W tym roku intensywniej niż zazwyczaj czytam noblistów. Mam zamiar przeczytać co najmniej 12 książek napisanych przez co najmniej 12 laureatów. Kazuo Ishiguro to pisarz do którego dzieł regularnie powracam odką został nagrodzony i zaczął być w Polsce intensywnie wydawany. To kolejna powieść w typowym dla niego stylu, z mocno ograniczoną akcją. Tym razem osadzona w realiach japońskich, a nie brytyjskich. Sporo refleksyj politycznych i życiowych. Przy okazji pewna dawka wiedzy o Japonii.
Jakoś mi się wcześniej nie zdarzyło czytać książek Rushdiego, aż dziwne. Trzeba będzie ponadrabiać, bo skoro ta należy do literatury najwyższego lotu. Tu aż kipi od archetypów. Mamy tu, co oczywiście, echa najsłynniejszego dzieła Cervantesa, na co tytuł wskazuje. Mamy tu jednak także Odyseję i Apokalipsę, jest to bowiem powieść o końcu świata, przynajmniej naszego, bo w tym uniwersum są i inne światy. Nieraz grupuję swoje lektury z danego okresu. Tą książką napocząłem serię opowieści o opowieściach. Jest to bowiem powieść, w której zawiera się inna powieść, co zresztą w Odysei ma swój pierwowzóww. W książce Rushdiego są to opowieści mocno się przeplatające. Jest tu też sporo metafizyki niereligiejnej, jak w Czarodziejskiej Górze. Niewątpliwie więc dzieło to znajdzie swoje miejsce w dziejach literatury.
Fabuła wciągająca, ale dziurawa. Sikhowie mieszają się autorowi z muzułmanami. Największym jednak eczyproblemem jest sam Holmes, jednocześnie geniusz dedukcji, aktywny bokser i konsument silnych narkotyków. Już dwie z tych rzeczy są trudne do pogodzenia, bo zarówno narkotyki, jak i boks, nie robią dobrze na rozum, a i na boks narkotyki niie robią dobrze, Połączenie wszystkich trzech w jednej osobie to kompletna abstrakcja. Myślę, że warto się podjąć krytycznej lektury także innych powieści z tego uniwersum. A pomyśleć, że jeszcze do niedawna bardzo te książki lubiłem i ceniłem.
Pierwsza ponoblowa książka naszej najświeższej noblistki. Zbiór tekstów niebeletrystycznych z ostatnich kilku lat. Sporo o mistycyzmie. Jasna deklaracja, że jej mistycyzm jest politeistyczny. Nie jest to dla mnie problemem. Jako mistycyzującemu monoteiście bliżej jest mi do mistycyzujących politeistów i nonteistów, niż do niemistycznych monoteistów.
Książka jest pełna celnych i ważnych spostrzeżeń. Nie będę ich wymieniał, każdy czytelnik musi je znaleźć sam, bo każdy znajdzie je trochę inaczej. Tak, jestem zwolennikiem tezy, że czytelnik jest współtwórcą książki.
Natomiast niewątpliwie nie wszystkie są trafne. Cztery lata po wybuchu pandemii wiemy już że kowid nie wywołał w społeczności ludzkiejn zmian wielkich i trwałych jednocześnie. A Tokarczuk wieszczyła tu rewolucję mentalną. No cóż, wybitny pisarz nie musi być prorokiem i zazwyczaj nim nie jest, co wybitności pisarskiej nijak nie ujmuje.
Co jakiś czas wracam do lektur mojej młodości. To też jest taki powrót. W młodości mnie ta książka zachwyciła i stała się jednym z filarów mojej duchowości. Obecnie nadal mi się bardzo podoba, ale tego młodzieńczego zachwytu nad nią już we mnie nie ma. Już by na niej swojej duchowości nie budował. Chociaż innym tego nie odradzę.
Powieść w formie jednej wielkiej pasty, złożonej z dziesiątków past i setek memów. Bolesna satyra na Polskę i Polaków. Homeopatyczna ilośc elementów fantastycznych. Warto przeczytać, ale ze świadomością, że wielka literatura to nie jest. Kto jednak czyta wyłącznie wielką literaturę, ten w zasadzie nie czyta nic, bo wielka literatura jest wielka tylko w kontekście tej mniej wielkiej.
Książka poświęcona prawosławnemu rozumieniu Sakramentu Małżeństwa. Zawiera całość tekstów liturgicznych po cerkiewnosłowiańsku z tłumaczeniem polskim oraz obszerne wyjaśnienie dogmatyczne z naświetleniem różnic w stosunku do podejścia katolickiego i zarysowaniem tła historycznego. Bardzo istotna pozycja z zakresu teologii ciała. Może być pożyteczna nie tylko dla prawosławnych, ale dla wszystkich chrześcijan
W środowiskach tradycyjnych katolików pokutuje teza, że przed reformą liturgiczną w obrzędzie mandatum sprawowanym w Wielki Czwartek umywano nogi wyłącznie duchownym. Ostatnio tezę tę wyartykułował ks. dr Dariusz Olewiński:
Tzw. mandatum czyli obrzęd obmycia nóg we Wielki Czwartek tradycyjnie nigdy nie był praktykowany wobec świeckich, lecz był obrzędem wyłącznie w gronie duchownych, czyli klasztorów i kapituł katedralnych, właśnie z tego powodu, że Pan Jezus umywał nogi Apostołom, którym przy tej samej okazji udzielił sakramentu święceń. Owszem, zasadniczym zafałszowaniem tradycyjnego obrzędu mandatum było rozszerzenie go na świeckich, co nastąpiło w reformie Wielkiego Tygodnia promulgowanej przez Piusa XII. Przeszło to o tyle bez poważniejszego sprzeciwu, że świeccy mężczyźni przynajmniej zasadniczo potencjalnie mogą przyjąć sakrament święceń. Natomiast całkowitym absurdem jest rozszerzenie na kobiety, gdyż całkowicie wykracza to poza wydarzenie z Ostatniej Wieczerzy.
Tezę tę falsyfikuje już tak podstawowe i popularne żródło, jak mszalik tyniecki z 1948 roku:
Pierwotnie, w chrześcijańskiej starożytności i we wczesnym średniowieczu nogi obmywano katechumenom i czyniono to w w noc paschalną. Był to jeden z obrzędów uzupełniających przy udzielaniu Sakramentu Chrztu Świętego. W tamtych czasach nie sprawowano jeszcze Mszy Wieczerzy Pańskiej we Wielki Czwartek i upamiętnienie ostatniej wieczerzy następowało w Wigilię Paschalną. Jak pisze Małaczyński: Aż do IV wieku brak świadectw o odprawianiu Eucharystii w czwartek Wielkiego Tygodnia na pamiątkę Wieczerzy Pańskiej. Wieczerzę Pańską wspomina się w ofierze eucharystycznej w noc paschalną.Ten zwyczaj umywania nóg katechumenom zanikł we wczesnym średnioweieczu wraz z zanikiem powszechnego katechumenatu.
Gdy ta forma mandatum zanikała, roziła się już kolejna. Miało to miejsce w klasztorach reguły benedyktyńskich. W klasztorach tych mandatum występowałó w dwóch formach: mandatum fratrum i mandatum pauperum oraz w dwóch rytmach czasowych, tygodniowym i rocznym. Jak pisze Młynarczyk: We wspólnotach monastycznych czynność ta nosiła nazwę mandatum pauperum bądź mandatum fratrum. Reguła św. Benedykta z Nursji przewidywała obrzęd obmycia nóg w dwóch kontekstach. Pierwszy, wspomniany wyżej, jako oznaka gościnności. Wówczas opat wraz ze wspólnotą klasztorną obmywali nogi wszystkim gościom, odmawiając przepisany werset psalmu. Drugi zaś wiązał się z rozpoczęciem i zakończeniem tygodniowej służby w kuchni klasztornej. Do obmycia nóg wszystkim zobowiązani byli zarówno kończący służbę, jak i ci, którzy ją rozpoczynali. Z czasem mandatum weszło w skład obrzędów Wielkiego Czwartku i w tej postaci rozszerzyło się z klasztorów na katedry. Jak pisze Młynarczyk: Mandatum jako element liturgii wielkoczwartkowej początkowo był wprowadzany przez biskupów w kościołach katedralnych. Inspiracją do tego typu działań była – wspomniana wcześniej – liturgia monastyczna. Początki tej tradycji sięgają VII stulecia po Chrystusie. Według pontyfikału rzymskiego z X wieku ryt ten był sprawowany po nieszporach w Wielki Czwartek. Nogi obmywano albo osobom duchownym, albo ubogim, albo dzieciom. W XIV wieku w liturgii papieskiej biskup Rzymu obmywał nogi dwunastu subdiakonom, a następnie ubogim. W średniowieczu zwyczaj ten był bardzo zróżnicowany lokalnie. Owszem, były takie diecezje, gdzie umywano nogi wyłącznie duchownym (subdiakonom lub kanonikom), były też klasztory, gdzie umywano je wyłącznie mnichom (choć trzeba pamiętać, że długo większość mnichów nie miała żadnych święceń i nie była duchownymi), były jednak i takie miejsca, gdzie mandatum sprawowano wyłącznie wobec świeckich, ubogich mężczyzn lub dzieci (nie wiem, czy płci obojga, o tym źródła milczą). Obmywanie nóg dzieciom zdaje się być reminiscencją dawniejszego umywania nóg katechumenom. O tym lokalnym zróżnicowaniu tak pisze Młynarczyk: Opis tego obrzędu można także odnaleźć w Caeremoniale episcoporumKlemensa VIII. Zawiera on pewne modyfikacje względem mszału, wynikające z dostosowania go do liturgii biskupiej. O właściwej porze biskup miał przybyć na miejsce przygotowane do mandatum. Strój liturgiczny był taki, jaki obowiązywał prezbitera, uzupełniony o prostą mitrę. Na miejscu mieli być także ubodzy, którym miano obmyć nogi. Wspomniany ceremoniał przewiduje także nieco inne sposoby celebracji tego rytu, w zależności od lokalnych tradycji. Gdzieniegdzie było w praktyce, by biskup z własnych finansów przyodział trzynastu ubogich, nakarmił ich i napoił. Następnie obmywał ich nogi i udzielał im jałmużny; w innych miejscach istniał zwyczaj, według którego biskupi obmywali nogi trzynastu kanoników. Ceremoniał zaznaczał, żeby obrzęd czynić wedle zwyczajów Kościołów partykularnych lub osądu biskupa. Prawodawca wskazywał jednak, że lepszym rozwiązaniem będzie obmyć nogi ubogim, także w miejscu, gdzie zwyczajowo gest ten wykonuje się wobec kanoników. W taki sposób ukazuje się większą pokoręn i miłość, niż obmywając nogi kanonikom. Zróżnicowanie obejmowało również porę sprawowania obrzędu, który w niektórych miejscach był sprawowany rano, a gdzie indziej wieczorem, przed Mszą lub po Mszy, lub też przed Nieszporami czy po Nieszporach, albo i w całkowitym oderwaniu od czynności liturgicznych.
Trydencka reforma liturgiczna ujednoliciła ten obrzęd, rezerwując go wyższym przełożonym kościelnym lub zakonnym, zachowując natomiast możliwość obmywania nóg zarówno duchownym jak ubogim mężczyznom. Zaniknęło natomiast mandatum dzieci.
Literatura
1.Franciszek Małaczyński OSB; Misterium Paschalne w Polsce; Tyniec 2014
2. Adam Młynarczyk; Zarys historyczny obrzędu Mandatum i jego teologia w świetle dekretu Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów In Missa in Cena Domini; Veritati et Caritati 7 (2016), 677-691
Gdy tylko dowiedziałem się, że najnowszy noblista jest konwertytą na katolicyzm i eckhartiańskim mistykiem, od razu zamówiłem jego jedyną jak dotąd wydaną po polsku książkę. Przyszła po dwóch tygodniach, ale czytałem ją dwa miesiące, bo niełatwa to lektura. Niełatwa głównie z racji bardzo nietypowej interpunkcji. Jednak naprawdę warto przebrnąć przez te trudności. Od co najmniej stu lat nikt tak dobrze nie przełożył katolickiej mistyki na język literatury. Nie będę oczywiście zdradzał szczegółów fabuły, ale jest ona tak przesycona modlitwami, z których częśc zapisano po łacinie i po grecku, że cała powieść staje się modlitwą.
Praktyka modlitewna głównego bohatera bardzo przypomina moją własną. Podobne formuły, podobny rytm, podobna metoda. Dlatego. po początkowych trudnościach, zostałem w tę książkę wciągnięty. Polecam ją każdemu, kto pragnie kroczyć drogą chrześcijańskiej mistyki.
Ktoś napisał, że to najbardziej katolicka książka nagrodzona literackim Noblem od czasu Quo vadis. Ja myślę, że jest znacznie bardziej katolicka również od Quo vadis.
W ramach swoich badań nad polskimi przekładami, a konkretnie, gdy szukałem w sieci Apokalipsy w przekładzie księdza Seweryna Kowalskiego, który wykorzystałem w moim poprzednim wpisie religijnym, natrafiłem na arcyciekawy przekład Księgi Rodzaju dokonany przez Adama Sandauera. Pierwszy rozdział tego przekładu pięknie podkreśla poetycki charakter biblijnego tekstu:
Na początku stworzył Pan niebo i ziemię.
A ziemia była męt i zamęt, ciemno było nad odmętem iduch Pański unosił się nad wodami,
„I rzekł Pan: „”Stań się światło””. I stało się światło.”
I ujrzał Pan, że światło jest dobre, i oddzielił światło od ćmy.
I nazwał Pan światło dniem, a ćmę nazwał nocą. I nastał wieczór, i nastał poranek – dzień pierwszy.
I rzekł Pan: „”Niech stanie się sklepienie pośrodku wód i niech, dzieli wody od wód””.”
I uczynił Pan sklepienie i oddzielił wody pod sklepieniem od wód nad sklepieniem. I stało się tak.
I nazwał Pan sklepienie niebem. I nastał wieczór, i nastał poranek – dzień wtóry.
„I rzekł Pan: „”Niech skupią się wody pod niebiosami i niech wyjrzy ląd””. I stało się tak.”
I nazwał Pan ląd ziemią, a skupienie wód nazwał morzem. I ujrzał Pan, że to dobre.
„I rzekł Pan: „”Niech ziemia zazieleni się zielem-trawą, co nasiona rozsiewa, i drzewem owocodajnym, z których każde inny owoc na ziemi daje, a w nim nasiona swe chowa””, I stało się tak.”
I wydała ziemia ziele-trawę, z których każde nasiona inne rozsiewa, i drzewa owocodajne, z których każde nasiona inne chowa. I ujrzał Pan, że to dobre.
I nastał wieczór, i nastał poranek – dzień trzeci,
„I rzekł Pan: „”Niech staną na sklepieniu niebios świecidła, by dzielić dzień od nocy, i niech znaczą roki, dni i lata.”
„I niech będą świecidła na sklepieniu niebios, by świecić ziemi””. I stało się tak.”
Uczynił więc Pan dwa wielkie świecidła: świecidło większe, by rządziło dniem, i świecidło mniejsze, by rządziło nocą. A też i gwiazdy.
I umieścił je Pan na sklepieniu niebios, by świeciły ziemi.
I aby rządziły dniem i nocą tak, by dzielić światło od ćmy. I ujrzał Pan, że to dobre.
I nastał wieczór, i nastał poranek – dzień czwarty.
„I rzekł Pan: „”Niech zaroją się wody rojem istot żywych i niech ptactwo nad ziemią pod sklepieniem niebios polata””.”
I stworzył Pan wieloryby ogromne i istoty żywe a ruchliwe – wszystkie odmienne, od których zaroiły się wody, i ptaki skrzydlate – wszystkie odmienne. I ujrzał Pan, że to dobre.
„I błogosławił im Pan tymi słowy: „”Płódźcie się a mnóżcie, i napełniajcie wody morskie. A ptactwo niech się mnoży na ziemi””.”
I nastał wieczór, i nastał poranek – dzień piąty.
„I rzekł Pan: „”Niech ziemia wyda istoty żywe – wszystkie odmienne; bydło, płazy i dzikie zwierzęta -wszystkie odmienne””. I stało się tak.”
Uczynił więc Pan dzikie zwierzęta – wszystkie odmienne, i bydlęta – wszystkie odmienne, i płazy ziemne – wszystkie odmienne. I ujrzał Pan, że to dobre,
„I rzeki Pan: „”Uczyńmy człowieka na obraz i podobieństwo nasze, a niech włada rybą morską, ptactwem niebieskim, bydłem, całą ziemią i płazem, co po ziemi pełza””.”
Swe własne dał mu podobieństwo, Na Pańskie stworzył podobieństwo. Na męstwo dzieląc i na żeństwo.
„I błogosławił im Pan, i powiedział im Pan: „”Płódźcie się a mnóżcie, napełniajcie ziemię, a zdobywajcie ją, panujcie rybie morskiej, ptakom niebieskim i wszelkiemu zwierzęciu, co po ziemi pełza””,”
„I rzekł Pan: „”Otom dał wam wszelką trawę, co nasiona rozsiewa, a z ziemi wyrasta,i wszelkie drzewo owocodajnc, co nasiona w sobie chowa, byście się pożywić mogli.”
„A zwierzętom dzikim i ptactwu niebieskiemu, i płazom wszelkim, co na ziemi żyją – zieletrawę do jedzenia””. I stało się tak.”
I spojrzał Pan na wszystko, co był uczynił, a toć bardzo dobre było. I nastał wieczór, i nastał poranek – dzień szósty.
Aby tę poetyczność jeszcze bardziej uwypuklić, postanowiłem ten tekst zrytmizować. Zmian dokonałem niewiele, trochę słów poprzestawiałem, bardzo mało ująłem lub dodałem i wyszło tak:
Gdy Pan stworzył niebo, ziemię.
Ziemia była męt i zamęt,
Ciemno było nad odmętem
A duch Pański nad wodami.
I Pan wyrzekł : „Stań się światło”.
I się światło zaraz stało
I ujrzał Pan, światło dobrym,
I oddzielił światło od ćmy.
Tedy nazwał Pan światło dniem,
A ćmę zasię nazwał nocą.
Nastał wieczór i poranek
I tak pierwszy dzień upłynął.
I rzekł Pan: „Niech się sklepienie
Stanie pośrodku wód wszelkich
Co są w górze i na dole
I od wód niech wody dzieli”
I uczynił Pan sklepienie
i oddzielił pod sklepieniem
Wody od wód nad sklepieniem.
I stało się tak, jak wyrzekł.
Nazwał Pan sklepienie niebem.
Nastał wieczór i poranek
I dzień wtóry tak przeminął
Jak dzień pierwszy minął przed nim.
Rzekł Pan: „Niech się skupią wody
pod wzniosłymi niebiosami
i niech wyjrzy ląd na ziemi”.
I stało się tak, jak mówił.
I nazwał Pan ląd ten ziemią,
Wód skupienie nazwał morzem.
I ujrzał Pan, że to dobre.
Wszystko było, co uczynił.
Tedy rzekł Pan: „Niech się ziemia
Zazieleni zielem-trawą,
Co nasiona swe rozsiewa,
I drzewem owocodajnym,
Z których każde inny owoc
Na szerokiej ziemi daje,
A w nim swe nasiona chowa”,
I stało się tak, jak wyrzekł.
I wydała dobra ziemia
Ziele-trawę, z których każde
Nasiona inne rozsiewa,
I drzewa owocodajne,
Z których każde jedno drzewo
Nasiona co inne chowa.
I ujrzał Pan, że to dobre
Dzień trzeci, wieczór, poranek.
I rzekł Pan: „Niech na sklepieniu
niebios staną dwa świecidła,
by oddzielić dzień od nocy,
i niech znaczą dni i lata.”
„I niech będą na sklepieniu
świecidła, by świecić ziemi”.
I stało się tak na niebie.
Jak Powiedział Pan Zastępów
Uczynił więc Pan dwa wielkie
świecidła: świecidło większe,
by rządziło dniem, i mniejsze,
by rządzić nocą. I gwiazdy.
Umieścił też na sklepieniu
Pan , aby świeciły ziemi.
I rządziły dniem i nocą
Tak, by dzielić światło od ćmy.
I ujrzał Pan, że to dobre.
Nastał tedy znowu wieczór,
Po nim nastał też poranek
I tak czwarty dzień upłynął
I rzekł Pan: „Niech się zaroją
Wody rojem istot żywych
I niech ptactwo pod sklepieniem
Niebios nad ziemią polata”.
I stworzył Pan wieloryby
Ogromne istoty żywe
Ruchliwe odmienne,wody
Od których się zaroiły ,
I ptaki stworzył skrzydlate –
Wszystkie odmienne w rodzaju.
I ujrzał Pan, że to dobre
Wedle swojego zwyczaju.
Błogosławił tymi słowy:
„Płódźcie się oraz się mnóżcie,
Napełniajcie wody morskie.
A ptactwo takoż na ziemi”.
I nastał następny wieczór,
I nastał po nim poranek –
dzień piąty minął jak inne
I rzekł Pan: „Niech ziemia wyda
Istoty żywe odmienne;
Bydło, płazy i zwierzęta –
Wszystkie dzikie i odmienne”.
I stało się tak powiedział.
Uczynił więc Pan zwierzęta –
Wszystkie dzikie i odmienne,
I bydlęta – wsze odmienne,
I płazy ziemne odmienne.
I ujrzał Pan, że to dobre,
I rzeki Pan: „Zróbmy człowieka
Obraz nasz i podobieństwo
A niech włada rybą morską,
Ptactwem z nieba, bydłem, ziemią
Płazem, co po ziemi pełza
Swe własne dał podobieństwo,
Pańskie stworzył podobieństwo.
Na męstwo dzieląc i żeństwo.
I Pan im pobłogosławił ,
I rzekł: „Płódźcie się a mnóżcie,
Napełniajcie całą ziemię,
Zdobywajcie ją, panujcie
Rybie morskiej, ptakom z nieba
I wszelkiemu też zwierzęciu,
Co po ziemi onej pełza”,
I rzekł Pan: „Otom dał wam
Wszelką trawę, co nasiona
Rozsiewa, z ziemi wyrasta,
Wszelkie drzewo owocowe,
Co nasiona w sobie chowa,
Byście się pożywić mogli.”
„A zwierzętom onym dzikim
Oraz ptactwu niebieskiemu,
Płazom wszelkim pełzającym,
Co na ziemi całej żyją –
Zieletrawę do jedzenia”.
I stało się tak jak mówił.
Ujrzał Pan co był uczynił,
A toć bardzo dobre było.
Nastał wieczór, i poranek –
I szósty dzień tak upłynął.
Dzielę się tym tekstem 25 marca, bo wedle Tradycji właśnie w tym dniu Bóg stworzył świat.