Tabaka w „Panu Tadeuszu”

pan_tadeusz_emisariusz

 

Brano z niej, i kichała szlachta jak moździerze.

«Reverendissime— rzekł kichnąwszy Skołuba —

To mi tabaka, co to idzie aż do czuba!

Od czasu jak nos dźwigam (tu głasnął nos długi)

Takiej nie zażywałem (tu kichnął raz drugi);

Prawdziwa bernardynka, pewnie z Kowna rodem,

Miasta sławnego w świecie tabaką i miodem.

Byłem tam lat już…» — Robak przerwał mu: «Na zdrowie

Wszystkim waszmościom, moi mościwi panowie!

Co się tabaki tyczy, hem, ona pochodzi Matka Boska

Z dalszej strony, niż myśli Skołuba dobrodziéj:

Pochodzi z Jasnej Góry. Księża paulinowie

Tabakę taką robią w mieście Częstochowie,

Kędy jest obraz tylu cudami wsławiony,

Bogarodzicy Panny, Królowej Korony

Polskiej… zowią ją dotąd i Księżną Litewską —

Koronęć jeszcze dotąd piastuje królewską…

Lecz na Litewskim Księstwie teraz syzma siedzi!»

«Z Częstochowy? — rzekł Wilbik. — Byłem tam w spowiedzi,

Kiedym na odpust chodził lat temu trzydzieście.

Czy to prawda, że Francuz gości teraz w mieście,

Że chce kościół rozwalać i skarbiec zabierze:

Bo to wszystko w Litewskim stoi Kuryjerze?»

(…).

Ksiądz bernardyn uciekł się do swej tabakiery;

W kolej częstował mówców. Gwar zaraz ucichnął;

Każdy zażył przez grzeczność i kilkakroć kichnął.

Bernardyn, korzystając z przerwy, mówił daléj:

«Oj, wielcy ludzie od tej tabaki kichali!

Czy uwierzycie państwo, że z tej tabakiery,

Pan jenerał Dąbrowski zażył razy cztery?»

«Dąbrowski?» — zawołali. «Tak, tak, on, jenerał.

Byłem w obozie, gdy on Gdańsk Niemcom odbierał;

Miał coś pisać; bojąc się, ażeby nie zasnął,

Zażył, kichnął, dwakroć mię po ramieniu klasnął:

»Księże Robaku — mówił — księże bernardynie,

Obaczymy się w Litwie może nim rok minie;

Powiedz Litwinom, niech mnie czekają z tabaką

Częstochowską, nie biorę innej tylko taką».

(…)

Powtarzano: «Tabaka z Polski? Częstochowa?

Dąbrowski? Z ziemi włoskiej?…» Aż na koniec razem,

Jakby myśl z myślą, wyraz sam zbiegł się z wyrazem,

Wszyscy jednogłośnie, jak na dane hasło,

Krzyknęli: «Dąbrowskiego!» Wszystko razem wrzasło,

(…)

Długo się przysłuchiwał ksiądz Robak piosence,

Na koniec chciał ją przerwać; wziął w obydwie ręce

Tabakierkę, kichaniem melodyję zmieszał,

I nim się nastroili, tak mówić pośpieszał:

«Chwalicie mą tabakę, mości dobrodzieje; Przywódca, Strój

Obaczcież, co się wewnątrz tabakierki dzieje».

Tu, wycierając chustką zabrudzone denko,

Pokazał malowaną armiję maleńką

Jak rój much; w środku jeden człowiek na rumaku,

Wielki jako chrząszcz, siedział, pewnie wódz orszaku;

Spinał konia, jak gdyby chciał skakać w niebiosa,

Jedną rękę na cuglach, drugą miał u nosa:

«Przypatrzcie się — rzekł Robak — tej groźnej postawie:

Zgadnijcie czyja? — Wszyscy patrzyli ciekawie.—

Wielki to człowiek, cesarz, ale nie Moskali,

Ich carowie tabaki nigdy nie bierali…»

Co o tabace mówią powyższe fragmenty?

1. Że tabaka jest najzupełniej zgodna z wiarą i moralnością katolicka, skoro propaguje ją bernardyn, a produkują paulini.

2. Że zażywanie tabaki dowodzi naszej przynależności do cywilizacji łacińskiej i odróżnia nas od obcych nam cywilizacyjnie Moskali.

3. Że zażywanie tabaki buduje zgodę i przyjaźń między ludźmi, a łagodzi spory.

Co Telimena miała w biurku?

telimena7

Wiele rzeczy: plany miast i domów, rysunki i obrazki różnych artystów, a także przybory toaletowe. Poniżej stosowne cytaty.

Co za miasto! Nikt z panów nie był w Petersburku?

Chcecie może plan widzieć? Mam plan miasta w biurku.

Mieszkałam w pałacyku, tuż nad Newą rzeką,

Niezbyt blisko od miasta i niezbyt daleko,

Na niewielkim, umyślnie sypanym pagórku:

Ach, co to był za domek! Plan mam dotąd w biurku.

Bo gdym szła do ogrodu pewnego poranka,

Chart u nóg mych zadławił mojego kochanka

Bonończyka! Ach, była to rozkoszna psina,

Miałam ją w podarunku od księcia Sukina

Na pamiątkę; rozumna, żywa jak wiewiórka:

Mam jej portrecik, tylko nie chcę iść do biurka.

To, Hrabio, kraj malarzów! U nas, żal się Boże!…

Dziecko muz, w Soplicowie oddane na mamki,

Umrze pewnie. Mój Hrabio, oprawię to w ramki,

Albo w album umieszczę, do rysunków zbiorku,

Które zewsząd skupiałam: mam ich dosyć w biurku»

Orłowski, który życie strawił w Peterburku,

Sławny malarz (mam jego kilka szkiców w biurku)

Nie zapomniałaś jeszcze całkiem Petersburka.

No, Zosiu, toaletę rób, dostań tam z biurka,

Nagotowane znajdziesz wszystko do ubrania.

Spiesz się, bo lada chwila wrócą z polowania».

Golgota Beskidów

svetomirus's awatarRok Boży

Znowu odżywają ataki świrokatolików na Golgotę Beskidów w Radziechowach. Wskutek tych ataków miejsce nie wykorzystuje swojego potencjału dla rozwijania nabożeństwa do Męki Pańskiej. A powinno wykorzystywać. Tam się powinny pielgrzymki odbywać, jak na starsze Kalwarie. Dlatego postanowiłem, na miarę swoich możliwości popularyzować to święte miejsce. Na początek garść zdjęć Drogi Krzyżowej i okolicy.

Zobacz oryginalny wpis

Zastananawiające powtórzenie w”Panu Tadeuszu”

„Pan Tadeusz” jest dziełem wielopoziomowym, pełnym ukrytych sensów. Część z nich została już rozszyfrowana, inne na rozstrzygnięcie czekają. O takiej właśnie dziś napiszę. Zazwyczaj w swoim blogu przedstawiam jakieś oceny, czy propozycje, dziś postawię tylko pytanie.

Ostatnio odświeżam sobie tę lekturę. Zastanowiło mnie nietypowe powtórzenie całego akapitu, pojawiające się w trzech różnych miejscach:

Goście weszli w porządku i stanęli kołem.

Podkomorzy najwyższe brał miejsce za stołem;

Z wieku mu i z urzędu ten zaszczyt należy,

Idąc kłaniał się damom, starcom i młodzieży.

Przy nim stał kwestarz, Sędzia tuż przy bernardynie.

Bernardyn zmówił krótki pacierz po łacinie;

Mężczyznom dano wódkę; wtenczas wszyscy siedli,

I chołodziec litewski milcząc żwawo jedli.

Goście weszli w porządku i stanęli kołem.

Podkomorzy najwyższe brał miejsce za stołem:

Z wieku mu i z urzędu ten zaszczyt należy,

Idąc kłaniał się starcom, damom i młodzieży;

Obok stał kwestarz; Sędzia tuż przy bernardynie.

Bernardyn zmówił krótki pacierz po łacinie;

Podano w kolej wódkę: za czym wszyscy siedli,

I chołodziec litewski milczkiem żwawo jedli.

Goście weszli w porządku i stanęli kołem;

Podkomorzy najwyższe brał miejsce za stołem:

Z wieku mu i z urzędu ten zaszczyt należy,

Idąc kłaniał się damom, starcom i młodzieży;

Kwestarz nie był u stołu; miejsce bernardyna,

Po prawej stronie męża, ma Podkomorzyna,

Sędzia, kiedy już gości jak trzeba ustawił,

Żegnając po łacinie, stół pobłogosławił.

Mężczyznom dano wódkę; za czym wszyscy siedli,

I chłodnik zabielany milcząc żwawo jedli.

Nie mam pomysłu, czemu mogłoby służyć to powtórzenie. Rzucają się w oczy drobne różnice między tymi fragmentami. Może w tych różnicach jest klucz do zrozumienia sensu powtórzenia? Wypisałem więc słowa występujące tylko w jednej wersji:

Przy nim stał Obok nie był u stołu; miejsce bernardyna,

Po prawej stronie męża, ma Podkomorzyna,

kiedy już gości jak trzeba ustawił,

Żegnając , stół pobłogosławił.

Podano w kolej wtenczas

chłodnik zabielany milczkiem

Nadal jednak nie potrafię odnaleźć w tym jakiegoś sensu. Może ktoś z Państwa go dostrzega?

Przedpostne pytanie graniczne

web3-beer-glass-alcohol-drink-pixabay

Choć zazwyczaj na blogach przekazuję informacje i wyrażam opinie, to czasem też stawiam pytania, na które nie znam odpowiedzi.

Od lat się zastanawiam nad kwestią spożywania napojów dni postu ilościowego, czy ścisłego. Przepisy postne, ani stare, ani nowe, nic o napojach nie mówią, można się natomiast spotkać z różnorakimi opiniami prywatnymi na ten temat. Są tacy, którzy w Środę Popielcową i Wielki Piątek nie piją napojów słodkich, nawet kawy nie słodzą, są i tacy, którzy w dni postne piją samą wodę.

To stanowisko wydaje mi się zbyt skrajne. Ja osobiście uważam, że skoro przepisy postne o napojach nic nie mówią, to napoje w dni nawet najściślejszych postów pić można. Pozostanie jednak kwestia, czy wszystkie.

Są bowiem takie napoje, które niewiele od posiłków się różnią, jak kompoty z dużymi i licznymi kawałkami owoców, czy gęste jogurty. Uważam, że takie napoje należy traktować jak posiłki i wliczać w liczbę posiłków w dzień postny.

Gdzie przebiega granica? Nie wiem, ale na swój użytek proponuję test sitka. Uznaje, że co przez klasyczne sitko kuchenne swobodnie przecieknie, jest napojem i może być spożywane między posiłkami, w dniach postu ścisłego. Oczywiście dotyczy to napojów roślinnych i mlecznych, a nie wywarów mięsnych, które łamią z kolei post jakościowy.

A co Państwo o tym sądzicie?

Nie tańczy się z koniem

Już zaczęło być moja małą tradycją, że tę moja piosenkę przypominam w ostatnia sobotę karnawału.



Nie tańczy się z koniem, nie tańczy się z koniem,  bo to się może skończyć źle

Nie tańczy się z koniem, nie tańczy się z koniem,bo koń ten może kopnąć Cię

Nie tańczy się z koniem, nie tańczy się z koniem, bo koń do tańca nie służy 

Nie tańczy się z koniem, nie tańczy się z koniem, bo taniec konia nuży. 

Pewien gość z Barcelony wpadł na pomysł szalony, że z koniem zatańczy od rana. Koń go kopnął tak mocno, że gość wypadł przez okno i wylądował aż w Stanach. 

Nie tańczy się z koniem, nie tańczy się z koniem,  bo to się może skończyć źle

Nie tańczy się z koniem, nie tańczy się z koniem,bo koń ten może kopnąć Cię

Nie tańczy się z koniem, nie tańczy się z koniem, bo koń do tańca nie służy 

Nie tańczy się z koniem, nie tańczy się z koniem, bo taniec konia nuży. 

A generał w Warszawie myślał leżąc na trawie, że chciałby z koniem zatańczyć, Lecz nie umiał wstać z trawy, więc przez kawał Warszawy nieśli go jego kumple na tarczy. 

Nie tańczy się z koniem, nie tańczy się z koniem,  bo to się może skończyć źle

Nie tańczy się z koniem, nie tańczy się z koniem,bo koń ten może kopnąć Cię

Nie tańczy się z koniem, nie tańczy się z koniem, bo koń do tańca nie służy 

Nie tańczy się z koniem, nie tańczy się z koniem, bo taniec konia nuży. 

Pewna pani w Londynie pomyślała przy ginie, że z koniem przetańczy dzień cały. Ledwie konia dotknęła, to na ziemię runęła, wszystkie jej koleżanki się śmiały. 

Nie tańczy się z koniem, nie tańczy się z koniem,  bo to się może skończyć źle

Nie tańczy się z koniem, nie tańczy się z koniem,bo koń ten może kopnąć Cię

Nie tańczy się z koniem, nie tańczy się z koniem, bo koń do tańca nie służy 

Nie tańczy się z koniem, nie tańczy się z koniem, bo taniec konia nuży.

Marek Dziekan – Złote stolice Arabów

To jedna z tych książek, z których przeczytaniem miałem problemy. Trudno mi się ją czytało, a nabyłem ją przez pomyłkę. Myślałem, że jest ona o arabskim średniowieczu, tymczasem jest ona o współczesnych i niedawno zmarłych intelektualistach arabskich z Syrii, Iraku, Egiptu, Libii i Algerii. Tematyka tej książki to dla mnie terra incognita. Obawiam się, ze po przeczytaniu jest niewiele lepiej. Nawet nie zapamiętałem nazwisk bohaterów. Ale jakiś ogólny obraz mi pozostał.

* * * *

49/52/2019

Tryfon i Walenty

Dzień dzisiejszy ma dwóch świętych patronów (Świętych Cyryla i Metodego jest w lipcu) – na Zachodzie Walenty, na wschodzie Tryfon.

Każdemu z nich dam dziś piosenkę. Najpierw Tryfonowi:

Oto mój przekład:

Jeśli macie wino, Jeśli macie wino, Jeśli macie dobre wino, dajcie go tu wraz.

Jest ono dobre, dobre albo nie, Jeśli macie dobre wino, dajcie je tu wraz.

Jeśli macie panny, Jeśli macie panny,Jeśli macie ładne panny, dajcie je tu wraz.

Są one ładne? Ładne albo nie? Jeśli macie ładne panny, dajcie je tu wraz.

Jeśli macie baby, Jeśli macie baby, Jeśli macie stare baby, gońcie je stąd wraz.

Są one stare, stare albo nie? Jeśli macie stare baby, gońcie je stąd wraz.

A potem Walentemu:

A oto tekst:

Wszyscy dzisiaj tynki walą
Jedni wiele, drudzy mało,
Ale baron jest najlepszy
On tynk zwali ostateczny

Bo to baron Pink,
Który wali tynk
Bo to baron Pink,
Który wali tynk, tynk, tynk

Baron Pink odstawił piwo
By nie walić tynków krzywo
Czystą wodę zaczął pijać
Żeby lepiej tynki zbijać

Bo to baron Pink,
Który wali tynk
Bo to baron Pink,
Który wali tynk, tynk, tynk

Od tygodnia nie je szynki
Żeby lepiej walić tynki
Za to szpinak jada w cieście
Zwali tynki w całym mieście

Bo to baron Pink,
Który wali tynk
Bo to baron Pink,
Który wali tynk, tynk, tynk

Samorządy zawodowe zagrożone

Od upadku Bloksa nie mam bloga politycznego. Dotąd mi go nie brakowało, ale teraz zaczęło. Nie wiem, czy reaktywuję taki blog, ale na razie będę od czasu do czasu wrzucał teksty polityczne na mój główny blog i być może także na blog na Salonie 24. Dziś pierwszy taki wpis.

W sobotę opublikowałem na FB taki wpis:

Pytanie do tych spośród moich znajomych, którzy popierają PiS. Czy chcielibyście Państwo być leczeni przez lekarzy, którym Prawo Wykonywania zawodu wydawałby Prezydent RP na podstawie rekomendacyj Naczelnej Rady Lekarskiej wybieranej przez Sejm?

Wywołał on dość gorącą dyskusję zarówno u mnie, jak i u dwojga moich znajomych, którzy go udostępnili.

Szczególnie ciekawe jest kilka głosów w dyskusji:

1. Miłośnikowi demokracji by odpowiadało. Prezydenta mandat mocny, w Sejmie stabilna większość zatem i lekarze mianowani przez Radę złożoną z lekarzy wybranych przez Sejm nie powinni nikogo gorszyć.

2. Nie miałbym problemu z takim sposobem wyboru lekarzy.  Nie jestem nośnikiem jakiegoś uprzedzenia wobec państwa i mam zaufanie do tej instytucji nawet przy reżimie demokratyczno liberalnym.

3. Jeśli potraktować to przez analogię to chyba nie byłoby w tym nic złego.
Kandydaci do zawodu lekarza musieliby mieć ukończone studia medyczne i staż, a Rada, choć wyłaniana przez sejm, składałaby się z innych lekarzy.
Nie widzę zagrożenia.

Wszystkie te głosy podważają idee samorządu zawodowego, zarówno lekarzy, jak prawników. Samorządy zawodowe istniały w II RP. Po wojnie zlikwidowali je komuniści. Przywrócono je w III RP. Ci, którzy teraz je podważają, w najlepszym razie naśladują komunistów. W najgorszym sami są komunistami.

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij