Tegoroczna Eurowizja była wyraźnie słabsza od poprzednich. Tym razem z trudem przyszło mi wybrać kilka ciekawych utworów. Ale jest wśród nich perełka. To reprezentująca Albanię piosenka Zjerm (Ogień). Muzycznie to typowy bałkański popfolk elektroniczny. Natomiast tekst jest parafrazą lenonowskiej piosenki Imagine, parafrazą stojącą na pozycjach duchowości, ośmielę się rzec chrześcijańskiej:
W tej minucie, w tym momencie, bez paranoi Po deszczu świat wygląda jak tęcza Na ulicach nie ma karetek. Nikt nie mówi do ciebie z arogancją A dziś powiedzieli nam, że pogoda się nie zmieni Skończyłem pod wodą, ale usta mi nie wyschły Wyobraź sobie minutę bez żołnierzy, bez sierot Żadnych butelek w oceanie, olej pachnie bzem Wolność słowa to coś, czego szkoła powinna cię nauczyć Stwórz we mnie czyste serce. W moją noc wysyłam ci światło Miłości, zmiłuj się. Miłości, zmiłuj się. W moim sercu, w moim sercu Ta minuta będzie trwać Dobrzy ludzie i bezimienni Zatańcz taniec w ich duszy Świeć, moja ziemio Gdzie się urodziłem, nie zapomnę Świeć, mój świecie Świeć, błyszcz, błyszcz, błyszcz Ogień! Zanurz się w naszych plemiennych tańcach Toczą się jak lawina spadająca z gór Ogień! Ludzie bezimienni i ludzie czyści Spadek podobny Jak siedem noży przebijających twoją duszę Ogień! Tu śpi morze, piasek i księżyc A gwiazd nie widzimy, bo nasze stopy po nich depczą Gdy chodzimy bez celu Ogień! Jesteśmy spragnieni płomienia i światła I tego szukamy W tej ciemności, która nie chce świecić Stwórz we mnie czyste serce. W moją noc wysyłam ci światło Miłości, zmiłuj się. Miłości, zmiłuj się. W moim sercu, w moim sercu Ta minuta będzie trwać Dobrzy ludzie i bezimienni Zatańcz taniec w ich duszy Świeć, moja ziemio Gdzie się urodziłem, nie zapomnę Świeć, mój świecie Świeć, błyszcz, błyszcz, błyszcz
Stwórz we mnie czyste serce to cytat z Księgi Psalmów, siedem noży przebijających twoją duszę to nawiązanie do siedmiu boleści Najświętszej Maryi Panny i słów starca Symeona Twoją duszę miecz przeniknie, a Aman miserere to w zasadzie skrócona Modlitwa Jezusowa (Amen jest w Apokalipsie jednym z imion Chrystusa). Również słowa ogień, światło i serce należą do podstawowych terminów duchowości chrześcijańskiej. Dlatego uważam tę piosenkę za mistyczną. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie każdy podzieli moją opinię. Poezja jest wieloznaczna i każdy ją odczytuje po swojemu.
Pozostałe utwory, które chciałem wyróżnić, mają charakter komiczny.
Każdy pontyfikat, zwłaszcza niekrótki, wypada skomentować, gdy już się zakończy. Nie jestem pierwszym, który podsumowuje pontyfikat papieża Franciszka (przez ten brak liczebnika porządkowego dodawanie słowa papież przed imieniem stało się jakoś naturalne). Przede mną zrobiło już to wielu publicystów o wiele lepszych i znaczniejszych. Mimo to i ja postaram się coś napisać, bo będzie to moje podsumowanie. A chyba warto, żeby każdy katolik sformułował jakieś własne podsumowanie, choć oczywiście nie każdy je spisze.
Najpierw o tym, o czym piszą wszyscy, przynajmniej po prawej stronie. W dwóch sprawach papież Franciszek liberalizując stanowisko Kościoła przekroczył pewną granicę, której święty Jan Paweł II podejmując te same kwestie nie zdecydował się przekroczyć. Pierwszym z tych przypadków jest posynodalna adhortacja „Amoris laetitia” zezwalająca niektórym osobom pozostającym w związkach niesakramentalnych na przystępowanie do sakramentów na podstawie rozeznania duszpasterskiego. Pochylając się nad tym samym problemem kilkadziesiąt lat wcześniej, święty Jan Paweł II dopuścił do sakramentów tylko te pary nie sakramentalne, które zdecydowały się na zaprzestanie pożycia seksualnego i życie „jak brat z siostrą”, To była granica, do której mógł dojść nie stając w sprzeczności z dotychczasowym nauczaniem Kościoła. On nie zdecydował się przekroczyć tej granicy. Podobnie miała się sprawa z poprawkami do Katechizmu Kościoła Katolickiego dotyczącymi kary śmierci. Obydwaj papieże nanosili takie poprawki, obydwaj byli przeciwnikami kary śmierci. Poprawka Jana Pawła II była bardzo wyważona i brzmiała: „kiedy tożsamość i odpowiedzialność winowajcy są w pełni udowodnione, tradycyjne nauczanie Kościoła nie wyklucza zastosowania kary śmierci, jeśli jest ona jedynym dostępnym sposobem skutecznej ochrony ludzkiego życia przed niesprawiedliwym napastnikiem. Jeżeli jednak środki bezkrwawe wystarczą do obrony i zachowania bezpieczeństwa osób przed napastnikiem władza powinna ograniczyć się do tych środków, ponieważ są bardziej zgodne z konkretnymi uwarunkowaniami dobra wspólnego i bardziej odpowiadają godności osoby ludzkiej. Dzisiaj, biorąc pod uwagę możliwości, jakimi dysponuje państwo, aby skutecznie ukarać zbrodnię i unieszkodliwić tego, kto ją popełnił, nie odbierając mu ostatecznie możliwości skruchy, przypadki absolutnej konieczności usunięcia winowajcy są bardzo rzadkie, a być może już nie zdarzają się wcale”. Był to więc zdecydowany sprzeciw wobec stosowania kary śmierci przy jednoczesnym uznaniu, że jest ona przez nauczanie Kościoła dopuszczona, tak jak było od wieków. Z kolei poprawka Franciszka brzmi następująco: „Wymierzanie kary śmierci, dokonywane przez prawowitą władzę, po sprawiedliwym procesie, przez długi czas było uważane za adekwatną do ciężaru odpowiedź na niektóre przestępstwa i dopuszczalny, choć krańcowy, środek ochrony dobra wspólnego. Dziś coraz bardziej umacnia się świadomość, że osoba nie traci swej godności nawet po popełnieniu najcięższych przestępstw. Co więcej, rozpowszechniło się nowe rozumienie sensu sankcji karnych stosowanych przez państwo – czytamy w zmienionej przez Franciszka wersji Katechizmu. – Ponadto, zostały wprowadzone skuteczniejsze systemy ograniczania wolności, które gwarantują należytą obronę obywateli, a jednocześnie w sposób definitywny nie odbierają skazańcowi możliwości odkupienia win. Dlatego też Kościół w świetle Ewangelii naucza, że kara śmierci jest niedopuszczalna, ponieważ jest zamachem na nienaruszalność i godność osoby, i z determinacją angażuje się na rzecz jej zniesienia na całym świecie”. Tu już widać ewidentną zmianę doktryny. Czy zaś doktryna Kościoła może się aż tak i w aż tak ważnej sprawie zmieniać, pozostaje kwestią otwartą. Moim zdaniem ta druga sprawa jest istotniejsza, gdyż zmiana doktryny jest tu wyraźniejsza. Kolejnym dokumentem uważanym przez część komentatorów za rozmiękczanie doktryny katolickiej jest deklaracja „Fiducia supplicans” poświęcona błogosławieństwom i między innymi dopuszczająca udzielanie prywatnych błogosławieństw parom niesakramentalnym, w tym homoseksualnym. Sam dokument jest mniej kontrowersyjny niż jego implementacja, Deklaracja dopuszcza w takich przypadkach błogosławieństwa jedynie prywatne, a więc dokonywane poza świątyniami bez użycia szat liturgicznych. I jest to w zasadzie ortodoksyjne, bo każdy człowiek ma prawo do błogosławieństwa, które może stać się pomocą do nawrócenia. Jednak postępowi kapłani na całym świecie, powołując się na tę deklarację, błogosławią pary homoseksualne odziani w szaty liturgiczne, a cały obrzęd odbywa się w kościołach i kaplicach. Ważnym i gdzieniegdzie kontrowersyjnym aspektem minionego pontyfikatu jest też proces synodalny, który jednak jeszcze trwa i trudno go dzisiaj całościowo oceniać. Najbardziej ewidentnym przypadkiem odejścia od Tradycji były zakazy wymierzone w Mszę trydencką, a zwłaszcza motu proprio „Traditionis Custodes”, które w zasadzie zniosło wolność dla starego rytu, którą przywrócił Benedykt XVI w swoim motu proprio „Summorum Pontificum”. Ja rozumiem, że część zwolenników Mszy trydenckiej negowała ważność promulgacji nowej Mszy, czy inne elementy doktryny Kościoła. Oberwali jednak również ci, którzy byli Kościołowi i papieżowi wierni, a może nawet przede wszystkim ci. Moim zdaniem w tej kwestii papież Franciszek przesadził.
Po tych głośnych sprawach warto się zająć mniej głośnymi, a moim zdaniem ważniejszymi, czyli zmianami w liturgii i kwestiach okołoliturgicznych. Papież Franciszek dopuścił kobiety do posług lektoratu i akolitatu, a także do nowej posługi katechistatu. Nie ma w tym nic zdrożnego, bo posługi nie są święceniami i nie należy ich traktować jako stopni prowadzących do święceń kapłańskich. Zatwierdził też inkulturowany ryt Mszy Świętej dla diecezji meksykańskich, co jest w zasadzie kontynuacją zatwierdzenia przez Jana Pawła II analogicznego rytu dla diecezji zairskich. Takich rytów zapewne w przyszłości będzie więcej. W Mszale Rzymskim papież Franciszek wprowadził imię świętego Józefa do II, III i IV Modlitwy Eucharystycznej, co jest kontynuacją i logicznym dopełnieniem decyzji świętego Jana XXIII, który wprowadził to mię do Kanonu Rzymskiego, który obecnie jest I Modlitwą Eucharystyczną. Nad tą zmianą pracował już Benedykt XVI. Papież Franciszek wprowadził liczne zmiany w kalendarzu liturgicznym Kościoła zachodniego, z których najważniejszą jest podniesienie wspomnienia świętej Marii Magdaleny do rangi święte i nadanie tej świętej tytułu Apostołki Apostołów. Duże zmiany wprowadził zmarły papież w nabożeństwach litanijnych. Dodał nowe wezwania do Litanii loretańskiej i Litanii do świętego Józefa. Ustanowił też dwie nowe litanie publiczne, czyli dopuszczone do użytku liturgicznego, Dotychczas takich litanii było sześć, teraz jest osiem. Te nowe to Litania do Chrystusa, Kapłana i Ofiary i Litania do Najświętszego Sakramentu. Szkoda, że na razie są tak rzadko odmawiane w naszych kościołach i kaplicach. Muszą się widać odleżeć.
Doskonałym zwieńczeniem tych zmian liturgicznych, które, choć drobne, przyczyniają się do wzbogacenia życia religijnego i duchowego katolików jest ostatnia encyklika papieża Franciszka. „Dilexit nos”, poświęcona Najświętszemu Sercu Pana Jezusa jest pięknym traktatem mistycznym, z którego lektury każdy katolik może wiele skorzystać duchowo. Można tę encyklikę nazwać duchowym testamentem zmarłego papieża. Czytajmy ten testament. Niech to nam po papieżu Franciszku pozostanie.
Zbiór rozważań opartych na tekstach biblijnych, napisany głównie w 2021. Znajdziemy tu wiele cennych stwierdzeń, chociaż nie ze wszystkim się mogę zgodzić. Ale generalnie się z tą książką zgadzam. Jest to bowiem książka o Bogu Nieskończenie Dobrym. Uważam, że to jedna z najważniejszych polskich książek katolickich obecnej dekady. Naprawdę wartom przeczytać.
Oczywiście sięgnąłem po tę książkę po nagrodzie Nike, którą zarówno praca, jak i autorka zostały uhonorowane. Czytałem ją długo i powoli, najwyżej trzy wiersze dziennie. Ale tak właśnie, jak mi się wydaje, należy czytać poezję. Niekiedy te trzy wiersze traktowałem jako coś w rodzaju trzech psalmów godziny brewiarzowej. Trzeba jednak pamiętać, że jest to poezja na wskroś świecka. Ja, miłośnik Miłosza gustuję w wierszach bardziej uduchowionych. Ale i tu znalazłem parę perełek. Rymów jest tu mało, ale kto szuka ten znajduje. Ogólnie zachęcam do przeczytania, zwłaszcza, że obecnie w naszej literaturze jest niewiele poezji, a przynajmniej znacznie mniej niż w poprzedniej epoce. Ogólnie to dobrze, bo to proza wprowadza polską literaturę na światowe salony, ale nie można przesadzać. Poezja też jest literaturze potrzebna. Literatura bez poezji byłaby jak mamuty z Bielskiego Lasu. Bez smaku.
Książka miejscami wulgarna, nawet przekraczająca granice niesmaku, ale jednak bardzo dobra. Na motywach autobiograficznych. Literacko relacjonuje romans autorki z Andrzejem Żuławskim. Widać mocne wpływy literatury francuskiej, zwłaszcza Michela Houellebecqa, mało jeszcze u nas w czasie pisania tej książki znanego. Można jednak przypuszczać, a i w treści książki znaleźć przesłanki potwierdzające, że autorka czytała jego dzieła w oryginale francuskim.
W latach dziewięćdziesiątych, gdy czekałem na kolejne książki Andrzeja Sapkowskiego, szukałem autora, który mógłby mi wypełnić lukę, często roczną i dłuższą. Wtedy nie znalazłem. Natomiast teraz znajduję autora, którego książkami można wypełnić oczekiwanie na kolejne powieści Wita Szostaka i Olgi Tokarczuk. Jest nim Jakub Małecki. W jego książkach można odnaleźć klimaty twórczości tych dwojga i jeszcze Wiesława Myśliwskiego, choć nie osiąga on takich wyżyn literatury jak oni. Rdza przypomina Prawiek, tyle że bez magii.
W ramach tegorocznego wyzwania czytania żyjących pisarzy polskich eksploruję różne gatunki i poznaję nowych autorów. Czasami wychodzi dobrze, czasami średnio. Tym razem średnio. Fabuła naciągana, jedyny plus to lokalizacja.
Krytyka współczesnego monastycyzmu z pozycji radykalizmu duchowego. Niepozbawiona trafnych elementów, ale w gruncie rzeczy prowadząca na manowce. Już po napisaniu tej książki autor, będący wówczas mnichem, postanowił wcielić w życie wyrażony w niej program. Próbował założyć własny klasztor, ale ostatecznie porzucił stan mniszy. Lepsze jest wrogiem dobrego
Gdy w 2013 roku kardynał protodiakon wypowiedział słowa: Annuntio vobis gaudium magnum;habemus Papam:Eminentissimum ac Reverendissimum Dominum, Dominum Georgium Marium cały świat zastanawiał się, kim u diabła jest Jerzy Mariusz? Ja też przez moment nie wiedziałem, o kogo chodzi. Aby uniknąć powtórki z rozrywki przygotowałem ściągawkę na proklamację nowego papieża.
Adalbertum – Adalberto Cardinal Martínez Flores
Albertum Milcolumbum Ranjith -Albert Malcolm Ranjith Cardinal Patabendige Don
Josephum – Giuseppe Cardinal Betori, Josip Cardinal Bozanić, José Cardinal Cobo Cano, Joseph Cardinal Coutts, Jozef Cardinal De Kesel, Giuseppe Cardinal Petrocchi
Josephum Franciscum José Francisco Cardinal Robles Ortega
Josephum Gulielmum -Joseph William Cardinal Tobin, C.Ss.R.
Josephum Lasarum – Jose Lazaro Fuerte Cardinal Advincula Jr.
Josefum Tolentinum – José Tolentino Cardinal Calaça de Mendonça
Vincentium Gerardum – Vincent Gerard Cardinal Nichols
Zestawienie obejmuje wyłącznie kardynałów elektorów. Nie gwarantuję jego bezbłędności, bo deklinacje łacińskie nie są moją mocną stroną. Część imion łacińskich to moje domniemania. Przy dwóch kardynałach się poddałem. Są to Chibly Cardinal Langlois oraz Orani João Cardinal Tempesta, O. Cist. Nie przekładałem pozaeuropejskich drugich imion kardynałów, które nie były łatwo przekładalne. I generalnie pominąłem imiona dalsze niż drugie.
W czasie sedewakancji najczęściej poruszaną w mediach kwestią związaną z tym tematem są szanse poszczególnych kandydatów na konklawe. Redakcje wszelkiego typu i sortu prześcigają się w typowaniu faworytów. Sam napisałem o tym osobny artykuł. Dużo mniej uwagi media poświęcają kwestii imienia pontyfikalnego, jakie przybierze przyszły papież. Natomiast niektóre firmy bukmacherskie umożliwiają zawieranie zakładów nie tylko dotyczących osoby elekta, ale także imienia, które wybierze. W związku z tym publikują swoje przewidywania w tej materii. Z braku poważnych opracowań medialnych to właśnie owe prognozy bukmacherskie stały się pożywką dla analiz i komentarzy internautów. Tak było w 2013 roku, tak zapewne będzie i obecnie Największą popularność zyskały sobie wówczas typowania serwisu Paddy Power, obecnie w Polsce zablokowanego i na nich oprałem się w swoim artykule na ten temat napisanym 12 lat temu.
Z powodu tej blokady nie jestem w stanie podejrzeć aktualnych typów tej firmy, dlatego też w swoich analizach wyjdę od typów popularnego serwisu Fortuna. Oto one, w kolejności od najbardziej, zdaniem autorów prawdopodobnego: Franciszek, Benedykt, Jan Paweł, Leon, Urban, Mikołaj, Jan, Adrian, Aleksander, Grzegorz, Stefan, Klemens, Marcin, Juliusz, Pius, Celestyn, Anastazy, Honoriusz. Warto je omówić po kolei. Wszystkie bowiem są realne, wszystkie były noszone przez papieży ostatniego tysiąclecia, a mniej więcej na tysiąc lat w głąb się sięga w takich przypadkach. Zestawienie jest więc dość dobre i przemyślane. Kilka jest mniej prawdopodobnych, kilku brakuje. Do tej listy powinno się dopisać takie klasyczne imiona papieskie jak Paweł, Bonifacy, Innocenty i Sykstus.
Franciszek II to dość realny wybór. Takie imię mógłby wybrać papież chcący ściśle kontynuować linię bezpośredniego poprzednika. To imię pasowałoby do takich kandydatów jak Matteo Maria Zuppi, Pietro Parolin, Mario Grech, czy Luis Antonio Gokim Tagle.
Benedykt XVII to równie realny wybór, możliwy dla tych elektów, którzy chcieliby kontynuować linię Benedykta XVI. Imię pasowałoby do takich kandydatów jak Robert Sarah, Raymond Leo Burke, czy Albert Malcolm Ranjith Patabendige Don.
Jan Paweł III wydaje się zdecydowanie mniej prawdopodobny. Zbyt się kojarzy z Janem Pawłem II, który obecnie nie cieszy się zbyt dobrą sławą nie tylko w świecie, ale i w Kościele powszechnym. Jedynym papabilem, który moim zdaniem mógłby je przyjąć jest węgierski kardynał Péter Erdő. Pomysł multiplikowania Janów Pawłów bardziej pasuje do literatury niż do życia. Pięciu kolejnych papieży Janów Pawłów umieścił w swojej postapokaliptycznej powieści „Świat popiołów” Jan Dobraczyński. Nie wiem, czy było to zamierzone, ale ten dobór imion podkreślał brak realizmu świata przedstawionego.
Leon XIV to bardzo sympatyczne imię. Kojarzy się z Leonem XIII, papieżem, który zainaugurował Katolicką Naukę Społeczną. Imię Leon jest więc idealne dla papieża z krajów Trzeciego Świata, w których kwestie społeczne są wyjątkowo palące. A więc mogą je przybrać tacy kandydaci jak Fridolin Ambongo Besungu OFMCap, Robert Sarah, Luis Antonio Gokim Tagle, czy Albert Malcolm Ranjith Patabendige Don.
Urban IX to imię pasujące do papieża Rzymianina, a także do papieża będącego wcześniej patriarchą Jerozolimy, bo obydwie te godności piastował Urban IV w XIII wieku. Mogliby więc je wybrać kardynałowie Pietro Parolin lub Pierbattista Pizzaballa OFM.
Mikołaj VI jest dość uniwersalnym imieniem, mógłby je wybrać każdy papabile. Podobna sytuacja dotyczy imion Stefan, Klemens, Marcin, Juliusz, Celestyn, i Honoriusz. Jako ciekawostkę warto przypomnieć, że imię Klemens było proponowane Franciszkowi.
Jan XXIV to imię, które mógłby wybrać entuzjasta Soboru Watykańskiego II. Pasowałoby więc do takich kandydatów jak Matteo Maria Zuppi, Pietro Parolin, Mario Grech, czy Luis Antonio Gokim Tagle.
Adrian VII również byłby imieniem dość uniwersalnym, tyle że szczególnie pasującym do kardynała z Niderlandów, czyli Willema Jacobusa Eijka. Trochę zmniejsza szansę na wybór takiego imienia pojawienie się takiego papieża w powieści Fredericka Rolfe’a, Ale tylko trochę, bo to mało znana książka.
Aleksander IX również byłby uniwersalny, gdyby nie kojarzył się z Aleksandrem VI, za którym ciągnie się czarna legenda.
Grzegorz XVII się raczej nie pojawi, gdyż było kilku antypapieży o tym imieniu. Co prawda współcześni antypapieże są zjawiskiem marginalnym, czy wręcz marginesowym, ale nie zmienia to faktu, że imion antypapieskich się nie wybiera, przynajmniej na świeżo.
Pius XIII również jest raczej niemożliwy. Po pierwsze, jak już zaznaczono wyżej, zasadniczo papieże unikają wybierania imion, których używali niedawni antypapieże. Co prawda obecne antypapiestwo jest zjawiskiem o marginalnym znaczeniu, jednak o. Lucjan Pulvermacher OFM Cap., który występował jako Pius XIII, zyskał swego czasu pewien rozgłos medialny, wskutek czego istnieje niewielkie ryzyko pomieszania. A tego zapewne każdy przyszły papież chciałby uniknąć. Po drugie, imię Pius obecnie niesie pewien ładunek konfrontacji. Pozytywnie konotuje w zasadzie jedynie wśród ewidentnych tradycjonalistów, ale ci są w Kościele niewielką mniejszością. Z racji tego, że imię Pius nosiło dwóch ostatnich papieży przed Soborem Watykańskim II, jego wybór byłby jednoznaczną deklaracją woli odejścia od spuścizny tegoż soboru. Na taką zaś deklarację w obecnej sytuacji nie zdecyduje się nawet najbardziej konserwatywny papież, gdyż wywołałaby ona niechybnie schizmę w Kościele, a tej niewątpliwie taki pontifex by nie pragnął. Po trzecie imię Pius kojarzy się z serialem „Młody papież” a i takich skojarzeń przyszły Następca Świętego Piotra, ktokolwiek nim będzie, zapewne wolałby uniknąć.
Ciekawym imieniem jest Anastazy V. Również jest to imię uniwersalne, a do tego kojarzy się ze Zmartwychwstaniem. Papież Franciszek zmarł w czasie Świąt Zmartwychwstania Pańskiego, konklawe odbędzie się w Okresie Wielkanocnym, imię Anastazy podkreśliło by to symbolicznie. Z tego samego powodu niewykluczony jest też wybór imienia Paschalis III. Nie jest to niemożliwe, bo Paschalis II żył w XI-XII wieku, a więc jest to nadal imię papieskie.
Z imion niewymienionych przez Fortunę Bonifacy, Innocenty i Sykstus są uniwersalne, a Paweł ma takie same konotacje jak Jan. Możliwy jest także wybór imienia „niepapieskiego”. Franciszek już takim nie jest, a le są jeszcze Ignacy, Dominik, Augustyn, Ambroży, Tomasz i wiele innych. Po papieżu Franciszku nie da się z jakimś dużym prawdopodobieństwem przewidzieć imienia kolejnego papieża, a nawet wskazać dwóch czy trzech imion pewnych. Możliwości jest wiele, wybór jest szeroki.