Po polskich preselekcjach eurowizyjnych AD 2025

Konkurs Piosenki Eurowizji niezwykle mnie interesuje jako badacza kultury. Od czasu do czasu poświęcam mu więc jakiś wpist. Tym razem postaram się rzucić jakimś słowem na każdy z występów polskich preselekcji.

Chrust – „Tempo”. Najlepsze się na początek wylosowało. Zawsze podkreślałem, że najlepsze na eurowizję jest dynamiczne etno zakorzenione w tradycji danego kraju i śpiewane w jednym z języków tego kraju. Ten utwór wpisuje się w te kryteria idealnie. Do tego jest silnie metafizyczny.

Kuba Szmajkowski – „Pray” – Największym plusem tego utworu jest jego metafizyczny chareakter. Minusem język angielski


Justyna Steczkowska – „Gaja” również dynamiczne etno, nieco mniej zakorzenione muzycznie w polskiej tradycji. Wielki plus za język polski. Kolejny za metafizykę. Bardzo się cieszę, że wreszcie wysyłamy na eurowizję piosenkę po polsku.


Tynsky – „Miracle” – Podobnie jak u Szmajkowskiego, największym plusem tego utworu jest jego metafizyczny chareakter. Minusem język angielski

Daria Marx – „Let It Burn” – jedynym ciekawym elementem tego utworu są chusty na głowach wokalistki i tancerek, dzięki czemu kojarzą się one z Bene Geserit. Minusem język angielski


Sw@da x Niczos – „Lusterka” – Wielki plus za język podlaski, potencjalnie regionalny. Muzycznie nie do końca moja dawka.


Janusz Radek – „In Cosmic Mist” – miałki utwór, o którym nic konkretnego nie potrafię powiedzieć. Minus za angielski. Jeden z najsłabszych utworów w stawce.


Marien – „Can’t Hide” – miałki utwór, o którym nic konkretnego nie potrafię powiedzieć. Minus za angielski. Jeden z najsłabszych utworów w stawce.


Teo – „Immortal” – miałki utwór, o którym nic konkretnego nie potrafię powiedzieć. Minus za angielski. Jeden z najsłabszych utworów w stawce.


Sonia Maselik – „Rumours” – miałki utwór, o którym nic konkretnego nie potrafię powiedzieć. Minus za angielski. Jeden z najsłabszych utworów w stawce.


Dominik Dudek – „Hold The Light” – miałki utwór, o którym nic konkretnego nie potrafię powiedzieć. Minus za angielski. Jeden z najsłabszych utworów w stawce.

Rozróżnianie grzechów lekkich od ciężkich

Na katolickich grupach dyskusyjnych często pojawia się pytanie, czy jakiś czyn jest grzechem powszednim (lekkim), czy śmiertelnym (ciężkim). Są to pytania, które trudno udzielić odpowiedzi, gdyż ciężar grzechu zależy nie tylko od ciężaru materii, ale też od stopnia świadomości i dobrowolności, które są znane tylko popełniającemu, a i to nie zawsze.

Pamiętałem z młodości, że bardzo trafne wskazówki w tej materii znajdowały się w książce Poradnik animatora księdza Michała Kaszowskiego, Postanowiłem więc nabyć tę książkę i odszukać te wskazówki. Oto one:

  1. Jakimi zasadami kierować się przy określaniu stopnia naszej winy?
    Wielu wiernym, w praktyce, trudno przychodzi odróżnić grzechy cle kie od lekkich. Mają wątpliwości co do tego, czy popełnili wielkie do, czy działali zupełnie świadomie i dobrowolnie. Oto kilka zasad pomagaja cych ocenić stopień naszej winy osobistej, czyli ciężar grzechu
    a. Jeśli popełniliśmy jakieś niewielkie zło, nawet zupełnie świadomie i dobrowolnie, nie dopuściliśmy się grzechu ciężkiego.
    b. Lekko grzeszy ten, kto wprawdzie dopuszcza się wielkiego zła, jednak popełnia je albo niezupełnie świadomie, albo niezupełnie dobrowolnie, np. pod wpływem nagłego uczucia oburzenia, strachu, w półśnie itp
    c. Nie popełnia grzechu ciężkiego ten, kto przed czynem nie zdawał sobie w pełni sprawy z powagi zła, którego wielkość pojął dopiero po dopuszczeniu się go.
    d. Grzech był raczej lekki, jeśli nie został przez nas zaplanowany, a wynikł raczej z nieprzewidzianej sytuacji, z niewiedzy, jak należało postąpić w zaskakujących okolicznościach, z nagłego przypływu silnych uczuć np. przerażenia, osłupienia, zdenerwowania, radości, wzburzenia, namiętności itp. Planowanie zła „na chłodno” obciąża nasze sumienia, np. obmyślanie planu zemsty i systematyczne realizowanie go.
    e. Popełniliśmy grzech lekki lub w ogóle nie popełniliśmy żadnego grzechu, jeśli w chwili pokus – np. w czasie odczuwania niechęci do ko-goś, zazdrości, uczucia nienawiści, pokus przeciwko czystości itp. modliliśmy się, odczuwali niezadowolenie z powodu narzucającego się zła, usiłowaliśmy czynić dobro, np. modlić się za osoby, którym cze goś zazdrościliśmy, do których odczuwaliśmy niechęć, starać się im w czymś pomóc itp.
    f. Nie popełnia grzechu ciężkiego ten, kto dopuścił się nawet wielkiego zła, jednak nie wynikło ono ani z lekkomyślności, ani ze złośliwości, lecz z bardzo zawiłej sytuacji życiowej, w której pomimo szczerych chęci i pragnienia dobra – nie wiadomo było, jak należało postąpić.
    g. Najprawdopodobniej nie dopuściła się grzechu ciężkiego osoba, która – bezpośrednio po dokonaniu złego czynu – zaczęła szczerze żałować, naprawiać zło, przepraszać, wynagradzać krzywdę, пр. ktoś -po gwałtownej kłótni – zaraz żałuje swego czynu, dąży do zgody i usiłuje być bardzo miły.
    h. Grzech raczej nie jest ciężki, jeśli pojawia się w życiu człowieka na zasadzie „wyjątku”. Jeśli zatem człowiek odznacza się uczciwością, stara się żyć zgodnie z nakazami sumienia, widać u niego wielką troskę o dobro, o kontakt z Bogiem, jeśli prowadzi intensywne i regularne życie sakramentalne, a mimo to w jakiejś jednej dziedzinie zdarzają mu się upadki – raczej nie popełnia grzechu ciężkiego. Gdyby bowiem odwrócenie się tego człowieka od Boga było całkowite – a tylko takie jest grzechem ciężkim-musiałoby się ono ujawnić także w innych dziedzinach życia.
    i. Według zdania wielu teologów, jeśli stopnia swojej winy nie potrafi dokładnie określić osoba starająca się żyć zgodnie z sumieniem, zastana-wiająca się nad sobą, jej budzący wątpliwość grzech nie był ciężki. Sam fakt nieumiejętności określenia ciężaru grzechu, stopnia świadomości i dobrowolności działania świadczy, że grzechu ciężkiego nie było. Świa dome i dobrowolne zaangażowanie się w zło nie było zbyt wielkie, skoro człowiek, zamiast pewności grzechu ciężkiego, ma wątpliwości.
    j. Chociaż grzech wątpliwy nie musi być ciężki, lepiej go wyznać w spowiedzi. Nie tyle jednak z obawy przed nieważnością tego sakra-mentu, ile w celu uniknięcia przeżywania różnych niepokojów w przyszłości, np. czy spowiedź nie była świętokradzka. Dopóki jednak człowiek nie dojdzie do pewności, że popełnił bez wątpienia grzech ciężki, może przystępować do Komunii św. Powinien jednak szczerze żałować za wszystkie swoje przewinienia, wynagradzać Jezusowi za popełnione zło i dziękować Mu za to, że przychodzi do grzeszników w gościnę (por. Mt 9, 10-13). Miłość do Chrystusa i chęć uzyskania Jego pomocy do walki z grzechem i do rozwijania dobra powinny być motywem przystępowania – pomimo wątpliwości – do Komunii św.
    (s. 215-217)

A teraz coś zastanawiającego. Gdy kupuję używane książki na Allegro zazwyczaj nie ograniczam się do jednej, ale robię sobie pakieciki po kilka, że by mi się bardziej opłaciło płacić za przesyłkę. Tym razem wśród dobranych do Poradnika książek znalazło się Ryzyko chrześcijanina Karla Rahnera. Gdy po odebraniu paczki przeglądałem tę książkę, otworzyła mi się na stronie z takim tekstem:

  1. Jednomyślna od czasów Tomasza z Akwinu teologiczna interpretacja ustanowionego na Soborze Laterańskim IV, ponad 750 lat temu, obowiązku corocznej spowiedzi znajduje również swoje miejsce w nauczaniu katechizmu i wpowszechnym wychowaniu religijnym. Interpretacja ta głosi, że coriczny obowiązek spowiedzi tylko wtedy zachowuje ważność jako właściwe przykazanie prawa ludzkiego, jeżeli nie istnieje jeszcze konieczność sakramentalnego odpuszczenia przez Boga grzechów, które obiektywnie i subiektywnie, a więc z obu względów, są grzechami, mówiąc językiem biblijnym, wykluczającymi z królestwa Bożego (Gal 5, 21: 1 Kor 6, 9 itd.). Oczywiście obowiązek przedstawienia takich ciężkich grzechów sakramentalnej decyzji Kościoła odnosi się, z samej istoty grzechu, Kościoła i sakramentu pokuty, do tak rozumianych „ciężkich grzechów” niezależnie od kościelnego przykazania prawa ludzkiego, jeżeli przebaczenie tych grzechów przez Boga ma kiedykolwiek w życiu grzesznika znaleźć zasadniczy historiozbawczy, sakramentalny i społecznokościelny wyraz w akcie Kościoła.
    Ale ścisłe określenie czasu, w którym ten podstawowy obowiązek powinien zostać spełniony, jest ludzkim prawem w Kościele, które zasadniczo mogłoby być nawet zniesione i które, jak wszystkie ludzkie prawa, musi być w Kościele tak interpretowane i stosowane, żeby służyło zbawieniu, a nie zgubieniu człowieka.
  2. Wbrew pewnej tendencji w teologii moralnej ostatnich stuleci (może już od irlandzkich, anglosaskich i merowińskich Ksiąg pokutnych) nie ma żadnych podstaw, ani dogmatycznych, ani wychowawczo-religijnych, ani co do zakresu obiektywnej „materia gravis”, ani co do subiektywnej presumpcji popełnienia grzechu ciężkiego, aby hołdować temu rygoryzmowi, który panował w teologii moralnej i w praktyce sakramentu pokuty przynajmniej od czasów potrydenckich aż po dzień dzisiejszy. Taki rygoryzm zarówno w określaniu zakresu materia gravis, jak również w presumpcji, ze wykroczenie przeciw obiektywnej materia gravis oznacza u uczciwego chrześcijanina w mniejszym lub większym stopniu także subiektywne ciężkie przewinienie, nie ma teologicznego uzasadnienia. Presumpcja, że chrześcijanie, którzy w zasadzie prowadzą życie kościelno-chrześcijańskie, mają na sumieniu wiele grzechów ciężkich, a więc podlegających ścisłemu obowiązkowi spowiedzi jest również opinią całkiem pozbawioną podstaw.

Uznałem to za sui generis znak, że akurat trafiłem na fragment poruszający temat, nad którym aktualnie pracuję. Warto zauważyć, że obydwaj kapłani zauważają, że grzechy ciężkie nie są tak powszechne u prowadzących regularne życie sakramentalne katolików, jak się to powszechnie przyjmuje.

Opowieści o Harrym Hole

Człowiek nietoperz 61/52/2024

Karaluchy 63/52/2024

Czerwone gardło 64/52/2024

Trzeci klucz 66/52/2024

Pentagram 67/52/2024

Wybawiciel 68/52/2024

Pierwszy śnieg 70/52/2024

Pancerne serce 71/52/2024

Upiory 74/52/2024

Policja 77/52/2024

Pragnienie 3/52/2025

Jak już to czyniłem z innymi seriami kryminalnymi, książki Jo Nesbø o Harrym Hole potraktuję łącznie. Nie jest to kompletna seria, bo nie dałem rady dotrwać do końca. Zbyt mroczne, zbyt dużo niepotrzebnych zabójstw (zbędnych dla fabuły, co zawsze w powieści kryminalnej uważałem za wadę). Za plus poczytuję szeroką analizę norweskiego społeczeństwa. Szczególnie ujęły mnie tu wątki religijne. Wspomniane są tu, a nie raz szerzej omówione liczne wspólnoty religijne: Kościół państwowy, misja wewnętrzna, zielonoświątkowcy, Armia Zbawienia, rosyjscy prawosławni, katolicy. Ze znaczących w Norwegii brakuje chyba jedynie kwakrów. Jest nawet parachrześcijański własnowierca przedstawiający się jako mnich i sprowadzający naukę Chrystusa do poświęcenia na rzecz bliźniego. Pojawiają się tu również cziekawe spostrzeżenia socjologiczne, które czasami zapożyczam do swoich blogów. Seria dość równa i mająca wpływ na innych twórców nie tylko w Skandynawii. Dwóch znanych mi polskich pisarzy wyraźnie się tym inspiruje.

****

Tao – Jan Lemański

Bardzo luźna poetyucka parafraza Tao Te Cing Lao Tsego. Więcej tu Biblii, hinduizmu, buddyzmu i samego Lemańskiego niż taoizmu. Można powiedzieć, że to mlodopolski poemat filozowiczny luźno inspirowany naukami szeroko pojętego wschodu. Bardziej dla zainteresowanych Młodą Polską i jej duchowością niż dla zainteresowanych taoizmem. Tych drugich zachęcam do lektury innych przekładów. Jest ich mnóstwo, może jeszcze w tym roku któryś z nich omówię. Mimo wszystko warto tę książkę czytać, bo jest przykładem mało znanego nurtu w polskiej poezji.

****

5/52/2025

Czarnoksiężnik z krainy Oz – Lyman Frank Baum

Okładka książki Czarnoksiężnik z krainy Oz Lyman Frank Baum

Kolejna po Dziadku do orzechów dziewiętnastowieczna książka dla dzieci, którą powinni czytać także dorośli. Alegoryczna opowieść o dojrzewaniu i rozwoju osobistym. Retelling Odysei. Na pewno w dużym stopniu zainspirowała Lewisa do napisania Opowieści z Narnii. Szczególnie scena uwolnienia lwa przez myszy na to wskazuje. Z tym że tu jest to jeszcze lew a nie Lew. Warta dogłębniejszej analizy, może się tym jeszcze zajmę.

*****

4/52/2025

Oblubienica ukrzyżowanego Zbawiciela – Emilia Podoska

Od kilku lat staram się czytać i odnotowywać na blogu co najmniej siedem książek ściśle religijnych. Oto pierwsza z nich. Dziewiętnastowieczna norbertanka ma otwarty proces beatyfikacji, przysługuje jesj tytuł służebnicy Bożej. Mam nadzieję, że doczekam jej beatyfikacji.

Jest to bardzo interesująca mistyczka i calkiem niezła poetka. Jej zapiski są wyraźnie skierowane do zakonnic, mniemam, że do współsióstr z zakonu norbertańskiego. Wykazuje się barzo dobrą znajomością Pisma Świętego – swobodnie cytuje i parafrazuje nie tylko Ewangelie, listy świętego Pawła i psalny, ale także Apokalipsę, Księgę Przysłów, Księgę Rodzaju i co chyba najciekawsze Pieśń nad Pieśniami. Bo właśnie na tej księdze opiera się jej mistyka, wyraźnie oblubieńcza w charakterze. Odwołuje się do licznych świętych mistyków w tym Marii Magdaleny, którą można uznać (w pismach Podoskiej jest to wyraźnie widoczne) za prekursorkę mistyki oblubieńczej, Augustyna z Hippony, Gertrudy z Helfty, Franciszka z Asyżu i Teresy z Avila. Mistyka Emilii Podoskiej jest dojrzała i spójna. Odwołuje się wielokrotnie do głównych przejawów klasycznej mistyki katolickiej takich jak adoracja Eucharystii, rozważanie Męki Pańskiej i modlitwa za dusze czyśćcowe. Wielokrotnie pisze też o celu życia duchowego, jakim jest mistyczne zjednoczenie z Jezusem Chrystusem. Docenia rolę asceezy, ale unika przesady w jej praktykowaniu. Docenia rolę śpiewu w życiu duchowym, po raz kolejny odwołując się do Pieśni nad Pieśniami.

3/52/2025

*****

Szóste, najmłodsze i inne opowiadania – Józef Hen

Okładka książki Szóste, najmłodsze i inne opowiadania Józef Hen

W tym roku zamierzam przeczytać co najmniej 12 książek co najmniej siedmiorga żyjących polskich pisarzy. Kierując się nieładną asekuracją zaczynam od Józefa Hena, który ma obecnie 101 lat.

Bardzo dobry zbiór opowiadań, część w starym stylu, nawet z wyraźnymi inspiracjami dziewiętnastowieczną klasyką rozyjską, część nowocześniejsza, ale nieprzesadnie. Pomijając tematykę, zbiór mógł powstać w międzywojniu i reprezentuje najlepsze mięzywojenne tradycje. Hen jest chyba ostatnim, który tak pisze. Dlatego warto to przeczytać.

*****

2/52/2025

Ranking Światowych liderów duchowych Watkinsa

Od paru lat planowałem zająć się tym rankingiem i wreszcie przyszedł na to czas. Dwa tygodnie temu ukazała się jego najnowsza odsłona. Podium prezentuje się następująco:

1 – Pope Francis
2 – Dalai Lama
3 – Eckhart Tolle

Dla porównania w 2024 prezentowało się tak:

1 – Pope Francis
2 – Dalai Lama
3 – Oprah Winfrey

W 2023 tak:

1 – Dalai Lama
2 – Pope Francis
3 – Greta Thunberg

W 2022 tak:

1 – Pope Francis
2 – Dalai Lama
3 – Greta Thunberg

A w 2021 tak:

1 Pope Francis
2 Dalai Lama
3 Black Lives Matter

Być może moja nieświadomość czekała na moment gdy całe podium zdominują nauczyciele duchowi sentu stricto. Bo Black Lives Matter, Greta Thurnberg, czy Oprah Winfrey reprezentują co najwyżej duchowość sensu largo. Obserwowanie tego rankingu w dłuższej perspektywie czasowej uczy nas, że najbardziej inspirujące duchowo dla ludzkości nadal są chrześcijaństwo i buddyzm, a pewną konkurencję dla nich stanowi duchowość bezreligijna, czy to sensu stricto, czy też sensu largo. Ciekawe jak będzie wyglądała sytuacja, gdy zmieni się papież lub Dalaj Lama? Czy na podium staną ich następcy? Czy może inni liderzy chrześcijaństwa i buddyzmu? Czy też przestawiciele innych nurtów? Czy Papież Franciszek i Dalaj Lama XIV są liderami duchowymi świata jako konkretne osoby, czy jako personifikacje chrześcijaństwa i buddyzmu?

Rozdroże kruków – Andrzej Sapkowski

Okładka książki Rozdroże kruków Andrzej Sapkowski

Jak na Spakowskiego to mała książeczka. Ale dużo wyjaśnia w zakresie koncepcji tego uniwersum. Dużo nowej wiedzy o wiedźminach i o Kaedwen. Niemało też między wierszami aluzji do naszego świata. Na przykład w kwestii aborcji, czy niesolidnych wydawców. W każdym razie jest o czym rozmyślać po tej lekturze.

76/52/2024

*****

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij