Społeczność "edukacyjna"

Ściąga

W dzisiejszym tekście kontynuować będę wędrówkę po serwisach społecznościowych polskiego internetu. Omawiałem już Naszą-klasę, MoichKrewnych, Wykop, Krytyków i Pino, dziś przyszła pora na serwis Sciaga.

 

Wspominałem już o tej społeczności pisząc o Naszej-klasie. Sciaga jest od swojej słynnej konkurentki dużo bardziej rozbudowana. Ma co prawda nieco prostszy system przypisywania użytkowników do szkół, ale za to znacznie bogatsze fora i galerie. Posiada też mocno rozbudowane inne funkcjonalności, zupełnie nieobecne na N-k. Najważniejszą z nich jest baza tekstów o edukacyjnym charakterze. Teksty te są podzielone na kategorie i podkategorie według rodzajów szkół i przedmiotów szkolnych. Sposób ich wykorzystania przez uczniów może być rozmaity. Można je oczywiście, zgodnie z nazwą serwisu wydrukować na ściągi, można z nich uczynić tzw. gotowce wypracowań, czy prac zaliczeniowych, ale można też potraktować je lege artis jako konspekty do nauki, czy wzorce dla własnych prac pisemnych. Do zastosowań pozaszkolnych większość tekstów ze Sciagi słabo się nadaje. Są one z reguły słabe merytorycznie: wtłoczone w ciasne szablony szkolnych programów, nie wyczerpujące tematu, skażone schematycznym nomen omen szkolnym myśleniem, nie pozbawione uproszczeń, a nawet ewidentnych błędów. Nie ma w tym nic dziwnego, skoro większość z nich stworzyli uczniowie, którzy poprawnego pisania dopiero się uczą. Niech się na mnie nie obrażą licealiści za sugestię, że się uczą pisać. Ja sam po ukończeniu Akademii Medycznej, podjąłem studia uniwersyteckie, żeby nauczyć się czytać i pisać. Są to ważne umiejętności i warto je doskonalić,choćby współtworząc Sciagę.

 

Oprócz tekstów Sciaga oferuje także bazę korepetytorów. Wkracza więc jednym małym palcem na terytorium tak zwanych społeczności profesjonalistów, o których wkrótce będę pisał.

 

Między Proćpakiem a plebanem

Ołtarz

Beskidzka wieś o której chcę dzisiaj pisać stała się sławna już na przełomie XVIII i XIX stulecia dzięki grasującej w jej okolicach bandzie zbójców, dowodzonej przez niejakiego Jerzego Proćpaka, właśnie z tej wsi rodem się wywodzącego. Zbójcy tak się w okolicy dali we znaki, ze władze austriackie w 1795 roku użyły wojska do likwidacji bandy. Na rynku sąsiedniego miasteczka powieszono dwudziestu jeden mieszkańców tejże wsi. Wydarzenia te weszły do pieśni i przysłów. Na pierwszy ślad takowych natrafił trzy dekady po krwawej rozprawie, wybitny folklorysta polski Kazimierz Wójcicki, który zanotował, ze mowa w nich o wsi, której mieszkańcy górale zabijali i łotrowali, dopóki surowe kary i szubienice, które dotąd jeszcze stoją, nie uskromiły bezprawiów. A pieśń ludowa zapisała skutek tych drakońskich kar w sposób następujący:


Taka straszna medycyna tyle też sprawiła,

Że od tego roku cicho, las i góra czysta

Ani słychać o rozboju u góralów, ani o rabunku,

Każdem wisi na pamięci te wielkie lamenty.


Odtąd już żadnych zbójów w tej okolicy nie słychać. W międzyczasie wieś stała się miejscowością turystyczną. Może się poszczycić kilkoma ciekawymi szlakami turystycznymi, pieszymi i rowerowymi oraz niewielkim wyciągiem narciarskim. Różni się jednak zasadniczo od innych turystycznych miejscowości w tej okolicy. Chociaż bowiem liczy trzy tysiące mieszkańców, a w sezonie, dzięki turystom ta liczba się podwaja, to nie ma w niej lokali gastronomicznych: karczem, restauracyj, kawiarń, nic. Skoro już jesteśmy w ludowym klimacie, to dla opisania tej sytuacji strawestuję weselną przyśpiewkę:


Co to za wesele, co na nim nie grają

Co za wieś góralska, co w niej knajp nie mają.


Nawet pamięć sławetnego zbója na tym braku lokali cierpi, bo „Jadło Proćpaka” można spożyć w karczmach miasteczka, w którym został pozbawiony żywota, nie sposób jednak tego uczynić w jego rodzinnej wsi. A jaka jest przyczyna braku szynków w owej wsi? Otóż tu właśnie dochodzimy do tytułowego plebana. Jak dwieście lat temu dzięki Proćpakowi, tak teraz wieś ta jest znana dzięki swojemu proboszczowi. Jest to kapłan wielce charyzmatyczny, występuje w telewizji nieraz, a znany jest z tego najbardziej, że z alkoholem walczy. Nie, nie wyraziłem się tu nieściśle, nie chciałem wcale napisać, że walczy z alkoholizmem, chciałem napisać właśnie to, co napisałem, że walczy on z alkoholem. Jemu zapewne wydaje się, że walczy z alkoholizmem, nie zmienia to jednak faktu. Walkę zaś swoją prowadzi na kilku frontach. Po pierwsze forsuje ideę bezalkoholowych wesel. Nie bez przyczyny więc, w przyśpiewce parę zdań wyżej do wesel nawiązałem. Pomysł jest delikatnie mówiąc dosyć ryzykowny. Oczywiście, „można się bawić bez alkoholu”, wiem, znam doskonale ten slogan alkoholofobów. Idąc tym krokiem, można robić wesela bez muzyki, bo w końcu bez niej bawić można się również. I tak dalej, i tak dalej. Dojdziemy w ten sposób do wesela bez wesela. Problem w tym że dla większości uczestników wesele bez wódki i grania jest wybrakowane. I z tego rodzą się niesnaski. Zapewne wielu młodych, omamionych przez nawiedzonego księdza usłyszy od swoich bliższych lub dalszych krewnych: Wyście się u nas bawili na prawdziwym weselu, a my u Was na wybrakowanym. Jest też inny aspekt tej sprawy. Na wsi, zwłaszcza zaś w górach muzyka i alkohol to magia, a tam się jeszcze w magię wierzy (choć oczywiście ta wiara też przeszła swoje transformacje). Kiedyś byłem na wernisażu rzeźby ludowej, co prawda dwieście kilometrów od tej wsi, ale też w polskich Karpatach. Artysta w mowie wstępnej zawarł takie słowa: A teraz to opijmy i ośpiewajmy, coby się nie rozwaliło. To samo, co stosuje się, nieco żartobliwie, do wernisażu, stosuje się, tym razem z całą powagą również do małżeństwa. Jeżeli związek małżeński, którego zawarciu towarzyszyło bezalkoholowe wesele, rozpadnie się ( a z samych praw statystyki wnosić można, że część tych małżeństw czeka taki los), to na pewno znajda się „życzliwi”, którzy przyczynę rozpadu będą upatrywać w braku „opicia”. I choć daleki jestem od wiary w magiczną moc „opijania”, to z drugiej strony nie posuwałbym się do całkowitego odmówienia im racji. A to dlatego, ze wspomniany wyżej „zgrzyt społeczny” związany zaburzoną równowagą towarzyską imprez i rewanżów, może pełnić rolę piasku w szprychach małżeńskiego pożycia. Jednych to wzmocni, a drugich zabije. Dlatego, choć nie mam nic przeciwko temu, aby wesela bezalkoholowe organizowali ci, którzy mają na to autentyczną ochotę i akceptację swych rodzin, bo oni są uodpornieni na te niedogodności i ich związkowi na pewno drobne swady z tego powodu nie zaszkodzą, to jednak jestem absolutnie przeciwny promowaniu tego modelu. Jeśli bowiem takie wesele zorganizują młodzi nieprzekonani do tej formy, a motywowani jedynie uległością wobec proboszczowskiego autorytetu, bez wątpienia odczują mniejsze lub większe negatywne skutki takiej decyzji.


Wesela to jednak nie wszystko. Wspominałem, juz, że w tej wsi nie ma lokali z wyszynkiem. Nie ma zaś ich dlatego, że proboszcz sobie nie życzy. A nie życzy sobie, bo widzi w nich przybytki promocji alkoholizmu, który jakoby zwalcza. Przyjrzyjmy się więc kilku tylko konsekwencjom braku knajp w góralskiej wsi. Po pierwsze,
brak knajp to obniżenie turystycznej wartości miejscowości. Turyści mniej chętnie tu zaglądają, niż do tych wiosek, które posiadają stosowne zaplecze gastronomiczne. Oznacza to oczywiście mniejsze zyski górali, a co za tym idzie większy poziom biedy we wsi. A jak wiadomo bieda częściej otwiera na alkoholizm niż restauracje i kawiarnie. Po drugie, z braku knajp powstają alternatywne miejsca spożywania napojów alkoholowych. Pojawiają się one w pobliżu sklepów w których można takowe napoje nabyć. Koło jednego z tychże sklepów jest mały placyk, który zwłaszcza w niedzielę po kościele zaludnia sie konsumentami piwa, głownie panami w średnim i starszym wieku. Nieopodal jest wiata przystanku autobusowego przy mało ruchliwej drodze. Autobusy jeżdżą tam rzadko, a w weekendy wcale. Jednak wieczorami wiata jest pełna młodych ludzi, którzy nie czekają tam na autobus, tylko opróżniają butelki różnych trunków. A najciekawszy przybytek powstał na drugim końcu wsi. Tam, naprzeciw sklepu stoi, na wpół zrujnowana hala nieczynnego tartaku. Budynek nie posiada już od dawna drzwi, za to zostało na jego ścianach jeszcze kilka behapowskich tabliczek. Miejsce po maszynach zajął prymitywny stół i takież ławki. Praktycznie zawsze przesiaduje tam co najmniej kilku miłośników złotego płynu, nabytego wcześniej w tymże sklepie. I teraz pytanie, czym się różni sytuacja spożywania piwa, wina, czy wódki w kawiarni restauracji, czy choćby barze od sytuacji spożywania tych samych napojów na placu przed sklepem, we wiacie przystanku, czy w hali opuszczonego tartaku? Różni się, oczywiście, kontekstem kulturowym. Spożywanie napojów alkoholowych w lokalach uczy kultury picia i sprzyja wytworzeniu pewnych pozytywnych wzorców dla tej czynności. W lokalu, nawet najgorszym słychać jakąś muzykę, choćby z radia, napoje podawane są w adekwatnych naczyniach, a w większości takich przybytków także w adekwatnej temperaturze. Często są dostępne gazety, które można sobie poczytać przy piciu (spotkałem sie z tym wielokrotnie również w lokalach mocno podrzędnych, nie tylko w eleganckich kawiarniach, czy w barach MD). W końcu, co również bardzo ważne potrzeby fizjologiczne załatwia się w toalecie, a nie pod ścianą baraku. Tak więc jak widzimy, jeden model uczy kultury picia, drugi tylko picia. Czy więc brak knajp zmniejsza alkoholizm? Mocno wątpliwe.


Kolejnym elementem antyalkoholowej krucjaty plebana są nabożeństwa. W diecezji, do której należy ta parafia jest zwyczaj, że w pierwszą niedziele każdego miesiąca na Mszach nie ma kazań, za to po nich odbywa się krótkie nabożeństwo adoracyjne. Miałem okazję uczestniczyć w takowym wielokrotnie, co najmniej w tuzinie różnych parafii. Wszędzie treść nabożeństw ogniskowała się na uwielbieniu Najświętszego Sakramentu, poza tą jedną jedyną wsią. Tutaj comiesięczne adoracje poświęcone są walce z alkoholem. Wszystkie wezwania odmawianych na nich swoistych litanii traktują o alkoholu. Między innymi wierni muszą prosić o łaskę zostania abstynentami. Moim zdaniem jest to kpina z Pana Boga i nadużycie liturgiczne. Wątpię bowiem, by te ekstrawaganckie wezwania były zatwierdzone przez biskupa, tak jak tego wymagają kościelne przepisy. Ja w tych litaniach mniej widzę adoracji Boga i jego przymiotów, a więcej wywierania psychologicznego nacisku na parafian..


Życie pokaże jakie będą efekty beskidzkiej wojny z alkoholem. Staną się one widoczne za kilkadziesiąt lat. W mojej opinii będą one opłakane. Proboszcz nie zlikwiduje alkoholizmu w swojej parafii, tylko zepchnie go do podziemia. A alkoholizm funkcjonujący w podziemiu jest znacznie groźniejszy niż ten jawny. Szczególnie narażeni są młodzi ludzie, którzy swoją inicjacje alkoholową będą przeżywać nie w strukturach picia kontrolowanego, ale w podziemiu, bez społecznej kontroli. Maja oni dużo większą „szansę” na stoczenie się w alkoholizm, niż ich rówieśnicy ze wsi bez krucjat trzeźwościowych. Trzeba pamiętać, że nasza europejska cywilizacja nie opiera się na abstynencji, a na kontrolowanym piciu. Bez napojów alkoholowych cywilizacja europejska jest okaleczona. A okaleczona cywilizacja rodzi gorzkie owoce.

Stary Sącz

 

 

Od festiwalu muzyki dawnej w Starym Sączu rozpoczynałem cykl festiwalowy w zeszłym roku jest. Jest on najstarszą tego typu imprezą w Polsce z istniejących do dziś, odbywa się bowiem już po raz trzydziesty. Tym razem pominę rozważania o charakterze festiwalu, kto ich ciekaw może zajrzeć do tekstu zeszłorocznego. Napiszę za to słów parę o mieście. Stary Sącz to stare kościoły, przytulne knajpki i urokliwe uliczki. Warte odwiedzenia są też tutejsze muzea: miejskie klasztorne i izba pamięci Jana Pawła II pod papieskim ołtarzem. Komu mało może wybrać się do Nowego Sącza do skansenu. Warto więc to miasteczko odwiedzić, a czas festiwalu jest po temu najlepszy. W tym roku na festiwalu nie ma nieformalnego dnia folkowego, za to jest prawdziwa gwiazda. W niedzielnym koncercie finałowym wystąpi kolońska Sequentia, bodaj najlepszy zespół muzyki średniowiecznej na świecie. Po tym wstępie pragnę zaprezentować skrócony program tegorocznej edycji.


Poniedziałek, 30.06.2008, kościół SS Klarysek

godz. 19.30 – Koncert inauguracyjny

PILGERWEGE (Droga do św. Jakuba w Santiago di Compostella) – pieśni średniowiecznych pielgrzymów

SPIELLEYT (Freiburg),


Wtorek, 1.07.2008, kościół św. Elżbiety

godz. 19.30 – CUM TYMPANO – muzyka na jubileusz

SPIELLEYT (Freiburg),


2008 godz. 21.00, kościół parafialny p.w. św. Elżbiety

UNTERWEGS (W drodze) – Podróż w muzyce niemieckiego średniowiecza i renesansu

HORTUS ARTIUM (Kraków),


Środa, 2.07.2008, Ratusz Nowosądecki

godz. 19.30 – WIECZÓR LWOWSKI

historyczny przekrój muzyki religijnej i świeckiej polskiego Lwowa (XIV-XX w.)

POLSKI CHÓR MIESZANY ECHO (Lwów), kier. art. Edward Kuc


Czwartek, 3.07.2008

godz. 18.00 – Starosądecki Rynek – koncert plenerowy chóru ECHO


godz. 19.30 – kościół Wniebowzięcia NMP w Barcicach

OD RENESANSU DO BAROKU

AFFABRE CONCINUI (Poznań),

godz. 21.00 – kościół Wniebowzięcia NMP w Barcicach


CANZONY I SONATY EPOKI BAROKU

Bożena Korczynska – flet prosty; Anna Iwaniuszenko – klawesyn



Piątek, 4.07.2008

godz. 18.00 – Starosądecki Rynek

koncert plenerowy renesansowej muzyki na instrumenty dęte w wykonaniu muzyków orkiestry INSO – Lviv


godz. 19.30 – kościół św. Elżbiety

MUSICA IUBILA – DAWNA MUZYKA W TRANSKRYPCJACH NA KWINTET DĘTY

LEO BRASS QUINTETT (Lwów),

MUZYKA CERKIEWNA KOŚCIOŁÓW UKRAIŃSKICH

KALOPHONIA (Lwów), kier. art. Taras Grudowy


Wolfgang Amadeus Mozart – MSZA KORONACYJNA C-dur KV 317

Adrianna Czuczman – sopran; Romana Hunko – alt; Volodymyr Gadzało – tenor; Volodymyr Andruszczak – bas

A CAPPELLA LEOPOLIS (Lwów),


Sobota, 5.07.2008

godz. 14-18 – Starosądecki Rynek

STAROSĄDECKI JARMARK KULTURALNY



godz.16.00 – Starosądecki Rynek

koncert plenerowy muzyki popularnej

LEO BRASS QUINTETT (Lwów),


godz. 19.30 – kościół św. Elżbiety

Johann Sebastian Bach – WIELKA MSZA h-moll BWV 232

Zoriana Orłowa – sopran; Julia Michałowa – mezzosopran; Volodymyr Gadzalo – tenor; Volodymyr Ribczuk – baryton

Chór Kameralny GLORIA, orkiestra symfoniczna INSO – Lviv; Volodymyr Syvochip – dyrygent


Niedziela, 6.07.2008, kościół SS Klarysek

godz. 19.30 KONCERT FINAŁOWY

ZAGINIONE PIEŚNI REŃSKIEGO HARFISTY

Zespół Muzyki Średniowiecznej SEQUENTIA (Kolonia, Paryż),




Z okazji jubileuszu festiwalu na wszystkie koncerty wstęp wolny!



Organizatorzy zastrzegają sobie prawo zmian w programie

Szczegółowy program i inne detale można znaleźć na stronie festiwalu, z której też pochodzą informacje zamieszczone przeze mnie powyżej.

Nieruchomości

 

Kwestia występowania nieruchomości jest dosyć skomplikowana. Z jednej bowiem strony nieruchomości jako takie w dziełach literatury polskiej praktycznie nie występują. Słowo „nieruchomość” pojawia się bowiem co prawda w twórczości Juliusza Słowackiego, ale w znaczeniu zupełnie odmiennym od dziś dominującego:

Gniewa mię nieruchomość długa faraonów;

Wolę dzisiejsze czasy, burzliwsze


 


 

Z drugiej jednak strony poszczególne rodzaje nieruchomości pojawiają się w literaturze bez porównania częściej niż pojęcie ogólne. Na przykład dom, który występuje bodaj w każdym dłuższym utworze literackim i w znacznej liczbie krótszych. Jednym z najbardziej znanych jest zapadający w pamięć wiersz Norwida, który wyjątkowo przytoczę w całości:


 

Nad Kapuletich i Montekich domem,

łagodne oko błękitu


 

Patrzy na grody nieprzyjaznych grodów,

Na rozwalone bramy do ogrodów

I gwiazdy zrzuca ze szczytu-


 

Cyprysy mowią, że to dla Julietty,

Że dla Romea ta łza znad planety

Spada – i groby przecieka


 

A ludzie mówią i mówią uczenie

Że to nie łzy są, ale że kamienie

I – że nikt na nie nie czeka!


 

Kolejnym ważnym typem nieruchomości są mieszkania. W najbardziej charakterystyczny sposób wspomniał o nic Julian Tuwim:

Potem się modlą: „od nagłej śmierci…

…od wojny… głodu… odpoczywanie”

I zasypiają z mordą na piersi

W strasznych mieszkaniach straszni mieszczanie


 

Nie ma nieruchomości bez działek, ale o działkach poeci nie pisują, widać zbyt mało są działki poetyczne. Do nieruchomości należą też pola i lasy, o których dla odmiany wierszy jest wiele, ale nimi agencje nieruchomości rzadko handlują, po co więc o nich pisać w tekście, który ma takowe przedsiębiorstwa reklamować.

Krytycy.pl Krytycy.pl

Meble kuchenne

 

Meble kuchenne pod pewnym względem przypominaja biurowe. Pod takim mianowicie, ze mało ich w literaturze. Stół co prawda występuje w niej obficie, ale, czy stół jest typowo kuchenny? Z braku laku przytoczmy garść cytatów o stole. Bodaj najwdzięczniejszy jest pochodzący z Trenów Jana Kochanowskiego:

Już ja tobie, moja matko służyć nie będę

Ani za twym wdzięcznym stołem miejsca zasiędę

Przyjdzie mi klucze położyć, samej przecz jechać,

Domu rodziców swych miłych wiecznie zaniechać

te słowa umierającej dziewczynki przypominaja ludowe piesni oczepinowe, pożegnania panny młodej, z matka, ojcem domem. Powiązania, między grobem a ślubem, o których już zresztą pisałem są fascynujące. Żeby nie było zbyt ponuro, teraz zacytuje swobodny wiersz Wespazjana Kochowskiego:

Kto zwyciężył nieprzyjaciół

Stawiaj obeliski

Ja się wolę wcisnąć za stół

Gdzie gęste kieliszki

 

Meble wyboczynkowe częściej od kuchennych są w literaturze wzmiankowane, a to osobliwie sofa, i kanapa . Przytoczmy wiec po jednym wdzięcznym cytacie. Sofa występuje w patetycznym wierszu Adama Naruszewicza:

Jak tam kwitnąć nauki, jak mają rzemiosła,

Gdzie bezdenne łakomstwo, gdzie duma wyniosła

Na sofie despotycznej siedząc z głupstwem razem

Tłumi groźnym dowcipne iskierki żelazem

O kanapie zaś Kazimierz Przerwa Tetmajer w wierszu tęsknym:

Odejdźcie, życia zniewagi!

Chcę wrócić, ach tak daleko,

gdzie stoi stara kanapa,

z której podnosi się wieko

Krytycy.pl

Biurko

 

Meble biurowe nie są zbyt wdzięcznym tematem dla literatury, toteż rzadko w niej wystepują. Główną przyczyną tego faktu jest ich mała charakterystyczność i jeszcze mniejsza inywidualność przejawiająca się w braku własnyc nazw. Szafka biurowa, fotel biurowy, czy krzesło biurowe, to przecież tylko opisy, a nie nazwy. Jedynie biurko ma nazwę i jedynie ono występuje w literaturze, chociaż i ono szczątkowo.

W zasadzie znane mi sa dwa przypadki, z tym , że jeden nie bylejaki. W Panu Tadeuszu Mickiewicza, Telimena mówi:

Nikt z panów nie był w Peterburku?

Chcecie może plan widzieć?

Mam plan miasta w biurku.

Drugi to fragment wiersza zapoznanego poety Mikołaja Biernackiego:

Na biurku cielęcina!

A to mi się zdarzyło!

Obydwa fragmenty, zwłaszcza wyrwane z kontekstu są rozkosznie wieloznaczne…..

Nieco obficiej niż meble biurowe jest reprezentowane samo biuro. Też od nie bylekogo zacznę, bo od Norwida, co cieawe, choc występuje tu biuro, to oznacza …..biurko:

I stąd najlepszym Cezar historykiem,

Który dyktował z konia – nie przy biurze.

Kolejny fragment znów z Norwida i znów o biurze-biurku:

Kornele i Rasyny: pierwszy retorykę,

Klasyke wznosi drugi: każdy przy swym biurze

a trzeci podobnie, jak w przypadku pierwszym pochodzi od nieznanego poety, tym razem Kazimierza Brodzińskiego i tym razem juz na pewno o biurze:

Wszystko dziś giełdą i biurem

I świat scyfrzał pod ich piórem

Mam nadzieję, że pod moim piórem, moje blogi nie do końca scyfrzeją

Krytycy.pl Krytycy.pl

Opony

 

Opony są jednym z przewodnich motywów disneyowsko-pixarowskiego filmu animowanego Auta. Pojawiaja sie juz w pierwszych scenach, kiedy to pekajac jedna po drugiej przyczyniaja sie do zawiazania akcji. Gdyby nie popekaly Zygzak wygralby od razu i nie byloby filmu. W dalszej czesci filmu, rozgrywajacej sie w miasteczku Chlodnica Górska, pojawiaja sie raz po razie w zwiazku z tamtejszym sklepem oponiarskim prowadzonym przez dwa male wloskie autka. A to stos opon sie wywraca, a to Guido tenze stos ustawia. Kiedy indziej ten sam Guido proponuje glównemu bohaterowi serwis, a wlasciciel sklepu namawia tegoz bohatera do zakupu opon. W koncu, w kulminacyjnym momencie Zygzak decyduje sie na zakup kompletu białych gum. W finałowej scenie wyścigu opony koncentrują uwagę dwukrotnie. Raz kiedy komentator zwraca uwagę na nietypowość białego kompletu. Drugi zaś raz wtedy, kiedy Guido dokonuje Zygzakowi najszybszej wymiany opon na świecie.

Zmarły niedawno amerykański pisarz Kurt Vonnegut jr w swoje bodaj najlepszej powieści Kocia kołyska przedstawił fikcyjny system religijny zwany bokononizmem. Jedną z doktryn tej oryginalnej religii było przekonanie, o istnieniu tajemniczych grup łącżacych osoby często się nie znające aż do kulminacyjnego punktu ich życia. Grupa taka zwie się karassem. Osią karassu jest wampeter. Wampeterem moze byc cokolwiek. Zawsze w karassie są dwa wampetery. Odnoszę wrażenie, ze bohaterowie filmu Auta tworzą właśnie karass. Jednym z jego wampeterów są opony. Co jest drugim? Nie wiem. Na pewno jednak nie GPS. Ten bowiem pojawia się w filmie tylko raz. Kiedy para zabłąkanych wędrowców trafia do Chłodnicy Górskiej, mężczyzna mówi: Po co mi mapa? Mam GPSa. Na nic mu sie jednak on nie zdał, bo na końcu filmu nadal błądzą

Krytycy.pl Krytycy.pl

Magisterskie i licencjackie

 

 

W zeszłym roku pojawiła się informacja, że Ministerstwo Nauki planuje likwidację prac magisterskich na rzecz egzaminu magisterskiego. Spotkało się to z głosami niezadowolenia ze strony środowisk naukowych. Po kilku dniach z instytucji tej wyszło uściślenie, iż projekt bynajmniej nie dotyczy wszystkich kierunków studiów.

W takiej sytuacji pomysłowi należałoby przyklasnąć, o ile tylko tych cięć nie byłoby zbyt wiele zbyt wiele. Zdaje się jednak, ze projekt ten, wraz ze zmiana rządu powędrował do kosza.


 

Na niektórych kierunkach studiów prace magisterskie już od lat maja charakter parodystyczny. Nie za bardzo mi się chce w to wierzyć, ale od wielu studentów kierunków prawniczych na różnych uniwersytetach słyszałem, ze parce magisterskie na ich wydziałach nie tylko liczą przeciętnie 20-30 stron, ale też są zupełnie pozbawione jakiegokolwiek nowatorstwa, podejmują bowiem tematy w stylu Rola świadka w procesie karnym. Oczywistym jest, że jeśli praca magisterska tak ma wyglądać, to lepiej, żeby jej w ogóle nie było. Co prawda z drugiej strony bardzo rzadko się zdarza, aby praca magisterska była zapisem naprawdę wartościowego projektu badawczego, jednak przynajmniej minimalną wartość naukowa mieć powinna. Jest rzeczą pożyteczną i pożądana, aby młody człowiek, kończący studia choć raz w życiu stworzył dzieło natury intelektualnej o określonych objętości i znaczeniu. Osoby legitymujące się wykształceniem wyższym przynależą do warstwy inteligencji, co powinno się przekładać na umiejętność przelewania swoich myśli na papier. Praca magisterska jest konkretnym dobrem intelektualnym stworzonym przez młodego inteligenta. W większości przypadków jest ona ostatnią rzeczą napisana przez tegoż. Dlatego nie należy zbyt pochopnie odbierać studentom możliwości wykazania się i stworzenia choćby małej cegiełki w gmachu intelektualnego dorobku ludzkości. Zlikwidować należy prace magisterskie tylko tam, gdzie maja one fikcyjny charakter, a kierunek studiów nie wymaga wyrobienia u absolwentów umiejętności tworzenia dłuższych form pisanych.


 

Są jednak i takie kierunki, gdzie należy propagować pisanie znacznie większej ilości drobnych prac, obok jednej magisterskiej. Mam tu na myśli przede wszystkim dyscypliny humanistyczne, gdzie moim zdaniem dobra praktyką jest, aby każdemu egzaminowi przedmiotowemu towarzyszyło pisanie opartej na źródłach pracy semestralnej. Taką metodę sprawdzania zdobytej wiedzy stosowali moi profesorowie w Cieszynie i bardzo to sobie chwalę. Cieszy mnie tez fakt, że podobnie myśli wielu profesorów wykładających na humanistycznych kierunkach, np. Prof. Leon Koj. Taki sam pożytek, choć za mały, jeśli nie towarzyszą jej formy mniejsze przynosi i praca licencjacka, kończąca studia niższego rzędu, które nie wiedzieć czemu zwą się u nas licencjatem zamiast bakalaureatem. Nie muszę chyba dodawać, ze wszystkie prace powinien student pisać sam, korzystając jedynie z lektur, badań i konsultacyj. Aby można było nazwać się solidnie wykształconym w którymś z kierunków humanistycznych trzeba pisać, pisać, pisać….. Oczywiście, poprzedziwszy pisanie odpowiednio większą dawka czytania, ale to już temat na inny artykuł.

Krytycy.pl Krytycy.pl

Bramy

Brama

Według Jana Biedermana autora jednego z najpopularniejszych Leksykonów symboli, brama oznacza nie tylko samo wejście, ale i znajdujące się za nim miejsce, kryjące w sobie tajemnice i moc, np. Piekło lub Raj. Brama podobnie jak most oznacza tez przejście z jednego stanu w drugi. W literaturze najczęściej występuje pojedyncza brama od Iliady i Biblii, aż po nieskończoną ilość utworów poezji i prozy wszystkich czasów. Ja dzisiaj zajmę się wskazaniem kilku przypadków rzadziej występujących bram w liczbie mnogiej.


 

Te również występują już w Biblii. Na przykład w Psalmie 23 (stosuję oczywiście numeracje Wulgaty, a przekład księdza Wujka, a nie jakieś nowoczesne durnoty):

Podnieście książęta bramy wasze i podnoście się bramy wieczne!

I wejdzie Król Chwały


 

A z kolei w Ewangelii według Świętego Mateusza tak stoi:

A ja tobie powiadam, ze tyś jest opoka, a na tej Opoce zbuduję Kościół mój,

a bramy piekielne nie zwyciężą go.


 

Również w polskiej literaturze zwłaszcza w poezji występują bramy, co ciekawe zazwyczaj w komicznym kontekście, jak poniżej w Monachomachii prymasa Krasickiego:

Było trzy karczmy, bram cztery ułomki,

Klasztorów dziewięć i gdzieniegdzie domki


 

W poważniejszym tonie wymieniał bramy arianin Jan Andrzej Morsztyn:

Dwie bramy jako poetowie bają

Są, z których piekła sny na świat wydają


 

Czasem są to wiersze bardzo przejmujące jak u Kasprowicza:

Chciałbym otwierać dziś serce

Jak wiosennego rana

Otwiera bramy kościoła

Ręka zakrystiana


 

Trafiły tez bramy do patetycznej, czy wręcz pompatycznej poezji patriotycznej, jak na przykład do harcerskiego hymnu:

Wszystko, co nasze, Polsce oddamy

W niej tylko życie, więc idziem żyć,

Świty się bielą, otwórzmy bramy,

Rozkaz wydany: wstań, w słońce idź!


 

Ja jednak osobiście bardziej lubię obrazoburczą parodię tej pieśni:

Wszystko co nasze damy za kaszę

A co nie nasze damy za ryż

Świty się bielą, krowy się cielą

Otwórzmy bramy, bo idzie byk


 

I to by było na tyle.

Krytycy.pl Krytycy.pl

„Limeryki ze śmietnika” na Wykopie

 

Mniej więcej w połowie Wielkiego Postu listę serwisów na które wysyłam infa o nowych wpisach na swoich głównych blogach poszerzyłem o słynny Wykop. Pojawiają się tam więc informacje o nowościach na KOS i Limerykach ze śmietnika. Jak zapewne stali czytelnicy wiedzą i pamiętają w Poście na Limerykach nie było limeryków, ale niby- bajki. I było spoko. Wykopywane moje wpisy nie były, ale i nie spodziewałem się tego, zważywszy na ich niszowy charakter. Z drugiej jednak strony nie wywoływały agresywnych komentarzy. Wpisy z KOS nadal nie wywołują, natomiast komentarze takie zaczęły się pojawiać, gdy nadeszła Wielkanoc i zacząłem wpisywać limeryki. Bo wykopowcy mają chyba jakąś alergię na limeryki. Oto próbka kwiecisto ironicznego komentarza z mocnym zakończeniem, autorstwa niejakiego Chestera: ależ nie jesteśmy godni czytać tak wspaniałej poezji! brać wykopowa jest zbyt tępa aby docenić te dzieła. innymi słowy – WYPIERDALAJ. Kilku innych użytkowników wpisało mnie na swoje czarne listy. Każdy mój limeryk jest też kilkukrotnie zakopywany, czyli negatywnie oceniany, co nie spotyka artykułów z KOS i nie spotykało niby-bajek.


Co ciekawe na Spisie, podobnym, ale znacznie mniej popularnym serwisie moje limeryki zostały przyjęte dużo cieplej. Czemu więc akurat na wykopie nie lubią limeryków. Pewnie jest to związane z tym, ze serwis ten nastawił się na przekazywanie informacji, zwłaszcza newsów. Różni się tym od innych serwisów linkowych, np. wspomnianego spisu, gwaru, czy naszych-linków. Dlatego limeryki nie są tam mile widziane. Również system katalogowania linków na wykopie nie sprzyja tematom niszowym. Żeby wydostać się z poczekalni trzeba zdobyć 60 głosów, a przebywać w niej można bardzo krótko. Niszowe tematy nie maja szans na trwałe tam zagościć.


Smuci mnie to, ze coraz częściej różne serwisy przejmują podobne systemy. Internet był i jest między innymi platforma wymiany informacji niszowych, jednak wiele serwisów koniecznie chce się upodobnić do mediów mainstreamowych i zaspokajać gusta masowej publiczności. Mam nadzieje, że tendencja ta nie stanie się obowiązującą reguła i w serwisach popularyzatorskich będzie miejsce nie tylko na gorące newsy, ale i na marne limeryki.

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij