Sakrament inicjacji społecznej

 


Przed nami maj, miesiąc kojarzący się między innymi z Pierwszymi Komuniami. Te uroczystości religijne dawno już zatraciły czysto duchowy charakter. Stały się imprezami z bogatą oprawą kulturową: strojami, bankietami, prezentami, kamerami, ostatnio nawet limuzynami, sui generis małymi weselami. Prezenty są coraz wystawniejsze, rowery dostaje się dziś od dalszych krewnych, zegarki od tych najbiedniejszych, bliska rodzina ofiaruje najczęściej komputery. Przyjęcia rzadko kiedy odbywają się w domach rodzinnych, dominują raczej mniej lub bardziej eleganckie restauracje. Stroje dziewczęce są wyszukaną krzyżówką sukni ślubnej i balowej. Ten przerost obrzędowych dodatków nad sakramentalną istotą wzbudził, szczególnie w tym roku falę krytyki. Podam tylko dwa jej najbardziej wyraziste przykłady. Pierwszy to Artykuł Macieja Serwety na portalu kosciol.pl a drugi to Wywiad biskupa Antoniego Długosza dla „Gazety Wyborczej”. Obydwaj krytycy negatywnie oceniają zjawisko imprez pierwszokomunijnych. Biskup posuwa się nawet do apelu o nie wręczanie z okazji tej uroczystości żadnych prezentów. Niestety, choć te imprezy również ranią moje uczucia tak religijne, jak i estetyczne, nie mogę sie zgodzić z Jego Ekscelencją. Taka drastyczna zmiana stylu świętowania Pierwszej Komunii nie jest ani możliwa, ani pożądana. Byty kulturowe, do których należą między innymi zwyczaje i obrzędy, a powstać, rozpowszechnić się i utrwalić musza mieć swoją istotną funkcję kulturową. Imprezy komunijne są bez wątpienia rozpowszechnione i utrwalone. Mają więc oprócz religijnej jakąś funkcję społeczną.

Jest to funkcja uniwersalna, występująca w większości społeczeństw należących do najrozmaitszych kręgów kulturowych. Jest to swego rodzaju inicjacja, wejście w społeczeństwo, symboliczne zakończenie pierwszego, zupełnie niesamodzielnego etapu życia. Dziecko w wieku mniej wiecej ośmiu lat, czyli pierwszokomunijne w naszym kręgu kulturowym zaczyna samodzielnie chodzić po ulicach, samodzielnie robić zakupy, samodzielnie organizować swój wolny czas. Oczywiście jest to proces a nie przełom, dzień Pierwszej Komunii jest tylko pewnym jego symbolicznym zobrazowaniem, ale tak jest w większości rytuałów przejścia. Pierwsza Komunia nadaje się na ten symbol przejścia idealnie, bo od tego momentu dziecko zaczyna w pełni uczestniczyć w życiu religijnym, upodobniając sie pod tym względem do dorosłych, jest to więc kolejny obok wymienionych czysto świeckich aspekt jego rodzącej się względnej samodzielności. Inne elementy pierwszokomunijnego świętowania podkreślają tę jego inicjacyjną funkcję. Popatrzmy na prezenty otrzymywane w dniu Pierwszej Komunii. Rowery, zegarki, komputery, to wszystko są przedmioty pomagające wejść w tę pierwszą, nieśmiałą jeszcze i względną, jak zaznaczyłem, samodzielność. One, jak już napisałem wyżej, podkreślają inicjacyjny charakter tej uroczystości. Jeśli władze kościelne nie chcą, by duchowe święto było obarczone tym społeczno-kulturowym bagażem nie powinny uciekać się do zakazów, ale zmienić moment udzielania Pierwszej Komunii. Jeśli ta uroczystość zostanie przeniesiona o kilka lat i połączona z bierzmowaniem, straci swój charakter świeckiej inicjacji społecznej. Pewnie przejmie go jakieś inne wydarzenie, na przykład pierwsze pójście do szkoły. A to już na pewno nie będzie rodziło takich emocyj ani fal krytyki.

Liberał chwali narodowca.


 

Koniec świata Mości Panie i Panowie! Liberał będzie narodowca chwalił. A konkretnie to ja będę chwalił wicepremiera Romana Giertycha. Jeszcze miesiąc temu taka ewentualność mi sie nawet nie śniła, a jednak w obecnych cyrkumstancjach przyzwoitość wymaga, abym to uczynił. Wicepremier Giertych zrobił bowiem coś, co na pochwałę jednoznacznie zasługuje. Swego czasu również na tej stronie chrześcijanie różnych wyznań ostro krytykowali socjalistyczny pomysł Prawa i Sprawiedliwości zakładający upaństwowienie pięciolatków, poprzez posłanie ich do obowiązkowej zerówki w ramach przedszkola. Jak wiadomo socjalistom zawsze się wydaje, ze państwo robi wiele rzeczy lepiej niż obywatele i teraz im sie uroiło, że państwowe przedszkole lepiej wychowa pięciolatki aniżeli rodzice i dziadkowie. Wmawia się nam, że „absolwenci” przedszkoli łatwiej osiągają cele edukacyjne w dorosłym życiu. Śmiem wątpić, bowiem doświadczenie moje i mojego środowiska mówi inaczej. To nie w wieku lat 5-7 decyduje sie sukces edukacyjny, ale 10-15. Pochodzę ze wsi, na wsi spędziłem dzieciństwo, ukończyłem wiejską podstawówkę. Spośród moich kolegów i koleżanek klasowych ledwie kilka osób chodziło do przedszkola, a jednak prawie połowa ukończyła wyższe studia, a maturę mają prawie wszyscy. W moim przekonaniu przyczyna tego faktu tkwi w tym, ze w klasach IV-VIII mieliśmy wymagającą i zaangażowaną wychowawczynię. Nie jest moją intencją idealizowanie tej osoby. Pani ta była bowiem lojalną aż do fanatyzmu funkcjonariuszką systemu komunistycznego, miała też spore skłonności do tyranizowania uczniów. Mam do niej wiele żalu o tłumienie naszej ekspresji i wolności wyrażania poglądów. Jednak te jej cechy, które wymieniłem na początku, a także spora, jak na nauczyciela wiejskiej podstawówki doza fachowości sprawiły, ze do szkół średnich poszliśmy dobrze przygotowani. Uważam więc, że warto poświęcić więcej uwagi i funduszy końcowym klasom szkoły podstawowej i gimnazjom. To tym uczniom warto zapewnić możliwie najlepiej wykształconych nauczycieli, a najzdolniejszym dać szansę rozwijania swoich umiejętności w kółkach naukowych, artystycznych i hobbystycznych. Na to warto wydać te miliony, które były przygotowane na zerówki dla pięciolatków. A żeby naprawdę zadbać o wyrównanie szans należy zapewnić wiejskim podstawówkom i gimnazjom takie same warunki przede wszystkim w zakresie: wykształcenia kadry, wyposażenia bibliotek i pracowni, dostępności wspomnianych wyżej zajęć pozalekcyjnych. Życzę wicepremierowi Giertychowi, aby udało mu się to przynajmniej w części zrealizować.

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij