Na koniec anegdota, chyba już dość stara, sądząc po liczbach, ale nadal krąży, więc udowstępniam: Szanowny panie, dlaczego chodzi pan po sklepie bez maseczki?- A dlaczego pani chodzi w maseczce?- Żeby chronić siebie i innych- Chronić przed czym?- Pan sobie żarty robi!- W żadnym razie. Czego się pani boi?- Zakażenia, epidemii – to oczywiste!- A dlaczego nie boi się pani raka, anginy bądź innej choroby albo tego, że wychodząc ze sklepu zabije panią auto na szosie?- Czy pan jest poważny?- Jestem bardzo poważny, niech mi pani logicznie wytłumaczy swój strach przed czymś co powoduje śmiertelność na poziomie 0,1 – 0,3% w stosunku do ogólnej liczby zachorowań, która na dodatek jest zafałszowana? Czy wie pani, że ma takie same szanse umrzeć naCovida jak zginąć na pasach? Jak te niecałe dwa tysiące zgonów ma się trzystu tysięcy zmarłych w Polsce w tym roku? Konsternacja… milczenie… – Czy gdyby codziennie słyszała pani w mediach, że angina zabija to bała by się pani bardziej czy mniej? Milczenie… Tak wygląda rozmowa z przeciętnym covidowym niewolnikiem efektu medialnego”(od.Małgosia Godz)
Kościół ciekawy z zewnątrz, w środku nie wiem, bo notorycznie zamknięty, otwierany tylko na nabożeństwa. Po prawej stronie kościoła złożone w nieładzie płyty nagrobne ze starego cmentarza. Skoro już niestety usunięto je z cmentarza, co uważam za wielki błąd, to przynajmniej należy stworzyć przy kościele jakieś porządne lapidarium. Wiele tu jeszcze jest do zrobienia, aby można uznać to święte miejsce za należycie zadbane.
Cmentarz w Osiekach Lęborskich to bardzo smutne miejsce. Ze starego cmentarza pozostała tylko neogotycka kaplica, z zewnątrz piękna, ale w środku straszliwie zaniedbana. Na cmentarzu nie pozostał żaden stary nagrobek, wszystkie obecne na nim groby są świeże, powojenne. Resztki starych nagrobków zgromadzone w nieładzie pod kościołem. Zupełnie inne podejście do starego cmentarza niż w Górczynie. Dużo gorsze oczywiście. Cztery gwiazdki na google maps dałem za resztki przeszłości- kaplicę i stare drzewa. Współczesne podejście zasługuje na jedną gwiazdkę.
Lubię skanseny i często je odwiedzam. Mam też, jako etnolog swój pogląd na to, jak skansen wyglądać powinien. Skansen w Nadolu jest jednym z najlepszych w jakich byłem w życiu. Owszem, niewielki, ale ja lubię małe skanseny. Szczególnie doceniam otwarcie na XX wiek, tak rzadkie w polskich skansenach, skupionych na stuleciu XIX. Od dawna postuluję eksponowanie w skansenach dwudziestowiecznych maszyn rolniczych i sprzętów codziennego użytku. Tutaj jest dużo zwłaszcza tych pierwszych. Szczególnie cieszy obecność w zbiorach traktora samoroślaka. Oby więcej takich maszyn trafiało do skansenów.
Czytałem już dawniej obyczajówki Mankella, a ostatnio jego kryminały. Ta książka, to coś pomiędzy. Z jednej strony przypomina „Mężczyznę, który się uśmiechał” z cyklu o Wallanderze, zarówno tematyką, jak i rysami bohaterów. Na przykład, ojciec głównej bohaterki, prowadzącej śledztwo archeolożki jest artystą-amatorem. Z drugiej strony pojawia się tu nawiązanie do „Głębi”. Bohaterowie tej książki są potomkami bohaterów tamtej. W sumie jednak to połączenie jest średnio udane. Ni pies, ni wydra, coś na kształt świdra.
O symbolach Czterech Ewangelistów pisałem już przy okazji lwa:
Przypadkiem szczególnym jest święty Marek ewangelista. Lew jest jego symbolem, emblematem i atrybutem jako jedna z czterech istot z Księgi Ezechiela i Apokalipsy, łączonych tradycyjnie z czterema ewangelistami. W konsekwencji jest też symbolem miast, którym święty Marek patronuje, w szczególności Wenecji. Warto zauważyć, że symbolika tych czterech istot odnosi się nie tylko do czterech ewangelistów, ale przede wszystkim do samego Boga, którego wysłannikami są ewangeliści. I tak człowiek oznacza najwyższe poznanie i wolę Boga, wół Jego siłę, lew potęgę, a orzeł, jako posiadacz bystrego wzroku, jego wszechwiedzę. Już od drugiego wieku po Chrystusie łączono te zwierzęta z czterema ewangelistami. Tak pisze święty Ireneusz: Jakie więc było dzieło zbawienia Syna Bożego, taka sama była forma (symboliczna) zwierząt; jaka forma zwierząt, taki i charakter Ewangelii. Czterokształtne zaś zwierzęta – czterokształtna i Ewangelia, i czterokształtne dzieło Chrystusa (…) Zwierzę pierwsze – powiada – podobne do lwa, charakteryzujące jego skuteczną suwerenność i królewskość. Drugie zaś podobne do cielca, co wskazuje na godność ofiarnika i kapłana. Trzecie zwierzę, mające oblicze jakby człowieka, co jasno opisuje Jego przyjście jako człowieka. A czwarte podobne do orła latającego, co oznaczy spływającą na Kościół łaskę Ducha. Zwięźle ujmuje to średniowieczny czterowiersz:
Quatuor haec Dominum signant animalia Christum: Est homo nascendo, vitulusque sacer moriendo Et leo surgendo, coelos aquilaque petendo. Nec minus hos scribas, animalia ipsa figurant. Co się wykłada: Te cztery zwierzęta są symbolami Chrystusa: Jest człowiekiem, bo się urodził, wołem, bo umarł złożony w ofierze; lwem, bo powstał, a orłem, bo wzniósł się do nieba. Dostatecznie tak opiszesz to, co zwierzęta te wyobrażają. W Lydii znaleziono starożytną grecką inskrypcję wyrażającą to samo: Jak człowiek cierpiał, jak lew zwyciężył, jak orzeł wzleciał, jak wół został zabity na ofiarę. (Ώς άνθρωπος έπαθεν, ώ λέων ενίκησεν, ώς αετός επετάσθη, ως μόσχος ετύθη.) [Forstner 324-327]
Symbole te często są umieszczane w kościołach na ambonach. Ostatnio jednak zauważyłem kilkukrotnie, że w kościołach nie posiadających ambon symbole te pojawiają się na ścianach lub witrażach. Powyżej przykłady z kościołów w Jastrzębiu Zdroju, Białogórze i Krokowej. Takie pojawianie się tych symboli, nawet tam, gdzie zasadniczo nie ma gdzie ich umieścić, świadczy o tym, że powszechnie dostrzega się ich znaczenie, choć może nie zawsze świadomie. Chodzi mianowicie o to, co napisano powyżej, że symbole te wskazują nie tylko na ewangelistów, ale przede wszystkim na Chrystusa.
Bardzo ciekawy i nietypowy cmentarz ewangelicki. Przypuszczam, że właśnie ta nietypowość, przyczyniła się do jego względnie dobrego zachowania. W czym się ona przejawia? Po pierwsze, obok nagrobków niemieckojęzycznych są obecne polskojęzyczne i to już od około stulecia. Po drugie, sporo jest nagrobków powojennych, w tym prawie współczesnych, z przełomu stuleci. Po trzecie, na cmentarzu ewangelickim, znajdują się co najmniej dwa nagrobki ewidentnie katolickie, opatrzone inskrypcją „Ave Maria”. Po czwarte i najbardziej niejasne, na jednym z nagrobków znajduje się spora figura Żyda, której ludzie wkładają monety do garści. Po piąte, na skraju cmentarza stoi pomnik ofiar I wojny światowej z napisami po polsku i niemiecku.
Bardzo ładny jest kościół katolicki w Wierzchucinie. Zwracają uwagę ciekawe zdobienia i obrazy. Wiele nieoczywistej symboliki.
I na koniec karczma „U Pysia”. Porcje są tu duże, smaczne, kompot rewelacyjny, ale niektóre zwyczaje rodem z minionej epoki, np bardzo cienkie rozklepywanie schabowego. W karczmie i wokół karczy wiele ciekawych eksponatów.
Kilka książek Mankella już czytałem i omawiałem, ale tak się złożyło, że żadna z nich nie była kryminałem, a wszak z kryminałów autor ten słynie. Trzeba więc było w końcu po te kryminały sięgnąć. Za jednym zamachem przeczytałem od razu cztery. Niezłe to, ale dupy nie urywa. Pozostanę raczej przy kryminałach polskich autorów.
Od dwóch lat piszę o wieloznacznych symbolach chrześcijańskich, które dla niektórych chrześcijan są nieakceptowalne, gdyż używają ich także niechrześcijanie. Ja odrzucam takie stanowisko i głoszę pogląd, że rozpowszechnione niechrześcijańskie użycie danego symbolu nie ujmuje takiemu symbolowi chrześcijańskiego charakteru. Z wielką satysfakcją odnajduję takie symbole na katolickich obiektach kultu. Tym przypadkom chcę poświęcić nowy cykl.
Na dziewiętnastowiecznym krzyżu przydrożnym w typie Bożej Męki umiejscowionym w rybnickiej dzielnicy Wielopole, pomiędzy Chrystusem na Górze, i Matką Boską na dole znajduje się ciekawa „gwiazdka”.
Element ten jest bardzo bogaty w symbolikę. Przede wszystkim, jest to heksagram, który ma w chrześcijaństwie wiele znaczeń. Po pierwsze i najważniejsze symbolizuje Jezusa Chrystusa, na co wskazują następujące przesłanki:
Heksagram, zwłaszcza umieszczony w okręgu jest symbolem wybitnie solarnym, a więc, jak inne symbole solarne, wskazuje wyraźnie na Chrystusa, nazwanego przez Zahariasza Słońcem wschodzącym z wysokości.
W tradycji żydowskiej heksagram wskazuje na Dawida i Salomona. Z kolei w tradycji chrześcijańskiej zarówno Dawid, jak i Salomon są jednymi z najważniejszych figur Chrystusa. Symbol wskazujący na Dawida i Salomona, wskazuje jednocześnie na Chrystusa.
Heksagram to dwa połączone ze sobą jednakowe trójkąty. To połączenie dwóch jednakowych figur wskazuje na dwie natury Chrystusa – Boską i ludzką.
Heksagram wykazuje wyraźną paralelę do monogramu chi-jota ( na obrazku powyżej), jednego z monogramów chrystusowych powstałego z pierwszych liter greckich słów ΙΗΣΟΥΣ ΧΡΙΣΤΟΣ. Gdy połączymy każdy wierzchołek heksagramu z wierzchołkiem naprzeciwległym, uzyskamy ten właśnie monogram. 5.Sześć wierzchołków heksagramu odpowiada sześciu literom greckiego imienia ΙΗΣΟΥΣ. 6.Wspomniane przez Biedermanna sześć dzieł miłosierdzia również łączą liczbę sześć, a więc i heksagram z Jezusem Chrystusem.
Wspomniany przez Forstner związek heksagramu z Metatronem, będącym jakby starotestamentowym obrazem Chrystusa domyka chrystologiczne znaczenie heksagramu. Po drugie, heksagram symbolizuje Trójcę Świętą, bo składa się z dwóch trójkątów równoramiennych lub równobocznych, z których każdy właśnie Trójcę oznacza. Po trzecie heksagram przedstawia chrześcijańską historiozofię, odnosząc się do sześciu dni stworzenia, sześciu epok świata, sześciu epok ludzkości i sześciu etapów życia człowieka. Po czwarte, heksagram przedstawia chrześcijańską etykę, odnosząc się do ewangelicznych sześciu dzieł miłosierdzia. Po piąte w końcu, przedstawia chrześcijańską mistykę: jeden trójkąt oznacza wstępowanie człowieka ku Bogu, a drugi zstępowanie Boga ku człowiekowi.
A nie tylko bogata symbolika heksagramu tu do nas przemawia, ale także inne elementy. Jest ten heksagram złożony z sześciu rombów. Romb zaś przynależy do symboliki solarnej, a więc wskazuje na Jezusa Chrystusa-Prawdziwe Słońce. Połowa rombów jest tu czarna, połowa zaś biała, co kojarzy się z azjatyckim biskelionem i z pojednaniem przeciwieństw w Jezusie Chrystusie, przede wszystkim z jego dwoistą Boską i ludzką naturą.
W ten wielogłosowy sposób niepozorna gwiazdka wzmacnia chrystologiczne przesłanie przydrożnego krzyża.
Kościół ładny, choć nowoczesny, ale liturgia na bardzo niskim poziomie. W czasie Mszy kilka pogadanek księdza, zamiast homilii kazanie nie na temat, pieśni nieliturgiczne, II ME w niedzielę, recytowana prefacja przy śpiewanym Sanctus, niebieski ornat…
Na tę książkę wpadłem przypadkiem w nadmorskim namiocie z nominalnie tanimi i dobrymi książkami. Tanie są one umiarkowanie (w internecie jest dużo taniej), a dobrych jest tam jak na lekarstwo. A jednak znalazłem tam perełkę. Wśród setek książek, jakie widziałem w trzech białogórskich namiotach, góra trzydzieści mogłoby mi się do czegokolwiek przydać, a góra pięć uznałem za naprawdę interesujące. Jednak jedynie tę jedną uznałem za taką, którą kupić muszę.
Jak już pisałem nieraz, bardzo lubię biografie i autobiografie, zwłaszcza biografie i autobiografie pisarzy. Bardzo też lubię Jerzego Pietrkiewicza, mało znanego pisarza polskiego i brytyjskiego. Dlatego jest oczywistym, że gdy wpadła mi w ręce jego autobiografia, uznałem za konieczne jej zakup i przeczytanie. Oczywiście od razu nasuwają się mi porównania z innymi autobiografiami polskich pisarzy. które czytałem, w szczególności Jarosława Iwaszkiewicza i Czesława Miłosza. Autobiografia Jerzego Pietrkiewicza bardziej przypomina tę pierwszą. Więcej jest tu spraw osobistych, niż globalnych. Jest jednak też sporo metafizyki, a nawet mistyki, oraz różnych historyjek, bądź to zabawnych, bądź też metafizycznych. Pietrkiewicz wyłania się z tych stronic jako umysł wielce oryginalny i niewątpliwie wybitny. Na pewno jest to najlepsza książka spośród przeczytanych przeze mnie w tym roku. A do twórczości Pietrkiewicza muszę częściej wracać.