Nokturny zasłużonego noblisty

O literackiej nagrodzie Nobla i jej laureatach pisałem kilkukrotnie na tym blogu. Jedne werdykty chwaliłem, inne krytykowałem. Tegorocznemu mogę tylko przyklasnąć. Kazuo Ishiguro jest bowiem pisarzem niezwykle interesującym. Jego „Nokturny” są zbiorem opowiadań zaiste niezwykłym. Już sam tytuł zawiera liczne podteksty. Nokturn kojarzy się z nocą (lac. nocturnus -nocny) i z muzyką (bardzo spokojna i zrównoważona oraz równie nastrojowa instrumentalna forma muzyczna inspirowana poetyckim nastrojem nocy) i faktycznie, we wszystkich opowiadaniach i noc, i muzyka odgrywają kluczową rolę. Mnie jednak nokturn kojarzy się jeszcze z czymś. Jest to mianowicie część Matutinum – nocnej modlitwy Kościoła. Modlitwy co prawda w tych opowiadaniach nie ma, ale w przedstawionych sytuacjach czuje się jej atmosferę, czy potrzebę. A jeśli już nie modlitwy w sensie ścisłym, to na pewno jakiegoś rytuału. Bohaterowie swoimi zachowaniami odprawiają rytuały, a więc sensu largo się modlą. Przy tem każde z tych opowiadań jest na swój sposób nokturnem – bardzo spokojną i zrównoważoną oraz równie nastrojową formą muzyczną inspirowaną poetyckim nastrojem nocy. Warto też wspomnieć o polskim wątku w jednym z opowiadań i w ogóle wybitnie europejskim charakterze całości. Aż dziwne, że napisał to Japończyk. Musiał to być genialny Japończyk. 

Fraszki w Parku nad Nacyną

fraszka

Miałem problem z tym wpisem. Nie wiem, czy umieścić go w kategorii „Miejsca”, czy „Literatura”. Ostatecznie zdecydowałem się na tę pierwszą.

Jesienią, spacerując po Parku nad Nacyną w Rybniku znalazłem kilka fraszek Jana Sztaudyngera i Wiesława Sienkiewicza wymalowanych na bruku. Nie wiem, kto i kiedy je umieścił, nie wiem, czy było ich więcej, nic więcej nie wiem. Pokazuję, co znalazłem.

fraszkafraszkafraszka

Najgłupsza biografia jaką czytałem.

 

Lubię czytać biografie, zarówno klasyczne, jak i sfabularyzowane. Co prawda nie dominują one moich lektur, ale co roku co najmniej kilka zaliczam. Jak z wszystkimi innymi książkami i ze wszystkim w ogóle na świecie, tak i wśród biografij są lepsze i gorsze.

 Czteroczęściowa, w Polsce wydana w dwóch tomach powieść Christiana Jacqa „Mozart” jest najgorszą spośród wszystkich, które przeczytałem. A przeczytałem ją głównie dlatego, że jest lekkim, łatwym czytadłem. Przypomina pod tym względem książki Dana Browna. Pod innymi zresztą też. To jest dokładnie ten sam typ literatury. U Jacqa, podobnie jak u Browna, zmyślenia wielokrotnie górują nad prawdą. Dlatego czytać takie książki można, ale wierzyć im nie należy.

 Największą wartością tej powieści są dodane do niej płyty z muzyką Mozarta.

Co słychać u starokatolików?

starokatolicy

Niedawno pisałem o schizmie w Kościele Starokatolickim w RP. Ostatnio obydwie grupy odbyły swoje synody. Grupa abpa Wiecińskiego opublikowała na swojej stronie sprawozdanie z synodu, z którego to sprawozdania nie wynika nic konkretnego. Więcej już wynika ze spisu duchowieństwa, z którego zniknęły dwa nazwiska duchownych brazylijskich. Grupa bpa Kolma nie opublikowała po synodzie nic, bo aktualnie chyba nie ma strony internetowej.

Blog.pl znika z sieci

blog

Kończy się pewna epoka w dziejach polskiego internetu, a osobliwie polskiej blogosfery. Oto w pierwszym tygodniu grudnia Grupa Onet poinformowała o wygaszeniu z końcem stycznia przyszłego roku platformy blogowej Blog.pl. To wielka strata dla polskiej kultury. Szkoda wielu wspaniałych blogów tam umieszczonych. Tak się nie robi Grupo Onet. Przez lata korzystaliście z pracy blogerów, zarabialiście na nich grube pieniądze, a teraz pozbywacie się ich jak śmieci,

Ken Follet "Uciekinier"

 

Arcymistrz thrillerów Ken Follet wielokrotnie dowiódł, że doskonale radzi sobie także z powieścią historyczną. Jednym z dowodów jest „Uciekinier”, którego akcja dzieje się w wieku osiemnastym, a więc kilkaset lat po „Filarach ziemi”, ale też długo przed większością pozostałych książek.

Jest w niej wszystko to, co zawsze u Folleta: akcja, polityka, intryga, uczucia i seks. Jak zawsze doskonale oddane realia czasów i miejsc. Książka ze wszech miar warta polecenia. Sporo mówi o Wielkiej Brytanii i o Ameryce.

 

Kalifat terroru

Co prawda znacznie rzadziej niż kiedyś, ale nadal stosunkowo często można w Biedronce i innych podobnych marketach znaleźć książki z zakresu nauk humanistycznych, czy poważnej eseistyki. Do takich pozycyj należy „Kalifat terroru” Samuela Laurenta z  podtytułem „Kulisy działania Państwa Islamskiego” w przekładzie Ewy Kaniowskiej. Wbrew pozorom nie jest to reportaż, ale dogłębna analiza, co prawda spełniająca tylko niektóre kryteria naukowości (ma mało przypisów i nie ma bibliografii) ale bardzo solidna. Wyjaśnia genezę sukcesów kalifatu, wskazując jednocześnie na jego atuty i słabości. Sugeruje, że potęga Państwa Islamskiego została w dużej mierze zbudowana na błędach rządów Iraku, USA i Francji. Co ciekawe delikatnie chwali postępowanie rządu Syrii wobec IS. W zdecydowanej większości przypadków analizy autora są trafne. Oczywiście z perspektywy czasu (książka powstałą w 2014) można wytknąć autorowi kilka błędów: nie docenił Kurdów wśród wrogów PI, a Filipin wśród nowych terenów ekspansji kalifatu, nie przewidział też interwencji rosyjskiej. Dominują jednak analizy i wnioski trafne. Można powiedzieć, że autor trafnie przewidział scenariusz rozwoju i upadku omawianego tworu. 

Popłuczyny po Ludlumie

Pisałem ostatnio. że Robert Ludlum nie należy do moich ulubionych autorów sensacyjnych i że jego powieści uważam za znacznie słabsze od dzieł Folleta czy Forsytha. Jeszcze gorzej od oryginałów wypadają jednak książki jego kontynuatorów, piszących w oparciu o jego zapiski. Nawet znacznie gorzej. Ostatnio przeczytałem trzy książki o przygodach Jona Smitha, agenta amerykańskiej Tajnej Jedynki, agencji o której nie słyszał nikt, oprócz jej pracowników i prezydenta US.

 

Przeczytałem „Przymierze Kasandry” (The Cassandra Compact 2001,  autor Philip Shelby), „Opcję paryską” (The Paris Option, 2002, autor Gayle Lynds) i „Kod Altmana” (The Altman Code, 2003, autor Gayle Lynds). Wszystkie są napisane „na jedno kopyto”. We wszystkich „tymi złymi” są hiperpatrioci dążący do radykalnego wzmocnienia obrony swojego kraju. Niestety nie ma spójności między książkami Shelbyego a Lyndsa. Postacie mają inne charaktery, umiejętności, stopień zażyłości, wiedzę, a nawet imiona. To mocno zgrzyta. Można czytać, ale tylko jeden raz. 

Mróz i Bonda, czyli kryminalne czytadła

Na jednej z fejsbukowych grup czytelniczych ktoś niedawno pytał, kto jest najlepszym obecnie autorem powieści kryminalnych w Polsce: Remigiusz Mróz czy Katarzyna Bonda? Musiał ów pytacz być bardzo młody, albo bardzo mało oczytany, bo odpowiedź jest oczywista: żadne z nich. Ani Bonda, ani Mróz do pięt nie dorastają Krajewskiemu, Miłoszewskiemu, Wrońskiemu i wielu innym. Ale z tej dwójki moim zdaniem lepsza jest Katarzyna Bonda. Mroza nie da się czytać, a próbowałem bardzo usilnie, kilka książek wmusiłem w siebie, kilka innych napocząłem. Bondę czytać się da, ale wracać nie ma do czego. To są książki do czytania jednorazowego. Czytadła do pociągu.

Chór Salutaris z Mińska

W piątek 3 listopada miałem okazję wysłuchać w kościele Św. Józefa Robotnika w Rybniku ciekawego koncertu inaugurującego festiwal „Rybnicka Jesień Chóralna”. Wykonawcą był chór Salutaris z Mińska, a na repertuar składały się utwory sakralne współczesnych kompozytorów wschodnioeuropejskich pochodzące zarówno ze wschodniego, jak i zachodniego porządku chrześcijańskiej liturgii. Koncert ten unaocznił, że można i dziś tworzyć piękną muzykę sakralną, głęboko zakorzenioną w tradycji zarówno chorału, jak i wielogłosu. Przez tę godzinę poczułem się, jakbym znowu był na „Pieśni Naszych Korzeni” w Jarosławiu, choć teraz słuchałem muzyki współczesnej a nie dawnej. Szkoda tylko, że na koncercie było tak mało ludzi. Link do strony zespołu: http://salutaris.by/


Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij