Dies irae cz. I

W tym roku liturgicznym cykl wpisów na moim blogu poświęconych poszczególnym dniom i okresom tegoż roku, skupiała się na przypisanych im łacińskich tekstach liturgicznych, głównie zaś hymnom, sekwencjom i antyfonom. W tej też konwencji pragnę ten cykl zakończyć.

 

Dies irae (łac. Dzień gniewu) to powstała na przełomie XII i XIII w. rymowanej sekwencji, która od XIV w. włączona została do mszału, a od czasu reformy trydenckiej śpiewana jest w liturgii kościoła rzymskokatolickiego przedewszystkiem w mszach żałobnych w nadzwyczajnej (trydenckiej) formie rytu rzymskiego. W formie zwyczajnej rytu rzymskiego nie jest powszechnie używana (ma charakter opcjonalny). Autorem słów sekwencji jest najprawdopodobniej  bł. Tomasz z Celano.

 

 

Temat Dies irae był często wykorzystywany przez kompozytorów w szczególności w XIX i XX stuleci. Najbardziej znane kompozycje nawiązujące dojego melodii gregorianskiej to Symfonia Fantastyczna Berlioza, Totentanz Liszta oraz Rapsodia na temat Paganiniego Rachmaninowa. Kompozycje do tekstu Dies irae spotkać też można w mszach żałobnych pisanych przez różnych kompozytorów. Najsłynniejsze z takich kompozycji to Requiem d-moll Wolfganga Amadeusza Mozarta, Requiem B-dur Johanna Michaela Haydna, starszego brata Josepha, oraz Requiem Giuseppe Verdiego.

 

 

Z „Dies irae”, a dokładnie z jego ostatnich dwóch wersów, pochodzi śpiewany współcześnie na pogrzebach i w Dzień Zaduszny polski ludowy dwuwiersz Dobry Jezu, a nasz Panie/Daj im wieczne spoczywanie (łac. Pie Iesu Domine, dona eis requiem). Stanisław Przybyszewski napisał w 1909 – dramat pt. Dzień Sądu, nawiązujący tytułem do Dies irae. Jan Kasprowicz jest z kolei autorem hymnu pod tytułem Dies irae, nawiązującego co nieco do sekwencji, jednak charakteryzującego sie mało ortodoksyjnym charakterem. Dwie ostatnie linijki hymnu, paradoksalnie te same, co w polskim śpiewie żałobnym, zostały także wykorzystane w filmie Monty Python i Święty Graal (Monty Python and the Holy Grail), gdzie pokutnicy z dwuwierszem na ustach tłuką się po głowach deskami. Te same wersy są też wykorzystane w utworze Requiem bałkańskie, składającym się na skomponowaną przez Michała Lorenca ścieżkę dźwiękową do filmu Bandyta. Ścieżka ta jest jednym z owych paradoksalnych przypadków, kiedy to muzyka do filmu stała sie popularniejsza od samego filmu. Niektóre wersy sekwencji użyte są w utworze goatrance’owej grupy Juno Reactor Conquistador part 1. Inne pojawiają się w twórczości zespołów metalowych, jak np. Haggard, Theatres des Vampires. Jak więc widać sekwencja ta wywarła niemały wpływ tak na tradycyjną kulturę europejska, jak i na popkulturę.

 

Oryginalny tekst sekwencji:

 

Dies iræ! dies illa / Solvet sæclum in favilla:/ Teste David cum Sibylla!

Quantus tremor est futurus,/ Quando iudex est venturus,/ Cuncta stricte discussurus!

 

Tuba, mirum spargens sonum/ Per sepulchra regionum,/ Coget omnes ante thronum.

Mors stupebit, et natura,/ Cum resurget creatura,/ Iudicanti responsura.

 

Liber scriptus proferetur,/ In quo totum continetur,/ Unde mundus iudicetur.

Iudex ergo cum sedebit,/ Quidquid latet, apparebit:/ Nil inultum remanebit.

 

Quid sum miser tunc dicturus?/ Quem patronum rogaturus,/ Cum vix iustus sit securus?

Rex tremendæ maiestatis,/ Qui salvandos salvas gratis,/ Salva me, fons pietatis.

 

Recordare, Iesu pie,/ Quod sum causa tuæ viæ:/ Ne me perdas illa die.

Quærens me, sedisti lassus:/ Redemisti Crucem passus:/ Tantus labor non sit cassus.

 

Iuste iudex ultionis,/ Donum fac remissionis/ Ante diem rationis.

Ingemisco, tamquam reus:/ Culpa rubet vultus meus:/ Supplicanti parce, Deus.

 

Qui Mariam absolvisti,/ Et latronem exaudisti,/ Mihi quoque spem dedisti.

Preces meæ non sunt dignæ:/ Sed tu bonus fac benigne,/ Ne perenni cremer igne.

 

Inter oves locum præsta,/ Et ab hædis me sequestra,/ Statuens in parte dextra.

Confutatis maledictis,/ Flammis acribus addictis:/ Voca me cum benedictis.

 

Oro supplex et acclinis,/ Cor contritum quasi cinis:/ Gere curam mei finis.

Lacrimosa dies illa,/ qua resurget ex favilla/ judicandus homo reus./ Huic ergo parce, Deus:

 

Pie Jesu Domine,/ dona eis requiem. Amen.

 

Przekład Anny Kamieńskiej:

 

Dzień ów gniewu się nachyla,/ gdy w proch wieki zmiecie chwila,/ świadkiem Dawid i Sybilla.

Będzie strach tam, będzie drżenie,/ przyjdzie sędzia sądzić ziemię/ a roztrząsać wszystko wiernie.

 

Trąba wyda głos dokoła,/ gdzie kto gnił w mogilnych dołach,/ wszystkich do stóp tronu zwoła.

Śmierć struchleje, wszelkie ciało/ gdy powstanie, jak leżało,/ by przed Sędzią głos zabrało.

 

Zwój ksiąg będzie rozwiniony/ zapisanych z każdej strony,/ z których ma być świat sądzony.

Sędzia zasię gdy rozkaże,/ co ukryte, to ukaże,/ a bezkarnie nic nie zmaże.

 

Cóż mam, nędzny, odpowiadać,/ jakiego obrońcę badać,/ gdy nawet dobremu biada.

Królu strasznej wielmożności,/ co zbawiasz nas mimo złości,/ wybaw mnie, źródło litości.

 

Pomnij, Jezu, miłościwy,/ jakoś dla mnie czynił dziwy,/ nie gub mnie w tym dniu straszliwym.

Dla mnieś się utrudził, Panie,/ krzyża mękę cierpiał za mnie,/ miałby trud ten przepaść marnie?

 

Prawy Sędzio odemszczenia,/ daj nam łaskę odpuszczenia/ jeszcze przed dniem rozliczenia.

Od zbrodniarza jęczę srożej,/ czoło ogniem winy gorze,/ proszącego oszczędź, Boże.

 

Ty, co Marii odpuściłeś,/ łotra z krzyża pocieszyłeś,/ nadzieję w serce włożyłeś.

Prośby me tego niegodne,/ ale ty wejrzyj łagodnie,/ bym nie płonął wiecznym ogniem.

Postaw mnie w owiec zagrodzie,/ od kozłów sprośnych mnie oddziel,/ staw po prawicy w swym grodzie.

Pomieszawszy z przeklętymi,/ ogniem srogim objętymi,/ wywołaj mnie ze świętymi.

W kornej błagam Cię postawie,/ z sercem startym na proch prawie,/ uczyń zadość mojej sprawie.

 

Dzień nieszczęsny się nachyla,/ gdy rozpęknie się mogiła,/ wstanie na sąd człowiek grzeszny,/

Ty go oszczędź, Boże wieczny.

 

Dobry Jezu a nasz Panie,/ daj im swoje spoczywanie

 

Karl Rumpel po raz trzeci

Karl Rumpel Para

O Karlu Rumplu pisałem już dwa lata temu i rok temu, w obydwu przypadkach w listopadzie. Jako że obecnie znów mamy listopad, warto więc po raz kolejny coś o nim skrobnąć. Nie posiadam żadnych nowych informacyj na jego temat. Nadal nie ma o nim notki na żadnej wikipedii, nawet na niemieckiej, nie pojawiły się też żadne nowe strony o nim traktujące. Co więc mam, aby wystarczyło na nowy wpis? Mam kilka nowych fotokopij jego dzieł, oczywiście z pocztówek. I to musi wystarczyć.

Karl Rumpel - Kobieta z łabędziami

Karl rumpel - Rybak

Konkurs

Zgodnie z zapowiedzią, ogłaszam konkurs, w którym mozna wygrać  kupon o wartości 250 PLN  uprawniający do zniżki przy zakupie pakietu w postaci hotel wraz z biletem lotniczym, do wykorzystania do czerwca 2010, a także weekendowy pobyt w Barcelonie oraz weekendowy pobyt wraz z przelotem w Rzymie – to dwie dodatkowe nagrody, które zostaną rozlosowane
wśród zwycięzców konkursów na 50 różnych blogach.

Sponsorem nagród jest eSKY.pl. Do tej pory serwis ten skupiał się na sprzedaży biletów lotniczych i w tym segmencie wypracował status niekwestiowanego lidera w Polsce, prowadzi również ekspansję w Bułgarii oraz w Rumunii. W ostatnim czasie poinformował o podpisaniu strategicznego partnerstwa na linii eSKY.pl – Expedia (największa firma turystyczna na świecie, ponad 21 mld $ obrotu rocznie). Dzięki tej współpracy esky zbudowało zakładkę hotelową i zrobiło pierwszy krok w kierunku budowy internetowego centrum podróży dającego możliwość rezerwacji wycieczki (gotowego pakietu), ale również samodzielnego złożenia pakietu. Jest więc to bardzo ciekawa i nowatorsjka oferta.

Aby wygrać w konkursie trzeba wysłać na adres: svetomir@gazeta.pl maila zawierającego:

1.Odpowiedź na pytanie konkursowe

2. Hasło, które mozna znaleźć w prawym dolnym rogu tej strony.

3. Adres bloga, w którego konkursie sie uczestniczy

4. Dane kontaktowe uczestnika konkursu

Oto pytanie konkursowe:

Czy w serwisie esky mozna zarezerwowac hotel w Płowdiwie?

Wygrywa ten czytelnik, który pierwszy przysle prawidłową odpowiedź.

Święci z błędami

 

W ostatnich latach często się spotykamy z nieprawidłową, nietradycyjną nomenklaturą odnoszącą się do niektórych świętych i błogosławionych Kościoła Rzymskokatolickiego, zwłaszcza tych co nowszych. Najczęstszym błędem jest umieszczanie przed imieniem tytułów duchownych lub zakonnych. I tak na przykład, powszechnie, chociaż błędnie mówi się i pisze: Św. Siostra Faustyna, Św. Ojciec Pio, Św. Brat Albert, Bł. Matka Teresa z Kalkuty, gdy tymczasem prawidłowo powinno się mówić i pisać Św. Pius z Pietrelciny, kapłan i zakonnik, Św. Albert Chmielowski, zakonnik, Św. Faustyna zakonnica, Bł. Teresa z Kalkuty zakonnica. Jedynym wyjątkiem, kiedy to można użyć tytułu „ojciec” czy „matka” przed imieniem świętego lub świętej, są formuły modlitewne i liturgiczne odnoszące się do zakonodawców i zakonodawczyń. I tak dla przykładu franciszkanin może w modlitwie czy liturgii użyć formuły „ze świętym Ojcem naszym Franciszkiem”, a benedyktyn „ze świętym Ojcem naszym Benedyktem”. Jeśli ktoś nie jest jeszcze przekonany, to jako ostatni w tej kwestii argument, wspomnę, że mówimy przecież i piszemy „święty Kzimierz królewicz”, a nie „święty królewicz Kazimierz i nikt tego nie kwestionuje, mimo że za zycia mówiono o nim „królewicz Kazimierz”, tak tez jest nadal tytułony w pracach historycznych pozbawionych hagiograficznego charakteru.

 

Na przykładzie świętego Piusa z Pietrelciny widoczny jest również drugi z pospolitych błędów. Chodzi o zachowanie włoskiej formy jego imienia, mianowicie Pio. Jest to forma ewidentnie błędna. Co prawda żywy język polski odszedł już niestety od generalnej zasady tłumaczenia imion, zachował ją jednak dla kilku grup osób, między innymi dla monarchów i właśnie świętych. Dlatego ów kapucyński święty zawsze powinien być nazywany Piusem, nigdy zaś Piem. Podobna sytuacja dotyczy świętego Józefa Marii Escrivá de Balaguera y Albas, pospolicie u nas zwanego Josemarią, założyciela Opus Dei. Josemarią to on jest w Hiszpanii i innych krajach hiszpańskojęzycznych, u nas zaś jedynie Józefem Marią.

 

Trzeci pospolity błąd w nazewnictwie współczesnych świętych, to nazywanie zakonników i zakonnic ich świeckimi imionami, zamiast zakonnych (to samo dotyczy także papieży i ich imion). Najjaskrawszym przykładem tego rodzaju błędu jest mówienie o Św. Edycie Stein, które niestety przenika nawet do liturgii. Nie dalej jak tydzień temu słyszałem celebransa, który wymieniając imiona świętych w Drugiej Modlitwie Eucharystycznej wspomniał między innymi „świętą Edytę Stein”. Tymczasem w rzeczywistości została ona kanonizowana jako święta Teresa Benedykta od Krzyża (co wynika z karmelitańskiej tradycji, zgodnie z którą członków i członkinie tej rodziny zakonnej tytułuje się nie tylko imieniem zakonnym, zastępującym imię świeckie, ale także towarzyszącym mu zakonnym predykatem, zastępującym nazwisko) i wyłącznie w ten, a nie żaden inny sposób należy ją tytułować w modlitwie i liturgii. W tekstach katechetycznych, publicystycznych i innych można użyć sformułowania „ święta Teresa Benedykta od Krzyża (Edyta Stein)” lub w ostateczności „ święta Teresa Benedykta Stein”. Ta ostatnia forma nie jest do końca zgodna ze wspomnianą wyżej karmelitańską tradycją, można ją jednak uzasadnić wieloma i to dawnymi precedensami. I tak świętą Teresę od Jezusa nazywa się nieraz świętą Teresą z Ávili, świętą Teresę od Dzieciątka Jezus świętą Teresą z Lisieux, a świętego Rafała od Świętego Józefa świętym Rafałem Kalinowskim. Określenia „Edyta Stein” można moim zdaniem używać jedynie w tekstach biograficznych, w odniesieniu do okresu jej życia przed wstąpieniem do Karmelu. Powinno to być chyba oczywiste. Nikt przecież nie nazywa świętego Piusa z Pietrelciny świętym Franciszkiem Forgione, a świętego Piusa X świętym Józefem Sarto.

 

Powyższe rozważania w mniejszym stopniu mają charakter religijny w większym zaś językowy. Używanie wymienionych wyżej błędnych form nie jest heretyckie, jest natomiast nieeleganckie. Język jest systemem uporządkowanym i nie należy wymyślać nowych form, tam, gdzie w analogicznych przypadkach z powodzeniem funkcjonują stare.

Wkrótce konkurs

Dziś na moim blogu zapowiadam coś, czego tu jeszcze nie było, ale już a parę dni będzie, a mianowicie konkurs. Nagroda w tym konkursie będą atrakcyjne kupony rabatowe na bilety lotnicze w serwisie Esky, o wartosci 250 PLN. Aby je uzyskać, wystarczy odpowiedzieć na jedno proste pytanie i mieć troche szczęścia. Zachecam więc do śledzenia wpisów na moim blogu-ogłoszenie konkursu już za parę dni.

Nexto

klasyka

Jak już pisałem niedawno, ebooki i audiobooki nie zajmą co prawda miejsca kziążek papierowych, ale je w istotny sposób uzupełnia. Mają one do odegrania znaczącą rolę i zaczynaja ją odgrywać. Szczególnie warto zwrócić uwage na rosnacą role audiobooków, które są pierwszym rodzajem książek, z których można korzystać podczas prowadzenia samochodu. A jako że coraz więcej czasu spędzamy za kierownica, znaczenie tego rodzzaju produktów będzie stale rosło. Nic więc dziwnego, że pojawiają się w inernecie księgarnie wyspecjalizowane wyłącznie w audiobookach i ebookach. Należy do nich Nexto. W ofercie tego podmiotu, oprócz wyżej wymienionych produktów, znajduja się także elektroniczne wersje czasopism.

 

Do najciekawzych produktów z oferty Nexto należy pakiet „Klasyka literatury„, na który składaja się Opowieści Niesamowite Edgara Allana Poe’go, Zemsta Aleksandra Fredry i Odyseja Homera – trzy pozycje, które powinien znac każdy, kto chce się uważać za oczytanego.

Humanistyka z marketowego koszyka – Odpowiednie dać słowu słowo.

Sadkowski

Jedną z najciekawszych książek, jakie udało mi się wygrzebać w hipermarketowych koszach z taniochą jest praca znanego krytyka literackiego Wacława Sadkowskiego, zatytułowana „Odpowiednie dać słowu słowo. Zarys dziejów przekładu literackiego w Polsce”.

 

Autor omawia najważniejsze zjawiska w dziedzinie przekładu literackiego, jakie miały miejsce na terenie Polski. Szczególnie skupia się na wpływie twórczości przekładowej (bo podkreśla, że tłumaczenie literatury jest twórczością) na rozwój literatury polskiej i języka polskiego. Poszczególne rozdziały jego książki poświęcone są nie tylko kolejnym okresom literackim, ale także pewnym zagadnieniom szczegółowym, jak na przykład XVI-wiecznym przekładom Pisma Świętego, czy nawet szczególnie znaczącym pojedynczym tłumaczom, jak na przykład Tadeuszowi Boyowi-Żeleńskiemu. Sporo miejsca poświęca też autor omówieniu dawniejszych badań nad przekładem. Ogólnie rzecz biorąc, książka ta zawiera mnóstwo interesujących informacyj i wyważonych osądów, a do tego jest napisana bardzo przystępnym językiem. Jestem przekonany, że książka ta może być bardzo pożyteczną lekturą nie tylko dla badaczy literatury, ale też dla tłumaczy, zwłaszcza początkujących oraz dla szerokich rzesz pasjonatów literatury.

 

Omawiając dzieło nie można zupełnie pominąć milczeniem kontrowersyj związanych z osobą autora. Według dokumentów IPN miał on być groźnym TW o pseudonimie „Wacław” Ja osobiście uważam jednak, że twórcę należy oceniać po jego dziełach, a nie po pozatwórczej aktywności. Sadkowski zapewne popełnił w życiu poważne błędy, może nawet świństwa. Jednak, skoro nawet totalne ześwinienie się wspomnianego wyżej Boya nic nie ujmuje jego kongenialnym przekładom, to tym bardziej skazy na życiorysie Sadkowskiego nic nie ujmują jego książkom.

Kuchnia z gwiazdami – pomysł na program tv

pierogi

W te rejony kultury, które w dzisiejszym tekście odwiedzę, jeszcze się w zasadzie na moim blogu nie zapuszczałem, jeśli nie liczyć tekstów o festiwalu pierogów, czy bułgarskich trunkach. Ogólnie jednak rzecz biorąc, sztuce kulinarnej, bo o niej mowa, nie poświęcałem dotąd zbyt wiele uwagi. A szkoda, bo kuchnia to wbrew pozorom ważny obszar kultury. Nie oznacza to oczywiście, że teraz będę pisał głównie o kulinariach. Owszem, od czasu do czasu coś w tych tematach skrobnę, ale bez wątpienia kulinarna problematyka bloga mego nie zdominuje. Przejdźmy do rzeczy. Pewnego poranka obudziłem się, mając jeszcze w głowie resztę snu, która przybrała formę pomysłu na program telewizyjny.

 

Pomysł ten zasadza się na formule zbliżonej do „Tańca z gwiazdami”, z tym że owe gwiazdy na ekranie nie tańczyłyby, a gotowały. Z tygodniowym wyprzedzeniem otrzymywały by przepis na jakieś danie, które potem wykonywałyby na oczach widzów. W jednym odcinku wszyscy uczestnicy przyrządzaliby to samo danie. Istota mojego pomysłu tkwi w tym, że każdy uczestnik, w czasie owego tygodnia przygotowań miałby prawo w pewnym stopniu zmodyfikować otrzymany przepis. Mógłby mianowicie dodać maksymalnie trzy nowe składniki a także ująć maksymalnie dwa spośród zaproponowanych. Dopuszczalne by też były modyfikacje sposobu przyrządzania dania. Prace uczestników byłyby oceniane przez jury składające się na przykład z autorów telewizyjnych programów kulinarnych. Zaproponowany przeze mnie program cechowałby się nie tylko walorami rozrywkowymi nie mniejszymi niż „Taniec z gwiazdami”, czy „Jak oni śpiewają?”. Widzowie lubią programy rozrywkowe z udziałem gwiazd, lubią też telewizyjne programy kulinarne, jest więc zapewne polubią także hybrydę jednego i drugiego. Program miałby jednak także istotną i rzeczywistą, a nie tak jak w przypadku tańców na lodzie, urojoną wartość edukacyjną, promowałby bowiem innowacyjność kulinarną. Myślę, że ową wartość edukacyjną można by jeszcze podnieść, dobierając owe bazowe przepisy z zasobów tradycyjnej kuchni polskiej. Pozostaje jeszcze kwestia tytułu programu. Wtedy, kiedy cały pomysł przychodził mi do głowy, pojawił się w niej tytuł „Kucharz doskonały.” Po namyśle uznałem go jednak za niedobry. Dużo lepszymi są „Kuchnia z gwiazdami”, czy „Jak oni gotują?”, widzowie bowiem łatwiej się przekonają do tego, co jest im już choć trochę znane.

 

Choć pomysł ten pojawił się w mojej głowie w tak dziwny sposób, można powiedzieć, że mi się wyśnił, jak nie przymierzając „Sonata z diabelskim trylem” Józefowi Tartiniemu, to jednak traktuję go poważnie i niniejszym wystawiam go na sprzedaż. Ewentualne oferty kupna proszę kierować na adres: svetomir@gazeta.pl. Odpowiem oczywiście tylko na poważne propozycje.

Artur Rumpel

Trylogia "U Pana Boga"

 

Za miedzą

Podobno wszystko co potrójne jest doskonałe, ale chyba jednak nie wszystko. Cykl filmów Jacka Bromskiego „U Pana Boga”, w momencie gdy stał się potrójny, znacznie się od doskonałości oddalił. Pierwszy film z cyklu, zatytułowany „U Pana Boga za piecem” był naprawdę rewelacyjny i jedyny w swoim rodzaju. W moim przekonaniu jest on najbardziej w dziejach polskiego kina udanym przeniesieniem ludowej mądrości na ekran. Drugi „U Pana Boga w ogródku” z roku to również film bardzo dobry, ale już bez tej aury wyjątkowości, czy unikalności. Po prostu jest to udana komedia, trafnie parodiująca motywy z polskich filmów i seriali ostatnich lat. Trzeba jednak pamiętać, że takie dość udane komedie powstają ostatnio w Polsce przynajmniej dwie rocznie. A ostatnia jak dotąd odsłona tegoż cyklu, film „U Pana Boga za miedzą, to rzecz po prostu słaba. Nie ma w tym filmie ani mądrości części pierwszej, ani komizmu drugiej. Nie ma w nim nic, co mogłoby mnie skłonić do jego powtórnego obejrzenia.

Humanistyka z marketowego koszyka – Co nowego w raju

Lodge

Humanistyka opiera się nie tylko na literaturze naukowej, lecz także na beletrystyce. Głównym założeniem uprawianej przeze mnie antropologii literatury jest teza, że każde dzieło literackie jest jednocześnie częścią kultury (bytem kulturowym) i opisem kultury (bytem antropologicznym). Wśród mnóstwa dzieł składających się na literaturę piękną jest pewna liczba takich, które ową funkcję analityczną wobec kultury pełnią szczególnie wyraźnie. Należy do nich, wspominana już przeze mnie w innym tekście powieść Davida Lodge’a zatytułowana „Co nowego w raju”.

 

 

Fabuła tej powieści krąży wokół losów rodziny Bernarda Walsha, głównego bohatera, będącego zarazem narratorem. Walsh, brytyjski ksiądz katolicki, który porzucił obowiązki kapłańskie, jedzie wraz ze swoim ojcem na Hawaje, aby odwiedzić umierającą ciotkę. Jako że kupowane w ostatniej chwili bilety lotnicze, okazują się być znacznie droższe niż kompletne dwutygodniowe wczasy na Hawajach w ofercie last minute, Walshowie decydują się udawać turystów. Te dwa tygodnie na wschodniej półkuli diametralnie odmieniają życie Bernarda Walsha. Ten główny wątek jest przeplatany pobocznymi, opowiadającymi losy innych uczestników tych hawajskich wczasów i dygresjami przybierającymi formę humanistycznych esejów.

 

 

Te dygresje podzielić można na trzy grupy. Pierwszą stanowi dosyć obszerny esej, czy nawet artykuł, poświęcony antropologii turystyki, włożony w usta, czy też raczej w pióro lub klawiaturę jednego z drugoplanowych bohaterów książki, antropologa kultury, który na Hawaje poleciał służbowo, aby prowadzić tam badania naukowe. Drugą grupę stanowią rozważania na temat zjawiska rezygnowania księży ze służby kapłańskiej, sprowadzający się do stwierdzenia, że proces ten zaczyna się zazwyczaj od głębokiego kryzysu wiary, a związek z kobietą jest jedynie katalizatorem, nie zaś przyczyną odejścia. Te dygresje są wzbogacone teologicznymi mikroesejami autorstwa Bernarda Walsha, z charakteru modernistycznymi i relatywistycznymi, dowodzącymi braku wiary u ich autora. Ostatnia grupa dygresyj dotyczy zaburzeń życia seksualnego i sposobów ich leczenia. Dzięki owym wszystkim dygresjom, powieść o dosyć banalnej fabule, staje się cenną pozycją, do której warto wracać.

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij