Znów napisali do mnie iluminaci

Gdy zamieściłem wpis o pierwszym zaproszeniu jakie otrzymałem od iluminatów na grupie Jedyna prawdziwa i słuszna sekcja katolicka został on skomentowany powyższym obrazkiem. Ostatnio napisali do mnie znów i jak widać, nie popełnili już tego samego błędu.

Pozdrowienia, mamy przyjemnosc oglosic i przedstawic wam zawiadomienie o naszym dynamicznym ruchu dynastii Bractwa Iluminatów Spolecznych, w którym zachwycamy naszych czlonków pomoca i wsparciem uznania finansowego i spolecznego, w kazdym ich przedsiewzieciu. Byc moze jestesmy na dobrej drodze Program rekrutacji misjonarzy i wysylamy slowa do wszystkich zainteresowanych osób na calym swiecie, aby pomóc w ulatwieniu, promowaniu i sponsorowaniu kazdego marzenia i dynamicznych planów niektórych Wybranych i Szczesliwych Aspirantów na calym swiecie. Po wiecej informacji? uprzejmie prosimy o kontakt (przedstawiciel dr Steve Scalise) pod nastepujacym adresem e-mail: (dynamicbrotherhooddynasty@outlook.com) Uwaga: tylko dla powaznych aspirantów, którzy sa zainteresowani i chca dolaczyc do dynamicznego ruchu dynastii Bractwa na rzecz wyzszych i wiekszych celów zyciowych. Adres e-mail do kontaktu: dynamicbrotherhooddynasty@outlook.com Zadzwon: +18564168561 Greetings, We are Delighted to Announce and bring to your Notice about our Dynamic Movement of the Social illuminati Brotherhood Dynasty, Where we delight our Members with the help and Assistance of Financial and Social Recognition, in every of their Endeavor, Perhaps we are on our Missionary recruitment Program and we are sending words to every interested Individuals around the world, in order to help Facilitate, Promote and Sponsor every dream and dynamic plans of some of the Chosen and Lucky Aspirants around the World. For more Information? kindly Contact (Rep Dr. Steve Scalise) on the following email: (dynamicbrotherhooddynasty@outlook.com) Please Note: Only for Serious Aspirants who are interested and willing to Join the Dynamic Brotherhood Dynasty Movement for Higher and Greater Life Purpose. Contact Email: dynamicbrotherhooddynasty@outlook.com Call: +18564168561 Only for Serious Aspirants Tylko dla powaznych aspirantów

Obawiam się jednak, że tym razem są to inni iluminaci. O ile za pierwszym razem wyglądało to na przekręt nigeryjski, to tym razem sprawia wrażenie werbunku do sekty. Co o tym sądzicie?

Unicestwianie – Michel Houellebecq

Okładka książki Unicestwianie Michel Houellebecq

Po wyrażnie słabszej „Serotoninie” Michel Houellebecq wrócił do pełni formy. Jest tu, jak to u niego, eros i tanatos, sporo jednego i drugiego. Tym razem jest też niemało duchowości, głównie pogańskiej, ale i szczypta chrześcijańskiej. I po raz pierwszy chyba główny bohater jest chyba człowiekiem spełnionym, choć zmierza ku rychłej i nieuchronnej śmierci.

Mój aktualny ranking powieści tego pisarza: Cząstki elementarne, 2.Unicestwianie 3. Mapa i terytorium, 4. Platforma, 5. Poszerzenie pola walki, 6. Serotonina, 7. Uległość. Jeszccze mi jak widać co najmniej jedna pozostała do porzeczytania.

35/52/2023

*****

Piosenka halloweenowa 2023 – Światło ze szczeliny

Photo by Matheus Bertelli on Pexels.com

Światło ze szczeliny
Wydrążonej w dyni
Przedziera się przez mrok
Światło ze szczeliny
Wydrążonej w dyni
Przyciąga ludzki wzrok
Światło ze szczeliny
Wydrążonej w dyni
Oświetla każdy krok
Światło ze szczeliny
Wydrążonej w dyni
I w przód, i w tył, i w bok.

Światło ze szczeliny
Wydrążonej w dyni
Rozświetla ciemną noc
Światło ze szczeliny
Wydrążonej w dyni
Otula niczym koc
Światło ze szczeliny
Wydrążonej w dyni
Mocniejsze niż pięć proc
Światło ze szczeliny
Wydrążonej w dyni
Niesie ze sobą Moc.

Światło ze szczeliny
Wydrążonej w dyni
Przybliża dobry sen
Światło ze szczeliny
Wydrążonej w dyni
Noc ciemną zmienia w dzień
Światło ze szczeliny
Wydrążonej w dyni
Jasne jak czysty len
Światło ze szczeliny
Wydrążonej w dyni
Potrzebne niczym tlen.

***

I dla przypomnienia kilka starszych piosenek hallowenowych
2022

2021

2020

2019

Ekumeniczne śpiewy duchowe – Chorhurt chorin – ormiańska perełka modlitewna

W środowisku miłośników starych modlitewników funkcjonuje pojęcie perełki, czyli pięknej modliwy znalezionej w którejś z tych ksiąg. Ja mam nieco inną wrażliwość modlitewną, wolę modlitwy rytmiczne i rymowane, łatwo dające się zaśpiewać i zapamiętać, bo swoją praktykę duchową opieram na pamięci, powtarzaniu i śpiewie, choćby tylko wewnętrznym.

Jednak i ja mam taką perełkę, która mnie zachwyca, choć po polsku nie jest ani rytmiczna, ani rymowana. Pochodzi nie z jakiegoś dziewiętnastowiecznego polskiego modlitewnika, a ze starożytnej Liturgii ormiańskiej – Boskiej Liturgii Świętego Grzegorza Oświeciciela. Chorchurt chorin to pierwszy hymn publicznej części Surp Patarak, czy ormiańskiej Mszy Świętej.

O głęboka Tajemnico, niepojęta i bez początku. Przyozdobiłaś moce niebieskie w pełnię niedostępnego światła a chóry anielskie przeogromną chwałą. Z zadziwiającą mocą stworzyłaś Adama na obraz i podobieństwo Swoje, ozdabiając go w raju – miejscu radości – w niewypowiedzianą chwałę. O Królu Niebieski, zachowuj swój Kościół i strzeż go w pokoju razem z tymi, którzy uwielbiają Twe imię.

Խորհուրդ Խորին անհաս անսկիզբն որ զարդարեցեր զվերին պետութիւնդ, ի յառագաստ
անմատոյց լուսոյն. գերապանծ փառօք զդասս հրեղինաց։
Թագաւոր երկնաւոր զԵկեցեցի քո անշարժ պահեա. եւ զերկրպագուս անուանդ քում պահեա ի
խաղաղութեան։

Khorhurd khorin anhas aneskizbn, vor zardaretser zverin petutyund i haragast anmatuyts lusuyn gerapantz parroq zdases hreghinats. Steghtzer zAdam patker tira-kan nazeli parroq zgestavoretser i drakhtn Adeni teghi berkranats. Charcharanoq Qo Miatznin norogetsan araratzq yev verestin mardn anmahatsav zardareal i zgest ankoghopteli Tagavor yerknavor, zyekeghetsi Qo pahea ev zyerkerpagus anvaned Qum pahea i khaghaghutean.

Szymon Gajowiec a Severus Snape

Dotarłszy do najrdzenniejszej Polski, bo do stolicy — Warszawy — ani po drodze, ani w tym mieście Cezary Baryka nie znalazł szklanych domów. Nie śmiał o nie nawet nikogo zapytać. Zrozumiał, że zmarły ojciec boleśnie zeń przede śmiercią zażartował sobie. Jednak — być może pod wpływem tej tak naiwnej legendy, a być może pod wpływem głównego jej bohatera, „kuzyna Baryki”, Cezary postanowił wstąpić na medycynę w Warszawie. Nie miał swych bakińskich papierów, lecz po egzaminie dość pobieżnym został przyjęty i począł chodzić na wykłady. Z zapałem krajał truposze, uczył się osteologii, chemii, botaniki itp. Zawarł nowe znajomości z „Polakami” i dość sobie w tych nowych ludziach podobał, choć go nieraz swą „nieszczerością” ranili. Pod względem materialnym wiele mu pomógł znajomy ojca nieboszczyka, pan Szymon Gajowiec, bardzo wysoki urzędnik w nowo kreowanym Ministerium Skarbu, dał mu bowiem nieetatową posadę w swym biurze i nastręczył bardzo korzystne lekcje języka rosyjskiego w sferach wyższej oficerii, pochodzącej z „Galicji”. Ów pan Gajowiec szczególnie rozpytywał się o matkę Cezarego, którą znał był bardzo dawno w mieście Siedlcach. Po wielekroć kazał sobie powtarzać o niej wszelkie szczegóły, wszystkie perypetie jej niedoli i śmierci.

Cezary z nadzwyczajną dokładnością wszystko to opowiadał temu nieznajomemu człowiekowi, a tamten z wytężoną uwagą wszystkiego słuchał — ba! — słuchał ze łzami w oczach, a raz nawet, w trakcie opowieści o ostatnich dniach męczeńskich, gorzko zapłakał. Cezary nie mógł się domyśleć, czemu to tak jest, czemu ten jegomość, który jego matki nie widział od lat tylu, odkąd kraj porzuciła, tak się jej losem przejmuje i wzrusza. Ale pan Gajowiec, sztywny i wytworny biurokrata, stary kawaler, pedant i zimny służbista, sam mu to wytłumaczył, gdy tak pewnego razu sam na sam rozmawiali. Przyznał się w sposób spokojny i zimny, jakby mówił o finansowej sprawie, bez cienia afektacji, wstydu fałszywego i fałszywej czułości, iż za dawnych swych lat kochał matkę Cezarego. Ją jedną kochał w swym życiu. Był wówczas biednym urzędniczkiem w siedleckiej „Pałacie”, toteż nie mógł się równać z ojcem Cezarego, który nagle z Rosji przyjechał, otoczony nimbem powodzenia. Wydano ją za lepszego konkurenta — nic dziwnego… Któż by, jacy rodzice mogli byli odrzucić podobną partię? Pojechała jako młoda panienka, a oto teraz imię tylko z niej zostało. Pan Gajowiec sucho zapewnił Cezarego, iż nigdy nie uścisnął ręki jego matki, iż jej słowami nigdy swych uczuć nie wyznał. Raz… pewien list… ale to nie należy do rzeczy i nie wpłynęło na sprawę jej postanowienia.

Toteż nie ma w tym nic złego, iż synowi o tym mówi, bo przecie i jej samej już nie ma. Nie ma już — żal się Boże! — nawet rywala. Został tylko on, Cezary, cień i podobizna „panny Jadwigi”, a ma oczy kubek w kubek do matki podobne. Pan Gajowiec chętnie z Cezarym rozmawiał. Zamykali się częstokroć sam na sam i godzinami wspominali o umarłej. Nie było szczegółu, wzmianki, wersji, anegdoty, która by nie interesowała starszego pana, skoro dotyczyła zmarłej. Nie było tematu z nią złączonego, który by nużył słuchacza. Cezary znajdował również szczególną rozkosz w tych rozmowach o matce. Zdawało mu się nieraz, iż tak samo jak pan Gajowiec widzi ją młodziuteńką, śliczną, wesołą, że ją poznaje jako pannę Jadwigę, pannę Jadzię, w której do szaleństwa, do obłędu kocha się pewien młokos z „Pałaty” i mówi jej wciąż o tym rozmarzonymi oczami. To była nowa postać matki, nowy jej obraz, nowe przemienienie się bolesnej starej kobiety, która go obsługiwała, kijem się podpierając. Tak to z panem Gajowcem kochali się obadwaj na nowo w widmie panny Jadwigi.

***

Zapowiadałem już kilka miesięcy temu, że wrócę do „Przedwiośnia”, by go obszernie zacytować, podobnie jak wcześniej cytowałem „Zbrodnię i karę” oraz „Chłopów”. Tamte cytaty miały charakter religijny, ten jest świeccki.

Nie wiem jak jest dla Was, drodzy czytelnicy (jeśli w ogóle istniejecie), ale dla mnie relacja między Szymonem Gajowcem, a Cezarym Baryką przypomina relację Severusa Snape’a i Harrego Pottera. Mamy w obydwu przypadkach relację dojrzałego mężczyzny z niespokrewnionym młodzieńcem, sierotą. Mężczyzna kiedyś kochał się w matce młodzieńca, a po jej śmierci opiekuje się jej synem, który ma jej oczy. Nie sądzę, by Rowling czytała Zeromskiego. Raczej oboje wykorzystali ten sam archetypiczny wątek od setek lat krążący w utworach literackich.

Ksiądz Daniel Wachowiak i słowa Psalmu

Ksiądz Daniel Wachowiak pojawiał się już na moim blogu dwa razy, w każdym z tych przypadków w negatywnym kontekście. Najpierw, gdy gorszył się sypaniem kwiatków przez małego chłopca na procesji Bożego Ciała, a potem, gdy cieszył się z apostazyj „bylejakich katolików”. Mógłbym jeszcze skrytykować jego podejście do obecności małych dzieci na Mszy Świętej, ale już mi się nie chciało. Ogólnie ten ksiądz to stanowczo nie moja bajka i cieszę się, że nie jest moim proboszczem (pozdrawiam mojego proboszcza, jeśli to czyta).

Teraz jednak pojawiła się kwestia, ważna dla mnie, w której się z księdzem Wachowiakiek zgadzam i chcę tę zgodność publicznie ogłosić. Sprawa Psalmu, w którym Biblia Tysiąca Błędów każe Bogu miłować Prawo i Sprawiedliwość, też się już na moim blogu pojawiła. Tekst skończyłem konkluzją, że może warto by już pomyśleć o detronizacji Tysiąclatki z pozycji oficjalnego przekładu Kościoła katolickiego w Polsce. Tę konkluzję powtórzyłem też w kilku innych tekstach z tej serii. Kilka tygodni temu ksiądz Wachowiak napisał na twitterze: Przyznam, że zarówno w Puszczy, jak i teraz, na moją proboszczowską odpowiedzialność, poprosiłem czytających i śpiewających, by ze względu na potężne emocje w naszym Narodzie, gdy na Liturgii pojawia się Psalm „prawo i sprawiedliwość” wykonywali go jako „sprawiedliwość i prawo”. Potem dodał: Jestem poznaniak, więc czytam Biblię Poznańską, bowiem właśnie z Biblii Poznańskiej pochodzi preferowana przez niego wersja cytatu. Popieram tę decyzję, choć bardziej lege artis byłoby zastąpienie psalmu responsoryjnego śpiewem z graduału, ale rozumiem wybór. Graduał mógłby sprawiać dziwne wrażnie na nieprzygotowanych wiernych.

Oczywiście najważniejsze w tej sprawie nie jest to, czy Psalm kojarzy się politycznie, czy nie. Najważniejsze jest, że przyszedł już czas na zastanowienie się, czy Biblia Tysiąclecia powinna pozostawać oficjalnym przekładem. Jeśli nim pozostanie, problemy będą się mnożyć. Obecnie mamy już kilka lepszych od niej przekładów katolickich, nie jest też takim problemem jak pół wieku temu stworzenie nowego, ściśle liturgicznego.

Choucas – Zofia Nałkowska

Okładka książki Choucas Zofia Nałkowska

Najlepsza Chyba z czytany przeze mnie w tym roku książek Zofii Nałkowskiej. Na trop tej powieści trafiłem czytając Między zwierzętami, gdzie były zamieszczone jej fragmenty. Dzieło ma podtytuł powieść internacjonalna, a jeśli chodzi o systematykę literacką to można ją zakwalifikować jako powieść sanatoryjną. Powstała nieco ponad rok po Czarodziejskiej górze, nie wiem, czy Nałkowska miała przed jej napisaniem okazję do bliższego zapoznania się z dziełem Manna. Niezależnie, czy inspirowane pracą Niemca, czy też nie, Choucas są książką niezwykle ważną i wielka szkoda, że tak mało znaną. Po pierwsze, to pierwsza polska powieść tak szeroko podejmująca temat ludobójstwa (na przykładzie rzezi Ormian, w powieści konsekwentnie nazywanych Armeńczykami). Nic dziwnego, że po wojnie Nałkowska należała do czołówki pisarzy podejmujących ten temat. Jak pisał powojenny literaturoznawca Włodzimierz Wójcik: Zdanie: „Listy zgonów przesłane nam ostatnio, nie są zadowalające” mogłoby z powodzeniem znaleźć się w Medalionach. U podstaw tego wybitnego dokonania, jakim były nowele:Profesor Spanner, Dno, Wiza i inne, znajduje się niewątpliwie omawiana przez nas powieść. Słowem, Medaliony mogła napisać tylko autorka Choucas.

Jednak nie pamięć o ludobójstwie jest głównym przesłaniem tej powieści. Nieprzypadkowo umieszczam niniejszy wpis nie tylko w kategorii literatura, ale także w kategorii religia.Dysputy o religii odgrywają bowiem w powieści kluczową rolę, rzczecz znamienna zupełnie pominiętą w powstałym pod koniec lat sześćdziesiątych artykule Wójcika. Jak refren powtarza się w książce fragment ormiańskiej modlitwy:

Panie, zmiłuj się nad nami,
Panie, zmiłuj się nad nami.
Święta Trójco, ześlij pokój na ziemię,
Daj zdrowie chorymi Ulżyj cierpiącym!

Jak się dowiadujemy, modlitwa ta miała ciąg dalszy:

Powstań, Ojcze nasz, Boże nasz,
Ty, któryś jest ucieczką strapionych,
Przyjdź z pomocą sługom Twoim I daj zwycięstwo armiom chrześcijan.
O, bądź ucieczką dla ludu armeńskiego!
Panie, zmiłuj się nad nami!

Ten jednak fragment chora Ormianka, będąca tłumaczką tej modlitwy odrzuca, tak wyjaśniając: To jest bardzo piękne — powiedziała ona sa­ma. — Jest piękne, ale tylko dotąd. Pokazała mi palcem w tym miejscu, gdzie kończył się wiersz: Ulżyj cierpiącym! (…) Tak. Bo dalej jest prośba, której Bóg wysłuchać nie może.(…) Bóg nie może dawać zwycięstwa jednemu naro­dowi w walce z drugim narodem. Ja myślę, że o to prosić nie wolno, nie trzeba… (…) Ja nie wiem – ale zdaje mi się, że widocznie – nie może… Podbudowę teoretyczną do tej tezy daje wypowiedź innego bohatera: Najważniejsze, co dzieje się w tej chwili (…) jest proces, który myśliciele nazwali „internacjonali­zacją Boga”.—Tak (…) to jest sprawa olbrzymiej doniosłości, chociaż nie wszyscy to widzą. Bo oto czego dowiodła Szwajcaria, kraj, w którym myśl religijna najbliżej stoi życia, kraj, który jeszcze dziś ma swoich proroków, rzucających katedry teologii, by mieszkać w dzielnicach robotniczych i głosić bliskie zejście królestwa bożego na ziemię. Mianowicie, że jest możliwe — dla zrealizowania pewnej określonej koncepcji bytu socjalnego, a więc — i moralnego — pogodzić i połączyć to, co wszędzie indziej wydawałoby się do pogodzenia niemożliwe: języki, rasy, i religie — nie tylko różne, ale przeciwne sobie, a nawet wrogie. Ten wzór niezwykły, czyniący z ludności mieszanej silny naród, jest nauką, daną światu, jak ze zwalczających się narodów uczynić ludzkość. (..) —To przecież jasne. Proszę sobie tylko przypo­mnieć, jak wyglądały wojny dawne. Asyria walczyła w imię boga swego, Assura, którego władza kończyła się tam, gdzie terytorium jego państwa. Politeizm na­szych przodków to była ciągła, nieustanna zwada bóstw wojujących. Każdy kraik starożytny miał własnego boga, którego opieki i udziału wzywał, miał swego „pana zastępów”. I wszystkie dotychczasowe wojńy świata wciąż jeszcze usiłują przeniknąć w niebo, mi- litaryzują Boga, żądają, by zstąpił w błoto i krew ziemi. Modły przed bitwą o zwycięstwo, wciąganie sił niebieskich: na interwencję — czymże jest, jeżeli nie szczątkiem politeizmu. (…)— W żywocie kanonizowanej świeżo świętej Teresy od Dzieciątka Jezus jest takie oświadczenie uzdrowio­nej przez tę świętą Marii Duereux. Gdy pogrążona była w modłach i błagała Boga o zwycięstwo dla Francji, ukazała jej się święta Teresa i powiedziała: „Nie dozwolone jest przenikać wyroki Boże”. (…) To jest prawda, którą ludzie muszą zrozumieć: że Bóg jest ponad narodami. Muszą zrozumieć, że nie o wszystko trzeba się modlić, że nie o wszystko — wolno się modlić… (…) Właśnie W tym gorszącym zaślepieniu wieków pierwsza zrobiła wyłom Francja. Jej wojska szły w bój bez modłów o zwycięstwo. I przyjdzie czas, gdy wszystkie narody zrozumieją neutralność Boga. Nastąpi Jego internacjonalizacja. A wtedy wojna stanie się niemożliwa, utraciwszy swoją sankcję. Wydaje się to utopijne. Ale, jak pisał i śpiewał wieszcz naszych czasów: woda życia nie istnieje, ale zawsze warto po nią iść.

Muzyka organowa Jacka Glenca

Dziewiętnastego września bieżącego roku byłem w moim parafialnym kościele na koncercie zorganizowanym w ramach kolejnych rybnickich Dni Muzyki Organowej i Kameralnej. Wystąpili Edyta Langert-Paczyńska – sopran, Krzysztof Lasoń – skrzypce, Jacek Glenc – organy. Program był następujący:
J. S. Bach – Aria na strunie G (ze Suity D-dur)
J. S. Bach – Choral (10) Jesus bleibet meine Freude
J. S. Bach – Grave z II Sonaty a-moll na skrzypce solo
E. Elgar – Ave verum Corpus
J. Glenc – Chorale G-dur Maria, Du bist unsere beste Mutter
M. J. Żebrowski – Suscepit Israel z „Magnificat”
J. Glenc – Sanctus – Benedictus
J. S. Bach – Siciliana g-moll
E. Morricone – Gabriel’s Theme
J. Glenc – Vocalise per soprano e organo
C. Franck – Panis Angelicus (aus der Feierlichen Messe)
J. Glenc – Legenda per violino e organo
L. Delibes – Sous le dôme épais (“Flower duet” from “Lakme”)
J. Glenc – Fantazja Koncertowa C-dur

Z jednej strony mamy tu sporo dość znanej klasyki, z drugiej strony niemałą reprezentację utworów profesora Glenca. Po tym koncercie jestem zachwycony jego organowymi kompozycjami. Wcześniej słyszałem jego utwory symfoniczne, fortepianowe i chórowe. Podobały mi się owszem, ale nnie zrobiły takiego wrażenia jak te teraz. Jestem przekonany, że jako kompozytor muzyki organowej i organowo-wokalnej Jacek Glenc zasługuje na szeroką popularyzację,bo nie waham się nazwać tych dzieł wybitnymi. Prezentuję tu kilka, znalezionych na YouTube.

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij