Zagrożone symbole. Listopadowe znicze

Kilka dni temu ojciec Grzegorz Kramer na swoim facebookowym profilu napisał tak:

Taka propozycja na nadchodzące dni.
Może w tym roku zrezygnujemy z milionów zniczy, a pieniądze zaoszczędzone w ten sposób przekażemy tym, którzy żyją i potrzebują pomocy?
Modlitwa za zmarłych jest lepsza, kiedy w zaciszu izdebki powiemy słów kilka Ojcu o tych, co odeszli. Na przykład kilka dobrych słów na ich temat.

A jednak…

Chociaż modlitwa za zmarłych w zaciszu izdebki jest dobra, to nieporównanie lepsza i wartościowsza jest modlitwa za zmarłych odprawiana na cmentarzu w dniach od 1 do 8 listopada, gdyż daje ona możliwość zyskania odpustu zupełnego za dusze w czyśćcu cierpiące.

Jeśli nawet tylko co setny katolik palący znicze na cmentarzu w pierwszych dniach listopada uzyska ten odpust, to i tak należy uznać ten zwyczaj za niezwykle cenny i ze wszech miar godny zachowania. Obawiam się, że propozycja ojca Kramera spowoduje znaczny spadek liczby uzyskanych w Polsce odpustów zupełnych w tych dniach.

I na tym w zasadzie mógłbym ten tekst zakończyć, ale żyjemy w świecie, więc oprócz argumentów religijnych, znaczenie mają także te świeckie. Zwyczaj palenia zniczy na cmentarzach przynosi nie tylko wspomniane wyżej pożytki wieczne, ale i doczesne. Podczas palenia zniczy na cmentarzach zacieśniamy więzi rodzinne, spotykając dawno nie widzianych dalszych krewnych i znajomych. To też jest warte zachowania.

Nie bez znaczenia jest też symbolika płonącego znicza. Obserwując znicze płonące na cmentarzach skłaniamy się do refleksji o przemijaniu, życiu i śmierci. Znicz, jako cmentarna świeca jest charakterystycznym symbolem upływu czasu i krótkości ludzkiego życia, które nieuchronnie przemija. Często umieszczano ją na kompozycjach typu vanitas, symbolicznych martwych naturach. Płomień jest też symbolem pamięci. (Znaki i symbole. Ilustrowany przewodnik. National Geographic, praca zbiorowa s. 129)

Pięknie o symbolice płonących świec, a więc i zniczy, pisze Romano Guardini: Ponad nią chwieje się płomyk, a przezeń świeca czyste swe ciało przemienia w ciepłe, promienne światło. Czy wobec niej nie budzi się w tobie jakieś niezmiernie szlachetne uczucie? Spójrz, jak ona stoi niezachwianie w jednym miejscu, wyprostowana na całą wysokość, czysta i dostojna. Zważ, jak wszystko w niej mówi: „Jestem gotowa!” Jak ona stoi wytrwale tam, gdzie jej kazano, przed Bogiem. Nie uchyla się w niczym, w niczym nie zgina. Cały jej wygląd świadczy o zdecydowanym, przytomnym pogotowiu. Tak spala się ona w swym przeznaczeniu, niepowtarzalnie, stapiając się w żar i światło. [Guardini, s. 46]

Dlatego nie należy pochopnie porzucać wytworzonego przez wieki rytuału, który dobrze służy zarówno żywym, jak i zmarłym.

Mały skansen w dużym zoo

Stali czytelnicy mojego bloga wiedzą, że jestem fanem miniskansenów. Jestem tez zwolennikiem poszerzania oferty skansenów o eksponaty dwudziestowieczne. Dlatego z wielką radością odnotowuję istnienie miniekspozycji skansenowej we wrocławskim Zoo. Jest ona właśnie na dwudziestowiecznych eksponatach skupiona.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

O parodiowaniu hymnu państwowego

Gdy niejakiego Jasia Kapelę ciągali po sądach za sparodiowanie Mazurka Dąbrowskiego, napisałem tak:

Ja i Jaś Kapela to dwa przeciwne bieguny politycznie i kulturowo. Nie akceptuję chyba żadnego z jego działań. Bardzo mi się jednak nie podoba karanie go za przeróbkę hymnu. W ogóle bałwochwalczy stosunek do symboli narodowych bardzo mi się nie podoba.

Udostępniam to wspomnienie po trzech latach, bo nadal jest aktualne. Nadal mamy ten absurdalny przepis, zabraniający parodiowania hymnu państwowego. Ja sam tez napisałem kiedyś jego parodię, ale jej nie opublikuję, bo mi wolność miła. Przypomnę za to, publikowaną już nie raz moją parodię hymnu niemieckiego, z okazji Mundialu:

Niemcy, Niemcy, do widzenia,
Minął dla Was mistrzostw czas.
Było to do do przewidzenia,
Że nie będzie już tam Was.
Od pierwszego bowiem meczu
Zagraliście raczej źle,
Nikt więc temu nie zaprzeczy,
Że przewidzieć dało się.

Na lotnisku się spotkacie
Z orłów stadem pełnym gwiazd,
Bo w odpadania temacie
Wpłynął na Was przykład nasz,
Wszak to co Polak potrafi,
Niemiec zrobić może też;
Gdy piłka w bramkę nie trafi,
Można przegrać każdy mecz.


Śpiewa się na melodię Volkshymne
Niemiecki hymn parodiować wolno, polskiego nie. Czyli u nas jest większa statolatria niż w Niemczech wbrew temu, co sądzi większość Polaków. Niemcy się swojej statolatrii pozbyli po 1945, my jakoś nie potrafimy. 

Rocznicowo o literackim Noblu 2016

W październiku 2016 napisałem tak:

Bardzo mnie cieszy literacki Nobel dla Boba Dylana. Po pierwsze od dawna mu się należał. Po drugie nagroda ta stanowi uznanie wartości nie tylko twórczości laureata, ale całego gatunku – poezji śpiewanej. Może dzięki temu również i u nas śpiewający poeci zaczną być postrzegani przede wszystkim jako poeci właśnie, a nie tylko jako pieśniarze. Dotyczy to głównie ś.p. Jacka Kaczmarskiego, który był jednym z najwybitniejszych polskich poetów wszech czasów, a postrzegany jest głównie jako „bard Solidarności”. A może nawet dzięki temu poezja rymowana odzyska swoje miejsce.

Dziś dopisuję:
Nie umiem powiedzieć, czy ten Nobel dla Dylana przyniósł efekt, jakiego się po nim spodziewałem. Na razie tego nie widać. Ale może jeszcze przyniesie. Gutta cavat lapidem.
Teraz wszyscy dyskutują o Tokarczuk. I dobrze. Ale i o wcześniejszych noblistach warto pamiętać. I o tych, co Nobla nie dostali, choć mogli, a może nawet powinni.

Górecko Kościelne i odrobina Górecka Starego

Ostatnia miejscowość z naszych roztoczańskich wakacji. Dotąd były miasteczka, teraz będzie wieś. Tu również architektura sakralna, drzewa i woda, jak na całym Roztoczu. Górecko Kościelne to rzeka Szum, aleja prastarych dębów, sympatyczna galeria sztuki, liczne kapliczki i przepiękne Sanktuarium Świętego Stanisława. Wrzuciłem tu też kilka zdjęć sąsiedniego Górecka Starego, w tym piękną leśną ikonę Świętego Krzysztofa. Wpisy o Roztoczu jeszcze na tym blogu będą, ale nie będą to już prezentacje miejscowości.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

 

Zagrożone symbole. Tauka

franciscan_tau_poland

Otwieram cykl wpisów poświęconych zagrożonym symbolom katolickim, to jest tym, które samozwańczy czyściciele wiarychcą usunąć z Kościoła. Na początek tauka.

O tauce  piszą oni tak:

Ostatnio będąc w sklepie z dewocjonaliami usłyszałem pewną siostrę zakonną, która mówiła że wymieniła już wszystkie krzyże na „tauki”, takie ładne, modne.
Dziwne , Krzyż który nie przypomina Krzyża Chrystusowego , nie jest Krzyżem Jezusa Chrystusa, komuś zależy na likwidacji prawdziwych znakach chrześcijaństwa.

Litera Tau (Taw) miała pierwotnie formę krzyża. W Biblii czytamy, że oznaczenie nią czoła, na polecenie Boga, ocaliło – wiernych Mu mieszkańców Jerozolimy – przed karą i
zniszczeniem (Ez 9,4-6). ” i rzekł mu Jahwe: Przejdź przez miasto, przez Jerozolimę, i naznacz tau na czołach mężów, wzdychającyh i bolejących nad wszystkimi
obrzydliwościami, jakie się w niej dokonują.”
Znak „Taw” na czołach wybranych mężów stać się miał pieczęcią „przynależności do Boga” oraz przepustką do ich ocalenia. Był jak podpis Boga czytelny dla wszystkich, bo
nawet analfabeci podpisywali się tym znakiem ( „Mój podpis” w Hi 31,35 dosłownym tłumaczeniu brzmi „moja tau”), który w starym alfabecie hebrajskim (syro-fenickim) miał
kształt małego, równoramiennego krzyża (+) a później kształt „iksa” (x). Księgi Starego Testamentu powstawały według różnych współczesnych badaczy w okresie od XII do II
wieku p.n.e ,więc w czasie staro-testamentowym litera „tau” miała kształt krzyża ! W Egipski hieroglif; znak – x, Pismo protosynajskie; znak – t, „Taw” Fenickie; znak – x
w języku Greckim i Rzymskim ta litera miała kształt T, ale nie były to obszary na których żył Naród Wybrany.
W religii chrześcijańskiej krzyż o łączony jest z osobą Jezusa Chrystusa, jednak nigdy nie miał on kształtu nowej litery T,
franciszkanie promują „tauki”, ale to nie jest tradycyjny krzyż franciszkański, np; nie występuje na starych obrazach, zabytkach sztuki.
Krzyż „Tau” ma jednak duże znaczenie w masonerii, litera “T”, utożsamiana jest z młotkiem używanym przez wolnych masonów przy budowie katedr.
Krzyż”Tau” jest formą krzyża, czczoną prze masonów i okultystów … ” Manly. P. Hall “Tajemne Nauki Wszystkich Wieków” (1928 rok)
Krzyż w kształcie litery „T”, tzw. tau cross stoi na wyspie Tory.
Młot, symbolizuje narzędzie przeznaczone do budowy idealnego społeczeństwa, które “doskonalone” jest przez srogich sędziów wskazujących im niższe miejsce społeczne.
Młotek używany jest w sądach, podczas licytacji, a w masonerii jest oznaką władzy. Komuniści w ZSRR przyjął
sierp i młot jako oficjalne logo komunizmu.
Hiram Abiff, dostał młotek w postaci litery „Tau” od swego przodka Tubal-Kaina. W talmudzie ostatnia litera alfabetu, Taw , jest szczególnie groźna. Napiętnowany nią był Kain.
Nosił ją na czole od chwili, gdy zamordował swego brata Abla. Odtąd służy ona do piętnowania, czyli miała odwrotne znaczenie niż w Biblii.
Na 31 i 32 – stopniu masonerii rytu szkockiego, występuje poczwórna „tauka” , czyli ten symbol ma wyjątkową wagę w masonerii.
Na stopniu 13 „Scottish Rite”, występuje potrójna „tauka”, nawiązuje to do Trójcy Św. na tym stopniu mason składa wyznanie ” Jestem, który Jestem” identyfikując
się z obietnicą szatana w ogrodzie: będziecie jak Bóg – uznaje się bogiem.
Religie Wschodu też korzystają z poczwórnej „tauki” jest to znak „Sri Yantra” – który
daje niezrównaną moc duchową poprzez wywołanie(przyjemnej) pomocy od niewidzialnego ducha świata,
jest to taki sam znak jak znak 32- go stopnia w masonerii.
Chrystus umarł na krzyżu a nie na „tauce” którą chce się nam przedstawić, więc na pewno nie jest to symbol odkupienia, raczej pewna grupa (masoneria) stara się usunąć prawdziwy znak zbawienia, przez fałszowanie
historii – gdyż prawdziwy krzyż bardzo im przeszkadza.

Dodatkowo „tauka” z mocowaniem na sznurek wygląda jak egipski krzyż; ankh, ma on wyjątkowe znaczenie okultystyczne.
Symbol egipski. Inne jego nazwy: Klucz Nilu, Klucz Życia, Krzyż Egipski, Krzyż Atlantów. Mówi się też o nim Krzyż wampiryczny, gdyż rzekomo pochłania „złe energie”. W starożytnym Egipcie był umieszczany na mumiach.
Jest talizmanem radiestezyjnym. Obecnie bardzo często noszony przez osoby nie mające świadomości co do jego rzeczywistego, bardzo niebezpiecznego znaczenia okultystycznego.
Można także spotkać się z opisywaniem tego talizmanu, jako symbolu pogardy dla dziewictwa i nawiązania do starożytnego pogaństwa z praktykami rytualnych orgii.
To jest krzyż czy młotek.

Źródło

A jednak tauka jest prawowitym katolickim krzyżem. Tak pisze o niej siostra Dorothea Forstner OSB, największy autorytet w kwestii symboliki chrześcijańskiej:

Krzyż w kształcie greckiej litery Tau (crux comissa – krzyż złączony z belką poprzeczną nałożoną na pionową) był dla starożytnych znakiem świętym; oznaczał centrum świata, był symbolem panującej nad wszystkim siły słońca. Królowie asyryjscy nosili taki krzyż na szyi albo na piersiach. Dla ludów staroamerykańskich był symbolem deszczu, czy boga deszczu; linia pozioma symbolizowała horyzont, pionowa strumień wody. Zdaniem Izydora z Sewilli w wykazach żołnierzy znak Theta (θ) umieszczano przy nazwisku żołnierza, który poległ, a znak T przy nazwiskach żołnierzy żyjących.

Prorok Ezechiel (9,4) na rozkaz Boga kreśli znak Taw na czołach tych, którzy zachowali wiarę, Ta czynność symboliczna wskazuje – według nauki Ojców Kościoła – na krzyż jako na znak odkupienia, pieczęć wybranych (por. Ap. 7,2).

Mnisi nosili laski w kształcie takiego właśnie krzyża, dlatego na pamiątkę św. Antoniego Pustelnika nazywa się go także „krzyżem św. Antoniego”.

(Dorothea Forstner OSB, Świat symboliki chrześcijańskiej s. 13-14)

Z kolei Manfred Lurker pisze tak:

Według Ojców Kościoła Tau jest znakiem krzyża. „Kto nosi na sobie ten znak, ten uniknie śmierci” (świ. Hieronim). Słowa Pana z Kazania na Górze, że „ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko stanie” (MT 5,18), są odnoszone do tajemnicy krzyża, gdyż jota i znajdująca się nad nią kreska tworzą razem literę Tau. Egzegeza alegoryczna dopatruje się w liczbie 300 (jak wiadomo w alfabecie greckim wartość tę wyraża litera Tau) ukrytej aluzji do krzyża. Trzystu owych mężów, którzy towarzyszyli Gedeonowi w walce przeciwko Madianitom (Sdz 7,6) to wszyscy ci sprawiedliwi, którzy uwierzą w Ukrzyżowanego. Znak T spotykany na płytach grobowców w katakumbach ma też wyrażać nadzieję zbawienia.

(Manfred Lurker; Słownik obrazów i symboli biblijnych, s. 244-245)

Kluczowe jest jednak znaczenie, jakie tauce nadał św. Franciszek z Asyżu, gdyż obecnie jest ona przedewszystkiem własnym symbolem franciszkanów:

Do umiłowania symbolu TAU przez św. Franciszka przyczyniła się mowa papieża Innocentego III wygłoszona podczas otwarcia Soboru Laterańskiego. „TAU jest ostatnią literą alfabetu hebrajskiego, a jego forma przedstawia krzyż dokładnie taki jak krzyż przed przybiciem tabliczki Piłata […]. Ten, kto nosi TAU na swym czole, reprezentuje postępowaniem chwałę krzyża. Nosi TAU dla ukrzyżowania ciała z jego ułomnościami i grzechami.”

Święty Franciszek umiłował ten znak tak bardzo, że swoje listy rozpoczynał lub kończył znakiem TAU: „Franciszek żywił szczególną cześć i przywiązanie do znaku TAU. Często o nim mówił, nim podpisywał listy, które wysyłał” (św. Bonawentura).

Źródło

 

 

O literackim Noblu dla Olgi Tokarczuk słów kilka

Zebrałem w jedno miejsce kilka moich wczorajszych komentarzy na FB.

Olga Tokarczuk ma różne książki. Nie wszystkie muszą się podobać wszystkim. Ale niektóre są arcydziełami. I co równie ważne, wszystkie mają wymiar uniwersalny. A to w Polsce rzadkie, bo większość polskich pisarzy pisze rzeczy de facto nieprzekładalne, zrozumiałe tylko w polskim kontekście.

Ma w dorobku książki przybliżające dawny Śląsk. Chociażby „E.E”

Księgi Jakubowe są pięknym opisaniem Polski. Inne jej książki są cudownie uniwersalne, a tej uniwersalności mamy w polskiej literaturze niedobór.

I (Zagajewski) już chyba nie dostanie. Następny polski Nobel to będzie Masłowska, Twardoch, albo Dehnel. Za dwadzieścia parę lat.

Nie cała prawica (ma ból dupy z tego Nobla). Wypraszam sobie. Ja się niezmiernie cieszę. Jestem wielbicielem jej twórczości. Ból dupy to ma patriotyczno-narodowa część prawicy i pseudoprawicy.

Wie Pan, każdy człowiek ma więcej niż jednego przodka, toteż pochodzenie ukraińskie nie wyklucza polskiego. A pisarką jest niewątpliwie polską.

I jeszcze recenzje książek noblistki na moim blogu:

Ostatnie historie

E.E.

Bieguni

Podróż Ludzi Księgi

 

Władysław Grabski – Rapsodia świdnicka.

20191005_131654

Aż dziwne, że ta książka jest tak mało znana, zważywszy, ze inne monumentalne powieści osadzone w realiach Średniowiecza od lat biją rekordy popularności, by wymienić tylko „Imię Róży” Eco, „Filary ziemi” Folleta, a u nas także trylogię husycką Sapkowskiego, czytadła Cherezińskiej, czy przestarzałych, ale wciąż popularnych „Krzyżaków” Sienkiewicza. Dziwne, bo jest to książka lepsza od większości  z wymienionych. Jedynie „Imię Róży” moim zdaniem ją przerasta, a trylogia husycka  jest na porównywalnym poziomie.

„Rapsodia świdnicka” jest powieścią wielowątkową, dobrze oddającą realia epoki. Jest w niej co prawda kilka nieścisłości fotograficznych, odzwierciedlających stan wiedzy historycznej w czasach jej pisania, czyli w latach pięćdziesiątych ubiegłego stulecia. Jest to przy tem książka głęboko katolicka, na różne sposoby afirmująca katolicki styl życia, zarówno w kwestiach moralności, jak i duchowości. Jej lektura przynosi więc nie tylko pożytek doczesny, ale i wieczny.

Ma też zalety dla mnie bardziej osobiste. Opisana rodzina Kordalów ma pewne podobieństwa do moich prawdopodobnych przodków. Oni również byli niekiedy wolnymi chłopami, niekiedy rzemieślnikami, a i zajęciem wojennym parali się gdy trzeba. Tyle, że robili to w wieku XVII. W XIV wieku jeszcze Rumplów na Śląsku nie było. Osobiste znaczenie ma dla mnie również wątek związany ze świętą Gertrudą, która odgrywa pewną rolę w moich badaniach nad tekstami katolickiej mistyki.

Ogólnie uważam tę książkę za jedną z najlepszych, które w tym roku przeczytałem. Dziękuję osobie, która mi ją poleciła. Nie wymieniam jej z nazwiska, bo nie wiem, czy by sobie tego życzyła.

37/52

* * * * * *

Zamość

W relacji z pobytu na Roztoczu nie może zabraknąć wpisu  o Zamościu. Są tu kościoły, kamienice, podwórka, zlaicyzowana synagoga, w której zupełnie od czapy odbywała się wystawa o Róży Luxemburg, rynek zaśmiecony rusztowaniami po kurwizyjnym pseudo koncercie itepe itede.

 

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Thomas Merton OCSO – Modlitwa kontemplacyjna

20190919_131604

I kolejna książka religijna na mojej tegorocznej liście lektur. Znów związana z mistyką katolicką, choć tym razem nie kobiecą, ale raczej męską, a przedewszystkiem monastyczną. W ogóle nie należy zbyt ostro rozgraniczać nurtów w mistyce katolickiej. Męska, czy kobieca, monastyczna, czy karmelitańska, mistyka katolicka jest de facto jedna.

„Modlitwa kontemplacyjna” Tomasza Mertona jest praktycznym przewodnikiem medytacji chrześcijańskiej. Nie skupia się jednak na technikach medytacyjnych, ale na problemach towarzyszących modlitwie wewnętrznej. Pokazuje, co jest w tej praktyce potrzebne, a co szkodliwe. Zawiera liczne cytaty chrześcijańskich mistyków różnych epok. Jest więc także wskazówką do dalszych lektur.

Jest to ostatnia książka dokończona przez Mertona. Zarzuca się mu niekiedy, że pod koniec życia odszedł od wiary katolickiej. Ta książka obala te teorie. Jest bowiem na wskroś katolicka, stuprocentowo prawowierna. Uważam, że jest też jedną z najpożyteczniejszych lektur dla współczesnych medytujących katolików. Polecam ją wszystkim, którzy pragną praktykować modlitwę wewnętrzną.

36/52

* * * * * *

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij