Marcin Król – "Wielcy władcy"

król

„Wielcy władcy” Marcina Króla to książka co najmniej z dwóch powodów niestandardowa. Pierwszy powód to niezbyt adekwatny tytuł. Dzieło składa się z biografij czterech ludzi, których nie da się w sensie dosłownym nazwać władcami, bo żaden z nich nie był monarchą, a tylko jeden z tej czwórki był głową państwa republikańskiego. Ludźmi tymi byli Richelieu, Bismarck, Churchill i de Gaulle. Wszyscy są w tej książce przedstawieni jako postacie pozytywne i to jest właśnie drugim przejawem jej niestandardowości.  Rzadko się bowiem zdarza, aby ktoś w Polsce chwalił Bismarcka, zwłaszcza w książce przeznaczonej dla masowego odbiorcy, a ta właśnie taka jest, bo nie jest pracą naukową, a esejem, mimo że jej autor jest profesorem politologii. Oczywiście, są oni przedstawieni pozytywnie, nie w kategoriach etycznych, a politycznych. Bo zdaniem autora ci czterej byli jedynymi w dotychczasowych dziejach świata naprawdę wybitnymi politykami. W końcowej części książki omówiono poglądy na politykę i moralność prezentowane przez Machiavellego, Hobbesa, Clausewitza, Webera, Schmitta i Morgenthaua.

16/52

Divo Barsotti "Misterium chrystianizmu"

Barsotti

Zawsze w Wielkim Poście czytam jakąś książkę religijną. Wielki Post już dawno minął, a omówienia takowej książki na moim blogu brak. Przyczyny są dwie. Pierwsza jest taka, że choć lekturę tego rodzaju książki zacząłem w pierwszej połowie Wielkiego Postu, to nie zdążyłem jej przeczytać przed Wielkanocą. Nie była to bowiem lekka lektura. I tu jest ta druga przyczyna. Skoro czytanie przychodziło z trudnością, to i pisanie recenzji nie mogło być łatwe.

To, że „Misterium Chrystianizmu” jest książką trudną, nie oznacza bycia książką złą. Wręcz przeciwnie, to bardzo dobra, chyba najlepsza, jaką przeczytałem w tym temacie. Jest to systematyczny wykład chrześcijańskiej (a ściśle katolickiej) teologii mistycznej  w ujęciu historii biblijnej i roku liturgicznego. Autor dobitnie wykazuje kompletność mistyki katolickiej i niekompletność mistyk naturalnych, żydowskiej, muzułmańskiej, a nawet prawosławnej. Szczególnie surowo odnosi się do antymistycznie nastawionego protestantyzmu. Zdaje się pozostawać w nurcie mistyki niemieckiej (choć jest Włochem). Wielokrotnie cytuje bezpośrednio i pośrednio nie tylko Pismo Święte (mocno dowartościowuje Stary Testament) oraz Ojców i Doktorów Kościoła ale także  Eckharta, Suzona i Silesiusa. Co ciekawe, nie znalazłem żadnych cytatów z Taulera, choć właśnie jego Kazania mi ta książka bardzo przypomina,tak tematyką, jak i stylem. Tyle tylko, że Barsotti jest o wiele bardziej systematyczny.

Warto zwrócić uwagę, że ks. Divo Barsotti, obecnie będący kandydatem na ołtarze, napisał tę książkę jako młody człowiek. W tym kontekście jest to dzieło zaskakująco dojrzałe. Szkoda tylko, że w Polsce od dawna nie jest wznawiane. Korzystałem z wydania z lat sześćdziesiątych, które niekiedy da się dostać w antykwariatach. Namawiam niniejszym Księgarnię Świętego Wojciecha na wznowienie tej świetnej książki. 


15/52

Jerzy Pietrkiewicz "Zdobycz i wierność"

 zdobycz i wierność

Rzadko się zdarza, że recenzuję nowości, a jeszcze rzadziej (w zasadzie po raz pierwszy wystąpił taki przypadek), że recenzuję nowości napisane przed sześcioma dziesiątkami lat? Paradoks? Owszem, ale wynikający z zawiłości ludzkich, a osobliwie polskich losów. Przypominam, że Pietrkiewicz, który jako poeta zadebiutował jeszcze w przedwojennej Polsce, w czasie wojny znalazł się w Wielkiej Brytanii i tam pozostał, odtąd tworząc poezję po polsku, a prozę po angielsku. Dzięki konsekwencji w tym wyborze w pełni przynależy do obydwu literatur. Stał się drugim po Conradzie polskim mistrzem angielskiego pióra.

Napisana w 1955 powieść „Loot and loyalty” została właśnie wydana w Polsce, w przekładzie Jacka Dehnela jako „Zdobycz i wierność”. Najlepszą recenzję tej książki dał sam tłumacz w posłowiu do niej, pozwolę więc sobie zacytować jego słowa: To, że mamy do czynienia z późnym przykładem powieści historycznej w typie sienkiewiczowskim, widać na pierwszy rzut oka. Jest wszystko, co trzeba: czasy panów szlachty, Kresy, ważne wydarzenia, makaronizmy, mieszanka etniczna i religijna; galeria oryginalnych postaci, raz wzniosłych, raz śmiesznych; kontusze, kirysy i kolasy. Słowem, jak mawiano złośliwie o Matejce: „polska szkoła historyczna Pancerz i łupież”. Tymczasem lektura bardzo prędko pokazuje, że to tylko pozór. Pietrkiewicz – przed wojną, jako młody chłopak, autor nadętego peanu na cześć Dmowskiego – napisał bowiem rzecz na wskroś nowoczesną, antybohaterską, idącą pod włos narodowych mitów. Sienkiewiczowski pastisz jest tylko kostiumem, spod którego wygląda wiek dwudziesty.

 14/52

Festiwal antynaukowej hucpy w Rybniku

W kategorii „Festiwale” opisuję z reguły wydarzenia pozytywne, które darzę sympatią, które mnie cieszą. W niektórych z nich uczestniczę, w innych chcę uczestniczyć, acz nie pozwalają mi okoliczności, jeszcze inne mniej mnie interesują, ale i tak mnie cieszą.

Dziś muszę opisać imprezę, która w ogóle mnie nie cieszy, do której nie mam ani grama sympatii, imprezę szkodliwą, która w ogóle nie powinna się odbyć. Wstyd mi za moje miasto, że takie kufno ma miejsce w najszacowniejszej rybnickiej placówce kultury – Teatrze Ziemi Rybnickiej. 

Główną gwiazdą imprezy, ukrywającej się pod zwodniczym mianem „Festiwalu Kultury Zdrowia” jest król szarlatanów Jerzy Zięba, który w rujnowaniu zdrowia Polaków dorównał już osławionemu Janowi Kwaśniewskiemu, a jeszcze nie powiedział ostatniego słowa. 

Kilka dni temu obchodziliśmy kolejną rocznicę śmierci Jacka Kaczmarskiego, jednego z największych polskich poetów wszech czasów. Przypominam, że Mistrz mógł jeszcze żyć i pisać, gdyby go nie wykończył szarlatan podobny występującym na jutrzejszym”festiwalu”.

Jesus Christ Superstar" jako przejaw kulturowego chrześcijaństwa

JCS

Faceebook mi przypomniał, że dwa lata temu grupa jakichś narwańców oprotestowalała wystawienie rockopery „Jesus Christ Superstar” w ramach obchodów 1050 lecia chrztu Polski. W związku z tym pozwalam sobie przypomnieć, co wtedy napisałem.

Za głupotę uważam walkę chrześcijan z kulturowym chrześcijaństwem. Musical o Chrystusie, nawet, gdy nie do końca odzwierciedla dogmaty wiary oceniam pozytywnie i pochwalam jego rozpowszechnianie. Nie wiem, jakie intencje mieli autorzy tego dzieła. Może faktycznie widzieli w Chrystusie tylko człowieka, swoistego hippisowskiego guru. A jednak to dzieło raczej buduje wiarę w Chrystusa niż ja burzy, przyciąga do Niego, a nie oddala. Dzieje się tak, gdyż Duch wieje kędy chce. Nie pierwszy to taki przypadek w historii. W XIX wieku Ernest Renan napisał z pozycji antychrześcijańskich „Żywot Jezusa”. A jednak lektura tego dzieła była dla wielu intelektualistów XIX i XX wieku elementem, często nawet początkiem drogi nawrócenia do Chrystusa. I tak właśnie jest i z tym musicalem. Ci co do Kościoła nie chodzą i literatury religijnej nie czytają, mogą dzięki jego obejrzeniu poczuć jakąś nic więzi z Chrystusem. Może ona będzie i wątła, ale nawet wątła nić nie pozostanie bez pożytku.

Zwalczając chrześcijaństwo kulturowe, którego przejawem jest ta rockopera, podcinamy gałąź, na której siedzimy. Bez chrześcijaństwa kulturowego nie będzie również chrześcijaństwa religijnego i duchowego. Łaska buduje nie tylko na naturze, ale też na kulturze.

Do napisania tych słów zainspirował mnie ówczesny wpis Krusejdera i dyskusja wokół niego.

Pierwszy z czterech celów osiągnięty

blog

W jednym ze styczniowych wpisów postawiłem sobie cztery cele dla moich internetowych przedsięwzięć na ten rok:

1. Wejście mojego głównego bloga do pierwszej setki rankingu blox.pl

2. Osiągnięcie stu subskrypcji na YouTube

3. Zgromadzenie trzystu członków w Grupie Udostępniania Ankiet naukowych

4. Zebranie stu polubień strony Refleksje o Postępie.

Z radością informuję, że pierwszy cel został osiągnięty. Po tygodniu 2-8 kwietnia blog Kultura Okiem Svetomira znalazł się na 82. miejscu rankingu blox.pl. Pora na realizację kolejnych celów. Obecnie subskrypcji mam 57, członków 219, a polubień 33. Szanse na realizację więc ciągle są. 

Wątek biblijny w "Koronie królów"

cudka

„Korona królów” rozkręca się. Oczywiście, pętają ją ramy gatunku i nigdy nie będzie dobrym serialem, zresztą nie może być dobrym serialem twór mający więcej niż 39 odcinków. Jednak jak na telenowelę jest już całkiem przyzwoita. Trzeba przyznać, że najbardziej zaszkodził jej ten doklejony na siłę pierwszy odcinek.

Teraz jednak akcja idzie wielowątkową i dobrze. Niektóre z tych wątków są bardzo interesujące. Mnie szczególnie zaciekawił wątek zaczerpnięty z Biblii, z Ksiąg nomen omen Królewskich (w Biblii Tysiąca Błędów dwie pierwsze z nich zwą się Księgami Samuela, ale ja się tu nie będę kierował BTB). Otóż Król Kazimierz, Cudka i Nimierza odtwarzają biblijny trójkąt Dawid-Batszeba-Uriasz.

11:1I stało się po roku tego czasu, gdy zwykli królowie wyjeżdżać na wojnę, posłał Dawid Joaba, i sługi swoje z nim, i wszystkiego Izraela, aby pustoszyli syny Ammonowe. I oblegli Rabbę, a Dawid został w Jeruzalemie.
11:2I stało się przed wieczorem, gdy wstał Dawid z łoża swego, a przechadzał się po dachu domu królewskiego, że ujrzał z dachu niewiastę, myjącą się; a ta niewiasta była bardzo piękna na wejrzeniu.
11:3Tedy posłał Dawid, pytając się o onej niewieście, i rzekł: Azaż to nie Betsabee, córka Elijamowa, żona Uryjasza Hetejczyka?
11:4Posłał tedy Dawid posły, i wziął ją. Która gdy weszła do niego, spał z nią; a ona się była oczyściła od nieczystoty swojej: potem wróciła się do domu swego.
11:5I poczęła ona niewiasta, a posławszy oznajmiła Dawidowi, i rzekła: Jam brzemienną.
11:6I posłał Dawid do Joaba mówiąc: Poślij do mnie Uryjasza Hetejczyka. I posłał Joab Uryjasza do Dawida.
11:7A gdy przyszedł Uryjasz do niego, pytał go Dawid jakoby się powodziło Joabowi, i jakoby się powodziło ludowi, i jakoby się powodziło wojsku.
11:8Nadto rzekł Dawid do Uryjasza: Idź do domu twego, a umyj nogi twoje. I wyszedł Uryjasz z domu królewskiego, a niesiono za nim potrawy królewskie.
11:9Ale Uryjasz spał przede drzwiami domu królewskiego ze wszystkimi sługami pana swego, i nie szedł do domu swojego.
11:10I opowiedziano Dawidowi, mówiąc: Nie szedłci Uryjasz do domu swego. I rzekł Dawid do Uryjasza: Azażeś ty nie z drogi przyszedł? przeczżeś wżdy nie szedł do domu twego?
11:11I rzekł Uryjasz do Dawida: Skrzynia Boża, i Izrael, i Juda zostawają w namiotach, a pan mój Joab, i słudzy pana mego w polu obozem leżą, a jabym miał wnijść do domu mego, abym jadł, i pił, i spał z żoną swą? Jakoś ty żyw, i jako żywa dusza twoja, żeć tego nie uczynię.
11:12Tedy rzekł Dawid do Uryjasza: Zostańże tu jeszcze dziś, a jutro cię odprawię. I został Uryjasz w Jeruzalemie przez on dzień, i nazajutrz.
11:13Potem go wezwał Dawid, aby jadł i pił przed nim, i upoił go: wszakże wyszedłszy w wieczór, spał na łożu swojem z sługami pana swego, a do domu swego nie wszedł.
11:14A gdy było rano, napisał Dawid list do Joaba, i posłał go przez ręce Uryjasza.
11:15A w liście napisał te słowa: Postawcie Uryjasza na czele bitwy najtęższej; między tem odstąpcie nazad od niego, aby będąc raniony umarł.
11:16I stało się, gdy obległ Joab miasto, postawił Uryjasza na miejscu, kędy wiedział, że byli mężowie najmocniejsi.
11:17A wypadłszy mężowie z miasta, stoczyli bitwę z Joabem, i poległo z ludu kilka sług Dawidowych, poległ też Uryjasz Hetejczyk,
11:18Tedy posłał Joab, i oznajmił Dawidowi wszystko, co się stało w bitwie.
11:19A rozkazał posłowi, mówiąc: Gdy wypowiesz królowi, co się stało w bitwie,
11:20Tedy jeźliby się król rozgniewał, a rzekłciby: Przeczżeście tak blisko przystąpili do miasta ku bitwie? azażeście nie wiedzieli, iż ciskają z muru?
11:21Któż zabił Abimelecha, syna Jerubbesetowego? izali nie niewiasta zrzuciwszy nań sztukę kamienia młyńskiego z muru, tak że umarł w Tebes? przeczżeście przystępowali do muru? Tedy rzeczesz: Sługa też twój Uryjasz Hetejczyk poległ.
11:22A tak poszedł poseł, i przyszedłszy oznajmił Dawidowi wszystko, z czem go był posłał Joab.
11:23I rzekł on poseł do Dawida: Zmocnili się przeciwko nam mężowie, i wyszli przeciwko nam w pole, a goniliśmy je aż do samej bramy.
11:24Wtem strzelili strzelcy na sługi twoje z muru, i zabito kilka sług królewskich, tamże i sługa twój Uryjasz Hetejczyk poległ.
11:25Tedy rzekł Dawid do posła: Tak powiesz Joabowi: Niech ci to serca nie psuje, boć tak miecz to tego, to owego pożera; następuj potężnie na miasto, i burz je, a dodawaj serca rycerstwu.
11:26A usłyszawszy żona Uryjaszowa, iż umarł Uryjasz, mąż jej, płakała męża swego.
11:27A gdy wyszła żałoba, posłał Dawid, i wziął ją w dom swój, i była mu za żonę, i porodziła mu syna. Ale to była zła rzecz, którą uczynił Dawid przed oczyma Pańskiemi.

Wszystko jednak wskazuje na to, że Kazimierz był mniej skuteczny od Dawida. W różnych znaczeniach tego słowa. Nie zmienia to jednak faktu, że to bardzo fajne nawiązanie biblijne. Lubię takie inspiracje biblijne, sprytnie wplecione w fabułę dziejącą się w Polsce.Innym przykładem tego rodzaju jest „Placówka” Bolesława Prusa,  która oparta jest na Księdze Hioba, co jednak mało kto dostrzega. 

 

Aparycjonizm egzorcyzmowy, czyli demoniczny

 

Aparycjonizm, czyli przywiązywanie nadmiernej wagi do objawień prywatnych jest chorobą pojawiającą się w różnych nurtach chrześcijaństwa, szczególnie jednak trapiącą Kościół katolicki. Cierpią na nią zarówno katolicy konserwatywni, jak postępowi, tak tradycyjni, jak charyzmatyczni. Rzecz znamienna, że od objawień starych, uznanych i statecznych jak Lourdes,Fatima, czy objawienia Św. Faustyny znacznie popularniejsze są nowe, nieuznane, niepewne, chaotyczne i niebezpieczne, jak Medjugorje, Garabandal, czy wizjonerki związane z księdzem Natankiem. Dla aparycjonistów treści płynące z objawień prywatnych stają się ważniejsze od treści podawanych przez Urząd Nauczycielski Kościoła, w jedyny autentyczny sposób interpretujący Biblię i Tradycję. Aparycjonizm sam w sobie nie jest herezją, ale wprost do herezji prowadzi. Katolik powinien do objawień prywatnych podchodzić ostrożnie. Trzeba bowiem pamiętać, że na każde 100 „objawień”90 to złudzenia, 9 to mamienie szatańskie, a tylko 1 to prawdziwe objawienie. 

Ostatnimi czasy obok klasycznego aparycjonizmu pojawiła się nowa jego odmiana, jeszcze dziwaczniejsza i jeszcze groźniejsza. W tej nowej odmianie aparycjonizmu źródłem „wiedzy religijnej” są już nie objawienia istot podających się za Chrystusa, Matkę Bożą, czy świętych, ale wypowiedzi szatana podczas egzorcyzmu. Zjawisko zostało zapoczątkowane w Niemczech w latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia wydaniem kuriozalnej książki „Ostrzeżenie z zaświatów”. W ostatnich latach ta choroba w szaleńczym tempie rozwija się w Polsce, a jej nosicielami są medialni egzorcyści, których nazwisk nie będę wymieniał, by nie robić im reklamy. Ja osobiście stosuję zasadę dystansu do treści głoszonych przez egzorcystów. Oni powinni działać cicho i dyskretnie. Jeśli jakiś egzorcysta,czy były egzorcysta wypowiada się w mediach,to jest to podejrzane. A jeśli jeszcze do tego powołuje się na informacje uzyskane od szatana w czasie egzorcyzmów, to jest to wielce podejrzane. 

Celnie ten nowy aparycjonizm punktuje ks. Grzegorz Strzelczyk: „Wielką porażką nauczania teologii w Polsce jest – moim zdaniem – to, że część absolwentów – katechetów i księży – jest skłonna bardziej ufać domniemanym wyznaniom „ojca kłamstwa” przekazywanym przez egzorcystów, niż nauczaniu biskupa Rzymu. Bekniemy (teologowie) za to w czyśćcu (zwłaszcza za bezczynność wobec tego zjawiska). Ciekawe czasy, ale jakoś mnie nie cieszą. Jeśli tak dalej pójdzie, to oryginalnym wkładem polskiej teologii będzie włączenie diabła do listy źródeł teologicznych – powyżej nauczania zwyczajnego Magisterium.”

Dlatego trzymajmy się Magisterium Kościoła, a nie uganiajmy się za nowinkami z podejrzanych źródełek,choćby sprawiały wrażenie wielce świątobliwych. 

Papież Franciszek o piekle

Pisałem ostatnio o tym, co papież Franciszek mówił o tatuażach i o aborcji, a dotąd nie napisałem nic o tym, co mówił o piekle, chociaż od kilku dni trąbią o tym media całego świata. A nie napisałem nic głównie dlatego,że właściwie nie wiem, co papież naprawdę powiedział o piekle. Wiem, jakie słowa przypisał mu Scalfari, znam też treść mętnego watykańskiego dementi, nadal jednak nie wiem, co papież powiedział.

Coś jednak wiem. Na podstawie tych dwóch, znanych mi tekstów mogę wywnioskować dwie rzeczy. Po pierwsze, papież coś o piekle powiedział. Po drugie, to co naprawdę powiedział, choć zapewne różniło się od wersji Scalfariego, też nie było całkiem ortodoksyjne. Skąd to wnoszę?

Gdyby papież nic o piekle nie mówił, zawarto by w  dementi taką informację. Gdyby zaś jego wypowiedź była w pełni ortodoksyjna, to by ją zacytowano.

Skoro jednak nie wiemy, co papież powiedział nie możemy wprost uznać, że jest heretykiem i utracił urząd. Możemy jednak uznać, że jest podejrzany o herezję i traktować go z należytą ostrożnością. 


Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij