To już trzeci tom esejów Kundery na mojej liście lektur. Głównie o literaturze, ale też o muzyce, sztukach pięknych, języku i innych aspektach szeroko pojętej kultury. Autor wzmiankuje i krócej lub dłużej omawia twórczość kilkudziesięciu pisarzy z całego świata, w tym kilku polskich. Wśród tych ostatnich najwięcej uwagi poświęca Markowi Bieńczykowi, notabene tłumaczowi swoich francuskich książek. Omawia mianowicie jego powieść „Tworki”.
Dla antropologa kulturowego cmentarze są miejscami niezwykle interesującymi. Dotyczy to zwłaszcza cmentarzy starych, a do dziś funkcjonujących, na których da się obserwować warstwy z różnych epok, rzeczy stare i nowe, nova et vetera. Do takich obiektów nalerzy cmentarz parafialny w Chrzanowie, na którym obok siebie znajdują się groby z XIX, XX i XXI wieku.
Najciekawszym obiektem na tym cmentarzu jest kaplica grobowa Loewenfeldów z lat 1898 -1900. Zazwyczaj jest zamknięta, ale udało się do niej zajrzeć przez dziurę w oknie.
Podobnie jak na większości starych cmentarzy małopolskich, tak i tu nie brakuje symboliki solarnej.
Natomiast liczne przykłady wykożystywania symboliki krzyża jako Drzewa Życia są już specyfiką lokalną.
„Czym jest katolicyzm rytualno-moralny i duchowy? Ciezko mi zrozumiec co autor mial na mysli”. „Ależ naiwny tekst. Powszechność kościoła nie polega na tym że każdy może się nazwać katolikiem tylko, że każdy dobrowolnie może do niego należeć, spełniając jego przykazania.” Będę polemizował głównie z tym drugim komentarzem, ale przy okazji udzielę odpowiedzi na pytanie z pierwszego. W polemice będę używał nie własnych przemyśleń, ale cytatów z książki ojca Ottona od Aniołów OCD.
Na podstawie nauki o Ciele Mistycznym Chrystusa rozróżniamy trzy stopnie zjednoczenia dusz ludzkich Z Chrystusem. Najniższym stopniem zjednoczenia z Chrystusem jako Głową jest wiara ochrzczonych, pozbawiona jednak miłości. Grzesznicy jakkolwiek zerwali związek miłości z Bogiem wskutek grzechu ciężkiego, to jednak póki zachowują wiarę, pozostają nadal członkami w Mistycznym Ciele Chrystusa. Jest to jed- nak słabe i niedoskonałe zjednoczenie. Porównuje się ich często do suchej gałęzi na drzewie, która jednak dzięki łączności z Bożym Szczepem przez wiarę może być na powrót ożywiona, znów zazielenić się, okwitnąć i pokryć owocami uczynków miłości. Kościół potępił pesymistyczne twierdzenie Quesnela, głoszącego, że ci, którzy wiodą życie niegodne dziecka Bożego i członka Chrystusa, przestają mieć wewnętrznie Boga za Ojca a Chrystusa za Głowę. W duszach sparaliżowanych grzechem śmiertelnym lecz posiadających jeszcze wiarę pozostaje nadal pier- wiastek wewnętrznego odrodzenia. ,,Nie każde przecież przewinienie – uczy encyklika Piusa XII o Mistycznym Ciele – choćby ciężka zachodziła zbrodnia, jest tego rodzaju, iżby jak schizma, herezja lub apostazja samo przez się odłączało od Kościoła. A i z tych członków, które jakkolwiek przez grzech utraciły miłość i łaskę Boską i nie są już zdolne do zbierania nadprzyrodzonych zasług, nie wszelkie uchodzi życie, zachowują bowiem wiarę i nadzieję chrześcijańską a oświecone światłem z nieba skłaniane są przez wewnętrzne na- tchnienia i poruszenia Ducha Świętego do zbawiennej bojaźni i łaską Bożą pobudzane do modlitwy i żalu za grzech. Nie jest więc tak, że tylko ten, kto spełnia przykazania, należy do Kościoła. Gdyby tak było, to nikt z żyjących by do Kościoła nie należał, gdyż poza Naszym Panem Jezusem Chrystusem i Najświętszą Maryją Panną nie było w dziejach ludzkości człowieka, któryby spełniał wszystkie przykazania. Do Kościoła należy każdy, kto do niego wszedł przez chrzest i z niego nie wyszedł przez schizmę, herezję, czy apostazję.
Drugi stopień zjednoczenia z Chrystusem następuje w tych duszach, które prócz wiary posiadają miłość i łaskę poświęcającą, dzięki której łaska uczynkowa Chrystusa nie napotykając w nich na istotną przeszkodę może działać, rozwijać je, uświęcać coraz bardziej i przez dobre uczynki prowadzić do korony niebieskiej. Jakkolwiek jest to ścisłe zjednoczenie z Chrystusem, nie jest jednak ono doskonałe i nierozerwalne. Wskutek tkwiących w naturze pozostałości po grzechu pierworodnym a niestety i często po grzechach osobistych tkwią w nas mniejsze przeszkody dla działania łaski. Są to niedoskonałe skłonności i grzechy powszed- nie, przez które natura nasza stawia bierny opór łasce, iż ta nie może nami całkowicie zawładnąć. Stąd nie jest wykluczona możliwość ciężkiego upadku tych dusz i zerwania swego zjednoczenia z Chrystusem, zawiązanego z Nim przez miłość habitualną. To jest mniej więcej to, co nazywam katolicyzmem rytualno-moralnym. Na tym stopniu są ci katolicy, którzy prowadzą życie sakramentalne i starają się przestrzegać przykazań.
Dlatego to dusze te winny dążyć do zacieśnienia zjednoczenia z Chrystusem przez walkę z wadami i skłonnościami a w ten sposób dążyć do doskonałego i nie tak łatwo rozerwalnego zjednoczenia moralnego z Chrystusem, zwanego w nauce Świętych zjednoczeniem przekształcającym. Na tym trzecim stopniu zjednoczenia z Chrystusem wszystkie władze i działania są przekształcone przez łaskę i miłość. Ponieważ człowiek gruntowną ascezą usunął z siebie przeszkody, łaska opanowała go całkowicie, dary Ducha Świętego zdobyły przewagę nad zwykłym powolnym działaniem władz, usprawniły w nim ukryte dotychczas dyspozycje, jak na przykład modlitwę kontemplacyjną. Taki człowiek, a nazywamy go potocznie świętym, jest członkiem Ciała Mistycznego doskonale poddanym Głowie, to jest wpływom łaski Chrystusowej. Taka doskonałość jest tutaj na ziemi celem naszego wczłonkowania w Ciało Mistyczne Chrystusa. Chwała niebieska stanie się jego tylko odsłonię- ciem i utrwaleniem, aby już na wieki stało się nierozerwalne. I to jest katolicyzm duchowy, do którego osiągnięcia powinniśmy dążyć i nie zrażać się niepowodzeniami. Ja osobiście jestem przekonany, że jest możliwe przejście na ten trzeci stopień nie tylko ze stopnia drugiego, ale także bezpośrednio z pierwszego, zresztą myślę, że dzieje się tak częściej, niż nam się wydaje.Osobiście znam przynajmniej kilku takich katolików, którzy do kościoła nie chodzą, czyba że pozwiedzać, w życiu kierują się etyką świecką, a są bliżej osiągnięcia poziomu mistycznego niż ja, może nawet go już osiągnęli. Dlatego obowiązkiem naszym jest dbać o to, by i ci na stopniu pierwszym, pozostawali w Kościele i zachowywali możliwość korzystania z Dóbr duchowych tagoż Kościoła. Zresztą i my nieraz na ten pierwszy stopień spadamy, ilekroć tracimy Łaskę Uświęcającą wskutek popełnienia grzechu ciężkiego.
Nie tylko serie beletrystyczne czytam nieraz zaczynając od niepoierwszych tomów, ale również duchowe. Tak było i w tym przypadku. To jest trzeci to Zagadnień życia wewnętrznego. Da się czytać bez znajomości poprzednich. Jest to zresztą bardzo wartościowa książeczka pięknie wprowadzająca w mistykę liturgiczną (a katolicka mistyka zawsze musi być choć trochę liturgiczna). Autora sapokojnie można ustawić obok takich mistrzów życia duchowego jak Merton, czy Barsotti.
Dzień świętego Marcina, biskupa, ma w kalendarzu liturgicznym tylko rangę wspomnienia, ale mimo to obrósł licznymi zwyczajami ludowymi. W naszym kręgu kulturowym w dniu tym je się rogale i gęsinę oraz pije się wino, niekiedy młode, tegoroczne. Jedzenie rogali najbardziej rozpowszechnione jest w Wielkopolsce, a picie młodego wina w Czechach, gdzie pierwszą butelkę tegorocznego wina otwiera się 11 listopada o godzinie 11.11. Zwyczaje te podupadły w czasach komunistycznych, a ostatnio się odradzają, czemu mocno kibicuję.
W fundamentalnej książce „Rok Boży” księdza Franciszka Marchlewskiego jest notka o tym dniu, ale bez wzmianki o tych zwyczajach: Ojczyzną św. Marcina są dzisiejsze Węgry. Z rodziców pogańskich zrodzony w roku 316, przygotowywal się pokryjomu jako chłopczyk dziesięcioletni do chrztu. Z woli ojca zaciągnął się do wojska rzymskiego dostał się do dzisiejszej Francji. Cnoty prawdziwie chrześcijańskie ujawniły się u niego takie w życiu żołnierskiem. Pod miastem Amiens spotkal raz żebraka, trzęsącego się od zimna, który prosil przechodniów o jalmużnę. Marcin, wzruszony widokiem nędzarza, rozciął mieczem swój płaszcz, dal jedną połowę żebrakowi. Następnej nocy ukazał się mu Jezus Chrystus, odziany połową płaszcza żołnierskiego, i rzekł do otaczających Go aniolów: Tą szatą Marcin Mnie odział.” W dziewiętnastym roku życia przyjął Marcin chrzest św. i zwolniwszy się od służby wojskowej, udał się do Hilarego, świętego biskupa w Poitiers, aby pod tegoż przewo dnictwem rozpocząć życie Bogu oddane. W r. 372 zostal przeciw woli swej obrany biskupem w Tours. Jako biskup byl słońcem swoich owieczek, z którego światło bilo cieplo na wszystkich, co znim się stykali. Był to mąż pelen powagi miłości, surowy dla siebie, łaskawy i miły dla innych, jeden z tych, których niebo zsyłać zwykło, aby świat w milości utwierdzić. Jako starzec zgrzybiały podjął podróż do odległej gminy, aby uśmierzyć waśnie, które tam wybuchły. Lecz nadszedł kres jego pielgrzymki ziemskiej – zasłabł nagle. Uczniowie jego, placząc rzewnie, nie mogli powstrzymać się od skargi. „Ojcze, mówili, dlaczego nas opuszczasz? Wilki drapieżne wpadną do trzody twej. Nagrody swej w niebie możesz być pewien, zostań więc jeszcze z nami!” Marcin, pełen pogody ducha, odpowiedział modlitwą: „Panie, jeśli potrzebny jeszcze jestem ludowi Twemu, nie wzbraniam się pracować. Niech się dzieje wola Twoja!” Lecz spełnił już, widać, zadanie swe; ósmego listopada r. 397 święty mąż skończył życie. Ciało pogrzebano 11-go listopada w lasku tuż obok miasta Tours. Tysiące mnichów, niezliczone tłumy ludzi oplakiwały jego zgon. Ojciec i opiekun wiernej trzódki odszedł, lecz pozostał święty, którego grób, otoczony ogólną czcią, stał się miejscem pielgrzymek. W listopadzie 1926 r., jak donosi Katolicka Agencja Prasowa (Kap), założony został u grobu św. Marcina zakon ,,Jezusa-Robotnika”, oparty całkowicie na zasadach encykliki ,,Rerum Novarum” papieża Leona XIII. Spotkał się on ze słowami serdecznej zachęty Ojca św. Piusa XI i z nader życzliwem stanowiskiem całego episkopatu francuskiego oraz biskupów innych krajów. Celem zakonu jest ponowne przywrócenie mas robotniczych Chrystusowi Panu i powolanie do tej zbożnej pracy apostołów świeckich z pośród samych robotników. Apostołowie ci mają w dal szym ciągu prowadzić swój dotychczasowy tryb życia i pracowitością, pokorą, umiarkowaniem oraz przewidującą oszczędnością dawać dobry przykład otoczeniu. To mają być środki ich działalności. By nie natrafiali na trudności w pełnieniu swej świętej misji bojowników Chrystusowych, nie noszą odrębnej odzieży i nie obowiązują się do wspólnego życia ani do specjalnego posłuszeństwa. Odbywają natomiast nowicjat i winni dbać z całą troskliwością o odpowiednie wykształcenie oraz o coroczne ćwiczenia rekolekcyjne. Śluby ich mają charakter całkowicie prywatny i indywidualny.
Za to inni autorzy opisujący dawne obyczaje, mówią na ten temat więcej. I tak Zygmunt Gloger, w swoim „Roku polskim” tak pisze: Z dnia św. Marcina prorokowano o zimie: Gdy wiatr od poludnia w wigilię Marcina, Będzie na pewno lekka zima. Jeśli dzień byl suchy, przepowiadał zimę ostrą, jeśli wilgotny, niestateczną. Ponieważ św. Marcin przedstawiany bywa na obrazach jako rycerz na koniu, więc gdy śnieg padał, mówiono, że święty Marcin przyjechal na bialym koniu, a gdy nie było jeszcze śniegu, že na wronym czyli czarnym. W każdym domu biesiadowano w dniu tym na gęsi pieczonej i czyniono wróżbę z jej kości piersiowej: biala wróżyła zimę śnieżną i mroźną, pstra niestala, w połowie biała, a w połowie ciemna, zimę w połowie ostrą, a w połowie lekką. Są też przyslowia: Dzień świętego Marcina dużo gęsi zarzyna. Na Marcina, gęś do komina. Gdy Marcinowa gęś po wodzie, Będzie Boże Narodzenie po lodzie (i odwrotnie). Bardzo obszernie pisze o tym dniu Bystroń: 11 listopada przypadał dzień św. Marcina. Ważny to był dzień, zamykający okres jesiennych prac w polu, poza tym termin składania danin dworskich itd. ,,Od świętego Marcina zima się poczyna”, pisze Gostorski w Ekonomii ziemiańskiej z r. 1588. ,,Sklęśnie mieszek u wójta nazajutrz po św. Marcinie, kiedy z dworu idzie”, pisze Rej, nawiązując do zwyczajowych danin.Koło św. Marcina daniny chłopskie mają być wybrane -pisze Haar- to Jest kapłuny, gęsi, zwierzyny, kokoszy owoc, sypane zboże … czynsze pieniężne, stróżne, najemne, gajowe, arendne, karczemne, rybne i miodowe. Nie dziw, że dzień ten byl dobrze znany nawet tym, którzy poza tymnie bardzo się na kalendarzu znali. Sam dzień św. Marcina był wolny od zajęć gospodarskich: zwracano specjalnie uwagę, by zatrzymała się na ten dzień praca w młynach. Czechowic w „Epitomium” z r. 1583 wspomina, że katolicy „Marcina św. tkają do młyna, aby w dzień swój młynarzom robić nie dał, ale im palce i cewy połamał, jeśliby się robić od godziny do godziny ważyli … młynarz zeznał, że to i od ojca swego młynarza słychał, iż się im koła łamały, kiedy się dnia tego robić ważyli.” Potocki w „Ogrodzie fraszek” wspomina, że dzień ten „…nabożnie Kościół katolicki święci: /Wszelka stoi robota i ma przed niedziela,/ że weń, starym zwyczajem, ani młyny mielą./ Pierwsza kolęda w roku tu wszelakie dani: / Panom czynsz, księży meszne oddają poddani./ Stawia piece gospodarz, zimę czując blisko, / Żołnierz z pola na swoje schodzi stanowisko;/ Śnieg ziemię zwykle bieli i rzeki się szryszą,/ A stąd na białym koniu tego świątka piszą.” Dzień ten istotnie uchodził za początek zimy, a więc i wróżb na temat pogody zimowej było pełno. „Upatrują w św. Marcina prognostyk – pisze Haur – nie tylko przez gęsi piersiową kość, która śniegu wielkość białością, ciężkość mrozów czerwonością swoją znamionuje, ale gdy jest sam dzień sucho pogodny, ostrą znaczy zimę. Jeśli zaś niestateczne będzie powietrze, to też niestatecznej spodziewać się zimy„. Podawano powszechnie w dzień ten gęś do stołu, a z kości piersiowej wróżono. Pierś z Marcinowej gęsi jeśli biała, to zima dobrze będzie statkowała”, pisze Rzechowski w druku pt. „Paschal albo Condiment” z r. 1666 Zimno było na dworze, na stole gęś, do niej wino i zacny kompan, oto obraz świętomarciński: początek radości zimowych. „Gotuj na stół tłustą gęś, zwróżym z niej o zimi, /Mokre li albo mroźne rządy swe obejmie,/A nie żałuj naczynia dobrej myśli: wina!/Tego żąda po tobie twa wierna drużyna,”rymuje Gawiński. Notka u Kuchowicza brzmi jak skrót z Bystronia: W końcu roku mniej bylo świąt i mniej okazji do zabawy. Większe Święto stanowił dzień św. Marcina, obchodzony 11 listopada. Dzień ten byl wolny od zajęć gospodarskich, stawaly nawet młyny i wiatraki, a ludność udawała się do dworów, by składać daniny i czynsze. W wielu środowiskach w dniu tym spożywano gęś i wróbono z jej kości piersiowej.
Szczególnie ciekawy jest opis górnośląskich zwyczajów tego dnia znajdujemy u Pośpiecha: Zwyczaje pieczenia gęsi w dniu św. Marcina oraz wróżenia pogody, a więc tradycje sięgające w Polsce odległych czasów, nie są już współcześnie praktykowane na Śląsku. Wyszły one zresztą z użycia takie w innych regionach kraju. W pamięci najstarszych generacji pozostały liczne świętomarcińskie przysłowia pogodowe, z których kilka odwołuje się do żywej i dość powszechnej jeszcze w pierwszych latach XX w. praktyki pieczenia gesi w ów dzień. W Oleskiem i Kozielskiem zwyczaj ten przetrwal do piątego, szóstego dziesięciolecia naszego wieku. Tam też ogólnie znane jest stare polskie przysłowie wróżebne: „Jak pierś z Marcinowej gęsi sina, to be dzie sroga zima, a jak biała to nie będzie statkowała” Niespełna dwadzieścia lat temu informatorka z Reńskiej Wsi powiedziała: „U nas do niedawna uroczyście był obchodzony dzień św. Marcina. Piekli my kołocze podobne do podkowy i specjalne rogaliki martiny, Jeszcze dziś pieczymy na tyn dzień martinową gęś.” Nie dziwią przeto częste u ludu śląskiego przysłowia: „Na św. Marcina najlepsza gęsina”, „Na Marcina gęś do komina” oraz „Na Marcina gęś na stole, którą nade wszystko wolę”. Geneza zwyczaju pieczenia świętomarcińskiej gęsi nie została przez naukę w pełni wyjaśniona, z pewnością jednak wiąże się on z terminem płacenia danin chłopskich (na sprzedaż m.in. zarzynano gęsi, z których coś zostawało takze hodowcom). W praktykach wróżebnych ludu śląskiego gęś miała duże zastosowanie. Była bohaterem np. andrzejek; mówily o niej oracje miłosne. a także przesądy: Jeśli ktoś na wiosnę najpierw ujrzy młode ges będzie przez cały rok chorowity (Bytomskie) lab odwrotnie: Kto na wiosnę zobaczy młode gęsi, a ma przy sobie pieniądze, zazna szczęścia przez cały rok (Kietrz). Inny zabobon głosił, iż gęsi nie mogą przybrać na wadze, gdy w okresie ich tuczenia w gospodarstwie znajduje się nakryty garnek lub przewrócona patelnia (Toszek). W niektórych wsiach podopolskich istniał zwyczaj regulowania na św. Marcina przez młodych gospodarzy zobowiązań w ramach wycugu. Rozliczali się więc, najczęściej w naturze, wobec swych rodziców (Łubniany).
Wszystko to ma też kontekst religijny. W dawnych wiekach w tym dniu, lub w następującą po nim niedzielę rozpoczynał się post przed Bożym Narodzeniem, dziś nazywany adwentem. Jak pisze o. Otto od Aniołów OCD: Najstarsze świadectwa, dowodzące w Kościele zachodnim istnienia zwyczaju przygotowywania się do świąt Narodzenia Pańskiego, sięgają piątego wieku. Tak np. biskup Perpetuus z Tours zarządził ok. r. 480, aby wierni pościli przed Narodzeniem Pańskim trzy razy w tygodniu począwszy od świętego Marcina (11 listop.). Synod zaś w Mâcon (583) nakazał, aby również w poniedziałki, środy i piątki poszczono zwyczajem czterdziestodniowym. Pokutna ta praktyka, zwana postem świętego Marcina (Quadragesima S. Martini), powstała na wzór Wielkiego Postu, i okres ten odmierzano również na czterdzieści dni. Z czasem adwent na Zachodzie uległ skróceniu do czterech tygodni. Jedynie prowincja mediolańska, posługująca się rytem ambrozjańskim zachowała sześciotygodniowy, rozpoczynający się w niedzielę po świętym Marcinie. Sam dzień świętego Marcina był w dawnym kalendarzu kościelnym, jak to czytamy u Bystronia, świętem nakazanym. Dlatego, nawet jego wypadnięcie w piątek nie było przeszkodą dla jedzenia gęsi. Myślę, że i my, choć do adwentu mamy jeszcze daleko, możemy już od świętego Marcina przygotowywać się na potrójne przyjście Chrystusa: w Betlejem, w naszych sercach i w Paruzji.
Kiedyś ten cykl moich wpisów blogowych nosił tytuł „katolickie świry”, ale uznałem, że to za ostro i niegrzecznie, więc odtąd będą „fundamentaliści”. Dla mnie to i tak określenie negatywne, a oni się pewnie pod nim chętnie podpiszą. Będzie wilk syty i owca cała.
Ksiądz Daniel Wachowiak już w tym cyklu gościł, po tem jak straszliwie się oburzył na sypanie kwiatków w Boże Ciało przez małego chłopca. Tym razem napisał rzecz jeszcze groźniejszą. Zapowiedź apostazji Dawida Posiadły skomentował tak: Im mniej bylejakich katolików, tym lepiej. Skończą się I Komunie bez wiary w Chrystusa, śluby na pokaz i chrzty dla rodzinnej imprezy. Skończą się też fałszywe powołania kapłańskie. Za kilka dekad będziemy mieć znów Kościół, w którym są ludzie świadomi piękna swej wiary w Boga.
W rzeczywistości tylko Bóg wie, którzy katolicy są bylejacy. Nie wiem tego ja i nie wie tego ksiądz Daniel Wachowiak. Oczywiście, można z grubsza podzielić katolików na kulturowych, rytualno-moralnych i duchowych, co idzie za podziałem ludzi u świętego Pawła na zmysłowych, cielesnych i duchowych. Oczywiście, najlepiej, by wszyscy byli katolikami duchowymi, ale to na tym świecie niemożliwe. Nie można natomiast powiedzieć, że katolicy rytualno-moralni są lepsi od katolików kulturowych. Piszę to, choć sam jestem katolikiem rytualno-moralnym. Znam jednak wielu katolików kulturowych, którzy są bliżej osiągnięcia poziomu duchowego niż ja. Duch bowiem wieje, kędy chce i Bóg pisze prosto na krzywych liniach.
Co się tyczy I Komunii bez wiary w Chrystusa, ślubów na pokaz i chrztów dla rodzinnej imprezy, to ludzkie czyny ZAWSZE mają złożoną motywację i NIGDY nie można powiedzieć, że coś jest robione WYŁĄCZNIE na pokaz, czy dla rodzinnej imprezy. Ja ufam, że w weileu przypadkach takiej intencji głównej towarzyszy jeddnak utajona intencja o charakterze metafizycznym.
Gdy owca odchodzi, Bóg, Dobry Pasterz szuka jej, aż ją znajdzie, a nie cieszy się, że odeszła, bo i tak była bylejaka. Ludzcy pasterze powinni w tym względzie naśladować Dobrego Pasterza. Wypowiedź księdza Wachowiaka przypomina zamiary robotników z Chrystusowej przypowieści, którzy chcieli wyrwać kąkol rosnący wśród pszenicy. Jezus Chrystus nie zaaprobował takiej postawy.
Każda apostazja, każde odejście od Kościoła boli. Oznacza bowiem, że w odniesieniu do tego ochodzącego nasza Wspólnota zawiodła. Nie byliśmy wystarczająco Chrystusowi. Nie świeciliśmy wystarczająco mocno Chrystusowym Światłem.
Kto chce z Kościoła pozbyć się tych, których uważa za bylejakich, ten chce pozbawić tenże Kościół atrybutu powszechności i zamienić go w ekskluzywną sektę.
Wpadła mi ostatnio w ręce ulotka empiku z cytatem Coco Chanel „najlepsze rzeczy w życiu są za darmo”. Ja tak po części mam z książkami. Książki, które dostałem za darmo, w ramach gratisów do zakupów, dubletów bibliotecznych, czy ulicznego rozdawnictwa należą do najciekawszych, które przeczytałem. Tę dostałem w gratisie do zakupu na Allegro, za co serdecznie dziękuję sprzedawcy Tanie__Czytanie.
Jest to biografia duchowa, więc oprócz przedstawienia życiorysu Henriego Nouwena, jednego z najważniejszych chrześcijańskich autorów mistycznych XX stulecia, prezentuje również zarys jego duchowości, w raz z ukazaniem żródeł jego inspiracji. Jest więc cennym przewodnikiem dla tych chrześcijan, którzy zdecydowali się obrać mistyczną ścieżkę.