Jak co roku przeprowadziłem mikrobadania ozdób bożonarodzeniowych dostępnych w handlu pod kątem obecności motywów chrześcijańskich. W ubiegłym roku było ich bardzo mało, w tym roku jest znacznie więcej. Badania przeprowadziłem w trzech rybnickich sklepach: OBI, Auchan i Fabryka Prezentów
I oto trzecia z trójki książek w erosie i tanatosie unurzanyc. Jak po powieściach napisanych przez muzyków widać, że napisali je muzycy, tak po powieściach napisanych przez plastyków widać, że napisali je plastycy. Po tej widać bardzo. Sceny odbiera się jakby były namalowane. Największym walorem fabuły jest wielkie niedopowiedzenie, skłaniające czytelnika do intensywnej pracy umysłowej.
Wszystkie trzy książki opierają się na tym samym schemacie. Mamy małżeństwo, mąż umiera, pozostawiając po sobie kochającą wdowę. Różne są natomiast tych wdów reakcje…
W ubiegłym (2022) roku wśród dostępnych w sklepach ozdób bożonarodzeniowych dominowała tematyka „Dziadka do orzechów”. W tym roku już nie dominuje, ale nadal jest jej sporo. Warto więc przyjrzeć się temu uniwersum i zbadać jego związki z Bożym Narodzeniem. Najodpowiedniejszym do tego materiałem źródłowym jest książka Ernsta Theodora Amadeusa Hoffmanna Dziadek do orzechów i Król Myszy (Nussknacker und Mäusekönig). Opieram się na tłumaczeniu Józefa Kramsztyka z 1927 roku. Pełną wersję tego przekładu można pobrać ze strony Virtualo. To istotne, bo w sieci krąży również wersja mocno okrojona przez PRLowską cenzurę. W tej wersji brakuje kluczowych fragmentów wskazujących na religijny i duchowy charakter dzieła. Taką okrojoną wersję możemy znaleźć między innymi w serwisie Wolne Lektury. Pomocniczo zaglądałem także do przekładu Izabelli Korsak.
Oto jeden z tych kluczowych fragmentów, którego w okrojonej wersji nie ma: Dzieci wiedziały dobrze, że rodzice nakupili dla nich mnóstwo podarunków i teraz je ustawiają, i były pewne, że dobry Pan Jezus patrzy na to wszystko poczciwie swoimi miłymi dziecięcymi oczami i że podarunki gwiazdkowe, jak gdyby naznaczone błogosławiącą ręką, więcej radości sprawiają niż inne. Przypomniała o tym dzieciom, które wciąż jeszcze szeptały do siebie o oczekiwanych niespodziankach, ich starsza siostra Ludwika i dodała, że to właśnie Pan Jezus przysyła dzieciom za pośrednictwem rodziców to, co może im sprawić najwięcej uciechy i radości; bo On zna się na tym najlepiej, więc dzieci nie powinny życzyć sobie i spodziewać się różności, ale grzecznie i spokojnie oczekiwać tego, co im w darze przypadnie. Mała Marynia zamyśliła się, ale Fryc mruczał do siebie: – A jednak chciałbym dostać kasztanka i huzarów. Ściemniło się już zupełnie. Fryc i Marynia, mocno przytuleni do siebie, nie śmieli powiedzieć nic więcej. Zdawało się im, że słyszą wokoło łagodny szelest skrzydeł i jakąś daleką, ale cudną muzykę. A kiedy jasny blask padł na ścianę, wiedziały, że to Dzieciątko Jezus frunęło na świetlistym obłoku do innych szczęśliwych dzieci. W tej samej chwili dał się słyszeć czysty srebrny dźwięk: dyń, dyń! – drzwi otworzyły się nagle i taki blask buchnął z wielkiego salonu, że dzieci krzyknęły: ach! i jak wryte zatrzymały się na progu. Tatuś i mamusia ukazali się w drzwiach, wzięli za ręce Fryca i Marynię i powiedzieli: – Chodźcie, chodźcie, drogie dzieci, i spójrzcie, jak was Pan Jezus obdarzył. Najważniejsze, moim zdaniem, słowa pozwoliłem sobie pogrubić. Jezus Chrystus działa na tym świecie przede wszystkim za pośrednictwem nas, ludzi. Bardzo mi się to skojarzyło z wymownym krucyfiksem, który znajduje się w kościele świętego Ludgera w Münster. Figura Chrystusa z tego krzyża nie ma rąk i jest opatrzona napisem: „ICH HABE KEINE ANDEREN HAENDE ALS DIE EUEREN“ – „NIE MAM INNYCH RĄK NIŻ TWOJE”. Już sam ten fragment ukazuje głęboko chrześcijańskie przesłanie tej książeczki i uzasadnia jej wykorzystywanie o dekoracji bożonarodzeniowych. Ale to dalece nie wszystko.
Również w samej fabule utworu można znaleźć ukryte sensy chrześcijańskie. I tak Dziadek do orzechów jest tu figurą Chrystusa, myszy są figurą grzechów lub demonów, Marynia jest figurą Eklezji będącej Oblubienicą Chrystusa a zarazem Jego reprezentantką na ziemi, księżniczka Pirlipata figurą Synagogi, która wzgardziła swym Wybawicielem, siedmiogłowy król myszy odpowiada siedmiogłowemu smokowi z Apokalipsy, Królestwo Słodyczy – Nowemu Jeruzalem z tejże księgi (zresztą nawiązań do niej jest tu o wiele więcej), wreszcie dwaj kuzyni Drosselmeierowie są figurami proroków Eliasza i Zachariasza, których imiona noszą jako drugie, podczas gdy ich pierwsze imiona wprost nawiązują do Chrystusa. Kluczowym symbolem chrześcijańskim jest tu jednak orzech Krakatuk. Jak pisze Biedermann: Św. Augustyn pisał, że orzech składa się z trzech substancji: skórzastej, mięsistej powłoki, kościstej skorupy i jądra duszy. Powłoka oznacza Ciało Chrystusa, a jej gorycz – cierpienie, skorupa – drewno Krzyża Św. , jądro – słodką treść objawienia Bożego, które żywi, a dzięki olejowi daje także światło. Jakże to pięknie koresponduje z rolą orzecha w omawianej historii.
Jest więc ta książeczka nie tylko parabajkową opowieścią dla dzieci, ale także chrześcijańskim traktatem mistycznym, opartym na Apokalipsie Świętego Jana, która zresztą też jest przede wszystkim traktatem mistycznym, a nie tylko przepowiednią eschatologiczną, za jaką jest powszechnie uważana. Rozważenie opowieści o dziadku do orzechów może otworzyć czytelnika na Zrodzenie Chrystusa w duszy, co jest wszak istotą Święta Bożego Narodzenia. Dlatego obecność dziadkowych motywów wśród świątecznych ozdób jest najzupełniej właściwa i na wskroś chrześcijańska.
Tak się ciekawie zdarzyło, że trzy książki pod rząd przeczytałem przez erosa i tanatosa zdominowane. Ta jest druga. Wulgarna opowieść, wulgarny język, wulgarna pierwszosobowa bohaterrka. Nie moja bajka. Przeczytałem , bo Nike dostała. Ja bym nie dał.
Pozdrowienia, mamy przyjemnosc oglosic i przedstawic wam zawiadomienie o naszym dynamicznym ruchu dynastii Bractwa Iluminatów Spolecznych, w którym zachwycamy naszych czlonków pomoca i wsparciem uznania finansowego i spolecznego, w kazdym ich przedsiewzieciu. Byc moze jestesmy na dobrej drodze Program rekrutacji misjonarzy i wysylamy slowa do wszystkich zainteresowanych osób na calym swiecie, aby pomóc w ulatwieniu, promowaniu i sponsorowaniu kazdego marzenia i dynamicznych planów niektórych Wybranych i Szczesliwych Aspirantów na calym swiecie. Po wiecej informacji? uprzejmie prosimy o kontakt (przedstawiciel dr Steve Scalise) pod nastepujacym adresem e-mail: (dynamicbrotherhooddynasty@outlook.com) Uwaga: tylko dla powaznych aspirantów, którzy sa zainteresowani i chca dolaczyc do dynamicznego ruchu dynastii Bractwa na rzecz wyzszych i wiekszych celów zyciowych. Adres e-mail do kontaktu: dynamicbrotherhooddynasty@outlook.com Zadzwon: +18564168561 Greetings, We are Delighted to Announce and bring to your Notice about our Dynamic Movement of the Social illuminati Brotherhood Dynasty, Where we delight our Members with the help and Assistance of Financial and Social Recognition, in every of their Endeavor, Perhaps we are on our Missionary recruitment Program and we are sending words to every interested Individuals around the world, in order to help Facilitate, Promote and Sponsor every dream and dynamic plans of some of the Chosen and Lucky Aspirants around the World. For more Information? kindly Contact (Rep Dr. Steve Scalise) on the following email: (dynamicbrotherhooddynasty@outlook.com) Please Note: Only for Serious Aspirants who are interested and willing to Join the Dynamic Brotherhood Dynasty Movement for Higher and Greater Life Purpose. Contact Email: dynamicbrotherhooddynasty@outlook.com Call: +18564168561 Only for Serious Aspirants Tylko dla powaznych aspirantów
Obawiam się jednak, że tym razem są to inni iluminaci. O ile za pierwszym razem wyglądało to na przekręt nigeryjski, to tym razem sprawia wrażenie werbunku do sekty. Co o tym sądzicie?
Po wyrażnie słabszej „Serotoninie” Michel Houellebecq wrócił do pełni formy. Jest tu, jak to u niego, eros i tanatos, sporo jednego i drugiego. Tym razem jest też niemało duchowości, głównie pogańskiej, ale i szczypta chrześcijańskiej. I po raz pierwszy chyba główny bohater jest chyba człowiekiem spełnionym, choć zmierza ku rychłej i nieuchronnej śmierci.
Mój aktualny ranking powieści tego pisarza: Cząstki elementarne, 2.Unicestwianie 3. Mapa i terytorium, 4. Platforma, 5. Poszerzenie pola walki, 6. Serotonina, 7. Uległość. Jeszccze mi jak widać co najmniej jedna pozostała do porzeczytania.
Światło ze szczeliny Wydrążonej w dyni Przedziera się przez mrok Światło ze szczeliny Wydrążonej w dyni Przyciąga ludzki wzrok Światło ze szczeliny Wydrążonej w dyni Oświetla każdy krok Światło ze szczeliny Wydrążonej w dyni I w przód, i w tył, i w bok.
Światło ze szczeliny Wydrążonej w dyni Rozświetla ciemną noc Światło ze szczeliny Wydrążonej w dyni Otula niczym koc Światło ze szczeliny Wydrążonej w dyni Mocniejsze niż pięć proc Światło ze szczeliny Wydrążonej w dyni Niesie ze sobą Moc.
Światło ze szczeliny Wydrążonej w dyni Przybliża dobry sen Światło ze szczeliny Wydrążonej w dyni Noc ciemną zmienia w dzień Światło ze szczeliny Wydrążonej w dyni Jasne jak czysty len Światło ze szczeliny Wydrążonej w dyni Potrzebne niczym tlen.
***
I dla przypomnienia kilka starszych piosenek hallowenowych 2022
W środowisku miłośników starych modlitewników funkcjonuje pojęcie perełki, czyli pięknej modliwy znalezionej w którejś z tych ksiąg. Ja mam nieco inną wrażliwość modlitewną, wolę modlitwy rytmiczne i rymowane, łatwo dające się zaśpiewać i zapamiętać, bo swoją praktykę duchową opieram na pamięci, powtarzaniu i śpiewie, choćby tylko wewnętrznym.
Jednak i ja mam taką perełkę, która mnie zachwyca, choć po polsku nie jest ani rytmiczna, ani rymowana. Pochodzi nie z jakiegoś dziewiętnastowiecznego polskiego modlitewnika, a ze starożytnej Liturgii ormiańskiej – Boskiej Liturgii Świętego Grzegorza Oświeciciela. Chorchurt chorin to pierwszy hymn publicznej części Surp Patarak, czy ormiańskiej Mszy Świętej.
O głęboka Tajemnico, niepojęta i bez początku. Przyozdobiłaś moce niebieskie w pełnię niedostępnego światła a chóry anielskie przeogromną chwałą. Z zadziwiającą mocą stworzyłaś Adama na obraz i podobieństwo Swoje, ozdabiając go w raju – miejscu radości – w niewypowiedzianą chwałę. O Królu Niebieski, zachowuj swój Kościół i strzeż go w pokoju razem z tymi, którzy uwielbiają Twe imię.
Խորհուրդ Խորին անհաս անսկիզբն որ զարդարեցեր զվերին պետութիւնդ, ի յառագաստ անմատոյց լուսոյն. գերապանծ փառօք զդասս հրեղինաց։ Թագաւոր երկնաւոր զԵկեցեցի քո անշարժ պահեա. եւ զերկրպագուս անուանդ քում պահեա ի խաղաղութեան։
Khorhurd khorin anhas aneskizbn, vor zardaretser zverin petutyund i haragast anmatuyts lusuyn gerapantz parroq zdases hreghinats. Steghtzer zAdam patker tira-kan nazeli parroq zgestavoretser i drakhtn Adeni teghi berkranats. Charcharanoq Qo Miatznin norogetsan araratzq yev verestin mardn anmahatsav zardareal i zgest ankoghopteli Tagavor yerknavor, zyekeghetsi Qo pahea ev zyerkerpagus anvaned Qum pahea i khaghaghutean.
Dotarłszy do najrdzenniejszej Polski, bo do stolicy — Warszawy — ani po drodze, ani w tym mieście Cezary Baryka nie znalazł szklanych domów. Nie śmiał o nie nawet nikogo zapytać. Zrozumiał, że zmarły ojciec boleśnie zeń przede śmiercią zażartował sobie. Jednak — być może pod wpływem tej tak naiwnej legendy, a być może pod wpływem głównego jej bohatera, „kuzyna Baryki”, Cezary postanowił wstąpić na medycynę w Warszawie. Nie miał swych bakińskich papierów, lecz po egzaminie dość pobieżnym został przyjęty i począł chodzić na wykłady. Z zapałem krajał truposze, uczył się osteologii, chemii, botaniki itp. Zawarł nowe znajomości z „Polakami” i dość sobie w tych nowych ludziach podobał, choć go nieraz swą „nieszczerością” ranili. Pod względem materialnym wiele mu pomógł znajomy ojca nieboszczyka, pan Szymon Gajowiec, bardzo wysoki urzędnik w nowo kreowanym Ministerium Skarbu, dał mu bowiem nieetatową posadę w swym biurze i nastręczył bardzo korzystne lekcje języka rosyjskiego w sferach wyższej oficerii, pochodzącej z „Galicji”. Ów pan Gajowiec szczególnie rozpytywał się o matkę Cezarego, którą znał był bardzo dawno w mieście Siedlcach. Po wielekroć kazał sobie powtarzać o niej wszelkie szczegóły, wszystkie perypetie jej niedoli i śmierci.
Cezary z nadzwyczajną dokładnością wszystko to opowiadał temu nieznajomemu człowiekowi, a tamten z wytężoną uwagą wszystkiego słuchał — ba! — słuchał ze łzami w oczach, a raz nawet, w trakcie opowieści o ostatnich dniach męczeńskich, gorzko zapłakał. Cezary nie mógł się domyśleć, czemu to tak jest, czemu ten jegomość, który jego matki nie widział od lat tylu, odkąd kraj porzuciła, tak się jej losem przejmuje i wzrusza. Ale pan Gajowiec, sztywny i wytworny biurokrata, stary kawaler, pedant i zimny służbista, sam mu to wytłumaczył, gdy tak pewnego razu sam na sam rozmawiali. Przyznał się w sposób spokojny i zimny, jakby mówił o finansowej sprawie, bez cienia afektacji, wstydu fałszywego i fałszywej czułości, iż za dawnych swych lat kochał matkę Cezarego. Ją jedną kochał w swym życiu. Był wówczas biednym urzędniczkiem w siedleckiej „Pałacie”, toteż nie mógł się równać z ojcem Cezarego, który nagle z Rosji przyjechał, otoczony nimbem powodzenia. Wydano ją za lepszego konkurenta — nic dziwnego… Któż by, jacy rodzice mogli byli odrzucić podobną partię? Pojechała jako młoda panienka, a oto teraz imię tylko z niej zostało. Pan Gajowiec sucho zapewnił Cezarego, iż nigdy nie uścisnął ręki jego matki, iż jej słowami nigdy swych uczuć nie wyznał. Raz… pewien list… ale to nie należy do rzeczy i nie wpłynęło na sprawę jej postanowienia.
Toteż nie ma w tym nic złego, iż synowi o tym mówi, bo przecie i jej samej już nie ma. Nie ma już — żal się Boże! — nawet rywala. Został tylko on, Cezary, cień i podobizna „panny Jadwigi”, a ma oczy kubek w kubek do matki podobne. Pan Gajowiec chętnie z Cezarym rozmawiał. Zamykali się częstokroć sam na sam i godzinami wspominali o umarłej. Nie było szczegółu, wzmianki, wersji, anegdoty, która by nie interesowała starszego pana, skoro dotyczyła zmarłej. Nie było tematu z nią złączonego, który by nużył słuchacza. Cezary znajdował również szczególną rozkosz w tych rozmowach o matce. Zdawało mu się nieraz, iż tak samo jak pan Gajowiec widzi ją młodziuteńką, śliczną, wesołą, że ją poznaje jako pannę Jadwigę, pannę Jadzię, w której do szaleństwa, do obłędu kocha się pewien młokos z „Pałaty” i mówi jej wciąż o tym rozmarzonymi oczami. To była nowa postać matki, nowy jej obraz, nowe przemienienie się bolesnej starej kobiety, która go obsługiwała, kijem się podpierając. Tak to z panem Gajowcem kochali się obadwaj na nowo w widmie panny Jadwigi.
***
Zapowiadałem już kilka miesięcy temu, że wrócę do „Przedwiośnia”, by go obszernie zacytować, podobnie jak wcześniej cytowałem „Zbrodnię i karę” oraz „Chłopów”. Tamte cytaty miały charakter religijny, ten jest świeccki.
Nie wiem jak jest dla Was, drodzy czytelnicy (jeśli w ogóle istniejecie), ale dla mnie relacja między Szymonem Gajowcem, a Cezarym Baryką przypomina relację Severusa Snape’a i Harrego Pottera. Mamy w obydwu przypadkach relację dojrzałego mężczyzny z niespokrewnionym młodzieńcem, sierotą. Mężczyzna kiedyś kochał się w matce młodzieńca, a po jej śmierci opiekuje się jej synem, który ma jej oczy. Nie sądzę, by Rowling czytała Zeromskiego. Raczej oboje wykorzystali ten sam archetypiczny wątek od setek lat krążący w utworach literackich.