Michał Balara – Na Spiszu

15616991470271504826840

Pozostaję przy lekturach o charakterze humanistycznym, choć nie ściśle naukowym. Skoro poprzednia książka traktowała o Śląsku, to nie będzie nic dziwnego w tym, że teraz zajmę się innym, równie wielokulturowym i wieloetnicznym rejonem naszego kraju, a mianowicie Spiszem. Omawiana książka, oprócz polskich, dostrzega tam wpływy słowackie, węgierskie, niemieckie, łemkowskie i cygańskie.

Michał Balara był rodowitym Spiszakiem, z  zawodu nauczycielem, a z zamiłowania folklorystą. Edukację odebrał w przeważającej mierze w szkołach węgierskich i słowackich, nauczał zaś w szkołach polskich. Jego książka składa się ze zwięzłego opisu spiskich obyczajów i zbioru spiskich opowieści podzielonego na trzy części, w zależności od stopnia fantastyczności. W pierwszej są utwory oparte na faktach, w drugiej zasadniczo fikcyjne, ale bez fantastyki, w trzeciej dominują elementy fantastyczne. Wszystkie zawierają ciekawy dla etnologa materiał źródłowy. Wiele z tych opowieści, zwłaszcza w dwóch dalszych częściach ma charakter archetypiczny, przepojony elementami pradawnej mądrości. Nie wszystkie są kompletne, w niektórych widać ślady modyfikacji, czasem nawet sklejenie dwóch różnych, mało spójnych historyj.

Jest tu pocieszna historyjka tłumacząca, dlaczego (niektórzy) Cyganie kradną, a ludzie ich prześladują. Jest sympatyczna ciekawostka dla naszej rodziny – nowe znaczenie słowa rumpel. Jest też historia wyrosła z tego samego pnia co najsłynniejsza z baśni Barda Beedle’a.

21/52

* * * *

15616991084391137936143

Akademickie Boże Ciało we Wrocławiu

Jeszcze nie umilkły echa kuriozalnego oburzenia pewnego księdza na fakt sypania kwiatków w Boże Ciało przez małego chłopca, a już wybuchła kolejna dyskusja poświęcona obchodom tej uroczystości.

Ulicami Wrocławia przeszła akademicka procesja Bożego Ciała. Tym razem kwiatki sypały dorosłe studentki z wiankami na głowach, co też niektórym się nie spodobało. Poza tem było dużo ognia, dymu (pochodnie i ogromna kadzielnica) i hałasu (bębny). Krytycy utyskiwali na nowinkarski charakter tej procesji.

Tymczasem w rzeczywistości nie było tam żadnego nowinkarstwa, a wskrzeszenie w nieco zmienionej formie staropolskich zwyczajów towarzyszących Bożemu Ciału. Najważniejszymi zwyczajami tego dnia były święcenie wianków i kanonada artyleryjska. Wspomina o tym większość zarówno dawniejszych, jak i nowszych opracowań dotyczących obyczajów staropolskich.

Święcenie wianków tak było zrośnięte z Bożym Ciałem, że Zygmunt Gloger w swej „Encyklopedii Staropolskiej” pod hasłem „Boże Ciało” pisze tylko „ob. wianków święcenie”.  O drugim zwyczaju tak pisze ks. Jędrzej Kitowicz: Warszawska konfraternia kupiecka z muszkietami, z których, po wniściu duchowieństwa cum Sanctissimo do kościoła, przed tymże kościołem po trzykroć wydała ognia. Dzieliła się ta konfraternia na dwa bataliony: używający niemieckiego stroju formowali jeden batalion, noszący polską suknią formowali drugi. Kolor sukien w obu batalionach rozmaity. Komendanci batalionów jak najbogaciej ubrani dystyngwowali się: niemieccy szarfami i szpontonami oficjerskimi tudzież kapeluszami, białym piórem strusim obłożonymi, polscy buławami hetmańskimi i kołpakami sobolimi. Każdy batalion swój ogień wydawał osobno raz po raz trzy razy, a za każdym ogniem chorąży czyniąc chorągwią salutacją wyrabiał nią różne sztuki, do której i ta należała, że czasem przez szybkie nią miotanie w różne strony i w cyrkuł wykręcanie zawadził w łeb jakiego spektatora nieostrożnie nawinionego albo tłokiem napchniętego. W dokazywaniu chorągwią Niemcy celowali Polaków, ale za to Polacy zawsze w dawaniu ognia przepisowali Niemców, którym rzadko kiedy udało się razem wystrzelić, chociaż przybierali do siebie dla lepszego ładu unteroficjerów od gwardii koronnej. Pisze on również, że strzelanie zarzucono za Stanisława Augusta. Obydwa zwyczaje opisuje szczegółowo w swym fundamentalnym dziele Jan Stanisław Bystroń i tam odsyłam zainteresowanych.

Na wrocławskiej procesji były obecne obydwa zwyczaje, choć w mocno zmodyfikowanej formie. Wianki były wyeksponowane na głowach sypiących studentek, a do kanonady ewidentnie, choć nie wiem, czy świadomie nawiązywały ogień i dym kadzielnic i pochodni oraz huk bębnów.

Dzięki takim modyfikacjom tradycje Bożego Ciała żyją i umacniają się, bo tylko ta tradycja jest żywotna, która jest elastyczna. Jestem więc gorącym zwolennikiem takich procesyj jak ta wrocławska.

 

P.S. Film jest z 2013 roku

Katolickie świry – sypanie kwiatków

Katolickie świry to katolicy, najczęściej księża, wypisujący lub wygadujący totalne bzdury szkodzące Kościołowi. Antyteiści i antyklerykałowie wykorzystują wypowiedzi katolickich świrów do ośmieszenia Kościoła. Dlatego trzeba bronić Kościoła, walcząc z katolickimi świrami. Jako że żyjemy w dobie przekazu wideo, zacząłem od  świrów nagrywających filmiki, świrom piszącym dając początkowo spokój. Teraz piszę o jednych i drugich, nadal jednak preferując nagrywających.

Znany z wielu kontrowersyj ksiądz Daniel Wachowiak, swego czasu wygnany z Poznania, bynajmniej nie za skąpstwo, czy rozrzutność, a za gadanie głupot, nie wziął z tego wygnania nauki i nadal głupio gada, czego przykładem jest poniższy tweet:

 

Chłopców sypiących kwiatki wraz z dziewczynkami (głównie maluchów w wieku przedszkolnym, którzy przyszli na procesję ze starszymi siostrami) widziałem przed ćwierćwieczem legion i wtedy nikt się tym nie gorszył, ani duchowni, ani świeccy. Coraz częściej mam wrażenie, że w ciężkich warunkach komunistycznej opresji nasz polski katolicyzm był mądrzejszy niż dziś. Wtedy księża musieli trzymać jakiś poziom, dziś już nie muszą, a przynajmniej tak im się wydaje, że nie muszą.

Apeluję więc do matek i sióstr małych chłopców, aby nic sobie nie robiły z oburzenia nawiedzeńców i pozwalały maluchom sypać kwiatki na Boże Ciało (i jego nieformalną oktawę) jeśli mają taką ochotę.

Klucz Mądrości

 

Z dzisiejszym świętem bardzo kojarzy mi się książka Jana Dobraczyńskiego „Klucz mądrości”. W tle, gdzieś daleko za głównymi wątkami opowiada ona o okolicznościach powstania uroczystości Bożego Ciała, gdyż jednym z bohaterów drugoplanowych jest papież Urban IV, który to święto ustanowił. A wątek główny, to moim zdaniem ukryta w realiach średniowiecza alegoria powojennej sytuacji Polski. Czy tylko mnie król Hettum przypomina Bolesława Piaseckiego? Ja sądzę, że to świadomy zabieg autora. Moim zdaniem to bodaj najlepsza książka Dobraczyńskiego, mimo drobnych nieścisłości historycznych.

Co robić, gdy drogi elementów klasycznej triady prawdy, dobra i piękna zdają się rozchodzić? Gdy zwłaszcza prawda i piękno nie idą w parze? Co wybrać? Na te pytania próbuje dać odpowiedź autor tej książki. Czy daje i czy daje właściwą, to już pozostawiam ocenie każdego z czytelników. 

Fidget spinner i Trójca Święta

20170627-d0o0A63hKSXkOKH5zUur

Dwa lata temu fidget spinner był najpopularniejszą zabawką. Niektórzy dopatrywali się w nim cech demonicznych, ja zaś dostrzegłem interpretację chrześcijańską tego przedmiotu.

Otóż podoba mi się w średniowieczu, ogólnie w wiekach dawnych maniera nadawania wszystkiemu, czemu się da, symbolicznego sensu religijnego, a w naszej cywilizacji konkretnie chrześcijańskiego. Otóż pomyślałem o fidget spinnerze. Niektórzy widzą w nim narzędzie diabła, a ja dostrzegam w nim symbol Trójcy Świętej. Trzy ramiona w ruchu zakreślające doskonałe koło. Bardzo to przypomina przypisywaną św.Patrykowi trynitarną analogię z wykorzystaniem liścia koniczyny.

Laury, togi, pastorały – Jan Malicki

laury.jpg

Do tej książki podchodziłem trzykrotnie na przestrzeni kilku lat. Stary już zbiór esejów późniejszego długoletniego dyrektora Biblioteki Śląskiej nie jest lekturą łatwą. Składa się z pięciu szkiców o kulturze umysłowej Śląska od XV do XVII wieku, nie tworzących spójnej całości i nie wyczerpującej tematu, ale dostarczających sporej dawki wiedzy o Śląsku.

Poruszono tu następujące tematy: renesansowych sporów o etnogenezę Śląska (ciekawe przedstawienie prób tworzenia śląskiej mitologii narodowej, na pewno przyda się to tym, którzy teraz stają przed tym samym wyzwaniem), związków braci polskich ze Śląskiem, związków Ślązaków z Uniwersytetem Jagiellońskim, recepcji klasyki grecko-rzymskiej na Śląsku i śląskich ech wojen tureckich.

Książka powstała w 1983 i czas wywarł na niej swoje piętno. Przedstawia ona kulturę śląską jako pole rywalizacji polsko-niemieckiej, marginalizując elementy czeskie i suwerennie śląskie. Przesadnie podkreśla związki z Polską (na przykład zaliczając utwory łacińskie pisane na Śląsku do literatury polskiej), spłycając związki z Niemcami i praktycznie pomijając związki z Czechami i południem Europy. Czasami niepotrzebnie wyjaśnia oczywistości, np. pisząc, że Transylwania to inna nazwa Siedmiogrodu, częściej jednak zaniedbuje wyjaśnienie kwestyj niejasnych, np „biskup na Pięciukościołach” (ciekawe jaki procent czytelników zgadnie, że chodzi o Pecz?).

Z książki też można się sporo nauczyć, ale trzeba sobie zdawać sprawę, że jest nieco przestarzała.

20/52

* * * *

Dworzec w Wodzisławiu Śląskim

dworzec

Powyższe zdjęcie odremontowanego dworca kolejowego w Wodzisławiu Śląskim zamieściłem w pierwszych dniach czerwca na facebookowej grupie „Śląsk jest śliczny”. Cieszył się tam sporą popularnością i doczekał się około czterystu reakcyj, w przeważającej mierze polubień. Dlatego też niniejszym postanowiłem temu zdjęciu nadać trwalszą oprawę.

W ostatnich latach pochodzący z 1895 budynek przejęło miasto na część nowobudowanego centrum przesiadkowego. Remont polegał głównie na oczyszczeniu pięknych murów z pruskiej cegły ze szpecącego je nijakiego tynku. Do vetera ceglanej czerwieni dokomponowano nova przeszkleń i pionowego ogrodu. Dworzec odzyskał blask stając się jednym z najładniejszych obiektów w mieście.

Media religijne – EWTN Polska – Jeszcze za wcześnie na ocenę.


EWTN Polska ruszyła kilka miesięcy temu. Ja od dziesięciu lat prowadzę na blogu cykl „Media religijne”. Od jakiegoś czasu planuję go zamknąć recenzją nowej stacji telewizyjnej – EWTN Polska.

Ostatnio zacząłem się do tej recenzji zabierać, ale uznałem, że jest jeszcze za wcześnie na pełną recenzję. Trzeba dać tej telewizji czas na rozwinięcie skrzydeł.

Jak wielokrotnie podkreślałem, dobre medium katolickie musi mieć porządnie sprawowaną liturgię. W EWTN Polska liturgia, jak widać na powyższym filmiku, jest na poziomie wyższym, niż w innych mediach polskich, czy włoskich, ale do poziomu EWTN, czy K-TV jeszcze jej sporo brakuje. Poczekajmy więc do jesieni.

 

Nowa fala „zakonów rycerskich”

Tematyką zakonów rycerskich interesuję się od dawna. Ponad dekadę temu pisałem o ich transformacjach. W skrócie chodziło o to, ze zakony rycerskie dzieliły się na para-mnisze i para-kanonicze. Para-mnisze zanikły – przestały istnieć, lub zmieniły się w świeckie ordery, natomiast para-kanonicze przetrwały i zajmują się zasadniczo szpitalnictwem.

Obecnie możemy zaobserwować nowe zjawisko na tym obszarze. Pojawiły się organizacje nowego typu, do pewnego stopnia podobne do zakonów rycerskich. Nie wszystkie z nich są nowe. Nowością jest ich obecność w Polsce. Przedstawię pokrótce kilka z nich, jedna  starszą i zagraniczną oraz trzy nowsze, rodzime, wzorowane po części na tej pierwszej.

Rycerze Kolumba powstali w USA w 1882 roku jako katolicka alternatywa dla masonerii. Obecnie działają na całym świecie. W Polsce pojawili się w 2006 roku. Członkami mogą być wyłącznie mężczyźni katolicy. Organizacja zajmuje się głównie działalnością charytatywną i ubezpieczeniową.

Rycerze Jana Pawła II powstali wskutek rozłamu wśród polskich Rycerzy Kolumba w 2011 roku. Członkiem może zostać jedynie mężczyzna katolik na zaproszenie innego rycerza. Organizacja zajmuje się przede wszystkim formacją religijną swoich członków.

Rycerze Jasnogórskiej Bogarodzicy powstali w 1991 roku jako stowarzyszenie afiliowane przy zakonie paulinów. Również tutaj przyjmowani są jedynie kandydaci zgłoszeni przez czynnych rycerzy. Organizacja podobnie jak poprzednie zajmuje się przede wszystkim formacją religijną swoich członków i działalnością charytatywną. Z racji afiliacji przy regularnym zakonie i noszonych strojów oni najbardziej przypominają tradycyjny zakon rycerski

Wojownicy Maryi Only4Men są chyba najmłodszą z omawianych wspólnot. Piszę „Chyba”, bo nie udało mi się znaleźć informacji o dacie ich powstania. Pierwotnie nosili nazwę Only4Men. Ich założycielem jest ks. Dominik Chmielewski SDB. Organizacja zajmuje się przede wszystkim formacją religijną swoich członków.  Chociaż nie nazywają się rycerzami, ewidentnie nawiązują do tradycyj zakonów rycerskich, choćby prze zużywanie miecza w swych ceremoniach.

Ogólnie wszystkie te wspólnoty są odpowiedzią na potrzebę formacji religijnej skierowanej do mężczyzn. Można się spodziewać rozwoju tego nurtu w Kościele.

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij