Ten tekst należy do serii, która zaczęła się od wpisów o mołokanach i Aladurze. Dlatego zacznę od powtórzenia wstępu do tamtych dwóch. Czego my katolicy możemy uczyć się od chrześcijan niekatolików? Na pewno nie zasad wiary i moralności, bo tego uczy nas Urząd Nauczycielski Kościoła. Już prędzej gorliwości stosowania tych zasad, ale i to z zachowaniem zdrowego rozsądku, gdyż jedną z kardynalnych cnót jest Umiarkowanie. Natomiast niewątpliwie możemy od niekatolików przejmować niektóre ich tradycje muzyczne, w tym śpiewacze. I od zawsze Kościół to robił. Wiele pieśni katolickich powstałe jako prawosławne, czeskobraterskie, luterańskie, czy metodystyczne. Dziś pragnę zaprezentować piękne pieśni mołokanów.
A teraz przeskok tematyczny. Od ponad trzydziestu lat praktykuję Medytację Chrześcijańską w formie zbliżonej do Modlitwy Jezusowej. W ostatnich latach wypracowałem sobie własny styl tej medytacji, który nazwałem Modlitwą Wewnętrznego Śpiewu. Polega ona na tym, że wyobrażam sobie we własnej głowie śpiew religijny (często dowyobrażam sobie też akompaniament) oparty na krótkich, powtarzalnych , melodyjnych (to ważne) zwrotkach. Może to być w kółko ta sama zwrotka, mogą to być kolejne zwrotki o ile tylko da się je łatwo zapamiętać. Bo ten śpiew musi być z pamięci, nie z książki, książka rozprasza, a medytacja wymaga skupienia.
No i od czasu do czasu natrafiam na pieśni, które się szczególnie dobrze nadają do takiej medytacji. Najczęściej są to oczywiście pieśni katolickie, czasami trafi się protestancka, a niekiedy żydowsko -popkulturowa, czy wręcz na pozór zupełnie świecka. Dziś mam na tapecie ten ostatni przypadek. Znów, jak poprzednim razem, nie jest to cała piosenka, ale jej fragment.
Nie jestem szczególnym fanem Krzysztofa Cugowskiego, ani Budki Suflera. Na ich koncerty chodzę dla towarzystwa. Ostatnio jednak na takim koncercie doznałem wstrząsu metafizycznego. Jedna piosenka mnie zachwyciła. Chodzi o utwór Jest taki samotny dom. Szczególnie ujęły mnie powtarzające się słowa:
A po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój
Nagle ptaki budzą mnie, tłukąc się do okien
Na drugi dzień rano obudziłem się z tym słowami powtarzającymi się w mojej głowie. Decyzji o włączeniu tej pieśni do mojego planu medytacyjnego nie podjąłem świadomie. Włączyła się sama. Tek tekst ma głębokie pokłady symboliki.
Podam jeden trop. Motyw ptaków budzących o świcie jest częsty w duchowości chrześcijańskiej. Zarówno bowiem świt, jak przebudzenie i ptak wskazują na Chrystusa. Z wysoka wschodzącym Słońcem nazywa Chrystusa Ewangelia. Motyw przebudzenia pojawia się w wielu miejscach Biblii, szczególnie w Apokalipsie i liście świętego Pawła do Efezjan. Co do ptaków, to w ich rozłożonych skrzydłach chrześcijanie pierwszych wieków dopatrywali się znaku krzyża. Niedawno na swoim drugim blogu omawiałem chorwacką pieśń adwentową opierającą się sie właśnie na tych motywach świtu, ptaka i przebudzenia.
























