Kościół św. Bartłomieja Apostoła w Koniakowie

O tym kościele na stronie Beskidy Travel możemy poczytać tak: Murowany kościół z 1901 r. Zbudowany dzięki finansowemu wsparciu kardynała Jerzego Koopa, arcyksięcia Albrechta, a także cesarza Franciszka Józefa I. W roku 1956 kościół rozbudowano. Wewnątrz zwracają uwagę płaskorzeźbione stacje Drogi Krzyżowej autorstwa ludowego artysty z Koniakowa– Franciszka Wojarskiego. W nawach bocznych wiszą dwa obrazy, przedstawiające Wesele w Kanie Galilejskiej oraz połów ryb w jeziorze Genezaret, pędzla Jana Czarneckiego z Katowic. Drewniany strop, surowy i piękny w swojej prostocie, ozdobiono motywami haftu istebniańskiego, zaś w samym szczycie ołtarza głównego znajduje się obraz Matki Boskiej Częstochowskiej, pędzla Jana Wałacha. Warto zwrócić uwagę na pięknie sklepioną kaplicę (po lewej stronie przedsionka). Znajduje się w niej kamienna mensa, nad którą zobaczymy płaskorzeźbę przedstawiająca scenę objawienia się Matki Bożej w Fatimie. Bywałem w tym kościele w młodości, na przykład na oazowych dniach wspólnoty. Teraz odwiedziłem go po latach i zrobiłem trochę zdjęć.

Pro cuius amore. Myślenie, modlitwa, czyn – ks. Wacław Świerzawski

Książka będąca zbiorem krótkich biografij wybitnych Ludzi Wiary. Takie książki są z reguły lekkie, łątwe i przyjemne (chyba, że opisywani Ludzie Wiary byli męczennikami, wtedy mniej przyjemne). Ta nie jest, mimo że jej bohaterowie męczennikami nie byli. Jest trudna w odbiorze, poprzetykana specjalistyczną terminologią teologiczną i nietłumaczonymi frazami łacińskimi a nawet greckimi. Bierze się to stąd, że jej autor, ksiądz Wacław Świerzawski, późniejszy biskup, był profesorem teologii, który pisał tu o swoich mistrzach, pośrednich i bezpośrednich.

Są tu Polacy i cudzoziemcy, święci i nieobdarzeni kultem, zmarli i żyjący (wtedy, teraz już nie), duchowni i świeccy, mężczyźni i jedna kobieta (święta Teresa od Jezusa). Szkoda, że tylko jedna. Nie byłoby trudno znaleźć ich więcej. Wszyscy opisani przyczynili się do stworzenia katolickiej mistyki liturgicznej, której głosicielem był Wacław Swierzawski. Moim zdaniem w tym kierunku działały tez polskie święte: Faustyna Kowalska i Urszula Ledóchowska. Można je było tu omówić.

Nie jest to więc książka typowo biograficzna. Czytelnikowi, który pokonał jej trudności przyniesie sporo wiedzy z historii Kościoła, liturgiki i duchowości.

6/52/2022

* * * *

Po Eurowizji 2022

Ten tekst powinien powstać ponad tydzień temu, ale byłem trochę chory i nie dalęm rady. Pisze więc teraz. Na początek krótko o polskim występie. Było nieźle, ale mogło być znacznie lepiej, gdyby było po polsku i bardziej kolorowo. Prawie wszystkie kraje wróciły do swoich języków, tylko polscy wykonawcy trzymają się tego angielskiego z uporem godnym lepszej sprawy. Nie tędy droga.

Przejdźmy do wykonawców, którzy najbardziej przypadli mi do gustu. Przede wszystkim ucieszył mnie powrót po latach moich ulubieńców z Mołdowy – zespołu Zdob şi Zdub. Powtórzyli sukces sprzed lat, z kolejnym etnopunkowym utworem, tym razem Trenulețul . Nie tak charakterystycznym jak  Boonika Bate Toba, ale też bardzo dobrym.

Reprezentująca Serbię Konstrakta zapezentowała coś więcej niż piosenkę. In corpore sano to sui generis rytuał, na pół sanitarny, na pół religijny (quasisakralne stroje i gesty towarzyszące długotrwałemu myciu rąk). Dwuznaczne są słowa „Bože zdravlja”, które mogą być odczytane zarówno jako prośba do Boga o zdrowie, jak też jako inwokacja do jakiegoś pogańskiego boga zdrowia, czy wręcz do ubóstwionego zdrowia. Cały utwór jest polemiką z powiedzeniem „w zdrowym ciele zdrowy duch” i kończy się jego rozbudowanym zaprzeczeniem sformułowanym po łacinie: Mens infirma in corpore sano/Animus tristis in corpore sano/Mens desperata in corpore sano/Mens conterrita in corpore sano. Użycie łaciny w tej piosence bardzo mi się spodobało. Może Serbia zaczyna wchodzić w krąg cywilizacji łacińskiej?

Serbowie i Mołdawianie znaleźli się w czołówce konkursu. Kolejny zespół, który mnie zainteresował, prawie zamyka stawkę finalistów. Alvan & Ahez swoją piosenkę Fulenn śpiewają po bretońsku, co jest ewenementem na tym festiwalu. Ten utwór też jest swego rodzaju rytuałem, tym razem ewidentnie pogańskim.

Ogólnie jestem zdecydowanym przeciwnikiem używania języka angielskiego na tym festiwalu (oczywiście nie dotyczy to reprezentantów UK, Australii i ewentualnie Irlandii). Czasami jednak ten angielski ma sens. Tak jest w tym przypadku. Na eurowizji folklor jest zazwyczaj bogato reprezentowany, ale jest to prawie wyłącznie folklor muzyczny. Ludowe są melodie piosenek, albo nawet tylko ich fragmenty, ludowe bywa też instrumentarium. Piosenka Give That Wolf A Banana zespołu Subwoolfer odwołuje się do folkloru literackiego, a konkretnie ludowej bajki o Czerwonym Kapturku, znanej w wielu krajach Europy, a spopularyzowanej przez braci Grimm.

Na koniec utwór, który się do finału nie dostał. Gruziński zespół Circus Mircus w utworze Lock Me In przeniósł nas w klimaty średniowiecza zhybrydowanego ze współczesnością. Chyba jednak okazało się to zbyt hermetyczne dla eurowizyjnej widowni.

Jezus Niechrystus – Piotr Augustyniak

Okładka książki Jezus Niechrystus Piotr Augustyniak

Polska religijność miała przez setki lat charakter wybitnie odtwórczy. Przejmowaliśmy wzorce od innych, nie tworzyliśmy własnych. Byliśmy tylko realizatorami, często bardzo gorliwymi. Polscy święci nie pozostawiali po sobie znaczących pism, czy nowych form pobożności, nie powstała też w Polsce żadna ciekawa herezja. To pierwsze zaczęło się zmieniać w XX wieku (Józef Sebastian Pelczar, Faustyna Kowalska, Urszula Leduchowska, Jan Paweł II), to drugie dotąd się nie zmieniło, ale może zmienić teraz.

Piotr Augustyniak serwuje nam porządną herezję chrystologiczną, a właściwie jezuologiczną, gdyż augustyniakowy Jezus nie jest Chrystusem. Jego Jezus jest kimś mniej więcej pomiędzy Buddą a Sokratesem. Nie Zbawicielem a Nauczycielem. Nauczycielem czego? Transu zasadniczo. Koncepcja ciekawa, choć jako całość niewątpliwie nie do przyjęcia dla chrześcijanina.

Warto tę książkę jednak przeczytać. Może być podstawą do refleksji i paradoksalnie przyczynić się do umocnienia wiary.

5/52/2022

* * * *

Marcin czy Franek?

Po dłuższej przerwie przypominam kolejny mój tekst sprzed dekady

svetomirus's awatarKultura Okiem Svetomira

marcin

W telewizjach dziecięcych oraz w dziecięcych blokach programowych na antenach telewizyj ogólnych można oglądać setki seriali przeznaczonych dla najmłodszych i nieco starszych telewidzów. Wśród tego ogromu produkcyj znajduje się między innymi francuski serial animowany Martin Matin, którego tytuł jest w Polsce tłumaczony jako Marcin Ranek. Uważam to tłumaczenie za nie najszczęśliwsze. Czemu? Zaraz wytłumaczę.

Niedawno jeden z moich znajomych, zastawszy mnie przy czytaniu zapytał, co też czytam. Odpowiedziałem, że Odyseję w przekładzie Lucjana Siemieńskiego. Stwierdziłem przy tem, że wolę stare przekłady poematów Homera, pisane wierszem polskim, osobliwie zaś trzynastozgłoskowcem, od nowszych, starających się odwzorować wiersz starogrecki i zapytałem, jakie woli mój rozmówca? Odrzekł, że wierne. Odpowiedź ta zdumiała mnie niepomiernie i skłoniła do głębokiego zastanowienia się nad tym problemem. Cóż bowiem oznacza wierny przekład tekstu poetyckiego? Aby mógł być za taki uznany, musiałby ściśle oddawać nie tylko treść oryginału, ale i jego formę, a więc rym, rytm, melodykę, rozkład rymów…

Zobacz oryginalny wpis 660 słów więcej

Ja, jako wykopalisko – Jacek Fedorowicz

Okładka książki Ja, jako wykopalisko Jacek Fedorowicz

Po krótkiej przerwie związanej z intensyfikacją prac nad własną książką, wracam do opisywania swoich aktualnych lektur. Ten pierwszy wpis po przerwie nie będzie łatwy, bo książkę przeczytałem jakieś dwa miesiące temu. Jest to fragmentaryczna autobiografia znanego satyryka obejmująca lata pięćdziesiąte, napisana w siedemdziesiątych, a zredagowana i wydana już w trzecim tysiącleciu. Książka ta ma fundamentalne dla poznania dziejów kultury polskiej w czasach wczesnego PRLu. Dla mnie największym zaskoczeniem było to, że Fedorowicz jest z wykształcenia artystą malarzem, choć najsłynniejsze jego dzieło plastyczne oczywiście znałem.

4/52/202

* * * * *

Bożek, czy symbol regionu?

Ostatnio na katolickich grupach i stronach facebookowych furorę robi wpis niejakiego Arka Janczyły, który powyższy ornat papieża Franciszka opisał tak: Papież zdecydował się nas… uraczyć (a Panu Bogu ubliżyć) eksponowaniem nowego bożka, tym razem na ornacie. Ten następca słynnej już Paczamamy, o której swego czasu pisałem, to Tarapaca. Jest to demon czczony przez Indian Ajmara, a którego wizerunek można znaleźć w formie glifu zwanego Gigantem z Atacamy. Ten zły duch jest wariantem bożka natury Inków czyli Viracochy, a więc bytu piekielnego któremu Indianie składali w ofierze, podobnie jak Paczamamie, własne dzieci. Jest to oczywiście przerażające i jest antytezą Chrystusa, który zamiast żądać ofiary sam oddał za nas życie. W podsumowaniu mogę tylko powtórzyć to, co już mówiłem: obecność jakichkolwiek bałwanów pogańskich w chrześcijańskich świątyniach jest obrazą dla Pana oraz skandalem, który winien szokować i martwić katolików. Powtórzę też: słusznie robili synowie Kościoła, konkwistadorzy hiszpańscy, tępiąc kult tych obleśnych istot. Na koniec… Módlmy się za nawrócenie papieża i całego Kościoła, by wyrwał się on z herezji modernizmu i by przypomniał sobie pierwsze (!) przykazanie:
,,NIE BĘDZIESZ MIAŁ BOGÓW CUDZYCH PRZEDE MNĄ”

Po pierwsze postać na ornacie nie może być „następcą słynnej już Paczamamy„, bo „Paczamama” była w 2019, a ten ornat w 2018, w czasie papieskiej wizyty w Chile. Po drugie, owszem jest to Gigant z Atacamy, ale jego utożsamienie z jakimś Tarapacą z wierzeń Ajmarów jest mocno wątpliwe. Dużo bardziej prawdopodobne, że to wizerunek człowieka – wodza lub szamana. Po trzecie, większość opracowań o wierzeniach Ajmarów w ogóle o takim bóstwie nie wspomina, nie wiemy więc nawet, czy mieli oni takie bóstwo, a jeśli nawet mieli, to nie wiemy, jak go przedstawiali, gdyż nie dysponujemy żadnymi jego opisanymi wizerunkami. Gigant z Atacamy z oczywistych względów opisany nie jest. Nie ma więc podstaw do stwierdzenia, że na ornacie jest przedstawiony „bożek Tarapaca”. Nie wiemy w ogóle nawet tego, czy petroglify z Atacamy miały kiedykowiek sens ściśle religijny, kultowy. Na pewno nie mają go obecnie. Nikt tego stworka nie czci, choćby dlatego, że nie wiadomo, kto to jest. Te naskalne rysunki są dziś przede wszystkim wyróżnikiem tożsamości regionu, no i oczywiście atrakcją turystyczną.

e n

O rzeczywistym znaczeniu tego symbolu na ornacie można przeczytać tutaj: Każda część kraju będzie miała własną symbolikę na szatach liturgicznych: środkowa część ornatu, którego Papież będzie używał w Iquique, będzie koloru piasku, a jego symbolika będzie zawierała petroglify pustyni Atakama; w Santiago ornat będzie koloru zielonego a wśród ozdób będzie grono winogron; w Temuco będzie kolor czerwony, który symbolizuje krew rozlaną przez ludzi Mapuche, a wśród symboli jest charakterystyczny krzyż Mapuche. Warto też zauważyć, że wszystkie te symbole są na ornatach częścią kompozycji, której dominującym motywem jest Krzyż Chrystusa. Ewidentnie chrześcijańskie są też symbole dwóch pozostałych regionów. Ornat papieski oddaje więc cześć Chrystusowi, a nie jakiemuś wydumanemu bożkowi.

Księga dwudziestu czterech filozofów

Księga 24 filozofów (łac . Liber XXIV philosophorum ) jest filozoficzno-teologicznym tekstem średniowiecznym o niepewnym autorstwie i datowaniu. Składa się z dwudziestu czterech „zdań”, „aforyzmów” lub „definicji” Boga , przypisywanych tyluż filozofom uczestniczącym w fikcyjnym zgromadzeniu, a każdy z nich jest próbą odpowiedzi na jedyne pozostałe pytanie: „czym jest Bóg?” ( quid Deus? ). Pierwsze świadectwo tekstowe pochodzi z XII-wiecznego francuskiego rękopisu znajdującego się obecnie w Laon. Francuski uczony Françoise Hudry argumentował za przypisaniem go Mariusowi Victorinusowi (fl. IV wiek). Według innych tekst miałby należeć do zaginionego dzieła Arystotelesa, De philosophia , znanego średniowiecznej Europie dzięki arabskim tłumaczom Szkoły Toledo. Księga wywarłą wpływ na świętego Bonawenturę, Jeana de Meunga , Dantego , Mistrza Eckharta , Mikołaja z Kuzy , Giordana Bruna , Marcina Lutra, Roberta Fludda , Pascala i Leibniza. Poniżej przedstawiam oryginalny tekst i własny przekład.

DEUS EST MONAS MONADEM GIGNENS, IN SE UNUM REFLECTENS ARDOREM.
DEUS EST SPHAERA INFINITA CUIUS CENTRUM EST UBIQUE, CIRCUMFERENTIA NUSQUAM.
DEUS EST TOTUS IN QUOLIBET SUI.
DEUS EST MENS ORATIONEM GENERANS, CONTINUATIONEM PERSEVERANS.
DEUS EST QUO NIHIL MELIUS EXCOGITARI POTEST.
DEUS EST CUIUS COMPARATIONE SUBSTANTIA EST ACCIDENS, ET ACCIDENS NIHIL.
Deus est principium sine principio, processus sine variatione, finis sine fine.
Deus est amor qui plus habitus magis latet.
Deus est cui soli praesens est quidquid cuius temporis est.
Deus est cuius posse non numeratur, cuius esse non clauditur, cuius bonitas non terminatur.
Deus est super ens, necesse, solus sibi abundanter, sufficienter.

Deus est cuius voluntas deificae et potentiae et sapientiae adaequatur.
Deus est sempiternitas agens in se, semper divisione et habitu.
Deus est oppositio nihil mediatione entis.
Deus est vita cuius via in formam est, in unitatem bonitas.
Deus est quod solum voces non significant propter excellentiam, nec mentes intelligunt propter dissimilitudinem.
Deus est intellectus sui solum, praedicationem non recipiens.
Deus est sphaera cuius tot sunt circumferentiae quod puncta.
Deus est semper movens immobilis.
Deus est qui solus suo intellectu vivit.
Deus est tenebra in anima post omnem lucem relicta.
Deus est ex quo est quicquid est non partitione, per quem est non variatione, in quo est quod est non commixtione.
Deus est qui sola ignorantia mente cognoscitur.
Deus est lux quae fractione non clarescit, transit, sed sola deiformitas in re.

Bóg jest jednością tworzącą jedność, odzwierciedlającą w sobie jeden płomień.
Bóg jest nieskończoną sferą, której centrum jest wszędzie, a obwód nigdzie.
Bóg jest wszystkim, we wszystkim.
Bóg jest umysłem rodzącym wieczne słowo.
Bóg jest tym, poza którym nie można wyobrazić sobie nic lepszego.
Bóg jest tym, w stosunku do którego każda istota jest tylko atrybutem, a każdy atrybut jest niczym.
Bóg jest początkiem bez początku, procesem bez zmian, końcem bez końca.
Bóg jest miłością, która tym bardziej się kryje, im bardziej ją mamy.
Bóg jest jedynym, dla którego to, co czasowe, jest wieczne.
Bóg jest tym, którego moc jest niezmierzona, którego istota nie jest zamknięta, którego dobroć jest nieograniczona.
Bóg jest ponad bytem, ​​sam w obfitości jest konieczny i wystarczający.
Bóg jest tym, którego wola jest zgodna z jego mocą i mądrością.
Bóg jest wiecznością działającą sama w sobie, nie dzieląc się ani nie mnożąc.
Bóg jest przeciwieństwem nicości poprzez bycie.
Bóg jest życiem, które kształtuje się w prawdzie, a jednoczy w dobru.
Bóg jest jedyną istotą, której nie można wyrazić słowami z powodu Jego doskonałości ani poznać umysłem z powodu Jego odmienności.
Bóg jest zrozumieniem siebie samego, wolnym od wszelkich określeń.
Bóg jest sferą, która ma tyle punktów, ile ma obwodów.
Bóg jest wiecznie poruszającym się bezruchem.
Bóg jest jedyną istotą, która żyje dzięki poznaniu samego siebie.
Bóg jest ciemnością w duszy, która mimo wszystko pozostaje światłem.
Bóg jest tym, z którego wszystko jest niepodzielne, dzięki któremu wszystko jest niezmienne, w którym wszystko jest niezmieszane.
Bóg jest poznawany umysłem jedynie przez niewiedzę.
Bóg jest światłem, które nie załamuje się w tym, przez co przechodzi, a jednak jest czystą boską formą we wszystkim.

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij