Marian Pirożyński – Kształcenie charakteru

Ten wpis nie będzie typowym tekstem o książce, jakich wiele na tym blogu. Jest on raczej reakcją na medialny zamęt, jaki powstał w ostatnich dniach wokół tej książki. W odróżnieniu od innych książek, które omawiam na tym blogu, tej nie przeczytałem zbyt dokładnie, raczej ją przejrzałem dla zorientowania się w treści. Takie pobieżne zapoznanie się z jej treścią  wystarcza mi jednak do stwierdzenia, że nie jest to książka odpowiednia dla niedorosłej młodzieży.

I nie chodzi mi wcale o fragmenty dotyczące seksualności, na które zwróciła uwagę Gazeta Wyborcza. Te są akurat takie, jakich należy się spodziewać po przedsoborowym katolickim kapłanie i wielkich szkód nie spowodują, do tego stanowią bardzo niewielki fragment wywodu, mniej niż stronę, w około stustronicowej książce. Dużo groźniejsze są co najmniej dwa inne fragmenty.

Pierwszy radzi zwalczać marzenia: Najpierw nie dawać przystępu do siebie myślom bezużytecznym, a takimi przede wszystkim są marzenia. Odrzucić balast bezużytecznych wspomnień i przywidzeń, w ogóle zlikwidować myśli małe i marne.Poddawanie się marzycielstwu nie tylko dowodzi niezdyscyplinowanej wyobraźni, ale także silnie rozwiniętego egoizmu. Pod jakimś dobrym pozorem człowiek ogląda siebie w różnych przyjemnych sytuacjach, które mu schlebiają,podnoszą go we własnych oczach, niekiedy na zmysłach grają — i to wszystko przeżywa nieraz bardzo intensywnie, prawie jakby na jawie:”Gdybym miał dużo pieniędzy, ile ja bym dobrego zrobił. Dla przyjaciół, dla biednych, dla Ojczyzny…”.„Gdybym się znalazł w tym miejscu tak miłym, w którym już dawno nie byłem,co za radość…”.„Gdyby mi dano taką a taką pracę, jakżebym czuł się szczęśliwy, jakbym ją sumiennie wykonywał…”.„Gdybym spotkał drogą osobę, jakbym ja czule do niej przemówił. Co by to było za szczęście…”.I w marzeniach swoich człowiek gotów posunąć się dalej, niż miałby odwagę w rzeczywistości. Marzenia — to opium inteligentnej młodzieży. Rozkoszne jak opium, ale też jak opium osłabiają wolę i czynią ją niezdatną do twórczych wysiłków. Bo jakże często w marzeniach czyni się ustępstwa na rzecz niższych instynktów! — „Ale przecież to tylko myśli. Gdyby do czego miało dojść, ja bym tego nigdy nie zrobił…”. —Tak, to myśli, ale z tych myśli wyrosną czyny. Może już niezadługo… Przypomina to filozofię królików z filmu „Zwierzogród” – „kto nic nie próbuje osiągnąć, ten się nie sparzy”, „dobrze jest mieć marzenia, pod warunkiem, że się w nie zbytnio nie wierzy”.

Drugi radzi ograniczyć liczbę lektur: Do koncentracji myśli bardzo pomaga poważne studium, byle tylko nie polegało na łakomym pochłanianiu wszelkich wiadomości. Umysł ludzki jest ograniczony, toteż osłabia się go, gdy się chce zanadto go zapełnić. Kto by chciał wszystko wiedzieć, ten nic nie będzie wiedział. Lepiej czytać i odczytywać małą liczbę książek, ale dobrych, niż wertować stosy mało wartościowych. Nic nie zaszkodzi, że idei będzie mniej, za to będą solidniejsze i logiczniej z sobą powiązane. Bo najważniejszą rzeczą jest uporządkowanie idei, synteza, której przesadna erudycja stoi na przeszkodzie. Więc nie przeładowywać głowy. To z kolei przypomina słowa z piosenki koszmarnego nauczyciela z filmu „Pan Kleks w Kosmosie” – „dziecko nie może za dużo czytać, tylko wybrane problemy”.

Marzenia i oczytanie są konieczne dla ukształtowania charakteru o szerokich horyzontach. Bez nich niewiele można osiągnąć. Widać jednak, że ksiądz Pirożyński chciał wychować ludzi biernych, miernych, ale wiernych. Ludzi pozbawionych większych wad, ale też jakiejkolwiek wielkości. Na szerokich horyzontach wychowanków mu szczególnie nie zależało. 

Jeszcze jedno zwraca uwagę. Jak na katolickiego księdza, autor wyjątkowo mało miejsca poświęca modlitwie, ledwie trzy króciutkie wzmianki. Rzeczownik „modlitwa” w różnych przypadkach pojawia się w książce ledwie sześć razy, czasownik „modlić się” ani razu. Dla porównanie słowo „praca” w różnych formach pojawia się sto dziesięć razy. I jak się to ma do katolickiego „Ora et labora”?


Opowieść wigilijna – Charles Dickens

opowieść

Dawno już nie omawiałem na tych łamach lektur szkolnych moich dzieci, więc czas już jest najwyższy do tej praktyki powrócić. A powracam omawiając książkę naprawdę ważną, chociaż objętościowo niewielką. 

Można metaforycznie rzecz, że „Opowieść wigilijna” Dickensa jest jedną z najważniejszych ksiąg świętych kulturowego chrześcijaństwa. W zasadzie nie ma wśród osób obcujących na co dzień z zachodnią popkulturą takich, które by tego dzieła przynajmniej pośrednio nie znały. Przeróbek i adaptacyj, zwłaszcza filmowych są setki. Dzieci, również polskie, zanim zaczną tę książkę przerabiać w szkole, znają już jej fabułę z adaptacyj z Myszką Micky, czy Barbie. 

Co się zaś tyczy oryginalnej książki, to jest ona wyborną opowieścią baśniową w najlepszym dziewiętnastowiecznym stylu bijącą pod względem baśniowości na głowę udające baśnie parahorrory Andersena. Należy ubolewać, że w naszej części świata ta uniwersalistyczna opowieść o Duchu Bożego Narodzenia nie miała do niedawna takiej popularności jak one. 

Amerykanizacja światowej, a zwłaszcza europejskiej kultury ma wiele minusów, ale ma też plusy. Do tych ostatnich należy popularyzacja „Opowieści wigilijnej”.

57/52

* * * * *

Nie opuszczaj mnie – Kazuo Ishiguro

ihiguro

Rok temu przeczytałem i omówiłem książkę Kazuo Ishiguro „Nokturny”, która mnie zachwyciła, czemu dałem wyraz w swoim wpisie. Idąc za ciosem nabyłem kolejną książkę tegoż autora, czyli właśnie powieść „Nie opuszczaj mnie” i zaczęły się schody. Męczyłem się z tą książką prawie rok, podchodząc do niej wielokrotnie. Jednocześnie na forach książkowych wielokrotnie czytałem opinie czytelników zachwyconych „Nie opuszczaj mnie” i jednocześnie zawiedzionych „Nokturnami”. Dowodzi to, że gusta literackie potrafią być bardzo zróżnicowane. 

Jak można określić przynależność gatunkową tej powieści? Conteporary fiction? Umiarkowana antyutopia? Historia alternatywna? Nie chcąc spojlerować, nie zdradzę elementów fabuły, powiem jedynie, że książka jest straszliwie przygnębiająca. I może dlatego tak się z nią męczyłem, bo ja przygnębiających książek nie lubię. Wolę szczęśliwe zakończenia, jak w bajkach.

Powie ktoś, że właśnie zaspojlerowałem, ujawniając, że zakończenie książki nie jest szczęśliwe. Otóż niczego nie zaspojlerowałem, bo to wiadomo już po przeczytaniu pierwszych kilku stron, a nawet samej tylko noty okładkowej. 

56/52

* * * *

Facebookowa strona "Rok Boży"

rok

Od kilku lat prowadzę trzy blogi poświęcone kolejnym okresom Roku Liturgicznego: „Prawdziwe Boże Narodzenie„, „Prawdziwy Wielki Post” i „Prawdziwa Wielka Noc„. Teraz postanowiłem treść tych blogów udostępnić także na Facebooku, dlatego powołałem do życia stronę „Rok Boży„. 

W przyszłości chciałbym, aby na tej stronie pojawiały się także materiały innych autorów. Dlatego równolegle zakładam grupę „Katolicy nie tylko kulturowi„, na którą proszę wrzucać propozycje treści dla strony.

Docelowo grupa ta ma także służyć dyskusjom na wszystkie tematy dotyczące religii katolickiej. 

"Czarny ptasior" Joanna Siedlecka

ptasior

Są ludzie, którzy uważają tę książkę za bardzo ważną, fundamentalną wręcz. Ja nie podzielam tego zdania. Książka jest w pewnym stopniu ciekawa, ale jest dość słaba metodologicznie i przedewszystkiem wyważa drzwi od dawna otwarte. Co najmniej od lat siedemdziesiątych wiadomo bowiem wszystkim, którzy chcą wiedzieć, że „Malowany ptak” jest fikcją powieściową, a nie autobiografią. Autor mówił o tym wielokrotnie i jednoznacznie.

Owszem, mówił też, że w książce tej są wątki autobiograficzne, ale między wątkami autobiograficznymi w powieści, a autobiografią, czy choćby powieścią autobiograficzną jest mniej więcej taka różnica jak między butelkowaną wodą morską w aptece a morzem. „Malowany ptak” nie daje podstaw do nazwania Kosińskiego kłamcą. Był on po prostu twórcą powieściowych fikcyj. 

Co do słabości metodologicznej Siedleckiej to objawia się ona w oparciu praktycznie wyłącznie na relacjach ustnych, głownie mieszkańców wsi, w której ukrywał się w czasie okupacji Kosiński. Autorka nie szukała dokumentów, nie dowiedziała się nawet tego, że Kosiński miał pierwotnie na imię Józef, choć i w tych relacjach ustnych były poszlaki na to wskazujące. Ogólnie książka sprawia wrażenie napisanej na kolanie i pod z góry założoną tezę. 

55/52

* * *

Siedem życzeń

Dzięki serwisowi vod.tvp.pl odświeżyłem sobie po latach serial mojej wczesnej młodości. Chodzi o siedmioodcinkowy serial dla młodzieży „Siedem życzeń” z Danielem Kozakiewiczem w roli głównej. 

Obejrzałem ten serial z dużą przyjemnością. On się naprawdę po latach broni. Ciekawa fabuła, wiele interesujących smaczków, szczególnie podobały mi się liczne wątki kulturowo literackie: ciekawie dobrany fragment „Pana Tadeusza”, ciekawe legendy opowiadane przez nauczyciela geografii (w obydwu tych wątkach ewidentne nawiązania religijne), no i oczywiście liczne wątki egipskie. Bardzo mocną stroną serialu jest też ścieżka dźwiękowa w wykonaniu zespołu „Banda i Wanda”. 

W przedstawionej rzeczywistości uderzają dwie rzeczy: dominacja produktów polskiej motoryzacji na ulicach, w serialu nawet auta z demoludów są praktycznie nieobecne i wszechobecne palenie papierosów – palą prawie wszyscy dorośli, palą wszędzie: w domu, w pracy (nauczyciele w szkole), na ulicy i palą praktycznie nieustannie. Te dwie rzeczy najbardziej diametralnie się od tamtych czasów zmieniły. 

Grzegorz Kalinowski „Śmierć frajerom. Złota maska.”

maska

W ubiegłym roku omawiałem książkę Grzegorza Kalinowskiego „Śmierć frajerom”. Dziś przyszedł czas na drugą część. 

W sumie to niezła książka jest. Dobrze wprowadza w klimat międzywojnia: Warszawa, Zakopane, teraz także Poznań i Sopot. Dostarcza wielu ciekawych informacyj. Ciekawym pomysłem są liczne odwołania do dzisiejszej popkultury: „Budzikom śmierć”, aspirant Strassburger opowiadający stare kawały, Japończyk Murakami, mający dziadka Harukiego, etc. 

Jedyną rzeczą, która mi trochę, ale tyko trochę przeszkadza jest mnogość wątków, powodująca, że nie pamiętam już wielu wydarzeń z pierwszej części, co nieco utrudnia lekturę. Na szczęście mniej niż w pierwszej części jest tu nachalnej patriotycznej propagandy.

54/52

* * * *

Marek Krajewski, Mariusz Czubaj – "Aleja samobójców"

krajewski

Od czasu do czasu czytam sobie polskie kryminały. Jedne są gorsze, inne są lepsze, bo jedne są pisane przez płodnych grafomanów, a inne przez prawdziwych, dobrych pisarzy. „Aleja samobójców” należy do tej drugiej kategorii. Jej autorzy niewątpliwie są dobrymi pisarzami. Książka jest naprawdę dobrym kryminałem, chętnie sięgnę po następne części cyklu, zwłaszcza, ze ty razem, dla odmiany zacząłem od książki cykl rozpoczynającej. 

53/52

* * * * *

Drugi cel osiągnięty

guan

W jednym ze styczniowych wpisów postawiłem sobie cztery cele dla moich internetowych przedsięwzięć na ten rok:
1. Wejście mojego głównego bloga do pierwszej setki rankingu blox.pl
2. Osiągnięcie stu subskrypcji mojego kanału na YouTube
3. Zgromadzenie trzystu członków w Grupie Udostępniania Ankiet Naukowych
4. Zebranie stu polubień strony Refleksje o Postępie.

W kwietniu osiągnąłem pierwszy cel. Mój blog wszedł do setki w rankingu, której od kilku miesięcy już nie opuszcza, kilka razy był nawet w pięćdziesiątce. W przyszłym roku ustalę kolejny, znacznie ambitniejszy cel. 

Teraz udało się zrealizować cel drugi. Grupa Udostępniania Ankiet Naukowych liczy już ponad 300 członków. Dziękuję wszystkim, którzy się do tego przyczynili. 

Zostały dwa cele na ten rok. Facebookowa strona „Refleksje o postępie – antologia” ma obecnie 34 polubienia. Liczę na setkę – ambitnie, ale realnie. 

Kanał Svetomirus na Youtubie, poświęcony głównie liturgii i folklorowi ma obecnie 70 subskrybentów. Też liczę na setkę. Proszę więc o polubienia strony i subskrypcje kanału. 

Wiktor Jerofiejew – "Bóg X"

x

To jedna z najdziwniejszych książek, jakie w tym roku czytałem. Przez pierwszą część- zbiór absurdalnych opowiadań, trudno było mi przebrnąć. Na szczęście jednak przebrnąłem i dotarłem do części znacznie bardziej interesującej – do esejów, których część też nurza się w absurdzie. Najciekawsze są dla mnie trzy: o drugim Jerofiejewie, Wienedikcie, o Aleksandrze Marininej, popularnej również i u nas autorce kryminałów, która jest rosyjskim odpowiednikiem naszego Remigiusza Mroza. Mimo jednak tych kilku ciekawych esejów, nieprędko raczej wrócę do tego autora. Za dużo absurdu. Choć te eseje są znacznie łatwiejsze w odbiorze niż czytane przeze mnie niedawno eseje Michela Houellebecqa, to jednak chętniej będę wracał do Francuza. 

52/52

* * * *

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij