Od co najmniej ćwierćwiecza imię Jehowa nie kojarzy się powszechnie ani z katolicyzmem, ani z judaizmem, a jedynie ze wspólnotą wyznaniową znaną jako Świadkowie Jehowy. Inne konotacje tego imienia są znane bardzo niewielkiemu ułamkowi społeczeństwa polskiego. Nie zawsze jednak tak było, co więcej nawet dzisiaj nie nie wszędzie tak jest.
Zacznijmy od początku. Imię Jehowa jest jednym z możliwych odczytań tetragramu JHWH, czyli Imienia Bożego występującego w Starym Testamencie. Dziś już wiemy, że ten sposób odczytu pojawił się dosyć późno, bo dopiero w średniowieczu. Analiza dzieł Ojców Kościoła, szczególnie Klemensa Aleksandryjskiego, Epifaniusza z Salaminy i Teodoreta z Cyru, wskazuje, że najprawdopodobniej zarówno Żydzi jak też Samarytanie wymawiali to imię jako Jahwe. Pisarze ci bowiem zapisywali je w swoich greckich teksach fonetycznie jako Jabe lub Jawe. Jednak od XI do XIX wieku we wszystkich językach zachodnich które przejęły terminologie biblijna z łaciny używano formy Jehowa. W języku angielskim, w którym użycie tego imienia było dużo szersze niż w innych forma Jehova dominuje do tej pory. W odróżnieniu od angielszczyzny, w języku polskim nie używano praktycznie imienia Jehowa w tekstach religijnych, ani katolickich ani dysydenckich. Znajdowało ono zastosowanie jedynie w:
-tekstach naukowych
-poezji, głównie romantycznej.
Gdy odkryto bardziej prawdopodobną wymowę, naukowcy zaprzestali używania formy Jehowa. Również w poezji straciło ono na znaczeniu z powodów, które pragnę naświetlić w niniejszym tekście. Żeby jednak móc mówić o utracie znaczenia, najpierw trzeba przedstawić, jakie ono pierwotnie było.
Pierwsze w polskiej poezji użycie imienia Jehowa miało miejsce jeszcze w epoce Baroku. Wespazjan Kochowski, jeden z najwybitniejszych poetów tego okresu kilkakrotnie użył tego imienia w swoim debiutanckim zbiorze wierszy Niepróżnujące próżnowanie:
Niech się zlękną, niech się wstydzą,
Pohańbienie swoje widzą,
Niech pozna ich harda głowa,
Żeś najwyższy Ty, Jehowa!
Największą jednak popularność imię to zyskało w romantyzmie. Najhojniej posługiwał sie nim Juliusz Słowacki, można je spotkać między innymi ze wszystkich największych dziełach tego wieszcza. Oto kilka przykładów:
Głuche cierpiących jęki, śmiech ludzki nieszczery
Są hymnem tego świata – a ten hymn posępny,
Zbłąkanymi głosami wiecznie wniebowstępny,
Wpada między grające przed Jehową sfery
Jak dźwięk niesfornej struny. Ziemia ta przeklęta,
Co nas takim piastunki śpiewem w sen kołysze.
Szczęśliwy, kto się w ciemnych marzeń zamknął ciszę,
Kto ma sny i o chwilach prześnionych pamięta.
(Godzina myśli)
„I niechaj będzie jakoby stoletnie…
Lecz nie… O Boże! nie słuchaj, Jehowa”.
Tu zamilkł; oczy mu błyszczały świetnie
I pięknym srebrem uwieńczona głowa
Pośród głów młodych błyszczała szlachetnie
Jak księżyc, kiedy się nad rankiem chowa
Za morze albo za egéjskie skały,
Nadzwyczaj wtenczas smutny, wielki, biały…
(Beniowski)
Ja wszystko sko ńczę z chwilą ogromną odrodu.
Lecz dajcie mi si ę w ręce, zamiast trzymać berło
Niechaj piastuj ę siłę olbrzymią narodu!
A koron ę Jehowy przyozdobię perłą
Ludu zmartwychwstałego… Dajcie mi się w ręce!
(Kordian)
Rzadziej od Słowackiego używali tego imienia dwaj pozostali wieszczowie, ale i w ich twórczości można je odnaleźć. U Mickiewicza pojawia się raz – w młodzieńczym wierszu z 1820 roku, zatytułowanym Hymn na dzień Zwiastowania N.P. Maryi:
Pokłon Przeczystej Dziewicy!
Nad niebiosa Twoje skronie,
Gwiazdami Twój wieniec płonie
Jehowie na prawicy.
(…)
Pójrzal Jehowah i w Niej upodobał sobie;
Pękły niebios zwierciadła,
Biała gołąbka spadła
I nad Syjonem w równi trzyma skrzydła obie,
I srebrzystej pierzem tęczy
Niebianki skronie uwięczy.
U Zygmunta Krasińskiego imię Jehowa pojawia się w złorzeczeniach Chóru Przechrztów w Nie-boskiej Komedii:
Jehowa pan nasz, a nikt inny. – On nas porozrzucał wszędzie, On
nami, gdyby splotami niezmiernej gadziny, oplótł świat czcicielów
Krzyża, panów naszych, dumnych, głupich, niepiśmiennych. – Po
trzykroć pluńmy na zgubę im – po trzykroć przeklęstwo im.
Jehowa Pan Izraela, a nikt inny. – Po trzykroć pluńmy na zgubę ludom
– po trzykroć przeklęstwo im!
Powrozy i sztylety, kije i pałasze, rąk naszych dzieło, wyjdziecie na
zatratę im – oni panów zabiją po błoniach – rozwieszą po ogrodach i
borach – a my ich potem zabijem, powiesim. – Pogardzeni wstaną w
gniewie swoim, w chwałę Jehowy się ustroją; słowo Jego zbawienie,
miłość Jego dla nas zniszczeniem dla wszystkich. – Pluńmy po
trzykroć na zgubę im, po trzykroć przeklęstwo im!
Jest to bodaj jedyny w polskiej literaturze przypadek, gdy imię to konotuje wyraźnie negatywnie.
Z kolei w sensie jak najbardziej pozytywnym używał go Norwid, który robił to równie często jak Słowacki:
Śmierć mi rytmem w nieskończeniu,
Wszczęciem słowa, co nad-słowa,
I językiem w pod-niebieniu
Gwiazd-piejącym: „O Jehowa…”
Aż – sprzeczności gdzie roz-snowa
W harmonijnym zjednoczeniu,
Aż gdzie ani dnia, ni cieniu!
( Rapsod Niewola )
Dziś, teraz, również k o n i e c ś w i a t a bliski.
Nie on ostatni koniec wszech-konieczny,
O którym żaden wyrosły z kołyski,
I żaden Anioł nie wie, i Syn-wieczny,
Jedno Ogromny Sam Jeden Jehowa;
– Lecz ten, o którym jest osobna mowa,
Że się z p o s t a c i-c z a s ó w poznać daje,
Jak deszcz i burzy woń, lub jasne maje…
(Do J.O Księcia Adama Czartoryskiego)
Dziejów sąd ma u siebie tę straszną potęgę,
Że może słowa nie rzec i utworzyć księgę,
Skoro nie gwałcąc zdania ani rzeczy biegu,
Postawi tylko trumnę przy trumnie w szeregu,
A wiatr kątami owych zaświśnie w te słowa:
„Nie rzekłem nic… czytajcie! co zmówił Jehowa!”
(Rzecz o wolności słowa)
Nie tylko najwięksi poeci polskiego romantyzmu pisali o Jehowie. Przypomniany ostatnio przez premiera Kaczyńskiego, Kornel Ujejski, w swoich wierszach i poematach często bazował na tematyce zaczerpniętej ze Starego Testamentu. W jednym z takich utworów, zatytułowanym Hagar na puszczy, kilkakrotnie używa imienia Jehowa.:
Od słońca pożaru sczerniała mi głowa,
A wkoło pustynia; – do Ciebie, Jehowa,
Podnoszę płaczący mój głos
Spraw Panie! by niebo nade mną wychłódło,
I skały granitu zmień, Panie, na źródło,
A piasek czerwony na wrzos.
I nigdyż, Jehowa! i nigdyż do zgonu
Nie ujrzę już dolin kwiecistych Hebronu,
Ni miejsca, gdzie pan mój i ród?
(…)
Jehowa! Jehowa! on krzyknął, on pada!
I usta spalone do ust mych przykłada,
A żar z nich wyciąga miast tchu.
Przed głosem, przed moim, czyś zaparł niebiosy?
Jehowa! Jehowa! och wody, och rosy,
Kropelki, kropelki choć dżdżu!

Bodaj najciekawszy przykład uzycia tego imienia znajdziemy w twórczości innego krajowego romantyka – Teofila Lenartowicza, w jego wierszu Izrael:
Jehowa mocny, strzeż, żeby dzieci tej ziemi
Nie poszły z Polski precz, jak my z Jerozolimy,
By studni ludy swych nie zamknęły przed niemi,
Gdy środkiem wielkich miast iść będą te pielgrzymy;
(…)
Królowie, dla was śmierć i ludy dla was krzyczą,
I zrozpaczeni wy, lecz Pan wybrane zbierze
I oni wezmą świat i ziemię odziedziczą,
Za nami mury miast, za nami pójdą wieże,
Jehowah! ach Jehowah!
Elohim Sabaoth, ach! Ach…
Uznałem ten przypadek za wyjątkowo ciekawy, dlatego ze oprócz typowej polskiej formy „Jehowa”, pojawia sie tu jeszcze wtórnie zhebraizowana forma „Jehowah” (obecna już wcześniej u Mickiewicza), oraz dwa inne hebrajskie imiona Boga: Elohim i Sabaoth. Pojawiało się to Imię jeszcze u innych, mniej znanych polskich romantyków, jak Ludwik Kondratowicz (Władysław Syrokomla), czy Mieczysław Romanowski, a także u nawiązujących mniej lub bardziej do trendów romantycznych poetów późniejszych okresów jak: Józef Szujski, Maria Konopnicka, czy Leopold Staff. Pewnym zaskoczeniem jest obecność w tym gronie katolickiej świętej – Siostry Faustyny Kowalskiej. . Jak wiadomo jej dzieło życia – Dzienniczek jest przeplatane licznymi wierszami utrzymanymi w konwencji naiwno-sentymentalnego neoromantyzmu. Pod numerem 1744 znajduje sie wiersz, w którym dwukrotnie pojawia się to imię.
Jednak dzień i noc woła ludzkość do Ciebie,
Z otchłani nędzy, grzechów i wszelkiej boleści.
Usłysz jęk i łzy, który królujesz w niebie,
Boże wielkiego miłosierdzia, Boże litości.
Zawinił człowiek, lecz przeprosić nie jest w stanie.
Bo nieskończona przepaść się rozwarła między Bogiem a człowiekiem.
I woła głosem swej nędzy: Ześlij nam zmiłowanie
Lecz milczy Jehowa… i przechodzi wiek za wiekiem.
Lecz potęguje się tęsknota całej ludzkości
Za Tym, który był im przyobiecany.
Przyjdź, Baranku Boży, i zgładź nasze złości,
Przyjdź, oświeć nasze ciemności, jak promień świetlany.
I woła ludzkość bez przestanku do Ciebie, Panie nad pany,
Do niezgłębionego miłosierdzia Twego, do Twojej litości
O wielki Jehowa, daj się być przebłagany,
Wspomnij na Twą dobroć i przebacz nasze złości.
W okresie powojennym notujemy jedynie dwa przypadki poetyckiego użycia imienia Jehowa. Pierwszy, to dokonany przez Czesława Miłosza przekład średniowiecznego wiersza anonimowego żydowskiego poety, piszącego po hebrajsku:
Ty jesteś Jehowa, ja jestem wędrowiec.
Kto powinien mieć litość nad wędrowcem
jeżeli nie Jehowa?
W kolejnych zwrotkach następuje wyliczenie przeciwieństw w cechach Boga i człowieka. Warto wspomnieć, że wiersz ten doczekał się parafrazy autorstwa Rafała Wojaczka (nie zawierającej imienia Jehowa), ta zaś stała się tekstem jednej z piosenek rockowego zespołu Chłopcy z placu Broni.
Drugim utworem powojennym zawierającym to imię jest piosenka Jacka Kaczmarskiego Opowieść pewnego emigranta, w której powjawiają się słowa:
Jak ja powiem Jehowie – Przy mnie, Jahwe, stań,
Z tą Polską związanym pępowiną hańb!
Symptomatyczny jest fakt, ze nie udało mi się znaleźć ani jednego tego typu utworu, który byłby stworzony przez poetę do dzisiaj żyjącego. Świadczy to o tym, że zjawisko występowania w Polskiej poezji imienia Jehowa można, na chwilę obecna traktować jako historyczne, przynależące do okresu już zamkniętego. Nie znaczy to oczywiście, że nie może kiedyś w przyszłości się ono odrodzić. Trudno jednak będzie w takim przypadku mówić o jego ciągłości. Zjawisko o charakterze ciągłym istniało, ale nasze pokolenie jest świadkiem jego wygaśnięcia. Z tej racji łatwiej pokusić sie o jakąś wstępną jego analizę. Stosowanie imienia Jehowa w poezji zanikło moim zdaniem z następujących powodów:
-praktycznego zaniku nurtu neoromantycznego w poezji polskiej
-świadomości nieprawidłowości tej formy, poeci przecież starają się używać prawidłowego języka. Poprawna zaś forma Jahwe, ze względu na egzotyczne brzmienie dużo gorzej nadawała sie do poetyckich zastosowań.
-dominującego kojarzenia imienia Jehowy z denominacją Świadków Jehowy, co mogłoby spowodować nieprawidłowe zrozumienie tekstów poetyckich zawierających to imię.
Warto odnotować, ze jednocześnie z zanikiem omawianego zjawiska pojawił się trend nowy, od starego dużo słabszy i najprawdopodobniej zupełnie od niego niezależny. Otóż pojawiły się głównie w środowisku oazowym ,nieliczne piosenki religijne, wykorzystujące imię Jahwe. Najbardziej znana jest następująca:
Ci, którzy Jahwe ufają
Są jak góra Syjon
Co się nigdy nie porusza
Ale trwa na wieki
Góry otaczają (święte miasto) Jeruzalem
Tak Jahwe otacza swój lud
I teraz i na wieki
I teraz i na wieki
Uznałem to zjawisko za zupełnie niezależne od poprzedniego ze względu na jego całkowicie odmienny charakter. Po pierwsze te nowe utwory mają charakter ściśle religijny i religijne, choć nie liturgiczne zastosowanie. Po drugie są niewątpliwie przejawem przenikania wpływów judaistycznych, do religijności katolickiej, czego kiedyś skrupulatnie unikano, a co w posoborowej rzeczywistości Kościoła uważa się za dopuszczalne. Uważam, ze pojawienie się tego zjawiska ma wyraźny związek z szerokim użyciem imienia Jahwe w dwu pierwszych wydaniach Biblii Tysiąclecia.
Jehowa! Jehowa! och wody, och rosy,
Kropelki, kropelki choć dżdżu!

Po przeczytaniu wszystkich przytoczonych fragmentów poezji niemal automatycznie nasuwa się obserwacja, że imię Jehowa występuje w tych utworach w dwóch nieco różniących się znaczeniach.
U Mickiewicza, Słowackiego i Norwida Jehowa jest synonimem Boga – Boga uniwersalnego, można powiedzieć, że Boga w rozumieniu chrześcijańskim. Niektóre z tych utworów nasuwają skojarzenie z Bogiem Ojcem, inne zaś z Trójcą Świętą jako całością. Natomiast u Krasińskiego, Ujejskiego, Lenartowicza, Świętej Faustyny, Miłosza i Kaczmarskiego imię Jehowa odnosi się do Boga żydowskiego. Oczywiście i tu są pewne różnica. Jedynie Krasiński zdaje się sugerować, że chodzi tu o Byt odmienny od Boga chrześcijan. Inni poeci mówią raczej o tym samym Bogu, tyle, że pojmowanym na żydowski sposób. Można powiedzieć, że odwołują się do sytuacji starotestamentalnej. Jest to zasadniczo takie same zastosowanie tego imienia, jakie miało miejsce w dawniejszych tekstach naukowych. W żadnym znanym mi przypadku używanie przez poetę imienia Jehowa nie było związane z wyznawaniem przez niego poglądów religijnych zbliżonych do tych, które głoszą Świadkowie Jehowy, czy też jakiejkolwiek innej formy unitarianizmu. Wszyscy omawiani autorzy byli mniej lub bardziej gorliwymi katolikami, chociaż niektórym z nich zdarzały sie prywatne odstępstw od katolickiej doktryny. Warto zauważyć, że drugie ujęcie okazało się dużo bardziej żywotne. O ile po Norwidzie nikt już nie nazywał Boga Trójjedynego, czy Boga Ojca Jehową, to jeszcze przez ponad stulecie używali tego imienia polscy poeci odwołujący się do konwencji żydowskiej. Większa trwałość tego kontekstu użycia mogła być związana z większą jej powszechnością. O ile w pierwszym kontekście imię Jehowa stosowało czterech poetów, to w drugim kilkunastu. Nie bez wpływu był też wspomniany już zakres jego stosowania w nauce. Dalej, należy przypuszczać , że nadawanie imienia Jehowa bogu chrześcijańskiemu, mogło być odbierane jako próba judaizowania chrześcijańskiej religii i kultury, co nie było, jak już wspomniałem mile widziane.
Nie ma dziś potrzeby wskrzeszać tej tradycji, choć nie ma tez sensu protestować, gdyby się ktoś takiego wskrzeszenia podjął. Warto jednak pamiętać, że imię Jehowa nie zawsze kojarzyło się z ulicznymi i domokrążnymi misjonarzami religii opartej na kolorowych obrazkach. Nie należy się więc bać używania tej formy imienia Bożego, która choć najprawdopodobniej niepoprawna w sensie historycznym, ma swój poetycki urok.