
Doznanie religijne nie jest czymś odmiennym od tego, co można by nazwać doznaniem istnienia albo doznaniem jedności bytu. Jest to ten sam wstrząs zachwytu, że się jest wtopionym w świat, że jest się z nim związanym tożsamością istoty. Można to uczuć jako uniesienie radości i tryumfu, że nie jest się samemu w ogromnej próżni świata. Można też jednak uczuć to w kategoriach typowych, jako uniesienie i pokorę wobec bezmiaru rzeczy. W obu wypadkach jest to afirmacja Jedności ze światem. Ukorzenie się w wielkim szczęściu pokory przed wszechmocą Boga jest tylko jednym z wielu tekstów, wyrażających ten stan. – W związku z tym i jako ślad sporu z Halinką -myślę teraz: pytanie, czy istnieje „nieśmiertelność duszy”, jest niekonieczne, jest z dziedziny złego tekstu. Nieśmiertelność i nieskończoność już w tym życiu – ze wszystkimi udręczeniami i całym upojeniem tego doznania. Nicśmiertelność jest konsumowana podczas życia, jest całkowicie wyczerpana, do dna wypita. Myślę, że wszystko jest zawarte i dotrzymane w obrębie życia. Mam niechęć do nieśmiertelności jako wznowienia życia indywidualnego. Cala reżyseria nieśmiertelności – zmartwychwstanie, metampsychoza, życie wieczne- to jest wciąż ten niepotrzebny, zly akt czwarty dobrze zbudowanego, rozdzierającego dramatu życia. Grzech śmiertelny przeciw jedności czasu i miejsca.
Powyższy tekst pochodzi z Dzienników czasu wojny. Moim zdaniem jest to bardzo zbliżone do wizji duchowości proponowanej przez Piotra Augustyniaka w książce Jezus Niechrystus. Ukazuje to, że i niewierzący mają swoje życie duchowe, choć zanurzone w doczesności. Dotyczy to przede wszystkim twórcó kultury: literatów, muzyków, plastyków, aktorów, reżyserów, ale także intensywnych jej odbiorców: melomanów, bibliofilów, kinomaniaków i tak dalej. Myślę, że jeszcze temu zagadnieniu poświęcę może jeden, a może kilka wpisów.








