Msza pielgrzymki kapłanów norweskich na Jasną Górę 10 IX 2019. Zwraca uwagę chorał gregoriański, nadający całej Mszy, choć sprawowanej w języku narodowym, dostojny, wręcz na swój sposób quasitradycyjny charakter. Chyba jest użyta III Modlitwa Eucharystyczna, ale nie jestem pewien. Minusem jest recytowana prefacja.
Marek Krajewski – Mock. Pojedynek

Spodziewałem się kryminału. Kupiłem tę książkę jako pierwszy tom serii kryminałów. Dostałem powieść obyczajowo-propagandową z dużą liczbą motywów erotycznych i pretekstowym wątkiem kryminalnym.
Nie lubię propagandy w powieściach. W ogóle nie lubię propagandy. Propagandy antypojedynkowej nie lubię szczególnie. Bo pojedynki są jednym z ostatnich reliktów etosu rycerskiego. A etos rycerski lubię. Do tego stopnia nie lubię propagandy antypojedynkowej, że napisałem kiedyś polemikę z paszkwilem na Boziewicza. Pismo, które ów paszkwil opublikowało, odmówiło, rzecz znamienna publikacji mojej polemiki. To nic, ukazała się gdzie indziej. Teraz polemiki nie napiszę. Nie pisze się polemik z powieściami. Za to dam słabą ocenę. Tyle mogę. A szkoda, bo dotąd uważałem Krajewskiego za najlepszego polskiego kryminalistę.
32/52
* * *
Kolejne spojrzenie na rybnickie murale
O rybnickich muralach pisałem już tu i tu. Dziś kolejna ich porcja. Przedstawiam między innymi murale pod mostem zrobione na zamówienie miasta oraz mural, który wywołał pierwszą w Rybniku awanturę o sztukę.
Książki dobre, książki lubiane
Pisanie o literaturze to nie tylko recenzowanie poszczególnych tytułów. Czasami wypada też skrobnąć wpis ogólniejszej natury. Taki będzie wpis dzisiejszy.
Na książkowych forach i grupach często pojawia się prośba o wskazanie dobrych pisarzy. Ludzie najczęściej polecają wtedy pisarzy, których lubią. A to nie to samo. Grupy pisarzy, których lubimy i pisarzy, których uważamy za dobrych pokrywają się częściowo, ale nie całkowicie. Przedstawię to na przykładzie mojego stosunku do twórczości czterech znanych pisarzy polskich.
1. Olga Tokarczuk to pisarka której twórczość zarówno lubię, jak i cenię. Uważam ją za jedną z dwojga najwybitniejszych, żyjących pisarzy polskich, a jednocześnie czytam jej książki z przyjemnością.
2. Jakub Żulczyk, to z kolei pisarz, którego cenię, ale nie lubię. Jego książki są bardzo dobre, ale ich czytanie mnie boli. Przeczytałem dwie („Instytut” oraz „Ślepnąc od świateł”) i więcej raczej nie przeczytam.
3. Andrzej Pilipiuk to pisarz piszący słabe książki, które świetnie się czyta. Lubię jego twórczość, choć wiem, że wielka literatura to to nie jest.
4. Remigiusz Mróz pisze książki złe i w czytaniu przykre. Tej twórczości ani nie cenię, ani nie lubię.
Myślę, że to zestawienie klarownie objaśniło różnicę między tym co lubimy, a tym, co cenimy.
Szczebrzeszyn
Kolejne ważne miejsce na trasie naszej sierpniowej wyprawy po Roztoczu. Szczebrzeszyn, miasto, w którym brzmi chrząszcz, do czego nawiązania znajdują się poniżej. A poza tem kościoły, kaplice, cerkiew i knajpa.
Szczepan Twardoch – Królestwo

Tę książkę, podobnie jak wcześniej poprzedzającego ją „Króla” przeczytałem dopiero w czasie letnich wakacji, choć dostałem pod choinkę. Wiedziałem bo wiem z doświadczenia, że proza Twardocha lekka nie jest i uważnej wymaga lektury.
Ciekawa jest forma tej książki, przybierająca orientalną formę opowieści kilku narratorów pierwszoosobowych, będących zarazem pierwszoplanowymi jej bohaterami, formę znaną choćby z prozy Szaloma Asza, czy Orhana Pamuka. Temnzabieg formalny jest zrozumiały, zważywszy że narratorami tymi są Żydzi, należący wszak, przynajmniej częściowo, do Orientu. Tyle tylko, że typowe opowieści orientalne, nawet te literackie, są znacznie pogodniejsze od historii opowiedzianej w „Królestwie”. No ale co może być pogodnego w opowieści z piekła? A Warszawa w ostatnich latach II wojny światowej była piekłem. Najpierw dla Żydów (którzy wszak są i narratorami i bohaterami tej powieści) a potem dla wszystkich.
Jakiś polski nacjonalista mógłby tę książkę uznać za antypolską. Nie tylko bowiem zarzuca ona Polakom zbrodnie na Żydach, ale też otwarcie neguje dominujący w Polsce model patriotyzmu. Nie jest to jednak książka antypolska, a raczej antynarodowa. Kwintesencją przekazu tej książki w sprawach narodu, nacjonalizmu, ojczyzny i patriotyzmu jest opis poglądów jednej z postaci epizodycznych:
Stary Konopka pozostał po niemieckiej stronie powojennej granicy mimo propolskich sympatii, bo posiadał tu dom i pracę, co wydawało się mu o wiele ważniejsze od narodowości, którą uważał za coś drugorzędną, za coś w rodzaju hobby (chociaż nie znał tego słowa), jak gra w skata albo hodowla gołębi, coś, czym można się zajmować po wypełnieniu obowiązków.
Ten cytat odzwierciedla poglądy wielu Ślązaków, w tym moje i zapewne także samego Twardocha. To nas odróżnia od „rychtyk Poloków”.
31/52
* * * * *
Zwierzyniec
Niewielki Zwierzyniec był bazą naszej wyprawy na Roztocze. Dlatego jemu poświęcam dość sporą galerię zdjęć. Pisać wiele nie będę, jedynie tyle powiem, że kojarzył mi się z Królowym Mostem, a to dla mnie dobre skojarzenia.
Dwa małe skanseny
Lubię odwiedzać skanseny, zwłaszcza małe. W tym roku byłem w dwóch na Roztoczu: w Biłgoraju i we Floriance. Ten drugi, nie jest formalnie skansenem, a izbą leśną, ale podobał mi się bardziej, bo jest otwarty na XX wiek. A ja uważam, ze skanseny powinny być otwarte na wiek XX, bo w przeciwnym razie zabytki z tego okresu zginą, a odbiorcy będą mieli luki w wiedzy.
Jakub Żulczyk – Ślepnąc od świateł

Znałem kiedyś przelotnie Górala, który regularnie pijał herbatę po góralsku. Była to jednak bardzo specyficzna odmiana herbaty po góralsku, a mianowicie herbata z wódką bez herbaty. Podobnie jest z tą książką. Jest to mianowicie urban dark fantasy bez fantasy. Nie horror, nie thriller, ale urban dark fantasy bez fantasy. W dark fantasy przedstawione są światy pozbawione dobra. Jest tylko większe zło i mniejsze zło. Dobra nie ma. I taka właśnie jest Warszawa w powieści Żulczyka.
Formalnie to fragment dziennika narkotykowego dilera obdarzonego fenomenalną pamięcią, którą regularnie ćwiczy. Jest przy tem niewiarygodnym cynikiem przekonanym, że wszyscy ćpają i wszyscy kierują się w życiu wyłącznie motywacjami finansowymi. Ten cynik jest przekonany, że ma kontrolę nad swoim życiem i otoczeniem. A jednak od pewnego momentu wszystko mu się wali…
Tak naprawdę to nie jest powieść o dilerze. To jest powieść o Warszawie. O mrocznej Warszawie. Trochę pod tym względem podobna do „Złego” Tyrmanda. Nie tylko zresztą pod tym. To jest ten styl, ten gatunek, ten mrok.
Nie jest to jednak mój styl, dlatego też, choć doceniam warsztat, piątki nie dam.
* * * *
33/52
Aldous Huxley – Nowy wspaniały świat

Są takie książki, które dawno już powinniśmy przeczytać, ale jakoś nam to dotąd nie wyszło. W moim przypadku wysokie miejsce na tej liście zajmował „Nowy wspaniały świat” Aldousa Huxleya. W końcu go przeczytałem.
Trochę mnie ta książka zawiodła. Jako antyutopia w wersji soft ( w odróżnieniu od „Roku 1984”, który jest antyutopią w wersji hard) przegrywa rywalizację zarówno z „Zamkniętym światem” Roberta Silverberga, jak i kilkoma powieściami Janusza Zajdla „Paradyzja”, „Limes Inferior”, „Cała prawda o planecie Ksi”. Wszystkie one są spójniejsze i bardziej przekonywające. Ratuje ją jedynie to, że jest od tamtych dużo wcześniejsza. Wydaje mi się też słabsza od innych dzieł Huxleya, np. „Szarej eminencji”. Nie jest dla mnie w żadnym stopniu prorocza (wszystkie interpretacje sugerujące, że dzisiejsza rzeczywistość przypomina tę z książki są mocno naciągane), ani tym bardziej nie jest żadnym „programem wprowadzania NWO”.
Co mi się w tej książce spodobało, to sposób przedstawienia Mustafy Monda (wszystkie inne postacie są strasznie płaskie i schematyczne). Przypomina nieco Jej Ekscelencję z „Seksmisji” (tez zresztą antyutopii), tyle że bez tej karykaturalności. Najważniejszym przesłaniem tej powieści jest dla mnie to, że funkcjonowanie społeczności ludzkiej bez religii nie jest na dłuższą metę możliwe. O tym właśnie nam mówi postać Mustafy Monda.
Może jednak być i tak, że do pełnego zrozumienia „Nowego wspaniałego świata” potrzebuję jeszcze lektury „Wyspy”. Postaram się to wkrótce sprawdzić.
30/52
* * * *