Ksiądz Daniel Wachowiak i słowa Psalmu

Ksiądz Daniel Wachowiak pojawiał się już na moim blogu dwa razy, w każdym z tych przypadków w negatywnym kontekście. Najpierw, gdy gorszył się sypaniem kwiatków przez małego chłopca na procesji Bożego Ciała, a potem, gdy cieszył się z apostazyj „bylejakich katolików”. Mógłbym jeszcze skrytykować jego podejście do obecności małych dzieci na Mszy Świętej, ale już mi się nie chciało. Ogólnie ten ksiądz to stanowczo nie moja bajka i cieszę się, że nie jest moim proboszczem (pozdrawiam mojego proboszcza, jeśli to czyta).

Teraz jednak pojawiła się kwestia, ważna dla mnie, w której się z księdzem Wachowiakiek zgadzam i chcę tę zgodność publicznie ogłosić. Sprawa Psalmu, w którym Biblia Tysiąca Błędów każe Bogu miłować Prawo i Sprawiedliwość, też się już na moim blogu pojawiła. Tekst skończyłem konkluzją, że może warto by już pomyśleć o detronizacji Tysiąclatki z pozycji oficjalnego przekładu Kościoła katolickiego w Polsce. Tę konkluzję powtórzyłem też w kilku innych tekstach z tej serii. Kilka tygodni temu ksiądz Wachowiak napisał na twitterze: Przyznam, że zarówno w Puszczy, jak i teraz, na moją proboszczowską odpowiedzialność, poprosiłem czytających i śpiewających, by ze względu na potężne emocje w naszym Narodzie, gdy na Liturgii pojawia się Psalm „prawo i sprawiedliwość” wykonywali go jako „sprawiedliwość i prawo”. Potem dodał: Jestem poznaniak, więc czytam Biblię Poznańską, bowiem właśnie z Biblii Poznańskiej pochodzi preferowana przez niego wersja cytatu. Popieram tę decyzję, choć bardziej lege artis byłoby zastąpienie psalmu responsoryjnego śpiewem z graduału, ale rozumiem wybór. Graduał mógłby sprawiać dziwne wrażnie na nieprzygotowanych wiernych.

Oczywiście najważniejsze w tej sprawie nie jest to, czy Psalm kojarzy się politycznie, czy nie. Najważniejsze jest, że przyszedł już czas na zastanowienie się, czy Biblia Tysiąclecia powinna pozostawać oficjalnym przekładem. Jeśli nim pozostanie, problemy będą się mnożyć. Obecnie mamy już kilka lepszych od niej przekładów katolickich, nie jest też takim problemem jak pół wieku temu stworzenie nowego, ściśle liturgicznego.

Choucas – Zofia Nałkowska

Okładka książki Choucas Zofia Nałkowska

Najlepsza Chyba z czytany przeze mnie w tym roku książek Zofii Nałkowskiej. Na trop tej powieści trafiłem czytając Między zwierzętami, gdzie były zamieszczone jej fragmenty. Dzieło ma podtytuł powieść internacjonalna, a jeśli chodzi o systematykę literacką to można ją zakwalifikować jako powieść sanatoryjną. Powstała nieco ponad rok po Czarodziejskiej górze, nie wiem, czy Nałkowska miała przed jej napisaniem okazję do bliższego zapoznania się z dziełem Manna. Niezależnie, czy inspirowane pracą Niemca, czy też nie, Choucas są książką niezwykle ważną i wielka szkoda, że tak mało znaną. Po pierwsze, to pierwsza polska powieść tak szeroko podejmująca temat ludobójstwa (na przykładzie rzezi Ormian, w powieści konsekwentnie nazywanych Armeńczykami). Nic dziwnego, że po wojnie Nałkowska należała do czołówki pisarzy podejmujących ten temat. Jak pisał powojenny literaturoznawca Włodzimierz Wójcik: Zdanie: „Listy zgonów przesłane nam ostatnio, nie są zadowalające” mogłoby z powodzeniem znaleźć się w Medalionach. U podstaw tego wybitnego dokonania, jakim były nowele:Profesor Spanner, Dno, Wiza i inne, znajduje się niewątpliwie omawiana przez nas powieść. Słowem, Medaliony mogła napisać tylko autorka Choucas.

Jednak nie pamięć o ludobójstwie jest głównym przesłaniem tej powieści. Nieprzypadkowo umieszczam niniejszy wpis nie tylko w kategorii literatura, ale także w kategorii religia.Dysputy o religii odgrywają bowiem w powieści kluczową rolę, rzczecz znamienna zupełnie pominiętą w powstałym pod koniec lat sześćdziesiątych artykule Wójcika. Jak refren powtarza się w książce fragment ormiańskiej modlitwy:

Panie, zmiłuj się nad nami,
Panie, zmiłuj się nad nami.
Święta Trójco, ześlij pokój na ziemię,
Daj zdrowie chorymi Ulżyj cierpiącym!

Jak się dowiadujemy, modlitwa ta miała ciąg dalszy:

Powstań, Ojcze nasz, Boże nasz,
Ty, któryś jest ucieczką strapionych,
Przyjdź z pomocą sługom Twoim I daj zwycięstwo armiom chrześcijan.
O, bądź ucieczką dla ludu armeńskiego!
Panie, zmiłuj się nad nami!

Ten jednak fragment chora Ormianka, będąca tłumaczką tej modlitwy odrzuca, tak wyjaśniając: To jest bardzo piękne — powiedziała ona sa­ma. — Jest piękne, ale tylko dotąd. Pokazała mi palcem w tym miejscu, gdzie kończył się wiersz: Ulżyj cierpiącym! (…) Tak. Bo dalej jest prośba, której Bóg wysłuchać nie może.(…) Bóg nie może dawać zwycięstwa jednemu naro­dowi w walce z drugim narodem. Ja myślę, że o to prosić nie wolno, nie trzeba… (…) Ja nie wiem – ale zdaje mi się, że widocznie – nie może… Podbudowę teoretyczną do tej tezy daje wypowiedź innego bohatera: Najważniejsze, co dzieje się w tej chwili (…) jest proces, który myśliciele nazwali „internacjonali­zacją Boga”.—Tak (…) to jest sprawa olbrzymiej doniosłości, chociaż nie wszyscy to widzą. Bo oto czego dowiodła Szwajcaria, kraj, w którym myśl religijna najbliżej stoi życia, kraj, który jeszcze dziś ma swoich proroków, rzucających katedry teologii, by mieszkać w dzielnicach robotniczych i głosić bliskie zejście królestwa bożego na ziemię. Mianowicie, że jest możliwe — dla zrealizowania pewnej określonej koncepcji bytu socjalnego, a więc — i moralnego — pogodzić i połączyć to, co wszędzie indziej wydawałoby się do pogodzenia niemożliwe: języki, rasy, i religie — nie tylko różne, ale przeciwne sobie, a nawet wrogie. Ten wzór niezwykły, czyniący z ludności mieszanej silny naród, jest nauką, daną światu, jak ze zwalczających się narodów uczynić ludzkość. (..) —To przecież jasne. Proszę sobie tylko przypo­mnieć, jak wyglądały wojny dawne. Asyria walczyła w imię boga swego, Assura, którego władza kończyła się tam, gdzie terytorium jego państwa. Politeizm na­szych przodków to była ciągła, nieustanna zwada bóstw wojujących. Każdy kraik starożytny miał własnego boga, którego opieki i udziału wzywał, miał swego „pana zastępów”. I wszystkie dotychczasowe wojńy świata wciąż jeszcze usiłują przeniknąć w niebo, mi- litaryzują Boga, żądają, by zstąpił w błoto i krew ziemi. Modły przed bitwą o zwycięstwo, wciąganie sił niebieskich: na interwencję — czymże jest, jeżeli nie szczątkiem politeizmu. (…)— W żywocie kanonizowanej świeżo świętej Teresy od Dzieciątka Jezus jest takie oświadczenie uzdrowio­nej przez tę świętą Marii Duereux. Gdy pogrążona była w modłach i błagała Boga o zwycięstwo dla Francji, ukazała jej się święta Teresa i powiedziała: „Nie dozwolone jest przenikać wyroki Boże”. (…) To jest prawda, którą ludzie muszą zrozumieć: że Bóg jest ponad narodami. Muszą zrozumieć, że nie o wszystko trzeba się modlić, że nie o wszystko — wolno się modlić… (…) Właśnie W tym gorszącym zaślepieniu wieków pierwsza zrobiła wyłom Francja. Jej wojska szły w bój bez modłów o zwycięstwo. I przyjdzie czas, gdy wszystkie narody zrozumieją neutralność Boga. Nastąpi Jego internacjonalizacja. A wtedy wojna stanie się niemożliwa, utraciwszy swoją sankcję. Wydaje się to utopijne. Ale, jak pisał i śpiewał wieszcz naszych czasów: woda życia nie istnieje, ale zawsze warto po nią iść.

Muzyka organowa Jacka Glenca

Dziewiętnastego września bieżącego roku byłem w moim parafialnym kościele na koncercie zorganizowanym w ramach kolejnych rybnickich Dni Muzyki Organowej i Kameralnej. Wystąpili Edyta Langert-Paczyńska – sopran, Krzysztof Lasoń – skrzypce, Jacek Glenc – organy. Program był następujący:
J. S. Bach – Aria na strunie G (ze Suity D-dur)
J. S. Bach – Choral (10) Jesus bleibet meine Freude
J. S. Bach – Grave z II Sonaty a-moll na skrzypce solo
E. Elgar – Ave verum Corpus
J. Glenc – Chorale G-dur Maria, Du bist unsere beste Mutter
M. J. Żebrowski – Suscepit Israel z „Magnificat”
J. Glenc – Sanctus – Benedictus
J. S. Bach – Siciliana g-moll
E. Morricone – Gabriel’s Theme
J. Glenc – Vocalise per soprano e organo
C. Franck – Panis Angelicus (aus der Feierlichen Messe)
J. Glenc – Legenda per violino e organo
L. Delibes – Sous le dôme épais (“Flower duet” from “Lakme”)
J. Glenc – Fantazja Koncertowa C-dur

Z jednej strony mamy tu sporo dość znanej klasyki, z drugiej strony niemałą reprezentację utworów profesora Glenca. Po tym koncercie jestem zachwycony jego organowymi kompozycjami. Wcześniej słyszałem jego utwory symfoniczne, fortepianowe i chórowe. Podobały mi się owszem, ale nnie zrobiły takiego wrażenia jak te teraz. Jestem przekonany, że jako kompozytor muzyki organowej i organowo-wokalnej Jacek Glenc zasługuje na szeroką popularyzację,bo nie waham się nazwać tych dzieł wybitnymi. Prezentuję tu kilka, znalezionych na YouTube.

Opowieść z Dekameronu akurat na dzisiejsze czasy

Dzień pierwszy. Opowieść druga. Podróż Abrahama z Paryża do Rzymu

Abraham, Żydowin, zachęcony do podróży przez Giannotta di Civigni, udaje się do Rzymu. Ujrzawszy zepsucie kleru wraca do Paryża i staje się chrześcijaninem.

Opowieść Panfila została pochwalona przez białogłowy, które, słuchając jej, często śmiechem wybuchały. Gdy już opowiadanie, z wielką uwagą słuchane, do końca doprowadzone zostało, królowa siedzącej obok Panfila Neifile rozkazała opowiedzieć nową historię, według ustanowionej kolei. Dama ta, równie pięknością, jak dwornymi obyczajami ozdobiona, z radością na to żądanie przystała i zaczęła na ten kształt:

— Panfilo w swojej opowieści ukazał nam, że miłosierdzie boże nie liczy nam błędów naszych, gdy one z nieświadomości naszej wypływają, ja zasię w swojej opowieści pragnę pokazać, iż miłosierdzie to z cierpliwością znosi grzechy tych, którzy swymi uczynkami i słowami będąc obowiązani jawnym świadectwem mu służyć, wcale przeciwnie postępują. Tą drogą Bóg daje dowody niezachwianej prawdy, abyśmy z większą duszy stałością szli za tym, w co wierzymy.

Słyszałam kiedyś, miłe towarzyszki, taką opowieść: „Mieszkał ongiś w Paryżu bogaty kupiec i człek zacny, Giannotto di Civigni zwany. Był to człek sprawiedliwy i uczciwy; zajmował się rozległym handlem suknami. Wielka przyjaźń łączyła go z bogatym Żydem, zwanym Abrahamem, który także się kupiectwem parał, a był człekiem równie uczciwym i zacnym. Giannotto, widząc przymioty przyjaciela, wielce nad tym bolał, że dusza tak mądrego i dobrego człeka, dzięki błędom jego wiary, na potępienie wieczne skazana zostanie. Dlatego też jął go prosić dobrotliwie, aby porzucił błędy wiary żydowskiej i wiarę chrześcijańską przyjął, która (jak to sam dowodnie widzi) dzięki swojej świętości i prawdzie ciągle się rozpowszechnia i kwitnie, gdy tymczasem jego wiara coraz bardziej zanika, tak iż wreszcie wniwecz rozwiać się może. Żyd odparł, że krom wiary żydowskiej żadnej innej za dobrą i świętą nie uznaje, że zamierza umrzeć w tej, w której się narodził i wzrósł, że nie ma takiej siły, co by go od niej odwrócić mogła. Odpowiedź ta nie odwiodła Giannotta od tego, aby po kilku dniach nie obrócił się do swego przyjaciela z podobną mową, starając mu się dowieść na nadto grubych przykładach (jak to nieraz kupcy czynić umieją), dla jakich to racyj nasza wiara jest lepsza od żydowskiej.

A chocia Żydowin był w rzeczach wiary żydowskiej mistrzem zawołanym, przecie przyjaźń wielka, którą do Giannotta żywił, a może i słowa, włożone w usta tego prostego człeka przez Ducha Świętego, to sprawiły, że Żydowinowi wielce do smaku dowody Giannotta przypadać poczęły. Przecie jednak w wierze swojej błędliwej nadal trwał z uporem.

Im bardziej się w swoim uporze zacinał, tym więcej na niego Giannotto nastawał, aż wreszcie Żydowin, uległszy jego natarczywym prośbom, rzekł:

— Chcesz, Giannotto, abym wiarę chrześcijańską przyjął? Ja się od tego nie uchylam. Jednakoż przedtem chcę się udać do Rzymu, obaczyć tego, którego ty namiestnikiem bożym na ziemi zowiesz, zważyć jego postępki i obyczaje, a także życie jego braci-kardynałów. Jeśli wydadzą mi się takimi, że wedle ich życia sądząc poznam, iż wiara twoja jest lepsza od naszej, jak to starałeś się mi dowieść, uczynię to, com przyrzekł. Jeśli nie, pozostanę nadal żydem.

Giannotto, usłyszawszy o tym jego postanowieniu, wielce się strapił i rzekł do siebie: »Stracone są wszystkie moje zachody i trudy, których nie szczędziłem, aby go do przyjęcia chrześcijaństwa nakłonić, co zdawało się być rzeczą bliską. Pojedzie do Rzymu, obaczy na własne oczy, jak plugawe i występne życie księża wiodą, i nie tylko wiary naszej nie przyjmie, ale nawet gdyby i chrześcijaninem został, na judaizm powróciłby«. Obrócił się tedy do Abrahama i rzekł:

— Po cóż chcesz przedsiębrać tak uciążliwą i kosztowną podróż do Rzymu? Na tak bogatego człeka, jak ty, czyha tysiąc niebezpieczeństw na ziemi i na morzu. Zali nie znajdziesz tu kogoś, kto by cię ochrzcił? Jeżeli zaś żywisz jakieś wątpliwości co do wiary, którą ci wykładam, gdzież znajdziesz mądrzejszych i światlejszych ludzi jak tu? Dadzą ci oni wszelkie objaśnienia. Według mnie zatem ta twoja podróż wcale potrzebna nie jest. Pomyśl, że prałaci w Rzymie są podobni do tych, których tu widzisz, a może i świątobliwsi, jako że żyją w pobliżu najwyższego pasterza. Zachowaj swoje siły na inny raz, do czasu pielgrzymki po miejscach świętych, w której może i ja towarzyszyć ci będę.

— Wierzę, Giannotto — odparł Żydowin — że racja jest po twojej stronie, ale jeśli chcesz, abym spełnił to, o co mnie prosisz, to powiem ci w dwóch słowach, iż muszę jechać. W przeciwnym razie nic nie uczynię.

Giannotto uznawszy jego twarde postanowienie rzekł:

— Jedź zatem; szczęśliwej drogi ci życzę.

Pomyślał przy tym, że Żydowin, ujrzawszy dwór papieski, nigdy już chrześcijaninem się nie stanie. Aliści, nic na tym nie tracąc, już mu nie doradzał, aby pozostał.

Żydowin dosiadł rumaka i pośpieszył do Rzymu, gdzie przez Żydów z wielką okazałością przyjęty został. Przebywając w mieście, nie zdradzał się przed nikim, po co tu przybył, a tylko w tajemnicy śledził życie papieża, prałatów i kardynałów, i całego papieskiego dworu.

Jako człek bystry, niejedno sam spostrzegł, a i wiele od drugich uznał. Z tego wszystkiego wniósł, że każdy ksiądz, od najmniejszego do największego, rozpustą grzeszy i hołduje nie tylko naturalnej rozkoszy, ale i sodomskiej, nie znając hamulca, wyrzutów sumienia i wstydu. Dzięki przemożnemu wpływowi nierządnic i młodzieniaszków nie lada rzeczy można było w Rzymie uzyskać. Obaczył także, że wszyscy są żarłokami i pijanicami, że na kształt dzikich zwierząt jeno brzuchom swoim służą, nie mówiąc już o rozpuście. Jeszcze baczniej się im przyjrzawszy, poznał, że są skąpi i tak na grosz chciwi, że nie wstydzą się kupczyć wszystkim, poczynając od krwi ludzkiej, nawet chrześcijańskiej, a kończąc na rzeczach świętych, odpustach i beneficjach. Kupując i sprzedając, większy handel prowadzą i liczniejszych mają pośredników niż w Paryżu kupcy sukna i innych towarów. Jawną symonię ochrzcili mianem »zastępstwa«, a obżarstwo ukryli pod skromną nazwa »pokrzepienia sił«, tak jakby Boga można było oszukać znaczeniem tych słów i jakby On nie widział plugawych intencyj ich niskich dusz. Mniemali, widać, że Bóg, tak jak ludzie, imieniem rzeczy da się okłamać. Wszystkie te rzeczy a takoż i te, o których zmilczeć należy, nie podobały się wielce Żydowinowi, człekowi umiarkowanemu i obyczajnemu. Zdało mu się, że już dość widział, postanowił tedy do Paryża powrócić; tak też uczynił. Giannotto, dowiedziawszy się o jego powrocie, udał się do niego, straciwszy już wszelką nadzieję na to, aby Żydowin chciał chrześcijaństwo przyjąć. Spotkali się pełni ukontentowania i wielkiej radości. Po kilku dniach odpocznienia Giannotto zapytał się go, co myśli o Ojcu świętym, kardynałach i innych dworakach.

Żydowin odparł:

— Wydaje mi się, że Bóg źle czyni, łaskawością swoją ich darząc. Powiem ci, iż jeśli dobrze zważać i sądzić umiałem, w żadnym księdzu nie znalazłem ani krztyny świętości, pobożności czy przykładu godnego naśladowania. Rozpusta, chciwość, obżarstwo, wiarołomstwo, zawiść, pycha i inne gorsze występki (jeśli sobie można tylko gorsze wystawić) tak im weszły w obyczaj, że dwór papieski jest dla mnie raczej kuźnią diabelskich poczynań niż dzieł świętych. Według mego mniemania, wasz pasterz najwyższy, jako i wszyscy jego duchowni, z wielką pilnością a staraniem i umiejętnością chcą religię chrześcijańską poniżyć i z oblicza świata ją zetrzeć, chocia winni przecie być jej wsporem i obroną. A jako że, mimo tych ich wysiłków, wasza wiara coraz bardziej się rozpowszechnia i coraz jaśniejszą i doskonalszą się staje, tedy musiał Duch Święty w nią wstąpić, aby stanęła wyżej od wszystkich wiar świata. Dlatego też, jeśli dawniej głuchy byłem na twoje prośby i nie chciałem chrześcijaństwa przyjąć, to teraz mówię ci jawnie, że nic nie będzie w stanie mnie od tego powstrzymać. Chodźmy zatem do kościoła, pragnę przyjąć chrzest zgodnie z obyczajem waszej świętej wiary.

Giannotto, który spodziewał się całkiem przeciwnego postanowienia, usłyszawszy te słowa stał się najszczęśliwszym na ziemi człowiekiem. Udał się z Żydem do kościoła Najświętszej Marii Panny w Paryżu i poprosił księży, aby obrządku chrztu nad Abrahamem dopełnili. Prośbie tej zaraz było uczynione zadość. Giannotto był jego ojcem chrzestnym. Nawrócony imię Jana otrzymał. Później Giannotto polecił go światłym ludziom, którzy go wkrótce w rzeczach wiary świętej całkowicie wyćwiczyli. Jan zasłynął też później jako człek wielce zacny i świątobliwy”.

Za serwisem Wolne Lektury

***

Komentarz Svetomira: „Dekameron” uchodzi za dzieło frywolne, nieobyczajne, ocierające się o pornografię. Jest to jednak tylko połowa prawdy. Jednocześnie jest to bowiem książka głęboko chrześcijańska, pełna głębokich pouczeń duchowych, bardzo pożyteczna w formacji religijnej. Dlatego warto ją czytać.

Myśli – św. Jan Chryzostom

Okładka książki Myśli św. Jan Chryzostom

Piąta lub szósta, zależy od tego czy liczyć Hunta, książka religijna w tym roku, druga patrystyczna. Zupełnie inna od tej pierwszej, czyli Wyznań świętego Augustyna. Nie jest to powiem zwarte dzieło Ojca Kościoła, ale wybór myśli zawartych w różnych jego dziełach dokonany przez międzywojennego pisarza i literaturoznawcę Józefa Birkenmajera. Pozostaje więc otwartą kwestią na ile ta pozycja jako cłość jest dziełem Chryzostoma, na ile zaś Birkenmajera. Nie ulega bowiem wątpliwości, że antologista również twórcą pracującym w pierwotnym materiale literackim i od jego zdolności i zaangażowania w dużej mierze zależy efekt końcowy. Skoro więc jest to wybór myśli, utwór nieciągły, to też i jego lektura powinna być nie ciągła. Dobrze jest czytać te myśli pojedynczo, lub po kilka najwyżej naraz. Tak też uczyniłem, toteż w efekcie książeczkę kilkakroć cieńszą od Wyznań, czytałem kilkakroć dłużej. Duchowy pożytek z obydwu, jam mi się zdaje, równie spory.

*****

32/52/2023

Bóg jest wszędzie

Ten tekst miałem napisać już pół roku temu. Obiecałem to pewnej pobożnej katoliczce, króra ostro zanegowała tytułową tezę. Trochę jednak czasu zajęły mi przygotowania do jego napisania. Chyba dobrze się stało, bo obecnie temat pojawił się w ogólnokościelnym dyskursie, po tym , gdy Ojciec Święty przypomniał prawdę o wszechobecności Boga, nieco niefortunnie powołując się na kontrowersyjnego teologa ubiegłego stulecia Pierre’a Teilharda de Chardin. Postanowiłem więc przypomnieć, że nauka o wszechobecności (omniprezencji) Boga jest prawdą wiary katolickiej i znajduje wiele potwierdzeń w Piśmie Świętym i u Ojców Kościoła.

Wszechobecność Boga w Katechizmie Kościoła Katolickiego

300 Bóg jest nieskończenie większy od wszystkich swoich dzieł: „Tyś swój majestat wyniósł nad niebiosa” (Ps 8, 2); „a wielkość Jego niezgłębiona” (Ps 145, 3). Ponieważjednak jest Stwórcą niezależnym i wolnym, pierwszą przyczyną wszystkiego, co istnieje, jest takŜe obecny w najgłębszym wnętrzu swoich stworzeń: „W Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy”(Dz 17, 28). Według słów św. Augustyna jest On superior summo meo et interior intimo meo „wyższy od mojej wysokości i głębszy od mojej głębi”.

Wszechobecność Boga w Piśmie Świętym

przecież niebo i niebiosa najwyższe nie mogą Cię objąć, a cóż dopiero ta świątynia, którą zbudowałem! (1 Krl 8,27)

Czy może się człowiek ukryć w zakamarkach, tak bym go nie widział? – wyrocznia Pana. Czy nie wypełniam nieba i ziemi? (Jr 23,24).

Jeśli wstąpię do nieba, tyś tam jest, jeśli zstąpię do piekieł, tyś też tam. Gdybym wziął skrzydła od zorzy i zamieszkał na morza krańcu, tam też mnie zawiedzie twa ręka i dosięgnie twoja prawica. Gdybym rzekł: «Może ukryje mnie ciemność i noc mnie otoczy», to i ciemność nie jest ciemna tobie, i noc jest jasna jak dzień, ciemność dla ciebie jest jak światło. (Psalm 139 w przekładzie Leopolda Staffa)

Bóg, Stwórca świata i wszystkiego, co się w nim znajduje, Pan nieba i ziemi, nie mieszka w świątyniach, które zbudowały ludzkie ręce, i nie trzeba mu posługi z ręki człowieka, jak gdyby mu czegoś brakowało. On sam daje przecież wszystkim życie, tchnienie i w ogóle wszystko. Wywiódł on cały rodzaj ludzki z jednego człowieka, aby siedziby swe rozmieścił po całym obszarze ziemi. On wyznaczył im czas właściwy i jego trwanie i ustanowił granice, w których mieszkać mają.Mieli szukać Boga w nadziei, że może dotrą do niego i odnajdą go. Toć istotnie jest niedaleko od każdego z nas. Bo w nim żyjemy i poruszamy się, i jesteśmy – jak to powiedzieli niektórzy wasi poeci: Z jego rodu jesteśmy. (Dz. 17, 24-28)

Wszechobecność Boga u Ojców Kościoła

Cechą Boga najwyższego, wszechmocnego i prawdziwego jest nie tylko być wszędzie, ale także wszystko widzieć, wszystko słyszeć, gdyż nie jest On ograniczony miejscem. Bo w takim razie obejmujące Go miejsce byłoby większe od Niego – większym bowiem jest to, co obejmuje, od tego, co jest obejmowane. Bóg natomiast nie jest objęty żadnym miejscem, lecz sam jest miejscem wszystkiego(Święty Teofil z Antiochii, Do Autolyka, II 2).

Lecz cóż stąd więcej? Należy raczej zwrócić się ku zagadnieniu, o które pytasz. Przede wszystkim chcę, abyś wiedział, że chrześcijańska nauka nie utrzymuje, jakoby Bóg tak wstąpił w ciało, w którym się narodził z Dziewicy, że skutkiem tego porzucił albo zaniechał pieczy nad kierowaniem światem, bądź przeniósł ją do tego małego ciała, jakby skondensowaną w materii. Ten pogląd jest właściwy ludziom, którzy nie są w stanie wyobrazić sobie niczego poza ciałami materialnymi; czy to tymi o konsystencji gęstszej, jak wilgoć i ziemia, czy to subtelniejszej, jak powietrze i światło; ale jednak ciałami materialnymi, z których żadne nie może być wszędzie w całości, ponieważ z powodu niezliczonej ilości części, z konieczności każdy element jest gdzie indziej, i czy ciało jest wielkie, czy bardzo małe, zajmuje przestrzeń miejsca, i to właśnie miejsce wypełnia tak, że w żadnej części tego miejsca nie jest ciało materialne w całości. I stąd możność kondensacji, rozrzedzania, ściągania i rozciągania, zmniejszania do drobin i powiększania do wielkich rozmiarów, stanowi zasadniczą własność ciał materialnych. Zupełnie inna jest natura duszy, niż natura ciała. O ileż bardziej różna jest natura Boga, który jest Stwórcą, niż duszy i ciała! Mówi się, że Bóg nie tak wypełnia świat, jak woda albo powietrze, czy samo światło, żeby swoją mniejszą częścią wypełniać mniejszą część świata, a większą częścią, większą część. Potrafi wszędzie być cały i nie jest ograniczany żadnym miejscem; potrafi przyjść, bez odchodzenia stamtąd, gdzie był; potrafi odejść bez opuszczania miejsca, dokąd przybył.(Św. Augustyn, list 137)

Bóg nie znajduje sie nigdzie, a jest wszędzie. Nie przebywa bowiem w określonym miejscu, ani nie ma takiego miejsca, w którym by się mieścił. (Św. Jan Chryzostom, Myśli I)

Wszechobecność Boga w Liturgii katolickiej

Zaprawdę, godne to i sprawiedliwe a dla nas zbawienne, * abyśmy Tobie składali dziękczynienie i Ciebie wychwalali, * Panie, Ojcze niebieski, wszechmogący i miłosierny Boże, * w którym żyjemy, poruszamy się i jesteśmy. W czasie naszej doczesnej pielgrzymki * doznajemy Twojej dobroci w codziennych potrzebach * i nosimy już w sobie zadatek życia wiecznego. * Mając bowiem pierwsze dary Ducha, * przez którego wskrzesiłeś z martwych Jezusa, * spodziewamy się wiekuistego udziału w misterium paschalnym. Dlatego z wszystkimi Aniołami wychwalamy Ciebie * z radością wołając: Święty, Święty, Święty… (VI prefacja na niedziele zwykłe)

Przez Chrystusa, naszego Pana, * przez którego, Boże, wszystkie te dobra * ustawicznie stwarzasz, uświęcasz, ożywiasz, * błogosławisz i nam ich udzielasz. (Kanon Rzymski)

Zaprawdę, święty jesteś, Boże, * i słusznie Cię sławi wszelkie stworzenie, * bo przez Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, naszego Pana, * mocą Ducha Świętego ożywiasz i uświęcasz wszystko * oraz nieustannie gromadzisz lud swój, * aby na całej ziemi * składał Tobie ofiarę czystą. (III Modlitwa Eucharystyczna)

Między innymi bowiem w tym objawia się wszechobecność Boga, że On wszystko co istnieje nieustannie stwarza, ożywia, uświęca i błogosławi. Jego Obecność przenika wszystko.

Kto neguje wszechobecność Boga?

Nauka o wszechobecności Boga jest wspólna dla katolików, prawosławnych i większości protestantów. Negują ją za to Świadkowie Jehowy: Bóg widzi wszystko i może podejmować działania, gdziekolwiek zechce (Przysłów 15:3; Hebrajczyków 4:13). Jednak Biblia nie uczy, że jest wszechobecny, czyli że jest wszędzie i we wszystkim. Księga ta informuje, że Bóg jest osobą i przebywa w swoim miejscu zamieszkania. (…) Bóg przebywa w świecie duchowym, który różni się od materialnego. W świecie tym Bóg ma „miejsce swego zamieszkania, w niebiosach” ​(1 Królów 8:30). W Biblii czytamy, że przy pewnej okazji aniołowie, którzy również są istotami duchowymi, „weszli, żeby stanąć przed Jehową a”, co nasuwa wniosek, że Bóg w pewnym sensie mieszka w konkretnym miejscu (Hioba 1:6). (…) Bóg nie przebywa na ziemi ani gdziekolwiek indziej w materialnym wszechświecie (1 Królów 8:27). To prawda, że gwiazdy i inne dzieła „oznajmiają chwałę Boga” ​(Psalm 19:1). Jednak nie mieszka On w stworzonych przez siebie rzeczach, tak jak artysta nie mieszka w namalowanym przez siebie obrazie. Z drugiej strony obraz może nam coś powiedzieć o artyście. Tak samo widzialny świat mówi nam o „niewidzialnych przymiotach” Stwórcy, takich jak moc, mądrość oraz miłość (Rzymian 1:20). Wyraźnie widać tu przejawy daleko idącej antropomorfizacji Boga.

Również niektórzy fundamentaliści protestanccy negują wszechobecność Boga. Na przykład Dave Hunt pisze: Cho ciągnie dalej analogie i powiada: „Czwarty wymiar zawiera pozostałe trzy.” I tak mamy hinduistyczną koncepcję boga, który jest wszystkim. A ponieważ bóg jest wszystkim, stwarza rzeczy z siebie samego. I wszechświat jest jego częścią. A jak on to robi? Wizualizuje! Kiedy wizja staje się rzeczywistością, staje się to podobne do wysiadywania jaja przez kurę, czy inkubacji i wydaleniu tego, co następnie ujawnia się w wymiarze fizycznym. Następnie Paul Yonggi Cho pisze: „Ludzie są istotami z czwartego wymiaru, podobnie jak szatan, aniołowie, demony i Bóg.” Nie jesteście z Bożego wymiaru! Nie należycie do klasy bogów. Bóg przebywa w swoim własnym wymiarze. W światłości, do której nikt nie ma dostępu, której nikt nie widział i widzieć nie może. Choć wprost neguje jedynie zdanie: Bóg jest wszystkim, to z kontekstu wynika, że odrzuciłby również zdania Bóg jest we wszystkim, wszystko jest w Bogu, czy Bóg jest wszędzie. Świadczą o tym chociażby dwa ostatnie zdania zacytowanego przeze mnie fragmentu. Odnoszę wrażenie, że pogląd ten przenika też w większym, czy mniejszym stopniu do fundamentalizmu katolickiego, dlatego uznałem za konieczne poruszenie tego tematu.

Wszechobecność Bożą głoszą zgodnie Pismo Święte, Tradycja i Liturgia katolicka. Dlatego warto o tej prawdzie przypominać. Ma ona fundamentalne znaczenie dla życia duchowego. Skoro bowiem Bóg jest wszędzie, to stale żyjemy w Jego obecności. Warto to sobie jak najczęściej uświadamiać, bo jest to jeden ze sposobów dojścia do nieustannej modlitwy, do której wzywał święty Paweł – nieustanna świadomość przebywania w Bożej obecności.

Dzienniki czasu wojny – Zofia Nałkowska

Okładka książki Dzienniki czasu wojny Zofia Nałkowska

Trzecia książka Nałkowskiej na mojej tegorocznej liście lektur. Na pewno nie ostatnia. Cenna pozycja do poznania wojennych losów nie tylko samej autorki, ale i wielu innych polskich pisarzy. Ciekawe tropy lekturrowe. Zaskoczyło mnie też, że akurat się tak trafiło, że czytałem tę książkę miesiąc po Wyznaniach Augustyna, a Naukowska poświęca temu dziełu Ojca Kościoła obszerny akapit, zwracając uwagę głównie na rozważania o czasie, które mnie również zaintrygowały, o czym parę tygodni temu pisałem. Tak się to często plecie, już przywykłem. Ciekawy fragment o przeżyciach duchowyc cytowałem już w osobnym wpisie.

33/52/2023

******

Polskie i niemieckie beatyfikacje

W dniu beatyfikacji rodziny Ulmów Cezary Trotyl Gmyz zaczął głosić KŁAMSTWO, że media niemieckie o tej beatyfikacji milczą. Kłamstwo to podchwycił i nagłośnił minister Gliński. Kłamstwo to szybko zostało zdementowane przez różnych komentatorów, najbardziej kompleksowo przez Jacka Dehnela. Podał on kilka przykładowych linków:

https://www.dw.com/de/polen-familie-die-juden-rettete-wird-seliggesprochen/a-66758706?fbclid=IwAR1WzuXThYD4-myGIYRuhccV1yqV4G-xY-6iYnrRBFp_HEGWJd5ErL5IsHs

https://www.katholisch.de/artikel/46969-von-den-nazis-ermordet-polnische-familie-ulma-seliggesprochen?fbclid=IwAR1tM1FFm-wmJdvh8dAsQRR_gqLweP-2Bgln3U9Iaf-HsDYrMEy1dLJbBRE

https://www.domradio.de/artikel/papst-wuerdigt-seliggesprochene-polnische-familie-ulma?fbclid=IwAR2BS4iAx7LOqzqwIQCKiZzDqtwA1VsPk-TVRzrAN8DP8AoqyXCwz7htsgk

https://www.die-tagespost.de/kirche/weltkirche/ein-beispiel-bedingungsloser-naechstenliebe-art-242103?fbclid=IwAR2Ox8iXExeYsHv0-RwJWmKQmvxWTGYjnIhl7FgxbRKw3G-ns9y-8meEstI

https://www.nwzonline.de/landkreis-wittmund/getoetete-polnische-familie-wird-selig-gesprochen-der-moerder-kam-aus-esens_a_4,0,2281487611.html?fbclid=IwAR2qzvxeSOxGkLtUZv4k44HyFyeM2ht8zqVJchU6fEti7l3wzzBONuOAIrg#

https://www.juedische-allgemeine.de/juedische-welt/sie-waren-helden-4/?fbclid=IwAR022-2vLtLz6FfygjPKWn6xuY9heOyBnx9of-sC6_dBfBtU1Jzkg5xeQRc

Ja natomiast chcę zwrócić uwage na jeszcze jeden aspekt. Otóż betayfikacje są zazwyczaj wydarzeniami lokalnymi, krajowymi, zwłaszcza odkąd Benedykt XVI przestał je celebrować osobiście. A więc zasadniczo w Niemczech nie pisze się o polskich beatyfikacjach, a w Polsce nie pisze się o beatyfikacjach niemieckich. Beatyfikacja Ulmów była wyjątkiem, bo pisano o niej na całym świecie, również w Niemczech. Ostatnia jak dotąd beatyfikacja w Niemczech odbyła się w 2022 i dotyczyła Jana Filipa Jeningena SJ. W Polsce napisał o niej wyłącznie portal opoka.org.pl.

Wzywam tedy, by w ramach ekspiacji za kłamstwo Cezary Gmyz napisał do polskich mediów obszerny tekst o błogosławionym Janie Filipie. Dopóki tego nie uczyni, powinien być nazywany Cezary Kłamca Gmyz.

Czego dusza pragnie. Elementarz duchowy – Joachim Badeni OP

Okładka książki Czego dusza pragnie. Elementarz duchowy Joachim Badeni OP

Kolejna książka religijna, czwarta w tym roku, w odróżnieniu od poprzedniej, współczesna. Zapis konferencji (czy, jak je nazywa prelegent, impulsów) z seminarium Odnowy w Duchu Świętym. Ukazuje, że charyzmatyzm może i powinien prowadzić do kontemplacji. I wtedy, gdy do niej prowadzi (choć wiadomo, że nie wszystkich doprowadzi) jest w pełni katolicki.

*****

31/52/2023

Chołod – Szczepan Twardoch

Co dwa lata w czasie wakacji czytam kolejne, najnowsze powieści Twardocha: w 2017 Króla, w 2019 Królestwo, w 2021 Pokorę i teraz Chołod. Najnowsza powieść mnie nie zawiodła. Warto zwrócić uwagę, że pierwszosobowy narrator większości teksu (bo fabula jest nieco szkatułkowa) jest bohaterem zasadniczo negatywnym, a ostatnio pierwszoosobowe narracje bohaterów negatywnych (choć dla odmiany niefikcyjnych i pewnie właśnie w tem problem) budzą w Polsce duże emocje. Dużo jednak ciekawsze jest paraetnograficzny quasiesej o życiu fikcyjnej wspólnoty etnicznej. Zaskakująco kompletny i, w odróżnieniu od wielu podobnych przypadków w literaturze dawniejszej, mało utopijny.

*****

30/52/2023

ZWYCIĘZCA W PLEBISCYCIE 2022

Szczepan Twardoch

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij