Książka w czytaniu przykra. Zadna z postaci nie wzbudza sympatii. Poranieni ludzie, poranione zachowania. I ciągle się nawzajem ci ludzie tymi zachowaniami ranią. Zaczynam tą książką serię kilkunastu książek noblistów przewidzianą na 2024 rok. Mam nadzieję, że kolejne pozycje będą lepsze.
Lubię wracać do książek Aleksandra Krawczuka, od których zaczęła się moja droga jako humanisty. Nie pamiętam, czy tę akurat przeczytałem w młodości, na pewno z dużą satysfakcją przeczytałem ją teraz. Ciekawy obraz Grecji, zwłaszcza Aten w czasach Filipa i Aleksandra. Poznajemy mówców, wodzów, filozofów i hetery. Ciekawy jest wątek rywalizacji dwóch ateńskich mówców – Demostenesa i Demodesa. Demostenesa znają dziś prawie wszyscy, Demodesa zna mało kto. A podobno to Demodes był lepszym mówcą, tyle że swych mów nie spisywał, więc się nie zachowały. A nie spisywał, bo nie musiał, potrafił doskonale improwizować. Demostenes tego nie potrafił. Swoje mowy przygotowywał długo i na piśmie. Potem je odczytywał. Dlatego sporo się zachowało. I zyskał sławę.
I[1] We dnioch sędziej jenego, tedy gdyż sędzia nad ludem był, zstał się głod w ziemi. Przeńże to wyszedł człowiek z Betlema Judowa do kraja moabskiego, chcąc tam podrożnikiem być, z swą żoną a se dwiema synoma. [2] Temu dziano Elimelech, a żenie jego Noemi i dwa syny jego, jeden Maalon, a drugi Telijon Eufratejszczy z Betlema Judowa. A wszedszy do kraja moabskiego tam bydlili. [3] I umarł Elimelech, mąż Noemi, a ostała sama z syny. [4] I pojęłasta sobie żony moabicskie, z nichże jena rzeczona Orfa, a druga Rut. I byli tam dziesięć lat [5] a obasta umarła, ❬…❭ Maalon i Telijon. I ostała żona sirotą po dwu synu i po mężu. [6] A wstawszy chcąc do swej włości jić s obiema niewiastama z kraja moabskiego, bo była usłyszała, iże weźrzał Bog na swoj lud a dał jim pokarm. [7] A tak wyszła s miasta swego pątniczstwa s obiema niewiastama, a już na drodze sąc, chcąc się wrocić do ziemie Judowy, [8] rzekła k nima: „Jidźta do domu swej macierze, uczyń s wama Pan miłosierdzie, jakosta wy uczynile s umarłymi i se mną. [9] Daj wama naleźć pokoj w domiech tych mężow, jiż się wama dostaną”. I pocałowała je a onie wznioswszy głos, poczęlesta płakać [10] rzekąc: „Z tobą pojdziewie k twemu ludu”. [11] Jimże ona otpowie: „Wroćta się, dziewki moje, przecz jidzieta se mną? Nie mamci więcej synow w mem żywocie. Nie domnimajta się, bysta mogle se mnie więcej męże mieć. [12] Wroćta się, dziewki moabicskie, i odydzita, bo jużem starością nawiedzona ani sposobiona ku przywiązaniu małżeńskiemu. Bo aczbych mogła tej to nocy począć syny i porodzić [13] a wy chciele czekać, dojąd by nie wyrośli z dziecińskich lat, drzewiej będzieta babie, niżli swadźby s nimi doczekacie. Niechajta, proszę, dziewki me, bo wasz smętek więcej mię mąci a uciąża a wyszła jest ręka boża przeciwo mnie. [14] A onie, wzniosszy głos, wtore poczęlesta płakać. Orfa, całowawszy świekrew, wroci się, ale Rut dzierżała się świekrwie swej. [15] Jejże rzecze Noemi: „Toć się wrociła rodziczka twa k ludu swemu i k swym bogom, jidzi s nią!” [16] Ona otpowie: „Nie przeciw mi się, bych ciebie ostała i odeszła. Dokądkoli się obrocisz, pojdę z tobą, a gdzież ty bydlić będziesz i ja społu bydlić będę z tobą, lud twoj lud moj, Bog twoj Bog moj, [17] a ktora cię ziemia przymie umarłą, w tejże i ja umrę a tu uczynię sobie miasto pogrzebne. To mi, Boże, daj a to mi uczyń, iże jena śmierć mię z tobą rozdzieli”. [18] A to uźrzawszy Noemi, iże zatwardziałym umysłem Rut była się uparła s nią jić, więcej jej nie broniła ani się wrocić zasię radziła. [19] I bralesta się społu i przyszłasta do Betlema. A gdyż w miasto weszlesta, rychła nowina się rozniosła iże mowiły niewiasty: „To jest ta Noemi”. [20] Jim ona otpowiedziała: „Nie wzywajcie mię Noemi, to jest krasna, ale wzywajcie mię Amara, to jest gorzka, bo gorzkości mię napełnił barzo Wszechmogący. [21] Wyszłam była pełna, a prozną mię nawrocił Pan, przeto przecz mię zowiecie Noemi, jąż Pan poniżył i zamącił Wszechmogący”. [22] Przeto przyszła Noemi s Rut Moabską, z swą niewiastą z ziemie swego pątniczstwa a wrociła się do Betlema, gdyż jęczmień pirwy żną. II[1] I był mąż, rodzic Elimelechow, człowiek mocny a wielikiego jimienia, imieniem Booz. [2] I rzekła Rut moabitska ku swej świekrwi: „Każeszli, pojdę na pole a będę kłosy zbirać, jiż padają z ręku żeńcow, gdzieżkoli najdę przyjaźń miłościwego gospodarza”. Jeż to ona otpowie: „Jidzi, ma dziewko!” [3] A tak odszedszy, zbirała kłosy nazad po żeńcoch. I przygodziło się, iże to pole miało pana ❬jimieniem❭ Booz, jen był z rodu Elimelechowa. [4] A tedy on jidąc z Betlema rzecze ku żeńcom: „Bog s wami”. Oni otpowiedzieli: „Pożegnaj ciebie Pan”. [5] I rzecze Booz ku przystawowi, jen za żeńcy stał: „Czyja jest to dzieweczka?” [6] Jem ❬u❭ otpowiedział: „Ta jest Moabitska, jaż przyszła s Noemi z kraja moabitskiego. [7] A przeprosiła, aby kłosy zbirała, jiż ostawają, chodząc za żeńcy, ot jutra aż do niniejszego czasu stoi na polu, nigdziej się do domu nie wracając”. [8] I rzecze Booz ku Rut: „Słysz, dziewko, nie chodź na jine pole zbirać kłosow ani odchadzaj z tego miasta, ale przyłęcz się ku mym dziewkam; [9] gdzieżkoli będą żąć, naśladuj jich, bociem przykazał mym dzieweczkam, aby ciebie nijeden nie smęcił. Jestli będziesz pragnęła, jidzi ku łagwicam a pij z nich wodę, z nichże to ma czeladź pije”. [10] Tedy ona padszy na ziemi na swe oblicze, pokłoniwszy się jemu rzekła: „Otkąd mnie to jest, iżem nalazła miłość przed twyma oczyma a raczysz mię znać gościną żonę?” [11] Jej on otpowiedział: „Powiadano mi, csoś uczyniła swej świekrwi po śmierci jej męża a żeś opuściła swe przyjaciele i ziemię, w niejżeś się urodziła, a przyszłaś k ludu, jegożeś nie wiedziała. [12] Otpłaci tobie Bog twego uczynku a pełną mzdę przymiesz ot Pana Boga Israhelowa, k niemużeś przyszła i uciekła pod jego skrzydle”. [13] Ona otpowie: „Nalazłam miłość przed twyma oczyma, panie moj, jenżeś mię ucieszył a mowiłeś ku siercu sługi twej, bo nie jestem rowna niżadnej z dziewek twych”. [14] I rzecze k niej Booz: „Gdyż będzie godzina jeść, przydzi sam a jedz chleb, a omocz skibę swą w o❬cet❭”.
***
Po dłuższej przerwie wracam do Biblii Królowej Zofii. W arcyciekawym serwisie Biblie Polskie są dostępne liczne fragmenty w przystępnej transkrypcji, w tym urokliwy fragment Księgi Rut, który niniejszym wklejam.
Kolejny tom publicystyki Gilberta Keitha Chestertona. To zbiór esejów o bardzo szerokiej tematyce. Nastawienie konserwatywne, sporo krytyki kapitalizmu i ewolucjonizmu. Warte przeczytania. Świeży punkt widzenia nawet po stuleciach.
Już parę razy pisałem, że książki, które dostałem za darmo (ale nie jako prezenty z jakiejś okazji) okazywały się zazwyczaj książkami bardzo dobrymi i dla mnie ważnymi. Tak było i tym razem. To był gratis do większych zakupów antykwarycznych. Dla mnie okazała się punktem zwrotnym w jednym z obszarów moich dociekań. Widzę pewne poobieństwo między tą pozycją, a książką Posłania miłości. Mistyczne Objawienia Chrystusa, którą omawiałem kilka lat temu. Może to dziwić, bo tamta książka zawiera wyimki z objawień prywatnych, ta zaś z prywatnych refleksji świętej Urszuli. A jednak ja nie widzę większej różnicy między lokucjami a refleksjami osoby praktykującej zaawansowaną modlitwę wewnętrzną, czyli innymi słowy, mistyczki. Bo dzięki tej książce zacząłem traktować św. Urszulę Ledóchowską jako mistyczkę, choć nie jest tak powszechnie postrzegana. Warto patrzeć na jej rozproszone pisma jako na swego rodzaju dopełnienie Dzienniczka świętej Faustyny, oczywiście nieporównanie bardziej znanego. Te dwie święte żyły w tym samym czasie, obie były zakonnicami, ale różni je pochodzenie społeczne, wykształcenie i formacja. Dlatego właśnie się dopełniają
Tą książką wracam po kilku miesiącach do nadrabiania klasyki. Chesterton to jeden z tych autorów, którego już dawno powinienem przeczytać, ale dotąd jakoś się nie złożyło. Ta książka przedstawia ortodoksję chrześcijańską nie w sposób katechizmowy, a w sposób można rzec sokratejski, majeutyczny. Zasadniczo się z jej tezami zgadzam, tylko jedna rzecz mi nieco zgrzyta. Chesterton zdecydowanie opowiada się za mistycyzmem, a jednocześnie przeciw szukaniu Boga w sobie. Nie wiem jak to pogodzić. Być może operujemy odmiennymi definicjami mistycyzmu.
Jerzy Pietrkiewicz, to pisarz mało znany, a szkoda, bo bardzo ciekawy. Powieści pisał po angielsku, a wiersze po polsku. To jego pierwsza powieść, wydana niedługo po wojnie. Ona przyniosła mu popularność i otworzyła drogę do kariery literackiej i naukowej w Wielkiej Brytanii. Magiczny opis międzywojennej wsi polskiej, z wątkami autobiograficznymi. Zachęcam do przeczytania zwłaszcza tych czytelników, którzy lubią Myśliwskiego i Szostaka. To są te klimaty. Sporo wątków religijnych, przewija się tu duch franciszkański w różnych odcieniach.
Tej książce poświęciłem już wpis w moim cyklu religijnym. Nie będę jej więc powtórnie omawiał, odsyłam do tamtego tekstu. Niniejszy wpis zamieszczam tylko dlatego, by nie było dziury w mojej liście lektur. Klasyki, jak zwykle, nie oceniam.
Bardzo ważna książka. Kobiecy retelling „Jesieni średniowiecza”. Z dużą dozą personalizmu w stylu Jasienicy. Pięknie pokazuje wpływ kobiet na narodziny nowożytności. Nie tylko władczyć, czy arystokratek, ale także mistyczek. Dostosowana do potrzeb czytelnika polskiego, ale myślę, że równie dobrze odnalazłby się w niej czytelnik niemiecki, czy anglosaski, warto więc pomyśleć o tłumaczeniach. Najlepsza jak dotąd książka historyczna Brzezińskiej. Dużo lepsza od „Córek Wawelu”. Może dlatego, że autorka zrezygnowałą z fabularyzacji, która w tamtej książce była nieco na siłę.