Frank Sherwood Taylor – "Historia nauk przyrodniczych w zarysie"

Taylor

Nie udało mi się ustalić, kiedy dokładnie powstał angielski oryginał tej książki. Na pewno było to pomiędzy rokiem 1952 (rok wygłoszenia serii wykładów, na których się opierała) a 1956 (rok śmierci autora). Ja sam dysponuję jedynie drugim wydaniem polskim z 1961 roku. Nabyłem tę książkę na wyprzedaży dubletów bibliotecznych, na początku lat dziewięćdziesiątych, gdy byłem liceallistą. 

 Wtedy bardzo mi się przydała do usystematyzowania mojej wiedzy na temat dziejów nauki. Dziś też może spełniać taką rolę, choć trzeba przyznać, że jest już nieco przestarzała. Nie chodzi nawet o to, że nie obejmuje najnowszych dziejów nauki, bo to przecież oczywiste. Większym problemem jest to, że wydaje się być nieco skażona wpływami panującego w czasie jej powstawania scjentyzmu, wskutek czego niezbyt obiektywnie ocenia niektóre epoki. Nie docenia na przykład średniowiecza, a przecenia renesans, a zwłaszcza Galileusza. 

Dużo lepiej te kwestie są wyłożone w opisywanej już kiedyś przeze mnie na tym blogu książce Fizyka. Siedem teorii, które wstrząsnęły światem Nathana Spielberga i Bryona D. Andersona, którą przy tej okazji ponownie polecam. Można te książki porównywać, bo Historia nauk przyrodniczych w zarysie również skupia się głównie na fizyce. Chemia i biologia są tam też opisane szeroko, ale daleko nie tak dokładnie, jak fizyka. Szczególnie w dziedzinie biologii da się odczuć brak jej dziejów najnowszych. Nie znajdziemy w tej książce historii odkrycia kodu genetycznego, bo autor po prostu tego nie dożył. 

Mimo to wszystko, książkę zasadniczo polecam, bo  jej zalety przewyższają wady. Przedewszystkiem jest napisana przystępnie, a zarazem ściśle, czego mogliby się uczyć niektórzy autorzy współcześni, miotający się pomiędzy Scyllą niezrozumiałości, a Charybdą uproszczeń. Jest też, co istotne, dostępna w  obrocie antykwarycznym, mimo, że wydanie polskie, w odróżnieniu od oryginału angielskiego, od dawna nie było wznawiane. 

39/52

* * * *

Jakub Ćwiek – "Ciemność płonie"

 ćwiek

Twórczością Jakuba Ćwieka zainteresowałem się po jego liście do grafomana Mroza. Sięgnąłem więc po pierwszą z brzegu książkę i bingo. Nie umiałem się oderwać, dopóki nie przeczytałem. Może zadziałało tez to, że zasadniczo lubię książki, dziejące się w znanych mi miejscach. A katowicki dworzec i jego okolice znam dobrze, bo przez pięć lat na nim się przesiadałem jadąc na studia. Ogólnie nie lubię horrorów, a ta książka mnie wciągnęła. Naprawdę daje do myślenia. 

Po wspomnianym liście niektórzy zarzucali Ćwiekowi, że on sam niewiele różni się od Mroza, bo też pisze dużo. Może i pisze dużo, ale w odróżnieniu od Mroza pisać potrafi.

I jeszcze ciekawostka. Z tej książki wynika, że i ja jestem pisarzem. Pada tam bowiem zdanie: „Jak ktoś napisze jedną książkę i ją wyda, jest pisarzem.” A ja napisałem dwie, które mi wydano. Mimo to nie uważam się za pisarza, co najwyżej za publicystę.

38/52

* * * * *

Granice

Czasami piszę tu o zmarłych, zwłaszcza twórcach kultury. Ostatnio pisałem o dwóch zmarłych tego samego dnia prawie stulatkach, reprezentujących de facto epokę, która właściwie odeszła jeszcze przed ich narodzinami, a oni byli jednymi z nielicznych, którzy pielęgnowali jej resztki.

Dziś wypada mi napisać o dwojgu muzyków, odeszłych minionego weekendu. Kora i Tomasz Stańko należeli do panteonu polskiej muzyki ostatniego półwiecza. Ich twórczość pozostanie z nami na zawsze, gdyż jest nieusuwalną częścią korpusu polskiej kultury. Najodpowiedniejszym do zilustrowania tego tekstu zdaje mi się ich wspólny utwór „Die Grenze”.

Mam też z tym utworem związane wspomnienia. Otóż pochodzi on z płyty „O!”. Jest to jedyny album Maanamu, jaki nabyłem w postaci kasety, będąc jeszcze licealistą. A nabyłem go z powodu obecnego na nim utworu „Pałac na piasku”, bo już wtedy fascynowały mnie biblijne wątki w kulturze. W twórczości Kory to była jedna z tych rzeczy, która mnie najbardziej urzekała – inspiracje różnymi tradycjami duchowymi, tu Ewangelia, gdzie indziej Upaniszady. Widać było, że jest duchową poszukiwaczką, Wędrującą. Mam nadzieję, że znalazła to, czego szukała. 

Kanonik Macron

Minął już prawie miesiąc, odkąd JE Emmanuel Macron, książę Andorry, prezydent Republiki Francuskiej etc. etc. etc. objął uroczyście urząd honorowego protokanonika papieskiej Bazyliki Świętego Jana na Lateranie, ale dopiero teraz znalazłem lukę w tematach, żeby o tym napisać.

Większość komentatorów się z tego zwyczaju prezydenckiego kanonikowania śmieje, ja jednak się z niego cieszę. To, że prezydenci nadal korzystają z tego przywileju katolickich (arcychrześcijańskich) królów Francji, świadczy o istnieniu jakiejś nici, może wątłej ale nadal rzeczywistej, pomiędzy królestwem a republiką. W tej laickiej republice nadal tkwią relikty katolickiej monarchii, jak perły w kupie gnoju. I te perły, prędzej, czy później zaowocują. Chociaż nie wiadomo, czy tego doczekamy.

Szkoda, że my mamy takich reliktów mniej, właściwie jedynym wyraźnym jest Order Orła Białego. Warto o nim w ten sposób myśleć. 

Daniel Jakubczyk – Gmina Gorzyce. Miejsca – Ludzie – Wydarzenia"

 gmina

Ta książka musiała się tu znaleźć prędzej czy później, a teraz jest na to najlepszy czas, kiedy publikuję sporo wpisów o Śląsku. Praca obecnego gorzyckiego wójta jest chyba najbardziej systematycznym opracowaniem o Gminie Gorzyce, w ujęciu historycznym i krajoznawczym. Omawia wszystko, co warto w gminie zobaczyć i o niej wiedzieć. Przedstawia też biografie wybranych znanych postaci związanych  z gminą. Cenny jest tez zamieszczony na końcu książki informator o wydarzeniach kulturalnych w gminie. Przydałaby się jeszcze jako dodatek do książki mapa gminy z zaznaczonymi wszystkimi obiektami wymienionymi w książce, bowiem użyte w niej określenia lokalizacyjne często są niezrozumiałe dla osób spoza danego sołectwa. A cieszyłbym się, gdyby książka mogła służyć nie tylko mieszkańcom, ale tez turystom odwiedzającym gminę. 

37/52

* * * * *

Kolejna propozycja śląskiego hymnu – tłumaczenie z czeskiego

 

W dyskusji o śląskim hymnie, która przetacza się przez facebooka, pojawiła się propozycja, by przełożyć hymn czeskiego Śląska. Podejmuję to wyzwanie i prezentuję swoje, dynamiczne tłumaczenie, oczyszczone z akcentów zbyt czeskich:

 

Ziemio śląska uświęcona

Ziemio najpiękniejsza z wszech

Tobie miłość uwznioślona

Tobie mój ostatni dech

Gwiazdą tyś nam w serca daną

O Ciebie nasz gniew i spór

Z siostrzycami tyś związaną

Prastarych pasmami gór.

 

Z nimi razem Ziemio Święta

Stwórca Ciebie w jedno kładł

Mądrość Twoja z Pragi wzięta

Wiarę dał Ci Velehrad

Sióstr śladami krocz ku chwale

Z różnych ludów jedno twórz

W jedności, miłości trwałej,

Tako nam dopomóż Bóg!

 

Krocząc śladami sióstr obu

Osusz dzisiaj swoje łzy

Leć do celu w szczęścia dobie

Patrz, gdzie prawa Twe i czyn

Sławy Twojej nad wszystkimi

Niech rozbłyśnie jasny blask

Boże, ześlij śląskiej ziemi

Wolność, siłę, sławę zaś.

Marie-Cecile Dugue – "Czas miłosierdzia"

dugue

Chociaż książka ta nie jest w sensie ścisłym ani o mistycyzmie, ani o mistykach, ani o mistyczkach, to jakoś wpisuje się w ten właśnie cykl moich ostatnich lektur. Szczególnie można dostrzec jej związki z omawianą tu niedawno książką „Kobiety Bożego Miłosierdzia”. „Czas miłosierdzia” jest antologią modlitw różnych autorów z różnych epok. Wśród tych autorów poczesne miejsce zajmują trzy bohaterki tej drugiej książki: Święta Teresa od Dzieciątka Jezus, Święta Faustyna Kowalska i Marta Robin.

„Czas miłosierdzia” może mieć co najmniej dwa zastosowania. Po pierwsze może i powinien być, jak głosi jego podtytuł: „modlitewnikiem do Bożego Miłosierdzia”. Po drugie jest on też dobrym zbiorem źródeł do badania dziejów występowania koncepcji Miłosierdzia Bożego w chrześcijaństwie i innych religiach monoteistycznych. Zastosowaniu go w tym drugim celu sprzyja umieszczenie w wydaniu polskim licznych przypisów.

Może też służyć innym badaniom z zakresu antropologii religii, na przykład analizowaniu wpływów polskich na współczesną religijność francuską. Warto bowiem zauważyć, że wśród autorów tekstów zawartych w tej antologii jest aż czworo Polaków: św. Faustyna, św. jan Paweł II, św. Maksymilian Maria Kolbe i biskup Jan Ozga.

 

36/52

* * * * * 

Propozycja nowego Hymnu Śląska ogłoszona na Marszu Autonomii

 

hymn

W sobotę 14 lipca ŚPR ogłosiła projekt nowego hymnu. Dzień wcześniej opowiedziałem się za pozostawieniem w tej roli niemieckiej z pochodzenia pieśni „Oberschlesien ist mein liebes Heimatland”, która już ją od lat pełni, nie tylko dla Ślązaków niemieckojęzycznych. Po wysłuchaniu nowej propozycji nie zmieniłem zdania. Stare jest lepsze, chociaż nowe nie jest tak złe, jak się obawiałem.

 

Do melodii nie mam zastrzeżeń, jest właściwa dla hymnu. Mam za to poważne zastrzeżenia do tekstu. Najpierw go przedstawię, za stroną tuudi.net:

 

Wersja śląska:

 

Zielono ziymia to je nasz skarb.

Nad czornym złotym tu je nasz świat.

Choć trudno historjo dzielyła nos,

To przani Ślonskowi je w kożdym z nos.

Z kożdej granicy stron kożdy je brat.

Ślonsko kultura sztyjc łonczy nos.

Takich Ślónzoków niech zno dziś świat.

 

Wersja polska:

 

Zielona ziemia to jest nasz skarb.

Nad czarnym złotem tu jest nasz świat.

Choć trudna historia dzieliła nas,

To miłość do Śląska jest w każdym z nas.

Po każdej z granic stron każdy jest brat.

Śląska kultura wciąż łączy nas.

Takich Ślązaków niech zna dziś świat.

 

Wersja czeska:

 

Zelena zemne je poklad nas.

Nad ćernym zlatem kvete nas kraj.

Pres tezké casy co delily nas,

Laska ke Slezsku je v kazdem z nas.

Na kazde ze stran bratr je nas.

Slezska kultura vzdy spoji nas.

Takovi Slezzané ziji u nas.

 

Wersja niemiecka:

 

Die grüne Erde: uns teurer als Geld,

Drunter die Kohle: hier ist unsre Welt.

Hat auch das Schicksal uns Leiden beschert,

Mehr ist die Liebe zu Schiesien uns wert.

Jeder ist Bruder, von hier oder dort,

Unsre Kultur eint uns jetzt, immer fort:

So kennt man Schlesier an jedem Ort.

 

Swoje zastrzeżenia do wersji śląskiej przedstawił Dariusz Jerczyński: Jest nijaki, więc nie porywa, wersja niby po śląsku jest niemal identyczna z wersją po polsku, nawet śląskie słowo „przōni” (bo bezokolicznik „przoć”) zostało napisane błędnie „przani”. Ktoś rzeczownik odczasownikowy wywiódł od form osobowych „przaja, przajesz, przaje” zamiast od bezokolicznika i gdyby wyszło mu przynajmniej „przajani”, to byłby OK, ale „przani” to już nie jest po śląsku. Podobnie nie jest po śląsku: trudno (powinno być ciyńżko), dzielyła (powinno być tajlowała), ani łōnczy (powinno być kupluje). Kożdyj i niych powinno być przez y, a nie przez e, bo tam jest e pochylone.

 

Z połową tych zastrzeżeń się zgadzam, z połową nie. Słowo „przani”, lub „przaniy” według mojej wiedzy w śląskiej godce istnieje. Podobnie nie jest po śląsku: trudno (powinno być ciyńżko) – zgadzam się. Dzielyła (powinno być tajlowała), ani łōnczy (powinno być kupluje) – tu zgadzam się po części. Słowa podane przez Dariusza Jerczyńskiego są bardziej śląskie, ale te zaproponowane przez autorów też są obecne w śląskiej leksyce, a nadto lepiej pasują do melodii i są zrozumiałe dla większej liczby Ślązaków. Kożdyj i niych powinno być przez y, a nie przez e, bo tam jest e pochylone. – zgadzam się.

 

Mam też własne zastrzeżenia:

-„Z kożdej granicy stron” brzmi nielogicznie. Chyba powinno być „Z kożdej granic strony”.

-Złe rymy w wersjach polskiej, czeskiej i śląskiej. Rymowanie identycznymi słowami nos/nos, nas/nas uchodzi powszechnie za nieeleganckie.

-Najlepiej wygląda wersja niemiecka. Jako jedyna ma dobre rymy i właściwy rytm. Natomiast na stronie jest błąd. Zamiast Schlesien napisano Schiesien. To oczywiście można łatwo poprawić.

Resztę błędów w tekstach też da się poprawić. I powinno się to szybko zrobić. Oferuję się do pomocy w tym dziele. Bo myślę, że trzeba dać temu hymnowi szansę. Jak już będzie poprawiony niech Ślązacy wybierają między starym a nowym oraz ewentualnie innymi propozycjami jakie się jeszcze pojawią.

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij