Uśmiech Giocondy i inne opowiadania – Aldous Huxley

Od lat czytam książki seriami. Każdego roku dwie lub trzy takie serie dominują w moim czytaniu. W tym roku jedną z takich serii stanowią książki Aldousa Huxleya. Przygotowywałem się do tego od kilku lat. Pojedyncze książki czytałem już w poprzednich latach. W tym roku uzupełniłem biblioteczkę, więc na pewno przeczytam tych książek więcej. Ta jest druga. Jest to zbiór opowiadań powstałych w pierwszej połowie XX wieku, w tymże półwieczu dzieje się też ich akcja. Są tu opowiadania wybitne, są też takie sobie, wszystkie jednak warte przeczytania. Sporo tu odniesień do muzyki, literatury i sztuk plastycznych, podobnie jak w dużo późniejszej „Podróży zimowej” Cabrego, którą czytałem i omawiałem niedawno. Możliwe, że Cabre inspirował się Huxleyem. Mało tu natomiast, jak na Huxleya metafizyki i mistyki. Nie znaczy to jednak, że ich tu nie ma wcale. Każdy, kto czytał „Filozofię wieczystą” znajdzie i w tym zbiorku ostrzeżenia przed pułapkami czekającymi na poszukiwaczy mistycznej drogi.

15/52/2021

* * * * *

Sposób na Alcybiadesa – Edmund Niziurski

Kolejna lektura, tym razem dla odmiany młodszego dziecka. Bardzo fajna, zabawna powieść dla młodzieży, niewątpliwie inspirowana „Szatanem z siódmej klasy” Makuszyńskiego. Chyba jednak gorzej od szatana się starzeje i nie do końca dociera do dzisiejszej młodzieży. Do mnie jednak dociera, dlatego daję pięć gwiazdek.

14/52/2001

* * * * *

Literacka nagroda Nobla w pierwszej dekadzie XXI stulecia

Dziesięć lat temu napisałem tekst o laureatach literackiego Nobla z pierwszej dekady XXI wieku. Przypominam ten tekst poniżej. Po dziesięciu latach przyszła pora na podsumowanie kolejnej dekady. Teraz nie będę dzielił najnowszej dziesiątki Noblistów na wybitniejszych i mniej wybitnych, tylko wskażę trójkę moich ulubionych: Boba Dylana, Kazuo Ishigurę i Olgę Tokarczuk. Przypomnę, co o każdym z nich pisałem parę lat temu:
***
W październiku 2016 napisałem tak:

Bardzo mnie cieszy literacki Nobel dla Boba Dylana. Po pierwsze od dawna mu się należał. Po drugie nagroda ta stanowi uznanie wartości nie tylko twórczości laureata, ale całego gatunku – poezji śpiewanej. Może dzięki temu również i u nas śpiewający poeci zaczną być postrzegani przede wszystkim jako poeci właśnie, a nie tylko jako pieśniarze. Dotyczy to głównie ś.p. Jacka Kaczmarskiego, który był jednym z najwybitniejszych polskich poetów wszech czasów, a postrzegany jest głównie jako „bard Solidarności”. A może nawet dzięki temu poezja rymowana odzyska swoje miejsce.

Dziś dopisuję:
Nie umiem powiedzieć, czy ten Nobel dla Dylana przyniósł efekt, jakiego się po nim spodziewałem. Na razie tego nie widać. Ale może jeszcze przyniesie. Gutta cavat lapidem.
Teraz wszyscy dyskutują o Tokarczuk. I dobrze. Ale i o wcześniejszych noblistach warto pamiętać. I o tych, co Nobla nie dostali, choć mogli, a może nawet powinni.
***
O literackiej nagrodzie Nobla i jej laureatach pisałem kilkukrotnie na tym blogu. Jedne werdykty chwaliłem, inne krytykowałem. Tegorocznemu mogę tylko przyklasnąć. Kazuo Ishiguro jest bowiem pisarzem niezwykle interesującym. Jego „Nokturny” są zbiorem opowiadań zaiste niezwykłym. Już sam tytuł zawiera liczne podteksty. Nokturn kojarzy się z nocą (lac. nocturnus -nocny) i z muzyką (bardzo spokojna i zrównoważona oraz równie nastrojowa instrumentalna forma muzyczna inspirowana poetyckim nastrojem nocy) i faktycznie, we wszystkich opowiadaniach i noc, i muzyka odgrywają kluczową rolę. Mnie jednak nokturn kojarzy się jeszcze z czymś. Jest to mianowicie część Matutinum – nocnej modlitwy Kościoła. Modlitwy co prawda w tych opowiadaniach nie ma, ale w przedstawionych sytuacjach czuje się jej atmosferę, czy potrzebę. A jeśli już nie modlitwy w sensie ścisłym, to na pewno jakiegoś rytuału. Bohaterowie swoimi zachowaniami odprawiają rytuały, a więc sensu largo się modlą. Przy tem każde z tych opowiadań jest na swój sposób nokturnem – bardzo spokojną i zrównoważoną oraz równie nastrojową formą muzyczną inspirowaną poetyckim nastrojem nocy. Warto też wspomnieć o polskim wątku w jednym z opowiadań i w ogóle wybitnie europejskim charakterze całości. Aż dziwne, że napisał to Japończyk. Musiał to być genialny Japończyk.
***
Olga Tokarczuk ma różne książki. Nie wszystkie muszą się podobać wszystkim. Ale niektóre są arcydziełami. I co równie ważne, wszystkie mają wymiar uniwersalny. A to w Polsce rzadkie, bo większość polskich pisarzy pisze rzeczy de facto nieprzekładalne, zrozumiałe tylko w polskim kontekście. Ma w dorobku książki przybliżające dawny Śląsk. Chociażby „E.E”. Księgi Jakubowe są pięknym opisaniem Polski. Inne jej książki są cudownie uniwersalne, a tej uniwersalności, jak już napisałem wyżej, mamy w polskiej literaturze niedobór. Następny polski Nobel to będzie Masłowska, Twardoch, albo Dehnel. Za dwadzieścia parę lat.

svetomirus's awatarKultura Okiem Svetomira

 

O Literackiej Nagrodzie Nobla pisałem już w latach 2007 i 2008, najpierw przy okazji wydania dołączanej do Der Dziennika kolekcji dzieł „najwybitniejszych noblistów”, potem zaś omawiając powieść Orhana Pamuka „Nazywam się czerwień”. Dzisiaj natomiast chciałbym o niej napisać w formie próby podsumowania jej przyznań podczas trwania pierwszej dekady dwudziestego pierwszego wieku. Zastosowane przez wspomnianą gazetę określenie „wybitni nobliści” wbrew pozorom nie jest wcale pleonazmem, gdyż bynajmniej nie wszyscy laureaci tej nagrody są pisarzami wybitnymi. Widać to bardzo wyraźnie właśnie na przykładzie laureatów z ostatniej dekady. Według zgodnej opinii krytyków jedynie J.M. Coetzee i Mario Vargas Llosa są prawdziwymi arcymistrzami literatury. Ja osobiście do tej krótkiej listy dopisałbym jeszcze Orhana Pamuka, ale to tylko moja prywatna, niewiele znacząca opinia. Warto przy tem zauważyć, że o ile Coetzemu i Pamukowi dopiero ta nagroda dała światową sławę, o tyle Vargas w momencie jej otrzymania znajdował się już od wielu lat na szczytach…

Zobacz oryginalny wpis 221 słów więcej

Dżuma – Albert Camus

Jak już nieraz pisałem, regularnie czytam lektury szkolne moich dzieci. Tę książkę czytałem już w czasach licealnych, ale pobieżnie, ucieszyłem się więc z możliwości odświeżenia lektury. Owszem, intelektualnie raczej mnie ona usatysfakcjonowała, ale jakoś nie zachwyciła. To niewątpliwie wielka literatura, ale nie w moim typie.

13/52/2021

Klasyka bez gwiazdek

Geniusz i bogini – Aldous Huxley

Jakiś czas temu postanowiłem się gruntownie zapoznać z pisarstwem Aldousa Huxleya. Niektóre jego książki znałem już od dawna, teraz postanowiłem się zapoznać z tyloma, ile mi się uda. Powieść „Geniusz i bogini” należy do mniej znanych, a szkoda. Pod fasadą romansu autor rozwija tu arcyciekawe rozważania na temat umysłu ludzkiego, jego natury i możliwości. Jest to oczywiście typowe dla Huxleya, który tego rodzaju treści umieszczał w niemal każdym dłuższym tekście. Dlatego każdemu zainteresowanego treściami duchowymi w kulturze polecam jego książki.

Ciekawostką jest tłumaczenie z przełomu lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, gdzie na przykład komiksy występują jako comicsy. Dziwnie to dzisiaj wygląda.

10/52/2021

* * * * *

Tytuły przodków

Skoro mój stary wpis o pokrewieństwach i powinowactwach nadal znajduje czytelników, postanowiłem napisać kolejny w tym stylu. Inspiracją był dla mnie fejsbukowy wpis jednego z moich znajomych:

W komentarzu do tego wpisu można było znaleźć odpowiedniki żeńskie:

  • majka
  • baba
  • prababa
  • cukunbaba
  • navrnbaba
  • askurdjela
  • kurdjupa
  • kurlebalo
  • shkurdova
  • surdepaca
  • omzikur
  • kurajber
  • pandjupan
  • sajtava
  • beli orao

Również w innych językach występuje podobnie rozbudowana tytulatura. Inny komentarz podaje wersję niemiecką:

Trzeba jednak dodać, że pojawiły się wątpliwości, co do integralności wersji chorwackiej. Ten sam znajomy obecnie pisze: Wspomnę tylko, że w grupie, z której pochodzi znalezisko, wywiązała się dyskusja między dwiema użytkowniczkami w wiarygodny sposób osadzonymi w uniwersum serbsko-chorwackiego. Jedna twierdziła, że to absolutny autentyk, druga — że powyżej bodaj kurdjela mamy do czynienia z tworem jakichś śmieszków z czasów po rozpadzie Jugosławii, a to, co brzmi sprośnie dla polskich uszu jest takie również w oryginale.

Podróż zimowa – Jaume Cabré

Od dawna słyszałem wiele dobrego o tym autorze. Przy pierwszej nadarzającej się okazji zdecydowałem się więc zapoznać z jego twórczością. Trafiłem akurat na ten zbiór opowiadań. Jest to bardzo ciekawe dzieło. Opowiadania są misternie ze sobą powiązane, wiele w nich nawiązań do różnych dziedzin kultury: sztuk pięknych, muzyki, literatury i religii. We wszystkim tym zaś czuć przemożne wpływy Erosa i Tanatosa. Bo w rzeczywistości są to rozważania o miłości i o śmierci. O różnych postaciach miłości i różnych postaciach śmierci. Jest to moje pierwsze spotkanie z tym autorem, ale bynajmniej nie ostatnie.

11/52/2021

* * * * *

Matura 1920

Od kilku dni krążą po internecie zadania maturalne z matematyki z 1920 roku. Piszą o tym nawet wiodące portale. Ja natrafiłem na nie tutaj:

W komentarzach można znaleźć opinie, jakoby te zadania były bardzo trudne i nie do przeskoczenia dla dzisiejszych maturzystów, a nawet nauczycieli. Pozwolę sobie nie zgodzić się z tą opinią. Zadania trzecie i czwarte są trudne dla laika, ale mieszczące się w licealnym programie matematyki i dzisiejszy maturzysta też sobie z nimi poradzi. Zadania pierwsze i drugie są dość proste dla każdego, kto maturę z matematyki kiedykolwiek zdawał. Drugie nawet obliczyłem w pamięci w kilka minut: 3+6+12+2448+96=189; 192+384+768+1536+3072+6144= 12096.

Zresztą i trzecie jest trudne tylko pozornie. Nie trzeba znać trygonometrii, by je rozwiązać. To w zasadzie prosty układ równań, a miary kątów odpowiadających wyliczonym sinusom można odczytać z tablic matematycznych, dozwolonych wszak na maturze.

Jedyne co może sprawić problem dzisiejszym maturzystom, to język. W treści zadań użyta jest stara, dziś już nieaktualna terminologia. Mamy tu więc ciężar zamiast masy, ciężar właściwy zamiast gęstości, postęp zamiast ciągu i koło zamiast okręgu.

Publikowanie takich zadań przyczynia się do obalenia mitu o rzekomo trudnej przedwojennej maturze. Wartość przedwojennej matury tkwiła w przejściu ośmioletniej szkoły średniej o wszechstronnym programie, a nie w samym egzaminie końcowym.

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij