Papież nie da z siebie wariata robić

abp Don 

Niedawno pisałem o kuriozalnych Wskazaniach Konferencji Episkopatu Polski, kastrujących papieskie Motu Proprio Summorum Pontificum, wspominając przy okazji bliźniaczy dokument episkopatu niemieckiego. Tydzień po ogłoszeniu polskiego dokumentu okazało się, że wieści o episkopatach sprzeciwiających sie papieskiej woli dotarły do uszu Ojca Świętego i delikatnie mówiąc nie zachwyciły Go. W związku z powyższym komisja Ecclesia Dei,powołana do opieki nad katolikami tradycyjnymi, wyda wskazania interpretacyjne, które ukróca samowolkę lokalnych biskupów, chcących kapłanom i wiernym zabrać to, co Papież dał. Wiadomo już, że w niektórych diecezjach biskupie interpretacje całkowicie zablokowały sprawowanie Mszy Trydenckiej, a to juz jest jawne nieposłuszeństwo Ojcu Świętemu.


O planowanej interwencji interpretacyjnej Watykanu poinformował najpierw Prałat Perl ze wspomnianej komisji, a następnie Abp Albert Malcolm Ranjith Patabendige Don, sekretarz Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów (na zdjęciu) mający , według pogłosek, wielka szansę na objecie tejże kongregacji i kardynalski kapelusz. Ten ostatni hierarcha wyraził sie zresztą niesłychanie ostro, nazywając okrawających papieskie pozwolenie biskupów narzędziami w ręku szatana. Jest więc pewne, że taki dokument w niedługim czasie powstanie. Ciekawe, co wtedy zrobią biskupi Cichy i Michalik, których stać było jedynie na skopiowanie niemieckiego gotowca, czym poszli w niechlubne ślady swych współbraci zza Odry. Nauczyli sie bowiem od nich rzeczy bardzo złej – nieposłuszeństwa Stolicy Apostolskiej i kontestowania jej orzeczeń. Mam nadzieje, ze wyzbędą się rychło tej szkodliwej i niebezpiecznej maniery.


Mam też nadzieje, że biskupi diecezjalni w naszym kraju śledzą poczynania Kurii i nie są tak głupi, by wcielać w życie potworka wymodzonego przez swych dwóch kolegów (teraz sobie mogę poużywać, bo i tak Najprzewielebniejszego Abp. Dona O.M.B.b. nie przebiję).


Vivat Benedictus Magnus!

Vivat Reverendissimus Archiepiscopus Albertus!

Na pohybel krętaczom!

Od błogosławieństwa do przeciwuroku

Przeciwurok


Wielokrotnie już pisałem, że symbole mają wiele znaczeń. A skoro gesty są również symbolami, to i one są wieloznaczne. Niewątpliwie wieloznaczny jest gest, przedstawiony na ilustracji powyżej. Wśród jego znaczeń można wyróżnić następujące:

-ochrona przed urokiem, złym okiem, a więc gest magii ochronnej, ludowej, białej, w tym przypadku włoskiej

-sugestia, ze adresat gestu jest „rogaczem”, ogólniej gest obelżywy

-satanistyczny gest religijny, oddanie chwały Szatanowi.

Tak sie składa, że poza kręgiem kultury włoskiej obserwatorzy tego gestu są skłonni przypisywać mu znaczenie trzecie. Jest to oczywiste uproszczenie. Na ilustracji jest rockowy muzyk włoskiego pochodzenia, który tego gestu używa w znaczeniu pierwszym, zaś krytycy muzyki rockowej uparcie głoszą, że czyni to w znaczeniu trzecim. Oczywiście on sam temu po części dopomaga, sugerując to kontekstem, czyni bowiem ten znak zawsze wtedy, gdy śpiewa o Szatanie. Z drugiej strony w wywiadach dosyć często wyjaśnia o co mu naprawdę chodzi. Ostatnio na pewnym forum internetowym jeden z jego bardziej zasłużonych uczestników umieścił arcyciekawą ilustrację:

Święty Piotr

Na przedstawionym fresku, pochodzącym z katedry Monreale w Palermo na Sycylii, Święty Piotr wykonuje praktycznie identyczny, a przynajmniej trudny do odróżnienia od poprzedniego gest. Szatana na pewno nie wychwala, nikogo tez nie lży, a nie sądzę, żeby uroki odpędzał środkami magicznymi. Cóż więc czyni? Odpowiedź da nam następna ilustracja:

Święty Mikołaj

Nie ma oczywiście żadnego znaczenia to, że ikona jest ruska, przedstawia świętego Mikołaja, a nie Piotra i pochodzi z XIX wieku. Schemat przedstawiania na ikonach świętych biskupów, do których zaliczają się i Mikołaj i Piotr, jest ten sam od czasów bizantyjskich. A polega on na ty, ze prawa dłoń świętego biskupa ułożona jest w geście błogosławieństwa biskupiego mającym głęboka symbolikę. Palce błogosławiącego są ułożone w kształt greckich liter IC XC, co jest abrewiacją świętych Imion Jezus Chrystus. Przesłanie jest jasne – biskup błogosławi nie w swoim imieniu, ale w imieniu Jezusa Chrystusa. Przedstawiony fresk wykazuje pewne cechy sztuki bizantyjskiej, ale już do niej nie należy, jest tylko na niej wzorowana. Twórca tego dzieła zapewne nie był Grekiem, ale Włochem. Wzorował sie na jakimś greckim fresku lub ikonie Świętego Piotra. Gestu błogosławieństwa nie znał już, bądź nie rozumiał, toteż odtworzył go niedokładnie. Pewnie nie on jeden i podobnych fresków i obrazów jest zapewne w całej Italii sporo. Lud przyswoił ten gest wiedząc o nim tyle tylko, ze jest święty i niesie Moc. Jest wielce prawdopodobne, ze tak powstała tradycja magicznego gestu chroniącego przed urokami. Wiele jest bowiem aktów magii ludowej w całym chrześcijańskim świecie, które są przekształceniami chrześcijańskich aktów religijnych.


To, co wyżej napisałem, to tylko luźna hipoteza, nie zaś udowodniona prawda. Nie czuje się na siłach jej weryfikować, nie jestem bowiem specem od kultury włoskiej. Znam tylko pewne prawidła, które wszędzie są te same. Na ich podstawie wnioskuję o dużym prawdopodobieństwie przedstawionej hipotezy.

 

 

Artysta, czy propagandzista?

Krzysztof Wodiczko 

 

 

Niesłychanie dużo uwagi poświęca Gazeta Wyborcza awangardowemu artyście Krzysztofowi Wodiczce. W poniedziałek 1 października ukazał się na jego temat duży artykuł, a od tego czasu wydrukowano jeszcze kilka mniejszych tekstów. Cóż takiego tworzy pan Wodiczko? Maluje może, albo rzeźbi? Nic z tych rzeczy. Krzysztof Wodiczko tworzy, cokolwiek by to nie znaczyło, instalacje. Ja człek prosty i na wsi wychowany zawsze myślałem, że instalację się robi, a nie tworzy, np. Instalację gazową, elektryczną, Co, albo wodno-kanalizacyjną. A jednak istnieje grupa artystów plastyków, którzy zamiast malować, rysować, czy rzeźbić ku uciesze gawiedzi, tworzą instalacje. Ale nawet w tym ekscentrycznym gronie Wodiczko widać do elity nie należy, skoro nawet w polskiej Wikipedii strony swojej nie ma. Ma za to w angielskiej w czym zresztą nie ma nic dziwnego, skoro od lat mieszka i tworzy w Bostonie.


O Wodiczce po raz pierwszy usłyszałem na drugim roku studiów etnologicznych. Asystentka, która prowadziła z nami ćwiczenia z wiedzy o sztuce zachwycała sie artystami awangardowymi, w tym i omawianym panem Twórcą. W reakcji na te zachwyty jako pracę semestralną dla tej pani napisałem tekst, którego pierwsza część znajduje się tutaj, a druga tutaj. Trzeba jej jednak oddać uczciwość, że pracę, napisana de facto przeciwko niej, oceniła bardzo dobrze.


Wróćmy jednak do twórczości Wodiczki. Sławę przyniosły mu projekcje slajdów i filmów wideo na fasadach budynków i pomnikach. Zasłynął również skonstruowaniem laski dla imigrantów i wozu dla bezdomnych. Owszem, ciekawe to przedmioty, jednak tego rodzaju twórczość, a raczej wytwórczość zwyczajowo zalicza sie do domeny techniki a nie sztuki. Chyba, że za dzieła sztuki ( w tym przypadku ludowej) uznamy traktory-samoroślaki, wykonane ze starych małych fiatów oraz desek, masowo występujące w Beskidach.


Wyborcza przedstawia Wodiczke jako najbardziej zaangażowanego społecznie polskiego artystę współczesnego. I tu jest pogrzebany wampir jego popularności w tym tytule. Społeczne zaangażowanie to bowiem eufemizm oznaczający nie mniej, ni więcej, tylko ordynarna lewacką propagandę. Swoje instalacje bowiem dedykuje on mitycznym „wykluczonym” – rzekomo pokrzywdzonym przez kapitalistyczny świat. Sztuka jest dla niego rodzajem manifestu.


A nie taka powinna być rola sztuki. Sztuka ma być nośnikiem piękna. Na dowód, że nie jestem w tym myśleniu odosobniony pozwolę sobie zacytować Andrzeja Skarzyńskiego: „Niewątpliwie sztuka antycznej Grecji, kontynuowana przez Rzymian, wyznawała piękno, jako cel swojego działania. Jej spełnieniem były harmonia, czystość – Piękno, osiągane wysiłkiem intelektualnym, wspaniałym warsztatem twórczym, który pozwalał zamienić myśl czy ideę w obiekt materialny. Dążenie do wyrażenia doskonałości, harmonii i piękna trwało wiele wieków, doskonaliły się środki wyrazu, przekazu, powstawały nowe możliwości techniczne, nowe dziedziny sztuki (fotografia, film). Ewoluował również ideał piękna. Początek sztuki nowoczesnej –impresjonizm – wniósł świeży powiew w trochę skostniałe i podkurzone antyczne kanony, utrzymywane jeszcze w akademiach sztuki. Malarstwo, zwolnione przez powstanie fotografii z roli wiernego przedstawiania rzeczywistości, zaczęło wyrażać wrażenia, emocje, bawić kolorem, światłem, z czasem sięgać do tematów z innych kultur, deformować, przekształcać rzeczywistość, stwarzać nowe światy, symbole”. Ale w całej tej swojej różnorodności główny nurt sztuki nowoczesnej pozostał wierny pojęciu piękna, jako naczelnej idei sztuki. Ale nie wszyscy artyści nowocześni pozostali wierni kryteriom estetycznym. Jak pisze ten sam autor, sam zresztą również będący artystą: „Obecnie działania wielu artystów idą w kierunku zadziwienia publiczności, zaszokowania, oryginalności za wszelką cenę. Stało się to celem samym w sobie. Ekscentryczność, wydumane pseudofilozofie, teorie maja usprawiedliwić ich działanie. Piękno, harmonia przestały być wartością, czy kryterium pozytywnym. Antyestetyka, obsceniczność zajęły miejsce główne w twórczości wielu współczesnych autorów nazywających siebie awangardą, czy nowa falą”.

Gdzie jest piękno w twórczości Wodiczki?

Dziwne wskazania KEPu

Benedykt

W ubiegłym tygodniu Konferencja Episkopatu Polski opublikowała dokument o następującej treści:


Wskazania Konferencji Episkopatu dla diecezji polskich dotyczące sprawowania Mszy św. według ogłoszonego przez papieża Benedykta XVI listu apostolskiego w formie Motu proprio Summorum Pontificum



Biskupi zebrani na 341. Zebraniu Plenarnym Konferencji Episkopatu Polski w Warszawie w dniach 2 i 3 października 2007 r. ustalili wskazania dotyczące sprawowania Mszy św. według ogłoszonego przez papieża Benedykta XVI w dniu 7 lipca 2007 r. listu apostolskiego w formie Motu Proprio Summorum Pontificum. W Motu proprio i dołączonym do niego liście do biskupów papież Benedykt XVI określił ramowe warunki dla sprawowania Mszy św. według promulgowanego przez bł. papieża Jana XXIII Missale Romanum jako nadzwyczajnej formy liturgii Kościoła.


1. Liturgię parafialną należy sprawować w formie zwyczajnej. Tam, gdzie będzie zachodziła potrzeba, w niedziele i święta nakazane można dodatkowo sprawować jedną Mszę św. w formie nadzwyczajnej, nie może ona jednak być odprawiana w miejsce Mszy św. w formie zwyczajnej (por. Summorum Pontificum, art. 5 § 2).


2. Możliwość sprawowania Mszy św. we wspólnotach parafialnych w formie nadzwyczajnej musi uwzględniać dobro duchowe całej wspólnoty i proszących o takie Msze św. wiernych. Wprowadzenie tej formy Mszy św. nie może powodować napięć i podziałów w parafii (por. Summorum Pontificum, art. 5 § 1). Życzenie jakiejś grupy wiernych, by mogli na stałe uczestniczyć we Mszy świętej sprawowanej według Missale Romanum bł. Jana XXIII nie może utrudniać pozostałym wiernym uczestniczenia we Mszy świętej w formie zwyczajnej.


3. Zwyczajną formę Mszy św. w języku łacińskim należy sprawować według Missale Romanum 1970 (w wydaniu Editio typica tertia 2002), a w języku polskim według Mszału rzymskiego dla diecezji polskich, Poznań 1986. Do nadzwyczajnej formy Mszy św. należy używać Missale Romanum 1962 z tekstami Proprium Poloniae (por. Summorum Pontificum, art. 1).


4. Wniosek o zezwolenie na Mszę św. w formie nadzwyczajnej mogą składać proboszczowi grupy świeckich działające w danej parafii (por. Summorum Pontificum, art. 5 § 1 i art. 7). Jeśli członkowie grup proszących o Mszę św. w formie nadzwyczajnej są z różnych parafii, wniosek należy skierować do biskupa diecezjalnego.


5. Określenie rodzaju i wielkości grup, które mogą się starać o odprawianie dla nich Mszy św. według formy nadzwyczajnej, pozostawia się biskupom diecezjalnym.


6. Kapłani, którzy mają odprawiać Mszę św. w formie nadzwyczajnej, spełniać powinni następu-jące wymagania (por. Summorum Pontificum, art. 5 § 4):

– przyjmować całą liturgię Kościoła w formie zwyczajnej i nadzwyczajnej (por. towarzyszący Motu proprio List papieża Benedykta XVI);

– posiadać dobrą znajomość nadzwyczajnej formy obrzędu;

– znać język łaciński;

– mieć przygotowanych do tej formy Mszy św. ministrantów.

Spełnieniem tych wymagań powinny weryfikować Diecezjalne Komisje Liturgiczne.


7. Przy sprawowaniu Mszy św. w nadzwyczajnej formie obowiązuje kalendarz i porządek czytań z Missale Romanum 1962. Należy także uwzględnić w odpowiednim czasie zapowie-dziane przez Komisję Ecclesia Dei rozszerzenie kalendarza. Do wykonania czytań w języku narodowym (por. Summorum Pontificum, art. 6) należy użyć perykop z zatwier-dzonego lekcjonarza mszalnego, Pallottinum Poznań 1972-2004. Można także użyć Mszału Rzymskiego w opracowaniu OO. Benedyktynów z Opactwa Tynieckiego, Pallotinum Poznań 1963.

Przepowiadanie w czasie Mszy św. w formie nadzwyczajnej powinno być zgodne z nauczaniem Soboru Watykańskiego II.


8. Biskupi diecezjalni nie widzą aktualnie potrzeby ustanawiania parafii personalnych dla spra-wowania nadzwyczajnej formy obrządku
rzymskiego (Summorum Pontificum, art. 10).


9. Celem sporządzenia po trzech latach przez biskupa diecezjalnego relacji na temat doświad-czeń z wprowadzaniem w życie Motu proprio (por. towarzyszący Motu proprio List papieża Benedykta XVI) proboszczowie wzgl. rektorzy kościołów, w których zezwolono na Mszę św. w nadzwyczajnej formie, powinni informować o tym swego biskupa.


10. Przypominając wskazania Motu proprio należy rozważyć, czy w dużych miastach nie powinna być sprawowana jedna Eucharystia niedzielna w języku łacińskim według mszału Pawła VI. Są osoby, które chcą w takiej Mszy świętej uczestniczyć. W niektórych kościołach taka liturgia w języku łacińskim jest sprawowana i ogólnie dostępna dla wiernych.


Wskazania obowiązują od 15 października 2007 r.


+ Arcybiskup Józef Michalik

Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski


+ Bp Stefan Cichy

Przewodniczący Komisji Episkopatu

ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów.



Warszawa, dnia 3 października 2007 r.

341. Zebranie Plenarne Konferencji Episkopatu Polski


Z ubolewaniem stwierdzam, że dokument powyższy stoi w całkowitej sprzeczności z nauczaniem papieskim wyrażonym w Motu Proprio Summorum Pontificium Jego Świątobliwości Ojca Świętego Benedykta XVI, które zawiera następującą klauzulę:

Wszystko, co zostało postanowione przez Nas w niniejszym „Motu Proprio” ma być uznawane za postanowione i obowiązujące oraz rozkazujemy by obowiązywało od dnia 14 września tegoż roku od święta Podwyższenia Krzyża Świętego, wbrew wszelkim przeciwnym zarządzeniom.


Pismo biskupów polskich zdaje się być kopią analogicznego dokumentu hierarchów niemieckich. Pewnie dlatego niektóre jego punkty niezbyt przystają do naszych realiów. I tak zakaz zamieniania Mszy w formie zwyczajnej na nadzwyczajna ma sens w parafiach niemieckich z jedną Mszą niedzielną, nie ma zaś sensu w miejskiej parafii w Polsce, gdzie jest na przykład 10 Mszy w niedziele i jedenastej wcisnąć w grafik sie nie da. W ten sposób staje się de facto zakazem odprawiania Mszy Trydenckiej w ogóle, a więc jest rażąco sprzeczny z Motu Proprio. Jednak myślę, ze nie tylko w Polsce przyznanie biskupowi prawa określania minimalnej wielkości grupy, która może prosić o msze praktycznie zablokuje Motu Proprio jeśli biskup będzie tradycji niechętny. Przecież może ustalić, ze minimalna grupa to np. 254 ponaddwumetrowych kędzierzawych blondynów stanu szlacheckiego, biegle znających łacinę. Czemu nie, skoro KEP zaleca biskupom kształtować te kryteria dowolnie. Nie zarzucam biskupom złej woli, czy wrogości wobec tradycji. Myślę jednak, że nie potraktowali problemu poważnie. Uznali, moim zdaniem błędnie, że wierni w Polsce Starej Mszy nie chcą i trzeba tychże wiernych bronić przed dziwactwami niektórych księży. Na pewno stworzyli by inny dokument, gdyby wiedzieli, że większości wiernych kwestia rytu jest doskonale obojętna, spora grupa chce swobodnego dostępu do Starej Mszy, a tylko mała garstka sie jej obawia.


W związku z powyższym:

-Jako, że KEP nie ma mocy wydawać wiążących aktów prawnych, wskazania te obowiązywać moga jedynie po ratyfikowaniu ich przez biskupa miejsca

-Te fragmenty, które są jawnie sprzeczne z wolą Ojca Świętego wyrażoną w Motu Proprio są mocą samego prawa nieważne i nieobowiązujące. Takie fragmenty pisma biskupów pogrubiłem.


Obowiązującym prawem jest Motu Proprio, nie zaś wskazania KEP.


 

Czy Mickiewicz był agentem?

 

We wrześniowym numerze miesięcznika Focus Historia ukazał sie tekst Piotra Łopuszańskiego, sugerujący, że Adam Mickiewicz był agentem carskiej Ochrany. Te same tezy autor wygłosił juz dwa lata wcześniej w bardziej naukowym tekście na łamach czasopisma Pro Memoria, z tym że wtedy nie formułował takiego zarzutu wprost, a czyni to teraz, choć nie przedstawia innych faktów na poparcie swej tezy niż te, o których napisał przed dwoma laty. Argumenty, których w obydwu tekstach użył są z grubsza następujące:

  • Mickiewicz otrzymał najłagodniejszy wyrok spośród wszystkich filomatów

  • W czasie Powstania Listopadowego zajmował się w Wielkopolsce romansami i nie kwapił się do Kongresówki

  • W sekcie Towiańczyków organizowała modły za duszę zmarłego cara Aleksandra I

  • Tajemnicze okoliczności jego śmierci wskazują na możliwość otrucia przez Rosjan.

Jedynie pierwszy tak naprawdę może być choćby poszlaką przeciw Mickiewiczowi w sprawie o agenturalną służbę Rosji. Drugi dowodzi tylko, że poeta był tchórzem i playboyem. Trzeci nie dowodzi, ze mimo to był dobrym chrześcijaninem, który modli sie za swych nieprzyjaciół. Czwarty zaś, że istotnie był nieprzyjacielem Rosji i ta uznała go za groźnego. Do tego nie musiał być agentem.

Skupmy sie więc na zarzucie pierwszym. Między bohaterstwem w śledztwie a pójściem na współpracę agenturalną jest wiele stopni pośrednich. Bohaterem Mickiewicz nie był, nie miał charakteru bohatera. Nie został jednak również w czasie tego śledztwa współpracownikiem Ochrany, bo gdyby nim był, to po co władze podczas pobytu na Krymie miałyby go obstawiać agentami, a przecież obstawiały. Prawdopodobnie więc, co autor we wcześniejszym artykule sugeruje Mickiewicz po prostu zobowiązał się, że w przyszłości nie będzie działał na szkodę Rosji. I jak widać, jeśli nie liczyć działań literackich, podejmowanych zresztą dopiero po Powstaniu, zobowiązania dotrzymał. Autor podkreśla też prorosyjskie teksty Mickiewicza, zupełnie ignorując jego antyrosyjska poezję, co stwarza dość zafałszowany obraz twórczości Wieszcza.


 

Piotr Łopuszański dwa lata temu, na łamach Pro Memoria, napisał mądry i ciekawy artykuł. Teraz jednak uległ lustracyjnej histerii i na wątłych podstawach oparł poważne oskarżenie. Nie świadczy to o nim najlepiej, jako o badaczu historii. Solidny naukowiec, czy publicysta nie powinien budować swojej popularności na brukowych sensacjach. Na razie możemy więc ze spokojnym sumieniem przyjmować, ze Adam Mickiewicz rosyjskim agentem, mimo sugestii pana Łopuszańskiego, nie był.

Czeski rok

 

rok Diabła

 

Kilka tygodni temu, w serii Niezbędnik Kinomana, ukazała sie książka z filmem Rok diabła, w reżyserii Petra Zelenki. Korzystając z tej okazji chcę o tym, nienowym juz filmie coś niecoś napisać. Jest to dzieło niezwykłej wagi, warte polecenia szczególnie ludziom nieobeznanym z czeską kulturą lub uprzedzonym do niej. Film ten oparty jest na dość przewrotnym pomyśle. Jest to bowiem widowisko muzyczne udające dokument i to dokument skrzynkowy, bo mówiący o kręceniu dokumentu. Występują w nim czescy i zagraniczni muzycy różnych gatunków: Jaromír Nohavica, Karel Plíhal, Čechomor i Jaz Coleman. Film jest pełen ich muzyki, oczywiscie głownie Nohavicy i Čechomora. Jest tez pełen niesamowitości: Plíhal jest aniołem i znika w płomieniach, Nohavica udziela ślubów i leczy się z alkoholizmu, Plíhal i holenderski filmowiec miesiącami milczą, jeden z muzyków Čechomora uzdrawia, muzycy wysłuchują zwierzeń swoich słuchaczy Čechomor pod wodzą Colemana sprawuje pogańskie rytuały. Wszystko to sprawia, ze muzyka, rządząca tym filmem sama staje się czymś w rodzaju magicznego rytuału. Poruszająca do szpiku kości Kometa, kołyszące morawskie melodie ludowe, wprowadzają widzo-słuchacza w specyficzny trans. Do tego dochodzi humorystyczna quasi filozofia: Nohawicowa Teoria Alkoholowego Kopca, czy dyskusje o tym co nosi Nohavica: slipy, czy bokserki. A więc: absurd, alkohol, magia, muzyka – istna mieszanka wybuchowa. Jak powiedział Nohavica, tytułowym jest ten film. Więcej jakos napisać nie potrafię. To trzeba zobaczyć.

Jan Kochanowski- czy te pytania trzeba stawiać?

 

Znany w niektórych środowiskach fundamentalno-katolicki publicysta Mirosław Salwowski opublikował między innymi tekst zatytułowany Mel Gibson- pytania, które trzeba postawić.

W tekście tym stawia on tezę, że nie można uznać Gibsona za twórcę katolickiego z dwóch powodów:

-Gibson, zwłaszcza jako aktor współtworzył wiele dzieł, które można uznać za promujące niemoralność, zwłaszcza w sferze seksualnej

-Sztandarowe dzieło religijne Gibsona- Pasja, nie odniosło spektakularnego sukcesu ewangelizacyjnego.

Zastanówmy sie, czy byli w historii inni katoliccy twórcy, których przypadek podobny był do Gibsonowego i czy pomoże nam to w rozwiązaniu dylematu jego katolickości?

Takich twórców było wiele, ale szczególnie podobny jest Przypadek Jana Kochanowskiego.

Twórca ten był ściśle związany z Kościołem Katolickim. Miał nawet niższe święcenia i pełnił funkcję proboszcza dwóch parafii. Napisał wiele utworów o charakterze religijnym, w tym poetycką parafrazę psałterza. Wiele jego utworów stało się pieśniami kościelnymi, używanymi w trakcie liturgii, z których dwie Czego chcesz od nas Panie i Kto się w opiekę cieszą się do dnai dzisiejszego wielką popularnością.


To wiedzą wszyscy. Znacznie mniej osób wie, ze Kochanowski, pisał również dosadne wiersze erotyczne. Zacytuję jeden z nich:

Nie uciekaj przede mną, dziewko urodziwa,

Z twoją rumianą twarzą moja broda siwa

Zgodzi się znamienicie; patrz, gdy wieniec wiją

Że pospolicie sadzą przy różej leliją.


Nie uciekaj przede mną, dziewko urodziwa,

Serceć jeszcze niestare, chocia broda siwa;

Choć u mnie broda siwa, jeszczem niezganiony,

Czosnek ma głowę białą, a ogon zielony.


Nie uciekaj, ma rada; wszak wiesz: im kot starszy,

Tym, pospolicie mówią ogon jego twardszy;

I dąb, choć mieścy przeschnie, choć list na nim płowy,

Przedsię stoi potężnie, bo ma korzeń zdrowy.


Sprośnych wierszy Mistrz z Czarnolasu napisał kilkadziesiąt. W antologii takowych, zatytułowanej Kiedy mię Wenus pali,  Józef Krzyżanowski umieścił ich trzydzieści jeden. Większość z nich jest utrzymana, w podobnej, rubasznej tonacji. Wybrałem ten własnie, ze względu na jego szczególną wartość artystyczną. Zwróćmy uwagę, że natężenie lubieżności wzrasta w kolejnych zwrotkach. Nie zauważyłem w tychże wierszach żadnego potępienia rozpusty. Ma więc Jan Kochanowski na polu krzewienia erotyki zasługi co najmniej porównywalne z Gibsonowymi.


Również w drugiej kwestii można postawić zarzuty Kochanowskiemu (jeśli w ogóle można mówić o zarzutach). Tak się bowiem składa, ze znaczną część religijnej twórczości Kochanowskiego wykorzystują w swoich praktykach religijnych Karaimi polsko-litewscy, a nie przybliża ich to do Kościoła.


Jeśli więc stawia się zarzut niekatolickości, przynajmniej w warstwie przekazu Melowi Gibsonowi trzeba też te same zarzuty postawić Janowi Kochanowskiemu. Albo obydwu „ułaskawić”. Tertium non datur. Ja oczywiście opowiadam sie za rozwiązaniem drugim.

*** *** ***

Pan Salwowski ma obecnie problemy rodzinne. Potrzebuje naszej modlitwy. Dlatego wierzących czytelników mojego bloga proszę, aby sie za niego pomodlili. Kto zaś może i chce, niech go wspomoże finansowo. Oto numer jego konta: 22 1140 2004 0000 3402 4023 1523 mBank.

A może ktoś mógłby mu zaproponować pracę?


 

Dekalog z punktu widzenia emocji

 

Gdy w poprzednim wpisie recenzowałem najnowszy album Dody uczyniłem spory ukłon w kierunku popkultury. Aby zachować równowagę dziś zajmę się muzyką bez wątpliwości niszową. Album, o którym będę pisał leży pod pewnymi względami na przeciwległym biegunie muzycznego globu, w stosunku do poprzednio omówionego.

Zbiory fanów Doroty Rabczewskiej i Katarzyny Groniec, bo to o jej najnowszej produkcji wokalnej, zatytułowanej Przypadki chcę się rozpisać w dzisiejszym moim artykuliku, mają zapewne część wspólną zmierzającą do zera.

 

Te dwie płyty istotnie różni bardzo wiele, szczególnie w warstwie muzycznej. Groniec wykonuje trudną, ambitną muzykę, skomponowaną przez Piotra Dziubka. Pobrzmiewają w niej nuty piosenki literackiej, jazzu, a nawet muzyki poważnej. Miejscami przypomina kompozycje Zbigniewa Preisnera, chyba zresztą nieprzypadkowo, o czym jeszcze napomknę niżej. W związku z tym nie nadaje się za bardzo do wykonywania na stadionach i w wielkich halach. Jest przeznaczona raczej do niewielkich sal koncertowych i klubów. Jest też skierowana nie do słuchacza masowego, ale do melomanów, mających wyrobiony gust artystyczny.

 

Jakie więc podobieństwa mogłem znaleźć z ostrą i wulgarną płytą Dody? Oczywiście nie ma ich ani w warstwie muzycznej, ani w docelowej grupie słuchaczy. Można się ich natomiast doszukać w tematyce utworów. Przypadki to poetyckie rozważania na temat Dziesięciu Przykazań Bożych, czyli Dekalogu. Rozważanie te są prowadzone od bardzo ciekawego punktu widzenia. Nie ma tu mowy o przykazaniach jako takich, ani nawet o grzechach przeciwko nim, ale o emocjach, czy też żądzach, które do tychże grzechów wiodą. Każda z dziesięciu piosenek ujętych w klamry przez dwa utwory instrumentalne ukazuje niejako jedna kategorię emocji: ambiwalentne uczucia wobec rodziców, żądzę seksualną, zazdrość etc.

 

I tutaj jest pogrzebany wampir podobieństw. Bo płyta Dody również skupiała sie na emocjach. O rodzicach co prawda nic tam nie było, ale pożądanie i zazdrość odmieniały sie przez wszystkie przypadki. Ale na tym bynajmniej podobieństwa sie nie kończą. Na obydwu płytach współistnieją ze sobą erotyka i religia, a jest to zjawisko, zdarzające się w produkcjach popkulturowych, nie na tyle jednak często, by nie można uznać jego współistnienia w obydwu albumach za wskaźnik ich wzajemnego podobieństwa.

 

I w tym miejscu znów zaczynają sie różnice. Zarówno bowiem erotyka, jak i religia są przedstawione w tych dwóch produkcjach na dwa znacznie różniące sie od siebie sposoby. U Dody erotyka była wulgarna i dosłowna, u Groniec jest subtelna i ukryta za metaforami, podobnie jak na przykład u Doroty Miśkiewicz. W różnej też postaci obecna jest na obydwu płytach religia. O ile u Dody występuje ona w typowej dla popu i rocka konwencji metafizyczno-paramistycznej, to u drugiej z omawianych artystek przybiera ona postać etyki religijnej. A to się we współczesnej muzyce nie za często zdarza. Etyka owszem, występuje w niej często, ale raczej w oderwaniu od religii, te dwie kwestie w popkulturze funkcjonują niezależnie od siebie.

 

Mamy jednak w polskiej kulturze współczesnej dzieło w pewien sposób podobne do Przypadków, tyle , że nie muzyczne, a filmowe. Mam tu na myśli serial Krzysztofa Kieślowskiego Dekalog. Oprócz tej samej tematyki i podobnego, subiektywnego ujęcia oba dzieła łączy melancholijny nastrój. Dlatego na wstępie zapostulowałem, że zbliżone do preisnerowskich motywy muzyczne nie znalazły sie na płycie przypadkiem, wszak to Preisner tworzył muzykę do Dekalogu. Również i tytuł płyty zdaje się zainspirowany twórczością Kieślowskiego, a mianowicie tytułem jego filmu Przypadek.

 

Różnia się również te płyty moja subiektywna oceną. O ile płytę Dody uznałem za solidną przeciętna, to Przypadki uważam za dzieło naprawdę wysokich lotów.

Ostra muzyka, wulgarne słowa

Doda Diamond Bitch 

 

 

W ostatnim czasie swoją pierwszą płytę solową, zatytułowaną Diamond Bitchwydała Dorota Rabczewska, bardziej znana jako Doda. Nie pisałbym o tym, gdyby nie kilka faktów. Po pierwsza, Doda dotychczas jako wokalistka grupy Virgin, kojarzona była z płytkim, lekkim, masowym popem. Jako solistka natomiast umiejscawia sie w nurcie, jak na dzisiejsze czasy znacznie bardziej niszowym, bo w żeńskim hardrocku, ocierającym sie miejscami o heavy metal. Dzięki temu, że płytę taka nagrała wokalistka o ogromnej popularności, sama płyta cieszy sie dużym wzięciem, zwłaszcza wśród dosyć młodych słuchaczy. Gdyby nagrała ją któraś ze śpiewaczek od zawsze wykonujących utwory rockowe, pewnie przeszłoby to bez większego rozgłosu. A tak, cytaty z Diamond Bitch widuje sie w opisach profili na gadu-gadu należących do osób o dobra dekadę młodszych ode mnie. Jest to pokolenie, które dotąd rocka raczej nie słuchało. Doda niejako wiec ożywia ten gatunek, daje mu drugie życie. Może trochę w poprzednim zdaniu przesadziłem, sama Doda nie spowoduje ogromnego zainteresowania rockiem, ale może być małym kamyczkiem, od którego lawina bieg zmienia. Może niektórzy z jej dzisiejszych słuchaczy założą swoje kapele, a za lat pięć będą nową falą polskiego rocka?

Należy to cenić, w czasach gdy rock staje się powoli stylem niszowym. Niektórzy krytycy piszą, że jest to doskonały album na końcówkę lat osiemdziesiątych poprzedniego stulecia, a nie na dziś. I właśnie dlatego szanuję panią Dorotę za tę płytę, za odwagę nagrania czegoś, co nie płynie z duchem czasów.

Drugą sprawą jest tematyka tekstów. Bardzo mi się podoba to, że obok dosadnej, wręcz wulgarnej erotyki pojawiają się motywy religijne. Nieraz już pisałem, na przykład w tekście Rewolucje kulturalne, że dwoma filarami naszej, europejskiej cywilizacji są: chrześcijańska religia i heteroseksualna erotyka. Niestety od tak zwanej pierwszej rewolucji kulturalnej na początku XVIII stulecia, mało jest twórców kultury, którzy zdecydowaliby sie na łączenie tych dwóch tematów. Należy więc cenić, tych, którzy to robią, nawet, jeżeli nie osiągają najdalszych wyżyn sztuki. Zdaje sobie sprawę,że płyta Dody, to nie jest ani jakaś super wielka muzyka, ani wielka poezja. Z drugiej strony zarówno pod względem muzycznym, jak i poetyckim nie trzeba się tych utworów wstydzić. Jest dosyć porządny poziom średni, taka solidna czwórka.

To, że podoba mi się ta płyta, nie oznacza, że afirmuje wszystkie posunięcia piosenkarki. Za Chiny nie rozumiem po jaka cholerę chce się procesować z tym znanym tylko w swoim środowisku raperem, dla którego jest to doskonały sposób promocji. Oddać jednak należy cesarzowi co cesarskie, a Dodzie to, że tą płytą odwaliła kawał dobrej roboty.

Wystawa gier

 Wystawa gier manual cc

Pisałem niedawno o opowiadaniu shybrydowanym z grą losową. Okazuje się jednak, że nie tylko dzieła literackie dają się hybrydować z grami. Jest to możliwe również w sztukach pięknych. Dowodzi tego jedno z aktualnych wydarzeń artystycznych w naszym kraju. Od 15 września bieżącego roku w galerii Kronika w Bytomiu odbywa sie wystawa Manual CC. Wystawa ta niewątpliwie jest wystawą z zakresu sztuk plastycznych, a jednak nie prezentuje sie na niej ani obrazów, a rzeżb, ani innych pokrewnych dział. Na tej wystawie znani i mniej znani artyści, tacy jak :Paweł Althamer, Mark Aerial Waller, Drumlander, Marcius Galan, Paweł Kruk, Agnieszka Kurant, Bartek Mucha, Nick Oberhaler & Julien Diehn, Parfyme, Maciej Sieńczyk, Wilhelm Sasnal, czy Rudolf Steiner przedstawiają stworzone przez siebie scenariusze gier różnego rodzaju. Artyści dostarczyli je w postaci pocztówek (jedna z nich ukazuję wyżej) na wystawie są odpowiednio powiększone. Zwiedzający otrzymują także ich kserokopie, a po zakończeniu wystawy zostaną wydane w formie książki. Na sali są również przygotowane stoliki z akcesoriami do gier, aby widzowie mogli na miejscu wykorzystać wystawiane scenariusze.

Czego dowodzi zaistnienie takiej wystawy? Po pierwsze tego, że kultura ponowoczesna bardzo lubi formy hybrydowe, nie zadowalając sie tradycyjnymi gatunkami sztuki w formie czystej. Po drugie zaś tego, że gry okazują się bardzo wdzięcznym materiałem do hybrydyzacji. Zapewne o niejednej jeszcze hybrydzie z wykorzystaniem gier usłyszymy.

Pełna lista artystów na dzień otwarcia wystawy ( może rosnąć):

Mark Aerial Waller (Wielka Brytania)

Paweł Althamer

Anatka Barczewska (Szwecja)

Kuba Bąkowski

Sarmen Beglarian

Tomek Bierkowski

Rahim Blak

Karin Bühler (Szwajcaria)

Yane Calovski (Macedonia)

Martin Conrads (Niemcy)

Holly Crawford (USA)

Agnieszka Chojnacka

Hubert Czerepok

Christoph Draeger (Szwajcaria/USA)

Stanisław Dróżdż

Drumlander/ Louis Blackburn + Angelo Vermeulen (Belgia)

Pola Dwurnik

Samuel Francois (Francja)

Marcius Galan (Brazylia)

Haimo Ganz (Szwajcaria)

Ingo Gerken (Niemcy)

Simon Goldin & Jakob Senneby (Szwecja)

Leszek Golec & Tatiana Czekalska

Ryszard Górecki (Niemcy/Polska)

Henry Grahn (Finlandia/ Szwecja)

Marek Glinkowski

Grupa Whitney Houston: Paulina Ołowska, Bartek Przybył

& Aleksander Wawrzyniak

Małgorzata Jabłońska & Piotr Szewczyk

Jesper Jargil (Dania)

Łukasz Jastrubczak

Jan Loechte (Niemcy)

Olivier Kosta -Thefaine (Francja)

Justyna Köke (Niemcy/Polska)

Elżbieta Krajewska

Anna Krenz (Polska/ Niemcy)

Wojtek Kucharczyk

Paweł Kruk

Piotr Kurka

Agnieszka Kurant

Robert Kuśmirowski

Maciej Landsberg

Sara MacKillop (Wielka Brytania)

Agnieszka Małecka

Anna Mandoki (Węgry/Niemcy)

Mirzlekid (Hansjörg Köfler)

Nuria Montiel (Meksyk)

Bartek Mucha

Jacek Niegoda

Anna Niesterowicz

Txema Novelo (Meksyk)

Nick Oberhaler & Julien Diehn (Austria/Niemcy)

Parfyme (Dania)

Ben Petersen (USA)

PGR ART

Marek Raczkowski & Agnieszka Brzeżańska

Raketa (Szwecja)

Wilhelm Sasnal

Jadwiga Sawicka

Jochen Schmith (Niemcy)

Maciej Sieńczyk

Janek Simon

Bruno Steiner (Szwajcaria)

Rudolf Steiner (Szwajcaria)

Paweł Susid

Superflex (Dania)

Karl Tuikkanen (Szwecja)

Tomssa

Adam Witkowski

Julita Wójcik

Patryk Zakrocki

Honza Zamojski

Grzegorz Zgraja (Niemcy)

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij