Szostak z każdą książką coraz bardziej się zanurza w świat mitów i archetypów. Jest tu coraz więcej Odysei i znów są dwaj bracia, co do krórych znów, jak w „Chochołach” nie mamy pewności, czy obywaj istnieją. Warto też zwrócić uwagę na wątek malarstwa, również ciągnący się od „Chochołów” przez całą trylogię. Już we wcześniejszych książkach była nadrepezentacja imion biblijnych, w tej jest ona wybitna. Są tylko dwa wyjątki. Fryeryk, o którym wiemy, że nie jest to jego prawdziwe imię i Błażej, o którym nie wiemy, czy istnieje. W czasie tej lektury uznałem, że dla owocnego kontynuowania przygody z Szostakiem muszę sobie odświeżyć Odyseję.
Pochodzenie tytułu książki jest wyjaśnione kilka książek później, więc na razie nie będę go zradzał.
Tę książkę czytam bodaj po raz czwarty. Tym razem oczywiście w ramach uzupełnienia oglądania disnejowskiego serialu. Zdaje mi się, że czytam ją mniej więcej co dziesięć lat. To dobry odstęp, żeby się książką na nowo cieszyć.
Wielu uważa „Upiora z Manhattanu” za najgorszą książkę Forsytha. A to wcale nie jest zła książka, tylko tak odmienna od pozostałych, że chyba do innego niż zazwyczaj skierowana czytelnika. Jest to w zasadzie sfabularyzowany esej o literaturze, operze, psychologii i religii. Raczej la humanistów niż dla fanów sensacji, którzy najczęściej czytają Forsytha. Ale wierzę, że wśród jego czytelników jest sporo humanistów, więc nie jestem jedynym, któremu książka się spodobala.
W poniedziałek 24 czerwca, jak grom z jasnego nieba, gruchnęła wieść, że jednemu z najsłynniejszych polskich księży zagrożeniowców (czyli poszukiwaczy diabła w bele czym) postawiono w Wielkiej Brytanii zarzuty wykorzystywania seksualnego nieletnich. Szanuję domniemanie niewinności, dlatego o tym kapłanie nic na razie nie napiszę.
Teraz będzie wątek osobisty. Z koncepcją zagrożeń duchowych zetknąłem się po raz pierwszy w Krakowie, w ostatnich dniach roku 1994, w czasie rekolekcji dla młodzieżowych duszpasterstw dominikańskich. Jednego wieczora konferencję wygłaszał przybyły bodaj z Poznania ojciec Paweł, który poświęcił ją tematyce zagrożeń duchowych. Zaliczył do nich jogę, sztuki walki, bioenergoterapię, niechrześcijańskie metody medytacji i książki o. Anthonego de Mello SJ. Ja byłem wtedy zdeklarowanym demellitą, więc wywody zagrożeniowca na szczęście spłynęły po mnie jak syrop po aksamicie. A o owym zagrożniowcu, jak już zapewne czytelnicy się domyślili, obecnie pisze się zazwyczaj „były dominikanin Paweł M.”
Nie będę stawiał śmiałej tezy, że duchowość zagrożeniowa koreluje dodatnio z przemocowością seksualną, ale liczyć się z taką ewentualnością wiedźmin powinien.
Wpadłem ostatnio na pomysł, by przypomnieć moim odbiorcom mało popularne filmiki z mojego kanału youtubowego. Czasami będę je opatrywał jakimiś opisami, czasami nie.
Niniejszy filmik wpisuje się w moją serię przyrodniczą, ale z jakichś tajemniczych przyczyn ma znacznie mniej wyświetleń niż inne filmy z tej serii.
Jest tu przedstawiona rodzinka łabędzi, które w 2018 roku postanowiła zamieszkać na plaży w Rowach. Bardzo wtedy wiało.
Wpadłem ostatnio na pomysł, by przypomnieć moim odbiorcom mało popularne filmiki z mojego kanału youtubowego. Czasami będę je opatrywał jakimiś opisami, czasami nie. W tym przypadku jest to jeden z filmików składających się na moją niezbyt udaną próbę jakiegoś biedagejmerstwa. Ten projekt praktycznie zarzuciłem, ale jeśli będzie zainteresowanie, to do niego powrócę.
Jak na Brzezińską krótka powieść. Krótka, ale kompletna. Uniwersum w klimatach średniowiecznych, niby włoskich, z dużą rolą Kościoła, który zewnętrznie przypomina katolicki, ale nie jest chrześcijański. W tym Kościele nie ma Chrystusa. Chrześcijaństwo jest dla tego Kościoła herezją.
Główny wątek to opowieść mitologiczna, będąca retellingiem biblijnej historii o Samsonie. Po raz kolejny potwierdza się teza, że większośc dobrej literatury to na nowo opisane wątki i motywy albo z mitolologii greczkiej albo z Biblii. Dlatego każdy, kto chce znać literaturę, musi czytać przede wszystkim mitologię grecką (wraz z Iliadą i Odyseją) oraz Biblię (zwłaszcza Stary Testament).
Są pewne podobieństwa tej książki do poprzedniej. Tu i tam główny bohater przeżył głęboki wstrząs, zmieniający całe życie pod wpływem samobójstwa kobiety, którego był świadkiem. Jest jednak zasadnicza różnica. U Singera nie było to jednak tylko zaniedbanie. Tytułowy sztukmistrz się do tego samobójstwa walnie przyczynił. Ten nowożytyny polski Żyd ma w sobie coś z łacinnika jesieni średniowiecza. Najpierw gorliwie grzeszył, a potem gorliwie żałował. Warto też odnotować, że również rekluzja, na którą się zdecydował bardziej należy do tradycji katolickiej niż żydowskiej. Często się słyszy o judaizacji religii katolickiej. Tu miała miejsce katolicyzacja religii żydowskiej. Powierzchowna, ale jednak istotna.
16/52/2024
*****
Ósma książka noblisty w tym roku i siódmy noblista
Kontynuuję czytanie dzieł noblistów. Ta krótka powieść to właściwie pod pretekstem powieści ciąg rozważań o odpowiedzialności za zdarzenia, których nie spowodowaliśmy, ale którym nie zapobiegliśmy. Inaczej mówiąc, jest to kazanie o grzechu zaniedbania. Quia peccati nimis omissione.
15/52/2024
****
Siódma książka noblisty w tym roku i szósty noblista
Wczesna praca Dostojewskiego, oparta na wspomnieniach z pobytu na katordze. Sporo o zwykłych aspektach życia na katordze. Dla mnie osobiście najciekawsze były ostatnie rozdziały, które wykraczają poza to codzienne życie. Mamy tu więc wiele opisów życia religijnego i duchowego czterech różnych wyznań: prawosławnego, starowierczego, katolickiego i żydowskiego. Szczególnie rozbudowany jest opis tego ostatniego. Jest to to też trzecia z ostatnio przeze mnie czytanych książek cytujących formułę Modlitwy Jezusowej: Panie Jezu Chryste, zmiłuj się nade mną. Pierwszą było Drugie imię Fossego, drugą Fuga Dumanowskiego. W kolejnym rozdziale jest opisane przedstawienie teatru amatorskiego, w szerszym aspekcie kulturowym. W końcu mamy też rozdział o zwierzętach w obozie i ich szczególnej roli. Te rozdziały są najciekawsze.