











































Wzorem poprzednich lat, w sklepach z pamiątkami z miejsc turystycznych wyszukuję przedmioty o charakterze religijnym. W Pradze jest sporo takich pamiątek. Dominuje oczywiście Jezulatko, ale są też inne. Głównie katolickie, ale nie tylko. Widać więc, że zjawisko religijnych pamiątek nie omija nawet krajów uważanych za ateistyczne.
No bo w ogóle z tym czeskim ateizmem to nie taka prosta sprawa. Jestem przekonany, że Czechy są w większości nie tyle ateistyczne, co bewyznaniowe. Bardzo żywotna jest w tym kraju duchowość niestandardowa, własnowiercza, nie związana z żadnym konkretnym wyznaiem, ale kulturowo chrześcijańska. Opisałem to przed laty w tekście „Ateistyczne Czechy?”. Podobne zjawiska obserwuje się zresztą we Francji i Skandynawii. Być może też w innych krajach, ale innych nie badałem.
Osobną kwestią, wartą dalszych badań jest duże rozpowszechnienie w Pradze, a może w całych Czechach motywów z mitologii greckiej, tak wśród pamiątek, jak i w architekturze (na budynkach i w parkach)

Zagrożeniowcy jak tlenu potrzebują nowych zagrożeń duchowych, które wymyślają z prędkością światła. Teraz padło na chińską laleczkę kolekcjonerską o dźwięcznej nazwie Labubu.
Żołnierze Chrystusa na swoim profilu fejsbukowym raczyli wkleić następujący tekst: W świecie zabawek pojawiła się dziwna istota – Labubu. Niby słodka, niby niewinna, przypomina skrzyżowanie królika z goblinem. Ale niektórzy twierdzą, że to nie jest zwykła figurka kolekcjonerska. To coś więcej. To narzędzie Starożytnego Zła. L.A.B.U.B.U. = Luciferian Artifact Built Using Babylonian Understanding („Artefakt Lucyferyczny Zbudowany na Babilońskim Poznaniu”) 1. Labubu powstał w Japonii, ale jego twórca, Kazuhiro Taira, przez lata podróżował po Europie Wschodniej, gdzie interesował się słowiańskim folklorem i średniowiecznym mistycyzmem. W 1999 roku odwiedził ukraińskie Karpaty, gdzie w lokalnej cerkwi natknął się na zakazaną ikonę z przedstawieniem diabła w postaci “śmiejącego się zwierzęcia”. 2. Ten obraz był identyfikowany z Belphegorem – jednym z siedmiu książąt piekła według demonologii chrześcijańskiej. Belphegor kusił ludzi “wynalazkami” i “nowoczesnością”, by odciągnąć ich od Boga. W Apokalipsie św. Jana (13:15) czytamy: „I dano mu tchnienie, by ożywił obraz bestii, i by obraz bestii przemówił…” Niektórzy uważają, że “obraz bestii” to właśnie wizerunki zabawek, które mają duszę, które obserwują dzieci nocą. Labubu ma zbyt realistyczne oczy. Na forach ezoterycznych krąży teoria, że Labubu „mruga” w nocy, jeśli w pomieszczeniu jest dziecko ochrzczone w Kościele katolickim – niby je “znaczy”. • 13 zębów Labubu – liczba utożsamiana z pechem i ostatnią wieczerzą (Judasz był 13). • Uśmiech do ucha – przypomina opisy demonów z notatek Inkwizycji Hiszpańskiej, gdzie opisywano istoty “o pysku szerokim jak zdrada”. • Na spodzie niektórych edycji Labubu kolekcjonerzy odkryli znaki przypominające hebrajskie litery, które po złożeniu układają się w słowo “Azazel” – upadły anioł z Księgi Henocha. • W 2023 roku w Indonezji doszło do fali koszmarów u dzieci, które miały Labubu w pokoju. Rodzice zgłaszali, że dzieci budziły się z krzykiem i mówiły, że „królik mówił do nich, żeby nie ufały Jezusowi”. • W Niemczech pewien ksiądz próbował przeprowadzić egzorcyzm nad kolekcją Labubu. Wszystkie figurki po kilku dniach zaczęły się topić od środka, chociaż nie były podgrzewane. Według najbardziej radykalnych wersji teorii, Labubu to “naczynie” dla demonów niższego szczebla, które mają za zadanie przyzwyczaić nowe pokolenie do obecności Zła. Poprzez słodkie formy, opakowania i marketing, dzieci uczą się kochać to, czego powinny się bać. Niektóre źródła wskazują, że w 2026 roku mają się pojawić interaktywne Labubu, które będą mówiły. Zwolennicy teorii twierdzą, że wtedy zacznie się druga fala kuszenia, a dzieci, które je posiadają, będą miały koszmary, dekoncentrację i odrzucenie wiary. Czy Labubu to tylko zabawka? Czy może to uśmiechnięte oblicze czegoś, co od wieków czai się w cieniu dziecięcych pokoi?
Jest to stek bzdur, do tego napisany koszmarnym językiem, Z prawdziwą historią lalki Labubu można zapoznać się tutaj. Oto jej najważniejszy fragment: Labubu nie pojawiła się znikąd – to postać stworzona przez artystę o imieniu Kasing Lung. Lung urodził się w Hongkongu w 1972 roku, dorastał w Holandii, a osiadł w Antwerpii w Belgii . W 2015 roku artysta ten powołał do życia magiczny świat istot nazwanych The Monsters (Potwory) – publikując ilustrowane opowiadania zainspirowane folklorem północnoeuropejskim i nordyckimi baśniami, które fascynowały go w dzieciństwie . W tym fantastycznym bestiariuszu znalazły się rozmaite stworzenia leśne – zarówno dobre, jak i złośliwe – takie jak Zimomo, Tycoco, Spooky czy Pato. Najbardziej rozpoznawalnym z nich stał się Labubu – niewielki leśny potworek o charakterystycznym szerokim uśmiechu z zębami, dużych okrągłych oczach i spiczastych, króliczych uszach . Mimo nieco psotnego, drapieżnego wyglądu (ostre ząbki i szelmowski uśmiech) Labubu w założeniu jest postacią dobroduszną i ciekawską – to figlarny, ale życzliwy stworek, który zawsze chce pomagać, choć czasem niechcący narobi szkód . Nigdzie w oryginalnej historii nie pojawia się wątek religijny czy demoniczny – Labubu to istota rodem z baśni, a nie okultystyczny idol.
Jedyne co można lalce Labubu zarzucić, to zbyt wysoka cena jak na zabawkę kolekcjonerską kupowaną na ślepo z jednej strony, a skierowaną do dzieci z drugiej. Takich zabawek kupuje się więcej niż jedną sztukę, czasem dużo więcej, a więc cena około 300 PLN za sztukę może zrujnować budżet niejednej rodziny. Co się tyczy wątpliwej estetyki lalki, to jest to kwestia bardzo subiektywna, niektórym może się ona podobać.
Z kolei wielkim plusem jest oparcie lalki, postaci i całego uniwersum na tradycyjnych bajkach ludowych (używam terminy bajka ludowa zamiast baśń za Julianem Krzyżanowskim). Bajki ludowe i ich modyfikacje bardzo dobrze wpływają na rozwój psychiczny i duchowy dzieci. Kto chce o tym więcej poczytać, niech zajrzy do Brunona Bettelheima.
Kilka lat temu zapoczątkowałem cykl o youtubowych kanałach z wykładami. Niestety utknąłem po dwóch odcinkach – o kanałach profesora Adama Wielomskiego i księdza doktora Henryka Paprockiego. Potem co prawda natrafiałem na różne kanały, ale jakoś nie byłem w stanie żadnego polecić na równi z tymi dwoma. Dopiero teraz natrafiłem na kanał bogaty w wykłady i spójny treściowo. Jest to kanał podmiotu, który oczywiście znałem, ale nie z YouTuba. Chodzi o Wolne Lektury.
Na ich kanale youtubowym jest zakładka „na żywo”, w której można znaleźć sporo wykładów, głównie dotyczących literatury polskiej. Na razie nie przesłuchałem jeszcze wszystkich, ale już mogę ten kanał serdecznie polecić, bo treści są bardzo wartościowe. Załączam link do jednego z ostatnich wykładów, żeby wpis nie został łysy.
Trzy lata temu opublikowałem wpis dotyczący pieśni mołokanów. Napisałem wtedy Czego my katolicy możemy uczyć się od chrześcijan niekatolików? Na pewno nie zasad wiary i moralności, bo tego uczy nas Urząd Nauczycielski Kościoła. Już prędzej gorliwości stosowania tych zasad, ale i to z zachowaniem zdrowego rozsądku, gdyż jedną z kardynalnych cnót jest Umiarkowanie. Natomiast niewątpliwie możemy od niekatolików przejmować niektóre ich tradycje muzyczne, w tym śpiewacze. I od zawsze Kościół to robił. Wiele pieśni katolickich powstałe jako prawosławne, czeskobraterskie, luterańskie, czy metodystyczne. Dziś pragnę zaprezentować piękne pieśni mołokanów.
Dziś nadal podtrzymuję tę opinię, dlatego pragnę zaprezentować śpiewy afrochrześcijańskich kościołów Aladura, wywodzących się z Nigerii, a łączących elementy pentekostalizmu, episkopalianizmu i wierzeń afrykańskich. Z zamiarem prezentacji tych śpiewów nosiłem się już od dawna, ale nie znalazłem wcześniej odpowiadającego mi nagrania, takiego, aby było dość długie, ale składające się z samych śpiewów, bez kazań. Trochę mi to zajęło, bo Aladura lubią kazania. Ale w końcu się udało.
Dlaczego kiedyś wybrałem pieśni mołokanów, a teraz Aladura? Wybieram takie tradycje śpiewacze, które mnie osobiście subiektywnie pobudzają do medytacji, w których czuję jakiś mistyczny charakter. W przypadku Aladura dodatkowo odnoszę wrażenie, że spośród wszystkich chrześcijańskich tradycji śpiewaczych są one najbliższe śpiewom sufickim, cenionym na całym świecie z uwagi na ich mistyczne brzmienie. Mistycyzmu niechrześcijańskiego tu oczywiście promować nie będę, ale jego chrześcijańską recepcję jak najbardziej.





Večer dostali návštěvu nábožného polního kuráta, který chtěl také ráno sloužit polní mši zákopníkům. Byl to člověk fanatik, který chtěl každého přiblížit k bohu. Když byl katechetou, vyvíjel u dětí náboženský cit pohlavky a v různých časopisech občas uveřejňovány byly noticky o něm; „Katecheta surovec”, „Katecheta, který pohlavkuje”. Byl přesvědčen, že katechismus nejlépe si dítě osvojí pomocí rákoskového systému. Kulhal trochu na jednu nohu, což bylo důsledkem toho, že ho vyhledal jeden otec žáka, kterému katecheta napohlavkoval, poněvadž školák jevil určité pochybnosti o trojici boží. Dostal tři pohlavky. Jeden za boha otce, druhý za boha syna a třetí za svatého ducha. Dnes přišel svého kolegu Katze uvésti na pravou cestu a promluvit mu do duše, což začal tím, že poznamenal:
„Divím se, že u vás nevisí krucifix. Kde se modlíte breviář? Ani jeden obrázek svatých nezdobí stěny vašeho pokoje. Co to máte nad postelí?”
Katz se usmál: „To je ,Zuzana v lázni’ a ta nahá ženská pod tím je má stará známost. Napravo je japonérie, znázorňující sexuelní akt mezi gejšou a starým japonským samurajem. Pravda, něco velice originelního? Breviář mám v kuchyni. Švejku, přineste ho sem a otevřete na třetí straně.” Švejk odešel a z kuchyně ozvalo se třikrát za sebou vytáhnutí zátky z lahví vína. Nábožný kurát byl zdrcen, když se na stole objevily tři láhve. „Je to mešní lehké víno, pane kolego,” řekl Katz, „velice dobré jakosti, ryzlink. Chutí podobá se moselskému.” „Nebudu pít,” tvrdošíjně ozval se nábožný kurát, „přišel jsem vám promluvit do duše.” „To vám vyschne, pane kolego, v krku,” řekl Katz, „napijte se a já poslouchám. Jsem člověk velice snášenlivý a mohu slyšet i jiné názory.”
Nábožný kurát trochu upil a vytřeštil oči. „Po čertech dobré víno, pane kolego, není-liž pravda?”
Fanatik tvrdě řekl; „Pozoruji, že vy klejete.”
„To je zvyk,” odpověděl Katz, „někdy se přistihnu dokonce, že se rouhám. Nalejte, Švejku, panu kurátovi. Mohu vás ubezpečit, že říkám také himlhergot, krucifix a sakra. Myslím, až budete tak dlouho sloužit na vojně jako já, že se taky do toho vpravíte. Není to zcela nic těžkého, obtížného a nám duchovním je to velice blízké: nebe, bůh, kříž a velebná svátost, nezní to hezky a odborně? Pijte, pane kolego.”
Bývalý katecheta mechanicky se napil. Bylo vidět, že by chtěl něco říct, ale nemohl. Sbíral myšlenky.
„Pane kolego,” pokračoval Katz, „hlavu vzhůru, neseďte taksmutně, jako by vás měli za pět minut pověsit. Slyšel jsem o vás, že jste jednou v pátek omylem snědl v restauraci vepřovou kotletu, poněvadž jste myslel, že je čtvrtek, a že jste si na záchodě strkal prst do krku, aby to šlo ven, oněvadž jste si myslel, že vás bůh zahladí. Já se nebojím jíst v půstě maso a nebojím se ani pekla. Pardon, napijte se. Tak, už je vám lepší? Či máte pokrokový názor o peklu a jdete s duchem času a s reformisty? To jest místo obyčejných kotlů se sírou pro ubohé hříšníky papinské hrnce, kotle s velkou atmosférou, hříšníci se smaží na margarínu, rožně s elektrickým pohonem, po milióny let přejíždějí přes hříšníky stroje na válcování silnic, skřípání zubů obstarávají dentisti zvláštními přístroji, kvílení se zachycuje do gramofonů a desky se posílají nahoru do ráje k obveselení spravedlivých. V ráji účinkují rozprašovače kolínské vody a filharmonie hraje tak dlouho Brahmsa, že raději dáte přednost peklu a očistci. Andílkové mají v zadnici vrtuli od aeroplánu, aby se tolik nenadřeli se svými křídly. Pijte, pane kolego, Švejku, nalejte mu koňak, mně se zdá, že mu není dobře.”
Když se nábožný kurát vzpamatoval, zašeptal: „Náboženství je rozumová úvaha. Kdo nevěří v existenci svaté trojice …”
„Švejku,” přerušil ho Katz, „nalejte panu feldkurátovi ještě jeden koňak, ať se vzpamatuje. Řekněte mu něco, Švejku.”
„U Vlašimě byl, poslušně hlásím, pane feldkurát,” řekl Švejk, „jeden děkan a ten měl, když mu jeho stará hospodyně utekla s klukem i s penězi, posluhovačku. A ten děkan na stará kolena dal se do studování svatýho Augustina, kterýmu říkají, že patří mezi svaté Otce, a dočet se tam, že kdo věří v protinožce, má být prokletej. Tak si zavolal svou posluhovačku a povídá k ní: ,Poslouchejte, vy jste mně jednou povídala, že váš syn je strojní zámečník a odjel do Austrálie. To by byl mezi protinožci, a svatý Augustin přikazuje, aby každý, kdo věří v protinožce, byl proklet.’ ,Jemnostpane,’ povídá na to ta ženská, ,vždyť můj syn mně posílá z Austrálie psaní a peníze.’ ,To je mámení ďábelské,’ říká na to pan děkan, ,žádná Austrálie podle svatýho Augustina neexistuje, to vás jen ten antichrist svádí.’ V neděli je veřejně proklel a křičel, že Austrálie neexistuje. Tak ho rovnou z kostela odvezli do blázince. Vono by jich tam patřilo víc. U uršulinek mají v klášteře lahvičku s mlékem Panny Marie, kterým kojila Ježíška, a v sirotčinci u Benešova, když jim tam přivezli lurdskou vodu, dostali po ní sirotkové takovou běhavku, že to svět neviděl.”
Nábožnému polnímu kurátu udělaly se mžitky před očima a vzpamatoval se novým koňakem, který mu vstoupil do hlavy. Mžouraje očima, otázal se Katze: „Vy nevěříte v neposkvrněné početí Panny Marie, nevěříte, že palec svatého Jana Křtitele, který se chrání u piaristů, je pravý? Věříte vůbec v pánaboha? A když nevěříte, proč jste polním kurátem?”
„Pane kolego,” odpověděl Katz, plácaje ho důvěrně po zádech, „dokud stát neuzná za dobré, že vojáci, než jdou mřít do bitvy, nepotřebují na to požehnání boží, je polní kurátství slušně honorovaným zaměstnáním, při kterém se člověk nepředře. Pro mne to bylo lepší než běhat po cvičištích, chodit na manévry … Tenkrát jsem dostával rozkazy od představených, a dnes si dělám, co chci. Zastupuji někoho, kdo neexistuje, a hraju sám úlohu boží. Jestli nechci někomu odpustit hříchy, tak mu je neodpustím, i kdyby mne prosil na kolenou. Ostatně posledních by se našlo sakramentsky málo.”
„Já mám pánaboha rád,” ozval se nábožný polní kurát, začínaje škytat, „moc ho mám rád. Dejte mně trochu vína. — Já si pánaboha vážím,” pokračoval potom, „moc si ho vážím a ctím. Nikoho si tak nevážím jako jeho.”
Uhodil pěstí do stolu, až láhve poskočily: „Bůh je vznešená povaha, cosi nadpozemského. Je čestný ve svých záležitostech. Je to slunný zjev, to mně nikdo nevyvrátí. I svatého Josefa si vážím, všechněch svatých si vážím, až na svatého Serapiona. Má takové ošklivé jméno.”
„Měl by zažádat o změnu,” poznamenal Švejk.
„Svatou Ludmilu mám rád, i svatého Bernardina,” pokračoval bývalý katecheta, „ten zachránil moc poutníků ve Svatém Gotthardě. Má na krku láhev s koňakem a vyhledává zapadlé sněhem.”
Zábava dostala jiný směr. Nábožný kurát počal mluvit páté přes deváté: „Mláďátek si ctím, mají svátek 28. prosince. Herodesa nenávidím. — Když spí slepice, tak nemůžete dostat čerstvá vajíčka.”
Dal se do smíchu a počal zpívat „Svatý bože, svatý, silný”. Přerušil to však ihned, a obraceje se na Katze, otázal se ostře, vstávaje: „Vy nevěříte, že 15. srpna je svátek Nanebevzetí Panny Marie?”
Zábava byla v plném proudu. Objevily se ještě jiné láhve a chvílemi ozýval se Katz: „Řekni, že nevěříš v pánaboha, a to ti jinak nenaleju.”
Zdálo se, že se vrací doby pronásledování prvních křesťanů. Bývalý katecheta zpíval nějakou píseň mučedníků z římské arény a řval: „Věřím v pánaboha, nezapřu ho. Nech si své víno. Mohu si sám pro ně poslat.”
Nakonec ho uložili do postele. Než usnul, prohlásil, vztyčuje k přísaze pravici: „Věřím v boha otce, syna i ducha svatého. Přineste mně breviář.”
Švejk mu vstrčil do ruky nějakou knihu ležící na nočním stolku, a tak nábožný polní kurát usnul s Dekameronem G. Boccaccia v ruce.
***
Po ostatnich różnych wydarzeniach z udziałem polskich i na wpół polskich duchownych wyższych i niższych, przyszedł mi do głowy ten fragment Przygód dobrego wojaka Szwejka, w którym pojawia się pobożny kapelan polowy. Ów kapłan, jak czytamy wyżej, był „fanatykiem, który chciał wszystkich przybliżyć do Boga”. Zamiar chwalebny, ale obraz Boga spaczony. Gdy bowiem ów duchowny przez pomyłkę zjadł w piątek mięso, to ze strachu przed piekłem doprowadził się do wymiotów. I ten strach za pomocą rózgi wpajał katechizowanym przez siebie dzieciom. Tak się bowiem często zdarza, że głosiciele surowego Boga (a raczej boga, bo to bóg fałszywy) wtrącającego ludzi do piekła za byle co, sami mają sporo na sumieniu. Ale to tak jak z ucinaczami nosów w jednej z bajek Kołakowskiego. Przekonani o zbawiennym działaniu tego zabiegu, wszystkim nosy ucinali, sobie samym zostawiali.
