Jeśli chce się pisać o symbolach religijnych, a ja próbuję to robić, trzeba czytać Eliadego. Niniejsza książka należy do najważniejszych z poświęconych tej tematyce, choć niewątpliwie brakuje jej całościowości. Mimo to, znalazłem w niej kilka szczegółów, które mogę wykorzystać w mojej pracy, choć trochę jestem zawiedziony tym, że dużo więcej w nich Indii, którymi się nie zajmuję, niż świata chrześcijańskiego, którym się zajmuję. Paradoksalnie ta książka mniej mi się przyda do aktualnej mojej pracy nad wygnanymi symbolami, a więcej do przyszłej pracy nad Apokalipsą, którą na razie mam w odległych planach.
W środowiskach chrześcijańskich, w tym oczywiście również katolickich najczęściej przeciwstawia się sześciobarwną tęczę LGBT siedmiobarwnej tęczy biblijnej. Oto przykład: Tradycja żydowska przytacza SIEDEM PUNKTÓW PRZYMIERZA Boga z Noem, wśród których jest zakaz niemoralnych stosunków seksualnych (ma się rozumieć, że do nich zalicza się akty homoseksualne). Siódemka ma w biblijnej kulturze szczególne znaczenie określającej doskonałą pełnię. Jak już zauważyliśmy i wszyscy się zorientowali, że zawsze właśnie ta tęcza na niebie miała i ma siedem kolorów. Niektórzy twierdzą, że tęcza jest również znakiem LGBT (z ang. Lesbians, Gays, Bisexuals, Transgenders). TO NIE JEST PRAWDĄ. Ich tęcza ma kolorów nomen omen sześć a wiadomo czym jest w symbolice ta liczba. Łatwo również przypuszczać, że twórcy pomysłu znaku nieprzypadkowo zaprojektowali w symbolu ich ruchu mniejszą o jeden liczbę kolorów MAJĄC W ZAMIARZE OMINIĘCIE JEDNEGO Z PUNKTÓW PRZYMIERZA Boga z Noem, jakim jest właśnie punkt zakazu związków tak obrażających Boga. Jeszcze kilka lat temu ja sam byłem blisko tego poglądu, pisząc tekst Czy tęcza na Placu Zbawiciela jest symbolem biblijnym?
A jednak….
Tęcza jako symbol chrześcijański wcale nie musi być siedmiobarwna. Co więcej, może być nawet sześciobarwna, choć przez wieki w użyciu była zróżnicowana ilość barw od trzech do kilkudziesięciu.
Tęcza jest symbolem biblijnym wykorzystywanym zarówno przez judaizm, jak i chrześcijaństwo. Pojawia się na kartach Pisma Świętego wielokrotnie, zarówno w Starym, jak i Nowym Testamencie. Najsłynniejsze i najbardziej spektakularne jest jej pierwsze pojawienie się, w Księdze Rodzaju, gdzie jest znakiem przymierza zawartego zawartego przez Boga z Noem po potopie: „Ja, Ja zawieram przymierze z wami i z waszym potomstwem, które po was będzie; z wszelką istotą żywą, która jest z wami: z ptactwem, ze zwierzętami domowymi i polnymi, jakie są przy was, ze wszystkimi, które wyszły z arki, z wszelkim zwierzęciem na ziemi. Zawieram z wami przymierze, tak iż nigdy już nie zostanie zgładzona wodami potopu żadna istota żywa i już nigdy nie będzie potopu niszczącego ziemię”. Po czym Bóg dodał: „A to jest znak przymierza, które ja zawieram z wami i każdą istotą żywą, jaka jest z wami, na wieczne czasy: Łuk mój kładę na obłoki, aby był znakiem przymierza między Mną a ziemią. A gdy rozciągnę obłoki nad ziemią i gdy ukaże się ten łuk na obłokach, wtedy wspomnę na moje przymierze, które zawarłem z wami i z wszelką istotą żywą, z każdym człowiekiem; i nie będzie już nigdy wód potopu na zniszczenie żadnego jestestwa. Gdy zatem będzie ten łuk na obłokach, patrząc na niego, wspomnę na przymierze wieczne między mną a wszelką istotą żyjącą w każdym ciele, które jest na ziemi”. Rzekł Bóg do Noego: „To jest znak przymierza, które zawarłem między Mną a wszystkimi istotami, jakie są na ziemi”. (Rdz. 9, 9-17). Tęcza pojawia się także w księdze proroka Ezechiela: Jak pojawienie się tęczy na obłokach w dzień deszczowy, tak przedstawiał się ów blask dokoła. Taki był widok tego, co było podobne do chwały Pańskiej. Oglądałem ją. Następnie upadłem na twarz i usłyszałem głos Mówiącego. (Ez. 1,28), deuterokanonicznej Mądrości Syracha: Patrz na tęczę i wychwalaj Tego, kto ją uczynił, nadzwyczaj piękna jest w swoim blasku: otacza niebo kręgiem wspaniałym, a napięły ją ręce Najwyższego. (Syr. 43,11-12) Jakże wspaniale wyglądał, gdy wracał do ludu, przy wyjściu z Domu Zasłony. Jak gwiazda zaranna pośród chmur, jak księżyc w pełni w dniach świątecznych, jak słońce świecące na przybytek Najwyższego, jak tęcza wspaniale błyszcząca w chmurach, (Syr. 50,5-7) i w Apokalipsie Świętego Jana Apostoła: A Zasiadający był podobny z wyglądu do jaspisu i do krwawnika, a tęcza dokoła tronu – podobna z wyglądu do szmaragdu. (Ap. 4,3) I ujrzałem innego potężnego anioła, zstępującego z nieba, obleczonego w obłok, tęcza była nad jego głową, a oblicze jego było jak słońce, a nogi jego jak słupy ogniste, (Ap. 10,1).
Madonna ze Stuppach – Matthias Grünewald
Pierwszy fragment jest szczególnie istotny dla wyznawców religii żydowskiej, która uznaje, że tak zwane przymierze noahickie nadal obowiązuje wszystkich ludzi nie będących żydami, bowiem w ujęciu judaistycznym późniejsze przymierze mojżeszowe dotyczy tylko narodu wybranego. Tęcza jest znakiem przymierza noahickiego, a jego zasady są podane w poprzednich wersetach tegoż rozdziału Księgi Rodzaju. Tradycja żydowska formułuje te zasady w siedem punktów:
Zakaz jedzenia części żyjącego zwierzęcia (Ewer Min ha-Chai)
Zakaz złorzeczenia Bogu (Birkat Haszem)
Zakaz kradzieży [rabowania] (Gezel)
Zakaz bałwochwalstwa (Awoda zara)
Zakaz niemoralnych stosunków seksualnych (Gilui arajot)
Zakaz mordowania (Szefichat damim)
Nakaz ustanowienia sądów do egzekwowania sześciu poprzednich praw (Dinim)
( Za Forum Żydów Polskich)
Siedem kolorów tęczy symbolizuje te siedem przykazań. Jest to jednak interpretacja pochodząca z czasów dużo późniejszych niż biblijne. Starożytni nie postrzegali bowiem tęczy jako siedmiobarwną lub sześciobarwną. Najczęściej wyróżniano trzy kolory tęczy. Dla Arystotelesa były to: czerwony, zielony i fioletowy, a dla Pliniusza: czerwony, fioletowy i niebieski. Warto zauważyć, że już w Księdze Rodzaju następuje pewna ewolucja w znaczeniu tęczy. Staje się ona znakiem przymierza, podczas, gdy pierwotnie była bronią – łukiem Boga i w takiej funkcji występowała w starożytnych religiach pogańskich.
„Our Lady of Promise” Edward Reginald Frampton
Z chrześcijańskiego punktu widzenia równie istotne, jeśli nawet nie istotniejsze, są pozostałe biblijne wzmianki o tęczy. W dwóch miejscach, u Ezechiela i Świętego Jana (Ez. 1,28 i Ap. 4,3) tęcza jest tronem Boga. U Syracha jest wymieniona w pochwalnych hymnach. Pierwszy z nich to pochwała Boga we wspaniałości jego dzieł (Syr. 43,11-12). Drugi hymn jest pochwałą arcykapłana Szymona (Syr. 50,5-7), dla chrześcijan jednak Stary Testament jest przede wszystkim typem nowego Testamentu, toteż arcykapłan Szymon jest w tym hymnie przede wszystkim figurą samego Jezusa Chrystusa. W drugim fragmencie Apokalipsy tęcza jest atrybutem jednego z aniołów. W Biblii zaś często aniołowie reprezentowali samego Boga i to, co się odnosiło się do aniołów, odnosiło się zasadniczo do Boga właśnie. Na podstawie tej grupy fragmentów Biblii tradycja chrześcijańska odnosiła symbol tęczy przede wszystkim do osoby Jezusa Chrystusa, który dokonał trwalszego i silniejszego niż noahickie pojednania ludzkości z Bogiem. Tak interpretowali ten symbol Ojcowie Kościoła. Widziano też w tęczy symbol Trójcy Świętej, która łączy w sobie trzy osoby boskie, podobnie jak tęcza łączy w sobie trzy kolory. Tak pisał o Niej Bazyli Wielki. Z kolei Święty Grzegorz Wielki dostrzegał w symbolice tęczy odniesienia do Ducha Świętego i sakramentu chrztu: W tęczy, jak powiedziałem, widoczne są woda [kolor niebieski] i ogień [kolor czerwony]. Po przyjściu Pośrednika moc Ducha Świętego tak bardzo zajaśniała w rodzaju ludzkim, ponieważ wybrańców Bożych obmył wodą chrztu i rozświetlił ogniem Bożej miłości. Jakby tęcza bowiem składająca się z barwy wody i zarazem ognia pojawia się w chmurach jako znak pojednania, gdy Prawda powiada: „Jeśli ktoś się nie odrodził z wody i Ducha Świętego, nie może wejść do królestwa Boga” (J 3,5). Gotfryd z Viterbo, saski historyk, teolog i poeta z przełomu tysiącleci uważał, że barwy tęczy symbolizują: potop za dni Noego (niebieska), ogień końca świata (czerwona) i żywotność przyszłego, nowego świata (zielona). W sztuce średniowiecznej nieraz przedstawiano Chrystusa Króla zasiadającego na tęczy. Stosowano także w ikonografii tęczowe aureole. Niekiedy też interpretowano tęczę jako symbol Matki Boskiej Pośredniczki Łask. O ile w średniowieczu tęcz pojawiała się przede wszystkim na wizerunkach Chrystusa, to w epokach późniejszych stosowano ją głównie na obrazach maryjnych. Wydaje się, że pierwszym tego rodzaju przedstawieniem jest Madonna ze Stuppach Matthiasa Grünewalda powstała w latach 1517-1519. Odkąd zaczęto uważać tęczę za siedmiobarwną (czerwony, żółty, niebieski, oranż, zieleń, indygo i fiolet), zaczęła ona symbolizować także siedem sakramentów i siedem darów Ducha Świętego i to również znalazło odbicie w ikonografii. W sztuce chrześcijaństwa wschodniego tęcza często znajduje się na ikonach przedstawiających archanioła Michała. Zarówno na wizerunkach Jezusa Chrystusa, jak i Matki Bożej liczba kolorów tęczy nie była ściśle określona i wahała się od trzech do kilkudziesięciu, często też kolory nie były ułożone po kolei, zwłaszcza w czasach, gdy zjawisko rozszczepienia światła nie było jeszcze zbadane.
“Mary, God’s Creation” – Raúl Berzosa Fernández
Tęcza należy do tej grupy symboli chrześcijańskich, które pierwotnie odnoszono do Jezusa Chrystusa, a z czasem zostały rozciągnięte na Najświętszą Maryję Pannę, a w tym przypadku także na Archanioła Michała. Rozciągnięcie niektórych symboli chrystologicznych na Matkę Bożą zdaje się być zapowiedzią prze bóstwienia zbawionych, Tak jak Matka Boża, jako najdoskonalsza spośród stworzeń wyprzedziła pozostałych wierzących w oczyszczeniu od grzechu pierworodnego, tak też wyprzedza ich w przebóstwieniu. Mariologiczne odczytanie tęczy występuje nie tylko w sztukach plastycznych, ale także w literaturze religijnej. Jeden ze starych hymnów łacińskich nazywa Maryję arcus pulcher aeteri – pięknym łukiem przestworzy, a w naszych Godzinkach znajdujemy frazę „Tęczo wszechmocną ręką, z pięknych farb złożona”.
Skoro więc tęcza jest niewątpliwie elementem tradycyjnej ikonografii maryjnej, to i osławiony wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej z tęczową aureolą, znany także jako Matka Boska Tęczochowska nie musi mieć charakteru bluźnierczego. Niekiedy go ma, niekiedy nie, zależy to od intencji twórców i eksponentów. Oczywiście lepiej by było, gdyby tęcza na obrazie przybrała formę łuków, czy okręgów, jak na powyższych przykładach, czy na poniższym plakacie z lat osiemdziesiątych ubiegłego stulecia, który kilka lat temu przypomniała posłanka Róża Thun.
Na podstawie licznych dzieł sztuki sakralnej, tak dawnych, jak współczesnych, można bowiem stwierdzić jednoznacznie, że liczba kolorów ma drugorzędne znaczenie (zwłaszcza, że naturalna tęcza nie ma trzech, sześciu, czy siedmiu kolorów, a prawie nieskończenie wiele), istotniejszy jest kształt tęczy. Poniżej prezentuję wizerunek Chrystusa, niewątpliwie inspirowany ideami bliskimi osobom LGBT i równie niewątpliwie nie zawierający żadnego bluźnierstwa.
Od lat jestem aktywny w internecie. Od 2002 roku aktywnie komentuję na forum portalu gazeta.pl, od 2006 roku prowadzę blogi, od 2010 mam kanał na YouTube, a w ostatnich latach aktywizuję swoje działania na Facebooku. W roku 2018 postanowiłem wszystko usystematyzować i skoordynować. Dlatego wyznaczyłem sobie cztery cele, które odtąd co roku podsumowuję i modyfikuję.
1.Moje blogi. Najważniejszym moim blogiem jest, podobnie jak od lat, Kultura Okiem Svetomira. W roku 2018 wróciłem do pisania co najmniej dwa razy w tygodniu (z małymi wyjątkami), z tym że teksty są znacznie krótsze niż kiedyś. Połowa tekstów jest o literaturze, są to omówienia książek czytanych w ramach facebookowego wyzwania Przeczytam 52 książki w danym roku. Gdyby ktoś chciał mi przysłać jakieś książki do recenzji, to chętnie przyjmę i zrecenzuję. Pozostałe teksty dotyczą różnych innych dziedzin kultury. Moim zamiarem na 2018 rok było wprowadzenie bloga do pierwszej setki rankingu blox.pl i udało się to zrealizować z naddatkiem. Blog był w pierwszej setce przez większość roku, najwyżej uplasował się na 43. miejscu. Dlatego na rok kolejny podnoszę poprzeczkę. Chcę choć raz wejść do trzydziestki, a z setki przez cały rok nie wypaść. Obydwa cele udało się zrealizować do kwietnia, ale z końcem tego miesiąca zamknięto Bloksa. Musiałem przenieść się na WordPressa i walkę o pozycję mojego bloga zacząć od nowa. W 2019 miałem 4979 wyświetleń. Planem na 2020 to 10 000 wyświetleń. Zrealizowałem 16760 wyświetleń. Planem na 2021 jest 15 000 wyświetleń.
Mam też plan dla swojego drugiego bloga. Rok Boży miał w 2019 roku 272 wyświetlenia. Celem na 2020 było 600 wyświetleń. Zrealizowano 1921 wyświetleń. Celem na 2021 jest 1200 wyświetleń. Plany obydwu blogów zostały zrealizowane z nawiązką.
2. Mój kanał na Youtubie ma trzy główne tematy: liturgia, folklor i przyroda. Mogą dojść nowe tematy, ale nie jest to pewne. Planowałem wrzucić w 2018 roku kilkadziesiąt filmów, a celem moim było osiągnięcie poziomu 100 subskrypcji. Zadania nie udało się wykonać, choć postęp był. Na koniec roku było 88 subskrypcji, więc cel na przyszły rok pozostał ten sam, czyli setka. W roku 2019 udało się ja przekroczyć. Na koniec roku było 116 subskrypcji. Celem na 2020 było 150. Na koniec roku osiągnięto 141, a więc nie udało się planu zrealizować. Cel 150 subskrypcyj zostaje więc przeniesiony na kolejny rok. Większość filmów jest udostępniana na FB, niektóre zaś są omawiane i wklejane na blogu.
3.Grupa udostępniania ankiet naukowych na Facebooku jest pomyślana jako pomoc dla studentów i uczniów, którzy nie mają gdzie szukać respondentów do swoich ankiet. Zachęcam do wstępowania do grupy. Żeby była naprawdę sprawna, potrzeba kilku tysięcy członków, ale wiem, ze to nierealne w bliskim czasie. Dlatego cel na rok 2018 określiłem na 300 członków. Został on zrealizowany, dlatego na rok kolejny podniosłem go do poziomu 400. Ten też został zrealizowany ze sporym naddatkiem. Na koniec roku grupa liczyła 468 członków. Celem na 2020 było 500 członków. Zrealizowano 843 członków. Plan na rok kolejny to 900 członków.
4.Strona Refleksje o postępie – antologia na Facebooku powstała jako reakcja na agresję pewnego postępowca pod moimi wypowiedziami. Służy ona krytyce niemądrego postępu (nie jakiegokolwiek postępu). W dalekiej przyszłości antologia może przybrać formę książkową. Zamierzałem w roku 2018 dorzucić kilkadziesiąt cytatów i tak uczyniłem. Proszę o nadsyłanie pomysłów i lajkowanie strony. Celem na rok 2018 było 100 obserwujących. Nie zostało to osiągnięte, dlatego na rok kolejny też celem było 100 obserwujących, ale z pewną modyfikacją.
Założyłem mianowicie drugą grupę facebookową, poświęcona wspomnianym wyżej blogom okresowym. Od kilku lat prowadziłem trzy blogi poświęcone kolejnym okresom Roku Liturgicznego: „Prawdziwe Boże Narodzenie”, „Prawdziwy Wielki Post” i „Prawdziwa Wielka Noc”. Po przeprowadzce na wordpressa, zastąpiłem je blogiem Rok Boży. W 2018 roku postanowiłem treść tych blogów udostępnić także na Facebooku, dlatego powołałem do życia stronę „Rok Boży„. W przyszłości chciałbym, aby na tej stronie pojawiały się także materiały innych autorów. Dlatego równolegle założyłem grupę „Katolicy rozmaici – bez polityki„, na którą proszę wrzucać propozycje treści dla strony. Docelowo grupa ta ma także służyć dyskusjom na wszystkie tematy dotyczące religii katolickiej. Z kolei w roku 2020 założyłem stronę „Kultura masek tekstylnych” poświęconą moim antropologicznym badaniom nad kulturowymi aspektami pandemii.
Dlatego te sto obserwujących było na 2019 rok celem wspólnym dla obydwu stron. Cel uznaję za zrealizowany, gdy ten poziom osiągnie którakolwiek z nich. Na początku 2019 Refleksje miały 37 obserwujących a Rok Boży 33. Cel został zrealizowany. Na koniec roku Rok miał 100 obserwujących a Refleksje 35. Celem na 202o było 150 dla Roku, i 50 dla Refleksyj. Osiągnięto 140 dla RB, 37 dla RoP i 36 dla KMT. Cel nie został zrealizowany. Cel na rok bieżący to 250 łącznie.
W 2020 tylko połowa celów została zrealizowana. Miała na to wpływ pandemia, która uderzyła głównie w mój kanał na YT, po prostu nie miałem tam co wrzucać. Natomiast GUAN pięknie się rozwinęła dzięki edukacji zdalnej. Mam nadzieję, że w roku kolejnym uda się zrealizować wszystkie cele . Dziękuję za uwagę i zapraszam do współpracy – czytania, oglądania, subskrybowania i lajkowania.
Na chwilę obecną wszystkie cele są zrealizowane. Kultura Okiem Svetomira obecnie jest 30 668 wyświetleń przy celu 15 000. Rok Boży ma 1796 wyświetleń przy celu 1200. Grupa Udostępniania Ankiet Naukowych ma 1158 członków przy celu 900. Kanał na YouTube ma 213 subskrybentów przy celu 150. Strony na FB mają wspólnie 256 subskrybentów przy celu 250. W przyszłym roku będzie trudniej.
Zasadniczo nie lubię postapo, ale coraz bardziej fascynuje mnie proza Huxleya, więc i po jego powieść postapo bez wahania sięgnąłem. Nie jest to typowa postapo, natomiast jest to typowa powieść Huxleya, nasycona metafizyką, a nawet mistyką. Ciekawie się zdarzyło, że czytałem tę książkę wkrótce po Krótkiej opowieści o antychryście Sołowjowa. Te książki są na pewien sposób podobne. Obydwie sugerują, że wojny światowe są preludiami do wydarzeń apokaliptycznych. Obydwie sugerują nastanie po tych wojnach jakiegoś rodzaju światowego satanizmu, mniej lub bardziej zakamuflowanego. Sołowjow dość wiernie odwzorowuje Apokalipsę świętego Jana, Huxley jest bardziej subtelny. Co ciekawe, można w jego książce znaleźć zakamuflowaną tezę głoszoną otwarcie na przykład przez Andrzeja Pilipiuka, że socjalizm, a zwłaszcza komunizm jest zakamuflowanym satanizmem.
Huxley trafnie diagnozuje bolączki dwudziestowiecznego świata: On (chodzi o Szatana AR) wpłynął skutecznie na każdą stronę, by brała od drugiej to, co u tamtej było najgorsze. Tak więc Wschód przyswoił sobie zachodni nacjonalizm, zachodnie uzbrojenie, zachodnie filmy i zachodni marksizm; Zachód zaś przejął wschodni despotyzm, wschodnie przesądy i wschodnią obojętność wobec jednostki. Jednym słowem, On postarał się o to, aby ludzkość przyswoiła sobie najgorsze zjawiska obu tych światów. Przepisuje też mądrą receptę na nie: Niech pan tylko pomyśli, co by było, gdyby wybrali te najlepsze!(…) Wschodni mistycyzm, który może dać pewność, że zachodnia wiedza zostanie zużytkowana we właściwy sposób; wschodnią sztukę życia uszlachetniającą zachodnią energię; zachodni indywidualizm temperujący wschodni totalitaryzm. No cóż , byłoby to prawdziwe królestwo niebieskie. Czy byłoby to królestwo niebieskie, nie mam pewności, ale byłby to na pewno ciekawy i wartościowy model cywilizacyjny. Może nawet najlepszy w dziejach ludzkości.
Przesłanie książki jest w zasadzie optymistyczne, podobnie jak u Sołowjowa i w Apokalipsie. Belial nie może ostatecznie zwyciężyć, bo jest coś silniejszego niż on. Chwilowo zwycięża, bo ludzie pomagają mu zwyciężać. Nie może jednak zwyciężyć na stałe, gdyż nie potrafi oprzeć się pokusie doprowadzenia zła do ostateczności, a kiedy zło zostanie doprowadzone do ostateczności, niszczy nieuchronnie wszystko i także siebie, a wtedy Porządek Wszechrzeczy ponownie pojawi się na świecie.
To, że maski wywołają krytykę i sprzeciw, to było oczywiste. Ale takiej nienawiści, jaka wylewa się na noszących maski z większości poniższych obrazków, to się nie spodziewałem. Wszystkie obrazki skopiowałem z profilu jednego tylko członka jednej z grup katolickich na FB. On tę nienawiść próbuje uzasadniać wiarą katolicką.
Pozostaję jeszcze na chwilę w kręgu literatury francuskiej. Ostatnio gościł u mnie Schmitt, teraz znów Houellebecq. Książka oczywiście znów według klasycznego dla tego autora schematu – mężczyzna czterdziestoletni, eros i tanatos etc. Ciekawe są poruszane w niej tematy. W polskiej wikipedii możemy przeczytać: Platformie, wydanej w 2001 roku, towarzyszył kontrowersyjny wywiad udzielony miesięcznikowi Lire. Houellebecq nazwał w nim islam „najgłupszą religią świata”. Sama powieść – Platforma – dotyczy turystyki seksualnej do Tajlandii, i problematyka religijna nie zajmuje w niej głównego miejsca. Niby to prawda, ale nie całkiem. Krytyka islamu, wyrażona wprost i nie wprost przewija się wielokrotnie przez karty tej książki. Z rąk muzułmanów giną tu dwie ważne postacie, a dwaj bohaterowie epizodyczni, nominalnie zresztą wyznający islam, bardzo krytycznie odnoszą się do tej religii. Zresztą turystyka seksualna nie dominuje nad treścią tak, jak sugeruje to wikipedysta. Jest tu też sporo turystyki nieseksualnej i seksu nieturystycznego, a nawet nieco turystyki seksualnej nie do Tajlandii.
Wydaje mi się jednak, że jest to książka głównie o kryzysie seksu we współczesnym świecie. Wielokrotnie już przytaczałem zdanie mojej znajomej, że kultura składa się z religii i seksu. O kryzysie religii napisano już tony książek. Nad kryzysem seksu pochylił się dopiero Houellebecq, nie tylko zresztą w tej książce, ale w tej szczególnie.
Mój osobisty ranking powieści Houellebecqa wygląda obecnie tak: 1. Cząstki elementarne, 2. Mapa i terytorium, 3. Platforma, 4. Serotonina, 5. Uległość.
Kolejna książka Schmitta, druga z kolei, a piąta w ogólności pośród moich lektur. To też jest książka religijna, choć Bóg, w odróżnieniu od poprzedniej, nie pojawia się w niej wprost. Głównym tematem tej medytacyjnej powiastki, jest Prawda. Prawda, która wyzwala. A Prawda, Dobro i Piękno to główne przymioty Boga. A więc ta książka też jest o Bogu.
Literatura francuska w moich tegorocznych lekturach trzyma się mocno i to się raczej do końca roku nie zmieni. W zasadzie czytam co prawda na przemian dwóch autorów, ale myślę, że obecnie we Francji najważniejszych. Sądzę, że Éric-Emmanuel Schmitt jest nie tylko jednym z najważniejszych współczesnych pisarzy francuskich, ale także jednym z najważniejszych pisarzy religijnych współczesnego świata. Jest to o tyle ciekawsze, że promuje on w swoich książkach religię jako taką, a nie religię taką, czy inną. Jest na swój sposób perennialistą, piewcą tradycji pierwotnej, czy też objawienia pierwotnego.
Czytanie jego książek jest aktem religijny, rodzajem medytacji. Większoścć z nich jest niewielka objętościowo i da się taką książeczkę bez trudu przeczytać w jeden dzień. To właśnie podkreśla, rytualną wymowę takiej lektury. Myślę, że dobrze jest czytać książki Schmitta w niedziele, traktując to jako formę świętowania Dnia Pańskiego. Dadzą one czytelnikowi o wiele więcej pod względem duchowym, niż większość niedzielnych kazań.
Oskar i pani Róża to najsłynniejsza książka tego autora, a jednak czytam ją dopiero jako czwartą w kolejności. Tak już mam. Jest książka bardzo smutna, bo mówi o umieraniu dziecka. Jest to jednak książka dająca nadzieję, bo wyjątkowo przekonująco mówi o Bogu, który na nas czeka.