Dzień świętego Marcina, biskupa, ma w kalendarzu liturgicznym tylko rangę wspomnienia, ale mimo to obrósł licznymi zwyczajami ludowymi. W naszym kręgu kulturowym w dniu tym je się rogale i gęsinę oraz pije się wino, niekiedy młode, tegoroczne. Jedzenie rogali najbardziej rozpowszechnione jest w Wielkopolsce, a picie młodego wina w Czechach, gdzie pierwszą butelkę tegorocznego wina otwiera się 11 listopada o godzinie 11.11. Zwyczaje te podupadły w czasach komunistycznych, a ostatnio się odradzają, czemu mocno kibicuję.
W fundamentalnej książce „Rok Boży” księdza Franciszka Marchlewskiego jest notka o tym dniu, ale bez wzmianki o tych zwyczajach: Ojczyzną św. Marcina są dzisiejsze Węgry. Z rodziców pogańskich zrodzony w roku 316, przygotowywal się pokryjomu jako chłopczyk dziesięcioletni do chrztu. Z woli ojca zaciągnął się do wojska rzymskiego dostał się do dzisiejszej Francji. Cnoty prawdziwie chrześcijańskie ujawniły się u niego takie w życiu żołnierskiem. Pod miastem Amiens spotkal raz żebraka, trzęsącego się od zimna, który prosil przechodniów o jalmużnę. Marcin, wzruszony widokiem nędzarza, rozciął mieczem swój płaszcz, dal jedną połowę żebrakowi. Następnej nocy ukazał się mu Jezus Chrystus, odziany połową płaszcza żołnierskiego, i rzekł do otaczających Go aniolów: Tą szatą Marcin Mnie odział.” W dziewiętnastym roku życia przyjął Marcin chrzest św. i zwolniwszy się od służby wojskowej, udał się do Hilarego, świętego biskupa w Poitiers, aby pod tegoż przewo dnictwem rozpocząć życie Bogu oddane. W r. 372 zostal przeciw woli swej obrany biskupem w Tours. Jako biskup byl słońcem swoich owieczek, z którego światło bilo cieplo na wszystkich, co znim się stykali. Był to mąż pelen powagi miłości, surowy dla siebie, łaskawy i miły dla innych, jeden z tych, których niebo zsyłać zwykło, aby świat w milości utwierdzić. Jako starzec zgrzybiały podjął podróż do odległej gminy, aby uśmierzyć waśnie, które tam wybuchły. Lecz nadszedł kres jego pielgrzymki ziemskiej – zasłabł nagle. Uczniowie jego, placząc rzewnie, nie mogli powstrzymać się od skargi. „Ojcze, mówili, dlaczego nas opuszczasz? Wilki drapieżne wpadną do trzody twej. Nagrody swej w niebie możesz być pewien, zostań więc jeszcze z nami!” Marcin, pełen pogody ducha, odpowiedział modlitwą: „Panie, jeśli potrzebny jeszcze jestem ludowi Twemu, nie wzbraniam się pracować. Niech się dzieje wola Twoja!” Lecz spełnił już, widać, zadanie swe; ósmego listopada r. 397 święty mąż skończył życie. Ciało pogrzebano 11-go listopada w lasku tuż obok miasta Tours. Tysiące mnichów, niezliczone tłumy ludzi oplakiwały jego zgon. Ojciec i opiekun wiernej trzódki odszedł, lecz pozostał święty, którego grób, otoczony ogólną czcią, stał się miejscem pielgrzymek. W listopadzie 1926 r., jak donosi Katolicka Agencja Prasowa (Kap), założony został u grobu św. Marcina zakon ,,Jezusa-Robotnika”, oparty całkowicie na zasadach encykliki ,,Rerum Novarum” papieża Leona XIII. Spotkał się on ze słowami serdecznej zachęty Ojca św. Piusa XI i z nader życzliwem stanowiskiem całego episkopatu francuskiego oraz biskupów innych krajów. Celem zakonu jest ponowne przywrócenie mas robotniczych Chrystusowi Panu i powolanie do tej zbożnej pracy apostołów świeckich z pośród samych robotników. Apostołowie ci mają w dal szym ciągu prowadzić swój dotychczasowy tryb życia i pracowitością, pokorą, umiarkowaniem oraz przewidującą oszczędnością dawać dobry przykład otoczeniu. To mają być środki ich działalności. By nie natrafiali na trudności w pełnieniu swej świętej misji bojowników Chrystusowych, nie noszą odrębnej odzieży i nie obowiązują się do wspólnego życia ani do specjalnego posłuszeństwa. Odbywają natomiast nowicjat i winni dbać z całą troskliwością o odpowiednie wykształcenie oraz o coroczne ćwiczenia rekolekcyjne. Śluby ich mają charakter całkowicie prywatny i indywidualny.
Za to inni autorzy opisujący dawne obyczaje, mówią na ten temat więcej. I tak Zygmunt Gloger, w swoim „Roku polskim” tak pisze: Z dnia św. Marcina prorokowano o zimie: Gdy wiatr od poludnia w wigilię Marcina, Będzie na pewno lekka zima. Jeśli dzień byl suchy, przepowiadał zimę ostrą, jeśli wilgotny, niestateczną. Ponieważ św. Marcin przedstawiany bywa na obrazach jako rycerz na koniu, więc gdy śnieg padał, mówiono, że święty Marcin przyjechal na bialym koniu, a gdy nie było jeszcze śniegu, že na wronym czyli czarnym. W każdym domu biesiadowano w dniu tym na gęsi pieczonej i czyniono wróżbę z jej kości piersiowej: biala wróżyła zimę śnieżną i mroźną, pstra niestala, w połowie biała, a w połowie ciemna, zimę w połowie ostrą, a w połowie lekką. Są też przyslowia: Dzień świętego Marcina dużo gęsi zarzyna. Na Marcina, gęś do komina. Gdy Marcinowa gęś po wodzie, Będzie Boże Narodzenie po lodzie (i odwrotnie). Bardzo obszernie pisze o tym dniu Bystroń: 11 listopada przypadał dzień św. Marcina. Ważny to był dzień, zamykający okres jesiennych prac w polu, poza tym termin składania danin dworskich itd. ,,Od świętego Marcina zima się poczyna”, pisze Gostorski w Ekonomii ziemiańskiej z r. 1588. ,,Sklęśnie mieszek u wójta nazajutrz po św. Marcinie, kiedy z dworu idzie”, pisze Rej, nawiązując do zwyczajowych danin. Koło św. Marcina daniny chłopskie mają być wybrane -pisze Haar- to Jest kapłuny, gęsi, zwierzyny, kokoszy owoc, sypane zboże … czynsze pieniężne, stróżne, najemne, gajowe, arendne, karczemne, rybne i miodowe. Nie dziw, że dzień ten byl dobrze znany nawet tym, którzy poza tym nie bardzo się na kalendarzu znali. Sam dzień św. Marcina był wolny od zajęć gospodarskich: zwracano specjalnie uwagę, by zatrzymała się na ten dzień praca w młynach. Czechowic w „Epitomium” z r. 1583 wspomina, że katolicy „Marcina św. tkają do młyna, aby w dzień swój młynarzom robić nie dał, ale im palce i cewy połamał, jeśliby się robić od godziny do godziny ważyli … młynarz zeznał, że to i od ojca swego młynarza słychał, iż się im koła łamały, kiedy się dnia tego robić ważyli.” Potocki w „Ogrodzie fraszek” wspomina, że dzień ten „…nabożnie Kościół katolicki święci: /Wszelka stoi robota i ma przed niedziela,/ że weń, starym zwyczajem, ani młyny mielą./ Pierwsza kolęda w roku tu wszelakie dani: / Panom czynsz, księży meszne oddają poddani./ Stawia piece gospodarz, zimę czując blisko, / Żołnierz z pola na swoje schodzi stanowisko;/ Śnieg ziemię zwykle bieli i rzeki się szryszą,/ A stąd na białym koniu tego świątka piszą.” Dzień ten istotnie uchodził za początek zimy, a więc i wróżb na temat pogody zimowej było pełno. „Upatrują w św. Marcina prognostyk – pisze Haur – nie tylko przez gęsi piersiową kość, która śniegu wielkość białością, ciężkość mrozów czerwonością swoją znamionuje, ale gdy jest sam dzień sucho pogodny, ostrą znaczy zimę. Jeśli zaś niestateczne będzie powietrze, to też niestatecznej spodziewać się zimy„. Podawano powszechnie w dzień ten gęś do stołu, a z kości piersiowej wróżono. Pierś z Marcinowej gęsi jeśli biała, to zima dobrze będzie statkowała”, pisze Rzechowski w druku pt. „Paschal albo Condiment” z r. 1666 Zimno było na dworze, na stole gęś, do niej wino i zacny kompan, oto obraz świętomarciński: początek radości zimowych. „Gotuj na stół tłustą gęś, zwróżym z niej o zimi, /Mokre li albo mroźne rządy swe obejmie,/A nie żałuj naczynia dobrej myśli: wina!/Tego żąda po tobie twa wierna drużyna,”rymuje Gawiński. Notka u Kuchowicza brzmi jak skrót z Bystronia: W końcu roku mniej bylo świąt i mniej okazji do zabawy. Większe Święto stanowił dzień św. Marcina, obchodzony 11 listopada. Dzień ten byl wolny od zajęć gospodarskich, stawaly nawet młyny i wiatraki, a ludność udawała się do dworów, by składać daniny i czynsze. W wielu środowiskach w dniu tym spożywano gęś i wróbono z jej kości piersiowej.
Szczególnie ciekawy jest opis górnośląskich zwyczajów tego dnia znajdujemy u Pośpiecha: Zwyczaje pieczenia gęsi w dniu św. Marcina oraz wróżenia pogody, a więc tradycje sięgające w Polsce odległych czasów, nie są już współcześnie praktykowane na Śląsku. Wyszły one zresztą z użycia takie w innych regionach kraju. W pamięci najstarszych generacji pozostały liczne świętomarcińskie przysłowia pogodowe, z których kilka odwołuje się do żywej i dość powszechnej jeszcze w pierwszych latach XX w. praktyki pieczenia gesi w ów dzień. W Oleskiem i Kozielskiem zwyczaj ten przetrwal do piątego, szóstego dziesięciolecia naszego wieku. Tam też ogólnie znane jest stare polskie przysłowie wróżebne: „Jak pierś z Marcinowej gęsi sina, to be dzie sroga zima, a jak biała to nie będzie statkowała” Niespełna dwadzieścia lat temu informatorka z Reńskiej Wsi powiedziała: „U nas do niedawna uroczyście był obchodzony dzień św. Marcina. Piekli my kołocze podobne do podkowy i specjalne rogaliki martiny, Jeszcze dziś pieczymy na tyn dzień martinową gęś.” Nie dziwią przeto częste u ludu śląskiego przysłowia: „Na św. Marcina najlepsza gęsina”, „Na Marcina gęś do komina” oraz „Na Marcina gęś na stole, którą nade wszystko wolę”. Geneza zwyczaju pieczenia świętomarcińskiej gęsi nie została przez naukę w pełni wyjaśniona, z pewnością jednak wiąże się on z terminem płacenia danin chłopskich (na sprzedaż m.in. zarzynano gęsi, z których coś zostawało takze hodowcom). W praktykach wróżebnych ludu śląskiego gęś miała duże zastosowanie. Była bohaterem np. andrzejek; mówily o niej oracje miłosne. a także przesądy: Jeśli ktoś na wiosnę najpierw ujrzy młode ges będzie przez cały rok chorowity (Bytomskie) lab odwrotnie: Kto na wiosnę zobaczy młode gęsi, a ma przy sobie pieniądze, zazna szczęścia przez cały rok (Kietrz). Inny zabobon głosił, iż gęsi nie mogą przybrać na wadze, gdy w okresie ich tuczenia w gospodarstwie znajduje się nakryty garnek lub przewrócona patelnia (Toszek). W niektórych wsiach podopolskich istniał zwyczaj regulowania na św. Marcina przez młodych gospodarzy zobowiązań w ramach wycugu. Rozliczali się więc, najczęściej w naturze, wobec swych rodziców (Łubniany).
Wszystko to ma też kontekst religijny. W dawnych wiekach w tym dniu, lub w następującą po nim niedzielę rozpoczynał się post przed Bożym Narodzeniem, dziś nazywany adwentem. Jak pisze o. Otto od Aniołów OCD: Najstarsze świadectwa, dowodzące w Kościele zachodnim istnienia zwyczaju przygotowywania się do świąt Narodzenia Pańskiego, sięgają piątego wieku. Tak np. biskup Perpetuus z Tours zarządził ok. r. 480, aby wierni pościli przed Narodzeniem Pańskim trzy razy w tygodniu począwszy od świętego Marcina (11 listop.). Synod zaś w Mâcon (583) nakazał, aby również w poniedziałki, środy i piątki poszczono zwyczajem czterdziestodniowym. Pokutna ta praktyka, zwana postem świętego Marcina (Quadragesima S. Martini), powstała na wzór Wielkiego Postu, i okres ten odmierzano również na czterdzieści dni. Z czasem adwent na Zachodzie uległ skróceniu do czterech tygodni. Jedynie prowincja mediolańska, posługująca się rytem ambrozjańskim zachowała sześciotygodniowy, rozpoczynający się w niedzielę po świętym Marcinie. Sam dzień świętego Marcina był w dawnym kalendarzu kościelnym, jak to czytamy u Bystronia, świętem nakazanym. Dlatego, nawet jego wypadnięcie w piątek nie było przeszkodą dla jedzenia gęsi. Myślę, że i my, choć do adwentu mamy jeszcze daleko, możemy już od świętego Marcina przygotowywać się na potrójne przyjście Chrystusa: w Betlejem, w naszych sercach i w Paruzji.












