Leopold Tyrmand – Wędrówki i myśli porucznika Stukułki

20190720_170917

I kolejna powieść, tym razem, dla odmiany, poważniejsza i również dla odmiany, polskiego autora. Gdy zamawiałem tę książkę, oczekiwałem czegoś w rodzaju polskiego Szwejka. I rzeczywiście jest to troszeczkę to, ale tylko troszeczkę.

Więcej jest tu z „Paragrafu 22”, ale też nie tyle, by tę powieść „polskim Paragrafem 22” nazywać. Pewnym jest, że ani Tyrmand nie wzorował się na Hellerze (pisał przed nim), ani Heller na Tyrmandzie (dzieło tego ostatniego było wydane wiele lat po napisaniu). Zapewne obydwaj inspirowali się Haszkiem i niezależnie od siebie w roli żołnierza-pacyfisty postanowili obsadzić oficera.

Powieść Tyrmanda jest nieukończona i moim zdaniem taką powinna już pozostać. Fabuła, dzięki przeskokom czasowym, jest jako tako zamknięta (wiemy, że Stukułka wojnę przeżył). Dokończyć dzieło mógłby ktoś, kto był blisko pierwotnego autora. Szwejka dokończył Waniek, który był przyjacielem Haszka, a i tak widać zmianę stylu. Ludzie, którzy mogli być Wańkami dla Tyrmanda, już od dawna nie żyją.

26/52

* * * * *

Z Věřňovic do Soutoku i z powrotem

Kiedyś często jeździłem do Věřňovic. Teraz, po latach przerwy wracam do tego i stąd moja relacja.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

 

Jacek Dehnel podważa istnienie św. Karola Lwangi i towarzyszy

Opisując białostocki Marsz Równości czołowy polski pisarz Jacek Dehnel napisał między innymi tak: Mijamy katedrę – na schodach tłum przeciwników, J. szedł bliżej i słyszał stamtąd opowieść tej treści: że w Kongu żył okrutny pogański król, który gwałcił swoich paziów, sodomizował ich w najlepsze, ale oni się nawrócili, poczuli, że to złe, odmawiali mu, a wtedy on ich poćwiartował. Ktoś to wymyślił, ktoś to uszył, ten mariaż rasizmu, ksenofobii z homofobią, żeby mieć pełne combo.

Pełny wpis tutaj:

( nie wiem dlaczego wywala mi osadzenie posta Dehnela)

Nie, proszę Pana, nikt tego nie wymyślił, ani nie uszył. To prawdziwa historia świętego Karola Lwangi i jego towarzyszy, z tą jedynie różnicą, że zdarzyła się w Ugandzie, a nie w Kongo. Nie ma w niej krzty rasizmu, ksenofobii, czy homofobii, bo prawda nie jest rasistowska, ksenofobiczna, czy homofobiczna. Święty Karol Lwanga jest czczony nie tylko przez katolików, ale też anglikanów i protestantów, gdyż okrutny i lubieżny król Mwanga mordował chrześcijan różnych wyznań.

Nie widzę natomiast sensu rozgłaszania tej historii z katedry podczas Marszu Równości, nie ma ona bowiem nic wspólnego ze współczesnym ruchem LGBT. Król Mwanga nie był LGBT, on był po prostu degeneratem, jak wielu kacyków różnych krajów, czasów i orientacyj.

Czarna lista – Frederick Forsyth

239959-352x500

No i wracam po dłuższej przerwie do beletrystyki, tej bowiem nie należy zaniedbywać, jeśli się czytania nie myli z uczeniem się. Zaczynam dosyć lekko, od  w miarę nowej, ale w klasycznym stylu napisanej powieści sensacyjnej jednego z mistrzów gatunku – Fredericka Forsytha.

Jest to, jak już rzekłem klasyczna powieść sensacyjna. Są w niej CIA, MOSAD i SIS, jest supertajna agenda amerykańska, są wrogowie, główny bohater jest, zgodnie z zasadami gatunku, pułkownikiem (książki o generałach i szeregowcach z reguły nie bywają udane). Są też wątki charakterystyczne dla Forsytha, np. sekretarki współpracujące ze szpiegami. Nie ma, rzecz znamienna wątków romansowych i erotycznych.

Książka solidna, ale dość przewidywalna. Daleko jej do „Akt ODESSY” i „Dnia Szakala”. Niektóre wątki ocierające się o rzeczywistość uproszczone i naciągane: dotyczy głównie islamu i środkowego wschodu. Zdecydowanie lepiej pisanie o tych sprawach wychodzi Folletowi.

25/52

* * * *

Tomasz Sikorski – Herezjarcha Andrzej Huszno(1892-1939)życie – działalność – poglądy

20190718_120319

Po szeregu esejów czas na przeczytanie książki ściśle naukowej. Tym razem padło na naukową biografię, a jak już czytelnicy mojego bloga wiedzą, biografie czytać lubię. Również postać bohatera tej książki była mi bliska od dawna, bo od czasów moich pierwszych studiów. Odbywałem je w Sosnowcu, a ksiądz Huszno działał w sąsiedniej Dąbrowie. Przeczytałem o nim w przedwojennej „Encyklopedii wjerzeń” ministra Piekarskiego. Później próbowałem zdobyć o nim jakieś informacje na miejscu, ale bez skutku. Po kilkunastu latach udało mi się znaleźć w internecie tekst o jego nawróceniu przed śmiercią. I tyle o nim wiedziałem dotąd. Nie przypuszczałem, że jest możliwym znalezienie o nim tylu informacyj, by napisać książkę biograficzną. A jednak Tomaszowi Sikorskiemu się to udało.

Pierwsza część książki przedstawia szczegółową biografię niepokornego kapłana naświetlając dokładnie okoliczności jego opuszczenia Kościoła rzymskiego a także późniejszego doń powrotu oraz stosunek Huszny do wyznań nierzymskich, w szczególności prawosławnych, mariawitów i hodurowców.

Jeszcze bardziej interesująca jest druga część książki, którą stanowi wybór pism jej bohatera. Na ich podstawie można podjąć się próby opisu jego systemu religijnego, dającego się ująć trojako. Po pierwsze jako intelektualnie wzbogacony towianizm. Huszno wielokrotnie powołuje się na Towiańskiego, stawiając mesjanizm polski w centrum swej doktryny religijnej. Jest przy tem od Mistrza Koła znacznie inteligentniejszy, ten ostatni był bowiem zdaniem znawców „z wykształcenia nieukiem, z przyrodzenia zaś durniem”. Po drugie jako uproszczony perennializm, Huszno bowiem z lubością sprowadza wszystkie religie do wspólnego mianownika argumentując paralelizmami między słowami słowiańskimi,germańskimi, łacińskimi, hebrajskimi i sanskryckimi. Rzecz znamienna, wywody jego wykazują, że spośród języków starożytnych biegle zna łacinę, liznął nieco hebrajskiego i sanskrytu, zapewne z opracowań niż z regularnej nauki, nic natomiast nie wskazuje na jakąkolwiek, elementarną chociaż znajomość starożytnej greki. Nigdy w tych swoich analizach nie używa słów greckich, nigdy też nie cytuje, ani nawet nie wspomina żadnych greckich autorów, czy to chrześcijańskich, czy też pogańskich. Po trzecie w końcu jako swoistą teologię wyzwolenia. Hiszno do tego stopnia stara się wykazać tożsamość doktryny chrześcijańskiej i socjalistycznej, że neguje istnienie diabła jako głównego wroga ludzkości, obsadzając w tej roli kapitalistów.

24/52

* * * * *

Simon Singh – Simpsonowie i ich matematyczne sekrety

 

20190708_184825

Pozostając na morzu eseistyki przenoszę się z zatoki historii do zatoki matematyki. Nie tylko sama matematyka, ale ogólnie nauki ścisłe rzadko goszczą na łamach tego bloga. Ledwie kilka wpisów na przestrzeni kilkunastu lat jest im poświęconych. Zawsze były to też książki łączące nauki ścisłe z humanistyką, bądź na gruncie historii nauki, bądź też filozofii nauki.

Podobnie jest i tym razem, tyle że tu mamy połączenie matematyki ( z elementami historii tej dyscypliny) i kulturoznawstwa. W procentach jakieś 15% książki poświęcone jest Simpsonom, 5% Futuramie, 10% biografiom twórców obu seriali, a pozostałe 70% matematyce i jej historii. Można więc czytać tę książkę z przyjemnością i pożytkiem niewiele wiedząc o tych serialach.

Przewodnimi motywami książki są liczba Pi i Wielkie Twierdzenie Fermata. Pojawiają się też różnego rodzaju liczby: doskonałe, narcystyczne, wampirze. Spory fragment jest poświęcony Liczbie Erdősa. Książka wspomina wielu matematyków i twórców kultury. Przy tej okazji pojawiają się polonica – wymienieni są Tomasz Łuczak i Stanisław Lem, omówiono też trójkąty Sierpińskiego.

Jak na książkę o matematyce czyta się ją bardzo dobrze.

23/52

* * * * *

Dziennikarzełki

Rok temu zapytałem na facebooku „Kiedy dziennikarze nauczą się odróżniać dyspensę od zniesienia postu przez uroczystość?”. Jeden z komentatorów napisał: „Kiedy dziennikarze nauczą się nie zajmować się takimi pierdołami?”. Kilka dni później, po fali wstrzymań leków z walsartanem okazało się, że wielu dziennikarzy nie odróżnia wstrzymania od wycofania leku. Może więc takimi pierdołami też nie powinni się zajmować. Albo przynajmniej konsultować się z ekspertami.

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij