Małgorzata Borkowska OSB – Od Radegundy do Julianny

20190911_081344

Książki religijne są dwojakiego rodzaju. Mogą albo dostarczać wiedzy religijnej, albo formować postawy religijne. Typy te jednak rzadko występują w postaci czystej. Najczęściej książka religijna zasadniczo pełni jedną z tych dwóch ról, ale zawiera jakieś elementy drugiej.

Praca siostry Borkowskiej „Od Radegundy do Julianny” pełni dwie wskazane wyżej role literatury religijnej mniej więcej po równo. Dostarcza sporo wiedzy o życiu średniowiecznych zakonnic i o średniowieczu w ogólności, jednocześnie zawierając mnóstwo praktycznych wskazówek, które dzisiejszy czytelnik, nie tylko zakonny, ale także świecki (myślę, że przedewszystkiem świecki) może wykorzystać w swoim życiu duchowym. Ogólnie, jest to bardzo dobra książka dla oczytanych katolików. Nieoczytanych i niekatolików raczej nie zainteresuje. Dodatkową zaletą tej książki jest zwięzła, ale konkretna bibliografia, ułatwiająca czytelnikowi samodzielne pogłębienie tematu.

Autorka przedstawiła w książce sylwetki kilkunastu średniowiecznych zakonnic, głownie mniszek, ale także kanoniczek, rekluzek, beginek i jedną założycielkę zakonu, która sama zakonnicą zostać nie zdążyła. Jest to grono różnorodne. Niektóre są kanonizowane, inne nie, niektóre były mistyczkami, inne nie, niektóre pozostawiły po sobie pisma, inne nie. Jak to w życiu. Książka ukazuje też, że idee Serca Jezusowego i Miłosierdzia Bożego nie pojawiły się dopiero w nowożytnych objawieniach prywatnych, ale są obecne w żeńskiej mistyce katolickiej od średniowiecza.

34/52

* * * * *

Jabłko

apple fruit healthy food
Photo by Bruno Scramgnon on Pexels.com

By zaoszczędzić jabłku cierpienia
Spożywać trzeba je bez gryzienia,
Bez cięcia, tarcia i obierania,
Inaczej próżne Wasze starania.

Dedykuję europosłance partii Wiosna do przemyślenia

Biłgoraj

Kontynuując moje wspomnienia z Roztocza, dziś zaglądam do Biłgoraja. Jedno z najfajniejszych tamtejszych miast. Szczególne wrażenie zrobił na mnie Kościół św. Jerzego, zwany kościółkiem, który kiedyś był cerkwią.

 

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Książki, z którymi się męczę

Do moich ubionych książek należą okołonaukowe eseje, szczególnie humanistyczne. Większość z nich czyta mi się doskonale, choć niektóre z nich są niełatwą lekturą. Bywają jednak i takie, przez które nie potrafię przebrnąć przez wiele miesięcy. Teraz mam takich pięć. Wszystkie poruszają interesujące dla mnie tematy, a mimo to męczę się z ich czytaniem.  Oto te książki:

1. Henryk Markiewicz – Jeszcze dopowiedzenia

2. Jacek Łukasiewicz- Szmaciarze i bohaterowie

3. Marek Dziekan – Złote stolice Arabów

4. David Foster Wallace  – Rzekomo fajna rzecz, której nigdy więcej nie zrobię

5. Leszek Kołakowski – Czy diabeł może być zbawiony i 27 innych kazań.

Druga i piąta są może dla mnie za trudne, trzecia i czwarta poruszają tematy na których zbyt słabo się znam, a pierwsza jest napisana zbyt szorskim stylem, a jednak czuję, że te wyjaśnienia są niewystarczające. W sumie nie wiem, dlaczego akurat z tymi książkami się męczę.

Rybnik pod Krzyżem

W Święto Podwyższenia Krzyża Świętego w całej Polsce odbywało sie wydarzenie „Polska pod Krzyżem”. Również w Rybniku. Byłem tam. Rzecz znamienna, celebransom Mszy tak się spieszyło, że wybrali dwójeczkę po to, by po Komunii móc sobie przez kwadrans poprzemawiać. Ale przynajmniej pieśni były na tej Mszy przyzwoite, choć z gitarkami. A poszedłem tam, bo rzecz się działa w moim ulubionym średniowiecznym kościółku.

 

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

 

Grabownia

Warszawa ma 1,8 mln mieszkańców i 18 dzielnic, Rybnik ma 140 tys. mieszkańców i 27 dzielnic. Nic dziwnego, że mało który rybniczanin zna je wszystkie, a umiejscowienie niektórych może stwarzać problemy mieszkańcom przeciwległego końca miasta. Dziś prezentuję kilka zdjęć jednej z najmniejszych i najmniej znanych dzielnic Rybnika – Grabowni. Wczoraj jedno z tych zdjęć wrzuciłem na FB, z pytaniem, gdzie to jest i nikt z moich znajomych nie udzielił konkretnej odpowiedzi.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Msza po norwesku z Jasnej Góry

Msza pielgrzymki kapłanów norweskich na Jasną Górę 10 IX 2019. Zwraca uwagę chorał gregoriański, nadający całej Mszy, choć sprawowanej w języku narodowym, dostojny, wręcz na swój sposób quasitradycyjny charakter. Chyba jest użyta III Modlitwa Eucharystyczna, ale nie jestem pewien. Minusem jest recytowana prefacja.

Marek Krajewski – Mock. Pojedynek

752834-352x500

Spodziewałem się kryminału. Kupiłem tę książkę jako pierwszy tom serii kryminałów. Dostałem powieść obyczajowo-propagandową z dużą liczbą motywów erotycznych i pretekstowym wątkiem kryminalnym.

Nie lubię propagandy w powieściach. W ogóle nie lubię propagandy. Propagandy antypojedynkowej nie lubię szczególnie. Bo pojedynki są jednym z ostatnich reliktów etosu rycerskiego. A etos rycerski lubię. Do tego stopnia nie lubię propagandy antypojedynkowej, że napisałem kiedyś polemikę z paszkwilem na Boziewicza. Pismo, które ów paszkwil opublikowało, odmówiło, rzecz znamienna publikacji mojej polemiki. To nic, ukazała się gdzie indziej. Teraz polemiki nie napiszę. Nie pisze się polemik z powieściami. Za to dam słabą ocenę. Tyle mogę. A szkoda, bo dotąd uważałem Krajewskiego za najlepszego polskiego kryminalistę.

32/52

* * *

Książki dobre, książki lubiane

Pisanie o literaturze to nie tylko recenzowanie poszczególnych tytułów. Czasami wypada też skrobnąć wpis ogólniejszej natury. Taki będzie wpis dzisiejszy.

Na książkowych forach i grupach często pojawia się prośba o wskazanie dobrych pisarzy. Ludzie najczęściej polecają wtedy pisarzy, których lubią. A to nie to samo. Grupy pisarzy, których lubimy i pisarzy, których uważamy za dobrych pokrywają się częściowo, ale nie całkowicie. Przedstawię to na przykładzie mojego stosunku do twórczości czterech znanych pisarzy polskich.

1. Olga Tokarczuk to pisarka której twórczość zarówno lubię, jak i cenię. Uważam ją za jedną z dwojga najwybitniejszych, żyjących pisarzy polskich, a jednocześnie czytam jej książki z przyjemnością.

2. Jakub Żulczyk, to z kolei pisarz, którego cenię, ale nie lubię. Jego książki są bardzo dobre, ale ich czytanie mnie boli. Przeczytałem dwie („Instytut” oraz „Ślepnąc od świateł”) i więcej raczej nie przeczytam.

3. Andrzej Pilipiuk to pisarz piszący słabe książki, które świetnie się czyta. Lubię jego twórczość, choć wiem, że wielka literatura to to nie jest.

4. Remigiusz Mróz pisze książki złe i w czytaniu przykre. Tej twórczości ani nie cenię, ani nie lubię.

Myślę, że to zestawienie klarownie objaśniło różnicę między tym co lubimy, a tym, co cenimy.

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij