John Grisham – "Theodore Boone: Aktywista"

grischam

Powieści są różne. Niektóre niosą w sobie głęboką treść, są wręcz esejami w przebraniu. Taką jest ostatnio przeze mnie omawiana powieść Kaczmarskiego. Są jednak i takie, które są po prostu powieściami i niczym więcej – lekkimi książkami do przyjemnej lektury. Oczywiście i one często mają jakąś myśl przewodnią, ale zwykle prostą i prosto podaną.

I do tej właśnie drugiej grupy należy powieść Johna Grishama  „Theodore Boone: Aktywista”. Jest to czwarty tom cyklu „Theodore Boone”. Już mi kiedyś zarzucano, że czytam cykle nie po kolei. Owszem, często tak czynię, zazwyczaj z dwóch powodów. Po pierwsze, książki kupuję głównie w marketowych koszach z taniochą, a tam bardzo rzadko są pełne cykle, a niezbyt często pierwsze tomy. Po drugie, w ten sposób testuję jakość cykli. Jeśli czytam na przykład czwarty tom, bez znajomości trzech pierwszych i nie gubię się w treści, to znaczy, że  cykl się broni. 

Ten się broni, ale tylko literacko. Dobrze się to czyta, mimo, że już dawno wyrosłem z wieku młodzieńczego, a powieść ta głównie dla młodzieży jest przeznaczona. Ale ideowo jest bardzo słaba. To prostacka lewicowa propaganda sugerująca, że budowanie dróg szkodzi szkołom, boiskom i potokom. 

13/52

 

Wesołego Alleluja Na Facebooku

Facebook w pierwszy dzień Wielkanocy życzył  nam wszystkim Wesołego Alleluja. Tak jak tydzień temu chwaliłem Słoweńców za palmy dla skoczków, tak dziś chwalę Facebooka za te życzenia. Wszak Alleluja znaczy przedewszystkiem „wychwalajcie Jahwe” a dopiero wtórnie „radujmy się”, czy „Wesołych Świąt”. Dlatego mnie szczególnie ucieszyło to Alleluja jako wyraźne odniesienie do Boga. Doczekaliśmy czasów, gdy Facebook wzywa imienia Pańskiego. 

W tym kontekście chciałbym się podzielić pasującym cytatem z książki, którą właśnie czytam: „Jednym z powodów schizmy wschodniej było zniesienie „Alleluja” w rzymskiej Liturgii wielkopostnej. „Laus tibi Domine, Rex aeternae gloriae”, zajmujące wtedy jego miejsce, to właściwie to samo. Kościół ustalony jest na zawsze w chwale paschalnego Zmartwychwstania. Ona jest życiem i jego, i każdego z chrześcijan” Sługa Boży ks. Divo Barsotti

Zmartwychwstał Pan

 

Resurrexit

Χριστός ανέστη εκ νεκρών,

θανάτω θάνατον πατήσας,

και τοις εν τοις μνήμασι,

ζω ήν χαρισάμενος!

 

Chrystus zmartwychpowstał

Śmiercią śmierć pokonał

Tym, którzy w grobach leżą

Żywot wieczny darował

Alleluja

Radosnych Świąt Wielkanocnych

życzą

Ela, Artur, Pawełek i Martusia Rumplowie

Jacek Kaczmarski – Plaża dla psów

kaczmarski

Jacek Kaczmarski to niewątpliwie jeden z największych, a być może największy poeta powojennej Polski. Jako prozaik jest znacznie słabiej kojarzony. Niby nie ma w tym ni dziwnego, bo napisał kilkaset wierszy/piosenek (piosenka to rodzaj wiersza) i ledwie kilka powieści.  Do tych powieści, choć stanowiły niewielki margines jego twórczości warto zaglądać. Powieści napisane przez poetów mają szczególny klimat, szczególną konstrukcję, a co za tem idzie specjalną wartość. Tak jest z powieściami Czesława Miłosza  i Jerzego Pietrkiewicza tak jest też z powieściami Jacka Kaczmarskiego.

Plaża dla psów to powieść o Australii, a właściwie o jej mieszkańcach, zaś jeszcze konkretniej o relacjach międzyludzkich, chyba nie tylko w Australii, a wszędzie na świecie. Te relacje są tu nieprzewidywalne. Wszystko wymyka się tu logice: romanse, przyjaźnie, animozje, konflikty i zbrodnie. Ta nieprzewidywalność ludzkich relacyj jest tu nieco przerysowana. Ale tylko nieco. 

12/52

Papież o tatuażach

Jak podaje deon.pl „Pytany o znaczenie tatuaży Ojciec Święty stwierdził, że wskazują one na naszą tożsamość: czego szukasz? do czego należysz? Zachęcił by się ich nie lękać, ale też nie przesadzać.”

Dobrze,że ta wypowiedź padła. Bo w Polsce religijny dyskurs o tatuażach jest zdominowany przez solaskrypturystyczne odczytanie jednej wzmianki w Starym Testamencie i opinię ekscentrycznego księdza Piotra Glasa, który wiedzę o tej materii czerpie od …. Szatana wypowiadającego się podczas egzorcyzmów: „Te farby, których się używa są demonicznie przetwarzane. Najgorszy kontrakt z szatanem to kontrakt krwi. Teraz robi się to okultystycznie przerobioną farbą, miesza się to z krwią. Są pytania, czy można sobie strzelić Matkę Boską na plecach. Ja osobiście mówię: Błagam, nie idźcie w to. To nie jest wszystko czyste(…)ludzie mają z nimi straszne doświadczenia, przechodzili męki. (…) Ludzie, którzy mieli tatuaże przechodzili straszne męki. Działa za tym uzależnienie zrobienia sobie następnego. To jest psychologiczne? Wątpię. W Stanach dowiedziałem się, że ludzie mają straszne doświadczenia z tatuażami i akupunkturą. To dramat. Nie róbcie sobie tatuaży (…)Pismo Święte zakazuje ludziom robienia sobie tatuaży. O tatuażach piszą w Starym Testamencie. Na Internecie jest pełno cytatów. Kościół nie wypowie się, bo się tym nie interesuje. Może ja jestem samotnym wilkiem, bo mówię”

Na szczęście Kościół, i to w osobie Ojca Świętego wypowiedział się i to w zupełnie odmiennym tonie, niż ksiądz Glas. Cieszę się więc z tego, że papież potwierdził zdrową naukę katolicką – tatuaże są neutralne moralnie a mogą być dobre lub złe w zależności od treści, intencji, skali i innych okoliczności. 

Mając po jednej stronie rewelacje księdza Glasa, a po drugiej wielowiekową tradycję chrześcijańskich tatuaży Koptów i Chorwatów, wybieram wielowiekową tradycję. Warto pamiętać, że dla prawosławnych Koptów i katolickich Chorwatów tatuaże o treści chrześcijańskiej są ważnym świadectwem wiary w morzu islamu. 

Palmy, jakie są, każdy widzi

Dziś Niedziela Palmowa. Święci się palmy. Kilka dni temu temat palm rozgrzał internet za sprawą ogłoszenia jednej z warszawskich parafij: „Palmy kupione przed bramami kościoła nie przyjmują na siebie wody święconej. Zaopatrzmy się w palmy przed kościołem, a nie u handlarzy, którzy w ramach ludzkiej naiwności kręcą swój biznes”. Parę dni później na tej samej stronie napisano: „Drodzy Parafianie jest sprawą oczywistą, że wszystkie palmy przyjmują wodę święconą,  a zatem z radością będziemy je święcić. Wszystkich urażonych informacją z poprzedniej niedzieli bardzo PRZEPRASZAMY. „

Kupowanie palm, czy to przed kościołem, czy od handlarzy to współczesna nowinka. Kiedyś każda rodzina robiła sobie palmę samodzielnie. Poniżej przytaczam fragment mojej pracy sprzed dekady, opisujący, jak to dawniej było na Górnym Śląsku, a miejscami nadal jest:

Obrzędy wielkanocne zwyczajowo zaczynają się poświęceniem palm w Niedzielę Palmową. Palmą powszechnie nazywa się obrzędowy bukiet z gałązek drzew i krzewów, suszonych traw i kwiatów, a także innych elementów na przykład wstążek i kolorowego papieru w charakterze dodatków. Niektórzy etnologowie wiążą palmy wielkanocne z prastarym pogańskim kultem „rózgi życia”, zielonej i młodej gałązki, symbolizującej odżywanie przyrody (Pośpiech). W tradycji kościelnej są one pamiątką triumfalnego wjazdu Chrystusa do Jerozolimy i gałązek palmowych, które kładli przed Nim jej mieszkańcy. Na Górnym Śląsku palmy najczęściej wykonywano z gałązek następujących drzew i krzewów: wiyrba, potym kokocz, jo nie wiym, wiym, że to u Pieczki dycki rosło tyn kokocz, ale co to było za roślina to nie wiym, dycki to tak nazywali, lyska, oliwne drzewko na tyn wyrch się potym dowało, kocianki (Gorzyce). Wiyrba, kocianki i kokocz to ludowe określenia trzech gatunków wierzby: w. białej (salix alba), w. iwy (s. caprea) i w. kokocyny. Stosowano też gałązki innych drzew i krzewów liściastych, w tym przede wszystkim brzozy. W tradycyjnych palmach nigdy nie używano gałązek drzew iglastych. Drzewa takie nie budziły się bowiem z zimowego snu nie miały więc mocy pobudzania sił wegetacyjnych. Moc tę jeszcze zwiększano poprzez odpowiednie przygotowania. Gałązek na palmę nie zbierano bezpośrednio przed niedzielą palmową, ale około dwóch tygodni wcześniej. Scięte gałązki wkładano do wody i pozwalano im wypuścić małe listki. Dotyczyło to przede wszystkim gałązek brzozy. Brzoza ma duże znaczenie w magii ludowej na omawianym terenie. Stosuje się ją również w obrzędach związanych ze świętem Bożego Ciała.

Wróćmy jednak do palm. Wykonywało się owe palmy w następujący sposób: on jedna ta wiyrba dycki przecion na poły i tak to fajnie potym obwionzoł, tym jednym połym we trzech miejscach (Gorzyce). Tradycyjnie do wiązania palmy nie używano sznurka ani drutu. Oprócz omawianego wiązadła stosowano również czerwone kokardki, albo rzemień od bata, „aby konie były tłuste” (Strzeleckie) Palma tradycyjna składała się z trzech do sześciu gałązek, długości około 25 – 40 cm. Nie było i zasadniczo nie ma na Śląsku zwyczaju tworzenia palm znaczniejszych rozmiarów.
Do śląskiej palmy zasadniczo nie dodawano żadnych składników, poza gałązkami jak kwiaty, trawy, czy papiery. W ostatnich dziesięcioleciach palmy tradycyjne są niestety coraz częściej wypierane przez palmy kupowane w sklepach , a przynależące do tradycji innych regionów kraju. Zmiany te występują jednak jedynie u rodzin nie uprawiających ziemi, ani nie chowających zwierząt gospodarskich. Rodziny rolnicze i półrolnicze (półrolniczymi nazywam te, które mają pozarolnicze źródła utrzymania, pomimo to jednak dodatkowo uprawiają ziemię, lub chowają zwierzęta) nadal wykorzystują palmy tradycyjne, gdyż tylko takie nadają się do zastosowania w praktykach magicznych, które omówię poniżej. Palmy do kościoła nosiły i noszą do nadal głownie dzieci. Źle jest widziane obecnie noszenie palm przez dorosłych. Po poświęceniu palmę przynosi się do domu i odcina się część górną od dolnej we trzech miejscach związanej. Tę część dolną zabierają również dzieci do kościoła na obchody wielkosobotnie. Niekiedy tę czynność wykonują dorośli, zwłaszcza w przypadku, gdy obchody te sprawowane są zgodnie z rubrykami liturgicznymi, czyli w godzinach nocnych (Liturgia Wielkiej Nocy bezwzględnie powinna zacząć się po zmierzchu, a zakończyć przed świtem, przepisy te jednak zaczęły obowiązywać dopiero od czasu reformy liturgicznej).
W czasie tych obchodów opala się palmę w żarze poświęconego ogniska. To opalanie można rozumieć jako rytualne oczyszczenie przez ogień, i to nie byle jaki ogień, bo przecież poświęcony. Trzeba przy tym baczyć, aby gałązki nie uległy spaleniu, ani nadmiernemu osłabieniu, gdyż utraciłyby wtedy możność dalszego zastosowania. Tak spreparowane palmy powtórnie przynosi się do domu i zachowuje aż do dni krzyżowych, czyli poniedziałku, wtorku i środy poprzedzających uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego.
W Dni krzyżowe Palmy te rozplątuje się i wykonuje się z nich małe krzyżyki. W innych częściach Śląska robi się to kiedy indziej, na przykład w Poniedziałek Wielkanocny, albo nawet już w samą Niedziele Palmową, w takim przypadku jest pominięty etap opalania. W owe dni część tych krzyżyków wtyka się w ziemię na polu, aby zapewnić dobre urodzaje. Inną część z nich zatyka się za Święte obrazy w domu, by zapewnić domownikom wszelką pomyślność. Jeszcze inne zatyka się za belki dachu domu i innych budynków by ochronić te budynki przed pożarami. Wreszcie ostatnią część zatyka się za ramy okien, by dom chronić od piorunów. Resztki po tej operacji rozdzielania palm trzeba koniecznie spalić w piecu, nie wolno ich wyrzucać. Istnieje bowiem silne przekonanie, że wyrzucanie jakichkolwiek przedmiotów poświęconych sprowadza nieszczęście.
Inne zastosowania mają wierzchy palm oddzielone od dołów przed Wielką Sobotą. Te części przechowuje się w domu z wielką starannością, aż zajdzie potrzeba ich użycia. Zastosowania ich są zaś dwojakie. Po pierwsze „kotki” z palm stosuje się jako lekarstwo na bóle gardła. Wielu badaczy twierdzi, że zwyczaj ten nie jest już praktykowany, a zachował się jedynie w pamięci i w przekazie ustnym. W rzeczy samej praktykuje się go dzisiaj bardzo rzadko, ale jednak można się z tym jeszcze gdzieniegdzie spotkać (Gorzyce). Na choroby przeziębieniowe stosuje się niekiedy wywar z palm. Ten sposób nie jest pozbawiony racjonalności. Palma jest jak już wspomniałem wykonana przede wszystkim z gałązek różnych gatunków wierzby. Wierzba zaś, a zwłaszcza jej kora zawiera w składzie salicylany, podobne w charakterze chemicznym i działaniu farmakologicznym do aspiryny. Sproszkowana kora wierzby jest zresztą stosowana nie tylko w medycynie ludowej, ale także akademickiej.
Druga grupa zastosowań jest związana z hodowlą bydła: No to zaś potym jak krowa się ocieliła, rozumiysz, toch trocha tego wyrchu nabrała do gorka i szłach se jom okadzić. Toch do gorka wciepła i konsek wonglika do tego, tak że mi się to chyciło i to tym dymym żech se okadziła. Jak żech miała krowa ocielono, to potym zaroz na drugi dziyń toch se wziyna tej palmy do gorka takigo starego, ciepłach tam wongli, coby mi się to chyciło. To było taki zapobieżyni, że się niby tej krowie nic nie stanie, tak starzy ludzie godali. To tak prawiom, że ją nie podleci. Moja mama też tak robiła, ale jo tego już nie prowadziła. Chodziła potym z tym kadzidłym po całym chlywie. Jak jo uż prawie nie robiła, to Erichowe synki zawsze miały, tóż prawim to dejcie synki jedna ta palma. Dali mi jom, bo mi się najbardziyj o tyn wyrch rozchodziło, żebych miała na to okadzyni. Dyć ostatnio jeszcze Nowak prziszoł do mie, prawi ni mosz czasym z palmy. Jo prawia Josefie, jeszcze tam kanś jest we worku na wyrchu, wiysz. Bo prawi se nie wiymy rady momy tako krowa jakoś choro, nie umimy se dać rady z niom. Może by my spróbowali jeszcze jom okadzić. Nie było to downo, nie wiym możno ze trzi roki, bo ze dwa roki krowy ni mo. I dałach mu to. (Gorzyce)
Na podstawie tych informacji można zaobserwować pewne zróżnicowanie w tych praktykach. I tak niekiedy okadza się cały chlew, niekiedy zaś tylko samą krowę z cielęciem. Niekiedy zabieg ten traktuje się jako profilaktyczny, kiedy indziej jako leczniczy. Palmy niesione w procesji przez duchowieństwo i osoby zakonne są spalane całkowicie, a popiół z nich stosuje się w następnym roku w obrzędach środy popielcowej. Nie ma natomiast na Górnym Śląsku powszechnego w innych stronach obyczaju chłostania się palmami.
Tyle można powiedzieć o palmach. Widać z powyższego, że palma wielkanocna ma niemałe znaczenie magiczne. Palma, jako symbol sił wegetacyjnych, wzmocniona jeszcze przez poświęcenie ma moc pobudzania tychże sił w ludziach i zwierzętach. Zieloność palmy udziela witalności krowom i ludziom. 

Papież o aborcji

W ramach kolejnej odsłony wojny o aborcję, niektóre media manipulują papieżem Franciszkiem, przeciwstawiając go polskiemu episkopatowi. Np. Newsweek napisał „Papież rozgrzesza aborcję. Bez ograniczeń” sugerując zmianę doktryny.

Tymczasem papież nie uznał, że aborcja nie jest grzechem, albo że nie jest grzechem ciężkim, albo, że nie zaciąga ekskomuniki. W tej materii nic się w katolickiej doktrynie nie zmieniło. Nadal jest to grzech i to grzech ciężki, nadal zaciąga ekskomunikę laetae sententiae. Zmieniło się tylko to, że teraz z tego grzechu można się wyspowiadać, oczywiście pod warunkiem żalu za grzech i postanowienia poprawy, u każdego księdza, a nie u dwóch. trzech w diecezji, jak jeszcze niedawno. Warto przytoczyć słowa samego Ojca Świetego: „Wszyscy księża otrzymali też władzę odpuszczania grzechu aborcji. Uwaga, nie oznacza to banalizacji aborcji. Jest to coś bardzo złego, to grzech ciężki. To zamordowanie niewinnego”

A teraz będzie najlepsze. Otóż takie rozwiązanie, jakie papież Franciszek wprowadził dla całego Kościoła, polscy biskupi już kilka lat wcześniej wprowadzili dla Kościoła w Polsce. W tej sprawie jest nie tylko pełna zgoda między papieżem Franciszkiem a polskim episkopatem, ale nawet można polskich biskupów uznać za prekursorów decyzyj papieskich.

Pobożna Doda

Zdrobnienie „Doda” kojarzy się w dzisiejszej Polsce głównie z piosenkarką-skandalistką Dorotą Rabczewską, ta zaś żadną miarą nie kojarzy się z jakąkolwiek pobożnością w ogóle, a już z prawowierną pobożnością katolicką w szczególności. Jak jednak niejednemu psu na imię Burek, tak i niejednej Dorocie na zdrobnienie Doda.

Ową pobożną Dodą była Dorota Leontyna hrabina von Oppersdorff de domo księżna Radziwiłł na Nieświeżu h. Trąby zmarła w 1947 w Lourdes. Na Śląsk przybyła, gdy została małżonką hrabiego Hansa Georga von Oppersdorff, pana na Głogówku . Hrabia Georg wykazywał propolskie sympatie, więc po podziale Górnego Śląska musiał opuścić Głogówek. Wziął w dzierżawę dwa majątki po polskiej stronie: Kokoszyce i Turzę Śląską.

Księżna zamieszkała w Turzy, gdzie wsławiła się pobożnością i zamiłowaniem do śląskiego folkloru. Różne źródła pisząc o tej pobożności, różnie ją oceniały. Źródła rodzinne twierdzą, że ocierała się o mistycyzm, inni oceniają jej religijność jako powierzchowną. Ja jednak sądzę, że coś z tym mistycyzmem musiało być na rzeczy. Zarówno Turza, jak i Kokoszyce niewiele lat po pobycie w nich księżnej Dody stały się ważnymi punktami na religijnej mapie Górnego Śląska. Być może miała ona na to jakiś wpływ. Może zasiała jakieś mistyczne ziarna. 

Więcej można przeczytać tu i tu

Paul Bowles "Podróże. Pisma zebrane 1950-93"

 

W ubiegłym roku omawiałem książkę, która udawała naukową (miała przypisy i bibliografię) a była w istocie podróżniczą. Teraz skończyłem czytać książkę, pozornie podróżniczą właśnie,  a w rzeczywistości niosącą znacznie więcej treści naukowej niż tamta. 

Paul Bowles był antropologiem, etnomuzykologiem, kompozytorem, pisarzem i trochę malarzem. Dlatego jego zapiski z podróży są przepełnione antropologiczną głębią. Można tu znaleźć między innymi cenne uwagi o sztuce, muzyce, religii i narkotykach. Jako, że większość twórczego życia Bowles spędził w Maroku, mamy tu sporo trafnych obserwacji na temat islamu. 

11/52

Powtórnie o "Koronie królów"

kazimierz

O „Koronie królów” pisałem już po obejrzeniu pierwszych dwóch odcinków. Teraz, po ponad czterdziestu,czas na powrót do omawiania tego serialu. Przyznam, że ogólnie polubiłem tę produkcję. Na liczne drobne błędy przymykam oczy, doceniam to, że część zniknęła (monarchowie przestali non stop paradować w koronach, a duchowni w ornatach). Dziwią mnie natomiast wątki, których próżno szukać w kronikach, a z racji ich ważności powinny się tam znaleźć, gdyby miały miejsce w historii – martwe urodzenie królewskiego syna, czy zdrada Nimierzy. Nie wiem, po co fałszować historię. Ogólnie jednak oceniam serial pozytywnie, bo porównuję go z „Klanem”, a nie z „Grą o tron”. Na pewno podniesie on świadomość historyczną Polaków. No i warte jest docenienia to, że traktuje o średniowieczu, a nie o polskiej martyrologii XX wieku, która jest wałkowana do porzygu. 

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij