
Ossendowski to pisarz obecnie mało znany, ale wśród tych, którzy go znają budzący skrajne emocje. Uwielbiany przez część środowisk patriotycznych, krytykowany przez liberalną lewicę. Postanowiłem więc zapoznać się w jakimś stopniu z jego twórczością, aby wyrobić sobie własne zdanie.
Zacząłem od „Lenina”, bo był dostępny w audiobooku na Legimi. Jest to doskonały esej, który kiepsko udaje powieść. Analizy dotyczące samego Lenina, Rosji i komunizmu świetne i trafne. Wątki fabularne drętwe, kulawe i naciągane jak w telenoweli. Takie przedwojenne „Na Wspólnej”. Wszystko, co prawdopodobne i nieprawdopodobne musi przydarzyć się głównemu bohaterowi. Pomylone nazwiska i daty. Jerzy Gapon staje się Grzegorzem, a komunista Malinowski ginie kilka miesięcy wcześniej niż w rzeczywistości.
A gdy nagle pojawia się nowa młoda dziewczyna, jest prawie pewne, że za kilka stron zostanie zabita. Ten schemat powtórzył się chyba pięć razy. Taki jest poziom tej literatury.








