Jarmark Bożonarodzeniowy w Rybniku

jarmark1

W zasadzie o Świętach Bożego Narodzenia piszę w tym roku tylko na blogu Prawdziwe Boże Narodzenie, ale dla tego tekstu muszę uczynić wyjątek. Tamten blog poświęcony jest bowiem duchowemu, religijnemu i kulturowemu, ale nie komercyjnemu wymiarowi świąt. Dziś zaś pragnę napisać o imprezie zdecydowanie komercyjnej, choć niewątpliwie interesującej. Od szóstego do dwudziestego grudnia na rybnickim Rynku odbywał się przedświąteczny jarmark. Prezentuję kilka zdjęć z tej imprezy.

jarmark Boże Narodzenie Rybnik

 

jarmark Boże Narodzenie Rybnik

jarmark Boże Narodzenie Rybnik

jarmark Boże Narodzenie Rybnik

jarmark Boże Narodzenie Rybnik

jarmark Boże Narodzenie Rybnik

jarmark Boże Narodzenie Rybnik

 

Anglican Use

W tekście Kolejne dobre wieści z Watykanu, wspomniałem o Anglican Use, hybrydzie rytów anglikańskiego i rzymskiego, stworzonej dla pewnych grup amerykańskich episkopalian, którzy w ostatniej ćwierci minionego stulecia powrócili do jedności z Kościołem rzymskim. Anglican Use powstał z połączenia najlepszych, a raczej najmniej zepsutych, elementów rytów Cranmera i Bugniniego, jest więc od obydwu tych tworów, piękniejszy, dostojniejszy, bardziej tradycyjny i lepiej wyrażający prawdy wiary katolickiej. Oczywiście pod wszystkimi tymi względami daleko mu jeszcze do Nadzwyczajnej Formy Rytu Rzymskiego, staroangielskiego rytu Sarum, czy też rytów wschodnich, ale na bezrybiu i rak ryba. A jak ów Anglican Use wygląda? Tak jak na załączonym filmie. Mógłbym go opisywać swoimi nieudolnymi słowami, ale taki film stoi za słów tysiące.

Przypomnienie i samochwalstwo

link do mojego bloga

Jeśli kto szuka na moim blogu tekstów adwentowych i bożonarodzeniowych, które w latach poprzednich były tu obficie reprezentowane, to przypominam, że w tym roku uruchomiłem specjalny blog poświęcony tej tematyce, a zatytułowany Prawdziwe Boże Narodzenie, który jest tego rodzaju tekstami praktycznie codziennie uzupełniany.

Muszę się też pochwalić, że w niedzielę, 27 grudnia odnośnik do jednego z tekstów umieszczonych na tym blogu znalazł się na stronie głównej portalu gazeta.pl, co jest uwidocznione na ilustracji powyżej. Już po raz drugi mój tekst został w ten sposób doceniony przez adminów tego portalu. Pierwszy raz przydarzyło mi się to w maju, kiedy to w ten sposób wyróżniony został jeden z tekstów z Kultury Okiem Svetomira.

Rzecz o beatyfikacjach niektórych papieży

Pius XII

Od kilku lat, w różnych  miejscach internetu głoszę pogląd, że Ich Świątobliwości Pius PP XII i Jan Paweł PP II będą beatyfikowani wspólnie i nastąpi to w 2010 roku. Po raz pierwszy sformułowałem tę tezę  w 2007 roku na Forum Krzyż, a powtórzyłem ją między innymi na swoim blogu wiosną roku następnego. Od jakiegoś czasu informacja o dużym prawdopodobieństwie wspólnej beatyfikacji tych dwóch papieży pojawia się takźe w mediach. Po raz pierwszy pojawiła się zresztą w postaci kuriozalnej plotki, że wraz z nimi miałby być beatyfikowany także Paweł PP VI. To akurat jest absolutnie niemożliwe. Proces beatyfikacyjny tego ostatniego został praktycznie zamrożony, co jest oczywiste dla każdego, kto chociaż trochę orientuje się w kierunkach obecnego pontyfikatu. Jeśli nawet zostanie kiedyś wznowiony, to opóźnienia w stosunku do procesów Piusa XII i Jana Pawła II będą tak znaczne, że wspólna beatyfikacja tej trójki nie będzie możliwa.  Napisałem gdzieś kiedyś, nieco żartobliwie i nadal to podtrzymuję, że Paweł VI będzie beatyfikowany w trójce, ale innej, a mianowicie z Urbanem VI i Aleksandrem VI. Wróćmy jednak do scenariuszy o większym prawdopodobieństwie. To, że Pius XII i Jan Paweł II zostaną beatyfikowani wspólnie jest już prawie pewne. Wskazuje na to między innymi jednoczesne ogłoszenie przez Ojca Świętego Benedykta XVI dekretów o heroiczności ich cnót. A skoro owe dekrety ogłoszono jeszcze w 2009 roku, to rok następny, a raczej jego druga połowa jest bardzo prawdopodobnym terminem owych beatyfikacyj. Moje konsekwentnie głoszone przewidywania mają więc dużą szansę się sprawdzić. Co prawda ostatnio wypłynęło z Watykanu zapewnienie, że te dwie beatyfikacje nie nastąpią jednocześnie, ale na mój nos to tylko taka zasłona dymna

Radosnych Świąt 13

Nativitas

 

I ghenisis Sou Christe o Theos imon
Anetile to kosmo to fos to tis gnoseos
En afti gar i tis astris latrevontes
Ipo asteros ethithaskonto
Se proskinin to iliontis thikeosinis
Ke Se ginoskin ex ipsus anatolin
Kyrie thoxa Si

Narodzenie Twoje, Chryste Boże nasz, zabłysło światu światłem wiedzy: gdyż wtedy służący gwiazdom przez gwiazdę pouczeni zostali, aby kłaniać się Tobie, Słońcu prawdy, i Ciebie poznawać, który jesteś Wschodem z wysokości: Panie, chwała Tobie!

Radosnych, pogodnych i głęboko przeżytych Świat Bożego Narodzenia

życzą

Ela, Artur, Pawełek i Martusia Rumplowie

Prawo do krzyża

crux

Po kuriozalnym wyroku strasburskiego trybunału, uznającego krzyż we włoskiej szkole za naruszenie praw i wolnosci niewierzących i innowierców, rozpętała się prawdziwa nagonka na ten najważniejszy symbol chrześcijańskiej wiary. Praktycznie codziennie można przeczytać o jakimś krzyżu, który gdzieś tam komuś przeszkadza. A to w Stalowej Woli prezydent z PO walczy z krzyżem postawionym na miejskiej działce, a to w Bierutowie na Dolnym Śląsku ktoś przypadkiem niszczy średniowieczny krzyż pokutny stojący w lesie, a miejscowa władza stara się sprawę zatuszować, a to w Warszawie służby komunalne (podległe pani prezydent z PO) usuwają, pod pretekstem rzekomego zagrożenia ruchu drogowego, kilkaset krzyży ustawionych przy drogach w miejscach śmiertelnych wypadków. Najbardziej spektakularnym przypadkiem jest sprawa wrocławskiego liceum, w którym czterej maturzyści (stanowiący mniej niż jeden procent uczniów tej szkoły), związani z organizacjami wojujących antyklerykałów, zażądali usunięcia ze szkoły wszystkich krzyży. Sprawa w istocie jest marginalna i nic nie znacząca, ale zaskakujący jest rozgłos medialny, jaki został jej nadany, przedewszystkiem przez Gazetę Wyborczą. Dzięki temu o szczeniackiej awanturze, która normalnie nawet w szkole nie wzbudziłaby szczególnie wielkiego zainteresowania, dowiedziała się cała Polska. Szczególnie niepokojące jest to, że czwórka młodych ludzi, a w istocie również gazeta, która ich wystąpienie nagłośniła, powołują się właśnie na wyrok Trybunału przeciw Włochom. Licealiści i dziennikarze usiłują sugerować, że ten wyrok obowiązuje również Polskę i zobowiązuje nas do usuwania krzyży ze szkół i innych miejsc publicznych.

Tymczasem w rzeczywistości, artykuł 46 Konwencji Praw Człowieka stanowi wyraźnie, że Państwa Sygnatariusze „zobowiązują się do przestrzegania ostatecznego wyroku Trybunału we wszystkich sprawach, w których są stronami”. Oznacza to jasno to, że żaden wyrok Trybunału w Strasburgu nie ma automatycznego przełożenia na prawodawstwo wszystkich Państw sygnatariuszy Konwencji Praw Człowieka, bo to wykraczałoby to poza jego kompetencje, które wynikają tylko i wyłącznie z podpisanej konwencji. Z tego też powodu wspomniany wyrok, nie jest i nie może być podstawą do domagania się zdejmowania jakichkolwiek krzyży ani w Polsce ani w jakimkolwiek innym kraju, nie będącym stronaą procesu, w którym zapadł. Zresztą wyrok ten nie jest prawomocny, został bowiem zaskarżony, toteż nie ma on aktualnie mocy nawet w odniesieniu do Włoch. Jeśli się uprawomocni, Włochy będą zobowiązane tak zmodyfikować swoje prawo „aby zapobiec kolejnym przypadkom łamania praw człowieka w tej dziedzinie”. Sposób i czas tej modyfikacji, jest ich wewnętrzną sprawą, z której musiały się będą rozliczyć jedynie przed Komitetem Ministrów Rady Europy. Ale nawet wtedy nie oznacza to zdjęcia krzyży w całych Włoszech, a tym bardziej w innych krajach, których ta sprawa w ogóle nie dotyczy.

Gdyby wyrok był jedynym argumentem domagających się zdjęcia krzyży z klas wrocławskiej szkoły, można by na tym zakończyć rozważanie tej sprawy. Jednak jest ona bardziej skomplikowana, gdyż posługują się oni również argumentami opierającymi się na polskim systemie prawnym, a konkretnie, na Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej. Twierdzą, że skoro konstytucja przewiduje rozdział Kościoła od Państwa, to w instytucjach publicznych nie wolno umieszczać żadnych symboli religijnych. Mylą się jednak i to pod kilkoma względami. Po pierwsze, obecna konstytucja mówi nie o rozdziale Kościoła od Państwa, ale o wzajemnej autonomii tych dwóch instytucyj: „Stosunki między państwem a kościołami i innymi związkami wyznaniowymi są kształtowane na zasadach poszanowania ich autonomii oraz wzajemnej niezależności każdego w swoim zakresie, jak również współdziałania dla dobra człowieka i dobra wspólnego.” (Art. 25) Po drugie, rozdział, czy też autonomia, nie dotyczy takich spraw jak umieszczanie symboli religijnych w szkołach, czy biurach. Rozdział polega na tym, ze instytucje kościelne nie mają decyzyjnego wpływu na funkcjonowanie Państwa, a instytucje państwowe nie mają decyzyjnego wpływu na funkcjonowanie Kościoła. Naruszenie owego rozdziału następowałoby w przypadku, gdyby krzyże w publicznych szkołach zawisły na mocy dekretu miejscowego biskupa, czy innej władzy kościelnej, nie następuje zaś gdy są one wieszane na skutek wolnej decyzji nauczycieli i uczniów.

W sprawie krzyży w szkołach adekwatny jest inny zapis konstytucji, a mianowicie ten, który mów o wolności religii: „Każdemu zapewnia się wolność sumienia i religii. Wolność religii obejmuje wolność wyznawania lub przyjmowania religii według własnego wyboru oraz uzewnętrzniania indywidualnie lub z innymi, publicznie lub prywatnie, swojej religii przez uprawianie kultu, modlitwę, uczestniczenie w obrzędach, praktykowanie i nauczanie.” (Art. 53) Jak widać przepis daje wierzącym między innymi prawo do publicznego wyznawania swojej wiary, w czym zawiera się także prawo do eksponowania własnych symboli religijnych w miejscu, w którym się uczą, lub pracują. Prawo do swobodnego wyznawania swej wiary jest więc między innymi prawem do krzyża. Wrogowie krzyży w szkołach argumentują, że wolność wyznawania religii jest ograniczona wolnością innych osób. Częściowo w istocie tak jest, ale nie jest to takie proste, jak usiłują nam wmówić. Konstytucja stanowi: „Wolność uzewnętrzniania religii może być ograniczona jedynie w drodze ustawy i tylko wtedy, gdy jest to konieczne do ochrony bezpieczeństwa państwa, porządku publicznego, zdrowia, moralności lub wolności i praw innych osób. Nikt nie może być zmuszany do uczestniczenia ani do nieuczestniczenia w praktykach religijnych.” (Art. 53) Wolność innych osób nie ogranicza więc wolności wierzących automatycznie. Aby ją ograniczyć, konieczna jest ustawa. Parlament zgodnie z cytowanymi zapisami konstytucji może przyjąć ustawę zabraniającą wieszania krzyży w szkołach. Obecnie jednak takiej ustawy nie ma, toteż umieszczanie ich w tych miejscach jest całkowicie zgodna z obowiązującym w Polsce prawem.

 

Nie jestem entuzjastą obecnej konstytucji, uchwalonej przez koalicję partyj lewicowych, wrogich tradycjom narodowym i religijnym Polaków. Nie podobają mi się między innymi jej zapisy dotyczące kwestyj religijnych. Ta konstytucja bezwzględnie musi zostać zmieniona. Ale nawet to ułomne prawo gwarantuje nam bezsprzecznie prawo do krzyża w przestrzeni publicznej.

Wrogowie krzyża dopiero zaczynają swoja walkę. Usunięcie krzyży ze szkół to zaledwie pierwszy etap tej walki. Drugim, który już też się rozpoczął jest usuwanie krzyży przydrożnych. Potem przyjdzie pora na szpitale, wskutek czego większość ludzi będzie umierać bez możliwości skierowania ostatniego spojrzenia na krzyż. W dalszej kolejności zapewne zabronią nam noszenia krzyży i krzyżyków na szyi i na ubraniu, a przy okazji procesyj, bicia w dzwony i jakiegokolwiek publicznego manifestowania swojej religijności. Jeśli nie powstrzymamy ich teraz, gdy się dopiero rozpędzają, potem może być za późno. Brońmy krzyży!

Legitymizm – nowy portal prawicowy (tekst nadesłany)

Szanowni Państwo,

Mam zaszczyt i przyjemność ogłosić, że reprezentowana przeze mnie Organizacja Monarchistów Polskich oddaje do Państwa dyspozycji nowy, skrajnie prawicowy i kontrrewolucyjny portal, który mieści się pod wszystko mówiącym adresem www.legitymizm.org

Znajdą tam Państwo zarówno materiały publikowane w minionej dekadzie na stronach internetowych OMP i „Królewskiego Paryża” (w bardziej przejrzystej i wygodniejszej szacie graficznej), jak też liczne nowe artykuły, galerie zdjęć, multimedia, aktualności etc. etc. Co ważne, nie ulegliśmy pędowi do demokratyzacji Internetu, dlatego gwarantujemy, iż na naszym portalu nie będzie żadnych głupich komentarzy, które tak często rażą na innych stronach prawicowych. Równocześnie pragnę zaznaczyć, iż „stare” strony internetowe OMP nie będą już rozwijane. Dotychczasowe linki OMPowskie i „paryskie” proszę uprzejmie zamienić na nowe i korzystać z aktualnych bannerów.

Portal jest dziełem pana Piotra Kozaneckiego z firmy PMK Design: www.pmk-design.eu, natomiast jako element promocji wykorzystujemy dwa videoclipy znakomicie wyreżyserowane przez naszego kolegę używającego mrocznego pseudonimu Reaktor. A ponieważ nasza Organizacja znana jest z tego, że chętnie sięga po rozwiązania „nieoczywiste”, przełamujące schematy, zapraszam Państwa do zapoznania się z:

1) Coverem utworu Black Sabbath pt. „Solitude” w wykonaniu tajemniczej Lucidamy74 z Minnesoty: http://www.youtube.com/watch?v=BQk15wYUvU0

2) Utworem Von Thronstahl pt. „Pontifex Solis”: http://www.youtube.com/watch?v=2bVRVLu6dxw

 Polecam także Państwa uwadze piękny utwór zespołu De Vodka, który dedykowany jest OMP: http://www.legitymizm.org/multimedia-de-vodka-omp

Wierzę, że zapoznanie się przez Państwa z naszą wizją kultury, pozwoli także na lepsze, bardziej dogłębne zrozumienie stanowiska metapolitycznego legitymistów – tradycjonalistów katolickich. Hasłem przewodnim naszej walki o władzę kulturową jest bowiem: Pesymizm w natarciu!

Pragnę serdecznie podziękować wszystkim osobom zaangażowanym w 2009 r. w realizację tej inicjatywy. Planujemy dalszą rozbudowę portalu, jesteśmy zatem otwarci także na nowych autorów i inne formy współpracy.

Będę wdzięczny za wszelką pomoc w promocji adresu www.legitymizm.org

 

Adrian Nikiel

Audiobooki, czy słuchowiska

audiobooki

Książki mówione, zwane też audiobookami pojawiły się już kilkadziesiąt lat temu. Początkowo służyły głównie niewidomym, i były nagrywane na kasetach magnetofonowych. Na jedną książkę przypadało zazwyczaj kilkanaście kaset. Z czasem kasety zastąpiono płytami CD. W ostatnich latach, wraz z upowszechnieniem się formatu mp3, który pozwolił zmieścić całą książkę na jednej płycie, audiobooki zyskały sporą popularność wśród szerokich rzesz użytkowników. Uważam, że ich znaczenie i popularność będą nadal rosły. Wróżę bowiem audiobookom niemałą rolę w życiu literackim najbliższych nie tylko lat, ale i dziesięcioleci. Owa świetlana przyszłość audiobooków to rola książek dla podróżnych, szczególnie zaś dla kierowców wszelkiego rodzaju pojazdów, a także dla pasażerów komunikacji miejskiej. O ile bowiem w pociągu można z powodzeniem czytać tradycyjne książki, to w zatłoczonym autobusie, czy tramwaju jest to bardzo trudne, a za kierownicą samochodu czynić tego nie sposób. A audiobooka można z powodzeniem słuchać zarówno z samochodowych odtwarzaczy CD, jak też z kieszonkowych urządzeń mp3.

 

 

Aby jednak audiobooki mogły w całej rozciągłości spełniać swoją rolę, muszą one być pełnowartościowe, a niestety nie zawsze są. Pomijam już kwestię licznych błędów w czytaniu, popełnianych przez aktorów nagrywających audiobooki, gdyż zdaję sobie sprawę, że przy tego rodzaju pracy prawie niemożliwym jest ich uniknięcie. Dużo bardziej niepokojące jest zjawisko wydawania jako audiobooki produktów, które de facto audiobookami nie są. Moim zdaniem bowiem na to miano zasługują jedynie książki nagrane w całości, nie zaś we fragmentach. A coraz częściej wydawcy obdarzają nas „audiobookami” mniej lub bardziej okrojonymi. To już nie są audiobooki, ale słuchowiska. Dosyć długie i rozbudowane, lecz jednak tylko słuchowiska. Takie produkcje są niewątpliwie adaptacjami książek, podobnie jak mogą nimi być filmy, czy komiksy, nie są już jednak tym, czym audiobooki, zgodnie z nazwą być powinny, a mianowicie dźwiękowymi wersjami książek. Oczywiście z takiego pseudoaudiobooka, podobnie zresztą jak z komiksu czy filmu, możemy poznać fabułę książki, na której jest oparty, nie mamy jednak możliwości poznać wszystkich jej szczegółów czy smaczków. Wysłuchanie takiego „audiobooka” żadną miarą nie zastąpi przeczytania książki. Takimi wybrakowanymi produktami są na przykład audiobooki z modnej ostatnio „Biblioteki Gazety Wyborczej”. Co prawda są one opatrzone adnotacją „według adaptacji Polskiego Radia”, ale mało który nabywca domyśli sie, że ta adaptacja to przedewszystkiem znaczne, często nawet ponad dwukrotne okrojenie treści.

 

Szczególnie szkodliwe będą takie pseudoaudiobooki w przypadku lektur szkolnych. Oczywiście już teraz są uczniowie, którzy nie czytają lektur, ale jedynie ich streszczenia, albo oglądają filmową adaptację. Są też i tacy, którzy czytają zadane książki pobieżnie, omijając spore fragmenty. Jednak wszyscy oni mają pełną świadomość faktu, że nie poznawają całości dzieła. Słuchacze wybrakowanych audiobooków takiej świadomości mieć nie będą. Wręcz przeciwnie, będą dogłębnie przekonani, że wysłuchali całą książkę, co jest w zasadzie tożsame z jej gruntownym przeczytaniem.

 

Nie mam oczywiście nic przeciwko wydawaniu na płytach słuchowisk, wręcz przeciwnie uważam to za wręcz wyśmienity pomysł. Chcę jedynie by słuchowiska nie udawały audiobooków. Podobnie jak nie mam nic przeciwko sprzedaży tombaku, o ile nie będzie się go oferować jako złoto.

Wolność krzyżami się mierzy

Wolność

O albumie pieśni patriotycznych zatytułowanym Bo wolność krzyżami się mierzy, który JE Lech Aleksander Kaczyński, Wielki Mistrz Orderu Orła Białego, Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej etc., etc., etc., ofiarował narodowi z okazji Święta Niepodległości pisałem już pokrótce w dniu jego premiery, to jest 10 listopada. Pochwaliłem wówczas zarówno sam pomysł, jak też i jego realizację, zgłaszając jednocześnie pewne zastrzeżenia co do doboru repertuaru. Dziś chciałbym temat rozwinąć i poświęcić tej płycie nieco więcej uwagi. Zacznę od doboru wykonawców. Pomysł zaproszenia do tego projektu prawosławnego chóru „Oktoich” uważam za znakomity. Zespół ten, doskonale i od dawna znany miłośnikom muzyki cerkiewnej, jako jeden z najlepszych jej krajowych wykonawców, teraz mógł się zaprezentować w zupełnie nowym dla siebie repertuarze. Zadaniu temu sprostał w całej rozciągłości. Wykonanie pieśni jest znakomite i doskonale oddaje ich ducha. Powierzenie realizacji tego projektu zespołowi prawosławnemu wyśmienicie podkreśla wielokulturowy charakter naszej Ojczyzny. Również aranżacje utworów są na wysokim poziomie, znakomicie bowiem wykorzystują możliwości wykonawców.

Do wykonania więc, które zrobiło na mnie bardzo dobre wrażenie, nie mam żadnych zastrzeżeń. Przejdźmy więc do kwestyj związanych z repertuarem. Na płycie znajdują się następujące utwory:

1. Legiony

2. Na Grunwaldzkiem polu

3. Pieśń wojenna – rycerska

4. Ballada stepowa Zydora Lusni (Żołnierzom rubieży)

5. Marsz Żuawów

6. Pieśń o Wodzu miłym

7. Piechota. Nie noszą lampasów

8. Wojenko, wojenko

9. Wiązanka utworów:

Rozmaryn, Bywaj dziewczę, Przybyli ułani, Ułani, ułani, Pierwsza kadrowa,

Rozkwitały pąki białych róż

10. Morze nasze morze

11. Dziś do ciebie przyjść nie mogę

12. Modlitwa obozowa

13. Marsz Lotników

14. Warszawskie dzieci

15. Marsz Mokotowa

16. Czerwone maki

17. Oka

18. Hymn Sybiraków

19. Warszawianka 1831

Co w tym zestawie robi Oka, pieśń polskojęzycznej przybudówki Armii Czerwonej? To nie jest pieśń patriotów, ale śpiewka zdrajców. Psuje ona cała płytę. Jak powiada Pismo Święte: Jedna nieżywa mucha potrafi zepsuć cały dzban wonnego olejku. Oprócz tej nieszczęsnej Oki, problem jest też z Czerwonymi Makami. Nie potrafię oprzeć się wrażeniu, że pieśń ta została ocenzurowana. Brakuje w niej bowiem drugiej zwrotki:

Runęli przez ogień, straceńcy!

Niejeden z nich dostał i padł…

Jak ci z Samosierry szaleńcy,

Jak ci spod Rokitny, sprzed lat.

Runęli impetem szalonym

I doszli. I udał się szturm.

I sztandar swój biało-czerwony

Zatknęli na gruzach wśród chmur.

Ta tajemnicza Rokitna, to Bitwa pod Rokitną z 1915 roku, w której polscy legioniści pokonali Moskali. W czasie okupacji sowieckiej, w wersji oficjalnej, w miejscu Rokitnej figurowały Racławice. Pominięcie tej zwrotki nasuwa skojarzenie, że twórca projektu nie mógł się zdecydować, którą z wersyj wybrać. Prawicowiec takich dylematów mieć nie może. Wersja spreparowana przez Płatnych Zdrajców – Pachołków Rosji nie jest warta żadnych rozważań. Warta jest jedynie tego, żeby na nią splunąć gęstą śliną. Na przyszłość współpracownicy prezydenta powinni staranniej dobierać repertuar.

 

Uważam za symptomatyczne, że ten tekst udało mi sie skończyć akurat na 13 grudnia, rocznicę smutnych wydarzeń, kiedy to kolejny Płatny Zdrajca – Pachołek Rosji zafundował Polsce wydłużenie sowieckiej okupacji o jakieś osiem lat. Mam nadzieję, że na którejś z następnych takich płyt znajdzie się jakaś pieśń upamiętniająca zbrodnie infamisa, który splamił herb Ślepowron. Na razie tylko ja sobie zanucę:

Trzynastego grudnia roku pamiętnego

Wykluła się WRONa z jaja czerwonego

Czerwoni radzili, w końcu wymyślili

No i stan wojenny w Polsce ogłosili

Zajęli zakłady, zajęli urzędy

I pchają Polaków do niechybnej nędzy

Ludzie się buntują, walkę podejmują

I te wszystkie wrony z czasem upolują.

Hej, wszyscy Polacy, wraz głowa do góry

Razem pokruszymy te więzienne mury?

Kolejne dobre wieści z Watykanu

Benedykt XVI

Dwa lata temu opublikowałem na swoim blogu tekst zatytułowany „Dobre wieści z Watykanu„. Tak się składa, że również tegoroczna jesień, a konkretnie druga połowa października przyniosła ze Stolicy Świętej szereg wieści dobrych, a nawet bardzo dobrych. Oto trzy najważniejsze spośród nich.

 

Powrót anglikanów do Rzymu

 

20 października Kongregacja Nauki Wiary ogłosiła instrukcję w sprawie przyjmowania do Kościoła grup anglikanów, którzy wyrażą chęć pojednania ze Stolicą Apostolską. Zgodnie z nią będą dla tych wiernych tworzone ordynariaty personalne, czyli sui generis diecezje bez określonego terytorium. Obecnie z takich rozwiązań korzystają Opus Dei i tradycjonaliści z Campos w Brazylii. Nadto pojednani z Kościołem anglikanie będą mogli kultywować własne tradycje w dziedzinie liturgii i duchowości. Jest to bardzo duża zmiana, bo choć anglikanie wstępowali licznie do Kościoła katolickiego juz od kilkudziesięciu lat, to dotąd, aby nie rodzić podejrzeń o uniatyzm i prozelityzm przyjmowano ich jedynie indywidualnie i prawie nigdy nie pozwalano na zachowanie własnej liturgii. Jedynie dla nielicznych parafii w USA stworzono tak zwany Anglican Use będący hybrydą rytu anglikańskiego i Mszy Pawła VI. Teraz się to zmieni. Wspólnoty, które deklarują chęć powrotu do Kościoła (a jest to nawet kilkudziesięciu biskupów wraz z licznymi wiernymi) sprawują różne formy rytu anglikańskiego od średniowiecznego staroangielskiego rytu Sarum, poprzez angielskie tłumaczenie Mszy Trydenckiej, aż po reformowaną liturgię anglikańską, dominującą w angielskim High Church. Wszystkie te formy liturgiczne są bardziej tradycyjne od Zwyczajnej Formy Rytu Rzymskiego, przedewszystkiem wszystkie są sprawowane „ku Panu”, a nie „ku ludowi”, więcej też jest w nich klęczenia, znaków krzyża i pokłonów aniżeli w NOM. Ich rozpowszechnienie się w Kościele oznacza więc znaczną tradycjonalizację liturgii, a z takiego zjawiska należy się na pewno cieszyć. Ogólnie zresztą owe wspólnoty mają mocno konserwatywną orientację, wzmocnią więc prawe skrzydło Kościoła. Pewien problem rodzi brak celibatu u anglikanów. Rozwiązane to będzie w sposób następujący: „W przypadku mężczyzn żonatych będą oni mogli przyjąć święcenia kapłańskie. To samo dotyczy alumnów przygotowujących się obecnie do kapłaństwa. Natomiast nie przewiduje się w przyszłości możliwości święcenia mężczyzn żonatych, jak ma to miejsce w katolickich Kościołach wschodnich”.

 

Przyjęcie do łączności z Kościołem całych dużych grup anglikanów wywołało wściekłość maniaków irenistycznie rozumianego ekumenizmu, jest bowiem logiczna konsekwencją wiary, że Kościół Chrystusa jest tożsamy z Kościołem katolickim, która to wiara została potwierdzona wyjaśnieniami tejże samej kongregacji z 2007 roku. Obecna instrukcja oznacza, że Kościół powoli wraca, przynajmniej w kwestii dążenia do zjednoczenia chrześcijan, do praktyk stosowanych przed Soborem Watykańskim II. Dla tradycjonalistów i konserwatystów jest to na pewno bardzo dobra wiadomość.

 

Początek rozmów z Bractwem Kapłańskim Świętego Piusa X

 

26 października w siedzibie Kongregacji Nauki Wiary rozpoczęły się rozmowy teologiczne między Stolicą Apostolską, a Bractwem Kapłańskim Świętego Piusa X, znanym potocznie jako lefebryści. Tematyka rozmów mających doprowadzić Bractwo do pełnej jedności z Rzymem obejmuje koncepcję Tradycji, Mszał Pawła VI, interpretację dokumentów Soboru Watykańskiego II w kontekście całości tradycyjnego nauczania Kościoła, kwestie jedności Kościoła, ekumenizmu i relacyj z innymi religiami, a także koncepcję wolności religijnej. Rozmowy te, zwłaszcza w tym zakresie są naprawdę ważnym wydarzeniem. Jak napisał pewien internauta-tradycjonalista: „Rzym siada do stołu i zgadza sie przedyskutować w/w kwestie. Oznacza to, ze sprawa reformy liturgicznej, V2 etc. jest otwarta : wszelkie wnioski są możliwe ograniczone jedynie nienaruszalnością dogmatów. Czy jeszcze trzy-cztery lata temu to było do pomyślenia?” Optymizmem napawa też fakt, że w składzie delegacji papieskiej zasiadają teologowie o zdecydowanie konserwatywnych poglądach, tak więc porozumienie wydaje się być naprawdę realne i to w nieodległej perspektywie dwóch, trzech lat. A Bractwo z uregulowanym statusem kanonicznym również znacząco wzmocni wspomniane prawe skrzydło w Kościele.

 

Kolejna zapowiedź reformy nowej Liturgii

 

30 października Radio Watykańskie podało informację, że Kongregacja ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów pracuje nad nowym programem formacji liturgicznej co zapowiedział prefekt tej dykasterii kard. Antonio Cañizares Llovera.

 

„Jak stwierdził w wywiadzie dla tygodnika Calatunya Cristiana, ludziom brak dziś właściwego przygotowania do liturgii. Sądzą, że chodzi w niej o jakieś formuły czy rzeczy czysto zewnętrzne. Musimy zatem przywrócić sens kultu, poczucie sacrum, wrażliwość na Boga. W przekonaniu hiszpańskiego purpurata nie wystarczy tu zmiana rubryk czy wprowadzenie czegoś nowego. Ważniejsze jest odzyskanie wrażliwości na tajemnicę, która została zagubiona pod wpływem sekularyzacji. Liturgia nie potrzebuje wciąż nowych zmian, innowacji, kreatywności, lecz kultu, uznania Boga, który nas przewyższa i daje nam zbawienie – podkreślił kard. Cañizares.

Szef watykańskiej dykasterii ujawnił również, że przywrócenie liturgii nadrzędnego miejsca w życiu Kościoła jest dziś główną troską Benedykta XVI. To liturgia czyni nas nowymi ludźmi – podkreślił. Ona zawsze zwrócona jest na Boga, a nie na wspólnotę. To bowiem nie wspólnota sprawuje liturgię, lecz sam Bóg, który przychodzi, aby nas spotkać i dać nam udział w swoim życiu, obdarzyć nas swoją łaską i przebaczeniem – powiedział kard. Cañizares.” (za strona internetową Radia Watykańskiego).

 

We wspomnianym wywiadzie kardynał zasugerował odejście od udzielania Komunii Świętej na rękę, oraz przywrócenie skierowania kapłana sprawującego Mszę Świętą „ku Panu”, przynajmniej w momencie Przeistoczenia. To również ma kolosalne znaczenie. Jest bowiem bardzo mało prawdopodobne, aby w ciągu najbliższych kilkudziesięciu lat Msza Trydencka odzyskała dominującą rolę w Kościele łacińskim. NOM raczej pozostanie Mszą dla większości zachodnich katolików, Warto wie, aby była to Msza tak tradycyjna, jak to tylko możliwe.

 

Wszystkie trzy wymienione wyżej wydarzenia dowodzą, ze pod wodzą Ojca Świętego Benedykta XVI, Kościół powoli zaczął wychodzić z kryzysu, spowodowanego być może przez pewne pozakościelne zjawiska społeczne, lecz niewątpliwie pogłębionego przez błędną recepcję Soboru Watykańskiego II i wpływ tajemniczego „ducha Soboru”.

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij