O wielkanocnym świętowaniu

 

Dziś refleksja o dwóch zwyczajach. Święconka i śmigus dyngus to wbrew pozorom nie są płytkie zwyczaje zasłaniające chrześcijańską istotę świąt. One wręcz tę istotę ukazują i podkreślają. W wymiarze liturgicznym Wielkanoc opiera się na dwóch sakramentach – Chrzcie i Eucharystii. I właśnie do tych dwóch sakramentów nawiązują te dwa zwyczaje: święconka do Eucharystii, a śmigus dyngus do Chrztu. Dlatego zachęcam do ich kultywowania zarówno tych, którzy uczestniczą także w świątecznej liturgii, jak i tych, których świętowanie ogranicza się do jajek i chlapania.

To symboliczne powiązanie tkwi w podświadomości i pracuje. To trochę tak jak w tej chasydzkiej opowieści: Kiedy Baal Szem musiał rozwiązać jakieś trudne zadanie, coś sekretnego dla dobra ludzi, udawał się (…) do lasu, w pewne znane miejsce, zapalał ogień, odmawiał modlitwy, pogrążał się w medytacji i wszystko spełniało się według jego postanowienia. Kiedy w następnym pokoleniu Magid z Międzyrzeca stawał przed identycznym zadaniem, szedł w to samo miejsce do lasu i mówił: „Nie możemy już rozpalać ognia, ale możemy odmawiać modlitwy” i wszystko spełniało się według jego pragnienia. I znowu w następnym pokoleniu rabbi Mosze Lejb z Sasowa musiał rozwiązać to samo zadanie. On też szedł do lasu i mówił: „Nie możemy zapalać ognia i nie znamy już sekretnych medytacji, które ożywiają modlitwę, ale znamy to miejsce w lesie, gdzie się to wszystko odbywało i to musi wystarczyć”.

I rzeczywiście wystarczało. Ale kiedy znów w kolejnym pokoleniu rabbi Izrael z Rużyna musiał rozwiązać ten sam problem, siadał na złotym tronie w swojej siedzibie i mówił: „Nie możemy rozpalać ognia, nie możemy odmawiać modlitwy i nie znamy już tego miejsca w lesie, ale możemy o tym wszystkim opowiadać”. I (…) już samo opowiadanie okazywało się podobnie skuteczne, jak działania jego trzech poprzedników.

Nie boję się świata, w którym większość obchodzących święta ogranicza się do ludowej otoczki. Boję się natomiast świata, w którym w ogóle się nie świętuje. Pamiętacie Narnię, pierwszy tom? Tam gdzie była zima, ale nie było Bożego Narodzenia? To był symbol zła i beznadziei. Gdzie nie ma świętowania, nie ma Dobra i Nadziei. Świętujmy więc.

 

Górecki. Geniusz i upór Maria Wilczek-Krupa

górecki

Wielokrotnie już pisałem, że lubię czytać biografie. Było więc jedynie kwestią czasu sięgnięcie przeze mnie po książkę o życiu najwybitniejszego twórcy pochodzącego z moich okolic. Wypowiadają się w niej między innymi osoby znane mi osobiście, znam też doskonale wiele opisanych tam miejsc. Samego bohatera widziałem na oczy raz w życiu. 

Ogólnie jest to książka bardzo dobra, z drobnymi jedynie mankamentami. Dotyczą one głównie pierwszych rozdziałów, poświęconych dzieciństwu i młodości kompozytora. Autorka nie do końca zna, czuje i rozumie Górny Śląsk, co sprawia, że potyka się przy niuansach językowych, czy historycznych. Ale to nie ma znaczenia dla całokształtu opowieści.

Szczególnie ważne jest tu co innego. Górecki jest tu ukazany, ze wszech miar słusznie, jako twórca pod wieloma względami uniwersalny. Z jednej strony ważny jest tu globalny wymiar jego muzyki, z drugiej jego pozamuzyczne pola twórczości. Sporo miejsca poświęciła tez autorka specyficznym cechom charakteru twórcy. Jest to więc książka ważna, nie tylko jako opowieść o konkretnym człowieku, ale też o ważnym fragmencie naszej wspólnej historii i kultury. 

12/52

* * * * *

 

Wielki Tydzień Jana Matejki

Jan Matejko praktykował specyficzne zwyczaje w Wielkim Tygodniu:

– W Wielki Poniedziałek oddawał wszystkie pożyczone książki i inne rzeczy

– W Wielki Wtorek wyrzucał niepotrzebne i zużyte przedmioty

– W Wielką Środę palił nagromadzone w całym roku papiery  i nieudane szkice. Warto zauważyć, że w tym dniu zwyczaje ludowe z różnych stron także przewidują palenie różnych przedmiotów, np. kukieł Judasza, czy starych mioteł. Mistrz kultywował więc na swój sposób zwyczaj ludowy. 

– W Wielki Czwartek składał datki na cele dobroczynne i wspierał zdolnych, a ubogich uczniów malarskich. 

– W Wielki Piątek i Wielką Sobotę nawiedzał co najmniej siedem Grobów Pańskich w siedmiu różnych krakowskich kościołach myśląc o nowym dziele malarskim, które zamierzał podjąć po Wielkiejnocy licząc na zapewnienie temu  dziełu powodzenia. Kultywował więc w te dwa dni nieco tylko zmodyfikowany powszechny zwyczaj krakowski. 

Za książką „Ezoteryka w życiorysach sławnych ludzi” Bogny Wernichowskiej

Posłania miłości. Mistyczne Objawienia Chrystusa – opracował o. Bartłomiej Gottemoller OCSO

mistyczki

Kiedy rok temu przeczytałem „Misterium chrystianizmu” Divo Barsottiego postanowiłem czytać więcej książek poświęconych katolickiej mistyce. I w zasadzie dotrzymałem postanowienia, ale nie tak, jak planowałem. Wybrałem trzy książki do przeczytania w pierwszej kolejności, poważne traktaty o duchowości uznanych prawie współczesnych, choć dziś już nieżyjących  autorów. Ale żołnierze strzelają, a Pan Bóg kule nosi. Z tych trzech książek dwie napocząłem, trzeciej nawet z półki nie zdjąłem, za to przeczytałem jeden inny poważny traktat i kilka książek dotyczących katolickiego mistycyzmu kobiecego, w tym jedną taką, w której nie spodziewałem się takiej dozy mistycyzmu, jaką zastałem.  

W ten właśnie nurt wpisuje się książka „Posłanie miłości” stanowiąca dokonany przez ojca Bartłomieja Gottemollera, trapistę, wybór myśli z pism trzech dwudziestowiecznych mistyczek: Józefy Mendendez, Marii od Trójcy Świętej i Konsolaty Bertrone. Myśli te są tak dobrane, że są wielce pożyteczne dla każdego katolika pragnącego podążać drogą wewnętrznej modlitwy. Układ jest wzorowany na „Verba Seniorum”, drugiej księdze apoftegmatów Ojców Pustyni. Książeczka jest podzielona na 34 rozdziały tematyczne, w każdym są myśli wszystkich trzech autorek zawarte.

Ciekawa jest osoba redaktora. Ojciec Bartholomew Gottemoller urodził się 16 listopada 1914 w Indianapolis. Wstąpił do opactwa trapistów Gethsemani w Kentucky w 1934, święcenia kapłańskie przyjął w 1942. Pracował w klasztornej infirmerii. W lipcu 1947, został jednym z założycieli klasztoru Huntsville. Przez wiele lat był mistrzem nowicjatu w tym klasztorze, a przy okazji klasztornym pszczelarzem. Napisał sporo książek z zakresu duchowości. Zmarł 7 października 2007. W Gethsemani zapewne poznał Tomasza Mertona. Interesujące jest, na ile pozostawał pod jego wpływem. Omawiana książeczka wskazuje, że co najmniej przynależał do tego samego kręgu duchowości.  

11/52

* * * * *

 

Czy Putyfar był eunuchem?

W niektórych przekładach Biblii Egipcjanin Putyfar, który kupił Józefa Egipskiego jest zwany eunuchem. Wydaje się to cokolwiek dziwne, zważywszy, ze człek ów był żonaty i to z niewiastą dość temperamentną. Przyjrzyjmy się więc odpowiedniemu wersetowi w różnych tłumaczeniach. 

Biblia Warszawska

Józef został przyprowadzony do Egiptu. A Potyfar, dworzanin faraona, dowódca straży przybocznej, Egipcjanin, kupił go od Ismaelitów, którzy go tam przywiedli.

Biblia Brzeska

A gdy Józef był odwiedzion do Egiptu, Potyfar, nadworny marszałek faraonów, Egipcjanin, kupił go od Izmaelitów, którzy go tam byli przywiedli.

Biblia Gdańska

Tedy Józef był zawiedzion do Egiptu; i kupił go Potyfar, dworzanin Faraonów, hetman żołnierstwa, mąż Egipczanin, z ręki Ismaelitów, którzy go tam byli zawiedli.

Biblia Tysiąclecia

Józef został uprowadzony do Egiptu. I kupił go od Izmaelitów, którzy go tam przyprowadzili, Egipcjanin Potifar, urzędnik faraona, dowódca straży przybocznej.

Biblia Jakuba Wujka

Jozef tedy był zawiedzion do Egiptu i kupił go Putifar, trzebieniec Faraonów, hetman wojska, mąż Egipcjanin, z ręku Ismaelitów, od których był przywiedziony.

Nowa Biblia Gdańska

Zaś Josef został sprowadzony do Micraim. A od Iszmaelitów, którzy go tam sprowadzili, kupił go dworzanin faraona Potifar, Micrejczyk, naczelnik przybocznej straży.

Uwspółcześniona Biblia Jakuba Wujka

Józef tedy był zawiedziony do Egiptu i kupił go Putyfar, trzebieniec Faraona, hetman wojska, mąż Egipcjanin, z rąk Ismaelitów, którzy go byli przywiedli.

Uwspółcześniona Biblia Gdańska

A Józef został zaprowadzony do Egiptu. I Potifar, dworzanin faraona, dowódca straży, Egipcjanin, kupił go od  Izmaelitów, którzy go tam zaprowadzili.

Biblia warszawsko-Praska

A Józef został przywiedziony do Egiptu. Izmaelici, którzy go tam ze sobą przyprowadzili, sprzedali go urzędnikowi dworu faraona, pewnemu Egipcjaninowi imieniem Potifar, który był dowódcą straży przybocznej.

Biblia Paulistów

(1) Izmaelici przyprowadzili Józefa do Egiptu. Kupił go od nich Egipcjanin Potifar, urzędnik faraona, przełożony straży przybocznej.

Biblia Poznańska

(1) Józef został zatem uprowadzony do Egiptu. Egipcjanin Putyfar, urzędnik faraona, dowódca straży przybocznej, kupił go od Ismaelitów, którzy go tam przywiedli.

Biblia Pierwszego Kościoła

1 Józefa przyprowadzono do Egiptu. Nabył go tam z rąk Izmaelitów, którzy go przygnali, Potifar, eunuch faraona, dowódca gwardii, Egipcjanin.

Biblia Nowego Świata

(1) Józefa zaś zaprowadzono do Egiptu, a Potyfar, dworzanin faraona, dowódca straży przybocznej, Egipcjanin, kupił go z ręki Ismaelitów, którzy go tam przyprowadzili.

Biblia Leopolity

Przywiedziono tedy Josepha do Egyptu i kupił go Putyphar, komornik pharaonowy y hetman woyska iego mąż Egyptski z rąk Izmahelitow ktorzy go przywieźli y był Pan snim.

Wulgata

Igitur Joseph ductus est in Aegyptum, emitque eum Putiphar eunuchus Pharaonis, princeps exercitus, vir aegyptius, de manu Ismalitarum, a quibus perductus erat.

Septuaginta

(1) iwshf de kathcqh eis aigupton kai ekthsato auton petefrhs o eunoucos faraw arcimageiros anhr aiguptios ek ceiros ismahlitwn oi kathgagon auton ekei

Iōsēph dè katḗkhthē eis Aígupton, kaì ektḗsato autòn Petephrēs ho eunoũkhos Pharaō, arkhimágeiros, anḕr Aigúptios, ek kheiròs Ismaēlitō̃n, hoì katḗgagon autòn ekeĩ.

Hebrajski

וְיֹוסֵף הוּרַד מִצְרָיְמָה וַיִּקְנֵהוּ פֹּוטִיפַר סְרִיס פַּרְעֹה שַׂר הַטַּבָּחִים אִישׁ מִצְרִי מִיַּד הַיִּשְׁמְעֵאלִים אֲשֶׁר הֹורִדֻהוּ שָׁמָּה׃

Ten eunuch, lub trzebieniec pojawia się w kilku przekładach. Jest u Wuja, również uwspółcześnionego i w Biblii Pierwszego Kościoła, a także w Wulgacie i Septuagincie. Nie ma go w żadnym przekładzie odwołującym się do tekstu hebrajskiego i, co ciekawe, nie ma go także w Biblii Leopolity, przełożonej z Wulgaty. Kluczem wydaje się być Septuaginta. Wskazuje na to obecność tego słowa w przełożonej z niej Biblii Pierwszego Kościoła. Z Septuaginty wtręt ten trafił do Wulgaty, a z niej do Wujka, choć już nie do Leopolity. 

Nie dotarłem do tekstu interlinearnego polsko-hebrajskiego, nie wiem też jakie słowo jest w hebrajskim oryginale. Opieram się na porównaniu tłumaczeń jedynie. Ale już to porównanie daje mi przekonanie graniczące z pewnością, że tekst hebrajski o eunuchu nie mówi, bo nie mówią o n im tłumaczenia z tego tekstu dokonane. 

 

Powieści jakie są, każdy widzi

Jako, że sporo tego roku na moim blogu literatury, a wśród tejże powieści, oprócz wpisów będących recenzjami konkretnych książek warto i takie umieszczać, które ogólniejszych spraw tyczyć się będą. Czytam ostatnio dość sporo powieści i zaczęły mi się one w umyśle na swój sposób kategoryzować. Wiadomo, ze powieść powieści nierówna, że powieści są różne, kwadratowe i podłużne, etcetera etcetera, my nie chcemy więcej sera.  Na swój użytek podzieliłem więc powieści na trzy grupy.

Pierwsza to powieści proste (romanus simplex), służące głównie umysłowej rozrywce. najczęściej nie niosą żadnego przesłania, a jeżeli niosą, to tak łopatologicznie podane, że trudno je traktować poważnie. Do tej kategorii należą wszelkie horrory, erotyki, romanse, większość kryminałów i thrillerów, również medycznych i prawniczych, a także, paradoksalnie, niektóre powieści historyczne. historyczne. Nie można powiedzieć, że wszystkie powieści tej grupy są złe. Niektóre z nich są bardzo dobre nawet. Nie ma w tym nic dziwnego, wszak rozrywka też może być na wysokim poziomie.  

Druga grupa to powieści pogłębione (romanus semicompositus). Te nie tylko bawią, ale i uczą, zmuszając czytelnika do myślenia. Często podają sporo faktów z różnych dziedzin, aczkolwiek w tej grupie powieści informacje te nie są przekazywane w formie zwartych, dłuższych esejów przerywających akcję. Są to raczej krótkie wtręty w akcji, czy to w narracji, czy też w wypowiedziach bohaterów, a czasem wręcz w postaci niewyraźnych sugestyj między wierszami. Spośród takich właśnie powieści wyłaniają się zazwyczaj wiekopomne arcydzieła światowej literatury, a spośród ich autorów zarówno laureaci literackiego Nobla, jak i niestety „wielcy pominięci”

Trzecią grupą są powieścioeseje (romanus compositus). Zazwyczaj są powieściami z elementami eseju (np. „Imię róży” Eco), znacznie rzadziej esejami z  elementami powieści (np. „Szara eminencja” Aldousa Huxleya, czy „Córki Wawelu” Anny Brzezińskiej. W tego typu powieściach akcja jest zazwyczaj tylko pretekstem do wykładu o historii, polityce, psychologii, filozofii,  czy religii. Te powieści z reguły są dziełami ważnymi, rzadko jednak stają się  naprawdę popularne, toteż kariery zarówno samych książek, jak i ich twórców są zazwyczaj mniej spektakularne niż w grupie poprzedniej. 

Wygląda więc na to, że powieść, by stała się naprawdę wielką nie może być przeeseizowana. Jak mówił jeden z najsympatyczniejszych, epizodycznych bohaterów przygód wojaka Szwejka, feldkurat Lacina: 

— Wszystko zależy od korzeni, od tego, jakie korzenie się bierze i do czego się bierze, i ile się bierze. Nie wolno nic przepieprzyć, przepaprykować…
Mówił coraz wolniej i coraz ciszej:
— Prze… cy… na… mo… no… wać, prze… cy… try… no… wać, prze… an… giel… sko… zie… lić, prze… musz… kat…

Święta Maria Magdalena w ujęciu Sługi Bożego Divo Barsottiego

Refleksje Sługi Bożego Divo Barsottiego na temat Świętej Marii Magdaleny miałem zamiar opublikować na swoim blogu dopiero w lipcu z okazji jej święta. Zdecydowałem się jednak przyspieszyć tę publikację z powodu krążenia po internecie ( przy okazji dzisiejszej Ewangelii mszalnej) takich tekstów jak poniższy fragment artykułu Romana ZającaDopiero w 1969 papież Paweł VI oficjalnie oczyścił Marię Magdalenę z pomówień o uprawianie nierządu, a w 1978 z rzymskiego brewiarza wyeliminowano inwokacje o Marii jako pokutnicy i wielkiej grzesznicy, aczkolwiek taki obraz nadal funkcjonuje w świadomości wielu katolików. Warto jednak pamiętać, że 22 lipca nie czci się pamięci nawróconej nierządnicy, uratowanej przed ukamienowaniem, ale pamięć kobiety, która pierwsza ujrzała zmartwychwstałego Jezusa. Tymczasem tradycja katolicka, zachodnia zawsze te dwie kobiety i jeszcze siostrę Łazarza zlewała w jedno. Za tą tradycją podąża Divo Barsotti. Swoją drogą dowodzi to tego, że podąża on za katolicką tradycją duchową, a nie, jak się mu niekiedy zarzuca, za prawosławną, która te niewiasty oddziela. 

mm1mm2mm3mm4mm5mm6

Libri sunt legendi, non comburendi

5ca1acd192745_p

Opisany przeze mnie w ubiegłym roku katolicki świr, kapłan diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej, ksiądz Rafał Jarosiewicz przeszedł od słów do czynów. W niedzielę Laetare, bezpośrednio po Mszy Świętej, odziany w różowe szaty liturgiczne odprawił w jednej z gdańskich parafij uroczysty rytuał palenia książek i rękodzieła. On jest zapewne przekonany, że w ten sposób walczy z szatanem. No cóż, don Kichot też był przekonany, że walczy z potworami….

Jak już pisałem nieraz, katolickie świry doszukują się szatana w bele czym. Teraz znaleźli go w powieściach fantastycznych, figurkach kotów i parasolkach przyozdobionych wizerunkami bajkowych postaci. Nie przyszło im do głowy, że robiąc to z pseudoliturgiczną pompą i rozpowszechniając w mediach społecznościowych ośmieszają Kościół i to na skalę globalną. O gdańskim stosie trąbią już bowiem media całego świata.

Ksiądz Rafał Jarosiewicz ma w ośmieszaniu Kościoła doświadczenie spore. Już wypowiedź o tatuażach była mocnym strzałem. Przyćmił ją jednak pomysł wypożyczenia krzyża z Giewontu na jakąś imprę na Stadionie Narodowym. To jednak były ośmieszenia w skali kraju. Ostatniej niedzieli ksiądz Jarosiewicz wszedł na skalę globalną. 

Samego palenia nie będę szczegółowo analizował, zrobił to już bowiem bardzo dobrze Szymon Hołownia. Napiszę tylko parę zdań. Po pierwsze, publiczne palenie książek mnie przeraża, bo „Gdzie się pali książki, dojdzie w końcu do palenia ludzi”. Po drugie odprawiając w szatach liturgicznych ten samozwańczy rytuał, niezapisany wszak w żadnych liturgicznych księgach, zbrukał te święte szaty. Po trzecie taki rytuał, sprzeczny z duchem chrześcijańskiej liturgii, czci raczej Molocha niż Boga prawdziwego. Po czwarte, działania księdza Rafała, mocno podparte soleniem skryptury ( i przy tatuażach i przy paleniu sypie on cytatami biblijnymi jak z rękawa) mają charakter bardziej protestancki niż katolicki. Kuria powinna zareagować znacznie ostrzej niż zareagowała.

 

Czy Biblia przewiduje karanie gwałtu grzywną?

Dziś biorę na tapet kolejną kontrowersję biblijną wynikającą nie z tekstu Biblii, a z nieprecyzyjnych przekładów. Co jakiś czas słychać zarzut, że Biblia łagodnie traktuje gwałt, jako karę zań przewidując jedynie grzywnę. Wniosek taki można wysnuć na podstawie wersetów dwudziestego ósmego i dwudziestego dziewiątego dwudziestego drugiego rozdziału Księgi Powtórzonego Prawa w przekładzie Biblii Tysiąclecia:

28 Jeśli mężczyzna znajdzie młodą kobietę – dziewicę niezaślubioną – pochwyci ją i śpi z nią, a znajdą ich, 29 odda ten mężczyzna, który z nią spał, ojcu młodej kobiety pięćdziesiąt syklów srebra i zostanie ona jego żoną. Za to, że jej gwałt zadał, nie będzie jej mógł porzucić przez całe swe życie.

Warto więc przyjrzeć się temu fragmentowi Biblii w innych przekładach, by przekonać się, czy rzeczywiście mówi on o gwałcie.
Biblia Warszawska:  (28) Jeżeli mężczyzna napotka dziewczynę, dziewicę nie zaręczoną, pochwyci ją i złączy się z nią, i tak się ich zastanie, (29) to mężczyzna, który się z nią złączył, da ojcu dziewczyny pięćdziesiąt srebrników, a ona zostanie jego żoną. Za to, że ją znieważył, nie będzie mógł jej oddalić przez całe swoje życie.
Biblia Warszawsko-Praska: (28) Jeżeli jakiś mężczyzna spotka młodą kobietę, jeszcze dziewicę, ale z nikim nie zaręczoną, zbliży się do niej i oboje zostaną pochwyceni na tym uczynku, (29) to ów mężczyzna wypłaci ojcu dziewczyny pięćdziesiąt sykli srebra, a dziewczyna pozostanie jego żoną, bo to on ją zbezcześcił. Jak długo będzie żył, nie będzie też mógł jej oddalić.
Biblia Paulistów: (28) Jeżeli mężczyzna spotka dziewczynę, dziewicę jeszcze niezaręczoną, weźmie ją przemocą i będzie z nią współżył, to gdy zostaną przyłapani, (29) ów mężczyzna, który z nią współżył, będzie musiał zapłacić ojcu dziewczyny pięćdziesiąt syklów srebra i wziąć ją za żonę, ponieważ ją zgwałcił. Nigdy też nie będzie mógł jej oddalić.
Biblia Gdańska: (28) Gdyby też kto, trafiwszy dzieweczkę pannę, która nie jest za mąż zmówioną, porwał ją, i leżałby z nią, a zastano by je: (29) Tedy da on mąż, który obcował z nią, ojcu dzieweczki pięćdziesiąt srebrników, i będzie mu za żonę, przeto że ją zelżył, ani jej będzie mógł opuścić po wszystkie dni swoje.
Nowa Biblia Gdańska: (28) Zaś gdyby ktoś napotkał pannę, dziewicę niezaręczoną, porwał ją i z nią obcował, i tak by ich zastano (29) wtedy mężczyzna, który z nią obcował, da ojcu dziewczyny pięćdziesiąt srebrników, a ona będzie mu żoną dlatego, że ją zhańbił; nie będzie mógł się z nią rozwieść po wszystkie dni swojego życia.
Uwspółcześniona Biblia Gdańska: (28) Jeśli mężczyzna napotka dziewczynę, która jest dziewicą i niezaślubiona, pochwyci ją i będzie z nią obcował, i zostaną przyłapani; (29) Wtedy mężczyzna, który z nią obcował, da ojcu dziewczyny pięćdziesiąt syklów srebra i będzie ona jego żoną; a ponieważ ją zhańbił, nie będzie mógł jej oddalić po wszystkie swoje dni.
Biblia Brzeska:  (28) A gdyby też kto panienkę za mąż nie zmówioną gdzie znalawszy zgwałcił i zelżył, a iżby je zastano. (29) Tedy on mąż, który jej gwałt uczynił, ma dać jej ojcu śrebrników pięćdziesiąt i pojmie ją sobie za żonę, przeto iż ją zelżył, a już mu się jej nigdy porzucić nie godzi.
Biblia Poznańska: (28) Jeżeli mężczyzna spotyka młodą dziewicę, jeszcze nie zaręczoną, pochwyci ją i będzie z nią obcował, a przy łapią ich na tym, (29) mężczyzna da ojcu owej panny pięćdziesiąt s srebra i pojmie ją za żonę, ponieważ ją zniesławił; nigdy też nie będzie mógł jej oddalić.
Biblia Nowego Świata: (28) „Jeśli mężczyzna spotka dziewczynę, dziewicę, która nie jest zaręczona, i chwyci ją, i się z nią położy, i zostaną przyłapani, (29) to mężczyzna, który się z nią położył, da ojcu dziewczyny pięćdziesiąt srebrnych sykli i ona zostanie jego żoną, dlatego że ją upokorzył. Nie będzie mu wolno rozwieść się z nią przez wszystkie jego dni.
Biblia Księdza Wujka: (28) Jeśli najdzie mąż dzieweczkę pannę, która nie ma oblubieńca, a uchwyciwszy będzie spał z nią, a rzecz do sądu przyjdzie: (29) da on, który spał z nią, ojcu dziewki pięćdziesiąt syklów srebra i będzie ją miał za żonę, iż ją poniżył; nie będzie jej mógł opuścić przez wszytkie dni żywota swego.
Uwspółcześniona Biblia Księdza Wujka: 28 – Jeśli znajdzie kto dzieweczkę pannę, która nie ma oblubieńca, i pochwyciwszy będzie spał z nią, 29 a rzecz do sądu przyjdzie, ten, który spał z nią, da ojcu dziewczyny pięćdziesiąt syklów srebra i będzie ją miał za żonę, bo jej cześć odebrał; nie będzie jej mógł opuścić przez wszystkie dni żywota swego.
Biblia Leopolity: 28-Jeśliby nalazł mąż pannę, która nie jest żadnemu zaślubiona, a uchwyciwszy uczynił jej gwałt, 29- a ta rzecz doniosła się do sądu,  tedy ten który uczynił gwałt, da ojcu onej dzieweczki pięćdziesiąt syklów srebra i pojmie ją, bo ją zelżył. Nie będzie jej mógł opuścić przez wszystek czas żywota swego. 
Wulgata: (28) si invenerit vir puellam virginem quae non habet sponsum et adprehendens concubuerit cum ea et res ad iudicium venerit (29) dabit qui dormivit cum ea patri puellae quinquaginta siclos argenti et habebit eam uxorem quia humiliavit illam non poterit dimittere cunctis diebus vitae suae.

Okazuje się, na podstawie większości przekładów polskich, oraz Wulgaty, że rzeczony fragment nie mówi o gwałcie, a o dobrowolnym współżyciu dwojga wolnych ludzi. Należy więc raczej do domeny prawa cywilnego, nie zaś karnego i wzmiankowana w nim kwota nie jest grzywną, a odszkodowaniem. Po raz kolejny okazuje się, że Biblia Tysiąclecia słusznie jest nazywana Biblią Tysiąca Błędów. 

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij