Do tej książki zbierałem się długo. Kupiłem ją kilka lat temu, niedługo po śmierci autora, wybitnego polskiego jezuity, którego kilka książek już znałem. Próbowałem przeczytać, ale utknąłem dość szybko, odłożyłem na półkę. Wróciłem do niej w tym roku jako do lektury wielkopostnej. Czytałem ją długo – od lutego do czerwca. Ale warto było. Uważam, że każdy, kto w Polsce interesuje się mistyką chrześcijańską, przeczytać ją powinien.
Jest to bowiem moim zdaniem najważniejsza polska książka poświęcona tej tematyce. Jest dość chaotyczna, autor pisze w niej o wielu rzeczach pozornie ze sobą niezwiązanych: ewolucji, Maryi, Apokalipsie, Zmartwychwstaniu, Holokauście, Franzu Jalicsu SJ itd. Ta chaotyczność powoduje trudność w czytaniu. Najważniejsza jest jednak w tej książce prezentacja duchowej drogi prowadzącej do Mądrości przez Mądrość, bo tą mądrością jest Jezus Chrystus.
Tu też znajdzie się miejsce na literacką dygresję. Autor omawia i rekomenduje liczne książki, np. Franz Jalics SJ –Rekolekcje kontemplacyjne, Robert Musil –Człowiek bez właściwości, Michel Butor – Odmiany czasu, Simone Weil – Wybór pism, Dariusz Czaja – Lekcje ciemności, Etty Hillesum – Przerwane życie. Z tej listy czytałem jedynie Weil i to dawno, w czasach studenckich. Muszę nadrobić zaległości.
W tegorocznym moim czytaniu znaczącą rolę odgrywa współczesna literatura francuska. Najpierw pojawił się na mojej liście Éric-Emmanuel Schmitt, a teraz Michel Houellebecq. Nie jest to dla mnie pisarz nowy, omawiana książka jest piątą, którą przeczytałem. Mam zresztą zamiar przeczytać przynajmniej wszystkie jego powieści, podobnie jak Schmidta. W ogóle coraz bardziej nabieram przekonania, że literatura francuska jest obecnie najważniejszą z literatur europejskich, a Michel Houellebecq jest jej najwybitniejszym żyjącym przedstawicielem.
Dotąd moją ulubioną jego książką była Mapa i terytorium, teraz to miejsce zajmą Cząstki elementarne. To nie jest zwykła powieść. To jest powieść przepleciona nie jednym esejem, jak niekiedy bywa, ale całym zborem esejów i to w sposób dyskretny, tak, aby czytelnik nie zauważył, że czyta esej. Jak zawsze u Houellebecqa fabuła jest zdominowana przez Erosa i Tanatosa, a głównym bohaterem jest mężczyzna w silnym wieku z bardzo udanym życiem zawodowym i niezbyt udanym życiem osobistym. W warstwie eseistycznej mamy kulturę, seks, przemoc, filozofię i biologię. Dużo biologii. To w zasadzie książka o perspektywach dalszej egzystencji gatunku ludzkiego. Ciekawie się złożyło, że czytam ją w roku, w którym powieści o podobnej tematyce napisali Miłoszewski i Migalski. Ten ostatni jest zresztą wielbicielem Houellebecqa.
Na koniec dygresja natury ogólniejszej. Ostatnio wiele osób nielubiących Olgi Tokarczuk i jej twórczości przywołuje niezbyt przychylną opinię Stanisława Lema na temat jednej z jej wczesnych książek. W Cząstkach elementarnych Houellebecq bardzo nieprzychylnie wyraża się o twórczości literackiej Aldousa Huxleya. Nie przeszkadza mi to w uwielbianiu książek obydwu pisarzy. Podobnie jak bardzo krytyczna opinia Kurta Vonneguta o książkach Hermanna Hessego nie zniechęciła mnie ani do jednego, ani do drugiego. Tak już bywa, że wybitni pisarze często mają złe zdanie o innych wybitnych pisarzach. Nie umniejsza to wybitności ani krytykowanych, ani krytykujących.
O tatuażach jeden z najbardziej znanych polskich zagrożeniowców, ksiądz Piotr Glas wypowiada się tak: Te farby, których się używa są demonicznie przetwarzane. Najgorszy kontrakt z szatanem to kontrakt krwi. Teraz robi się to okultystycznie przerobioną farbą, miesza się to z krwią. Są pytania, czy można sobie strzelić Matkę Boską na plecach. Ja osobiście mówię: Błagam, nie idźcie w to. To nie jest wszystko czyste(…)ludzie mają z nimi straszne doświadczenia, przechodzili męki. (…) Ludzie, którzy mieli tatuaże przechodzili straszne męki. Działa za tym uzależnienie zrobienia sobie następnego. To jest psychologiczne? Wątpię. W Stanach dowiedziałem się, że ludzie mają straszne doświadczenia z tatuażami i akupunkturą. To dramat. Nie róbcie sobie tatuaży (…)Pismo Święte zakazuje ludziom robienia sobie tatuaży. O tatuażach piszą w Starym Testamencie. Na Internecie jest pełno cytatów. Kościół nie wypowie się, bo się tym nie interesuje. Może ja jestem samotnym wilkiem, bo mówię.
A jednak …
Tatuaże odegrały ogromną, pozytywną rolę w budowaniu chrześcijańskiej tożsamości i pobożności, przynajmniej w dwóch krajach. Można przypuszczać, że gdyby nie chrześcijańskie tatuaże, nie byłoby dziś chrześcijan w Egipcie i w Bośni. Obecnie chrześcijańskie tatuaże robią dobrą robotę na całym świecie. Dlatego cieszy wyważone stanowisko papieża Franciszka w tej kwestii. Jak swego czasu podawał portal deon.pl: Pytany o znaczenie tatuaży Ojciec Święty stwierdził, że wskazują one na naszą tożsamość: czego szukasz? do czego należysz? Zachęcił by się ich nie lękać, ale też nie przesadzać. Ważne jest więc, jakie tatuaże się nosi i czy się z tym nie przesadza. Jest bowiem rzeczą oczywistą, że przesada w każdej sprawie, również w kwestii tatuaży jest zła. Ja tym tekstem nie chcę nikogo zachęcać do tatuowania się. Sam tatuaży nie mam i mieć nie zamierzam. Muszę jednak bronić wielowiekowej tradycji tatuaży chrześcijańskich. Jej zagubienie byłoby wielką stratą dla religijności chrześcijańskiej, która musi być zróżnicowana i wielonurtowa, symfoniczna można by rzec.
Zacznijmy od Koptów. Zdecydowana większość członków tej społeczności chrześcijańskiej, podzielonej na dwa duże Kościoły: koptoprawosławny i koptokatolicki (i kilka mniejszych), nosi na wewnętrznej stronie prawego nadgarstka wytatuowany krzyż. Ten znak jest dla koptyjskiej tożsamości religijnej niezwykle ważny. Tatuuje się już małe dzieci, niedługo po chrzcie. Gdy z biegiem lat tatuaż blednie, to się go poprawia. Część Koptów nosi też inne tatuaże religijne, najczęściej wizerunki świętych, na innych częściach ciała. Najważniejszy jednak zawsze pozostaje ten tatuaż krzyża na nadgarstku. Jak pisze Ashraf Benyamin: Historia przekonuje, że życiodajną siłę Koptów stanowi wiara. Krzyż ma w niej wyjątkowe znaczenie. Stanowi drogę zbawienia, której bronią tamtejsi wyznawcy Chrystusa. Jako symbol ochrony jest wszechobecny w życiu Koptów. Są nim oznaczone fasady domów, matki formują w jego kształt ciasto dla swych dzieci, na czołach chorych kreśli się świętym olejem jego znak. Obok wezwania „Kyrie, eleison” („Panie, zmiłuj się”) krótka modlitwa „W imię krzyża” jest dla Koptów najpopularniejszym aktem strzelistym. Niemal wszyscy Koptowie, bez względu na pochodzenie społeczne, wykształcenie lub zawód, świadczą też o swej wierze w inny sposób – tatuują krzyż na prawej ręce. Jego wizerunek ma postać dwóch linii o równych długościach, które przecinają się w środku pod kątem prostym. Ponadto na każdym z ramion widnieją trzy punkty oznaczające Trójcę Świętą. Na krzyżu znajduje się też 12 punktów, które symbolizują 12 apostołów. Koptyjska tradycja rozszerzyła się również na Etiopię i przyjmuje tam nieraz bardzo fantazyjne wzory.
Co zaś się tyczy bośniackich Chorwatów, a właściwie bośniackich Chorwatek, bo zwyczaj ten dotyczył przede wszystkim kobiet, to tradycja ta liczy sobie ponad pół tysiąclecia. Choć więc znacznie młodsza od koptyjskiej z okładem wypełnia warunki niepamiętnego zwyczaju wymienione w prawie kanonicznym. Jak czytamy w Przewodniku Katolickim: Według etnografów zwyczaj tatuowania ciała na tych terenach może pochodzić z czasów starożytnych plemion iliryjskich. Podobne tatuaże spotykane są na terenach Albanii. Jednak do tych tradycyjnych szlaczków w pewnym momencie zaczęto dodawać znaki krzyża. Dla katolików zwyczaj ten zaczął mieć głębszy sens podczas tureckiej okupacji, która trwała w latach 1463–1878. Tureccy muzułmanie porywali chrześcijańskie dzieci i wychowywali je w religii islamskiej, dorosłych zaś zmuszano do zmiany wyznania. Chrześcijanki były gwałcone, a panny młode zmuszane do spędzenia pierwszej nocy z tureckimi dowódcami. Wytatuowany krzyż miał być ochroną. „Żeby nie móc zmienić wiary na islam” – mówi Ljuba Šimić urodzona w 1927 r. w wiosce Karapaj. „Moja ciocia Doma Bušić wytatuowała mnie, kiedy miałam mniej więcej 10 lat. Wzięła filiżankę i włożyła do niej trochę sadzy i mleka, a potem igłą tatuowała krzyż na mojej ręce, dopóki nie pojawiła się krew. Potem na krzyż przyłożyła niebieski papier, owinęła nim rękę i nosiłam go bez mycia jeden dzień. Moja ręka była ścierpnięta i nic nie czułam” – wspomina Ljuba. Pamięta również wytatuowanych mężczyzn, choć ich tatuaże nie były tak bogate jak kobiet. Tatuowanie dziewczynek, najczęściej między 10 a 16 rokiem życia miało miejsce raz o roku, 19 marca, w uroczystość świętego Józefa i przybierało uroczystą formę. Zwyczaj zanikł za czasów komunistycznych, obecnie powoli się odradza. Jest ważną częścią chorwackiej tożsamości katolickiej i tamtejszej religijności ludowej.
Nie neguję istnienia tatuaży złych, grzesznych i szkodliwych i nie pochwalam noszenia takowych. Przeciwnicy tatuażu nie mają jednak prawa negować istnienia tatuaży chrześcijańskich, dobrych i świętych, potwierdzonych wielowiekową tradycją koptyjską i chorwacką. Ci, którzy to negują, plują na groby świętych męczenników, którzy ginęli za wiarę w Chrystusa, wyrażoną chrześcijańskim tatuażem. Alternatywą dla złych tatuaży nie jest jedynie brak tatuaży. Są nią również dobre tatuaże. Dlatego z aprobatą odnoszę się do rozszerzania się zjawiska chrześcijańskich tatuaży również w tych społeczeństwach, w których takiej tradycji nie było. Chrześcijańskie tatuaże są jednoznacznie godne pochwały i propagowania.
Na wstępie muszę zaznaczyć, że w ogóle nie sięgnąłbym po tę książkę, gdyby nie fakt, że jej tłumaczką jest moja chrzestna Róża Tomiczek, siostra mojej mamy. Ogólnie bowiem nie interesują mnie objawienia maryjne, mój katolicyzm obywa się bez nich, choć rozumiem i szanuję tych, dla których są istotne.
Książka zresztą mało mówi o samych objawieniach, a szczególnie o ich treści, które zresztą była wyjątkowo zwięzła, co warto zaznaczyć i docenić na tle innych, podobnych fenomenów, zwłaszcza współczesnych. Dużo więcej mówi o okolicznościach tych objawień i o życiu codziennym w przedwojennej Belgii, co dla etnologa jest niewątpliwie interesujące. Ciekawe są też dalsze losy wizjonerów, którzy wszyscy poszli drogą małżeństwa, a nie kapłaństwa, czy życia zakonnego, choć ich do tego namawiano. Takie docenienie życia małżeńskiego bardzo cieszy. Cieszy również samo przesłanie objawienia: Bądźcie mądrymi, wiele się módlcie. Cieszy mnie to szczególnie, gdyż w zadziwiający sposób koresponduje z innymi moimi obecnymi lekturami religijnymi, o czym wkrótce wspomnę jeszcze w jednym z kolejnych moich wpisów.
Tłumaczenie zasadniczo oceniam dobrze, choć razi mnie wprowadzenie żeńskiego imienia Andrzeja, praktycznie nieistniejącego w języku polskim. Nie wiem jednak, jakie rozwiązanie byłoby lepsze. Skoro przyjęto zasadę tłumaczenia imion, w przypadku tej książki jak najbardziej słusznie, nie można było jednego imienia zostawić w oryginale, trzeba je było przetłumaczyć. Ale jak? Jeśli nie Andrzeja, to może Andrea? Takie imię w polszczyźnie występuje, ale rzadko i na zasadzie imienia obcego. Też nie jest to więc rozwiązanie idealne. Idealnego rozwiązania chyba w tym przypadku nie ma.
Od kilku lat czytam i wzmiankuję na blogu sporo książek związanych z z okolicami roku 1500. Myślę, że „Książę” będzie doskonałym zwieńczeniem tej nieformalnej serii. Nie jest to typowa książka do czytania. Jest jednak ważnym źródłem do poznania zarówno włoskiego Odrodzenia, jak i historii myśli politycznej w ogóle. Warto więc ją przeczytać, by obydwie te materie choć minimalnie liznąć. Zaznaczę jeszcze, że czytałem eleganckie wydanie, z pięknymi ilustracjami i kuriozalnym komentarzem, aplikującym treść dzieła do coachingu i marketingu.
Przy okazji chciałbym się podzielić historią o tym, jak pierwszy raz w życiu zetknąłem się z tytułem tej książki. Było to bardzo wcześnie, bo już w drugiej klasie podstawówki. Czytałem wtedy po raz pierwszy „Szwedów w Warszawie” Walerego Przyborowskiego, potem czytałem ich jeszcze wielokrotnie. Otóż na kartach tej powieści, do przekazywania sekretnych informacyj, wykorzystywane są dwie książki Machiavellego: „Il Principe” właśnie i „Delle istorie”. Ciekawostka jest fakt, że tego drugiego dzieła, opisanego przez bohatera Przyborowskiego jako „dysertacja, jak należy pisać historią” nijak nie udało mi się zidentyfikować.
To w ogóle jest bardzo ciekawy motyw wzmianki o książkach, w innych książkach poczynione. Postaram się go w przyszłości jeszcze nieraz eksplorować.
Ostatnio wśród antyszczepionkowców coraz powszechniejsze stają się argumenty religijne. Ludzie ci często występują nie tylko przeciw szczepionkom, zwłaszcza szczepionce na kowid, ale przeciwko całej akademickiej medycynie i farmacji. Przyjmują stanowisko fideistyczne, sugerują, że w niektórych chorobach należy się oprzeć na modlitwie, a nie na medycynie. Tymczasem katolickie stanowisko jest inne. Medycyna i modlitwa się nie wykluczają. One się uzupełniają. W odróżnieniu od protestantów mamy w Biblii fragment uzasadniający takie stanowisko. Jest to pierwsza część trzydziestego ósmego rozdziału Mądrości Syracha, w starszych przekładach zwanej Księgą Eklezjastyka. Cytuję ją poniżej za moją ulubioną Biblią Pierwszego Kościoła.
1 Doceń lekarza należną zapłatą za usługę bo i jego Pan stworzył. 2 Od Najwyższego bowiem pochodzi leczenie, a od króla przyjmuje się dar. Wiedza lekarza stawia go wysoko, nawet przy dostojnikach okażą mu szacunek. Pan wywiódł leki z ziemi i mądry człowiek nie będzie nimi gardził. 5 Czy nie dzięki drewnu woda stała się słodka”, by tak moc Pana poznano? 6 To przecież On dał ludziom wiedzę, by mogli Go chwalić za Jego cudowne dzieła. 7 Dzięki nim lekarz leczy i usuwa ból, a aptekarz robi z nich maści. 8 Jego działanie nie będzie miało końca, od Niego pochodzi pokój na całej ziemi. 9 W chorobie, synu, nie bocz się na Pana, lecz proś Go, a On cię uleczy. 10 Odsuń występek, przebadaj swe ręce i oczyść serce z wszelkiego grzechu. 11 Ofiaruj wonności i dar wybornej mąki, wylej, nie żałując, tłustość na ofiarę. 12 Potem zdaj się na lekarza, bo i jego Pan stworzył; niech nie odstępuje od ciebie, gdyż i on jest potrzebny. 13 Bywa taki czas, że i od lekarzy zależy uzdrowienie. 14 Także oni niech proszą Pana, by przez nich doprowadził szczęśliwie do ulgi i do wyzdrowienia ku przedłużeniu życia. 15 Kto grzeszy przeciw swemu Stwórcy, dostanie się w ręce lekarza.
We fragmencie tym widzimy pełną aprobatę dla medycyny i farmacji, stwierdzenie, że człowiek rozumny nie gardzi lekarstwami (dotyczy to również szczepionek), że lekarz i aptekarz uprawiają sztukę dzięki Łasce Bożej i że uzdrowienie płynące od Boga nieraz przechodzi przez ręce lekarza. Mamy więc jasną wskazówkę od Boga. Korzystajmy z osiągnięć medycyny i farmacji, bo taka jest Jego Wola.
Odkąd Iga Świątek otrzymała od prezydenta Krzyż Zasługi, różne świry atakują ją za to. Piszą na przykład: „Zwróć mu ten krzyż. To jest klątwa. To ciąży. To jest brudna energia, kwas. Nie czekaj.” Mylą zapewne Krzyż Zasługi z Krzyżem Walecznych, bo argumentują nieraz, że tenisistce to odznaczenie się nie należało. Owszem, należało się. Za wikipedią: „Według ustawy z 1992, Krzyż Zasługi jest nagrodą dla osób, które położyły zasługi dla Państwa lub obywateli spełniając czyny przekraczające zakres ich zwykłych obowiązków, a przynoszące znaczną korzyść Państwu lub obywatelom.” Wybitne osiągnięcia sportowe wykraczają poza zakres zwykłych obowiązków i przynoszą znaczną korzyść państwu i jego obywatelom. Wybitnych sportowców powinno się więc odznaczać. Od dawna to postuluję, czego świadectwem jest poniższy tekst. Odznaczając sportowców trzeba jednak pamiętać także o odznaczaniu innych wybitnych Polaków. To, że prezydent odznaczył Igę Świątek, to bardzo dobrze. Bardzo źle natomiast, że nie pomyślał o odznaczeniu Olgi Tokarczuk. Po Nagrodzie Nobla rzeczą naturalną wydaje się Order Odrodzenia Polski i to wysokiej klasy.
Jako wolnorynkowy konserwatysta, czy też, jak kto woli konserwatywny liberał, jestem zasadniczo przeciwny finansowaniu sportu wyczynowego ze środków publicznych, czyli z pieniędzy podatników. Jest dla mnie oczywiste, że powinien on być finansowany przez kibiców i sponsorów, a proporcje pomiędzy tymi źródłami powinien ustalać rynek. Nie jestem jednak dogmatykiem i dopuszczam pewne wyjątki od tej ogólnej zasady. Do tych dopuszczalnych wyjątków zaliczam państwowe wsparcie dla medalistów igrzysk olimpijskich, obejmujące zarówno aktywnych sportowców, jak i tych, którzy już zakończyli karierę. Uważam więc za zasadniczo słuszną ideę tak zwanych emerytur olimpijskich, wypłacanych medalistom igrzysk, którzy ukończyli już trzydziesty piąty rok życia i zakończyli karierę sportową. Jestem jednak przekonany, że da się w niej wprowadzić pewne ulepszenia.
Wydaje mi się słuszne nadanie idei emerytur olimpijskich pewnych skonkretyzowanych ram organizacyjnych. Postuluję utworzenie dla medalistów igrzysk olimpijskich nowego orderu państwowego, na przykład pod nazwą Order Znicza Olimpijskiego. Miałoby to ze wszech miar korzystne skutki. Bo…
Z okazji trwającego Euro, przypominam wiersz nieznanego autora o zupełnie innych mistrzostwach:
Opowiadanie piłkarza składu podstawowego Reprezentacji Polski (Mundial 2002).
Nam strzelać nie kazano – Wstąpiłem na pole Ogromnego boiska. Ku*&a! Ja pie…**olę! Kibiców koreańskich ciągną się szeregi Po trybunach wysokich, aż po same brzegi. Widziałem ich trenera: – przybiegli, coś powiedział, A później już spokojnie na swej ławce siedział. Sędzia gwizdnął w swój gwizdek, no i się zaczęło, Lecz od owego pisku wnet z nieba lunęło. A na mokrej murawie ciężko piłkę kopać, Tak, aby butem czystym nie nadepnąć błota.
Co innego Korea, te brudasy skośne Taplały się wciąż w błocie, jak dzieci radośnie. Ubrudzili nam piłkę i potem strzelali… Dudek chciał zostać czysty. Wy byście łapali? Nie miejcie więc don żalu, ze w bramce stal z boku, Wraz z żona oszczędzają na proszku w tym roku. Cóż, że przegraliśmy, zachowajmy powagę. Wszak wciąż mamy nad nimi…
Jedna z wielu w rybnickich dzielnicach kaplic różańcowych, pochodząca z 1922. Nie udało mi się niestety sfotografować ołtarza, bo drzwi kaplicy były zamknięte. Zwraca uwagę kilka symboli: Oko Opatrzności nad wejściem , symbol cnót boskich na sąsiadującym krzyżu, kogut na dachu, solarne romby na drzwiach, liczne krzyże na całejkaplicy, zwłaszcza na jej frontowej ścianie i kombinacja solarno-trynitarno-krucyferalna na ogrodzeniu. Ciekawe są też wizerunki sakralne wewnątrz kaplicy