Święci są bogactwem polskiego Kościoła katolickiego.

W poprzednim wpisie zapytywałem o przejawy twórczego wkładu polskiego Kościoła katolickiego. Pytałem o cztery wskaźniki:

1. Założony w Polsce zakon, najlepiej męski, który miałby swoje domy w co najmniej dziesięciu krajach.

2. Polską książkę katolicką przełożoną na co najmniej 10 języków.

3. Polskiego świętego, któremu dedykowano co najmniej sto kościołów poza Polską.

4. Powstałe w Polsce nabożeństwo obecne powszechnie co najmniej w dziesięciu krajach.

Ciekawa dyskusja wywiązała się pod tym postem na facebookowej grupie „Jak jest w katolicyzmie?”. Nikt z dyskutantów nie znalazł przykładu do punktu drugiego. Do punktu pierwszego znaleziono mi marianów, zmartwychwstańców i felicjanki, a do czwartego Gorzkie Żale. Owszem, jakaś tam popularność tych bytów poza Polską jest, ale do światowej im daleko, zwłaszcza, że do obecności zagranicznej zaliczano obecność wśród zagranicznej społeczności polskiej, a to jednak nie to samo. 

Natomiast punktem trzecim zostałem pokonany. Okazuje, że Święta Jadwiga Śląska ma poza Polską wystarczającą liczbę kościołów, a Święci Wojciech, Jacek, Andrzej Świerad i Stanisław Kostka są jej bliscy. To, ze część z nich nie była Polakami, nie zmienia tego, że należeli do polskiego Kościoła, są więc polskimi świętymi. 

Od kiedy polski katolicyzm jest twórczy w skali światowej?

Dwukrotnie stawiałem tezę, że przed objawieniami Świętej Faustyny polski Kościół katolicki był prężny, ale odtwórczy. Nie zrodziło się w nim do końca XIX wieku nic, co by znacząco wpłynęło na Kościół powszechny. 

Najpierw, kilka lat temu, w tekście „Koronka do Miłosierdzia Bożego” napisałem tak: Kościół katolicki w Polsce mimo dziesięciu wieków historii i dominującej pozycji w społeczeństwie, legitymuje się stosunkowo skromnym wkładem w dorobek Kościoła Powszechnego. Nie mamy polskich Doktorów Kościoła, mamy niewielu zakonodawców, a do niedawna mieliśmy także niewielu świętych. Tak więc wpływ Kościoła w Polsce na Kościół w innych krajach jest znikomy. W ciągu ostatnich stu lat zaczęły się jednak pojawiać pierwsze jaskółki nadziei na zmianę tej smutnej sytuacji. Jedną z nich jest dzieło świętej Faustyny Kowalskiej. Jej „Dzienniczek” jest przetłumaczony na wiele języków, a zapoczątkowane przez nią nabożeństwo do Miłosierdzia Bożego, rozpowszechniło się w całym świecie katolickim.

Ostatnio powtórzyłem to innymi słowy w tekście „Plebiscyt na Polkę stulecia”: Mnie bulwersuje co innego, a mianowicie brak na tej liście świętej Faustyny Kowalskiej. Moim zdaniem to ona jest tą Polką, która w ostatnim stuleciu wywarła największy wpływ na cały świat. Przed nią polski katolicyzm był odtwórczy, ona jako pierwsza osoba z Polski włożyła sporą cegłę z gmach światowej katolickiej religijności. Obrazy według jej instrukcji znajdują się w kościołach całego świata i to nie tylko katolickich, Koronkę jej autorstwa odmawiają ludzie na całym świecie i to nie tylko katolicy, jej Dzienniczek czytają miliony, nie tylko katolików, a jego nakład w kilkudziesięciu językach przekracza bez wątpienia sumę nakładów wszystkich książek napisanych przez kobiety umieszczone na liście.

W obydwu przypadkach ten odtwórczy charakter Kościoła w Polsce został podważony przez komentatorów. Oczywiście, mogę się mylić. Mogłem coś przeoczyć. Proszę więc o wskazanie przez moich oponentów jednego z czterech faktów z historii Kościoła polskiego sprzed 1900 roku:

1. Założonego w Polsce zakonu, najlepiej męskiego, który miałby swoje domy w co najmniej dziesięciu krajach.

2. Polskiej książki katolickiej przełożonej na co najmniej 10 języków.

3. Polskiego świętego, któremu dedykowano co najmniej sto kościołów poza Polską.

4. Powstałego w Polsce nabożeństwa obecnego powszechnie co najmniej w dziesięciu krajach. 

Stieg Larsson – "Zamek z piasku, który runął"

millenium

Powrót do „serii szwedzkiej” i do czytania cyklów od dalszych tomów. Książka ciekawa, choć mnie mniej od szczegółów spisku w szwedzkiej tajnej policji interesowały kulisy pracy dziennikarskiej. Nie jestem przekonany, czy przeczytam wcześniejsze tomy, bo chyba nie mam po co. Co w nich ważne, to już wiem. Trochę problemów sprawiały mi szwedzkie nazwiska, które mi się myliły. Pewnie kiedyś do tego autora wrócę, ale chyba nie od razu, nie w tym roku.

50/52

* * * *

 

Sto książek na stulecie niepodległości

Opisany przeze mnie w poprzednim wpisie plebiscyt na Polkę stulecia nie jest jedynym tego rodzaju wydarzeniem w ostatnim czasie. Stulecie Niepodległości jest atrakcyjną okazją. Trzeci Program Polskiego Radia ogłosił plebiscyt na książkę stulecia. Tu również jest sto kandydatur: 

 

1. Jerzy Andrzejewski „Miazga”,

2. Jerzy Andrzejewski „Bramy raju”,

3. Krzysztof Kamil Baczyński „Wiersze”,

4. Stanisław Barańczak „Widokówka z tego świata”,

5. Miron Białoszewski „Obroty rzeczy”,

6. Miron Białoszewski „Pamiętnik z Powstania Warszawskiego”,

7. Andrzej Bobkowski „Szkice piórkiem”,

8. Tadeusz Borowski „Pożegnanie z Marią”,

9. Kazimierz Brandys „Wariacje pocztowe”,

10. Leopold Buczkowski „Czarny potok”,

11. Józef Czechowicz „Nuta człowiecza”,

12. Józef Czapski „Na nieludzkiej ziemi”,

13. Florian Czarnyszewicz „Nadberezyńcy”,

14. Maria Dąbrowska „Noce i dnie”,

15. Tadeusz Dołęga-Mostowicz „Kariera Nikodema Dyzmy”,

16. Stanisław Dygat „Jezioro Bodeńskie”,

17. Tadeusz Gajcy „Wiersze”,

18. Konstanty Ildefons Gałczyński „Utwory poetyckie”,

19. Witold Gombrowicz „Dziennik”,

20. Witold Gombrowicz „Ferdydurke”,

21. Witold Gombrowicz „Ślub”,

22. Witold Gombrowicz „Trans-Atlantyk”,

23. Zygmunt Haupt „Pierścień z papieru”,

24. Zbigniew Herbert „Barbarzyńca w ogrodzie”,

25. Zbigniew Herbert „Pan Cogito”,

26. Zbigniew Herbert „Raport z oblężonego miasta”,

27. Gustaw Herling-Grudziński „Dziennik pisany nocą”,

28. Gustaw Herling-Grudziński „Inny świat”,

29. Marek Hłasko „Pierwszy krok w chmurach”,

30. Jarosław Iwaszkiewicz „Panny z Wilka”,

31. Jarosław Iwaszkiewicz „Lato 1932”,

32. Jarosław Iwaszkiewicz „Oktostychy”,

33. Paweł Jasienica „Rzeczpospolita Obojga Narodów”,

34. Juliusz Kaden-Bandrowski „Generał Barcz”,

35. Ryszard Kapuściński „Cesarz”,

36. Ryszard Kapuściński „Imperium”,

37. Tadeusz Konwicki „Mała apokalipsa”,

38. Tadeusz Konwicki „Sennik współczesny”,

39. Zofia Kossak-Szczucka „Pożoga”,

40. Hanna Krall „Zdążyć przed Panem Bogiem”,

41. Maria Kuncewiczowa „Cudzoziemka”,

42. Andrzej Kuśniewicz „Lekcja martwego języka”,

43. Stanisław Jerzy Lec „Myśli nieuczesane”,

44. Jan Lechoń „Karmazynowy poemat”,

45. Jan Lechoń „Aria z kurantem”,

46. Stanisław Lem „Solaris”,

47. Bolesław Leśmian „Łąka”,

48. Bolesław Leśmian „Napój cienisty”,

49. Antoni Libera „Madame”,

50. Józef Mackiewicz „Droga donikąd”,

51. Józef Mackiewicz „Nie trzeba głośno mówić”,

52. Hanna Malewska „Przemija postać świata”,

53. Bolesław Miciński „Podróże do piekieł”,

54. Czesław Miłosz „Trzy zimy”,

55. Czesław Miłosz „Ocalenie”,

56. Czesław Miłosz „Zniewolony umysł”,

57. Czesław Miłosz „Rodzinna Europa”,

58. Czesław Miłosz „Ziemia Urlo”,

59. Sławomir Mrożek „Tango”,

60. Wiesław Myśliwski „Widnokrąg”,

61. Wiesław Myśliwski „Kamień na kamieniu”,

62. Igor Newerly „Zostało z uczty bogów”,

63. Zofia Nałkowska „Medaliony”,

64. Zofia Nałkowska „Granica”,

65. Marek Nowakowski „Raport o stanie wojennym”,

66. Włodzimierz Odojewski „Zasypie wszystko, zawieje…”,

67. Teodor Parnicki „Srebrne orły”,

68. Jacek Podsiadło „Arytmia”,

69. Julian Przyboś „Równanie serca”,

70. Jan Polkowski „Cantus”,

71. Edward Redliński „Konopielka”,

72. Stanisław Rembek „W polu”,

73. Tadeusz Różewicz „Niepokój”,

74. Tadeusz Różewicz „Kartoteka”,

75. Tadeusz Różewicz „Do piachu”,

76. Jarosław Marek Rymkiewicz „Zachód słońca w Milanówku”,

77. Jarosław Marek Rymkiewicz „Wieszanie”,

78. Jarosław Marek Rymkiewicz „Rozmowy polskie latem roku 1983”,

79. Bruno Schulz „Sklepy cynamonowe”,

80. Bruno Schulz „Sanatorium pod klepsydrą”,

81. Jerzy Stempowski „Eseje dla Kasandry”,

82. Julian Strykowski „Austeria”,

83. Jan Józef Szczepański „Przed Nieznanym Trybunałem”,

84. Wisława Szymborska „Wołanie do Yeti”,

85. Wisława Szymborska „Ludzie na moście”,

86. Marcin Świetlicki „Zimne kraje”,

87. Julian Tuwim „Bal w operze”,

88. Julian Tuwim „Sokrates tańczący”,

89. Leopold Tyrmand „Dziennik 1954”,

90. Stanisław Vincenz „Na wysokiej połoninie”,

91. Melchior Wańkowicz „Bitwa o Monte Cassino”,

92. Aleksander Wat „Dziennik bez samogłosek”,

93. Aleksander Wat „Mój wiek. Pamiętnik mówiony”,

94. Kazimierz Wierzyński „Wiosna i wino”,

95. Kazimierz Wierzyński „Czarny polonez”,

96. Stanisław Ignacy Witkiewicz „Nienasycenie”,

97. Stanisław Ignacy Witkiewicz „Pożegnanie jesieni”,

98. Stanisław Ignacy Witkiewicz „Szewcy”,

99. Józef Wittlin „Sól ziemi”,

100. Stefan Żeromski „Przedwiośnie”.

Jak zauważył znany blog literacki Niestatystyczni, na liście są spore braki. Nie ma fantastyki, poza jedną książką Lema. Brak Zajdla, Sapkowskiego i innych jest naprawdę poważną wadą. Brakuje też kryminałów i co gorsza, prawie całej literatury współczesnej. Na liście jest tylko kilku pisarzy żyjących, głównie starszych. Brak natomiast Tokarczuk, Pilcha, Masłowskiej, Twardocha, Dehnela i wielu innych. Zgadzam się z tymi uwagami w całej rozciągłości. Zresztą i spośród nieżyjących jest tu wielu pominiętych wybitnych literatów: Andrzej Szczypiorski, Jerzy Pietrkiewicz, Janusz Głowacki, Ludwik Jerzy Kern, Karol Bunsch, Sergiusz Piasecki i inni.

Wiem, że taka lista nie jest z gumy, ale zaradzić temu można byłoby poprzez ograniczenie do jednego dzieła jednego pisarza. Na przykład, potrafię cenić Rymkiewicza, ale czy musi mieć na liście aż trzy książki? Tyle samo, co Herbert, Iwaszkiewicz i Witkacy, a o dwie więcej od Mrożka?

Przyjrzyjmy się tym, którzy mają na liście co najmniej trzy książki: Ggombrowicz, Herbert, Iwaszkiewicz, Miłosz, Rymkiewicz i Witkiewicz. Chyba jednak co najmniej jeden do tej listy nie pasuje. 

 

 

Plebiscyt na Polkę stulecia.

Faustyna

„Wysokie Obcasy”, będące dodatkiem do „Gejzety Aborczej” ogłosiły plebiscyt na Polkę stulecia. Kandydatek jest sporo i bardzo różnorodnych: są pisarki, artystki, uczone i bohaterki wojenne, różnych opcyj światopoglądowych i politycznych. Jest spora nadreprezentacja lewicowych działaczek, ale to mnie nie dziwi. Sporo moich prawicowych znajomych bulwersuje się obecnością na tej liście Anny Grodzkiej. Ja się nie bulwersuję tym akurat, choć ja bym jej na swojej liście tego rodzaju nie umieścił.

Mnie bulwersuje co innego, a mianowicie brak na tej liście świętej Faustyny Kowalskiej. Moim zdaniem to ona jest tą Polką, która w ostatnim stuleciu wywarła największy wpływ na cały świat. Przed nią polski katolicyzm był odtwórczy, ona jako pierwsza osoba z Polski włożyła sporą cegłę z gmach światowej katolickiej religijności. Obrazy według jej instrukcji znajdują się w kościołach całego świata i to nie tylko katolickich, Koronkę jej autorstwa odmawiają ludzie na całym świecie i to nie tylko katolicy, jej Dzienniczek czytają miliony, nie tylko katolików, a jego nakład w kilkudziesięciu językach przekracza bez wątpienia sumę nakładów wszystkich książek napisanych przez kobiety umieszczone na liście.

Dlatego i ona powinna się na niej znaleźć. Ja w tym plebiscycie głosuję na nią, choć kandydatką nie jest. 

 

Sylvie Courtine-Denamy – "Trzy kobiety w dobie ciemności. Edith Stein, Hannah Arendt, Simone Weil"

trzy kobiety 

Sięgnąłem po tę książkę zainspirowany dwoma poprzednimi lekturami dotyczącymi wojny i holokaustu. Chciałem jakby pociągnąć taki mały wojenno-holokaustowy cykl lektur, bo i takie rzeczy czytać trzeba, by nie stracić z oczu owych największych okropieństw najnowszych dziejów ludzkości. 

Niespodziewanie książka francuskiej filozofki wpisała mi się w cykl lektur „mistycznych”, który ciągnę od wiosny, a w którym mistycyzm kobiecy, z jego różnymi odcieniami odgrywa kluczową rolę. Nie spodziewałem się, że współczesna autorka francuska w książce o trzech kobietach w dobie ciemności poświęci tak dużo uwagi i sympatii kwestiom duchowości. Okazuje się więc, że osławiona laicyzacja Francji nie jest wcale tak zaawansowana jak się na pozór wydaje. W żyłach francuskiego narodu nadal więc tętni religijność i duchowość, choć tętno to nie dla każdego i nie zawsze jest wyczuwalne.

Jest to więc książka bardziej o filozofii, religii i duchowości niż o wojnie i holokauście. Owszem, jest tu dość szczegółowe kalendarium historyczne, ale stanowi ono jedynie tło dla właściwej narracji. Ta skupia się przedewszystkiem na stosunku trzech bohaterek do filozofii, religii i życia. Bo właśnie stosunek do religii najbardziej odróżnia od siebie te trzy kobiety. Wszystkie trzy urodziły się w rodzinach żydowskich, ale tylko Arendt pozostała żydówką do śmierci, notabene jako jedyna z nich nie miała predylekcji do mistycyzmu. Stein przyjęła chrzest w Kościele katolickim i wstąpiła do zakonu karmelitanek, a Weil wyznawała własną religię będącą swoistą syntezą katolicyzmu i kataryzmu. 

Autorka, omawiając szczegółowo te kwestie w oparciu o pisma tej trójki i osób z nimi mniej lub bardziej związanych, żywi do swoich bohaterek niewątpliwą sympatię. Jeśli którąś z nich krytykuje, to Weil, z powodu jej radykalnego odrzucenia żydowskiego, a szerzej starotestamentalnego dziedzictwa. Ze zrozumieniem i chyba pełną akceptacja podchodzi natomiast   do drogi życiowej Edyty Stein, z tym że, trzeba przyznać, iż jej zasadniczo poświęca najmniej uwagi, skupiając się na pozostałej dwójce. Książkę warto przeczytać, bo dostarcza ona wiele informacyj nie tylko o tych trzech kobietach, ale i o atmosferze intelektualnej dwudziestowiecznej Europy, a w szczególności Francji.

49/52

* * * * *

Szczepan Twardoch – "Ballada o pewnej panience"

ballada

Zbiór opowiadań Twardocha lokujący się na pograniczu literatury głównego nurtu z jednej strony, a fantasy i horroru z drugiej. Niektóre z nich lokują się w charakterystycznych dla tego pisarza klimatach śląskich, inne są bardziej uniwersalne. Jedne są równie mroczne jak jego powieści, inne są poważne, ale pozbawione grozy. W niektórych czuć powiew „Dracha”, w innych „Króla”. We wszystkich jednak mocno czuć Twardocha. We wszystkich, nawet tych nie mrocznych, sporo śmierci i strachu. Erotyki teń niemało, choć chyba mniej wulgarnej niż w „Królu”. Warte przeczytania, zwłaszcza, gdy się lubi tego pisarza. 

48/52

* * * * *

Pierwsza rocznica istnienia "Grupy udostępniania ankiet naukowych"

Dokładnie rok temu założyłem na facebooku „Grupę udostępniania ankiet naukowych”. Od tego czasu pojawiły się na niej dziesiątki wpisów i setki komentarzy. Mam nadzieję, że pomogła wielu ludziom, szczególnie studentom, ale też uczniom i młodym naukowcom, w zgromadzeniu materiału do badań. Dziękuję wszystkim aktywnym uczestnikom grupy. 

Nadal jednak jest za mała, by dobrze spełniać swoją rolę. Ma obecnie 294 członków, a chciałbym by jeszcze w tym roku miała trzystu, a w kolejnych latach nadal systematycznie rosła. marzy mi się tysiąc członków za kilka lat. Wtedy będziemy naprawdę dobrze działać i zapewnić badaczom reprezentatywne grono ankietowanych. 

Zachęcam więc do wstępowania do grupy i rozpowszechniania informacji o niej.

Wałęsa wychodzi z kościoła

 

Długo się zastanawiałem, czy wpis ten umieścić na blogu kulturowym, czy politycznym. Zdecydowałem się na ten pierwszy, bo zarówno wydarzenie, jak i zjawisko, przynależą do świata religii, a nie polityki. 

W czasie Mszy w kościele św. Brygidy w Gdańsku odprawionej z okazji kolejnej rocznicy porozumień sierpniowych przemówienie wygłosił JE Andrzej Duda, Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej etc. Zanim jeszcze zaczął mówić świątynię, zapewne na znak protestu, opuścił JE Lech Wałęsa, były Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej etc. 

Prawicowy internet huczy od oburzenia na prezydenta Wałęsę: „Jak on mógł wyjść z kościoła w czasie Mszy”. Ja natomiast oburzam się na prezydenta Dudę: Jak on mógł przemawiać w czasie Mszy?! Człek świecki, nawet prezydent, w czasie Mszy przemawiać nie może. Wszelkie przemówienia świeckich, mające charakter religijny, np. Świadectwa, powinny mieć miejsce po liturgii, albo przed nią. Świeckich zaś przemówień, a takie było to prezydenckie, w ogóle w świątyni wygłaszać nie należy. Jak się prezydent bardzo upiera, by wystąpić w czasie Mszy, to może Lekcję przeczytać, albo wezwania modlitwy wiernych. Swoich przemyśleń politycznych, choćby najwznioślejszych,  w czasie Mszy wygłaszać mu nie wolno. Jeśli, chce kazania głosić, to niech diakonem zostanie, droga wolna. A w obecnej sytuacji, to przemówienie było poważnym nadużyciem liturgicznym. 

Dlatego słusznie JE Lech Wałęsa z kościoła wyszedł. Ja też bym wyszedł. A po przemówieniu bym wrócił. Tym więc bym się odróżnił od byłego prezydenta, który nie wrócił. 

Anna Brzezińska – "Córki Wawelu"

Wawel

Po tej książce wiele się spodziewałem i niestety trochę się na niej zawiodłem. Może nie bardzo, ale trochę na pewno. Męczyłem się z nią od początku stycznia do końca sierpnia. Nie dlatego, żeby to była zła książka, przeciwnie, jest dobra, ale nieco ciężka. Nie nudna, nie trudna, ale właśnie ciężka. Ciężka, przyciężkawa, ociężała. Za dużo stron, za mało werwy. 

Fabularyzowany esej jest obiecującym gatunkiem, rzadko na razie przez autorów książek wykorzystywanym. W zasadzie przed „Córkami Wawelu” czytałem tylko dwie pozycje tego rodzaju: „Szarą Eminencję” Aldousa Huxleya i „Ja, Michał z Montaigne” Józefa Hena. Przyznaję, że obydwie były od „Córek Wawelu lepsze. Huxley o wiele, Hen troszeczkę. 

Na okładce książka jest porównywana do esejów Pawła Jasienicy, ale te, choć niefabularyzowane, były jednak lżejsze i dynamiczniejsze. Więcej barwnych, pełnokrwistych postaci, więcej wydarzeń, więcej dynamiki.

W związku z tym mogę z czystym sumieniem polecić „Córki Wawelu” miłośnikom historii dawnej Polski. Nie mogę jej natomiast polecić miłośnikom literatury, czy po prostu czytania. 

Tą książką chyba kończę tegoroczny cykl 1500. Wątpię, bym do grudnia przeczytał jeszcze jakieś książki traktujące o tej epoce. Oczywiście w kolejnych latach do tej tematyki powrócę. 

* * * *

47/52

 

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij