
Ta książka dziwnym trafem wpadła w moje ręce. Dał ją moim dzieciom franciszkański kleryk, gdy zaniosły mu drobną ofiarę na seminarium w czasie kwesty pod kościołem, po Mszy. Jak widać książki się do mnie garną. Temat mnie bardzo zainteresował, więc tę pozycję z chęcią i uwagą przeczytałem. Nie czyta się jej łatwo, z powodów: przydługiego wstępu, chaotycznego stylu samego błogosławionego i złego tłumaczenia całej książki. Przydługi wstęp jest pewnie po to, aby za autora książki mógł uchodzić Oppes, a nie Allegra.
A naprawdę ciekawe w tej książce są właśnie wspomnienia bł. Gabriela, resztę można by spokojnie pominąć. Dostarczają one wielu cennych informacyj na temat sytuacji Kościoła w Chinach i metodologii tłumaczenia Pisma Świętego. Najciekawsze są jednak refleksje, w których autor ubolewa nad zanikiem używania łaciny w Kościele, zwłaszcza w sprawowaniu liturgii i nauczaniu teologii. Zacytuję krótki fragment poświęcony reformie liturgii: „W końcu doszliśmy do zgody z nim i z innymi, aby wprowadzić język ojczysty do czytań, modlitw i Ewangelii, ale by zostawić po łacinie przynajmniej kanon, i to jeden jedyny kanon, który sięga zasadniczo pierwszych wieków Kościoła.”
Cieszy mnie bardzo fakt, że Benedykt XVI zdążył beatyfikować tego świątobliwego kapłana.
* * * *
43/52







