Jerzy Pietrkiewicz, to pisarz mało znany, a szkoda, bo bardzo ciekawy. Powieści pisał po angielsku, a wiersze po polsku. To jego pierwsza powieść, wydana niedługo po wojnie. Ona przyniosła mu popularność i otworzyła drogę do kariery literackiej i naukowej w Wielkiej Brytanii. Magiczny opis międzywojennej wsi polskiej, z wątkami autobiograficznymi. Zachęcam do przeczytania zwłaszcza tych czytelników, którzy lubią Myśliwskiego i Szostaka. To są te klimaty. Sporo wątków religijnych, przewija się tu duch franciszkański w różnych odcieniach.
Tej książce poświęciłem już wpis w moim cyklu religijnym. Nie będę jej więc powtórnie omawiał, odsyłam do tamtego tekstu. Niniejszy wpis zamieszczam tylko dlatego, by nie było dziury w mojej liście lektur. Klasyki, jak zwykle, nie oceniam.
Bardzo ważna książka. Kobiecy retelling „Jesieni średniowiecza”. Z dużą dozą personalizmu w stylu Jasienicy. Pięknie pokazuje wpływ kobiet na narodziny nowożytności. Nie tylko władczyć, czy arystokratek, ale także mistyczek. Dostosowana do potrzeb czytelnika polskiego, ale myślę, że równie dobrze odnalazłby się w niej czytelnik niemiecki, czy anglosaski, warto więc pomyśleć o tłumaczeniach. Najlepsza jak dotąd książka historyczna Brzezińskiej. Dużo lepsza od „Córek Wawelu”. Może dlatego, że autorka zrezygnowałą z fabularyzacji, która w tamtej książce była nieco na siłę.
Zapach choinki budzi cię z samego rana Już na dzień dobry wiesz , że to będzie dobry dzień Niebo pilnuje by miłość świat cały zalała A stare żale co siedzą w nas zasypał śnieg W taki dzień Dobro znów rodzi się Niech zabrzmi kolęda W taki dzień znika wszystko co złe Uwierz w święta Blask pierwszej gwiazdki pada na świat, niesie nadzieje Rozgrzewa serca i cały gniew topnieje w nas Przy białym stole Dobrą Nowinę anioł zasieje Diabeł się schował , głupio mu mącić w ten święty czas W taki dzień dobro znów rodzi się Niech zabrzmi kolęda W taki dzień znika wszystko co złe Więc uwierz w święta x 2
W tym roku nagrano nowy teledysk. Można go obejrzeć tutaj. Nie ma jednak możliwości osadzenia klipu w tekście, dlatego zdecydowałem się udostępnić jedną ze starszych wersji. Jednak nie teledysk był przyczyną stworzenia tego wpisu, a tekst kolędy. Mimo, że nie opisuje dosłownie Narodzenia Jezusa Chrystusa, można ten utwór do kolęd zaliczyć. Jest on bowiem naszpikowany zwrotemi ewidentnie chrześcijańskimi, bożonarodzeniowymi: Dobro znów rodzi się, Niebo pilnuje by miłość świat cały zalała, Dobrą Nowinę anioł zasieje. Mimo więc tego, że imię Chrystusa wprost tu nie pada, nie ma wątpliwości, że jest to kolęda o Chrystusie i Jego Narodzeniu. Po raz kolejny, podobnie jak z Dziadkiem do orzechów, okazuje się, że dzieło pozornie laicyzujące obchody Świąt Bożego Narodzenia, w istocie dość dobrze oddaje ich religijny i duchowy charakter.
Do tej książki zabierałem się prawie rok, od przeczytania biografii Nouwena, w której była obficie cytowana. Myślę, że będę do niej wracać, bo jest to chyba najważniejsza obecnie katolicka książka o kontemplacji. Ja wiem, że Mistrz Eckhart i święty Jan od Krzyża mają swoją ugruntowaną pozycję, której nikt im nie odbierze, ale oni pisali dla ludzi swoich czasów, a nie naszych. Dlatego do mnie najbardziej przemawia Merton. Nie mam wątpliwości, co do prawowierności jego ścieżki mistycznej. Dlatego nie tylko będę wracał do tej książki, ale będę się starał co roku jakąś jego książkę przeczytać. Na rok przyszły planuję Szukanie Boga.
Jak co roku przeprowadziłem mikrobadania ozdób bożonarodzeniowych dostępnych w handlu pod kątem obecności motywów chrześcijańskich. W ubiegłym roku było ich bardzo mało, w tym roku jest znacznie więcej. Badania przeprowadziłem w trzech rybnickich sklepach: OBI, Auchan i Fabryka Prezentów
I oto trzecia z trójki książek w erosie i tanatosie unurzanyc. Jak po powieściach napisanych przez muzyków widać, że napisali je muzycy, tak po powieściach napisanych przez plastyków widać, że napisali je plastycy. Po tej widać bardzo. Sceny odbiera się jakby były namalowane. Największym walorem fabuły jest wielkie niedopowiedzenie, skłaniające czytelnika do intensywnej pracy umysłowej.
Wszystkie trzy książki opierają się na tym samym schemacie. Mamy małżeństwo, mąż umiera, pozostawiając po sobie kochającą wdowę. Różne są natomiast tych wdów reakcje…
W ubiegłym (2022) roku wśród dostępnych w sklepach ozdób bożonarodzeniowych dominowała tematyka „Dziadka do orzechów”. W tym roku już nie dominuje, ale nadal jest jej sporo. Warto więc przyjrzeć się temu uniwersum i zbadać jego związki z Bożym Narodzeniem. Najodpowiedniejszym do tego materiałem źródłowym jest książka Ernsta Theodora Amadeusa Hoffmanna Dziadek do orzechów i Król Myszy (Nussknacker und Mäusekönig). Opieram się na tłumaczeniu Józefa Kramsztyka z 1927 roku. Pełną wersję tego przekładu można pobrać ze strony Virtualo. To istotne, bo w sieci krąży również wersja mocno okrojona przez PRLowską cenzurę. W tej wersji brakuje kluczowych fragmentów wskazujących na religijny i duchowy charakter dzieła. Taką okrojoną wersję możemy znaleźć między innymi w serwisie Wolne Lektury. Pomocniczo zaglądałem także do przekładu Izabelli Korsak.
Oto jeden z tych kluczowych fragmentów, którego w okrojonej wersji nie ma: Dzieci wiedziały dobrze, że rodzice nakupili dla nich mnóstwo podarunków i teraz je ustawiają, i były pewne, że dobry Pan Jezus patrzy na to wszystko poczciwie swoimi miłymi dziecięcymi oczami i że podarunki gwiazdkowe, jak gdyby naznaczone błogosławiącą ręką, więcej radości sprawiają niż inne. Przypomniała o tym dzieciom, które wciąż jeszcze szeptały do siebie o oczekiwanych niespodziankach, ich starsza siostra Ludwika i dodała, że to właśnie Pan Jezus przysyła dzieciom za pośrednictwem rodziców to, co może im sprawić najwięcej uciechy i radości; bo On zna się na tym najlepiej, więc dzieci nie powinny życzyć sobie i spodziewać się różności, ale grzecznie i spokojnie oczekiwać tego, co im w darze przypadnie. Mała Marynia zamyśliła się, ale Fryc mruczał do siebie: – A jednak chciałbym dostać kasztanka i huzarów. Ściemniło się już zupełnie. Fryc i Marynia, mocno przytuleni do siebie, nie śmieli powiedzieć nic więcej. Zdawało się im, że słyszą wokoło łagodny szelest skrzydeł i jakąś daleką, ale cudną muzykę. A kiedy jasny blask padł na ścianę, wiedziały, że to Dzieciątko Jezus frunęło na świetlistym obłoku do innych szczęśliwych dzieci. W tej samej chwili dał się słyszeć czysty srebrny dźwięk: dyń, dyń! – drzwi otworzyły się nagle i taki blask buchnął z wielkiego salonu, że dzieci krzyknęły: ach! i jak wryte zatrzymały się na progu. Tatuś i mamusia ukazali się w drzwiach, wzięli za ręce Fryca i Marynię i powiedzieli: – Chodźcie, chodźcie, drogie dzieci, i spójrzcie, jak was Pan Jezus obdarzył. Najważniejsze, moim zdaniem, słowa pozwoliłem sobie pogrubić. Jezus Chrystus działa na tym świecie przede wszystkim za pośrednictwem nas, ludzi. Bardzo mi się to skojarzyło z wymownym krucyfiksem, który znajduje się w kościele świętego Ludgera w Münster. Figura Chrystusa z tego krzyża nie ma rąk i jest opatrzona napisem: „ICH HABE KEINE ANDEREN HAENDE ALS DIE EUEREN“ – „NIE MAM INNYCH RĄK NIŻ TWOJE”. Już sam ten fragment ukazuje głęboko chrześcijańskie przesłanie tej książeczki i uzasadnia jej wykorzystywanie o dekoracji bożonarodzeniowych. Ale to dalece nie wszystko.
Również w samej fabule utworu można znaleźć ukryte sensy chrześcijańskie. I tak Dziadek do orzechów jest tu figurą Chrystusa, myszy są figurą grzechów lub demonów, Marynia jest figurą Eklezji będącej Oblubienicą Chrystusa a zarazem Jego reprezentantką na ziemi, księżniczka Pirlipata figurą Synagogi, która wzgardziła swym Wybawicielem, siedmiogłowy król myszy odpowiada siedmiogłowemu smokowi z Apokalipsy, Królestwo Słodyczy – Nowemu Jeruzalem z tejże księgi (zresztą nawiązań do niej jest tu o wiele więcej), wreszcie dwaj kuzyni Drosselmeierowie są figurami proroków Eliasza i Zachariasza, których imiona noszą jako drugie, podczas gdy ich pierwsze imiona wprost nawiązują do Chrystusa. Kluczowym symbolem chrześcijańskim jest tu jednak orzech Krakatuk. Jak pisze Biedermann: Św. Augustyn pisał, że orzech składa się z trzech substancji: skórzastej, mięsistej powłoki, kościstej skorupy i jądra duszy. Powłoka oznacza Ciało Chrystusa, a jej gorycz – cierpienie, skorupa – drewno Krzyża Św. , jądro – słodką treść objawienia Bożego, które żywi, a dzięki olejowi daje także światło. Jakże to pięknie koresponduje z rolą orzecha w omawianej historii.
Jest więc ta książeczka nie tylko parabajkową opowieścią dla dzieci, ale także chrześcijańskim traktatem mistycznym, opartym na Apokalipsie Świętego Jana, która zresztą też jest przede wszystkim traktatem mistycznym, a nie tylko przepowiednią eschatologiczną, za jaką jest powszechnie uważana. Rozważenie opowieści o dziadku do orzechów może otworzyć czytelnika na Zrodzenie Chrystusa w duszy, co jest wszak istotą Święta Bożego Narodzenia. Dlatego obecność dziadkowych motywów wśród świątecznych ozdób jest najzupełniej właściwa i na wskroś chrześcijańska.