Michał Strogow – kurier carski

strogow 

Co jakiś czas piszę o kolekcjach dodawanych do gazet, czy to książkowych, czy też muzycznych. Dzisiaj pisać będę o kolekcji książek nie dodawanej do jakiejś gazety, ale można rzec niezależnej, wydawanej przez specjalizujące się w kolekcjach wydawnictwo Hachette. Mowa o serii Najsłynniejsze Powieści Historyczne.


Cykl taki jest ważny i potrzebny. Co prawda większość książek tego rodzaju nie należy do literatury najwyższych lotów, ale są to pozycje bardzo popularne, chętnie czytane przez kolejne pokolenia i równie chętnie ekranizowane, dzięki czemu ich wpływ na całokształt kultury jest niebagatelny.


Seria niestety zadebiutowała z małym zgrzytem. Jako pierwszy tom został wydany Michał Strogow -kurier carski Juliusza Verne'a, które to dzieło w ogóle nie jest powieścią historyczną. Akcja wydanej w 1876 roku książki ma miejsce prawdopodobnie w 1862 a więc praktycznie współcześnie. Do tego dzieje się w czasie fikcyjnej wojny rosyjsko-tatarskiej. Jedno i drugie powoduje, że do historycznych tej powieści zaliczyć się nie da. Jest to powieść przygodowa z niewielkimi elementami fantastyki. Do tych ostatnich zaliczyć można: fikcyjna wojnę oraz fenomenalne zjawiska parafizjologiczne, jakimi są odporność głownego bohatera na oślepienie gorącą stalą oraz fenomenalny wzrok i słuch dwóch zagranicznych reporterów.

Jeśli ktoś koniecznie chciałby Strogowa zaliczyć do powieści historycznych, musiałby to samo uczynić dla Aniołów i demonów Dana Browna. Tu również akcja dzieje się kilkanaście lat przed publikacja książki, w czasie fikcyjnego wydarzenia o doniosłym znaczeniu dla całego przedstawionego świata, którym w tym przypadku jest konklawe. W obydwu powieściach główny bohater przeżywa burzliwe przygody, nawiązuje też ognisty romans z poznana w czasie ich trwania młodą kobietą. W obydwu też przypadkach od powodzenia misji głównego bohatera, zależą losy, może nie całego świata, ale znacznej jego części. I w obydwu przypadkach, mimo licznych przeciwności, misja ta kończy sie powodzeniem. Skoro więc książka Browna nie uchodzi za historyczną, to i powieść Verne'a nie powinna.


Głównym wątkiem powieści są przygody carskiego kuriera, tytułowego Michała Strogowa, który z powodu zerwania przez Tatarów łączności telegraficznej zostaje przez cara wysłany do Irkucka. Ma ostrzec przebywającego w tym mieście carskiego brata przed Iwanem Ogarewem, zdrajcą, który potajemnie przeszedł na stronę Tatarów. W niebezpiecznej podróży od samego początku towarzyszy mu młodziutka Nadia Fedor, która podąża do Irkucka, odwiedzić ojca, przebywającego w tym mieście na wygnaniu. W drodze kurier wpada w ręce zdrajcy, który zabiera mu carski list, oślepia (przynajmniej tak się wszystkim wydaje) i wypuszcza uważając za już niegroźnego. Dalsza drogę kurier odbywa z wydatna pomocą Nadii, która w końcu zostanie jego żoną.


Autor nieźle oddaje obyczajowe, cywilizacyjne i przyrodnicze realia XIX-wiecznej Rosji, znacznie gorzej radząc sobie z politycznymi. Nie wziął pod uwagę chociażby tego, że gdyby w lecie 1862 ogromne siły tatarskie zaatakowały rosyjską Syberię, zmuszając większość carskich wojsk do przegrupowania do azjatyckiej części imperium i wojna przeciągnęłaby się do zimy, to na początku 1863 w Polsce wybuchłoby powstanie, które w takiej sytuacji miałoby spore szanse powodzenia. Zwłaszcza, jeżeli się zważy, że Turcja pewnie nie stałaby z założony rekami, ale przynajmniej zrobiłaby wszystko, aby ułatwić polskim powstańcom zaopatrzenie się w broń.


Nie brakuje w powieści akcentów komicznych, jak anegdota o procesie sądowym o zapłatę dla mamki za roczne karmienie niemowlęcia. Gdy zapadł wyrok, niemowlę było już kapitanem huzarów.


W sumie jest to lekka, przyjemna powieść do czytania w pociągu. Żadnych głębszych przemyśleń ni
e wywołuje.


Jeszcze słówko o całej serii. Ma ona wiele zalet, takich jak szeroki wybór tytułów, porządna edycje w twardych kolorowych okładkach i z tasiemkowymi zakładkami, ma jednak tez poważną wadę. Książki są sprzedawane w pakietach po dwie sztuki. Jeśli ktoś nie zbiera całej serii, a zależy mu tylko na niektórych tytułach, jest z tego powodu w nieciekawej sytuacji. Jeśli chce kupić jedna książkę, musi kupić dwie i wydać na to 40 złotych. A za tę cenę nieraz można nabyć dany tytuł w normalnym wydaniu. Chyba wydawca nie do końca przemyślał tę sprawę.

Wielkopostna galeria dźwiękowa

 

Jako, że cykl galerii dźwiękowych cieszy sie dużą popularnością, zgodnie z zapowiedzią wracam do niego, aby przedstawić wiązankę melodii wielkopostnych. Ze śpiewami wielkopostnymi jest pewien kłopot. Polega on na tym, że w większości naszych kościołów już od Środy Popielcowej śpiewa sie nie pieśni postne, a pasyjne. Tym ostatnim poświęcę kolejna galerie, za dwa tygodnie, dzisiaj zaś chcę sie skupić na śpiewach typowo postnych, pokutnych.


Zacznę jednak od antyfony maryjnej. W okresie Wielkiego Postu śpiewa się antyfonę Ave Regina Coelorum. Poniżej przedstawiam ja więc w kilku wersjach:


Wersji gregoriańskiej nie udało się znaleźć.

Wersja polifoniczna -kompozycja Antona Brucknera, wykonanie

Maîtrise Sainte-Cécile de la Cathédrale Notre-Dame de Luxembourg

Wersja polifoniczna – kompozycja Josefa Rheinbergera, wykonanie Frauenchor Enseble Octave

Wersja nowoczesna w wykonaniu zespołu Cantus

Wersja nowoczesna, kompozycja Vytautasa Miskinisa , wykonanie Ensemble Vocal Allegro



Podstawowymi śpiewami , na które trzeba zwrócić uwagę w każdym okresie liturgicznym są hymny brewiarzowe:


Hymn Nieszporów Audi, benigne Conditor

Ten sam hymn, w wykonaniu tradycyjnych luteran, po angielsku

Hymn Jutrzni Ex more docti mystico

Hymn Jutrzni Ex more docti mystico w wykonaniu tradycyjnych luteran, po angielsku


Psalm pokutny Miserere mei, Deus – niestety polifonia w wykonaniu Gruppo Polifonico „Claudio Monteverdi”



Niewiele tego tym razem, ale za dwa tygodnie będzie więcej

 

Festiwal Muzyki Jednogłosowej w Płocku

 

Zgodnie z zapowiedzią podaną w niedawnym tekście organizacyjnym, tego roku wcześniej zaczynam cykl festiwalowy, czyli serię tekstów stanowiących informację o najciekawszych moim zdaniem muzycznych i nie tylko muzycznych festiwalach w kraju i w nieodległych ziemiach zagranicznych. Tak to trochę niezgrabnie napisałem, nie chcąc użyć źle się kojarzącego wyrażenia „bliska zagranica” .

 

Gdy w zeszłym roku pisałem o płockim festiwalu muzyki elektronicznej „Audioriver”, wspomniałem, ze niewątpliwie najciekawszą imprezą muzyczną w tym wielkoksiążęcym mieście jest wiosenny Festiwal Muzyki Jednogłosowej. W tym roku, w dniach od 7 do 9 marca odbędzie się już XIV jego edycja. W czasie jej trwania wystąpią zespoły Sabionetta z Polski, Graindelavoix z Belgii i The Hilliard Ensemble z Wielkiej Brytanii. Szczegółowy program można przeczytać na plakacie poniżej.

 

Tym co odróżnia festiwal płocki od na przykład jarosławskiego, jest specyfika czasu i miejsca. Trwa on tylko trzy dni, nie zaś tydzień, jak większość podobnych imprez i odbywa się nie w ciągu letnich wakacji, a w Wielkim Poście, zawsze od piątku do niedzieli, dwa tygodnie przed Wielkanocą. Wszystkie koncerty odbywają się w Bazylice Katedralnej w Płocku. Nie jest więc to zwykły festiwal. Można rzec, ze jest to rodzaj rekolekcji wielkopostnych.

 

Monodia to szczególny gatunek muzyki. Występuje przede wszystkim w tradycyjnej twórczości sakralnej, nierzadko również w ludowej. Tradycyjna muzyka liturgiczna wszystkich, oprócz jednego wyjątku (Gruzja) starych kościołów chrześcijańskich jest jednogłosowa. Najbardziej znanym przykładem jest tu oczywiście chorał gregoriański. Monodia jest wiec, można rzec muzyka modlitwy. Dlatego doskonałym pomysłem jest jej promowanie akurat w Wielkim Poscie, który jest specjalnym czasem modlitwy. Nawet, jeśli nie wszystkie utwory prezentowane na festiwalu maja charakter religijny w sensie ścisłym, to na pewno maja go w sensie szerokim, bo jest to własnie muzyka sprzyjająca modlitwie i religijnej refleksji.

 

program

Dobra książka o historii Kościoła

 

Kilka miesięcy temu, recenzując żałosną i żenującą książkę księdza Kowalczuka o historii Kościoła, zapowiedziałem, że wkrótce umieszczę w tym samym miejscu recenzję lepszej pozycji traktującej na ten sam temat. Przygotowanie tego tekstu zajęło mi więcej czasu niż myślałem, bo najpierw dosyć długo trwało dokładne zapoznanie się z treścią książki, którą chcę omawiać, potem zaś inne tematy wydały mi sie pilniejsze.

 

Tak więc do recenzowania dwutomowej pracy księdza doktora Józefa Umińskiego zatytułowanej najprościej jak można, bo po prostu Historia Kościoła, przystępuje dopiero dzisiaj, u progu Wielkiego Postu. Tak bowiem sobie umyśliłem, ze właśnie w tym okresie, który sprzyja refleksji i zadumie, obok cyklu tekstów o wielkopostnych modlitwach i nabożeństwach, który zacząłem wczoraj, poświęcę też nieco uwagi książkom, zwłaszcza tym , które towarzyszą mi w mojej pracy publicysty, z których korzystam przy pisaniu tekstów zarówno na bloga, jak i do prasy, czy na inne strony internetowe.

 

 

To, ze książka Umińskiego jest zdecydowanie lepsza od pracy Kowalczuka nie ulega najmniejszej wątpliwości. Przede wszystkim jest dużo bardziej wyczerpująca, składa się bowiem z dwóch grubych tomów, a nie jednego średniej grubości. To bardzo ważne, gdyż dzieje Kościoła, należą do tych tematów, których nazbyt skrótowe potraktowanie odbywa sie z dużą szkodą dla jakości i pożyteczności opracowania. To, ze opracowanie Kowalczuka pożytecznym nie jest, a wręcz przeciwnie jest szkodliwe, to chyba dobitnie w poprzednim tekście wykazałem. Z pracą Umińskiego jest dokładnie odwrotnie. Jest ona skarbnicą wiedzy dla zwykłego czytelnika, tak laika, jak na przykład studenta, czy przedstawiciela innej niż historia nauki humanistycznej, ale jest też niezwykle przydatna dla historyków, zwłaszcza mniej doświadczonych, gdyż po pierwsze rozpoczyna sie rozdziałem metodologicznym, po drugie zaś, każdy rozdział szczegółowy opatrzony jest bardzo dokładnym wykazem bezpośrednich i pośrednich źródeł, które mogą się przydać badaczowi pragnącemu zgłębić dane zagadnienie szczegółowe.

 

Książka jest napisana barwnym językiem, czyta się ją bardzo dobrze, tematyka jest potraktowana szeroko, z naświetleniem paralelnej historii świeckiej, a także skrótowym przedstawieniem dziejów najważniejszych wyznań niekatolickich i innych organizacyj, z którymi przyszło się Kościołowi zmagać. Jest to paradoks, że praca Kowalczuka, mająca w tytule „kościoły chrześcijańskie” dużo mniej szczegółów omawia wyznania niekatolickie i mniejszą ich liczbę niż Umiński, który podszedł do sprawy naprawdę fachowo. To jest książka, z której się historii Kościoła naprawdę można nauczyć. Mogę ją z czystym serce polecić każdemu, kto ma choćby minimum przygotowania humanistycznego, czyli już nawet uczniom szkół średnich. Ważnym plusem dla polskiego czytelnika jest też dokładne opisanie dziejów Kościoła w naszym kraju wraz z kontekstem kulturowym.

 

Doskonały jest jedynie Bóg i abstrakty matematyczne. Najdoskonalsze nawet dzieła natury i kultury maja mankamenty. Ma je również omawiana praca. Po pierwsze autor ma problem ze spolszczaniem nazw geograficznych, toteż pojawiają się u niego takie potworki językowe jak Georgia ( na oznaczenie Gruzji), czy Vietnam. Znaczy to, że geografem był znacznie słabszym niż historykiem. Po drugie, jeśli książka ma służyć czytelnikowi dzisiejszemu, to niewątpliwie wadą jest pozostawienie dosyć długich i skomplikowanych fraz łacińskich, a nawet greckich bez tłumaczenia. To ostatnie jednak nie było aż takim błędem w momencie powstawania książki. Po prostu autor adresował ją do czytelników znających łacinę dobrze (świeccy przedstawiciele nauk humanistycznych) lub nawet bardzo dobrze (alumni przedsobowowych wyższych seminariów duchownych). Nie mógł raczej przewidzieć tego, że w przeciągu dwóch pokoleń znajomość języka łacińskiego w obydwu tych grupach drastycznie spadnie.

 

Za mankament uznać również należy niemożność odróżnienia uzupełnień wprowadzonych do czwartego wydania, przez jego redaktora, księdza Wincentego Urbana od oryginalnego tekstu Umińskiego. Nie wiem, jak inni, ale ja pragnę wiedzieć, kto jest autorem słów które czytam. Jeśli konieczne są uzupełnienia (a tu były konieczne), należy je wyraźnie oznaczyć.

 

Już nie tyle obiektywnym mankamentem, co pewną subiektywna niedoskonałością z mojego punktu widzenia jest bardzo skrótowe omawianie doktryn tak kościelnych, jak heretyckich, wymienianych w pracy. Widocznie autor założył, ze gros jego czytelników jednocześnie zgłębia historie filozofii, więc byłoby to zbędnym powtórzeniem. Dla odbiorcy nie będącego studentem ani naukowcem jest to pewna uciążliwość. Przy dogłębnej, studyjnej lekturze warto mieć Tatarkiewicza na podorędziu.

 

Tak czy inaczej jest to najlepsza z czytanych dotąd przeze mnie całościowych prac o historii Kościoła, odpowiednia dla wszystkich, którzy sie ta problematyka zajmują, sami historykami Kościoła nie będąc. Myślę, że po pewnym czasie, może za kolejnych kilka miesięcy omówią jeszcze jedna książkę z tej dziedziny, mniej szczegółową, odpowiednia dla czytelników spoza kręgów szeroko pojętej humanistyki.

 

 

Gorzkie Żale

 

 

Wielki Post ma swoje specyficzne nabożeństwa paraliturgiczne. Najsłynniejszym, znanym w całym katolickim świecie jest Droga Krzyżowa, swoje korzenie mająca w Jerozolimie, w praktykach pielgrzymów, wędrujących śladami Zbawiciela. Również Litania do Najdroższej Krwi Pana Jezusa, o której będę pisał w jednym z następnych tekstów , zatwierdzona do użytku publicznego przez bł. Jana XXIII ma zasięg ogólnoświatowy. Z drugiej strony są wielkopostne nabożeństwa paraliturgiczne o typowo polskim charakterze, rozpowszechnione przede wszystkim w naszym kraju. O nich chcę pisać dzisiaj. Najsłynniejsze w tej grupie są Gorzkie Żale.

 

Nabożeństwo to ułożył na początku XVIII wieku ksiądz Wawrzyniec Stanisław Bonning (Benik) ze Zgromadzenia Księży Misjonarzy i ogłosił drukiem w roku 1707 pod tytułem Snopek mirry z Ogroda Gethsemańskiego, albo żałosne Gorzkiej Męki Syna Bożego…To zaledwie początek tytułu, ale niestety do całości nie udało mi sie dotrzeć. Jeśli kto z Państwa zna cały tytuł, będę wdzięczny za informację. Nabożeństwo z jednej strony opiera sie na motywach ówczesnej Jutrzni, z drugiej zaś zawiera pewne elementy misteriów liturgicznych. Żeby sie podobieństwa strukturalnego Gorzkich Żalów i Jutrzni dopatrzeć trzeba wiedzieć, że ta ostatnia nazwa oznacza nie jedno a dwa różne nabożeństwa. W obecnych brewiarzach Jutrznia nazywana jest godzina kanoniczna, która po łacinie zwie się Laudes, a która dawniej w Polsce była zwana Chwalbą. Natomiast do reform liturgicznych Pawła VI, Jutrznia zwano nabożeństwo, które po łacinie zwie sie Matutinum, a któremu w obecnym brewiarzu odpowiada Godzina Czytań. I właśnie na owym Matutinum wzorowane są Gorzkie Żale.

 

Dawna Jutrznia składała się z wezwania i trzech nokturnów. W każdym zaś nokturnie były trzy psalmy. Po reformie układ ten zachował sie jedynie w monastycznej Godzinie Czytań, z tymże tam w tygodniu s ą dwa nokturny, a jedynie w niedzielę trzy. Analogicznie Gorzkie Żale składają się z pobudki i trzech części, z których każda zawiera trzy pieśni. Co więcej niektóre Jutrznie, na przykład żałobna można było rozbijać na trzy dni i każdego dnia śpiewać inny nokturn. Podobnie jest też z Gorzkimi Żalami, które również rozbija się na części i w kolejne niedziele Wielkiego Postu śpiewa sie po jednej części właśnie.

 

Ciekawa jest też sama historia powstania nabożeństwa i towarzyszących mu okoliczności. Spośród wielu artykułów, jakie na ten temat można znaleźć w sieci, polecam ten, choć jego minusem , jest brak podpisu autora. Przedstawia jednak te historię w sposób najbardziej interesujący z wszystkich, które przeczytałem.

 

Jak na tak popularne nabożeństwo, bardzo mało jest dostępnych w sieci plików z nagraniami. Najczęściej jest to tylko sama pobudka, co akurat nie dziwi, bo cześć tę wykonawcy sobie upodobali i trafiła ona również na większość płyt z pieśniami postnymi, których w ostatnich kilkunastu latach ukazało sie nie tak znowu mało.

 

Pobudka w wykonaniu chóru KULu

Pobudka w wykonaniu scholi Dominikańskiego Ośrodka Liturgicznego

Całe Gorzkie Żale znalazłem w sieci tylko jedne,na stronach Gościa Niedzielnego w opracowaniu Andrzeja Banasiewicza, śpiewane przez Chór Reprezentacyjny Zespołu Artystycznego Wojska Polskiego

 

 

Pobudka 

CZĘŚĆ I

Intencja

HYMN

LAMENT DUSZY NAD CIERPIĄCYM JEZUSEM

ROZMOWA DUSZY Z MATKĄ BOLESNĄ

CZĘŚĆ II

Intencja

HYMN

LAMENT DUSZY NAD CIERPIĄCYM JEZUSEM

ROZMOWA DUSZY Z MATKĄ BOLESNĄ

CZĘŚĆ III

Intencja

HYMN

LAMENT DUSZY NAD CIERPIĄCYM JEZUSEM

ROZMOWA DUSZY Z MATKĄ BOLESNĄ

 

Znalazłem również dosyć ciekawy utwór, swoistą piosenkę opartą o motywy Gorzkich Żali.

Gorzkie Żale zmieniały się przez wieki. Tekst, który znamy dzisiaj, powstał po ostatniej wojnie. Od poprzednich wersji różni się tym, ze usunięto z niego wszelkie odwołania do Żydów, jako sprawców śmierci Chrystusa. Nie znalazłem w internecie dawniejszej wersji tekstu, dlatego przedstawiam takowa poniżej, w postaci skanów. Miałem w tym tekście pisać jeszcze o Godzinkach o męce Pana Jezusa, ale jako, że i bez tego się rozrósł poruszę ich temat kiedy indziej.  Bo jeszcze i o Gorzkich Żalach trochę napisać trzeba. Otóż ostatnio nabożeństwo to, a właściwie odniesienie do niego pojawiło sie w prześmiewczym serialu komediowym Włatcy Móch. Gorzkie Żale są ulubionym utworem muzycznym jednego z bohaterów, martwego Czesia. Twórca serialu, Bartosz Kędzierski, wyjaśnia w wywiadzie, dla Gazety Wyborczej, że Czesio lubi Gorzkie Żale (zresztą w serialu pisane są jako Gożkie Rzale), gdyż mieszkając na cmentarzu, często je słyszy. Ot, zasada inżyniera Mamonia. Tyle, że na cmentarzu Gorzkich Żali się nie śpiewa, o czym zapewne pan reżyser nie wiedział. Wpisał się więc w schemat typowy dla filmowców, nawet tych największych. O wielu rzeczach wiedzą dużo, gdy je przedstawiają w filmach dbają o szczegóły. Nie dotyczy to jednak kwestii religijnych. W tej materii 90% filmowców to totalni ignoranci. Gdy ukazują w filmach życie religijne popełniają błąd za błędem. Pisałem juz o tym, recenzując Miłość w czasach zarazy.

Organizacyjne 27

Poprzedni tekst organizacyjny był we wrześniu, a więc czas na nowy, bo co nieco sie w moich blogach zmieniło.

 

Kultura Okiem Svetomira to nadal mój główny blog. Przybyły mu dwie nowe kategorie, wpisy są regularnie dwa razy w tygodniu. Kultura Okiem Svetomira bierze udział w konkursie Blog Roku 2007 w kategorii
Kultura.  Jeśli chcesz oddać na niego głos, wyślij SMS o treści E00112 na numer 71222. Koszt SMS, to 1,22 zł brutto. Do 19 lutego trwa głosowanie finałowe, jeśli ktoś chce mi pomóc niech wysyła esemesy. W okresie Wielkiego Postu na blogu będą dominować teksty poważne.

 

Limeryki ze śmietnika również mają się dobrze. Podobnie jak KOS będą nadal regularnie uzupełniane dwa razy w tygodniu. W Wielkim Poście nie będę na tym blogu umieszczał żartobliwych, niejednokrotnie sprośnych limeryków, ale nieco poważniejsze niby-bajki. Ten blog również startował w konkursie, dla odmiany w kategorii literackiej, ale zupełnie bez powodzenia.

 

Na obydwu powyższych blogach zaczęły sie pojawiać teksty komercyjne. Nie mam bowiem zamiaru do mojej blogowej działalności dopłacać. Deklaruje jednak, ze takie teksty będę pisał tak samo jak inne. Jeżeli będę komercyjnie recenzował książkę, film lub płytę, recenzja będzie dokładnie taka sama jak pisana za darmo. Nie będę żadnego produktu chwalił, bo mi płacą, ani krytykował, bo nie płacą.

 

Rybnik w obiektywie komórki reaktywowałem wcześniej niż myślałem. Również będę go pisał, a właściwie wklejał regularnie. Tekstowy komentarz będę tam umieszczał bardzo rzadko. Większość wpisów to będą same zdjęcia, z założenia słabej jakości. Może ktoś zapyta, po co prowadzę bloga, o którym wiem, ze nie będzie dobry? Z przekory. Większość Polaków boi sie robić rzeczy, co do których nie jest przekonana, ze umie je robić. Ja sie nie boję. W czwartej klasie podstawówki wystartowałem w szkolnym turnieju szachowym, gdzie zająłem ostatnie miejsce i sie tego nie wstydzę. Nie przeszkodziło mi to startować w wielu innych konkursach.

 

Polityka Okiem Svetomira to blog, który od początku ledwie wegetował i chyba nadal tak będzie. Będą sie w nim pojawiały moje teksty polityczne, które publikować będzie prasa drukowana. A że na razie publikuje rzadko, to i blog jest rzadko aktualizowany. Jak wzrośnie popyt na moje analizy, to i blog ożyje.

 

Grupa dyskusyjna Etnolodzy – To doskonałe medium dla tych, którzy chcą wiedzieć o nowych wpisach na moim głównym blogu, a nie lubią się babrać w RSS. Przesyłam też tą droga rozmaite newsy i linki do artykułów, które mnie zainteresowały. Oczywiście dyskutować też można, nawet należy, ale dawno nikt tego nie robił. Kto chce sie zapisać, niech napisze maila na ten adres, nawet pustego, ja już resztę zrobię.

 

Nadal, choć juz mniej intensywnie poszukuję pracy doktorskiej JE Lecha Aleksandra Kaczyńskiego, prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, Wielkiego Mistrza Orderu Orła Białego etc. etc. etc. w postaci pliku. Ktokolwiek posiada i chce udostępnić proszony jest o przesłanie na adres : svetomir@gazeta.pl

 

Cykl festiwalowy w tym roku będzie dłuższy, zacznę go juz w marcu, skończę w październiku lub listopadzie i przedstawię nie dziesięć, a piętnaście festiwali. Oczywiście na KOS.

 

Następny tekst organizacyjny albo przed wakacjami albo po.

Eurowizja – Marija Šerifović

 

To już będzie ostatni w tej serii tekst o wykonawcach, na których zwróciłem uwagę dzięki konkursowi piosenki Eurowizji. Będzie to też jedyny przypadek, kiedy bedę pisał o zwycięzczyni konkursu. Zawsze bowiem bardziej przykuwały moja uwagę piosenki z czołówki, ale nie wygrywające. Tym razem po części też tak było. W konkursie z ubiegłego roku moja ulubiona wykonawczynią stała się Sofo Chalwaszi, o której już pisałem w ubiegłym tygodniu. Jednak i o zwyciężczyni, Srbce Mariji Šerifović warto napisać. Odchodzę tu od formy pisowni, którą przyjąłem dla Joksimovica. Zwrócono mi bowiem uwagę, że dla języka serbskiego nie da się zastosować tych rozwiązań, co dla gruzińskiego. Toteż nie będę się w przypadku nazwisk serbskich trudził, ale przyjmę ich pisownię za polską wikipedią.

 

Styl muzyczny Mariji Šerifović jest typowo eurowizyjny. Śpiewa ona w konwencji pop nie stroniąc od klimatów etnicznych. Ni w tym dziwnego, zważywszy, że jest córką folkowej śpiewaczki Vericy Šerifović. Eurowizyjna piosenka Mariji nie ma, co prawda ewidentnego klimatu etnicznego, ale w innych jej utworach widać go aż nadto dobrze. Na końcu tekstu umieszczę klilka linków do empetrójek i klipów, wiec każdy bedzie mógł się sam o tym przekonać. Samego występu eurowizyjnego omawiac nie będę, bo zrobiłem to już w poprzednim tekście, poświęconym tej artystce. Jęśli ktos chce dowiedzieć sie wiecej, polecam jej stronę internetową.

 

Na jej zwycięstwo oprócz stylu piosenki złozyły się jeszcze dwa zjawiska, o których chciałbym wspomnieć. Pierwsze to coś, co mozna nazwać koalicją i co sprawia, że zespoły z Bałkanów zawsze będą w czołówce. Tak się składa, ze na wykonawcę z Serbii, Bośni, Chorwacji, Macedonii, czy Czarnogóry, czasami jeszcze Grecji, Bułgarii i Słowenii głosuja słuchacze z wszystkich pozostałych krajów z tej grupy. Moc muzyki sprawia, że na jedna noc znikają animozje miedzy narodami. A może po prostu ludzie lubią głosować na piosenki, które rozumieją?

 

Drugie to przywilej nowicjusza. Już kilka razy się zdarzało, że wygrywał, lub prawie wygrywał reprezentant kraju debiutującego w konkursie. Najsłynniejszy przypadek to Ukrainka Rusłana. Pamiętać też trzeba o naszej Edycie Górniak, która zajęła drugie miejsce. Nikt inny z naszych reprezentantów tego nie powtórzył i chyba nie powtórzy, o ile nie zmienią się zasady konkursu. W tym roku zadebiutują San Marino i Azerbejdżan. Może jeden z tych krajów coś osiagnie? Stawiałbym na Azerbejdżan.

 

Na koniec muzyka Mariji Šerifović, a właściwie tylko wideoklipy z You Tube:

 

Molitva – zwycięzka piosenka

Bez Tebe

Bol do ludila

Mito bekrijo

U nedelju

Gorka cokolada

 

 

Mój blog Kultura Okiem Svetomira bierze udział w konkursie Blog Roku 2007 w kategorii
Kultura.  Jeśli chcesz oddać na niego głos, wyślij SMS o treści E00112 na numer 71222. Koszt SMS, to 1,22 zł brutto.

 

 

 

 

Eurowizja- Zdob si zdub

 

Konkurs w 2005 nawet nie pamiętam, kto wygrał, a sprawdzać mi sie nie chce. Dla mnie największą jego gwiazdą był mołdowski etnopunkowy zespól Zdob si zdub, który zajął szóste miejsce, wcześniej przedzierając sie przez półfinał. Podbił on nie tylko moje ucho. Po tym konkursie stał sie znany w całej Europie, a moze i na świecie.

 

Formacja Zdob si zdub istnieje od 1994 i należy do wykonawców ulubionych przez mołdawska młodzież. Ich muzyka jest synteza karpackiego folkloru i energicznego punkrocka. Można ich porównywać do zespołów The Ukrainians i De Press. Ja określam ich muzykę jako etnopunk, angielska wikipedia jako gypsy punk, polska zaś opisowo jako styl łączący muzykę rockową, hip-hopową, folk bałkański oraz ethnic dance. Określenie z polskiej wikipedii uważam za mocno chybione, bo hip-hopu w tej muzyce prawie nie ma, a folk jest ewidentnie karpacki, a nie bałkański. Gdzie Mołdowa, a gdzie Bałkany. Folklor mołdawski jest pokrewny rumuńskiemu, a więc czysto karpacki. Wydaje się, że zespół najbardziej spośród tych, które się w ESC wybiły, oprócz oczywiście Finów z formacji Lordi, łamie eurowizyjne stereotypy. Ich piosenka była dużo ostrzejsza niż inne z czołówki, a jednak została bardzo dobrze przyjęta. Nie jest to jednak jakiś „sposób na Eurowizję”. Bo choć Mołdowianom udał się ten trick dobrze, a Finom rewelacyjnie, to Czesi z zespołu Kabat w ubiegłym roku, obracając się w podobnych klimatach, przepadli z kretesem w półfinale, zajmując w nim zaszczytne ostatnie miejsce, choć ich utwór Malá dáma nie był zły. Tak więc pewniejsza jest metoda na etnopop.

 

Nazwa oznacza po rumuńsku dźwięk, który wydaje bębęn. Bo i instrument ten odgrywa bardzo ważna role w muzyce zespołu. Było to widać w czasie ich konkursowego występu z utworem Bunika Bate Doba .To naprawdę warto zobaczyć. Był to jeden z najciekawszych występów w dziejach konkursu.

 

Zespół śpiewa głównie po rumuńsku, ale także po rosyjsku i angielsku. Nagrali płyty:

1996 Hardcore Moldovenesc (Mołdawski Hardcore)

1999 Zdubii Bateţi Tare (Zdubii Grają Ostro)

1999 Remix

2000 Tabăra Noastră (Nasz Tabor)

2001 Agroromantica

2003 450 De Oi (450 Owiec)

2006 Boonika Bate Doba (Babcia Bije w Bęben) – Singel CD

2006 Ethnomecanica – The Best of

 

Zapraszam do posłuchania paru utworów:

Bunika bate toba

DJ Vasile

Fragmenty utworów z 450 owieczek

Fragmenty utworów z mołdawskiego hardkoru

Wideoklipy z You Tube:

dj vasile

videli noch

miorita

Buna Dimineaţa

draga otee

Ciocarlia

Everybody In The Casa Mare

nunta

 

Mój blog Kultura Okiem Svetomira bierze udział w konkursie Blog Roku 2007 w kategorii
Kultura.  Jeśli chcesz oddać na niego głos, wyślij SMS o treści E00112 na numer 71222. Koszt SMS, to 1,22 zł brutto.

Novem – tekst komercyjny

 dzisiejszych czasach coraz popularniejsze są rozmaitego rodzaju programy partnerskie, czy szerzej marketingowe, których ideą jest współpraca między twórcami stron i blogerami z jednej strony, a firmami pragnącymi reklamować sie na ich stronach lub blogach. Niejednokrotnie w tego rodzaju działalności bardzo przydatni są fachowi pośrednicy. Jedną z firm, dostarczających swego rodzaju narzędzia do takiej współpracy jest Novem.

Realizowane przez te firmę projekty polegają na obsłudze internetowego kanału sprzedaży dla przedsiębiorstw. Gwarancją wysokiej jakości usług, jest fakt, że znaczne ryzyko kampanii reklamowych ponosi Novem. Klienci płacą wyłącznie za efekt. Novem rozlicza się z nimi za dostarczenie oczekiwanej akcji – wejście na stronę, sprzedaż produktu, złożenie zamówienia, podpisanie umowy. Novem współpracuje zarówno z największymi przedsiębiorstwami jak i mniejszymi, które nie mają możliwości samodzielnego zorganizowania sprzedaży swoich produktów w sieci, albo mają te możliwości znacznie ograniczone.

Novem to także partner dla wydawców internetowych. Współpracujący z firmą wydawcy (webmasterzy i blogerzy) mają możliwość dowolnego przyłączania się do programów, które Novem proponuje. W ramach programów prowadzone są kampanie reklamowe konkretnych produktów i usług, oferowanych przez naszych reklamodawców. Pożądaną akcją, jaką może podjąć skierowany przez wydawcę użytkownik, może być: przejście na stronę klienta, zakup, rejestracja, pozostawienie danych kontaktowych, podpisanie umowy lub inna akcja określona w umowie wydawcy. Za wykonane przez użytkownika akcje wydawca otrzymuje ustalone wynagrodzenie. W części programów możliwe jest także uzyskanie wynagrodzenia za wyświetlanie określonej ilości odsłon reklamy lub za kliknięcia w nią. Obecnie Novem współpracuje z kilkuset wydawcami. Firma wykorzystuje zaawansowane oprogramowanie optymalizujące kampanie reklamowe. Pozwala ono, dostarczyć klientom oczekiwanych akcji w bardzo atrakcyjnej cenie, jednocześnie optymalnie wykorzystując powierzchnię wydawców.

 

Tekst komercyjny, powstały we współpracy z serwisem Krytycy.pl i napisany w zgodzie z etyką blogvertisingu.

Krytycy.pl Krytycy.pl

Eurowizja. Żeljko Joksimowicz

joksimowicz 

Konkurs Piosenki Eurowizji w roku 2004 wygrała, jak zapewne większość z Państwa pamięta reprezentantka Ukrainy Rusłana z dość awangardową i bardzo śmiałą interpretacja tradycyjnej pieśni huculskiej. Jednak nie o niej chcę pisać, a o ówczesnym zdobywcy drugiego miejsca, Żeljko Joksimowiczu, reprezentującym Serbię i Czarnogórę (wtedy jeszcze był taki kraj). Jak juz pewnie Państwo zauważyli znowu promuje spolszczanie pisowni. Dominuje bowiem zapis Željko Joksimović. Ja zaś proponuję Żeljko Joksimowicz. Tak jak powszechnie pisze się Miloszewicz.

Urodzony w 1972 Joksimowicz jest przede wszystkim kompozytorem, tworzącym piosenki dla różnych serbskich wykonawców, a dopiero w drugiej kolejności piosenkarzem. Jest też multiinstrumentalistą. Podobno potrafi grać na 11 instrumentach. Z Eurowizją związany był kilkukrotnie. Sam występował, jak juz napisałem w 2004.Towarzyszył mu zespół Ad Hoc orchestra. Był też bliski występu w roku kolejnym, ale w nie do końca jasnych okolicznościach musiał ustąpić reprezentującemu Czarnogórę zespołowi No Name. W roku 2006 nie występował osobiście, ale był twórcą piosenki dla bośniackiego zespołu Hari Mata Hari.

Jeśli chodzi o jego kompozycje, tak przez niego samego, jak i przez i innych interpretatorów wykonywane, to uczciwie muszę przyznać, ze spośród piątki omawianych przeze mnie w bieżącym cyklu twórców jest to muzyka najmniej ambitna, taka typowo eurowizyjna. Chociaż literatura przedmiotu nie zalicza twórczości Joksimowicza do turbofolku, to w moim odczuciu są to utwory bardzo temu gatunkowi bliskie. Większość z nich ma z jednej strony silny wyraz etniczny, bałkański, z drugiej zaś strony są to kompozycje wybitnie taneczne, o charakterze dyskotekowym.

W latach 1999-2007 nagrał sześć płyt dla wytwórni City Records. Ma też na koncie kilka singli w duetach z muzykami z różnych krajów europejskich.

Na koniec proponuje parę utworów:

Audio:

Lane Moje – piosenka z Konkursu Piosenki Eurowizji z którą zajął 2 miejsce

Nedam nikom da te dira

Koncert Joksimowicza i Ad Hoc orchestry do ściągnięcia. Głównie utwory ludowego pochodzenia w bardzo ciekawych aranżacjach. Np. Ajde jano, czy Jovano, jovanke.

Video:

Lane Moje – klip

Lane Moje – z konkursu

Leda o Leda

9 dana

Zaboravljaš

Vreteno

Habanera

Rintam

Rozgłośnia radiowa grająca muzykę Joksimowicza – Radio Lane

Strona internetowa Joksimowicza

Mój blog Kultura Okiem Svetomira bierze udział w konkursie Blog
Roku 2007
w kategorii
Kultura.  Jeśli chcesz oddać na niego głos, wyślij SMS o treści E00112 na numer 71222. Koszt SMS, to 1,22 zł brutto.

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij