O kościele w Rajczy, w którym od 351 lat znajduje się cudami słynąca kopia obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej znana jako Matka Boska Kazimierzowska, gdyż została podarowana miejscowym Góralom przez króla Jana Kazimiera, pisałem już w ubiegłym roku. Wtedy skupiłem się na wnętrzu, dziś zajmę się wejściem i otoczeniem świątyni.
Zagrożone symbole – Krzyż celtycki

O Krzyżu celtyckim nadgorliwi chrześcijanie piszą tak:
KRZYŻ CELTYCKI. Czteroramienny krzyż umieszczony w okręgu (krzyż celtycki niski). Wywodzi się z wierzeń pogańskich jako atrybut boga Odyna (Wodana). Poziome ramiona znaku symbolizują świat niematerialny, z kolei ramię pionowe świat fizyczny. Symbol ten oznacza zgodność z wszechświatem, drogę ku innemu światu, most do innego świata. Koło oparte na ramionach jest symbolem jedności, harmonii i kompletności. Współcześnie wykorzystywany jest przez środowiska neopogańskie i nacjonalistyczne (jako symbol oporu). Skinheadzi używają go w zastępstwie zakazanej swastyki. „Schrystianizowana” forma krzyża celtyckiego (krzyż celtycki wysoki) z przedłużonym dolnym ramieniem jest często mylona przez katolików z krzyżem łacińskim (chrześcijańskim). Kształt tego symbolu przejęli chrześcijanie zamieszkujący Brytanię i Irlandię. Schrystianizowana wersja krzyża celtyckiego została trochę zmodyfikowana – ma wystające poza okrąg wszystkie ramiona i bardziej wydłużone dolne ramię stanowiące podstawę, dzięki czemu przypomina w większym stopniu klasyczny krzyż chrześcijański (łaciński) jednakże mimo to stosunkowo często jest również spotykany w ofercie tzw. sklepów ezoterycznych jako amulet lub talizman.
A jednak…….
Krzyż Celtycki jest kolejnym symbolem chrześcijańskim, który zawłaszczenie przez grupy chrześcijaństwu obce wypchnęło poza główny nurt życia kościelnego. Wizualnie jest on podobny do Krzyża łacińskiego, z tym że górna jego część jest opasana kołem, często utworzonym z dwóch przeplatających się linij. Krzyże takie na terenach zamieszkałych przez Celtów pojawiały się już w czasach przedchrześcijańskich. Podczas chrystianizacji ludów celtyckich Krzyż ten został całkowicie zasymilowany przez Kościół i przez kilkanaście wieków był jednym z wielu powszechnie akceptowanych katolickich wzorów Krzyża. W tym czasie rozprzestrzenił się szeroko poza terytoria Celtyckie, spotyka się go np. w Rumunii i na Śląsku, gdzie zdobi m.in. ścianę stuletniego kościoła w miasteczku Krzanowice. Możliwe są różne interpretacje Krzyża celtyckiego w ramach Chrześcijaństwa. Okrąg na Krzyżu może symbolizować: aureolę Chrystusa, Jego nieskończoną miłość, lub Najświętszy Sakrament. Dorota Forstner OSB tak pisze o tym wariancie krzyża:Czteroramienny krzyż wpisany w koło jest przedchrześcijańskim symbolem światła i słońca używanym zarówno przez ludy azjatyckie, jak i przez dawnych Germanów. Był on dla nich także symbolem cyklu rocznego i zasadą biologiczną. Oznaczał zdrowie i życie. W sztuce chrześcijańskiej znaczenie tego znaku w odniesieniu do Chrystusa jako Światłości i Odkupiciela świata narzucało się samo przez się. Może on jednak również symbolizować jedynowładztwo Boga w świecie. (Forstner 1990; s. 13) I dalej: Szczególny charakter mają celtycki krzyże kamienne , które często spotyka się w Wielkiej Brytanii, a mianowicie w Irlandii i Szkocji. Na kontynencie są one niespotykane, a jeśli się pojawiają, to w innej formie. Rozwinęły sie one z prehistorycznych dolmenów; w czasach chrześcijańskich w tych nieforemnych kamieniach-pomnikach żłobiono najpierw tylko krzyż otoczony kołem (może jeszcze pod wpływem pogańskiego symbolu słońca), potem także spiralne ornamenty i litery. (Forstner 1990; s. 16-17) Nie ma więc najmniejszej wątpliwości, że Krzyż Celtycki jest od wieków przedewszystkiem krzyżem chrześcijańskim. Niestety również i ten symbol w wieku dwudziestym drastycznie zmienił konotacje. Używają go trzy różne obce chrześcijaństwu środowiska. Po pierwsze celtyccy neopoganie, co jest w pewnym stopniu uzasadnione, po drugie nacjonalistyczni skinheadzi z różnych krajów europejskich, po trzecie zaś jest on stosowany jako talizman w ruchu New Age. Z tego względu katolicy i inni chrześcijanie, zwłaszcza poza Wyspami Brytyjskimi i Północną Ameryką są znacznie ostrożniejsi w jego używaniu niż w poprzednich stuleciach. Z kolei w krajach anglojęzycznych popularność tej odmiany krzyża stale rośnie. Używają go zarówno katolicy, jak protestanci różnych denominacyj a nawet prawosławni, zwłaszcza zachodni. Spośród protestantów szczególnie często celtyckiego krzyża używają wywodzący się ze Szkocji prezbiterianie.




Warto zauważyć, że podobnie jak w przypadku krzyża Ankh, kluczem do chrystianizacji krzyża celtyckiego była solarność tego znaku. W zasadzie można to uznać za zasadę uniwersalną, że każdy symbol solarny, niezależnie od jego pochodzenia może być odniesiony do Chrystusa. Będzie to szczególnie ważne w niektórych kolejnych odcinkach tego cyklu, gdy będę omawiał symbole o mniej wyraźnych konotacjach chrześcijańskich.
Bezsenność w czasie karnawału – Janusz Głowacki

Ostatnia książka Janusza Głowackiego. Książka niedokończona. Trochę podobna do „Z głowy”, ale tylko trochę. Nie jest to zbiór felietonów, ale swego rodzaju powieścioesej, czy powieściofelieton. Elementy felietonowo – eseistyczne są tu sklejone pierwszoosobowa narracją w coś w stylu powieści drogi, czy w tym przypadku powieści spaceru. Spaceru, który miał się skończyć dojściem narratora na swój własny pogrzeb. Znamienne, że taką właśnie książkę pisał Głowacki jako ostatnią. Tym razem gwiazdek nie będzie, bo trudno oceniać dzieło niedokończone.
19/52
Kultura masek tekstylnych – spacer po Rybniku
Zdjęcia z Rybnika z ostatniego tygodnia. Sklep dla kibiców, lokalna pracownia krawiecka i maseczkomat przed jednym z marketów.




Był sobie Melikagabek
A właśnie, miałem napisać o Melikagabeku. No to piszę. Cytuję z książki profesora Ryszarda Kantora „Obyczaje pradziadów”: Pod koniec XIX wieku pojawił się na Polesiu tajemniczy Chaldejczyk o nazwisku Melikagabek: „był średniego wzrostu, o śniadej cerze, kruczych hebanowych włosach” Opowiada o nim Antoni Kieniewicz, ojciec Stefana, nieżyjącego już wybitnego historyka. Ów egzotyczny przybysz – jak pisze Kieniewicz: „Twierdził, że jest chrześcijaninem, duchownym, więcej zbliżonym do katolicyzmu, że władze duchowne wydelegowały go do zbierania funduszów na cele misyjne w Chaldei.”Chaldejczyk przesiadywał miesiącami w gościnnych dworach, niekiedy też handlował końmi- arabami, które ponoć przywoził prosto ze swojej ojczyzny – Persji.
Odwiedził również rodową siedzibę Kieniewiczów -Dereszewicze. „Władał on dobrze językiem rosyjskim” – wspomina pamiętnikarz – „rozumiał, co się do niego mówi po polsku. Za pierwszym razem spędził u nas kilka tygodni. Ubiór jego był zbliżony do ubioru , jaki nosili księża katoliccy za granicą, czyli długi surdut z koloratką sztywną. Przy sobie miał gruby jak gdyby brewiarz. Może czytał z niego, raczej szeptał, prawdopodobnie modlitwy. Czcionki w brewiarzu przypominały całkowicie pismo żydowskie. Dziwiło nas niepomiernie, że nigdy nie poszedł z nami w niedzielę do kaplicy na pacierze”. (…)
„W czasie pierwszego jego pobytu moi rodzice byli za granicą” – relacjonuje Antoni Kieniewicz – „Na wyjezdnym ojciec rzekł do mnie: „Masz pilnować porządku w domu, a zwłaszcza gospodarki, dojeżdżaj do folwarków i przypominaj ekonomom, by starannie oprawiali kartofle”(…)Pewnego razu zaproponowałem Chaldejczykowi, by ze mną pojechał do Łopczy (…) Skwar był niesamowity od kilku tygodni. Słońce prażyło bez przerwy. Ani kropli deszczu. Roślinność wysychała w oczach. W drodze zacząłem się użalać, że to klęska prawdziwa, z powodu takiej suszy wszystko przepadnie i głodować będziemy. Rozczulił się na te słowa Chaldejczyk, zwraca się do mnie: „Nie martw się dziecko moje, ja się pomodlę i Bóg ześle deszcz.” Otworzył swój brewiarz i poszeptał coś niecoś. I stał się cud. W drodze powrotnej już zaczęły padać z nieba rzadkie krople, a potem jak lunął deszcz, tak lał bez przerwy dzień i noc całe trzy tygodnie. Kopy żyta na polu pozieleniały. Jednym słowem, klęska na całego. Chaldejczyk wyjechał na początku pory dżdżystej, żegnając się z nami , uradowany, powiada do mnie: „A widzisz, jak dobry Bóg wysłuchał mojej modlitwy, dalej będę się modlił o deszcz tak bardzo na wasze urodzaje potrzebny”.
Kultura masek tekstylnych – Folkstar

Długo polowałem na maseczki folkowe. Wreszcie takie znalazłem w sklepie Folkstar.pl. Są to proste maseczki płócienne we wzory ludowe: Łowickie ( 2 wzory), kaszubskie, kujawskie, podhalańskie (parzenice) i opolskie. Nie jest to może szczyt wyrafinowania, ale są ładne i kojarzą się jednoznacznie z polską kultura ludową.
Z czego się śmiano w średniowieczu? – Aleksandra Niedźwiedź

Niewielka książeczka, dla czytelnika zainteresowanego historią, zwłaszcza historią dnia codziennego może być cennym uzupełnieniem „Jesieni średniowiecza” Johana Huizingi, ale żadną miarą nie może tej fundamentalnej pozycji zastąpić. Radzę więc, aby najpierw czytać Huizingę, a potem dopiero takie małe książeczki jak ta. Ta akurat ma poważny atut w postaci interesujących ilustracyj. Pozostawia jednak niedosyt, jest bowiem daleka od wyczerpania tematu.
18/52
* * * *
Kultura masek tekstylnych – pierwsze interludium literackie

„Planeta masek” Jacka Piekary to niedokończony (od dawna niestety i obawiam się, że już trwale) cykl opowiadań zamieszczony w zbiorze „Świat jest pełen chętnych suk”. Składają się nać trzy utwory: Ponury Milczek, Pięć Płonących Wzgórz, Czas Tańczącego Smoka. Zdaniem krytyków należą one do najlepszych dzieł Piekary.
Ich akcja dzieje się na Taurydzie, planecie o unikatowej kulturze. Jej mieszkańcy stale noszą maski, różne na różne okazje. Za pomocą zmieniania masek prowadzą rozmowy nieraz istotniejsze niż te prowadzone za pomocą słów.
Można sobie wyobrazić taki scenariusz, że jeżeli nasza ‚kultura masek tekstylnych” będzie się rozwijała przez co najmniej kilkadziesiąt lat, może wytworzyć podobne zjawisko.
Henning Mankell – Głębia

Henning Mankell słynny jest głównie z pisania kryminałów, ale tak się dziwnie złożyło, że choć już trzy jego książki przeczytałem, to żadna z nich kryminałem nie była. Pierwszą była osadzona w dziewiętnastowiecznej scenerii obyczajówka o przypadkowej właścicielce burdelu, drugą autobiografia ciężko już chorego pisarza, która w zasadzie była książką o umieraniu, trzecią omawiana dziś powieść wojenna. Głównym bohaterem jest oficer szwedzkiej marynarki wojennej w czasie I wojny światowej. Specyficzną cechą tej książki jest to, że ów główny bohater jest człowiekiem z gruntu złym i z czasem coraz gorszym, aż do totalnej autodestrukcji. Trafnie ocenia go już w pierwszych rozdziałach książki inny oficer: „hydrograf jest odpychającym prostakiem i cuchnie szlamem tak, jakby się go najadł. To człowiek, który wręcz gnije od środka”. Wtedy jeszcze taka ocena jest dla czytelnika zaskakująca, ale z czasem okazuje się najzupełniej trafna. Przy okazji dostaje się też całemu społeczeństwu szwedzkiemu, które nie jest tu odmalowane w zbyt przychylnych barwach. taka bowiem jest rola pisarza, aby swoje społeczeństwo chłostał. Społeczeństwo szwedzkie nie jest gorsze od niemieckiego, czy polskiego, ale pisarz szwedzki ma ukazywać wady Szwedów, niemiecki Niemców, a polski Polaków.
17/52
* * * *
Zagrożone symbole- krzyż Świętego Piotra

Przecedzacze komarów tak piszą o krzyżu świętego Piotra:
KRZYŻ POŁUDNIA (ODWRÓCONY) (odwrócenie = zaprzeczenie). Stosowany w obrzędach okultystycznych i satanistycznych, nierzadko noszony przez wyznawców tychże „światopoglądów”. Symbol, który wyśmiewa i odrzuca krzyż Chrystusa. Krzyż Chrystusa zostaje wydrwiony w klasyczny sposób: przez odwrócenie go. Poprzez to sataniści odrzucają Chrystusa i jego zbawczą krew. Pochodzenie tego krzyża jest prawdopodobnie związane z pogaństwem. Jednakże sataniści zapożyczyli go w XVIII wieku od Hell-Fire-Club, szydzących z jakichkolwiek zasad moralnych. Symbol ten często noszony jest przez satanistów. Można go ujrzeć również na szyjach niektórych muzyków rockowych (np. Madonna, Mick Jagger) oraz na okładkach płyt heavymetalowych.
Trzeba przyznać, że to majstersztyk, tak pominąć wszystkie związki świętego.
A jednak….
Najbardziej znanym symbolem chrześcijańskim, przejętym przez wrogów Kościoła jest Krzyż Świętego Piotra. Jest to odwrócony krzyż łaciński, czyli mający jedno ramię dłuższe od trzech pozostałych. W krzyżu łacińskim to dłuższe ramię skierowane jest ku dołowi, a w Krzyżu Świętego Piotra ku górze. Wedle tradycji na takim właśnie krzyżu miał zginąć Święty Piotr, który uprosił oprawców, aby go powiesili do góry nogami. Co prawda w rzeczywistości jest bardzo mało prawdopodobne, aby oprawcy dokonywali żmudnej operacji obracania ciężkiego krzyża dla zadośćuczynienia prośbie skazańca. Święty Piotr raczej dokonał żywota na normalnym krzyżu, jedynie wisząc na nim do góry nogami. Nie podważa to jednak egzystencji odwróconego krzyża jako atrybutu Świętego Piotra, tak jak egzystencji Pelikana jako symbolu Chrystusa nie podważa fakt, że prawdziwe pelikany, wbrew legendzie, nie poją swoich młodych własną krwią. Święty Piotr był zaś w sztukach plastycznych regularnie ukazywany bądź to na odwróconym krzyżu, bądź też z odwróconym krzyżem w ręku. Taką rzeźbę można zobaczyć w głównym ołtarzu opactwa benedyktynów w Tyńcu i w bocznym ołtarzu kościoła klasztornego przy opactwie benedyktynów w Lubiniu. Odwrócony krzyż zdobi też grób apostoła na Watykanie. Niestety, w wieku dwudziestym znaku odwróconego krzyża zaczęły używać liczne grupy czcicieli Szatana, dlatego obecnie kojarzony jest prawie wyłącznie z satanizmem, nie zaś z osobą pierwszego Papieża. W sztuce katolickiej symbol ten praktycznie wyszedł z użycia, spotykany jest we współczesnych jej wytworach jedynie sporadycznie, a każde jego użycie budzi spore kontrowersje. Takie właśnie kontrowersje, wynikające ze słabej znajomości symboliki chrześcijańskiej u wypowiadających się osób, pojawiły się, gdy papież Jan Paweł II, w czasie jednej ze swych pielgrzymek, celebrował Najświętszą Ofiarę z tronu ozdobionego Krzyżem Świętego Piotra. Stał się on z tego powodu celem ataków skrajnych środowisk fundamentalistycznych w protestantyzmie i prawosławiu, a także skrajnych tradycjonalistów katolickich. Pojawiły się nawet niedorzeczne bujdy o satanistycznej infiltracji Watykanu. Jak już nadmieniłem, kontrowersje te wynikały z braku wiedzy, gdyż Krzyż Świętego Piotra jest jak najbardziej na miejscu na tronie jego następcy. Użycie tego symbolu w tym przypadku podkreślało ciągłość posługi papieskiej od czasów Świętego Piotra do dzisiejszych dni.



















