Tygodnik Zamojski

Niniejszym tekstem symbolicznie zamknę cykl wspomnień z mojego zeszłorocznego pobytu na Roztoczu. Zazwyczaj zwiedzając, staram się poznać także miejscową prasę lokalną. W tym przypadku wybrałem właśnie „Tygodnik Zamojski”. Później, już nieplanowany dołączył do niego „Katolicki Głos z Biłgoraja” omówiony w poprzednim wpisie.

TZ to właściwie dwa pisma w jednym. Połowa numeru poświęcona jest sprawom lokalnym, podobnie jak w każdym innym tygodniku regionalnym w Polsce. Zaskoczeniem jest druga połowa. Otóż jest to normalne pismo kolorowe o tematyce ogólnopolskiej, a nawet światowej, w stylu „Życia na Gorąco”. Są tu plotki z życia gwiazd, opowiadania romansowe, historie kryminalne i artykuły historyczne. Dzięki temu pismo jest interesujące nie tylko dla czytelników lokalnych, ale i dla turystów.

Katolicki Głos z Biłgoraja

Już minął prawie rok od naszego pobytu na Roztoczu, a ja nadal nie ukończyłem blogowego opracowania tematów stamtąd przywiezionych. A więc zabieram się do tego kończenia. Ten tekst będzie przedostatni.

Dwa numery miesięcznika „Katolicki Głos z Biłgoraja” (lipiec i sierpień 2019) otrzymałem od przemiłego księdza z kościoła świętego Jerzego. Miesięcznik ten jest wydawany wspólnie przez pięć biłgorajskich parafij i jest to pomysł doskonały, bo zapewnia pismu dużo wyższy poziom profesjonalizmu niż dostępny dla gazetek parafialnych. „Głos” porusza zarówno tematy biłgorajskie, jak i ogólnokościelne. W tych dwóch numerach znalazłem relacje z biłgorajskich procesyj i odpustów, ale także teksty o dominujących motywach pobożności katolickiej na dany miesiąc (Krew Chrystusa i Wniebowzięcie NMP) oraz katolickich mistyczkach: Marii Simmie i Natuzzie Evolo. Domyślam się, że są to stałe cykle. Zazdroszczę mieszkańcom Biłgoraja takiego pisma.

Zagrożone symbole – heksagram

Symboloklaści tak piszą o heksagramie: GWIAZDA SZEŚCIORAMIENNA (HEKSAGRAM). Gwiazda taka, nawiązująca również do pieczęci króla Salomona, uważana jest za jeden z najpotężniejszych symboli w okultyzmie. Niektórzy okultyści mówiąc o heksagramie wskazują na to, że jest on złożony z dwóch trójkątów równoramiennych, wpisanych w okrąg. Sam okrąg dodaje siły i podnosi znaczenie. Trójkąt zwrócony szczytem ku górze (tzw. trójkąt przekazujący) symbolizuje męskość, drugi zaś – zwrócony ku dołowi – jest odbiorczy i symbolizuje żeńskość. W połączeniu oznacza to przekazywanie i kontynuację procesu życiowego. Obydwa te trójkąty są także symbolami wody i ognia oraz dobrych i złych duchów. Heksagram, zwany także „pieczęcią Salomona”, był często wykorzystywany przez Żydów w niewoli babilońskiej, lecz nie miał on wtedy znaczenia okultystycznego. Natomiast niezaprzeczalnie jest jego powiązanie z kabałą. Jest on wykorzystywany na kartach Tarota i innych przedmiotach potrzebnych do praktyk okultystycznych. Jest on bardzo chętnie stosowany jako ozdoba i noszony jako medalion na szyi.

A jednak …

Heksagram jest nie tylko symbolem żydowskim, ale i chrześcijańskim. I to bardzo ciekawym symbolem chrześcijańskim charakteryzującym się dużym bogactwem znaczeń. Siostra Dorothea Forstner OSB pisze: Symbolika liczby sześć odnosi się także do utworzonych z niej figur heksagonu (sześcioboku) i heksagramu (sześcioramiennej gwiazdy). Ta ostatnia składa się z dwóch skrzyżowanych trójkątów równoramiennych i ma zarówno jako prastary święty znak pitagorejczyków, jak i jako znak Izraelitów, znaczenie szczególne. Jeszcze dzisiaj zdobi on wszystkie synagogi, a według żydowskiego przekazu znajdował się już nad wysoką bramą świątyni w Jerozolimie. Przekaz ten potwierdza moneta z 132 r. po Chr. na której jest wybity portal świątyni z umieszczoną na nim gwiazdą sześcioramienną. Według legendy heksagram sięga czasów Salomona i Dawida. W literaturze żydowskiej pojawia się po raz pierwszy w 1148 r. jako „tarcza Dawida”. Znak ten był, jak się wydaje, symbolem tajemniczego „Metatronu” (μετὰθρóνος – ten, który stoi najbliżej tronu Boga), którego można nieomal utożsamiać z „aniołem wielkiej rady”. Według poglądów wielu Ojców Kościoła można w nim upatrywać drugą osobę Boską w takim stopniu, w jakim była ona już w Starym Przymierzu bliska ludowi wybranemu. Żydzi żyjący w naszych czasach nadal używają heksagramu jako ornamentu lamp szabasowych i innych przedmiotów i jako talizmanu umieszczanego nad drzwiami. Określenie „tarcza Dawida” albo „pieczęć Salomona” jest niejasne, jednak ranga tego znaku w kulcie żydowskim pozwala przypuszczać, że zawiera on tajemnicze określenie Boga, a może nawet wskazuje na tajemnicę Trójcy Świętej. W końcowym błogosławieństwie żydowskiej liturgii porannej głosi się chwałę Jahwe nazywając go „Tarczą Dawida”. Koło zaś, jako symbol niezmiennego Boga, w połączeniu z trójkątami równobocznymi wpisanymi w κῠ́κλος, miałoby wskazywać na wyższe imię Boga, które brzmi: „Trzech w Jednym, Jeden w Trzech”. Arabowie nazywają heksagram „pieczęcią wielkiego króla”. Często jest oficjalną pieczęcią rabinów. Salomon miał ujarzmiać złe duchy i przymuszać je do swej służby za pomocą pierścienia, który nosił imię Boga wyrażone figurą złożoną z dwóch trójkątów równoramiennych. Co się zaś tyczy wspomnianej wyżej symboliki liczby sześć, to o niej Forstner pisze tak: Pitagorejczycy uważali także liczbę sześć za doskonałą, gdyż znajduje się w środku liczb parzystych, między dwójką i dziesiątką. Będąc zdolna do rodzenia nowych liczb, symbolizuje, podobnie jak piątka, małżeństwo, tam 2 + 3, tu dwa razy trzy, a więc połączenie się pierwszej liczby parzystej i nieparzystej. Ponadto części szóstki, które dodawane i mnożone zawsze dają liczbę całą, służyły za materiał do najprzeróżniejszych fantastycznych spekulacji. W Piśmie Świętym szóstka ma znaczenie jako liczba dni stworzenia, zwłaszcza szósty dzień jako dzień stworzenia człowieka. Wyróżnia się też sześć wieków świata, które miały odpowiadać sześciu dniom stworzenia. W szóstym wieku świata został stworzony człowiek. Także my będziemy w nim na nowo przez chrzest święty stworzeni na podobieństwo naszego Stwórcy. Baldock pisze krótko: Sześć dni stworzenia, gotowość i (lub) spełnienie, doskonałość, jako że jest to suma pierwszych trzech cyfr: 1+2+3=6. Lurker w zasadzie powtarza to, co pisze już i Forstner, z nowośći dodaje zaś co następuje: Przez analogię do dni stworzenia średniowiecze chrześcijańskie mówi o sześciu okresach w dziejach świata: od Adama do Noego, od Noego do Abrahama, od Abrahama do Dawida, od Dawida do niewoli babilońskiej, od niewoli babilońskiej do narodzenia Chrystusa i od narodzenia Chrystusa do końca świata. Co więcej, również życie człowieka dzieli się na sześć okresów: infantia, pueritia, adolescentia, juventus, virilitas i senectus. Biedermann, omawiając heksagram nie wspomina o jego ewentualnych znaczeniach chrześcijańskich, a o liczbie sześć wspomina po części to, co znamy już od Forstner, dodaje jednak jedną ciekawostkę: Sześć dzieł miłosierdzia wymienionych w Ewangelii wg św. Mateusza (25, 35-37) należy do względnie nielicznych szeregów symbolicznych w Europie opartych na szóstce [Zgodnie z tradycją wymienia się jednak siedem dzieł miłosierdzia, dodając do podanych w Ewangelii pochówek zmarłych – red.].

Tak rozległa symbolika wymaga więc pewnego systematycznego podsumowania. Po pierwsze i najważniejsze heksagram symbolizuje Jezusa Chrystusa, na co wskazują następujące przesłanki:

1. Heksagram, zwłaszcza umieszczony w okręgu jest symbolem wybitnie solarnym, a więc, jak inne symbole solarne, wskazuje wyraźnie na Chrystusa, nazwanego przez Zahariasza Słońcem wschodzącym z wysokości.

2. W tradycji żydowskiej heksagram wskazuje na Dawida i Salomona. Z kolei w tradycji chrześcijańskiej zarówno Dawid, jak i Salomon są jednymi z najważniejszych figur Chrystusa. Symbol wskazujący na Dawida i Salomona, wskazuje jednocześnie na Chrystusa.

3. Heksagram to dwa połączone ze sobą jednakowe trójkąty. To połączenie dwóch jednakowych figur wskazuje na dwie natury Chrystusa – Boską i ludzką.

4. Heksagram wykazuje wyraźną paralelę do monogramu chi-jota ( na obrazku powyżej), jednego z monogramów chrystusowych powstałego z pierwszych liter greckich słów ΙΗΣΟΥΣ ΧΡΙΣΤΟΣ. Gdy połączymy każdy wierzchołek heksagramu z wierzchołkiem naprzeciwległym, uzyskamy ten właśnie monogram.

5.Sześć wierzchołków heksagramu odpowiada sześciu literom greckiego imienia ΙΗΣΟΥΣ.

6.Wspomniane przez Biedermanna sześć dzieł miłosierdzia również łączą liczbę sześć, a więc i heksagram z Jezusem Chrystusem.

7. Wspomniany przez Forstner związek heksagramu z Metatronem, będącym jakby starotestamentowym obrazem Chrystusa domyka chrystologiczne znaczenie heksagramu.

Po drugie, heksagram symbolizuje Trójcę Świętą, bo składa się z dwóch trójkątów równoramiennych lub równobocznych, z których każdy właśnie Trójcę oznacza.

Po trzecie heksagram przedstawia chrześcijańską historiozofię, odnosząc się do sześciu dni stworzenia, sześciu epok świata, sześciu epok ludzkości i sześciu etapów życia człowieka.

Po czwarte, heksagram przedstawia chrześcijańską etykę, odnosząc się do ewangelicznych sześciu dzieł miłosierdzia.

Po piąte w końcu, przedstawia chrześcijańską mistykę: jeden trójkąt oznacza wstępowanie człowieka ku Bogu, a drugi zstępowanie Boga ku człowiekowi.

Skoro heksagram jest symbolem tak bogatym w znaczenia, nasuwa się od razu myśl wykorzystania go jako pomocy w medytacji. Wykorzystuje to psychoanaliza. Jak pisze Biedermannn: Psychoanaliza traktuje heksagram, zwłaszcza wpisany w okrąg, jako znak graficzny, swego rodzaju mandalę, prostą pomoc w medytacji. Medytacja chrześcijańska oparta na heksagramie może być połączeniem rozważania nad jego rozlicznymi znaczeniami z wizualizacją samego symbolu.

Jest jeszcze coś w tym symbolu. Skoro z jednej strony intensywnie wykorzystują go żydzi, a z drugiej ma on tak silne związki z Jezusem Chrystusem, to może żydzi, choć po ludzku biorąc, odrzucają Chrystusa, to może w istocie odrzucają Go nie do końca, ale na jakimś nieuświadomionym, ukrytym poziomie utrzymują z Nim więź i być może ta więź na końcu czasów rozbłyśnie pełnym blaskiem, wszak jest zapowiedziane , że w końcu żydzi przyjdą do Chrystusa. Ten ostatni akapit, to tylko moje spekulacje, ale chyba nie tak całkiem pozbawione sensu.

hp photosmart 720

Miałem sen 2

Niedawno miałem sen na temat Czeskosłowackiego Kościoła Husyckiego. Rzadko miewam tak wyraziste sny, a jeszcze rzadziej je rano tak dobrze pamiętam. Otóż w tym śnie byłem na liturgii husyckiej w jednej z kilku ostrawskich świątyń tego wyznania, niestety nie pamiętam, w której dokładnie.Liturgię sprawowała młoda fararzka. Na Słowa Ustanowienia klęczałem, jak wszyscy w świątyni. Po liturgii fararzka podeszła do mnie i pyta mnie, czemu klęczałem, skoro jestem katolikiem, czyżbym uznawał ważność husyckiego Przeistoczenia. Ja na to, że zasadniczo nie uznaję, bo nie mają ważnej sukcesji apostolskiej, a jedynie wielce wątpliwą sukcesję, prezbiterską, ale wolę klęczeć, bo a nuż by się okazało, że to jednak jest ważne. I teraz zaczyna się najciekawsze. Ona na to:
-Oprócz sukcesji prezbiterskiej mamy też ważną sukcesję apostolską przez drugiego patriarchę Gustava Adolfa Procházkę.
Ja na to:
-Wiem, że patriarcha Gustav Adolf Procházka przyjął ważne święcenia biskupie w Liberalnym Kościele Katolickim, ale po tych święceniach został odsunięty od konsekracji biskupich w Waszym Kościele i ta linia sukcesyjna wygasła wraz z jego śmiercią.
A ona na to:
-Oficjalnie tak było, ale po cichu wszyscy ówcześni biskupi przyjęli od niego konsekrację i odtąd mamy ważną sukcesję.

Zagrożone symbole – swastyka

O swastyce tropiciele „zagrożeń duchowych” piszą tak: SWASTYKA (ZŁAMANY KRZYŻ). Symbol mający pochodzenie starożytne. Występował w Indiach i u Celtów – jako znak słońca i ognia. Później przedstawiał cztery wiatry, cztery pory roku i cztery kierunki świata. Obecnie ramiona tego „złamanego krzyża” zostały przesunięte w przeciwnym kierunku, by przedstawić elementy lub siły zwracające się przeciwko naturze i harmonii. Symbol ten jest używany przez grupy neonazistowskie i okultystyczne.

A jednak …

Choć swastyka jest przede wszystkim w niektórych kulturach symbolem pogańskim (głównie dźinijskim, ale także buddyjskim i hinduistycznym), a w innych całkowicie świeckim, miała jednak w historii znaczenie jako symbol chrześcijański, a w stopniu minimalnym funkcjonuje w tym znaczeniu do tej pory. Niepodpisany autor hasła „swastyka” w pewuenowskiej encyklopedii „Religia” pisze lakonicznie: W pierwszych wiekach chrześcijaństwa swastyka była jednym z jego symboli. Biedermann napomyka jedynie tyle: Sekty gnostyckie schyłku starożytności posługiwały się swastyką złożoną z nóg ugiętych w przyklęku jako znakiem tajemnym. Nieco więcej szczegółów podaje Forstner: W ornamentyce kościelnej w epoce dominującego stylu romańskiego, w którym zastaje się jeszcze stare figury magiczne, traktowano swastykę jako znak chroniący przed szatanem. Baldock i Lurker o swastyce nie wspominają w ogóle. Niekiedy można znaleźć swastykę jako ornament, zaczerpnięty zdaje się ze sztuki ludowej, jeszcze w dziewiętnastowiecznych wystrojach kościołów. Z takim przypadkiem mamy do czynienia w bazylice Świętej Trójcy w Krakowie, która, choć gotycka, wyposażenie ma neogotyckie. W tym konkretnym miejscu motyw ten mógł być zapożyczony z Podhala, gdzie swastyka była do 1939 popularnym motywem zdobniczym znanym jako „krzyżyk niespodziany”. Symbol ten ma charakter solarny, jest więc otwarty na chrześcijańska interpretację, jednak obecnie, wskutek jego totalnego zawłaszczenia przez niemiecki nazizm (swastyka jest w tej chwili powszechnie kojarzona z tą ideologią, o jej dźinijskim znaczeniu mało kto słyszał, a co dopiero o chrześcijańskim) nie widzę możliwości rozwijania jego zastosowania jako symbolu chrześcijańskiego. Obrona chrześcijańsko rozumianej swastyki musi się ograniczyć do zachowywania jej w tych przedstawieniach, w których jest obecna od wieków.

Kwadrans w Karwinie

Dwa tygodnie temu spędziłem kwadrans w Karwinie. A właściwie na galerii karwińskiego Tesco. Wydałem niecałe dwieście koron. W trafice kupiłem tabakę i „Rytmus života”, w księgarni książkę z wyprzedaży, a w sklepie z winami wino z promocji.

„Rytmus života” to czeski odpowiednik „Życia na gorąco”. Jest jednak kilka różnic. Główna to podejście do spraw ducha. W polskim wydaniu nie są w ogóle poruszane, a w czeskim, w tym jednym numerze znalazłem dwa duże teksty w duchu New Age i dwa inne w duchu kulturowego chrześcijaństwa. Doskonale koresponduje to z tezami mojego starego tekstu o czeskiej religijności.

„Vedlejší pokoje” Radovana Menšíka to powieść postmodernistyczna, zdaje się utrzymana w klimatach kunderowskich. Piszę „zdaje się, bo choć chcę tę książkę przeczytać, to zapewne długo mi to zajmie, gdyż słabo znam czeski.

„MODRÝ PORTUGAL ” to odmiana wina popularna na Morawach, w Austrii, na Słowacji i we wschodnich Węgrzech. Mnie smakuje, choć daleko mu do ulubionej mojej odmiany z owych stron – świętowawrzynieckiego.

Ania z Szumiących Topoli – Lucy Maud Montgomery

Gdy się ma w domu dorastające dzieci, ma się sporo okazyj do czytania młodzieżowej literatury. Ja często z onych okazyj korzystam. Cykl o Ani powoli czytam tom po tomie. Akurat doszedłem do tomu czwartego. Jest on podobny do dwu poprzednich – sporo tu historyj obyczajowych, ślubów i pogrzebów. Jest też nowy element – genealogie i dzieje rodzin. Ania jest starsza, ma wyższe stanowisko, akcja dzieje się w innej miejscowości, ale to niewielkie zmiany. Niczym więc ta książka nie zaskakuje.

27/52

* * * *

Ojcowie i dzieci – Iwan Turgieniew

Kolejny powrót do książek czytanych w młodości. W prozie Turgieniewa zaczytywałem się w liceum. Wracam do niego po wielu latach przerwy. O ile „Opowieści tajemnicze” mnie zawiodły, o tyle „Ojcowie i dzieci” są dla mnie nadal bardzo satysfakcjonującą lekturą. Doskonały obraz Rosji w połowie XIX stulecia i trafne ostrzeżenie przed scjentyzmem. Polecam wszystkim, którzy interesują się Rosją, XIX wiekiem i klasyczną powieścią.

26

* * * * *

Kultura masek tekstylnych – Matka Boska Kowidowska

Za stroną „La Voce Apuana„:

„Madonna del Covid” – historia ikony wyrzeźbionej w marmurze. Dziewica przedstawiona przez mistrza Andreę Dentoniego nosi maskę


Carrara. Płaskorzeźba przedstawiająca twarz Dziewicy zakrytą maską to „Madonna del covid”, pierwsza święta ikona inspirowana pandemią, stworzona przez mistrza Angelo Dentoniego z „Atelier Carrara”. „Mój mistrz – mówi jego wychowanek rzeźbiarz Andrea Lugarini, który opublikował zdjęcie w mediach społecznościowych – jest jednym z niewielu prawdziwych rzeźbiarzy pozostałych w wiosce, mistrzem. Naszą Madonnę od koronawirusa wykonał na płycie o grubości 3 centymetrów. Jest to głowa podobna do przedstawianych w sztuce nagrobnej. Praca nad dziełem, od narysowania ołówkiem szkicu do wykonania tradycyjną techniką rzeźbiarską (za pomocą młotka) płaskorzeźby o głębokości półtora centymetra zajmuje Dentoniemu dwie, trzy godziny. Jestem prawie pewien, że to pierwsza tego rodzaju praca”. Jak zrodziła się inspiracja do stworzenia tak wyjątkowej ikony? „My, rzeźbiarze z atelier, rozmawialiśmy o pandemii – wyjaśnia Andrea – niemal żartobliwie wzywając „Madonnę od kowidu”. W naszej pracy zdarza się, że wykonujemy wiele obrazów Madonny wyrzeźbionych w marmurze; w naszym kraju i poza nim jest w rzeczywistości mnóstwo różnych przedstawień Maryi, różniących się nazwą, funkcją, wyglądem. Można powiedzieć, że każdy kraj ma swoją Madonnę: od Lourdes z różami na nogach po czarną z Loreto. Są Madonny praktycznie od wszystkiego: dlaczego nie miałoby być Madonny od kowidu? Aby reprezentować przesłanie nadziei, obraz ochronny i pomyślny ”. W związku z tym warto się zastanowić, jaką rolę może spełnić ten nowy wizerunek Matki Bożej. „Mógłbym go oddać ks. Raffaello Piagentiniemu, proboszczowi katedry w Carrara – sugeruje Lugarini – aby ją poświęcić, by nas strzegła. Dałem mu już prezent w postaci mojego przedstawienia marmurowej katedry. Myślałem też o zrobieniu wersji w formie posągu. Dalsze dostosowywanie obrazu: każda Madonna różni się od innych ubraniami, płaszczem, symbolami. (…)” Andrea jest pasjonatem historii i opowieści, a także sztuki sakralnej i świeckiej. Z tego powodu poświęca się realizacji filmu dokumentalnego o historii Carrary we współpracy ze swoim kuzynem inżynierem Mirco Lugarinim.

* * *

Niektórzy się oburzają, ja się nie oburzam, podobnie jak nie oburzałem się Matką Boską Tęczochowską, czy Matką Boską Pogorzelską. Powstawanie takich wizerunków to naturalna kolej rzeczy. Prędzej, czy później powstać musiały. Nie ma w tym nic złego.

***

Nie jest to zresztą jedyny tego typu wizerunek w ostatnich czasach. Wenecka artystka Maria Terzi namalowała obraz w podobnej konwencji.

Nie dziwi mnie fakt, że podobne przedstawienia pojawiają się głownie we Włoszech. Po pierwsze w tym kraju epidemia wywarła wyjątkowo znaczący wpływ na życie społeczne, dokonując w nim wręcz rewolucji. Po drugie, Włochy są od wieków krainą wyjątkowo rozwiniętych sztuk plastycznych i eksperymentów z nowymi stylami i motywami, często szokującymi, zarówno w sztuce wysokiej, jak i w popkulturze. O tej drugiej już kiedyś wspominałem. Dlatego nie zdziwiłbym się, gdyby w słonecznej Italii „Madonny del Covid” zaczęły wyrastać jak grzyby po deszczu.

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij