Królu Niebieski – Pieśń do Ducha Świętego

 

Królu Niebieski, dusz Pocieszycielu,

O Duchu Prawdy króluj nam!

Który wszędzie jesteś i wszystko napełniasz,

Przyjdź i zamieszkaj w każdym z nas

Skarbnico Dobra i Dawco życia,

Ze wszelkiej zmazy oczyść nas

Jedyny, który zwać się możesz  Dobrym

Ty dusze nasze zbawić racz.

Tak się zdarzyło, że przełożyłem tę pieśń jakiś czas temu, ale zgubiłem tekst przekładu. Tekst powyższy jest z odtworzenia, właściwie ponownego tłumaczenia według tych samych kryteriów. Po dokonaniu powtórnego tłumaczenia udało mi się znaleźć tekst pierwszego tłumaczenia, które podaję poniżej. Proszę czytelników o ocenę, które lepsze.

 

 

Królu Niebieski, dusz Pocieszycielu

Ty, Duchu Prawdy, Boże Nasz,

Który wszędzie jesteś i wszystko wypełniasz

Przyjdź i zamieszkaj w każdym z nas.

Skarbnico Dobra i Dawco życia

Od wszelkiej zmazy oczyść nas,

Od piekielnego zachowaj nas gnicia

I Dusze Nasze, o Dobry zbaw.

 

************

Hymn bizantyjski, przekład Artur Rumpel

Śpiewać można na melodię „Matko Piekarska”

Po drugim sezonie "Diagnozy"

diagnoza

W tym tygodniu skończył się drugi sezon „Diagnozy” i muszę szczerze powiedzieć, że gdyby akcja nie toczyła się w Rybniku, to bym tego serialu nie oglądał.

Co mi w nim przeszkadza? Wiele rzeczy. Wymienię kilka najważniejszych:

1. Naciągana fabuła. Scenarzysta uwierzył, że „Botoks” Vegi jest prawdziwy i poszedł tropem szukania spisku bigfarmy. Bardzo nieprzekonywająco to uczynił.

2. Nieprzekonywające postacie. Zarówno główna bohaterka, u której nie widać już zbyt wielu śladów amnezji, jak Artman i cały szereg postaci drugoplanowych. 

3. Fatalna jakość kwestyj wygłaszanych po śląsku. Nie chodzi o akcent, bo ten faktycznie trudno podrobić, ale o słownictwo i gramatykę. Zabrakło JAKICHKOLWIEK konsultacji z fachowcem. Mniej niż zero. 

4. Za mało Rybnika. Dla jakiej przyczyny scena chrztu była grana w kościele w Konstancinie, a nie w którejś z rybnickich świątyń. 

Ergo, na trzeci sezon szkoda pieniędzy. Radzę TVNowi wrócić raczej do produkcji serialu „Belle Epoque”, bo to produkcja dużo bardziej perspektywiczna. 

I NAWET NIE WIEM CZY ISTNIEJESZ…

sowada

Moja powolność ma czasami złe skutki. Tak długo zabierałem się do opisania wystawy I NAWET NIE WIEM CZY ISTNIEJESZ… w Muzeum w Rybniku, że już się w międzyczasie skończyła. A byłem na wernisażu…

Wystawa poświęcona była dorobkowi Józefa Sowady (1956-1997) przedwcześnie zmarłego artysty związanego z Rybnikiem i okolicami, a przedewszystkiem z Gorzycami w powiecie wodzisławskim, w której to wsi spędziłem większość swojego dotychczasowego życia i nawet miałem okazję znać Artystę, który był naszym sąsiadem.

Jego mistyczne obrazy naprawdę warte są obejrzenia. Na szczęście okazja jeszcze będzie, bo wystawa będzie powtórzona w Galerii Na Uciechę w Zawoi, a być może także gdzieś w Gminie Gorzyce. O terminach powtórek wystawy poinformuję w komentarzach.

Powyżej obraz, którym, zdaniem rodziny i znajomych, Mistrz prezewidział swoją śmierć. W dole obrazu jest szereg dat rocznych od 1956 do 1997 choć było jeszcze miejsce na dalsze. Obraz powstał w 1995 roku.

Następcy – disnejowski film z chrześcijańskim przesłaniem

następcy

Niedawno pisałem o biblijnym motywie w serialu „Korona królów”, w którym nota bene takich motywów jest znacznie więcej. W ogóle biblijnych inspiracji w popkulturze jest znacznie więcej niż by się na pozór zdawało. 

Do takich popkulturowych utworów dyskretnie inspirowanych Biblią należy disnejowski film fabularny „Następcy” skierowany do młodego widza. Bohaterami są synowie i córki disnejowskich bajek zaproszone przez władcę Jasnej Strony do podjęcia nauki w elitarnej szkole średniej.

Całość fabuły opiera się na osiemnastym rozdziale Księgi Ezechiela, a konkretnie na tym fragmencie: 18:2Cóż wam po tem, iż używacie tej przypowieści o ziemi Izraelskiej mówiąc: Ojcowie jedli jagodę cierpką, a synów zęby drętwieją.18:3Jako żyję Ja, mówi panujący Pan, że wy nie będziecie więcej mogli używać tej przypowieści w Izraelu.18:4Oto dusze wszystkie moje są, jako dusza ojcowska tak i dusza synowska moje są; dusza, która grzeszy, ta umrze.

o. Bartłomiej Kucharski OCD – "Kobiety Bożego Miłosierdzia"

 

To, że jak już pisałem, zawsze czytam jakąś książkę religijną w Wielkim Poście, nie oznacza, że w innych okresach takowych nie czytuję. Wręcz przeciwnie, czasem po jednej przychodzą następne. „Misterium Chrystianizmu” wywołało we mnie chęć przeczytania trzech kolejnych książek o podobnej tematyce, które przedtem przeczytałem tylko częściowo.  Na razie jednak te trzy książki  muszą poczekać na swoją kolej,  bo najpierw przeczytałem inną książkę religijną, która akurat wpadła mi w ręce.

Szkieletem książki karmelity bosego Bartłomieja Kucharskiego „Kobiety Bożego Miłosierdzia” są życiorysy siedmiu katolickich mistyczek  bł. Julianny z Norwich, św. Marii Małgorzaty Alacoque, św. Teresy od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza, św. Faustyny Kowalskiej, Marty Robin, Adrienne von Speyer i Kunegundy Siwiec, które łączy to, że wszystkie głosiły naukę o Miłosierdziu Bożym.

Książka łączy elementy biografii, refleksji teologicznej, antologii poezji i praktycznej szkoły modlitwy. Ukazuje prawdę, że nauka o Miłosierdziu Bożym nie jest nowinką wprowadzoną przez świętą Faustynę, ale elementem odwiecznej doktryny katolickiej. Przy okazji wiąże też tę naukę z tradycją karmelitańską (pisząc o szerzej na razie nieznanej tercjarce karmelitańskiej Kunegundzie Siwiec oraz przypominając o wpływie jaki Św. Teresa Mniejsza wywarła na Św. Faustynę Kowalską i Martę Robin), dzięki czemu dyskretnie umacnia pozycję swojego zakonu. Pozycja wyróżnia się pozytywnie na tle popularnej literatury dewocyjnej dotyczącej kultu Miłosierdzia Bożego, ukazując go na wyjątkowo szerokim tle.

23/52

Rowling J.K., Tiffany John, Thorne Jack – "Harry Potter i Przeklęte Dziecko"

potter

Sztuka teatralna „Harry Potter i Przeklęte Dziecko” jest raczej luźno związana z cyklem potterowskim. Nie czuje się tu ducha powieści o młodym czarodzieju. Widać tu za to wyraźnie zupełnie inną inspirację, która dla nastoletnich potteromaniaków może być niezauważalna, za to starsi czytelnicy powinni ją bez trudu wychwycić. 

Poruszona jest tu bowiem tematyka znana miłośnikom literatury już od mniej więcej stu lat z powieści Herberta George’a Wellsa „Wehikuł Czasu”, a następnie z setek innych powieści i opowiadań z gatunku science fiction. Sztuka opowiada o problemach z hipotetycznymi podróżami w czasie polegających na modyfikacji teraźniejszości przez podróżników w przeszłość. 

Rzecz bardzo fajna i dająca do myślenia, nie jestem jednak pewien, czy odpowiednia dla dzieci i młodzieży.

 

22/52

Ken Follet – "Słup ognia"

 

Ken Follet należy od moich najulubieńszych pisarzy. Dawałem temu wyraz wielokrotnie. Szczególnie lubię jego powieści sensacyjne z wątkiem historycznym. Jest to jedyny pisarz, którego powieści o II wojnie światowej mi się podobają. Lubię też jednak i te książki, w których zagłębia się w dalszą przeszłość. Niedawno pisałem tu o „Uciekinierze”. Teraz wchodzę jeszcze głębiej w przeszłość.

Wspomniałem już jakiś czas temu, że ostatnio czytam takie książki, które da się połączyć w grupy mające jakieś wspólne cechy. Jedną z nich był szereg powieści i esejów opowiadających o okresie wokół 1500 roku. Ostatnio, od powieści „Zdobycz i wierność” przeniosłem się do roku około  1600. „Słup ognia” łączy te dwie grupy, gdyż jego akcja rozgrywa się w latach 1558-1620 w Anglii, Francji, Hiszpanii, Niderlandach i Szkocji.

Powieść, będąca trzecią częścią trylogii zaczynającej się od „Filarów ziemi” mówi głównie o relacjach, często krwawych, między katolicyzmem a protestantyzmem w ówczesnej Europie Zachodniej. Jak to zwykle u Folleta bywa w książce jest dużo seksu, polityki i ekonomii. Oczywiście, również jak zwykle u Folleta, poziom literacki jest wysoki, a akcja wciągająca. 

Jest jeszcze coś, na co przy tej książce zwróciłem uwagę. Follet pisze książki stałą metodą, pojawiają się u niego stałe motywy, to da się zauważyć. Elementem tej metody jest dobór bohaterów. Gdy jego powieść umieszczona jest w rzeczywistości historycznej, główny bohater jest zazwyczaj drugoplanowym bohaterem historii rzeczywistej. Nie jest zwykłym szaraczkiem jak dobry wojak Szwejk, nie jest też jednak królem, premierem, czy generałem. Może być postacią historyczną, albo fikcyjną, to już nie ma większego znaczenia. Tak jest też w „Słupie ognia”, gdzie główny bohater jest członkiem zespołu doradców królowej Elżbiety i jej następców. Królowie i książęta pojawiają się tu jako postacie epizodyczne. Ten pomysł na bohatera powieści historycznej wprowadził w życie jako pierwszy chyba Aleksander Dumas w „Trzech muszkieterach”. Potem z powodzeniem stosował go między innymi Henryk Sienkiewicz tak w trylogii, jak w „Quo vadis”. Ten sam pomysł jest też wykorzystany we wspomnianej wyżej „Zdobyczy i wierności” Pietrkiewicza.  I w tych powieściach Folleta, których akcja dzieje się w przeszłości. 

21/52

Eurowizja po półfinale

 

Pierwszego półfinału nie oglądałem. Jestem rybniczaninem, więc wygrała u mnie „Diagnoza”, choć nie jest to dobry serial. Oglądałem za to półfinał drugi. Występ reprezentantów Polski uważam za fatalny. Podobały mi się za to występy Serbów i Gruzinów. Śpiewali w swoich językach, nawiązywali to tradycji muzycznych swoich krajów (ten gruziński śpiew męski na trzy głosy), a jednocześnie było to nowoczesne i mogło się spodobać. Szkoda, że Gruzini odpadli,cieszę się, że Serbowie przeszli do finału. 

Mikołaj Ligęza z "Korony królów" i "Ślązak wspomnienia godny" z XIX wieku

 

Ten fragment serialu skojarzył mi się z fragmentem życiorysu pewnego śląskiego kapłana, księdza Szymona Perzycha: 

Kilka lat wcześniej, gdy ów autor książek religijnych był komorantem w Piekarach, pojawił się raptem w Rybniku, gdzie wprawdzie ożywił życie karczemne i uliczne, ale naraził się opinii publicznej do tego stopnia, że magistrat w trosce o moralność i religijność społeczności rybnickiej wystosował 10 grudnia 1859 r. list do ks. kanonika i książęco-biskupiego komisarza, Franciszka Heidego w Raciborzu, w którym m.in. czytamy: „Suspendowany ksiądz, były dyrektor seminarium i proboszcz Szymon Perzich, osiadł tu od dłuższego czasu bez policyjnego zameldowania. Tenże prowadzi karygodne życie, gdyż codziennie odwiedza najpospolitsze szynki, wraca do domu w całkiem nieprzytomnym stanie i nierzadko musi być wyciągany z rynsztoków. W szynkach obcuje wyłącznie z prostacką warstwą społeczną. Przedmiotem jego rozmów jest religia, przy czym grubiańsko profanuje święte instytucje Kościoła katolickiego. Często widzi się go zataczającego się na publicznych ulicach w kompletnym stroju księdza. Podczas wielomiesięcznego pobytu tutaj jeszcze nie był na nabożeństwie. To karygodne prowadzenie się niepoprawnego Perzicha przynosi hańbę i gniew katolickiego stanu kapłańskiego oraz świętej religii. Aby temu przeciwdziałać, byłoby bardzo celowe umieszczenie owego Perzicha w jakimkolwiek zakładzie. Dlatego uprasza- my Waszą Przewielebność bardzo uniżenie o łaskawe skierowanie wymienionego Perzicha do jakiegoś zakładu poprawczego oraz jednoczesne powiadomienie nas,jakie właściwe środki zostaną zastosowane wobec Perzicha, celem przeszkodzenia mu w złym prowadzeniu się. Dość niechętnie przyjęlibyśmy kroki, aby wymienionego Perzicha uznać za pijaczynę szynkowego, ponieważ mniemamy, iż przez to zostałby obrażony katolicki stan kapłański”

Cały życiorys można znaleźć w artykule ks. Henryka Olszara Proboszczowie parafii św. Anioła Stróża w Gorzycach Śląskich. Przyczynek do dziejów Kościoła katowickiego. O owym księdza Perzychu zapewne jeszcze napiszę coś więcej, bo jego postać bardzo mnie interesuje. Na razie jestem na etapie poszukiwania jego książek. 

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij