Papież o aborcji

W ramach kolejnej odsłony wojny o aborcję, niektóre media manipulują papieżem Franciszkiem, przeciwstawiając go polskiemu episkopatowi. Np. Newsweek napisał „Papież rozgrzesza aborcję. Bez ograniczeń” sugerując zmianę doktryny.

Tymczasem papież nie uznał, że aborcja nie jest grzechem, albo że nie jest grzechem ciężkim, albo, że nie zaciąga ekskomuniki. W tej materii nic się w katolickiej doktrynie nie zmieniło. Nadal jest to grzech i to grzech ciężki, nadal zaciąga ekskomunikę laetae sententiae. Zmieniło się tylko to, że teraz z tego grzechu można się wyspowiadać, oczywiście pod warunkiem żalu za grzech i postanowienia poprawy, u każdego księdza, a nie u dwóch. trzech w diecezji, jak jeszcze niedawno. Warto przytoczyć słowa samego Ojca Świetego: „Wszyscy księża otrzymali też władzę odpuszczania grzechu aborcji. Uwaga, nie oznacza to banalizacji aborcji. Jest to coś bardzo złego, to grzech ciężki. To zamordowanie niewinnego”

A teraz będzie najlepsze. Otóż takie rozwiązanie, jakie papież Franciszek wprowadził dla całego Kościoła, polscy biskupi już kilka lat wcześniej wprowadzili dla Kościoła w Polsce. W tej sprawie jest nie tylko pełna zgoda między papieżem Franciszkiem a polskim episkopatem, ale nawet można polskich biskupów uznać za prekursorów decyzyj papieskich.

Pobożna Doda

Zdrobnienie „Doda” kojarzy się w dzisiejszej Polsce głównie z piosenkarką-skandalistką Dorotą Rabczewską, ta zaś żadną miarą nie kojarzy się z jakąkolwiek pobożnością w ogóle, a już z prawowierną pobożnością katolicką w szczególności. Jak jednak niejednemu psu na imię Burek, tak i niejednej Dorocie na zdrobnienie Doda.

Ową pobożną Dodą była Dorota Leontyna hrabina von Oppersdorff de domo księżna Radziwiłł na Nieświeżu h. Trąby zmarła w 1947 w Lourdes. Na Śląsk przybyła, gdy została małżonką hrabiego Hansa Georga von Oppersdorff, pana na Głogówku . Hrabia Georg wykazywał propolskie sympatie, więc po podziale Górnego Śląska musiał opuścić Głogówek. Wziął w dzierżawę dwa majątki po polskiej stronie: Kokoszyce i Turzę Śląską.

Księżna zamieszkała w Turzy, gdzie wsławiła się pobożnością i zamiłowaniem do śląskiego folkloru. Różne źródła pisząc o tej pobożności, różnie ją oceniały. Źródła rodzinne twierdzą, że ocierała się o mistycyzm, inni oceniają jej religijność jako powierzchowną. Ja jednak sądzę, że coś z tym mistycyzmem musiało być na rzeczy. Zarówno Turza, jak i Kokoszyce niewiele lat po pobycie w nich księżnej Dody stały się ważnymi punktami na religijnej mapie Górnego Śląska. Być może miała ona na to jakiś wpływ. Może zasiała jakieś mistyczne ziarna. 

Więcej można przeczytać tu i tu

Paul Bowles "Podróże. Pisma zebrane 1950-93"

 

W ubiegłym roku omawiałem książkę, która udawała naukową (miała przypisy i bibliografię) a była w istocie podróżniczą. Teraz skończyłem czytać książkę, pozornie podróżniczą właśnie,  a w rzeczywistości niosącą znacznie więcej treści naukowej niż tamta. 

Paul Bowles był antropologiem, etnomuzykologiem, kompozytorem, pisarzem i trochę malarzem. Dlatego jego zapiski z podróży są przepełnione antropologiczną głębią. Można tu znaleźć między innymi cenne uwagi o sztuce, muzyce, religii i narkotykach. Jako, że większość twórczego życia Bowles spędził w Maroku, mamy tu sporo trafnych obserwacji na temat islamu. 

11/52

Powtórnie o "Koronie królów"

kazimierz

O „Koronie królów” pisałem już po obejrzeniu pierwszych dwóch odcinków. Teraz, po ponad czterdziestu,czas na powrót do omawiania tego serialu. Przyznam, że ogólnie polubiłem tę produkcję. Na liczne drobne błędy przymykam oczy, doceniam to, że część zniknęła (monarchowie przestali non stop paradować w koronach, a duchowni w ornatach). Dziwią mnie natomiast wątki, których próżno szukać w kronikach, a z racji ich ważności powinny się tam znaleźć, gdyby miały miejsce w historii – martwe urodzenie królewskiego syna, czy zdrada Nimierzy. Nie wiem, po co fałszować historię. Ogólnie jednak oceniam serial pozytywnie, bo porównuję go z „Klanem”, a nie z „Grą o tron”. Na pewno podniesie on świadomość historyczną Polaków. No i warte jest docenienia to, że traktuje o średniowieczu, a nie o polskiej martyrologii XX wieku, która jest wałkowana do porzygu. 

"Motyl na uwięzi" – Zinat Pirzadeh

motyl

Kilka wpisów temu zapowiedziałem dokończenie serii szwedzkiej. Kończę ją niniejszym, choć w sposób chyba nieco zaskakujący, Zinat Pirzadeh jest bowiem szwedzką pisarką pochodzenia perskiego. Swoje książki pisze po szwedzku, niewątpliwie więc są one częścią szwedzkiej literatury i jest dla nich miejsce w tej serii.

„Motyl na uwięzi” to powieść oparta częściowo na wątkach autobiograficznych. Opisuje ciężki los kobiet w porewolucyjnym Iranie. Jednocześnie ukazuje, jakim nieszczęściem była irańska rewolucja, która zmieniła piękny kraj w piekło na ziemi. Przypomina, że rewolucyjne metody każdego kto je stosuje, zawsze plasują w obozie Zła, choćby był przekonany, że służy Dobru. W walce Dobra ze złem mamy Zło Dobrem zwyciężać, a nie Zło Złem.

10/52

Topola nie wierzba

Jest taka ukraińska piosenka „A kałyna ne werba”, w której kalina symbolizuje młodą wesołą dziewczynę, a wierzba starą, smutną kobietę. Treść tej piosenki bazuje na fundamentalnej wiedzy o symbolice roślin. Wiedzy tej zabrakło tłumaczom Biblii Tysiąclecia, nie bez powodu zwanej Biblią Tysiąca Błędów. Werset drugi psalmu 137. brzmi w niej:

Na topolach tamtej krainy zawiesiliśmy nasze harfy.

Nie wiem, skąd wzięli te topole, skoro w prawie wszystkich innych przekładach są wierzby.

Biblia Warszawska: Na wierzbach w tamtej krainie Zawiesiliśmy lutnie nasze,

Biblia Warszawsko-Praska: Nasze harfy zawiesiliśmy na wierzbach tamtego kraju.

Biblia Gdańska: Na wierzbach, które są w nim, zawieszaliśmy harfy nasze.

Biblia Księdza Wujka: Na wierzbach wpośrzód jej powieszaliśmy muzyckie naczynia nasze.

Biblia Brzeska: Zawiesiwszy w pośród niego na wirzbinach harfy nasze.

Vulgata: super salices in medio eius suspendimus citharas nostras

Wiecie,który jeszcze przekład ma topole? Jehowicki Przekład Nowego Świata: Na topolach pośród niego zawiesiliśmy nasze harfy.

I na koniec moja własna parafraza:

Nad rzekami Babilońskiej ziemi

Tam siedzieliśmy ze łzami

A na wierzbach onej krainy

Instrumenta nasze zawisły

Wierzba w kanonie symboliki biblijnej i chrześcijańskiej oznacza smutek, będąc przeciwieństwem palmy, oznaczającej radość.  Symbolizuje też Chrystusa, chrzest, drzewo życia, drzewo krzyża, czystość i dziewictwo, jak o tym pisze s. Dorothea Forstner OSB. Topola nie oznacza nic, chyba że: Wysoki jak topola, a głupi jak fasola. W każdym razie w dziele Forster nie występuje.  

Buszujący w zbożu – J.D. Salinger

buszujący w zbożu

To jedna z tych książek, które po wielu latach przeczytałem powtórnie. Pierwszy raz czytałem ją w latach studenckich, pod wpływem wzmianek w książce Jacka Bolewskiego SJ „Nic jak Bóg”. Wtedy mnie „Buszujący w zbożu” raczej zawiódł. Nijak mnie ta książka nie przekonała. Może dlatego, że jak to zwykle bywa z powieściami pisanymi w pierwszej osobie, próbowałem utożsamić się z bohaterem-narratorem. A z nim utożsamić się nie zdołałem. Nie byłem w stanie zaakceptować jego sądów, czynów i wyborów. Miałem więc spory dysonans.

Obecnie już nawet nie próbowałem się utożsamiać. Przyjąłem założenie, że bohater jest osobą, którą całkowicie odrzucam, że wszystkie jego sądy, czyny i wybory są mi obce. W ten sposób uniknąłem dysonansu i mogłem się skupić na postaciach drugoplanowych. Wśród nich szczególnie ujął mnie pan Antolini,którego wypowiedź uznałem za najważniejszą w tej książce. Pozwalam sobie tę wypowiedź zacytować: 

Nie chciałbym cię straszyć (…)ale bardzo żywo mogę sobie wyobrazić ciebie oddającego życie w ten czy inny sposób za jakąś sprawę całkowicie niewartą tej ofiary. (…) Jeżeli napiszę coś dla ciebie, czy obiecujesz, że przeczytasz to uważnie? i że zachowasz ten tekst? (…) Dziwnym przypadkiem nie napisanego zawodowy poeta. Autorem tych słów jest psychoanalityk. Wilhelm Stekel. Oto, co pow… Ale czy mnie słuchasz? (…) Oto co powiedział Stekel: „Dla człowieka niedojrzałego znamienne jest, że pragnie on wzniośle umrzeć za jakąś sprawę; dla dojrzałego natomiast – że pragnie skromnie dla niej żyć”. (…) Sądzę, że wkrótce już (…) będziesz musiał uświadomić sobie, dokąd chcesz dojść. A kiedy sobie uświadomisz, musisz natychmiast wyruszyć w drogę. Natychmiast. Nie wolno ci tracić ani chwili. Tobie – nie wolno.(…) Przykro mi, że muszę ci coś jeszcze powiedzieć (…)sądzę jednak, że gdy raz jasno zrozumiesz, dokąd chcesz dojść, przede wszystkim zaczniesz się pilniej przykładać do nauki w szkole. To nieunikniony pierwszy krok. Jesteś typem intelektualisty, czy ci się to podoba, czy nie. Kochasz się w wiedzy. Myślę też, że gdy wreszcie przebrniesz przez etap panów Vinesów z ich lekcjami wymowy…(…) Niech będzie Vinsonów. Więc kiedy przebrniesz przez wszystkich Vinsonów, zaczniesz się zbliżać coraz bardziej – naturalnie pod warunkiem, że tego zechcesz, że będziesz się o to starał i że będziesz na to cierpliwie czekał – zbliżysz się do tych wiadomości, które będą bardzo, bardzo cenne dla twego serca. Między innymi odkryjesz, że nie jesteś pierwszą ludzką istotą, w której postępowanie innych ludzi obudziło zamęt, strach, a nawet obrzydzenie. Bynajmniej nie jesteś pod tym względem pierwszy ani jedyny, a stwierdzenie tej prawdy na pewno doda ci otuchy i bodźca. Wiele, bardzo wiele ludzi przeżywało taki sam zamęt duchowy i moralny, jaki ciebie teraz ogarnął. Szczęściem, niektórzy z nich opisywali swoje przeżycia. Będziesz mógł dużo się od nich nauczyć, jeżeli zechcesz. Podobnie jak inni będą mogli nauczyć się czegoś od ciebie, jeżeli kiedyś okaże się, że masz coś do powiedzenia. Piękna, wzajemna wymiana. To nie jest program szkolny. To historia. Poezja.(…) Nie chcę wcale wmawiać w ciebie, że tylko kulturalni i wykształceni ludzie zdolni są dać światu coś wartościowego. Tak nie jest. Ale to pewne, że ludzie kulturalni i wykształceni, jeśli mają wrodzone świetne zdolności i twórczą ikrę, co niestety zdarza się nieczęsto, zazwyczaj zostawiają po sobie o wiele cenniejsze zapiski niż ci, którzy mają zdolności i iskrę twórczą bez kultury i wykształcenia. Tamci bowiem skłonni są do wyrażania swoich myśli jasno i dążą usilnie do przeprowadzenia ich wątku aż do końca. Co zaś najważniejsze, na dziesięciu z nich dziewięciu przynajmniej okazuje więcej pokory niż myśliciele niewykształceni. Czy ty mnie rozumiesz chociaż trochę? (…) Wykształcenie uniwersyteckie da ci jeszcze coś ponadto. Jeśli wytrwasz i zajdziesz w studiach dość głęboko, zorientujesz się w wymiarach swego umysłu. Dowiesz się, co do niego pasuje, a co nie. Po pewnym czasie zaczniesz się orientować, jaki rodzaj myśli odpowiada szczególnym właściwościom twojego intelektu. Dzięki temu unikniesz przede wszystkim straty czasu i fatygi na przemierzanie niezliczonych ilości poglądów, które nie są na twoją miarę, z którymi ci nie jest dobrze. Poznasz własny format i będziesz mógł ubrać swój umysł odpowiednio.

Myślę, że ten tekst ma wartość uniwersalną.

9/52

Rita Monaldi, Francesco Sorti – Wątpliwości Salaiego

 

Kolejna książka z mojej serii ca 1500. Tym razem wyjątkowo ściśle, bo akcja dzieła dzieje się w 1501. Formę tej książki (powieści?) stanowi zbiór fikcyjnych listów tytułowego Salaiego, asystenta Leonarda da Vinciego zaadresowanych do Niccola Machiavellieego, a fabułę przygody tegoż Salaiego i jego mistrza w Rzymie i okolicach. Forma i fabuła są zresztą, jak zwykle u tego duetu autorskiego, tylko pretekstem dla głoszenia tez obalających ogólnie przyjętą wizję historii. 

Tym razem podważają:

1. Wielkość i Geniusz Leonarda da Vinciego

2. Autentyczność odkryć włoskich humanistów w zakresie starożytnych rękopisów, zwłaszcza „Germanii” Tacyta

3. Czarną legendę papieża Aleksandra VI. Ta negacja jest w tej książce najważniejsza.

Apologia Rodryga Borgii jest tu prowadzona w stylu radykalnym. Apologie tego papieża są bowiem różne. Umiarkowane nie podważają zasadniczo zarzutów czarnej legendy, odrzucając zazwyczaj jedynie zarzut o przekupieniu konklawe (ten jest bowiem wyjątkowo absurdalny), ale te zarzuty bagatelizują, zrzucając je na karb stylu epoki.

Sorti i Monaldi idą inną drogą. Opierając się na dociekaniach niszowych historyków, podważają autentyczność dokumentów stanowiących fundament czarnej legendy. Twierdzą więc, że Aleksander VI nie miał kochanek i nieślubnych dzieci, a Cezar i Lukrecja byli jego dalszymi krewnymi. Akcentują też znaczenie reformy Kościoła, którą ów papież zamierzał przeprowadzić. Głoszą przekonanie, że gdyby się ona powiodła, zapobiegłaby pożodze reformacyjnej. I z tym ostatnim punktem zgadzam się w zupełności. Co do kochanek, to mnie jednak nie przekonali. Gdyby ich bowiem Borgia nie miał, nie pasowałby do stylu epoki. 

8/52

 

Komunia Święta dla protestanckich małżonków katolików

Jak podaje KAI: „Niemiecka Konferencja Biskupów opowiedziała się za możliwością udzielania Komunii św. małżonkowi protestanckiemu żyjącemu w sakramentalnym małżeństwie „w indywidualnych przypadkach”, pod warunkiem, że „potwierdzą wiarę katolicką odnośnie do Eucharystii” – poinformował kard. Reinhard Marx, zapowiadając opublikowanie za kilka tygodni materiałów na ten temat.”

Nie widzę w tym niczego szczególnie bulwersującego, czy zdrożnego. Możliwość taką przewiduje wszak Kodeks Prawa Kanonicznego. „Kan. 844 § 4. Jeśli istnieje niebezpieczeństwo śmierci albo przynagla inna poważna konieczność, uznana przez biskupa diecezjalnego lub Konferencję Episkopatu, szafarze katoliccy mogą godziwie udzielać wymienionych sakramentów (pokuty, Eucharystii i namaszczenia chorych – przy. AR) także pozostałym chrześcijanom, nie mającym pełnej wspólnoty z Kościołem katolickim, którzy nie mogą się udać do szafarza swojej wspólnoty i sami o nie proszą, jeśli odnośnie do tych sakramentów wyrażają wiarę katolicką i do ich przyjęcia są odpowiednia przygotowani.”

Co do kwestii wymaganego stanu łaski, jest raczej oczywiste, że przed przyjęciem katolickiej Komunii, będą oni musieli przystąpić do katolickiej Spowiedzi. Co w Niemczech nie będzie takie trudne, zważywszy na rozpowszechnienie w tym kraju nielegalnej i niegodnej, ale formalnie ważnej praktyki absolucji generalnej.

Isaac Asimov- Roboty i imperium

roboty

Jest to ostatni tom cyklu o robotach. Nie czytałem dotąd żadnego z tych tomów, skupiając się raczej na cyklach dotyczących imperium i fundacji. Tematyka robotów bowiem mało mnie interesowała. To się nie zmieniło, roboty nadal mnie nie interesują. Po książkę sięgnąłem więc nie po to, by poczytać sobie o nich, a po to by poznać genezę imperium. Genezy nie poznałem, lecz co najwyżej preludium do niej, za to przypomniałem sobie prawa robotyki: 

0. Robot nie może skrzywdzić ludzkości, lub poprzez zaniechanie działania doprowadzić do uszczerbku dla ludzkości.

1. Robot nie może skrzywdzić człowieka, ani przez zaniechanie działania dopuścić, aby człowiek doznał krzywdy.

2. Robot musi być posłuszny rozkazom człowieka, chyba że stoją one w sprzeczności z Pierwszym Prawem.

3. Robot musi chronić samego siebie, o ile tylko nie stoi to w sprzeczności z Pierwszym lub Drugim Prawem.

Owo zerowe prawo, dodane w tym tomie, jest bardzo niepokojące. Stawianie dobra abstrakcyjnej ludzkości ponad dobrem poszczególnych ludzkich jednostek zawsze dotąd prowadziło do totalitaryzmu. Czyżby więc w przyszłości czekało nas panowanie totalitaryzmu wieczystego?

7/52

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij