się zpoznać tutaj. Główna myśl tego tekstu jest następująca: Czaszka jako symbol chrześcijański z jednej strony ma więc przypominać o śmierci, jako jednej z ostatecznych rzeczy człowieka. Jest niejako graficznym zapisem sentencji memento mori. Z drugiej strony zaś jest silnie związana z Krzyżem Chrystusowym i symbolizuje zwycięstwo Jezusa Chrystusa nad śmiercią. Takie też motywy mogą przyświecać katolickiej interpretacji Halloween. Z jednej strony, myśl o śmierci, zarówno własnej, jak i tych, którzy już odeszli, a teraz cierpią w czyśćcu i oczekują naszej modlitwy. Z drugiej strony skupienie na Jezusie Chrystusie, zwłaszcza w aspekcie Jego Męki i Śmierci dla naszego zbawienia. To drugie znaczenie jest wzmocnione przez płonącą w wydrążonej dyni świecę, która symbolizuje Światło Chrystusa. I tu mamy dwa dalsze niuanse znaczeniowe. Świeca w czaszce odnosi się wyraźnie do Chrystusa na krzyżu, ale także do Chrystusa w nas, w naszych czaszkach, w naszym wnętrzu. Na przełomie października i listopada jest już na świecie sporo mroku. Noc jest wyraźnie dłuższa od dnia. Dlatego w ludowych obchodach Uroczystości Wszystkich Świętych tak wiele jest światła. Jest to w zasadzie Święto Światła. To samo Światło świeci w dyniach i w nagrobnych zniczach. Tym Światłem jest Jezus Chrystus.
Wróćmy na chwilę do przebieranek halloweenowych. W zasadzie niewiele się one różnią od popularnych w naszym kraju kolędników, chodzących po domach po Bożym Narodzeniu. W tych pochodach wśród przebierańców mamy też Śmierć, Heroda, Niedźwiedzia, Turonia a nawet Diabła. I jakoś nie słychać oburzenia, bo to nasze i zawsze było. A to halloweenowe „kolędowanie” też może być cenne jako swego rodzaju nawrót, do średniowiecznego folkloru związanego ze śmiercią: tańców śmierci, pochodów przebierańców, pieśni o śmierci, czy w końcu Rozmów Mistrza Polikarpa ze śmiercią. Tak jak ten średniowieczny folklor wzbudzał rozmaite pobożne rozważania w wykonawcach i odbiorcach, tak i Halloween może takie wzbudzać. Trzeba tylko zmienić nastawienie do tych obchodów. Tak naprawdę rekatolicyzacja Halloween zaczyna się w każdym z nas, w naszych umysłach.

Oprócz rzekomego demonizmu częstym zarzutem podnoszonym wobec Halloween w Polsce jest jego obcość kulturowa. Jest to częściowo słuszne spostrzeżenie, gdyż w dawnej Polsce istotnie nie notowano hucznych obchodów Wigilii Wszystkich Świętych. W zasadzie z interioru polskiego znane są jedynie pewne tradycje ludowych wróżb związanych z tym dniem. Jak pisze Gloger w „Roku Polskim”: W wigilię Wszystkich Świętych posyłano do lasu z siekierą, ścinano gałąź dębową lub bukową i jeśli była sucha, twarda, wnoszono stąd o zimie suchej, jeśli mokra o oparzelistej. Do tego były i przysłowia odpowiednie: „Na wszystkich Świętych od zrębu/ Utnij gałąź dębu,/ Jeśli soku niema/ Będzie sroga zima” lub „Na Wszech-Świętych sztuka:/ Utnij gałaź buka,/ Gy już soku niema,/Będzie sroga zima”. Możemy tu zauważyć dwie rzeczy. Po pierwsze nie jest to wróżba w sensie ścisłym, oparta na jakichś siłach nadnaturalnych, ale trzeźwa obserwacja przyrodnicza oparta na przesłankach racjonalnych. Po drugie, jest to wyraźne nawiązanie do Drzewa Życia, którym, jak wiemy jest Jezus Chrystus i do ewangelicznego opisu Męki Pańskiej ze wzmiankami o drzewie zielonym i drzewie suchym. Na płaszczyźnie symbolicznej zwyczaj ten przyczynia się więc do umocnienia chrystocentrycznego charakteru Uroczystości Wszystkich Świętych. Chociaż więc pozornie nie ma nic wspólnego z obrzędowością halloweenową, to w sferze symbolicznej jest z nią zaskakująco zbieżny.
Osobną kwestią są Dziady. Oddajmy znów głos Glogerowi, tym razem cytując jego Encyklopedię Staropolską: Dziady, stary zwyczaj ludowy, zawdzięczający swój niepospolity rozgłos Mickiewiczowi, który użył jego nazwy za tytuł do genjalnego swojego utworu. Uważamy też za rzecz najsłuszniejszą przytoczyć własne słowa wieszcza, które dal jako wyjaśnienie przy pierwszem wydaniu „Dziadów”. Jest to mówi poeta nazwisko uroczystości, obchodzonej dotąd między pospólstwem w wielu powiatach Litwy, Prus i Kurlandyi, na pamiątkę dziadów, czyli w ogólności zmarłych przodków. Uroczystość ta początkiem swoim zasięga czasów pogańskich i zwała się niegdyś ucztą Kozła, na której przewodniczył Koźlarz, Huslarz, Guślarz, razem kapłan i poeta (gęślarz). W teraźniejszych czasach, ponieważ światłe duchowieństwo i właściciele usiłowali wykorzenić zwyczaj połączony z zabobonnemi praktykami i zbytkiem częstokroć nagannym, pospólstwo święci Dziady tajemnie, w kaplicach lub pustych domach niedaleko cmentarza. Zastawia się tam pospolicie uczta z rozmaitego jadła. trunków, owoców i wywołują się dusze nieboszczyków. Godna uwagi, iż zwyczaj częstowania umarłych zdaje się być wspólnym wszystkim ludom pogańskim, w dawnej Grecyi za czasów homerycznych, w Skandynawii, na Wschodzie, i dotąd po wyspach Nowego Świata. Dziady nasze mają to szczególne, iż obrzędy pogańskie pomieszane są z wyobrażeniami religii chrześcijańskiej, zwłaszcza iż dzień Zaduszny przypada około czasu tej uroczystości. Pospólstwo rozumie, iż potrawami, napojem i śpiewaniem przynosi się ulgę duszom czyścowym. Cel tak poważny, święta, miejsca samotne, czas nocny, ob- rzędy fantastyczne, przemawiały niegdyś silnie do mojej wyobraźni; słuchałem bajek, powieści i pieśni o nieboszczykach, po- wracających z prośbami lub przestrogami, a we wszystkich zmyśleniach można było dostrzedz pewne dążenie moralne i pewne nauki, gminnym sposobem zmysłowie przedstawiane”. Czem na Litwie Dziady, tem na Podlasiu i Mazowszu były wyprawiane w dzień zaduszny Stypy i Obiady żałobne. Tylko lud polski, pod wpływem duchowieństwa, nadał zwyczajom tym charakter chrześcijańskiej pobożności i nieraz zaprasza księży na sute obiady żałobne“ zastawiane po domach zamożnych kmieci w dzień Zaduszny (ob. Zaduszki). Marja Rodziewiczówna w wydanym przez nas Roku Polskim” (Warszawa r. 1900) prze- ślicznie opisała czwartek powielkanocny, czyli dziady wiosenne, t. j. Nawski dzień”, w którym lud nad Prypecią i Muchawcem niesie resztki święconego na groby rodzinne i ucztuje niby wspólnie z duchami zmar- łych na ich mogiłach. Starożytny ten zwy czaj, lubo zupełnie przekształcony, przechował się dotąd przy mogile Krakusa w Krakowie pod nazwą „Rękawki”.
Gloger był dobrym faktografem, ale słabym analitykiem, dlatego błędnie uznał Dziady za obrzęd pogański, zwalczany przez Kościół. W rzeczywistości było zupełnie inaczej, jak pisze profesor Jacek Bartyzel: Niesamowite, że po dwustu latach geneza obrzędu Dziadów jako źródła dramatu Mickiewicza jest wciąż nie do końca znana. Najbardziej zbliżyła się do niej badaczka folkloru białoruskiego Olimpia Swianiewiczowa z domu Zambrzycka (1902-1974), która była chyba też ostatnią osobą uczestniczącą w wieczerzy Dziadów w majątku swego ojca, obchodzonych jednak wówczas już nie w cmentarnej kaplicy, lecz wewnątrz domostw (chat). A nawet wielki „mickiewiczolog” Stanisław Pigoń, choć znał jej relację, wybrał błędną hipotezę o „Radawnicy” jako źródle „Dziadów” kowieńsko-wileńskich, kierując się tą przesłanką, iż była obrzędem zbiorowym i w cmentarnej cerkiewce lub na mogiłach, mimo iż wiedział, że w przeciwieństwie do Dziadów, była obrzędem wiosennym, a nie jesiennym. A dlaczego jest ona fałszywa? Dlatego, że choć jeden i drugi obrzęd związany jest ze zmarłymi, to wiąże się ze różnymi wyznaniami, co ma związek także z zróżnicowaniem terytorialnym, choć wyłącznie na białoruskim obszarze etnicznym (na Wileńszczyźnie nie znano nigdy ani jednego, ani drugiego): jak pisała w 1891 roku Emma Jeleńska, „wyobraźnia chłopa białoruskiego jest tak silna i tak żywa, że najdokładniej widza i słyszą, czują i dotykają rzeczy nadprzyrodzonych, czysto duchowych. Na przykład, ludzie chodzący po śmierci są dla tutejszych włościan równie pospolitym zjawiskiem, jak ludzie chodzący za życia”. Choć geneza Dziadów jest oczywiście pogańska, to obrzęd został udatnie schrystianizowany po Synodzie zamojskim Kościoła Unickiego w 1720 roku. Zaproszeniu dusz zmarłych do wspólnego posiłku towarzyszyły modlitwy takie, jak „Anioł Pański”, „Zdrowaś Mario” i „Wieczny Odpoczynek”. Obrzęd też zawierał swoisty sąd wspólnoty nad ziemskimi grzechami tych dusz, tak jak w II części „Dziadów” Mickiewiczowskich. Odtąd księży unickich wręcz zachęcano, aby wraz ze swoimi parafianami chodzili na Dziady. W ogóle trzeba mocno podkreślić, że obrzęd ten został inkulturowany WYŁĄCZNIE w Kościele unickim. Nie obchodzili go ani łacinnicy, ani prawosławni. Był znany w tych regionach Rusi Białej i Czarnej, w których istniała przewaga unitów nad schizmatykami, a więc na rodzinnej Nowogródczyźnie Mickiewicza, w okolicach Słonimia, Wołkowyska i Mińska oraz na Witebszczyźnie. Dlatego decyzja Mickiewicza, aby ksiądz w IV części „Dziadów” był obrządku grekokatolickiego, żonatym (acz wdowcem) i dzieciatym, była trafna i zgodna z realiami. Natomiast Mickiewicz albo pomylił się, albo uległ żądaniu rosyjskiej cenzury, aby wyeliminować i zatrzeć udział księdza księdza w obrzędzie, kiedy uczynił go odpowiedzialnym za zakazywanie Dziadów (co wynika jasno z prośby Gustawa, aby je przywrócił i pozwolił obchodzić). Nie Kościół bowiem zakazał Dziadów, lecz zupełnie kto inny – moskiewski rząd najezdniczy. Były one bowiem właśnie sposobem podtrzymywania unicko-katolickiej tożsamości białoruskiego chłopstwa i jego oporu przed zmoskiewszczeniem i „rozpłynięciem się” w rosyjsko-prawosławnym morzu. Prześladując Dziady Moskale i rosyjscy popi prawosławni narzucali zarazem ową „Radawnicę”, obchodzoną wcześniej wyłącznie w rejonach o przewadze ludności prawosławnej, a więc w guberni mohylowskiej, w Mozyrzu i na Polesiu. Miało to właśnie odrywać wieś białoruską od Unii i przygotowywać na likwidację Kościoła Unickiego i przymusową „prawosławizację”. Dlatego, z konieczności, obchody Dziadów ulegały „prywatyzacji”, czyli przenosiły się z kaplicy cmentarnej do chat. Ale opór ludności unickiej przeciwko narzucaniu prawosławnej „Radawnicy” był bardzo silny i właściwie, mimo likwidacji Unii na tych ziemiach, okazał się skuteczny: sztuczny import został odrzucony. A o wszystkim tym pisze Nina Taylor-Terlecka w jednym ze szkiców w opublikowanej w zeszłym roku książce „Wielkie Księstwo Litewskie i inne terytoria”. Dziady więc nie tylko nie były przez Kościół zwalczane, ale wręcz przeciwnie, były przezeń promowane.
Słusznie natomiast łączy Gloger białoruskie Dziady z polskimi ucztami dziadowskimi w Dzień Zaduszny. Zwięźle pisze o tym Zbigniew Kuchowicz w „Obyczajach staropolskich”: Ludność chłopska, o ile oczywiście pozwalały na to warunki, czciła pamięć zmarłych z wielką skrupulatnością. Dniem, w którym szczególnie pamiętano o tych, którzy odeszli, były Zaduszki. Odwiedzano wówczas tłumnie groby i dawano sute jałmużny dziadom, prosząc ich, by modlili się za dusze zmarłych. Jeżeli było kogoś stać, wyprawiał na- wet poczęstunek dla ubogich (nazywano go „obiadem żałobnym”). W jednych okolicach bardziej przestrzegano dawnych zwyczajów, w innych mniej. Jeśli chodzi np. o Podlasie, to wiadomo, że jeszcze w połowie XVIII wieku chłopi zapraszali na „obiady żałobne” nędzarzy i darzyli ich hojnymi jałmużnami, prosząc jedynie, by modlili się za dusze zmarłych. Jak więc widzimy są duże podobieństwa tych obiadów żałobnych do pierwotnej formy Halloween w krajach zachodnich rozdawanie żywności ubogim w zamian za modlitwę za zmarłych. Druga rzecz, którą widzimy tu wyraźnie to paralela między Liturgią a obrzędowością ludową. Tak jak Msza w Dzień Zaduszny do złudzenia przypomina Mszę pogrzebową (ten sam formularz Requiem, co przed reformą liturgiczną było bardziej widoczne), tak obiady żałobne przypominają stypy po pogrzebie. Jestem przekonany, a utwierdzam się w tym coraz bardziej w miarę prowadzonych badań, że cała religijność ludowa, nawet w swoich dziwacznych przejawach wypływa z „przetrawienia” Liturgii jest więc głęboko katolicka i nie ma w niej żadnej sprzeczności z doktryną Wiary.
Ten fragment o rzekomej obcości Halloween w Polsce można podsumować dwoma zdaniami. Po pierwsze, obcość ta jest pozorna, bo w polskiej obrzędowości można znaleźć podobne obrzędy w postaci Dziadów i obiadów żałobnych. Po drugie, katolicyzm jest religią uniwersalną, toteż, zwłaszcza dziś, w epoce globalistycznej, elementy ludowej pobożności katolickiej z łatwością przenoszą się nawet na drugi koniec świata. Skoro polska religijność katolicka bez najmniejszych problemów wchłonęła meksykański kult Matki Bożej z Guadalupe i libański (maronicki) kult świętego Sarbeliusza (vel Szarbela vel Charbela), to dlaczego miałaby nie wchłonąć zrekatolicyzowanego Halloween? Trzeba je tylko zrekatolicyzować.

Na koniec słów parę o Balach Wszystkich Świętych. Mam mieszane uczucia. W tradycji katolickiej wigilie miały charakter postny, pokutny i refleksyjny. Bale, zabawy taneczne do tego nie pasują. O wiele bardziej jest tu na miejscu pozbawiona tańców maskarada nawiązująca do motywów śmierci. Bale Wszystkich Świętych należałoby przenieść na dni oktawy tej Uroczystości. A wieczorem 31 pażdziernika można by odprawiać w kościołach I nieszpory Uroczystości Wszyskich Świętych, może połączone z antycypowaną Godziną Czytań. Ażeby zaś zachować jakąś łaczność z obrzędami ludowymi, można by na koniec tego nabożeństwa rozdawać dzieciom cukierki. Najważniejsze jednak by podkreślać dwa kluczowe z punktu widzenia rekatolicyzacji elementy tej Wigilii – modlitwę za zmarłych i świecenie Światłem Chrystusowym. Zresztą te dwa aspekty łączą się ze sobą w podstawowej formule modlitwy za zmarłych: Requiem aeternam dona eis, Domine, et lux perpetua luceat eis. Requiescant in pace. Amen. – Wieczne odpoczywanie racz im dać Panie, a światłość wiekuista niechaj im świeci. Niech odpoczywają w pokoju wiecznym. Amen Tu też Światło jest motywem wiodącym.


Dobrym uzupełnieniem powyższych rozważań mogą być refleksje ojca Grzegorza Kramera SJ z 2023 roku: Co roku widać, że Halloween, czy tego chcemy czy nie, wchodzi coraz mocniej i w naszą polską kulturę.
Może to już czas, by zamiast z tym walczyć, zacząć wydobywać to, co z tego wydarzenia jest najlepszego, wykorzystywać do edukacji, pokazywać, bez agresji i uprzedzeń, to w czym to się różni od chrześcijaństwa, ale i wyłapywać wszystkie te wątki, które są wspólne. Może to też dobry pretekst do dobrej katechezy na temat szatana, który nie jest żadnym „złym bogiem”, ale stworzeniem. Warto – szczególnie w starszych klasach – uczyć zdrowego chrześcijańskiego rozeznawania duchów (nie śledzenia diabła), odmitologizowywania różnych katolickich nauk, choćby o egzorcyzmach.
Nie można mówić dzieciom, że jak poświętują Halloween (a na czym to polega, w przypadku dzieci? na strojach, cukierkach i dyniach), to pójdą do piekła, albo, że wyznają szatana.
Nie sądzę też, żeby dobrym, dla wszystkich, pomysłem było szukanie na siłę alternatyw, żeby czymś w tym czasie dzieci zająć. Takie rozwiązania są dobre dla nielicznych. Bo znów nie chodzi o to, że będziemy odpowiadać „dobrem na zło”, jak wielu z nas myśli. Owoc zakazany smakuje najlepiej, a straszenie diabłem, piekłem jest lepem, na który złowi się wielu.
Warto też wykorzystać ten zwyczaj do rozmowy z dziećmi o różnych lękach i strachach, których w życiu dzieci wcale nie jest tak mało.
A co poza rozmową z własnymi dziećmi może każdy z nas zrobić dla rekatolicyzacji Halloween? Można dzieci przychodzące po cukierki witać pozdrowieniem Memento mori. Można też zachęcać je do modlitwy za zmarłych. Można w końcu rozdawać cukierki z cytatami z dzieł świętych na papierkach. Te pomysły nie są moje. Zbieram je z różnych miejsc katointernetu.















































