Opowiadanie paragrafowe, albo rozmyte granice

 

Przenikanie gatunków literackich czy artystycznych nie jest bynajmniej wynalazkiem postmodernizmu. Jednak właśnie w epoce ponowoczesnej nastąpił niesłychany wcześniej rozkwit tego zjawiska. Nie będę tu pisał o wzajemnym przenikaniu się muzyki, plastyki, literatury i filmu, bo te zjawiska są dobrze znane i opisane, a przy tem tak obszerne, że chcąc je scharakteryzować musiałbym napisać gruba księgę, a nie kilkustronicowy tekst. Poświęcę się tu jedynie pewnym (nie wszystkim nawet) zjawiskom na pograniczu literatury i kinematografii z jednej, a gier komputerowych i towarzyskich z drugiej strony. Dokonam krótkiego przeglądu tych zjawisk, by na koniec skupić się na tytułowym opowiadaniu paragrafowym. Wydaje mi się bowiem, ze właśnie opowiadanie paragrafowe jest par excellence ponowoczesnym utworem literackim. Interesują mnie tylko takie przenikania, w których jednym z zasadniczych podmiotów przenikania jest gra, czy to komputerowa, czy innego rodzaju, jednak przede wszystkim chodzi tu o gry posiadające mniej lub bardziej rozbudowana fabułę. Wedle mojej wiedzy, pierwsze znaczące przypadki przenikania gatunków na wzmiankowanym obszarze, czyli w trójkącie film-gra komputerowa –literatura powstały jakieś dwadzieścia lat temu (przynajmniej wtedy pojawiły się u nas, być może w odniesieniu do innych krajów należałoby te granice czasową przesunąć jeszcze o jakieś dziesięć lat) i były to gry stanowiące adaptacje filmów bądź to akcji, bądź science fiction. Warto zresztą zauważyć, ze najczęściej zjawiska tego rodzaju, jak opisywane przeze mnie zachodzą na gruncie fantastyki, czy to naukowej (science fiction), czy tez baśniowej (fantasy) Przez dłuższy czas, mniej więcej do połowy lat dziewięćdziesiątych wszystkie lub prawie wszystkie przypadki dyfuzji miały właśnie taki charakter i taki kierunek, czyli od filmu do gry. Pod koniec zaś dwudziestego stulecia pojawiły się także zjawiska odwrotne. Zaczęto realizować filmy będące adaptacjami gier komputerowych, np. „Mortal combat”, „Street fighter”, „Final fantasy”, czy „Tomb rider”. Pozwolę sobie przytoczyć fragment recenzji ostatniego z tych filmów: ”ekranizacje gier komputerowych, zachowując typową dla nich narrację, maja jedynie bogatsze efekty, scenografię i kostiumy. „Lara Croft” to seria pojedynków i pościgów, do których dochodzi w ramach walki o amulet, pozwalający zapanować nad biegiem czasu. Oto kolejny sensacyjny przykład przenikania się trzech gatunków rozrywkowych tego wieku: kina, komiksu i gier komputerowych. Wydarzenie zarówno kulturalne, jak marketingowe i komercjalne” W tym miejscu warto pokrótce zdefiniować pewien typ gier, znany jako Role Play Game, bowiem gry tego rodzaju zaczęły pod koniec stulecia odgrywać decydująca role w zjawiskach dyfuzyjnych.. RPG jest to gra, o charakterze fabularnym, która może być rozgrywana w dwóch podstawowych wersjach. Pierwszą możliwością (chyba bardziej znaną ogółowi) jest RPG komputerowa, taka jak „Diablo”, „Gothic”, czy „Baldur’s gate”. Polega ona z grubsza na konstruowaniu jednej lub grupy postaci i wykonywaniu mniej lub bardziej zróżnicowanych zadań w mniej lub bardziej skomplikowanym świecie. Zazwyczaj jest wiele możliwości osiągnięcia celu, czasami też można wybierać ilość i rodzaj celów, które chce się osiągnąć. Druga możliwością, jest gra prowadzona przez kilku graczy przy stoliku pod kierunkiem tak zwanego Mistrza Gry, który konstruuje jej fabułę. Często gra odbywa się z grubsza w oparciu o z góry nadany scenariusz. Element losowy w grze, zastępujący ograniczenia cech fizycznych i psychicznych postaci wybranych przez graczy zapewniają rzuty kostką do gry. Istnieją jeszcze między innymi RPG korespondencyjne, ale są one mało popularne w porównaniu z dwoma wyżej wymienionymi kategoriami. Gry RPG stały się szczególnie popularne w ostatnich dwóch dziesięcioleciach. Wywarły tez ogromny wpływ na literaturę fantastyczną, z której zresztą same wcześniej głęboko czerpały. Najlepszym przykładem są światy „Forgotten Realms” i „Dragonlance’, które będąc właśnie światami, w których realizują się scenariusze stolikowych (a w przypadku Forgotten Realms także komputerowych) RPG, doczekały się dziesiątek powieści i opowiadań, których akcja w nich właśnie się dzieje. Istnieją nawet powieści powstałe w wyniku zapisania rzeczywistych sesji gry. Również cykl komputerowych RPG „Diablo” doczekał się kilku książek na swojej bazie i pewnie doczeka się jeszcze następnych. Przedstawione jednak do tej pory przenikania były przede wszystkim przenikaniem inspiracji, ewentualnie tworzeniem jakiegoś konglomeratu kulturowego składającego się z gier, filmów i książek. Znamy sporo takich konglomeratów kulturowych, zawierających właśnie zarówno filmy, jak książki oraz gry. Wystarczy wspomnieć chociażby „Gwiezdne wojny”, na które na chwilę obecną składa się pięć filmów fabularnych ( z tego część w kilku wersjach), pewna liczba dokumentalnych, kilka animowanych, kilkaset książek, kilkadziesiąt gier komputerowych, planszowych, stolikowych, karcianych, korespondencyjnych i innych, kilkadziesiąt komiksów i nieprzeliczona liczba najrozmaitszych gadżetów. Ale ten synkretyzm również i w tym przypadku jest umiarkowany, w porównaniu z tym do czego zmierzam. Pojedynczy wytwór pozostaje bowiem w Gwiezdnych Wojnach konkretnie klasyfikowalny. Powieść jest powieścią, gra grą, a film filmem. Wiem, że czytając książkę z cyklu Gwiezdnych wojen czytam książkę, a nie na przykład oglądam film, czy gram w grę. Zupełnie inaczej jest z opowiadaniem paragrafowym. Gatunek ten łączy w sobie bowiem nierozerwalnie cechy utworu literackiego i gry RPG. Aby móc je przeczytać trzeba koniecznie posługiwać się kostką do gry, co już dobitnie pokazuje jego hybrydowy charakter. Opowiadanie ma jeden początek, ale wiele możliwych zakończeń. Przebieg akcji zależy po części od wyników rzutów kostką oraz od decyzji podjętych przez czytelnika. Przykładem takiego opowiadania jest tekst Marcina Sumińskiego „Megalopolis”Bohaterem jest młody Afroamerykanin, żyjący w Nowym Jorku w niedalekiej przyszłości. Zajmuje się on głównie handlem narkotykami i innymi zajęciami na granicy prawa. Jest negatywnie nastawiony do korporacji gospodarczych pełniących dominującą role w tym świecie. Na początku akcji bohater otrzymuje przedmiot o dużym znaczeniu dla całego świata. Wśród wspomnianych różnych zakończeń są takie, w których bohater ginie (na dwa lub trzy sposoby ze zjedzeniem przez kanibali włącznie), w innych staje się ściganym uciekinierem, niewolnikiem w domu publicznym dla homoseksualistów, lub też bogatym człowiekiem, a nawet funkcjonariuszem znienawidzonej korporacji. Narracja prowadzona jest w drugiej osobie liczby pojedynczej. W opowiadaniu paragrafowym zaciera się różnica miedzy autorem, czytelnikiem i bohaterem. Zaciera się różnica między autorem i czytelnikiem, gdyż czytelnik ma wpływ n a losy akcji. Zaciera się różnica miedzy czytelnikeim a bohaterem, gdyż po pierwsze narrator zwraca się bezpośrednio do czytelnika jak do bohatera, po drugie zaś to czytelnik podejmuje decyzje w imieniu swojego bohatera. Tak wiec mamy tu do czynienia z dwojakim zatarciem różnic. Po pierwsze zacierają się różnice gatunkowe w stopniu dotychczas niespotykanym. Opowiadanie paragrafowe jest jednocześnie utworem literackim i grą RPG. Nie można nawet stwierdzić, czy jest bardziej utworem, czy bardziej grą. Drugim nie mniej ważnym zatarciem różnic jest to, które występuje w układzie autor-czytelnik-bohater. Obydwa te zatarcia są czymś charakterystycznym dla ponowoczesnego sposobu myślenia i postrzegania. Zwłaszcza to drugie zatarcie jest
jak gdyby przeniesieniem z dziedziny nauki w dziedzinę literatury ponowoczesnego zatarcia granicy miedzy eksperymentatorem a eksperymentem. Dlatego też uważam opowiadania paragrafowe za szczególnie wyraźny wykwit literatury ponowoczesnej.

 

 

WYKAZ PIŚMIENNICTWA;

 

  1. Jolanta Lisowska; Przewodnik po stacjach TV; Fantasy 2/2004 Warszawa

  2. Marcin Sumiński; Megalopolis; Fantasy 2/2004 Warszawa

     

Organowo i kameralnie w Rybniku 29

Kościół Matki Bozej Bolesnej w Rybniku

Na zakończenie cyklu festiwalowego zapraszam Państwa na imprezę kulturalną organizowana w moim mieście. Rozmaitych festiwali muzycznych i pokrewnych organizuje sie w ciągu roku w Rybniku co najmniej kilkanaście (nie licząc imprez lokalnych). Do najbardziej interesujących należą jesienne Dni Muzyki Organowej i Kameralnej, o których dzisiaj właśnie postanowiłem napisać. Napisałbym wcześniej, gdyby nie to, ze jeszcze w sobotę nie było nigdzie w internecie programu festiwalu. Nie posiada on tez własnej strony internetowej. Są to poważne potknięcia organizacyjne, które przed następną edycją koniecznie trzeba wyeliminować. Szkoda bowiem by była, gdyby ciekawa muzycznie impreza przechodziła niezauważona z powodu braku odpowiedniego zaistnienia w sieci. Zwracam uwagę, ze dobrą praktyka jest i coraz częściej spotykaną, aby szczegółowy program festiwalu pojawiał sie w sieci na co najmniej miesiąc przed jego rozpoczęciem. Program rybnickich dni pojawił sie tydzień przed. To niedopuszczalne zaniedbanie. Muzycznie festiwal jest dość ciekawy, może niektóre poprzednie edycje były bogatsze, ale narzekać nie można. Na szczególną uwagę zasługują koncerty otwierający i zamykający. I to jest praktyka godna pochwały, że sie daje najciekawszy repertuar na otwarcie i zamknięcie. Na takich koncertach bowiem jest najwięcej ludzi, którzy dopiero uczą sie samodzielnej selekcji wydarzeń kulturalnych i warto, aby dostali dania naprawdę dobre. Poniżej szczegółowy program:





5 września 2006, godz.18.45

Kościół p.w. Matki Boskiej Bolesnej w Rybniku KONCERT KAMERALNY

w wykonaniu zespołu muzyki dawnej "Parnassos",

solistka : Helga Sambs (Austria) – flet prosty

12 września 2006, godz.18.45

Bazylika p.w. św. Antoniego w Rybniku KONCERT ORGANOWO-KAMERALNY

wykonawcy:

Olga Prochazkova (Czechy) – sopran

Hana Bartosova (Czechy) – organy

Frantisek Smid (Czechy) – organy

19 września 2006, godz.18.45

Bazylika p.w. św. Antoniego w Rybniku RECITAL ORGANOWY

w wykonaniu Józefa Serafina (Warszawa)

24 września 2006, godz. 17.30

Kościół p.w. św. Józefa Robotnika w Rybniku KONCERT ORGANOWO-KAMERALNY

wykonawcy:

Arkadiusz Popławski (Pszów) – improwizacje organowe

oraz Rybnicki Kwintet Dęty

26 września 2006, godz. 17.00

Kościół p.w. M.B. Królowej Apostołów w Rybniku (OO Misjonarzy) KONCERT ORGANOWO-KANTATOWY

wykonawcy:

Chór i soliści Kościelnego Konserwatorium w Opavie

oraz Orkiestra Państwowej Szkoły Muzycznej II st. w Rybniku

Solista: Piotr Kotas (PSM Rybnik) – organy

1 października 2006, godz 16.30

Kościół p.w. Św.Br.Alberta w Rybniku-Kamieniu KONCERT ORGANOWY

w wykonaniu Elżbiety Włosek-Żurawieckiej

oraz uczniów klasy organów P.S.M. w Rybniku

3 października 2006, godz. 18.45

Bazylika p.w. św. Antoniego w Rybniku KONCERT ORGANOWO-KAMERALNY

wykonawcy:

Julian Gembalski (Katowice) – organy

Elżbieta Grodzka-Łopuszyńska (Katowice) – sopran

10 października 2006, godz. 18.45

Bazylika p.w. św. Antoniego w Rybniku "DAR i TAJEMNICA"

WIECZÓR SŁOWNO-MUZYCZNY

wykonawcy:

Robert Grudzień (Lublin) – organy

Georgij Agratina (Ukraina) – fletnia Pana

oraz Jerzy Zelnik (Warszawa) – recytacja

wstęp wolny na wszystkie koncerty

 

Kondycja katolicyzmu otwartego

 

 

Na łamach Gazety Wyborczej postępowy dominikanin, ojciec Tomasz Dostatni OP opublikował na początku mijającego miesiąca tekst będący polemiką z artykułem Tomasza Terlikowskiego opublikowanym kilka dni wcześniej w Rzeczypospolitej. Zauważyć warto ciekawą manierę publikowania polemik nie w piśmie, w którym ukazał się tekst oryginalny, ale w innym, odmiennym ideowo. Przy tekście nie było wzmianki o odmowie publikacji przez Rzepę, można wiec mniemać, że poruszony wypowiedzią redaktora Terlikowskiego zakonnik pobiegł z polemiką od razu do Gazowni. Cóż go tak wzburzyło? Otóż to, ze Terlikowski ośmielił sie wieszczyć koniec katolicyzmu otwartego i to rychły. To, ze koniec ten w istocie najprawdopodobniej niedługo nastąpi widzi każdy, kto chce widzieć. A nastąpi dzięki Ojcu Świętemu Benedyktowi PP XVI. Mimo medialnego szumu sugerującego pontyfikat kontynuacji, w rzeczywistości obecny papież kontynuuje, ale linię Piusa PP XII i jego poprzedników. Dlatego na powrót zaczynamy żyć w kościele po prostu katolickim, a nie otwartym, posoborowym, postępowym, czy inne dziwactwa.

Natomiast ojciec Dostatni OP sugeruje i nawet próbuje dowieść, że Kościół Katolicki zawsze był, jest i zawsze będzie otwarty. Jako dowodów używa wypowiedzi Pawła PP VI i Jana Pawła PP II. Żadnych starszych nie udało mu sie znaleźć. I nic dziwnego. Gdyby Pius PP X lub XII usłyszeli o „Kościele Otwartym” zakrzyknęli by: Anathema sit! Udowodnił wiec dominikanin nie swoją tezę, ale do niej przeciwną. Kościół Katolicki nie był otwartym od zawsze, a co najwyżej od 44 lat, czyli od wstąpienia Pawła VI na tron piotrowy. Nawet bowiem hołubiony przez posoborowców Jan PP XXIII pod tezami otwartości i dialogu zapominającego o własnej tożsamości by sie nie podpisał. A 44 lata to bardzo nie wiele w porównaniu z dwudziestoma wiekami historii Kościoła. Kościoła, który obecny Namiestnik cierpliwie i powoli oczyszcza z nowinek Pawła VI. Oby mu Bóg dał robić to jak najdłużej. Lamenty modernistów, do których po tym tekście niestety muszę wliczać o. Tomasza nic tu nie zmienią

Ikona

Ikona1

1. WPROWADZENIE

 Ikoną, wedle definicji encyklopedycznej, nazywamy obraz sakralny w sztuce bizantyjskiej i wschodniochrześcijańskiej wyobrażający osoby święte (Chrystusa, Matkę Boską, archaniołów, ewangelistów, apostołów, ojców kościoła, etc., etc., etc.), sceny biblijne i liturgiczno-symboliczne. Ta definicja niestety aż razi swoja „suchością” i naukowością. Nie oddaje ona ani ułamka tych uczuć, które wiążą wiernych wschodniego chrześcijaństwa z Ikoną. Dlatego wolę raczej definicję Siergieja Bułgakowa, wybitnego rosyjskiego teologa prawosławnego, która swą konstrukcją uchybia co prawda kryteriom naukowym, ale oddaje ducha Ikony: „Ikona nie jest po prostu przedstawieniem malarskim o świętej treści, ale jest czymś więcej niż przedstawienie. W przekonaniu prawosławia Ikona jest miejscem pełnej łaski obecności, jakby objawienia Chrystusa (a także Bogurodzicy i świętych), przeznaczonym dla modlitwy skierowanej do Niego”. I właśnie to przekonanie o obecności i modlitewny charakter odróżniają ikonę od wszelakiego innego malarstwa religijnego. W niniejszej pracy chciałbym jej poszczególne działy poświęcić historii, teologii i uniwersalnemu wymiarowi Ikony. W tej ostatniej części znajdzie się miejsce zarówno na moje osobiste refleksje, jak i na zastanowienie się nad problemem, na ile Ikona jest egzemplifikacją sakralnego charakteru sztuk plastycznych w ogólności. Nie będę się natomiast szerzej niż to będzie konieczne zajmował technicznymi aspektami tworzenia Ikony, a także omawianiem jednostkowych dzieł sztuki ikonopisarskiej.

2. HISTORIA IKONY

W części historycznej ograniczę się do omówienia ikony bizantyjskiej i ruskiej, jako najbardziej reprezentatywnych i najpopularniejszych a. Ikona bizantyjska Sztuka epoki wczesnochrześcijańskiej reprezentowała w całym basenie Morza Śródziemnego obraz dosyć jednolity. Sytuacja ta zaczęła się zmieniać za panowania Justyniana, cesarza Wschodu z VI wieku po Chrystusie. Wtedy to sztuka bizantyjska zaczęła się wyraźnie odróżniać od sztuki innych prowincji dawnego Imperium Romanum. Rolę grały tu między innymi ciągle jeszcze żywe elementy hellenistyczne. Teraz były one przystosowywane do obrazowania idei chrześcijańskich. Ideał piękna zewnętrznego stopniowo zastępowano ideałem piękna duchowego, wewnętrznej światłości. Najstarsze zachowane ikony bizantyjskie pochodzą z VI wieku n.e. Zaczął się wtedy między innymi kształtować typ Ikony Chrystusa Pantokratora. Oprócz takiego przedstawienia wśród tych zachowanych wizerunków są też ikony św. Piotra, oraz Matki Bożej ze św. św. Teodorem i Jerzym. W VIII w. pojawiły się Ikony w Rzymie. Tradycje bizantyńska przeszczepił do wiecznego miasta papież Jan VII, który był z urodzenia Grekiem. W tym samym czasie w samym Bizancjum nastąpił regres ikony związany z tak zwanym okresem ikonoklazmu, czyli obrazoburstwa. Pod wpływem islamu cesarz Leon forsował ideę o bałwochwalczym charakterze przedstawień plastycznych Boga i świętych. Świątynie miały być odtąd zdobione wyłącznie motywami roślinnymi i zwierzęcymi. Wprowadzono urzędowy zakaz tworzenia świętych wizerunków, a także zniszczono większość dzieł z epok minionych. Między innymi dlatego niewiele przetrwało wcześniejszych zabytków sztuki ikonicznej. Większość z zachowanych przetrwała w opactwie św. Katarzyny na Synaju, które znajdowało się podówczas poza granicami cesarstwa, a także wielu ikonoduli (czciciele ikon, przeciwnicy ikonoklastów) znalazła też schronienie w monasterach Grecji, nad Dunajem, w Italii, na Krymie i pośród Koptów. Miało to też skutek pozytywny, gdyż dzięki temu sztuka pisania ikon rozpowszechniła się w tychże krainach. Ikonoklazm trwał nieco ponad sto lat. Zakończył go edykt z 843 roku, który uznał go też za herezję i uroczyście potępił. Na tę pamiątkę ustanowiono święto Tryumf Ortodoksji. Od tego momentu sztuka bizantyńska nie zaznała już poważniejszych kryzysów. Całe późniejsze istnienie ikonopisarstwa w cesarstwie, aż do upadku tegoż w XV wieku, opierało się na zasadach sformułowanych w pierwszych dziesiątkach lat po zwycięstwie nad ikonoklazmem. W tym czasie ustaliły się i utrwaliły kanony artystyczne dla całości sztuki sakralnej, a więc nie tylko malarstwa, ale także architekturą etc. etc. etc. Okres IX-XI wieku nazywamy w dziejach ikonopisarstwa renesansem macedońskim. Nazwa ta wzięła się od dynastii macedońskiej zasiadającej w owym czasie na cesarskim tronie. Zachowały się zabytki ze środkowej i schyłkowej części tego okresu, a więc z X i XI wieku. Wtedy to zaczęto odchodzić od naśladownictwa i kontynuacji malarstwa antycznego na rzecz nowej wizji artystycznej. W tejże wizji większą niż dotychczas rolę zaczął odgrywać duchowy pierwiastek przedstawienia. Postacie nie są już przedstawione w sposób realistyczny, ale odmaterializowany w pewien sposób i uduchowiony. Na przykład święci nieraz nie stoją nogami na ziemi, ale niejako unoszą się lekko nad jej powierzchnią. W owalu twarzy dominują oczy, a na szatach wprowadzono rozświetlenia i rozbłyski. Za czasów dynastii Komnenów, która nastąpiła po macedońskiej, postępowała ewolucja sztuki ikonicznej. Pierwsze zmiany zresztą było widać jeszcze u schyłku okresu macedońskiego. Wiązało się to z rozwojem teologii i duchowości prawosławnej (o takowej w sensie ścisłym można mówić od 1054 roku, w którym nastąpiła schizma, ale już co najmniej od dwóch wieków wcześniejszych, drogi Wschodu i Zachodu stopniowo się rozchodziły, co było widoczne nie tylko w sferze liturgii, która różniła się od bardzo dawna, ale także w teologii i duchowości, które przez pierwsze kilka wieków chrześcijaństwa podążały jednym torem), a szczególnie z życiem i nauką św. Szymona Nowego Teologa. Pod jego wpływem sztuka, podobnie jak wszystkie sfery życia duchowego nasycała się atmosferą ascetyzmu i mistycyzmu, tak charakterystycznych dla późniejszego prawosławia, zwłaszcza grecko-bizantyjskiego. Ta tendencja trwała jednak tylko przez kilka dziesiątków lat. W epoce Komnenów, czyli od 1059 roku można było obserwować częściowy nawrót do wzorców klasycznych. W tym okresie rozwinęło się mozaikarstwo, spychając nieco w cień właściwe ikonopisarstwo. Zanikł ascetyzm przedstawiania, rysy postaci stały się delikatniejsze i subtelniejsze. Dążono do osiągnięcia wewnętrznej i zewnętrznej harmonii. W 1204 roku Konstantynopol został zdobyty i splądrowany przez krzyżowców. Cesarstwo przeniosło się do Nicei i w tym ośrodku pojawiły się nowe tendencje w sztuce silniej niż do tej pory nawiązujące do dziedzictwa hellenistycznego. Na tymże dziedzictwie chciano odbudować kulturową, a z czasem i polityczna jedność wschodniego imperium. W tym też czasie wzrosła rola lokalnych pozastołecznych ośrodków. Po odzyskaniu Konstantynopola w 1261 roku, decydująca rola w życiu kulturalnym państwa, społeczeństwa i cerkwi znów przypadła stolicy. W tym czasie pojawiły się nowe typy Ikon, na przykład hagiograficzne otoczone scenami narracyjnymi. Ikona taka opowiadała nie jako żywot danego męczennika, czy świętego. Szczególną głębią duchową odznacza się sztuka późnobizantyjska z epoki Paleologów, mającej miejsce w czternastym stuleciu. Cechuje ją kreatywność, poszukiwanie nowych rozwiązań, dążenie do wypracowania nowego sposobu obrazowania i nowego stylu, z równoczesnym odwołaniem się do tradycji i wskrzeszeniem tego, co było najlepsze w przeszłości. Kolejne zmiany były zn?
?w wywołane ewolucją życia religijnego. Na soborze w 1351 roku w pełni zatriumfował Grzegorz Palamas i jego doktryna hezychazmu. Doktryna ta w zakresie teologii głosiła istnienie w Bogu niepoznawalnej istoty i poznawalnych niestworzonych energii. W praktycznym zaś życiu nawoływała do ascezy i głębokiej modlitwy. Nie pozostało to bez wpływu na sztukę ikonopisarską. Zniknęły wytworne obrazy, Ikona została pozbawiona wszelkich elementów dekoracyjnych. Końcowym etapem sztuki bizantyjskiej jest pierwsze połowa XV wieku. Ikona tej epoki jest w zasadzie kontynuacja poprzedniej. Cesarstwo upada w 1453 roku. b. Ikona ruska Kultura bizantyjska zaczęła się krzewić na Rusi Kijowskiej począwszy od roku 988, czyli od momentu chrztu tego państwa. Ścisły związek z Bizancjum trwał do podboju przez Tatarów w 1240 roku. Ikony powstałe w tym okresie zachowały się na północy ziem ruskich. Stopniowo Ruś podzieliła się na dwa obszary kulturowe, z których jeden został w końcu średniowiecza zdominowany prze Polskę, a drugi przez Moskwę. Każdy z nich charakteryzował się przez kilka stuleci innym typem ikonopisarstwa i innymi stylami. W obrębie Rusi południowo-zachodniej występowały silne wpływy sztuki z jednej strony polskiej, a z drugiej mołdawskiej. Wpływ sztuki zachodniej, idącej z Polski nasilił się po Unii Brzeskiej w 1596 roku. Nie nastąpił jednak natychmiast, ale dał się dostrzec dopiero w drugiej połowie XVII wieku. Pierwszym przejawem okcydentalizacji Ikony unickiej jest coraz bogatsza ornamentyka wprowadzana na tła, obramowania i nimby. Następnie stopniowo zaczęły się pojawiać zachodnie motywy, na przykład pieta. Proces ten trwał do XX wieku i dopiero w ostatnich latach obserwujemy jego odwrócenie i nawrót ikonopisarstwa unickiego i całej zresztą unickiej religijności do tradycji prawosławnych. Jaki będzie koniec tego procesu na razie nie można przewidzieć.

Wróćmy jednak do Ikon staroruskich. Do XIII wieku ich rozwój szedł paralelnie do bizantyjskich. Po najeździe tatarskim sytuacja się zmieniła. Kiedy w Nicei wracano do hellenizmu Ruś trwała przy sztuce wczesnych Komnenów. Pod koniec tegoż stulecia ujawniły się specyficzne cechy ruskiego malarstwa ikonowego: skłonność do syntezowania linii i modelunku, płaskość kompozycji, zestawienia wielkich plam intensywnych kolorów, a także otwartość i prostolinijność. XIV wiek był na Rusi epoką odrodzenia narodowego. W procesie tym wzrastała rola Moskwy jako ośrodka centralnego na miejsce Kijowa. Pozycja Moskwy nie była jeszcze wtedy dominująca, ale konsekwentnie do dominacji zmierzała. Zmieniał się również charakter życia cerkiewnego. Specyficzna atmosfera społeczna i doświadczenia duchowe przyczyniły się do sformułowania na Rusi oryginalnych form sztuki i religijności, charakteryzujących się wewnętrznym skupieniem, nastrojem kontemplacji, pokorą i spokojem, współczuciem i serdecznością, a także uwagą skoncentrowaną na przyszłości i na służbie wspólnocie.

Od schyłku czternastego stulecia zaczyna się najwspanialsza epoka w dziejach ruskiego ikonopisarstwa. Rozwijało się ono zarówno w Moskwie, jak i na prowincji. Wpływ na nie wywierali ruscy święci, wśród nich przede wszystkim Sergiusz z Radoneża. Największym artystą tego szczytowego okresu był Andriej Rublow (ok.1360-ok.1430). Pracował w Moskwie pod kierunkiem Teofana Greka, również słynnego ikonopisa. Jako już uznany artysta namalował freski i Ikony do soboru we Włodzimierzu. Był mnichem Troickiego monasteru pod Moskwą. Dla tego klasztoru namalował słynną Ikonę tytularną Świętej Trójcy. Ikona ta przedstawia trzech aniołów goszczących u Abrahama, jako symbol trzech Osób Boskich. Zwana jest niejednokrotnie Ikoną Ikon.

W połowie XV wieku nastąpiła na Rusi taka przemiana stylu, jak niegdyś w Bizancjum. Postacie stały się uduchowione i jak gdyby bezcielesne. Wtedy też szkoły lokalne, zwłaszcza twerska i pskowska wykazywały największe zróżnicowanie. W wieku następnym na sztukę znów wpłynęła polityka. Rodziło się imperium moskiewskie, późniejsza Rosja i sztuka, wraz z całą religia została wprzęgnięta w służbę państwu. Cerkiew silniej powiązano z monarchią – już wówczas caratem – a religię podporządkowano interesom władzy. Poszerzył się wtedy zakres motywów ikonicznych. Pojawiły się bowiem Ikony o tematyce alegorycznej. Są to na przykład Ikony Sofii-Mądrości Bożej.

W czasie „wielkiej smuty” sztuka ikonopisarska przeżywała chwilowy kryzys. Odrodziła się natomiast za pierwszych Romanowów. Działały wtedy rozmaite szkoły malarskie, z których najważniejszą i najsłynniejszą była szkoła Orużennoj Pałaty. Działała ona w bezpośrednim otoczeniu cesarskiego dworu za czasów patriarchy Nikona, który zasłynął reformą cerkwi. Najsłynniejszym przedstawicielem tej szkoły był Simon Uszakow. Zmienił on nieco sposób komponowania Ikon: twarze są zaokrąglone, modelunek oddany za pomocą gry światła i cienia. Wtedy też Rosja zaczęła z zainteresowaniem spoglądać na sztukę Zachodu. Tendencję tę popierał car Piotr I, który przeprowadził kolejną reformę cerkwi. Na Ikonach pojawiły się wtedy liczne elementy łacińskie: architektura klasyczna, krajobrazy i błękitne niebo w tle. Można powiedzieć, że to wielki kryzys Ikony, która stawała się wtedy zwykłym obrazem religijnym typu zachodniego. Ruska tradycja ikoniczna była podówczas kultywowana jedynie przez starowierców, którzy odrzucili reformy Nikona i późniejsze, oraz wszelkie odstępstwa od kanonu. Zwłaszcza wśród bezpopowców, którzy nie mieli Eucharystii, kult Ikon urósł do niespotykanych wcześniej rozmiarów.

Ikona zaczęła się w rosyjskim prawosławiu odradzać w XIX wieku. Zbiegło się to z odrodzeniem życia religijnego zainicjowanym w Pustelni Optimskiej. Rola tego klasztoru jest w kulturze rosyjskiej nie do przecenienia. Bywał tam nawet Tołstoj, zapiekły wróg prawosławia i Ikony. Od 1830 roku wyraźne stało się dążenie do odrodzenia bizantyjskiego stylu w ikonopisarstwie. Nie wyzwolono się jednak całkowicie od wpływów zachodnich i Ikony „barokowe” pojawiały się nadal. Rewolucja bolszewicka zahamowała ikonopisarstwo w samej Rosji, jednocześnie zaś spowodowała rozprzestrzenienie się ruskich tradycji w Europie Zachodniej. Dostrzegamy tu analogię do czasów ikonoklazmu bizantyjskiego. Głównym emigracyjnym ośrodkiem rosyjskiego prawosławia na zachodzie stał się Paryż. Co prawda Święty Synod rezydował najpierw w Jugosławii, a później w Stanach Zjednoczonych, ale stolica Francji skupiła największych teologów i artystów. Pod Paryżem w rosyjskich klasztorach zaczęły działać pracownie ikonopisarskie. W ostatnich dziesięcioleciach obserwuje się niebywały wzrost zainteresowania Ikonami nie ograniczający się już tylko do prawosławia i unityzmu, ale obejmujący również wiele środowisk katolickich i anglikańskich, a nawet pojedyncze ośrodki protestanckie.

3. Teologia Ikony

Miejsce Ikony w systemie kultury chrześcijańskiej jest zaiste wyjątkowe, ale pamiętać trzeba, że nigdy nie była ona rozpatrywana wyłącznie jako dzieło sztuki. Ikona nie jest po prostu obrazem religijnym. Nie jest też po prostu obrazem cudownym, choć niewątpliwie jest i takim, w szczególnym sensie. „Z definicji każda Ikona jeśli tylko jest Ikoną, jest cudowna. Cudowność Ikony polega jednak nie na tym, że jest cudowna przez fakt swego fizycznego istnienia, to sprowadzałoby ją do roli fetysza, lecz na tym, że jej misteryjne działanie odbywa się na poziomie percepcji plastycznej.” (J. Nowosielski) Ikona jest w swojej istocie przede wszystkim dziełem modlitewnym, dopiero zaś w drugim rzędzie artystycznym. Jest ona tworzona przez modlitwę i dla modlitwy.

Tu należy zwrócić uwagę na różnicę w pojęciu teologa na Zachodzie i Wschodzie chrześcijaństwa. O ile na zachodzie teolog jest przede wszystkim uczonym, to w prawosławiu jest on mistykiem, człowiekiem modlitwy. Jest nawet powiedzenie, przypisywane Św. Makaremu: „teologiem jest ten, kto się naprawdę modli”. Owo powiązanie Ikony z osobami teologów uwypukla więc jej modlitewny charakter. Nie jest tylko obrazem dydaktycznym, choć i taką rolę niewątpliwie pełni. Jest to jednak inna dydaktyka religijna niż ta, którą znamy z kościołów zachodnich. Cerkiew prawosławna woli nauczać przez piękno niż przez słowa. Dlatego niewiele jest w prawosławiu kazań, a do wiernych przemawia się przede wszystkim poprzez estetykę liturgii.

Jest to związane z odmiennym rozumieniem mistyki i jej roli w życiu człowieka. Na Zachodzie mistyka jest ścieżką dla niewielkiej grupy wybranych, najczęściej członków zakonów o charakterze kontemplacyjnym, co najczęściej oznacza również ścisłą regułę i odcięcie od świata tych zgromadzeń. Na chrześcijańskim Wschodzie, a zwłaszcza w kościołach prawosławnych, mamy do czynienia z sytuacją odmienną. Tutaj mistyka jest drogą dla wszystkich wierzących. W związku z tym muszą istnieć inne formy mistyki, nastawione na dostępne powszechnie uczestnictwo. Środków takich jest w prawosławiu bardzo wiele, z których najważniejsze są dwa: liturgia i właśnie Ikona. Liturgia prawosławna dzięki ciągłości śpiewu i wielokrotnym powtarzaniu tych samych wersetów tworzy nastrój sprzyjający kontemplacji. Podobnie Ikona ma kontemplacyjny charakter. Odczytywanie ikony, podobnie jak odczytywanie tekstu biblijnego ma kilka poziomów. Na pierwszym odbiorca zapoznaje się z tematem. Tu następuje recepcja treści literalnej Ikony: kto jest na niej przedstawiony, lub jakie wydarzenie wyobrażono? Na drugim objawia się widzowi sens symboliki obrazu, jego znaczenie jako znaku. Trzeci poziom jest poziomem bardzo osobistym i indywidualnym. Tu odczytuje się osobisty przekaz Ikony: co Ikona mówi Tobie? Ostatni, czwarty stopień to już kontemplacja. W prawosławiu w odniesieniu do tego stopnia recepcji używa się greckiego słowa anagonia – wstępowanie. Nie ma tu miejsca na dokładne omawianie tego tematu, wspomnę jeszcze tylko, że na Ikonie symbolem jest nie tylko jej treść, czy na przykład rekwizyty używane przez świętych, ale również kolor, zwłaszcza w tych Ikonach, które trzymają się klasycznego kanonu.

4. Uniwersalny wymiar Ikony

Sztuka Ikony jest sztuką sakralną par excellence. Oprócz niej istnieje wiele innych gatunków sztuki, tak sakralnej sensu stricto, jak też tak zwanej świeckiej. Czy jednak naprawdę można sztukę podzielić na sakralną i świecką? Zdaniem Jerzego Nowosielskiego dokonywanie takiego podziału nie jest ani sensowne, ani słuszne: „Już sam taki podział jest nieporozumieniem. Moim zdaniem , sztuka jako tajemniczy akt ufności wypływający z wiary w rzeczywistość nie stworzoną należy sama w sobie do dziedziny sacrum i poza nią w ogóle nie może istnieć. Stąd wszelkie próby wyprowadzenia sztuki poza obszar sacrum kończyły się porażką. Przecież nie udało się, jak dotąd, stworzenie sztuki na wskroś materialistycznej, należącej wyłącznie do sfery profanum. Sztuka jest domeną sacrum i bez niego nie może istnieć.” No tak, ale istnieje przecież sztuka o tematyce świeckiej, czy i ona należy w jakiś sposób do sacrum? Na to pytanie pozwala odpowiedzieć właśnie Ikona. Ikona, jak to już wyżej zostało powiedziane, jest dziełem o charakterze medytacyjnym, przedmiotem służącym do medytacji, podobnie, jak buddyjskie tanki i mandale. A czym jest medytacja? Definicji jest niesłychanie wiele, ale większość pewnie zgodzi się, że jest to czasowe podniesienie procesów umysłowych na pewien wyższy poziom. Jest więc pewnym procesem psychologicznym. Oczywiście ten wyższy poziom różnie może być interpretowany. Może być głęboką refleksją, stanem ekstazy, czy poruszającą emocją. Ikona jest induktorem tego procesu.

Ale, czy tylko Ikona? Wydaje się, że każde prawdziwe dzieło sztuki indukuje tego rodzaju procesy. Każde więc należy w ten, czy inny sposób do sfery sacrum. Oddajmy głos Beacie Futro, współczesnej artystce polskiej: „Sztuka poprzez symbole może być obok medytacji i dzięki niej środkiem prowadzącym do doświadczenia stanu niezróżnicowanej jedności wykraczającej poza rozróżnienie podmiotu i przedmiotu oraz przestrzeni i czasu . Inaczej mówiąc uchwycenie bezpośrednio ostatecznej rzeczywistości jest możliwe dzięki samemu procesowi tworzenia i odpowiedniemu odbiorowi dzieła sztuki. Doświadczenie takiego stanu znajduje się poza zasięgiem operowania dyskursywnym myśleniem oraz językiem i w ten sposób niemożliwe do przekazania innym. Dzieło sztuki, które chronologicznie pojawiło się znacznie wcześniej niż pismo i określone znakami pisma pojęcia – stwarza możliwość rozumienia na innym poziomie percepcji. Odwołuje się do naszej wiedzy, ale również i przede wszystkim do naszych doświadczeń na drodze do zrozumienia procesów zachodzącym w kosmosie, którym przecież podlegamy. Nasza świadomość rejestruje wszelkie zmiany, kształtuje się w zależności od kolejnych doświadczeń i przemyśleń. Sądzę, że jedynie sztuka może być drogą do rozwijania świadomości, rozumienia prawdziwej natury świata.” Ikona jest kwintesencją sakralności sztuki. Jest też jak gdyby wyznacznikiem kanonu tejże sakralności. Oczywiście nie postuluję, aby cała sztuka literalnie wzorowała się na Ikonie. Chodzi mi o coś innego. Ikona wnosi pewien istotny wzorzec, mianowicie godność. Sztuka, żeby być sztuką musi mieć swoją godność. Musi przedstawiać rzeczywistość w sposób godny. Nie może być jedynie prowokacją. Nie może wzbudzać uczuć niskich. Musi ducha ludzkiego podnosić na wyżyny, nie zaś wpychać do kloaki. Myślę, że Ikona jest dla całej sztuki ważnym Znakiem, zwłaszcza w czasach dzisiejszych, gdy w sztuce rozwija się prężnie ruch antyestetyczny, który chce tylko prowokować i oburzać. Jest to tym bardziej aktualne, w momencie, gdy ruch ten nawiązuje do Ikony, ale nawiązuje w duchu profanacji tejże. Trzeba sobie zadać pytanie, czy sztuka, która poczucie sakralności zatraciła, pozostała sztuką? Obawiam się, że nie. Ikona, dopóki istnieje i żyje, a nic nie wskazuje, aby miało się to zmienić, będzie swoim istnieniem przypominać artystom i odbiorcom o sakralnej roli sztuki. Będzie inspiracją dla jednych, a wyrzutem dla drugich. I myślę, że dzięki Trwaniu Ikony, sztuka nie zatraci swojego charakteru. Ikona, wraz z mandalą i tanką, stanowi pewien typ sztuki, którą można by nazwać sztuka kontemplacyjną. Sztuka kontemplacyjna jest moim zdaniem nie tylko kwintesencja sakralności sztuki, jak już napisałem wyżej, ale kwintesencją samej sztuki jako takiej. Sztuka bez sakralności bowiem nie jest w ogóle sztuką. I tego nas uczy Ikona.

WYKAZ PIŚMIENNICTWA

1. Zbigniew Podgórzec, Wokół Ikony. Rozmowy z Jerzym Nowosielskim, Warszawa 1985

2. Zbigniew Podgórzec, Mój Chrystus. Rozmowy z Jerzym Nowosielskim, Białystok 1993

3. Jerzy Nowosielski, Inność Prawosławia, Warszawa 1991

4. Sergiusz Bułgakow, Prawosławie, Białystok-Warszawa 1992

5. Irina Jazykowa, Świat ikony, Warszawa 1998

6. Olga Popova, Engelina Smirnova, Paola Cortesi, Ikony, Warszawa 1998

7. Wielka Encyklopedia Powszechna

8. Program wystawy „Beaty Futro malarskie doświadczenia z buddyzmem”, Warszawa 2001

ETIOPSKI KOŚCIÓŁ APOSTOLSKI

Etiopia , zwana także Abisynią, jest państwem w północno-wschodniej Afryce, do 1974 cesarstwem (wg niektórych autorów królestwem), a obecnie republiką. Założenie Etiopii przypisuje się królowej Saby (zwanej także królową Sabą), która odwiedzała biblijnego króla Salomona. Z ich związku miał się narodzić Menelik I, którego potomkami są wszyscy późniejsi cesarze Etiopii aż do Hajle Selasje I włącznie. Cesarstwo Etiopskie położone w trudno dostępnych górach, wykształciło w ciągu wielu wieków niepodległej państwowości oryginalną i swoistą kulturę. Jest ona odrębna zarówno od kręgu cywilizacyjnego państw „Afryki Czarnej”, jak też od swoich północnych i wschodnich sąsiadów – Arabów. Świadczy o tym chociażby posiadanie własnego, oryginalnego pisma. Według uczonych pismo rzeczone oparte jest na spółgłoskowym piśmie południowoarabskim i jest dostosowane do wymogów staroetiopskiego języka geez. Za czasów negusa Ezany w IV w. n.e. wprowadzono wyróżnienia dla samogłosek poprzez dodanie znaków diakrytycznych do znaków spółgłoskowych lub przez modyfikację ich podstawowego kształtu. Przypomina to rozwiązania wprowadzone w piśmie hebrajskim. Na metody pisania wpłynęły również wzory greckie i indyjskie. Pismo to składa się aż z 202 znaków i ma obecnie charakter pisma sylabicznego. Nieścisłością byłoby więc mówienie o alfabecie etiopskim. Najstarsze znane zabytki tego pisma – inskrypcje na murach Aksum pochodzą z IV w. Jeśli więc nie brać pod uwagę cywilizacji starożytnego Egiptu, to fakt wykształcenia własnego pisma, jak i posiadania tak dawnych jego zabytków zdecydowanie wyróżnia Etiopię spośród wszystkich innych kultur kontynentu afrykańskiego. Dodać trzeba, że dzieje Etiopii według wspomnianej już przeze mnie wyżej tradycji liczą sobie już około trzydziestu wieków. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę tylko źródła pisane tj. inskrypcje i dokumenty, to i tak dokumentują one istnienie Etiopii od co najmniej tysiąca siedmiuset lat. Domniemywa się, że początek cywilizacji etiopskiej dała kultura arabska przeszczepiona na grunt chrześcijański przez napływające z półwyspu plemiona. W północnej części obecnego kraju powstało niewielkie państwo Aksum. Jego to władca, wspomniany już negus Ezana, sprowadził w IV w. chrześcijaństwo do Etiopii. Państwo to rozszerzało swoje granice stopniowo podbijając ludy ościenne, o czym świadczą wspomniane już wyżej inskrypcje z Aksum. Aksum było związane handlowo i politycznie z państewkami arabskimi. Na niektóre z nich wywierało niemały wpływ. Aksum należało do sojuszników Bizancjum przeciw Persji. Ekspansja islamu we wczesnym średniowieczu odizolowała Etiopię od reszty świata chrześcijańskiego. Straciwszy wpływy na Półwyspie arabskim Aksum rozpoczęło ekspansję na południe rozszerzając chrześcijaństwo i kulturę semicką. Okres VII-XIII w. jest stosunkowo słabo poznany. Od XIII w. panujący zaczęli eksponować swoje pochodzenie od Salomona. W późnym średniowieczu Etiopia prowadziła zwycięskie wojny z muzułmańskimi sąsiadami. W czasach nowożytnych Etiopia dostała się czasowo w orbitę wpływów portugalskich, nie utraciła jednak odrębnego bytu państwowego. Wpływy te ustały w XVII w. wraz z wygnaniem Portugalczyków z kraju. W XIX i XX stuleciu Etiopia miała liczne zatargi z Włochami, które dążyły do podporządkowania sobie tego kraju. Za czasów Mussoliniego Etiopia została przez Włochów zajęta, król włoski ogłosił się jej cesarzem, a negus negesti Hajle Selasje musiał uchodzić z kraju. Powrócił doń w 1941, a w roku 1974 został obalony i uwięziony przez komunizujących rebeliantów, a w rok później prawdopodobnie zamordowany. Władca ten znany również jako Ras Tafari Makonnen jest otaczany boską czcią przez wielu rodaków, a także przez rastafarian całego świata.

 

 

Zgodnie ze starożytną tradycją pierwszym wielkim misjonarzem Etiopii był Św. Frumencjusz, który został wyświęcony na biskupa, przez Św. Atanazego, patriarchę aleksandryjskiego. Św. Atanazy był obrońcą ortodoksji chrześcijańskiej w czasie kontrowersji ariańskiej za cesarza Konstancjusza II. Etiopia przyjęła więc chrześcijaństwo w podobnym czasie co Rzym, a nieco później niż Armenia. Frumencjusz i inni koptyjscy misjonarze doprowadzili do nawrócenia wielu Etiopów z negusem na czele. „Przez potęgę Pana niebios, który okazał mi łaskę, Pana , co rządzi na wieki i żaden wróg go nie zwycięża! Aby nie powstał przeciw mnie żaden nieprzyjaciel żaden aby mnie nie ścigał – niech tak się stanie przez potęgę Pana wszechświata” – wyrył w inwokacji do inskrypcji opisującej wyprawę przeciw Nubii Ezana po przyjęciu chrześcijaństwa. Nawrócenie negusa zaważyło poważnie na dziejach i kulturze Etiopii. Stało się jednym z czynników wyodrębniających ją spośród innych kultur Afryki. Chrześcijaństwo stało się wkrótce religią państwową, choć pogaństwo utrzymywało się jeszcze przez dłuższy czas. Niektórzy szukają przyczyn przyjęcia chrześcijaństwa w ekonomicznych i politycznych interesach władców Aksum. Nie wyklucza to, oczywiście możliwości , że interesy owe zbiegły się z postępującą inflacją nowej religii w niższych warstwach społeczeństwa, podobnie jak w krajach ościennych. Pierwszym patriarchą Etiopii został Św. Frumencjusz zwany przez Etiopów Abba Selama – Ojciec Pokoju. Z okresu IV – VI w. datują się kościoły w najważniejszych miastach między Aksum a Morzem Czerwonym.

 

Ważnym momentem dla rozwoju kościoła etiopskiego była kontrowersja monofizycka. Kościół etiopski przejął doktrynę semimonofizycką podobnie jak wcześniej chrześcijaństwo z Aleksandrii, czyli od kościoła koptyjskiego. Szczególną rolę odegrał tu napływ mnichów syryjskich i egipskich, z których największe znaczenie przypisuje się „dziewięciu świętym”, którzy przybyli do Etiopii około roku 480. Założyli oni pierwsze klasztory i odgrywali dużą rolę w krzewieniu chrześcijaństwa i literatury chrześcijańskiej. Z relacji Kosmy Indikopleutesa wynika, że na początku VI w. całe królestwo Aksum było schrystianizowane, a negus Gebre Meskel (530-544) polecił diakonowi Jaredowi (hymnografowi etiopskiemu) wprowadzić śpiewy liturgiczne w trzech językach – geez, argobba oraz harari. Z tego okresu wywodzi się godność hierarchiczna nybure yd, określająca zarządcę kościoła w państwie Aksum, a po jego upadku katedry Tsyjon w Aksum. Koronował on później cesarzy Etiopii i był ich doradcą. Z IX wieku pochodzi natomiast godność abuny, czyli metropolity, a od uzyskania autokefalii w 1959 patriarchy etiopskiego. W późnym średniowieczu do grona najwyższych dostojników kościoła dołączyli dwaj hierarchowie mnisi mianowani przez negusów. Yczegie, opat Debre Libanos był głową mnichów etiopskich. Akabie seat był opatem Haik i wpływową osobą w Kościele Etiopskim z prawem rozstrzygania sporów religijnych. On też pilnował harmonogramu na dworze cesarskim. Apogeum rozwoju Kościoła nastąpiło w wieku XIV. W wieku XVII Kościół wszedł przejściowo w unię z Rzymem. Unia ta była krótkotrwała spowodowała jednak rozłam w kościele, trwający do wieku XIX. Od tego czasu podejmowano próby uniezależnienia się od Aleksandrii. Od kilku bowiem wieków godność abuny piastowali koptowie wyświęcani przez papieża Egiptu i Afryki. Od lat trzydziestych XX wieku godności biskupów diecezjalnych obejmowali Etipowie. W 1937 synod kościoła wybrał abuną etiopa Abrahama, wyboru tego jednak nie uznała Aleksandria. Papież Afryki przyznał Etiopii autokefalię w 1959 roku pod pewnymi wszakże warunkami. Papież zachował honorowy prymat nad abuną. Abunę wybiera synod etiopski, ale intronizuje papież. Biskupi etiopscy są zobowiązani do udziału w wyborze papieża i synodzie koptyjskim. Do arbitrażu papieskiego odwoływano się między innymi przy oddzielaniu kościoła erytrejskiego od etiopskiego. Trzeba też wspomnieć, że niezależnie od Kościoła Etiopskiego istnieje w tym kraju od XVII wieku kościół katolicki obrządku etiopskiego podporządkowany Rzymowi.

Obrzędy liturgiczne Kościoła Etiopskiego zostały ukształtowane w wyniku akomodacji liturgii aleksandryjskiej, a w mniejszym stopniu syryjskiej, bizantyńskiej i jerozolimskiej. Silne są też wpływy judaizmu i rodzimej kultury afrykańskiej. Liturgia ma charakter wybitnie maryjny. Elementy judaistyczne uwidaczniają się zwłaszcza w budownictwie sakralnym, oraz w praktykach religijnych i dyscyplinie kościelnej (święcenie szabatu obok niedzieli, ablucje, zakaz spożywania pokarmów nieczystych). Ryt eucharystii w zasadzie pokrywa się z koptyjskim i obejmuje:

1.Uroczyste przygotowanie i wniesienie darów ofiarnych (chleb przaśny oraz sok z wysuszonych i zamoczonych winogron

2.Ich ofiarowanie

3.Mszę katechumenów obejmującą: ektenie, absolucję, okadzenie, cztery czytania oraz Trishagion trynitarny.

4.Anaforę ( spośród co najmniej czternastu anafor najczęściej używana jest tak zwana Liturgia Dwunastu Apostołów, będąca rozszerzonym przekładem Tradycji Apostolskiej Hipolita Rzymskiego z III w. n. e. ). Anafory etiopskie charakteryzują się wysokimi walorami poetyckimi i podobne są do hymnów. Cechuje je ponadto rozbieżność w strukturze wyrażająca się tym, że niektóre z nich jak maryjna i św. Grzegorza nie mają epiklezy, czy jak św. Jakuba z Sarug słów ustanowienia. Inne zaś zawierają dwie epiklezy, lub tak zwaną epiklezę Logosa.

5. Komunię pod dwiema postaciami. Pierwszej komunii udziela się łącznie ze chrztem, pod postacią wina, przy czym dorosłym neofitom zgodnie ze starożytną, nie wyjaśnioną tradycją, podaje się nadto mieszaninę mleka i miodu. Eucharystię przechowuje się, a także roznosi chorym.

6.Obrzęd rozesłania wiernych i zakończenia liturgii w formie dialogowanej modlitwy dziękczynnej.

 

 

W sposobie sprawowania sakramentów ujawnia się najbardziej oryginalność rytu etiopskiego:

Chrztu udziela się chłopcom w czterdziestym, a dziewczętom w osiemdziesiątym dniu po urodzeniu przez potrójne zanurzenie w wodzie i odnawia się go co roku w święto Objawienia Pańskiego przez zanurzenie w rzece(wierni na czele z duchownymi). Zachowano też obrzezanie w ósmym dniu życia.

Bierzmowania, które pierwotnie przyjmowano razem ze chrztem zaniechano w XVII w. ze względu na brak oliwy stanowiącej materię tego sakramentu

Pokutę w formie spowiedzi prywatnej odprawia się w niebezpieczeństwie śmierci lub w przypadku bardzo ciężkich grzechów

Chorych namaszcza się rzadko, lecz bardzo uroczyście

Święceń kapłaństwa, obejmującego trzy stopnie hierarchiczne – diakonatu, prezbiteriatu i episkopatu, udziela biskup, a konsekracji biskupa dokonuje zwyczajowo abuna. Charakterystyczne jest też, że spośród wielkiej liczby duchownych (około 1 ogółu ochrzczonych mężczyzn) tylko niewielu sprawuje funkcje liturgiczne.

Małżeństwa udziela się podczas mszy, a jego ryt obejmuje poświęcenie szat i darów narzeczonej, umowę małżeńską, nałożenie obrączek, namaszczenie i nałożenie szat. , włożenie koron oraz udzielenie komunii pod osłoną czerwonego parasola.

Liturgia godzin kanonicznych inspirowana przez zwyczaje klasztorów egipskich obejmuje siedem godzin na które składają się psalmy, hymny oraz modlitwy (tropariony pochodzenia bizantyńskiego). Sprawuje się ją w formie śpiewanej nie tylko w klasztorach, ale również w kościołach parafialnych z udziałem wiernych. W tym ostatnim przypadku przewodniczą jej niżsi duchowni zwani debterami. Rok liturgiczny zbliżony jest w strukturze do roku Koptów, charakteryzuje się przy tym dużą liczbą dni świątecznych ( około 220). Są to święta Pańskie (Wielkanoc trwa cały tydzień), maryjne, patriarchów i proroków, apostołów i uczniów Pańskich, świętych kościoła etiopskiego, archaniołów, a także 24 starców z Apokalipsy. Szczególnym kultem cieszą się: Św. Michał archanioł, Św. Frumencjusz i Św. Tekle Hajmanot. Określone dni miesiąca są stałymi obchodami. Siódmy dzień każdego miesiąca jest poświęcony Trójcy Świętej, dwunasty Michałowi archaniołowi, dwudziesty pierwszy Matce Bożej , dwudziesty dziewiąty Narodzeniu Chrystusa. O popularności kultu Matki Bożej świadczą poświęcone jej: Anafora, hymny (zebrane w „Weddase Mariam”), modlitwy (czytane zwłaszcza podczas świątecznych liturgii oraz liczne święta (33), a także zwyczaj częstego nadawania imienia Maria, obrazy w domach i przypisywany jej tytuł Królowej Etiopii. Językiem liturgicznym jest geez – starożytny język semicki używany w dawnym Aksum. Geez wyszedł z użycia w mowie w X, a w piśmie w XIX wieku. W liturgii wielkich świąt zachowały się nieliczne formuły greckie. Od XX wieku zaczęto wprowadzać czytania we współczesnym języku amharskim. Świątynia niekiedy ma kształt bazyliki na planie prostokąta lub krzyża. Typową jednak jej formą jest okrągła lub ośmiokątna budowla, której wnętrze, przyozdobione przedstawieniami Chrystusa i świętych, oraz scen biblijnych (freski lub malowidła na płótnie często naklejane na ścianę) dzieli się na trzy części wyznaczane przez trzy koncentryczne kręgi. Część centralna stanowi zarezerwowane dla kapłanów sanktuarium. W niej znajduje się ołtarz. Część pośrednia służy kantorom i przystępującym w danym dniu do komunii. Część zewnętrzna zaś reszcie uczestników liturgii. Szaty liturgiczne są bardzo bogato haftowane, a sprzęt i naczynia przyozdabiane klejnotami. Z ksiąg kościelnych za najbardziej popularny uchodzi etiopski synaksarion, będący XIV-wiecznym przekładem koptyjskiego, wzbogaconym o lokalne tradycje. Zawiera on życiorysy świętych przeplatane legendami, obfitującym i w cudowności. Stanowi on źródło czytań liturgicznych i uważany jest za podstawowe dzieło literatury etiopskiej. Śpiew i muzyka w obrządku etiopskim odbiegają od śpiewu i muzyki innych kościo0łow chrześcijańskich. Ryt ten cechuje bogactwo hymnów pochodzenia rodzinnego i muzyka instrumentalna służąca podtrzymaniu rytmu śpiewów liturgicznych. Obrzędowość ludowa, związana głownie z procesjami i widowiskami urządzanymi z okazji wielkich uroczystości nawiązuje do zwyczajów semickich i wyraża się w tańcach debterów, rytmicznym klaskaniu i poruszaniu się zgromadzonych oraz uderzaniu w wielkie bębny.

 

Zasady doktrynalne, duchowość i organizacje kościoła przejęli Etiopowie od Koptów. Jednak wiele elementów zostało rozwiniętych na gruncie etiopskim i wzbogaconych elementami judaistycznymi, oraz rodzimymi afrykańskimi, które nadają kościołowi etiopskiemu specyficzny charakter. Etiopski kanon Pisma Świętego, ukształtowany ostatecznie w XIV wieku obejmuje 81 ksiąg, ponieważ poza pismami proto- i deuterokanonicznymi uważa za natchnione Księgę Jubileuszów, Księgę Henocha, III i IV Księgę Ezdrasza, III Księgę Machabejską, Wniebowzięcie Izajasza, testament Panna naszego Jezusa Chrystusa, 4 księgi Sinodos, didaskalia apostolskie i Pseudoklementyny i darzy je taką samą czcią jak Biblię. Kościół etiopski, zgodnie z tradycja przedchalcedońską w trynitologii przyjmuje doktrynę o trzech osobach boskich, zaznaczając, że Duch Święty pochodzi od Ojca i bierze od Syna. Chrystologia formalnie skierowana ku monofizytyzmowi jest zgodna z poglądami Cyryla Aleksandryjskiego o dwóch naturach i jednej osobie w Chrystusie. W ślad za wspomnianym Cyrylem kościoły ormiański , syryjski, koptyjski i etiopski zawsze dopuszczały, ze Chrystus jest z dwóch natur ek duo fusewn, lecz, że z powodu doskonałej jedności tych dwóch natur, należy uznać tylko „jedną wcielona naturę Słowa Bożego”, mia fusiz tou Qeou Logou sesarkwmenh. To doskonałe zjednoczenie dwóch natur w jednej jedynej naturze dokonało się jednak „bez konfuzji, pomieszania, ani przemiany” boskości i człowieczeństwa ( wyznanie wiary mszy koptyjskiej). Zjednoczenie to nie dokonało się ze szkodą dla elementu ludzkiego: Chrystus jest w pełni człowiekiem cieszącym się rozumną duszą. Kościół etiopski przeciwstawia się uchwałom Soboru Chalcedońskiego z obawy przed nestorianizmem. Monofizytyzm realny potępiono n synodzie za panowania cesarza Beyde Mariama (1468-78). W tekstach liturgicznych przejawia się przekonanie o dwóch naturach w Jezusie Chrystusie. Próby zawarcia unii z kościołem zachodnim, a zwłaszcza dyskusje z jezuitami w latach dwudziestych siedemnastego stulecia na temat sposobu połączenia dwóch natur w Chrystusie wywołały długotrwały spór , który się toczył ze zmiennym szczęściem do końca XIX wieku. . Istniały dwa zasadnicze odłamy. Mnisi z Szeua, skupieni wokół klasztoru Debre Libanos tworzyli odłam teuahdo, głosząc, że Chrystus jest Synem Bożym dzięki złączeniu dwóch natur w unii hipostatycznej. Mnisi z prowincji Godżam skupieni wokół klasztoru Debre Uerk i prowincji Tigre tworzący odłam kybat podkreślali udział Ducha Świętego w dziele wcielenia Chrystusa, utrzymując, że po przebóstwieniu jego człowieczeństwa przez namaszczenie Ducha Świętego stał się Jezus-człowiek Synem Bożym.

 

Odnośnie kultu maryjnego istniały także różnice między tymi dwoma szkołami. Szkoła teuahdo nauczała, że Maryi przysługuje kult chwały i błogosławieństwa (Hiperdulia), a Chrystusowi kult adoracji (latria) Szkoła kybat broniła zaś pogańskich form ubóstwiania Maryi, której ich zdaniem należała się taka sama cześć jak Jezusowi Chrystusowi. Angelologia etiopska ma charakter judeochrześcijański. Zawiera zatem szczegółowe informacje o walce dobra ze złem, przypisywanie imion aniołom dobrym i złym itd. Religijność etiopska ma charakter wybitnie ludowy. Szczególnie rozpowszechnione są zewnętrzne formy kultu – procesje i pielgrzymki, miedzy innymi do sanktuariów Lalibeli, kult krzyża i obrazów. Duży wpływ wywierają liczne klasztory, a monastyczne praktyki postne przeniknęły do powszechnej praktyki, stąd wiernych zobowiązuje się do zachowania postu przez 250 dni w roku. Wśród wiernych popularne są praktyki magiczne, miedzy innymi specjalne zaklęcia przeciw demonom i chorobom.

Festiwal Pierogów

 

Minęlismy już półmetek mojego cyklu tekstów o festiwalach i powoli zbliżamy się do końca. Tym razem powtórnie zapraszam do Krakowa, gdzie odbędzie się arcyciekawa, interdyscyplinarna impreza – Festiwal Pierogów. Zawsze byłem orędownikiem łączenia promocji muzyki i kuchni, toteż nie mogę tej imprezy pominąć.

 

Podaję informacje za stroną festiwalu, na której można ich znaleźć więcej (informacji, nie pierogów, te dopiero na festiwalu):

Krakowskie Biuro Festiwalowe wraz z Zakonem Dominikanów zaprasza do udziału w V Festiwalu Pierogów, który odbędzie się w dniach 11–15 sierpnia 2007 roku na placu Szczepańskim w Krakowie.
   
Tegoroczna edycja imprezy połączona będzie z obchodami 750. rocznicy śmierci św. Jacka – patrona Zakonu Dominikanów.

Ideą festiwalu jest nawiązanie do jednej z najstarszych polskich tradycji kulinarnych. Impreza ma na celu promocję walorów kuchni staropolskiej wśród przybywających do Krakowa turystów rodzimych i zagranicznych. Towarzyszą jej degustacje, kiermasze, występy artystyczne i konkursy. O oprawę kulinarną festiwalu zadbają restauratorzy, którzy będą rywalizować o przechodnie statuetki Kazimierza Wielkiego (głosowanie publiczności – 11 sierpnia) i św. Jacka z Pierogami (głosowanie jury – 12 sierpnia).

W programie znajdą się koncerty kapeli góralskiej Baciarka (11 i 15 sierpnia), Siostry Anny Bałchan z zespołem (12 sierpnia), kwartetu OKKO (12 i 14 sierpnia), zespołu Remont Duszy (12 sierpnia), zespołu pieśni i tańca Raciborsko (13 sierpnia), Jacka Kowalskiego i Klubu św. Ludwika (O św. Jacku z pierogami, 13 sierpnia) oraz zespołu Perfugium (14 sierpnia). Schola Teatru Węgajty wystawi dramat średniowieczny pt. Cuda św. Mikołaja (w klasztorze oo. Dominikanów, 15 sierpnia). Dodatkową atrakcją będzie zwiedzanie krakowskiego klasztoru oo. Dominikanów z przewodnikiem.

Legenda głosi, iż pewnego dnia biedacy poprosili o pierogi przechadzającego się ulicami Krakowa Świętego Jacka. Wiele słyszeli o tej – wtedy bardzo „elitarnej” – potrawie i chcieli jej skosztować. Święty Jacek spełnił ich prośbę.

Tę i wiele innych legend z życia Świętego będzie można usłyszeć na tegorocznym Festiwalu Pierogów w Krakowie. Zapraszamy.

Program:

sobota, 11 sierpnia 2007
 
12.00 – oficjalne otwarcie V Festiwalu Pierogów w Krakowie
12.30-16.00 – konkurs na najsmaczniejsze pierogi (wybór publiczności)
12.30-18.00 – występy kapeli Baciarka, konkursy i zabawy
13.30 – zwiedzanie klasztoru oo. Dominikanów
17.00 – ogłoszenie wyników konkursu publiczności na najsmaczniejsze pierogi
 
niedziela, 12 sierpnia 2007
 
12.00 – uroczysta msza święta w kościele oo. Dominikanów
12.30 – występ siostry Anny Bałchan z zespołem
13.00-14.15 – konkurs na najsmaczniejsze pierogi (wybór jury)
13.00, 16.00 – konkursy i zabawy
14.15, 15.20 – występy zespołu Remont Duszy
15.00 – ogłoszenie wyników konkursu jury na najsmaczniejsze pierogi
16.30 – opowieści dominikańskie
17.10 – występ kwartetu OKKO
 
poniedziałek, 13 sierpnia 2007
 
12.00-18.00 – konkursy i zabawy
13.30, 15.00 – zwiedzanie klasztoru oo. Dominikanów
13.15, 15.45, 17.15 – występy zespołu pieśni i tańca Raciborsko
14.00, 16.30 – pokazy lepienia pierogów
18.25 – nieszpory gregoriańskie (kościół oo. Dominikanów)
20.30 – występ Jacka Kowalskiego i Klubu Św. Ludwika
 
wtorek, 14 sierpnia 2007
 
12.00-18.00 – występy artystyczne, pogadanki dominikańskie, konkursy
13.30, 15.00 – zwiedzanie klasztoru oo. Dominikanów
15.30 – występ kwartetu OKKO
17.00 – występ zespołu Perfugium
18.25 – nieszpory gregoriańskie (kościół oo. Dominikanów)
 
środa, 15 sierpnia 2007
 
10.00 – uroczysta msza święta w Bazylice Mariackiej, po mszy poświęcenie ziół
12.00-18.00 – występy kapeli Baciarka, konkursy i zabawy
13.30, 15.00 – zwiedzanie klasztoru oo. Dominikanów
18.00 – oficjalne zamknięcie V Festiwalu Pierogów w Krakowie
18.25 – nieszpory gregoriańskie (kościół oo. Dominikanów)
20.15 – występ Scholi Teatru Węgajty (klasztor oo. Dominikanów)

 

Ciekawą dyskusję na temat Festiwalu Pierogów mozna śledzić tutaj.

Zioła Matki Boskiej

  Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny (15 sierpnia) jest największym i prawdopodobnie również najstarszym świętem maryjnym chrześcijaństwa. O zabraniu Matki Bożej z ciałem i duszą do nieba milczy Nowy Testament, wypowiadają się na ten temat jedynie apokryfy datowane na IV wiek po Chrystusie i ustna tradycja. Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny pojawiła się w IV lub V stuleciu, a upowszechniła w VII. Jest powszechna od tego czasu – tak we wschodnim, jak i zachodnim Kościele. W prawosławiu Wniebowzięcie nazywane jest Zaśnięciem (Uspienje, Koimesis). Uważa się, że wniebowzięcia dostąpiła Maryja pierwej umarłszy (zasnąwszy). Na Zachodzie utrzymuje się, iż nastąpiło to za jej życia. W obydwu tradycjach Wniebowzięcie jest obchodzone bardzo uroczyście, zarówno w religijności oficjalnej jak i ludowej. Przez wiele stuleci nie było ujmowane w ramy dogmatyczne.

 

Dopiero w XX wieku  Pius XII ogłosił dogmat o Wniebowzięciu NMP. Ten akt był ukoronowaniem rozwoju doktryny o Wniebowzięciu w teologii katolickiej. Stał się jednak przeszkodą w dialogu z prawosławiem. Droga do ogłoszenia dogmatu nie była prosta. Od średniowiecza Wniebowzięcie skupiało zainteresowanie teologów, choć nie tak wielkie jak Niepokalane Poczęcie (również późno ujęte w dogmat). Założenia teologii assumpcjonistycznej przyszły na Zachód ze Wschodu. Spośród słynnych teologów łacińskich podejmowali problem między innymi Grzegorz z Tours, Piotr Jan Olivi, Jan Gerson czy Bernardyn ze Sieny. Oprócz teologów Wniebowzięcie fascynowało także artystów. W sztuce romańskiej i gotyckiej dominowała bizantyjska formuła Zaśnięcia. Możemy ją zobaczyć między innymi na skrzydle ołtarza bazyliki NMP w Gdańsku. Na ziemiach polskich tę formułę popularyzowała przede wszystkim sztuka rusko – bizantyjska, ciesząca się sporym uznaniem i protekcją pierwszych Jagiellonów. Do przykładów tej szkoły należą polichromie w Lublinie i w Krakowie. W XV w. z Zaśnięciem coraz częściej łączy się koronacja, jak na przykład w słynnym ołtarzu Wita Stwosza w kościele mariackim w Krakowie. W okresie renesansu koronacji dokonuje cała Trójca, a w baroku motyw Wniebowzięcia wzorowany jest na Wniebowstąpieniu Chrystusa.

 Przedstawienia plastyczne są pomostem między dyskursem teologicznym a religijnością ludową. Do niej należą pieśni religijne o tematyce assumpcjonistycznej. Notuje się je w Polsce już w XV stuleciu: Jusz syą angely vyeszyelą, bo Maria w nyebo gydzye […]. Day bychom czyebye wydzyely a w nyebeszyech przebywali. Inny przykład z tego samego okresu: O Maria, rzecnycko lucka, S dussąs, s cyalem w nyebo wzyęta, Od Synas wyelce uccona Y na prawycy posadzona. Wniebowzięcie szybko uzyskało wysoką rangę w kalendarzu ludowym, także dzięki powiązaniu z dożynkami. Takie powiązanie pojawia się w świecie chrześcijańskim bardzo wcześnie: najpierw w Syrii, Arabii i Armenii, a od IX w. na Zachodzie. W Polsce dowodem tego związku jest przysłowie: A na Wniebowzięcie pokończone żęcie. Ta stara forma przysłowia później ulegała modyfikacji wraz z popularyzacją zbóż jarych i wydłużaniem żniw: Na Marii Wniebowzięcie najprzedniejsze żęcie. Do Marii Wniebowzięcia miej w stodole połowę mienia. Te dwie formy pochodzą z cieszyńskiego, z XIX w. Tak więc z czasem i dożynki oddalały się od Wniebowzięcia, powoli przesuwając się ku terminom wrześniowym. Pozostałością po sierpniowych dożynkach jest święcenie w tym dniu gdzieniegdzie małych wianków z czterech zbóż, które to wianki nawiązują do znacznie bogatszych wieńców dożynkowych. W religijności ludowej – zarówno katolickiej jak i prawosławnej – uroczystość Wniebowzięcia to jednak przede wszystkim świecenie ziół – także warzyw, owoców i kłosów zboża. Zwyczaj ten znany był już w niektórych krajach  Europy w IX w., jeśli chodzi o zboża, a od XIII w. w odniesieniu do ziół.

 

W Polsce, właśnie z racji święcenia ziół, uroczystość Wniebowzięcia znana jest powszechnie jako dzień Matki Boskiej Zielnej. Święcenie ziół 15 sierpnia, w uroczystość Wniebowzięcia, ma potrójne objaśnienie: teologiczne, legendarne i praktyczne. Teologicznie, zioła są powiązane z Matką Bożą poprzez walor zieloności (łac. viriditas), który przez teologów średniowiecznych był wiązany z dziewictwem. Pełna zieloności w swym dziewictwie Matka Boża stawała się naturalna opiekunką również pełnych zieloności ziół. A przecież Matka Boża jest również Uzdrowieniem Chorych (Salus Infirmorum). Wielka uroczystość Uzdrowicielki jest więc najlepszym dniem dla święcenia uzdrawiających ziół. Takie praktyczne aspekty mariologii najłatwiej przenikały do religijności ludowej. Ale prosty lud, dla wytłumaczenia sobie przyczyn święcenia ziół w tym dniu, raczej nie przeprowadzał takich wywodów jak powyższy. Znacznie częściej sięgał do legendy, zgodnie z którą po otwarciu grobu Maryi, znaleziono w nim zamiast jej ciała świeże zioła i kwiaty, co miało zapoczątkować zwyczaj ich święcenia. Trzecie objaśnienie jest praktyczne, utylitarne. Połowa sierpnia jest takim okresem, kiedy dla większości ziół kończy się okres zbioru. Ma to, jak wiemy, uzasadnienie naukowe, gdyż w roślinach zielnych największe stężenie substancji leczniczych występuje zazwyczaj podczas kwitnienia. Większość zaś ziół w sierpniu bądź kwitnienie kończy, bądź już jest przekwitnięta.

Wszystkie przytoczone objaśnienia nie wykluczają się, raczej się uzupełniają. Święcenie ziół i innych płodów ziemi 15 sierpnia jest zwyczajem rozpowszechnionym w całym chrześcijańskim świecie. W naszym kraju jest jednym z najwyrazistszych punktów ludowego kalendarza obrzędowego. W niektórych regionach obchody święta zaczynają się już 14 sierpnia wieczorem. Organizuje się wtedy nabożeństwo o charakterze procesyjnym, zwane „pogrzebem Matki Boskiej”.

 

Święcenie ziół – zarówno u katolików jak i u prawosławnych – odbywa się zasadniczo podczas Mszy św., w sam dzień uroczystości 15 sierpnia. Zwyczaj ten, na przykładzie ziemi krakowskiej, tak opisuje Oskar Kolberg: W święto Wniebowzięcia NP, czyli Matki Boskiej Zielnej, każda gospodyni znosi do kościoła snopki ziół ogrodowych i polnych podówczas kwitnących: maku, piwonii, szałwii, macierzanki, wrotyczu, kopru, kminku, prosa tureckiego, końskiego szczawiu, ziela świętojańskiego, marony, lulku, bożego drzewka, rozmarynu, mięty, melissy, kwiatów większych np. georginii, dzwonków itd., używanych dla bydła, ze szczerą wiarą, że poświęcenie przez kapłana powiększa ich moc uzdrawiającą i zachowawczą. Gdy natłok gospodyń z temi snopeczkami jest wielkim, kapłan wychodzi przed nabożeństwem na cmentarz kościelny, gdzie kobiety klęczą uszykowane, trzymając każda swój snopeczek, a odmówiwszy modlitwę i pokropiwszy zioła święconą wodą, wraca do kościoła. Zioła te przechowują się w chacie na siostrzanie, na oknie, za obrazami itd. Garść z nich wrzuca się następnie, w miarę potrzeby, do gotującej się w garnku wody, którą po przestygnięciu lub doprawieniu zimną wodą, wraz z dorzuceniem otręb pszennych lub ospy jęczmiennej, daje się bydłu pić przez kilka dni, mianowicie krowom po ich ocieleniu. Tak więc, wedle świadectwa Kolberga, w XIX-wiecznej Małopolsce zioła te miały „weterynaryjne” zastosowanie. Nie zawsze jednak i nie wszędzie tak było. Na Górnym Śląsku, jak to wynika między innymi z badań Jerzego Pośpiecha, święcono zioła zarówno dla zwierząt jak i dla ludzi:

Do najczęściej spotykanych przy święceniu gatunków należały: piołun (na niedomagania żołądka), krwawnik (przy blednicy), krwawnica leśna (dla krów przeciwko stwardnieniu wymion), wrotycz (przeciw „robakom i glistom”), dziurawiec (na „oczyszczenie krwi”, owrzodzenia i rany), starzec leśny (na bóle żołądkowe), rumianek (na ból zębów), bratki polne (na bóle brzucha u dzieci) i miętę (na żołądek i ból zębów).

 

Do bukietu ziół dodawano również inne rośliny, takie jak zboża, marchew czy jabłka, co można uznać za reminiscencję dawnego, dożynkowego charakteru uroczystości. Inną pozostałością zwyczajów dożynkowych w obchodach Wniebowzięcia jest święcenie wianków. Górale beskidzcy wiją je z poleju, czyścicy, macierzanki, mięty, jałowca, borówki, poziomki, jeżyny i polnych kwiatów. Poświęcone zioła to nie tylko lekarstwo. Służyć one miały również jako ochrona przeciwko gradowi i piorunom. W czasie burzy kładziono je na oknie obok zapalonej gromnicy.

 

Wniebowzięcie NMP to nie tylko święcenie ziół. Jest to również, od XIV w., tytuł kościołów maryjnych w Polsce. W związku z tym w samą uroczystość, lub w następującą po niej niedzielę, w licznych świątyniach odbywają się odpusty, często połączone z jarmarkami. W dawniejszych czasach na takich jarmarkach pojawiali się różni zielarze i medycy. Pisze Zbigniew Kuchowicz: Tegoż roku [1707] na jarmark żywiecki, na niedzielę pierwszą po Wniebowzięciu Panny Maryiej, doktor z Śląska do Żywca przyjechał, przyniósłszy na wielbłądzie lekarstwa swoje i obrazy uleczonych ludzi. Na rynku jawnie swoje umiejętności głosił i lekarstwa przez tłomacza prezentował, przy tym zęby bez boleści wielom wyrywał...

Dzień 15 sierpnia i dni sąsiednie są okresem szczególnie nasilonego ruchu pielgrzymkowego. W tym dniu obchodzone są uroczyste odpusty w wielu znanych sanktuariach, takich jak częstochowska Jasna Góra, Góra Św. Anny czy Kalwaria Zebrzydowska. Pielgrzymki kończące się w ten dzień, lub w dni sąsiednie, należą do najbardziej rozpowszechnionych przejawów religijności ludowej w naszym kraju. Oskar Kolberg pisze o pielgrzymkach do Kalwarii Zebrzydowskiej: Raz do roku, to jest na dzień 15 sierpnia, pobożne tłumy ludu z Galicji, Węgier, Czech, Morawii i Szląska, mianowicie zaś mieszkańcy Karpat, zgromadzają się pod świętymi chorągwiami, łączą się w kompanie i odwiedzają górę Kalwarię (pod Lanckoroną) wsławioną cudami Matki Boskiej. Święcenie ziół jest obrzędem, który obecnie należy do powszechnie i spontanicznie praktykowanych przez lud Boży. W poprzednich stuleciach był on silnie propagowany przez Kościół, aby wyprzeć z ludowej religijności wszelkie praktyki magicznego stosowania Eucharystii czy relikwii. Kościół był świadom, iż nie jest możliwa całkowita likwidacja praktyk na pograniczu religii i magii, skupił się więc na trosce o to, by stały one możliwie daleko od największych świętości chrześcijaństwa. Naturalne było okadzanie krów święconymi ziołami, ale nie bluźniercze podawanie im Chleba Eucharystycznego. Obecny kształt uroczystości Matki Boskiej Zielnej jest być może swoistym kompromisem między wpływami ludowymi, o proweniencji jeszcze pogańskiej, dążącymi do zapewnienia sobie potężnych środków magicznych, a staraniami władzy kościelnej, by formy kultu nie kłóciły się z istotą wiary.

„Problemy” ze starą Mszą

 

 

Czytając prasowe komentarze po ogłoszeniu przez Ojca Świętego uwolnienia Mszy Trydenckiej można odnieść wrażenie, ze większość wypowiadających sie w tych tekstach księży może i odprawiałaby taka mszę, ale na przeszkodzie stoją im rozmaite trudności: brak mszału, starego ołtarza, szat liturgicznych oraz słaba znajomość łaciny. Jeśli tylko te rzeczy oddzielają licznych kapłanów od celebracji nadzwyczajnej formy rytu rzymskiego, to spieszę poinformować, że są to trudności łatwe do pokonania. Poniżej przedstawię możliwe sposoby radzenia sobie z nimi

 

Mszał

 

To chyba największa trudność. Aby odprawiać Mszę Trydencką zgodnie z obowiązującym prawem kościelnym trzeba dysponować Mszałem Rzymskim zgodnym z edycją typiczną z 1962 roku. Nie jest to jednak aż takie trudne, jakby sie na pozór wydawało. Po pierwsze, wbrew powszechnym opiniom, mszał 1962 był wielokrotnie wznawiany przez środowiska tradycjonalistyczne na zachodzie. Można więc w internecie nabyć nowy, śliczny egzemplarz. Niestety jest to spory wydatek. Mszały ołtarzowe kosztują w przeliczeniu na naszą walutę około 1000 złotych ( z dostawą licząc).

Mszał 2

Znacznie tańsze są małe mszaliki przeznaczone zasadniczo dla wiernych.

mszalik

Jeśli dla kogoś jest to zbyt duży wydatek, można pomyśleć o mszale używanym. Można taki kupić na przykład na aukcjach internetowych. Jeśli nie uda się znaleźć akurat wydania z 1962 można posłużyć sie wcześniejszym i samodzielnie nanieść poprawki. Taką praktykę stosowano w Kościele przez stulecia. Gdy zdobędzie się mszał, wszystko inne powinno juz pójść łatwo.

 

Łacina

 

Aby odprawiać Stara Mszę nie trzeba biegle znać łaciny w mowie i piśmie. Absolutnym minimum jest umiejętność płynnego, poprawnego czytania w tym języku, a tę każdy ksiądz z łatwością opanuje, a prawie każdy już ją posiada. Oczywiście, lepiej, aby kapłan zrozumiał to, co mówi, ale zrozumienie będzie się poprawiać z każdym odprawieniem. Przypominam też, że kazanie zawsze jest, a czytania mogą być w językach narodowych. Samego sposobu odprawiania można nauczyć się w kilka dni. Najlepiej skorzystać z pomocy księży bieglejszych w tej sztuce. Łatwo można się z nimi skontaktować za pośrednictwem internetu.

 

Ołtarz

 

Oczywista rzeczą jest, że dla starej Mszy budowane były wielkie ołtarze przy ścianach kościołów, nowe zaś w kształcie stołu, służą zasadniczo do Mszy Pawła VI. W większości starych kościołów nie ma problemu ze znalezieniem miejsca do celebracji formy nadzwyczajnej. Jeśli bowiem nawet ołtarz główny został przebudowany lub rozebrany, to zastały najczęściej nietknięte ołtarze boczne, przy których również można sprawować Najświętszą Ofiarę. Nieco gorsza sytuacja jest w świątyniach nowych. Jeśli jednak ołtarz główny w takowej ma kamienna mensę i wbudowane relikwie oraz jest tak ustawiony, ze można swobodnie stać przed nim, to nie ma przeszkód, aby przy takim właśnie ołtarzu sprawować Mszę Trydencką.

 

Należy jednak pamiętać o przykryciu go trzema obrusami, ustawieniu centralnie krucyfiksu, pasyjką w stronę celebransa, oraz sześciu świec w świecznikach.

 

 

Szaty liturgiczne

 

Tu problem jest chyba najmniejszy. Starych ornatów i manipularzy zostało jeszcze wiele po kościołach. Stare szaty można tez kupić na aukcjach internetowych i w firmach sprowadzających z zachodu odzież używaną. W sklepach internetowych i to nie tylko zagranicznych można kupić współcześnie wykonane szaty starego stylu. Można też od biedy sprawować starą Mszę w nowym ornacie, który jest w końcu formą tradycyjnego ornatu gotyckiego, trzeba jednak pamiętać o:

-użyciu biretu i manipularza

-założeniu stuły na krzyż

-obligatoryjnym, a nie fakultatywnym używaniu humerału.

Jak wiec widać odprawić Mszę Trydencką może praktycznie każdy ksiądz i w praktycznie każdej świątyni. Trudności techniczne są łatwe do pokonania. Jeśli tylko kapłan ma wole odprawiania starej Mszy to bez problemu może tego dokonać. Oczywiście, po 14 września, kiedy to wejdzie w życie motu proprio Summorum Pontificium.

Przekrój ignorancji

Po ogłoszeniu przez Ojca Świętego Benedykta XVI motu proprio uwalniającego Mszę Trydencką przez prasę przelała sie fala publikacji na ten temat. Nie ma chyba w naszym kraju dziennika, ani tygodnika, który by o tym nie pisał.


Większość tych tekstów zawierała mniejsze lub większe błędy, zwłaszcza w charakterystyce starej Mszy. Trzeba jednak polskim dziennikarzom przyznać, że dokument papieski interpretowali zazwyczaj poprawnie. Z jednym wszelako niechlubnym wyjątkiem. Zacny niegdyś tygodnik Przekrój opublikował tekst podpisany jedynie trzema literami LUC, który zawiera więcej błędów niż zdań. Często bowiem ma po dwa grube błędy w zdaniu. Takie curiosum zasługuje na przytoczenie w całości, żeby dziennikarze wiedzieli jak nie należy pisać. Oto on:


Benedykt XVI zezwolił na odprawianie mszy świętej według rytu trydenckiego. Ten gest pozwoli Kościołowi odzyskać 300 tysięcy wiernych.

Już za dwa miesiące katolicy mogą przeżyć szok podczas niedzielnej mszy świętej. Ksiądz może przez całą mszę stać odwrócony do nich plecami i odprawić całe nabożeństwo w niezrozumiałej łacinie. Może, ale nie musi i raczej nie odprawi mszy trydenckiej – przeciętny ksiądz za słabo zna łacinę, poza tym trudno wyobrazić sobie skuteczniejszy sposób na przepędzenie wiernych. Msza w rycie trydenckim została zakazana po reformach Soboru Watykańskiego II. Na jej odprawianie za zgodą biskupa zgodził się Jan Paweł II. Teraz Benedykt XVI, który jest krytycznie nastawiony do wszelkich nowinek w Kościele, zezwolił wszystkim księżom na odprawianie mszy trydenckiej.

Krytycy twierdzą, że to odwrót od nauczania posoborowego. Odejście od łaciny i celebry przodem do ołtarza miało zbliżyć wiernych do liturgii nie tylko przez używanie języków narodowych, ale także przez dialog między księdzem i wiernymi. Znawcy Kościoła uspokajają jednak, że decyzja papieża niewiele zmieni, a księża nie zaczną masowo odprawiać mszy po łacinie, również dlatego, że znają ją zbyt słabo. Cel tej decyzji jest kościelno-polityczny.

Przywrócenie rytu trydenckiego to gest w stronę Bractwa Świętego Piusa X, czyli lefebrystów, którzy wystąpili z Kościoła w proteście przeciw reformom Soboru Watykańskiego II. Przywrócenie rytu trydenckiego ma skłonić 300-tysięczne bractwo do powrotu na łono Kościoła powszechnego.


Wszystkich jego błędów wymieniać nie będę, ograniczę się do najpoważniejszych.


Ksiądz może przez całą mszę stać odwrócony do nich plecami i odprawić całe nabożeństwo w niezrozumiałej łacinie.

W rzeczywistości we Mszy Trydenckiej ksiądz wielokrotnie odwraca się w kierunku wiernych, a czytania i kazanie zazwyczaj są w językach narodowych. Do tego dochodzą wyjątki, takie jak odprawiana w Chorwacji i w mniejszym zakresie w Czechach Msza Głagolicka odprawiana w języku starocerkiewnosłowiańskim. Nie mówię już o tym, że w kulturze europejskiej tylko dla totalnego nieuka łacina jest całkowicie niezrozumiała.


Może, ale nie musi i raczej nie odprawi mszy trydenckiej – przeciętny ksiądz za słabo zna łacinę, poza tym trudno wyobrazić sobie skuteczniejszy sposób na przepędzenie wiernych.


Do odprawienia Mszy Trydenckiej nie trzeba biegle znać łaciny, wystarczy znać łacińska wymowę i płynnie czytać w tym języku, a przeciętny ksiądz może sie tego sposobu odprawiania nauczyć w kilka dni. Co do przepędzenia wiernych to sprawa jest bardziej skomplikowana. Po blisko czterech dekadach od reformy liturgicznej na pewno wiele osób jest przywiązanych do nowej formy rytu. Myślę że właśnie ze względu na takie osoby i ich duchowe dobro, Ojciec Święty nie zezwolił na odprawianie w starej formie rytu wszystkich Mszy niedzielnych w normalnej parafii i ograniczył liczbę tych celebracji w dni niedzielne i świąteczne do jednej. Nie mniejsza jest jednak grupa tych, dla których Msza Trydencka jest z różnych względów atrakcyjna i ci będą wybierać kościoły i parafie, w których będzie sprawowana. Chodzi tu nie tylko o tradycjonalistów, których jest na świecie kilka milionów, i dla których motywacja tego wyboru będzie ściśle religijna, ale także o wielokrotnie większą rzeszę estetów, którzy wybiorą Stara Mszę bo jest ona dużo piękniejsza, zwłaszcza jeśli towarzyszy jej chorał gregoriański. Największa zaś będzie grupa tych, którym sprawa rytu i łaciny jest kompletnie obojętna „byle tylko kazanie było po polsku”.



Msza w rycie trydenckim została zakazana po reformach Soboru Watykańskiego II.

Msza Trydencka nigdy nie została zakazana, co potwierdził Ojciec Święty w tekście Motu Proprio. Jej faktyczne odsunięcie nie było też skutkiem reform Soboru Watykańskiego II, który zalecał zachowanie starej liturgii z kosmetycznymi tylko zmianami (upowszechnienie czytań w językach narodowych i wprowadzenie Modlitwy Wiernych) i języka łacińskiego jako dominującego, ale suwerennej decyzji Papieża Pawła VI z 1969. On to wprowadził nową liturgię, stworzoną od podstaw przez zespół ekspertów pod kierunkiem abp. Hannibala Bugniniego. Wbrew powszechnemu mniemaniu reforma ta nie ma bezpośrednich związków z Soborem.


Przywrócenie rytu trydenckiego to gest w stronę Bractwa Świętego Piusa X, czyli lefebrystów, którzy wystąpili z Kościoła w proteście przeciw reformom Soboru Watykańskiego II. Przywrócenie rytu trydenckiego ma skłonić 300-tysięczne bractwo do powrotu na łono Kościoła powszechnego.


Wiele wskazuje na to, że Ojcu Świętemu przyświecały dużo szersze motywacje niż tylko gest w kierunku FSSPX. Chodzi przede wszystkim o ubogacenie wielkich rzesz wiernych skarbami starej liturgii. Bractwo oczywiście nie wystąpiło z Kościoła. Trwa jedynie w stanie pewnego nieposłuszeństwa wobec Papieża, ale ten stan nie wyczerpuje znamion schizmy. Nie jest też trzystutysięczne. Liczy około pięciuset kapłanów i to oni, wraz z mniej licznymi klerykami i braćmi zakonnymi są w sensie ścisłym jego członkami. Zaś liczba wiernych świeckich współpracujących z Bractwem waha sie między 500 tys. a milionem dusz.


Przekrój nie tylko za czasów krakowskich, ale nawet za rządów redaktora Najsztuba był tygodnikiem opinii skierowanym do lepiej wykształconego, a w związku z tym bardziej wymagającego czytelnika niż jego bezpośredni konkurenci. Niestety od kilku lat to sie zmienia. Pismo ewoluuje w stronę kolorowych tygodników typu Życie na gorąco, w których zdjęcia i sensacyjny temat są ważniejsze od dobrze napisanego tekstu. Takie bowiem produkcje dziennikarskie jak powyższa urągają wszelkim zasadom sztuki publicystycznej. Nie wymagam od dziennikarzy prasy niespecjalistycznej wiedzy liturgicznej. Jednak przeczytać ze zrozumieniem tekst dokumentu o którym pisze, każdy autor powinien. Jeśli dziennikarze Przekroju nie powrócą do rzetelnego i starannego pisania, to pismo to całkiem zejdzie na psy, albo, jak sami lubią to określać stanie się podupadłe.


 

Święta religijne w Unii Europejskiej

 

Niedawno ogłoszono wyniki sondażu, zgodnie z którym większość społeczeństwa uważa, ze Polski nie stać na kolejny dzień wolny od pracy. Sondaż ten wyraża powszechne wśród naszych rodaków mniemanie, jakobyśmy mieli takowych dni relatywnie dużo w porównaniu z innymi państwami. Przekonanie to jednak, przynajmniej w odniesieniu do członków Unii Europejskiej jest absolutnie błędne. Rzeczywistość jest dokładnie odwrotna. W całej Unii tylko Litwa ma mniej dnia wolnych od pracy nie będących niedzielami od Polski. Jest ich w tym kraju 10, podczas, gdy u nas jedenaście. Europejska średnia oscyluje około piętnastu. Rekordziści, jak Szwecja maja ich nawet osiemnaście. Tak wiec swobodnie możemy sobie pozwolić jeszcze na kilka świąt. Pytanie tylko, jakie powinny to być dni?

 

Przywołany na wstępie sondaż dotyczył propozycji prezydenta Kaczyńskiego aby dniem wolnym od pracy uczynić 31 sierpnia lub 12 września jako pamiątki dni, będących milowymi krokami w kierunku wyzwolenia spod sowieckiej okupacji – podpisania porozumień w 1980 i powstania rządu Tadeusza Mazowieckiego w 1989. Nie podważam słuszności uczczenia tego faktu, wręcz przeciwnie uważam to za bardzo potrzebne, zważywszy, ze na przykład Czesi czczą rocznicę aksamitnej rewolucji 17 listopada. Z tych dwóch dni lepszy mi sie wydaje 12 września, z kilku powodów. Po pierwsze powstanie pierwszego częściowo niekomunistycznego rządu zapoczątkowało rzeczywiste odzyskiwanie przez Polskę wolności. Porozumienia Sierpniowe były tylko pierwszą jaskółka nadziei. Ich konsekwencje były niebagatelne, ale wcale nie musiały być. Po 12 września 1989 zaś nie było juz powrotu do komunistycznego zniewolenia. Po drugie tak sie szczęśliwie składa, ze mamy w Polsce kilka świat o podwójnej, czy nawet potrójnej symbolice.

Trzeciego maja mamy zarówno rocznicę konstytucji, jak też uroczystość NMP Królowej Polski, 15 sierpnia, Dzień Wojska Polskiego i Wniebowzięcie NMP. Tak też byłoby 12 września. Oprócz wspomnianej pamiątki odzyskania byłaby to też rocznica Odsieczy Wiedeńskiej i Święto MB Piekarskiej.

sobieski 

Uczczenie ważnych wydarzeń w historii naszego kraju to jedno, ale warto też pamiętać o świętach religijnych. Tych również wcale nie mamy zbyt wiele. W większości krajów UE jest ich znacznie więcej. I tak, Objawienie Pańskie, 6 stycznia jest dniem wolnym od pracy w Austrii, Finlandii, Hiszpanii, Niemczech, Słowacji, Szwajcarii, Szwecji i Włoszech. Wielki Piątek spędzają poza pracą

Austriacy, Duńczycy, Finowie, Hiszpanie, Holendrzy, Irlandczycy, Niemcy, Portugalczycy, Słowacy, Szwajcarzy, Szwedzi i Brytyjczycy. Około tuzina krajów europejskich świętuje Wniebowstąpienie Pańskie, Wszystkich Świętych i drugi dzień Zielonych Świąt, a Czesi i Słowacy lipcowy (czyli według starego kalendarza katolickiego) dzień świętych Cyryla i Metodego. Szczególnie dużo katolickich świąt czczą Hiszpanie, mający wolne również w Wielki Czwartek, 15 sierpnia oraz 6 i 8 grudnia. Wbrew pozorom również Boże Ciało nie jest obchodzone w postaci dnia wolnego jedynie u nas, ale także w Irlandii, Niemczech i Portugalii. Jak więc widać mimo całego niewątpliwego zeświecczenia większości społeczeństw europejskich, pewne elementy kultury chrześcijańskiej, praktycznie w całej Europie (nawet w laickiej Francji, która również ma kilka dni wolnych w święta religijne) maja sie dobrze. Może i większości europejczyków Nie widzę więc żadnych przeciwskazań, aby u nas do dni wolnych dołączyć 6 stycznia i Wielki Piątek. Są to dni dla praktycznie wszystkich Chrześcijan tak ważne, że bardzo pożyteczne by było umożliwienie wierzącym ich religijnego przeżywania.

 


Świętowanie jest ważnym elementem życia chrześcijańskiego, a tym samym również chrześcijańskiej kultury. Świętowanie nie ma nic wspólnego z lenistwem, dlatego nie mamy się co wstydzić chęci świętowania. Świętowanie to oczywiście wiele więcej niż odpoczynek, ale nawet gdyby dla niektórych nowe święta stały sie tylko okazją do dodatkowego odpoczynku, to nie będzie w tym nic złego.

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij