Eurowizja po pólfinale

  Jak było do przewidzenia The Jet Set z kretesem przepadł w półfinale. W moim mniemaniu był to jeden z najgorszych występów podczas całego koncertu. Nie wiem czego szuka na konkursie piosenki zaspół, który za swój największy atut uważa choreografię ( a tak mówili w telewizyjnych wywiadach). Na Eurowizję trzeba (paradoksalnie) stworzyć taki utwór, który obroni się bez wizji. Ten się niewątpliwie nie bronił. Na wątpliwe pocieszenie można dodać, ze odpadli też dużo lepsi wykonawcy, jak czeski Kabat, czy izraelskie Teapacks. Nie ma jednak juz co teraz zastanawiać sie dlaczego ten , czy ów wykonawca przepadł.

Spośród tych, którzy przeszli warto zwrócić uwagę na reprezentantów Bułgarii i Gruzji. Jedni i drudzy mogą namieszać w finale.

 


 

Todorowa i Jankułow nasuwają skojarzenie z Rusłaną i Zdob si zdub, którzy zdobyli popularność kilka lat temu w poprzednich edycjach konkursu. Podobnie jak wymienieni, łączą muzykę ludową i popularną. Grają i śpiewają popularną w Bułgarii muzykę popfolkową, tylko, ze nieco bardziej od jej głównego nurtu zbliżona do rocka i nasyconą dźwiękiem bębnów. Niestety w sieci mało jest ich muzyki. Znalazłem (oprócz tego, co juz prezentowałem w poprzednich tekstach) tyle, co: tu i tu.

 

 

Sopho Khalvashi jak dotąd była nieznana poza Gruzją. Udział w konkursie może to zmienić. Z jej muzyką można się zapoznać tutaj. Łączy ona elementy folku i rocka. I to wydaje się być receptą na sukces w Eurowizji. Dlatego uważam, ze naszym reprezentantem powinni być : Zakopower, Brathanki, lub Piersi.

 

O sobie samym

 

Urodziłem się w Rybniku 22 kwietnia 1975.

Ukończyłem I Liceum Ogólnokształcące w Wodzisławiu Śląskim (1994), Wydział Farmaceutyczny w Sosnowcu Śląskiej Akademii Medycznej w Katowicach (1999) oraz Wydział Etnologii i Nauk o Edukacji w Cieszynie Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach (2004). Jestem więc z wykształcenia farmaceutą i… no właśnie i kim? Do nie dawna zawsze pisałem, ze etnologiem, teraz jednak, patrząc na zakres moich dociekań muszę stwierdzić, że akcenty mi się przesunęły w kierunku antropologii kulturowej. Nie zajmuje sie bowiem kultura ludową, ani samymi tylko kulturami niemasowymi, ale zróżnicowaniem kultur z uwzględnieniem kultury masowej. Tak więc wychodzi , ze jestem antropologiem kulturowym.

Mam kochaną żonę i wspaniałego, prawie dwuletniego syneczka Pawełka.

Od dziesięciu lat nieregularnie publikuję w czasopismach naukowych (ALBO albo, Konteksty, Panacea, Uniwersytet Kulturalny), społeczno – politycznych (Najwyższy Czas, Opcja na Prawo), religijnych (Przewodnik Katolicki) i lokalnych (U Nas) oraz na licznych stronach internetowych.

Prowadzę trzy blogi:

Okiem Svetomira to mój „poważny” blog – w dziale Polityka snuję refleksje na tematy polityczne, a w dziale Kultura publikuje rezultaty moich mniej lub bardziej naukowych dociekań antropologicznych oraz informacje o ciekawych imprezach i publikacjach

Rybnik w obiektywie komórki to fotoblog nieco z przymrużeniem oka. Wiadomo, fotograf ze mnie żaden, a z komórki żaden aparat, dlatego też po tych zdjęciach nie można się wiele spodziewać. Obecnie blog zawieszony do wiosny.

Limeryki ze śmietnika to blog, w którym realizuję się jako wierszokleta. Również z przymrużeniem oka.

„Córka d’Artagnana” – niespodziewane nawiązanie

 

Tym razem przystępuję do recenzji filmu, który dawno juz przestał być nowy, nigdy też nie stał się sławny. Właściwie jedynie z racji dwóch przyczyn mógł wryć sie nieco głębiej w pamięć niektórych widzów. Pierwsza przyczyna jest taka, że tytułowa rola w tym filmie jest kinowym debiutem Sophie Marceau (Waleczne serce, Belfegor – upiór Luwru ) w filmie masowym. Drugą przyczyną są zaś stosunkowo częste emisje tego filmu w naszej kochanej telewizji publicznej ( która powinna sie nazywać telewizja powtórkową). Jest też pewna grupa widzów, która zna ten film dlatego, ze ostatnio można go było znaleźć na DVD w koszach wyprzedażowych w Tesco za 8.99 PLN. Nie z tych powodów jednak zdecydowałem sie o filmie Bertranda Taverniera pisać. Skłoniła mnie do tego pewna obserwacja, która raczej nie stanie sie udziałem jednokrotnego, czy pobieżnego widza tego filmu, a jest na tyle interesująca, ze postanowiłem na nią szanownych czytelników naprowadzić. Otóż ta lekka, kostiumowa komedia o przygodach czwórki podstarzałych muszkieterów i pięknej choć płochej córki najsłynniejszego z nich w zawoalowany sposób nawiązuje do jednego z największych dzieł współczesnej literatury, a mianowicie do Imienia Róży, pióra Umberto Eco. Wspomniana książka ma kilka warstw znaczeniowych: jest powieścią kryminalną, krytyką pewnych spraw z historii kościoła, opowieścią o sektach i ich społecznym charakterze, analizą średniowiecznego sposobu myślenia i w końcu manifestem postmodernistycznym z następującym przesłaniem : czasami zastosowanie niewłaściwej metody, podążenie za błędnymi przesłankami, może doprowadzić do właściwego celu. Wilhelm z Baskerville podąża za konstrukcją skojarzeń z Apokalipsy, która okazuje się nie mieć nic wspólnego z rzeczywista przyczyną zagadkowych śmierci mnichów, a mimo to odkrywa tę przyczynę. Podobnie jest w omawianym filmie. Bohaterowie skrupulatnie analizując kwit z pralni, mylnie sądząc, że jest to zaszyfrowany dokument dotyczący spisku przeciwko królowi. Poddają ten kwit drobiazgowemu badaniu za pomocą biblijnego klucza szyfrującego i …. znajdują w nim nazwisko przywódcy rzeczywistego spisku mającego na celu zgładzenie Ludwika XIV. Myślę, że podobieństwo między tymi dziełami jest zamierzonym nawiązaniem. W przekonaniu tym utwierdza mnie fakt, że w filmie jest pewna podpowiedź dla tych, którzy Imię róży znają głównie z filmu z Seanem Connerym w roli głównej. Otóż w jednej z pierwszych scen Córki d’Artagnana słyszymy to samo Kyrie Eleison ze mszy Orbis Factor, co w końcówce Imienia róży. Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie takie nawiązania są zawsze bardzo sympatyczne.

 

AZARAN – FOLKOWY FONOGRAM ROKU 2006

Na prośbę zespołu przekazuję info:

FOLKOWY FONOGRAM ROKU 2006
 
Z przyjemnością informujemy, że płyta "AZARAN" zespołu LAUTARI (etno-jazz) z Poznania
 
uznana została Folkowym Fonogramem Roku 2006
 
Koncert laureata odbędzie się 10 maja 2007 w Warszawie ramach X Festiwalu Muzyki Folkowej Polskiego Radia "Nowa Tradycja" organizowanego przez Radiowe Centrum Kultury Ludowej
http://www.polskieradio.pl/rckl/nowa_tradycja.asp
 

LAUTARI



Etno-jazzowa grupa Lautari założona w 2000 roku, pracuje w Poznaniu.


Lautari tworzą:

Maciej Filipczuk – skrzypce

Zbigniew Łowżył – fortepian

Michał Żak – klarnet, flety, szałamaje

Gościnnie:

Robert Siwak – instrumenty perkusyjne

LAUTARI prezentuje aktualnie program z najnowszej płyty CD „AZARAN” (2006), na którą składają się autorskie kompozycje oraz współczesne opracowania tradycyjnych tematów. Program ten zrodził się z fascynacji muzyką kręgu bizantyńskiego. Mieszają się tu zarówno wpływy różnych krain – Grecji, Turcji, Armenii, Rumunii, Serbii, Bułgarii, jak i systemy i etosy muzyczne – muzyka tradycyjna, obrzędowa, taneczna, klasyczna i sakralna. Na płycie „AZARAN” LAUTARI wyrusza w mityczną podróż, przywołuje historię odwiecznego poszukiwania wolności, szczęścia i piękna.

Lautari jest laureatem konkursów:

Folkowy Fonogram Roku 2002 (CD Muzica Lautareasca Nova – II miejsce)

Festiwal Nowa Tradycja 2001 (II miejsce)

Scena Otwarta Festiwalu Mikołajki Folkowe 2000 (III miejsce)

Sztuka jako uczestnictwo we wspólnocie ducha- sztuka wobec tradycji

futro 3

Był czas i trwał on jeszcze do niedawnych dni, kiedy to tradycja nie była wysoko ceniona, można by rzec nie była w modzie. Powszechne było podówczas przekonanie, że tylko to, co nowoczesne i postępowe jest dobre, co zaś jest tradycyjne, zachowawcze jest automatycznie złe. Postęp był największą wartością. Zjawisko to nie ograniczało się do jednego kraju, czy regionu, ale miało charakter globalny. Uważano, że za nowoczesną technologią musi iść nowoczesny ustrój społeczny, nowoczesne obyczaje, nowoczesna sztuka, nowoczesna muzyka, a nawet nowoczesna religia. Wraz z unowocześnianiem tych wszystkich dziedzin postępowało ich wzajemne oddzielenie i oddalenie od siebie. O ile w społeczeństwie tradycyjnym technologia, ustrój, obyczaje, sztuka, muzyka, religia i inne dziedziny życia stanowiły zintegrowany system wzajemnie przenikających się elementów, o tyle w społeczeństwie nowoczesnym każda z tych dziedzin była kształtowana i funkcjonowała w oderwaniu i izolacji od pozostałych. Sztuka i muzyka straciły swoje oparcie w religii, ustrój oddzielono od obyczajów, a technologię od kultury. I o ile w wielu dziedzinach trend ten wyraźnie osłabł, o tyle w dziedzinie sztuki żyje i ma się dobrze. Liczne grupy artystów nowoczesnych prześcigają się w ucieczce nie tylko od tradycji europejskiej, nie tylko od uznanych kanonów sztuki, ale od wszelkiej inspiracji jakąkolwiek tradycją. Tendencja taka musi niepokoić wszystkim, którym droga jest tradycja i dziedzictwo tych, którzy poprzedzili nas na ścieżce życia. Ja również zaliczam się do tych zaniepokojonych. W moim osobistym przekonaniu sztuka oderwana od tradycji ulega desakralizacji i przestaje być sztuką. Bo sztuka jest świętością, jest sacrum. Od najdawniejszych dziejów ludzkości dzieła sztuki pełniły funkcję religijną. W wykopaliskach archeologicznych, jeśli znajdujemy rzeźby, czy inne dzieła sztuki, to prawie zawsze w kontekście kultowym. W średniowieczu obrazy, rzeźby i witraże zastępowały masom Biblię. W kościołach wschodnich ikona traktowana jest jak sakrament. Z kultur Azji wspomnę w tym kontekście mandale i tanki do których jeszcze nawiążę w dalszej części pracy. Powie ktoś, ze od czasu renesansu większość dzieł sztuki należy do dziedziny profanum, nie zaś sacrum, gdyż traktują one o tematach świeckich.

Pozwolę sobie nie zgodzić się z tym poglądem. Czymże bowiem są te „świeckie” tematy tradycyjnej sztuki nowożytnej? Piękno przyrody i piękno ludzkiego ciała należą do najczęstszych przedstawień. Piękno, zaś wedle poglądów wywodzących się od Platona, a spopularyzowanych przez Augustyna, jest obok prawdy i dobra atrybutem Boga. Skoro więc sztuka przedstawia jeden z boskich atrybutów, to wbrew wszelkim pozorom pozostaje w sferze sacrum. I tu dochodzimy do istoty tradycji w sztuce. Otóż w dziedzinie sztuki wyznacznikiem tradycji jest piękno.

Sztuka zawsze była rozumiana jako nośnik piękna, a i teraz takie jej rozumienie uchodzi za tradycyjne. Zwolennicy zaś zerwania z tradycją w sztuce oddziela ja pojecie sztuki od pojęcia piękna, co w moim (i nie tylko w moim) przekonaniu jest oddzieleniem sztucznym. A na dowód, że nie jestem w tym myśleniu odosobniony pozwolę sobie zacytować Andrzeja Skarzyńskiego: „Niewątpliwie sztuka antycznej Grecji, kontynuowana przez Rzymian, wyznawała piękno, jako cel swojego działania. Jej spełnieniem były harmonia, czystość – Piękno, osiągane wysiłkiem intelektualnym, wspaniałym warsztatem twórczym, który pozwalał zamienić myśl czy ideę w obiekt materialny. Dążenie do wyrażenia doskonałości, harmonii i piękna trwało wiele wieków, doskonaliły się środki wyrazu, przekazu, powstawały nowe możliwości techniczne, nowe dziedziny sztuki (fotografia, film). Ewoluował również ideał piękna. Początek sztuki nowoczesnej –impresjonizm – wniósł świeży powiew w trochę skostniałe i podkurzone antyczne kanony, utrzymywane jeszcze w akademiach sztuki. Malarstwo, zwolnione przez powstanie fotografii z roli wiernego przedstawiania rzeczywistości, zaczęło wyrażać wrażenia, emocje, bawić kolorem, światłem, z czasem sięgać do tematów z innych kultur, deformować, przekształcać rzeczywistość, stwarzać nowe światy, symbole”. Ale w całej tej swojej różnorodności główny nurt sztuki nowoczesnej pozostał wierny pojęciu piękna, jako naczelnej idei sztuki. Ale nie wszyscy artyści nowocześni pozostali wierni kryteriom estetycznym. Jak pisze ten sam autor, sam zresztą również będący artystą: „Obecnie działania wielu artystów idą w kierunku zadziwienia publiczności, zaszokowania, oryginalności za wszelką cenę. Stało się to celem samym w sobie. Ekscentryczność, wydumane pseudofilozofie, teorie maja usprawiedliwić ich działanie. Piękno, harmonia przestały być wartością, czy kryterium pozytywnym. Antyestetyka, obsceniczność zajęły miejsce główne w twórczości wielu współczesnych autorów nazywających siebie awangardą, czy nowa falą”. Trzeba przyznać, ze są to ostre słowa, ale nie są one pozbawione słuszności. Tak czy inaczej mamy w sztuce nowoczesnej do czynienia z dwoma podstawowymi nurtami. Jeden nie jest wprawdzie naśladownictwem form dawniejszych, eksperymentując w najróżniejszy sposób z przekazem artystycznym, ale zachowuje najistotniejszy rdzeń tradycji sztuk plastycznych – poczucie piękna. Drugi natomiast zrywa z rozumieniem sztuki jako transmisji piękna i czyni z niej transmisję idei społecznych, filozoficznych i religijnych wedle dowolnego zamysłu twórcy. Ten pierwszy kierunek jest mi osobiście znacznie bliższy, dlatego tez chciałbym przedstawić kilka jego wątków artystycznych i ideowych na przykładzie dzieł i wypowiedzi dwojga polskich artystów współczesnych: Jerzego Nowosielskiego i Beaty Futro.

Jerzy Nowosielski (ur. 1923) jest malarzem, rysownikiem i scenografem. Jednym z najwybitniejszych polskich artystów współczesnych. Bogaty dorobek artystyczny Nowosielskiego obejmuje kompozycje religijne (malowidła ścienne w kościołach, ikonostasy, obrazy kultowe), studia portretowe, sceny figuralne (np. pływaczki, gimnastyczki, akty), a także pejzaże, martwe natury i obrazy abstrakcyjne. Inspiracją malarskiego sposobu organizowania wizji człowieka – jego twarzy i całego ciała – jest ikona, a w pozostałych tematach zaznacza się wpływ surrealizmu, malarstwa abstrakcyjnego i sztuki naiwnej (stąd odindywidualizowanie postaci, hieratyzm, nieruchomość, monumentalizm, uproszczenie form i operowanie dużą płaszczyzną). Pejzaże często o charakterze kontemplacyjnym, traktowane w duchu odmaterializowanej syntezy graniczącej z abstrakcją. Wyrazistej kolorystyce płócien towarzyszy oszczędna gama barw.

Beata Futro jest absolwentką dwóch wyższych uczelni w Krakowie: Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz Akademii Sztuk Pięknych  W 1997/1998 przebywała na stypendium Rządu Republiki Indii w Dharmasali w Indiach, gdzie studiowała tradycyjne malarstwo tybetańskie –thangki (tanki. Pobyt w Indiach zaowocował szeregiem artykułów prasowych o kulturze Indii i Tybetu oraz tematyce podróżniczej. Beata Futro zajmuje się malarstwem, rysunkiem, grafiką warsztatową (akwaforta) oraz projektowaniem graficznym. (z katalogu wystawy „Malarskie doświadczenia z buddyzmem”)

Można zadać pytanie dlaczego wybrałem do tego tekstu akurat tę dwójkę artystów? Otóż reprezentują oni oboje wizję sztuki, która jest mi szczególnie bliska. Sztuka w tej wizji przynależy do sfery sacrum i jest zjawiskiem sui generis religijnym. Obydwoje wyrażają również w napisanych przez siebie tekstach swoje poglądy na temat sztuki, religii i życia, dzięki czemu możemy je lepiej poznać. Dlatego tez poniżej pozwolę sobie przytoczyć ich pogląd na sztukę, tradycje, kulturę i duchowość, oczywiście bardzo pobieżnie, jak na to pozwalają ramy tego tekstu.

 


 


 

Gdy się czyta jakiekolwiek teksty Jerzego Nowosielskiego, na przykład jego wywiady ze Zbigniewem Podgórcem rzuca się w oczy ciągłe przeplatanie się tematyki sztuki i tematyki religii. Potwierdza to tezę, którą już wyżej wygłosiłem, że dla tego artysty sztuka, a zwłaszcza malarstwo należy do dziedziny sacrum. „Malarstwo jest usiłowaniem wydobycia się na zewnątrz serca ludzkiego. Jako działalność należącą do sfery sacrum jest w porządku empirycznym czynnością rewolucyjną.” Warto tu wspomnieć, że całe malarstwo Nowosielskiego, nawet to zasadniczo świeckie, nawet abstrakcyjne jest w jakimś stopniu inspirowane ikoną, nie tyle zresztą jej treścią, co jej specyficzna estetyką.


 


 

Przykładem na to może być obraz, którego reprodukcję zamieściłem powyżej. Jest on na poły realistyczny, na poły abstrakcyjny, ale zarówno w kolorystyce, jak i w stylu bardzo przypomina ikonę. Dowodzi to jak bardzo artysta jest przywiązany do swojej wizji sztuki jako sacrum. Centrum zarówno jego sztuki, jak i jego życia jest ikona. Zapytany o podział jego malarstwa na sakralne i świeckie, tak odpowiedział: „Broń Boże! Już sam taki podział jest nieporozumieniem. Moim zdaniem, sztuka jako tajemniczy akt ufności wypływający z wiary w rzeczywistość nie stworzoną należy sama w sobie do dziedziny sacrum i poza nią nie może w ogóle istnieć. Stąd wszystkie próby wyprowadzenia sztuki poza obszar sacrum kończyły się porażką. Przecież nie udało się jak dotąd, stworzenie sztuki materialistycznej, należącej wyłącznie do sfery profanum. Sztuka jest domeną sacrum i bez niego nie może istnieć.”

 

 

Pogląd Beaty Futro idzie jeszcze dalej: „Sztuka poprzez symbole może być obok medytacji i dzięki niej środkiem prowadzącym do doświadczenia stanu niezróżnicowanej jedności wykraczającej poza rozróżnienie podmiotu i przedmiotu oraz przestrzeni i czasu . Inaczej mówiąc uchwycenie bezpośrednio ostatecznej rzeczywistości jest możliwe dzięki samemu procesowi tworzenia i odpowiedniemu odbiorowi dzieła sztuki. Doświadczenie takiego stanu znajduje się poza zasięgiem operowania dyskursywnym myśleniem oraz językiem i w ten sposób niemożliwe do przekazania innym. Dzieło sztuki, które- chronologicznie pojawiło się znacznie wcześniej niż pismo i określone znakami pisma pojęcia – stwarza możliwość rozumienia na innym poziomie percepcji. Odwołuje się do naszej wiedzy, ale również i przede wszystkim do naszych doświadczeń na drodze do zrozumienia procesów zachodzącym w kosmosie, którym przecież podlegamy. Nasza świadomość rejestruje wszelkie zmiany, kształtuje się w zależności od kolejnych doświadczeń i przemyśleń. Sądzę, że jedynie sztuka może być drogą do rozwijania świadomości, rozumienia prawdziwej natury świata.”


 

 

Osobiście nie skłaniałbym się do poglądu, że jedynie sztuka prowadzi do duchowej realizacji. Jak mawiają Japończycy „wiele dróg prowadzi na Fujijamę”, ale rola sztuki w tym procesie jest bez wątpienia nadzwyczaj istotna. Zwłaszcza we współczesnym świecie, kiedy człowiek coraz częściej odchodzi od tradycyjnych form religijności, sztuka staja się coraz to ważniejszą forma życia duchowego dla coraz większych grup ludzi. Być może w rozpoczynającym się stuleciu będzie po muzyce pełnić najważniejszą rolę na tym polu. A dla wielu będzie pewnie tą najważniejszą drabiną do świata ducha. I tu dochodzimy do tytułowej wspólnoty ducha. Gdy się mówi o wspólnocie ducha najczęściej przychodzi na myśl wspólnota religijna, wspólnota ludzi, których łączy wiara. Ale skoro nie tylko religia należy do sfery sacrum, a wiec sfery ducha, ale także inne dziedziny kultury , zwłaszcza sztuka, muzyka i poezja, toteż partycypacja w nich kreuje wspólnotę ducha. Jeśli więc chodzi o duchowa wspólnotę uczestników (twórców i odbiorców) sztuki to trzeba powiedzieć, że jej charakter jest nieco inny niż wspólnot religijnych. Różnic jest wiele, ja wskażę kilka. Część z nich dotyczy granic obydwu wspólnot. Wspólnota sztuki jest z jednej strony szersza, a z drugiej węższa. Szersza, bo krąg wielbicieli podobnej sztuki nie ogranicza się to wyznawców takiej czy innej ideologii religijnej, społecznej, czy politycznej, czy nawet osób podzielających taki sam pogląd na jakakolwiek kwestie nie dotyczącą ściśle samej sztuki. Węższa natomiast, bo recepcja sztuki z zasady nie jest masowa i wyjątki są rzadkie, religia zaś w większości przypadków jest masowa, choć tu wyjątków jest zdecydowanie więcej. Następna różnica polega na tym, że o ile granice wspólnoty religijnej da się, choć w przybliżeniu określić, nie da się tego zasadniczo uczynić dla „wspólnoty sztuki”. I z tego wynika różnica następna. Wspólnota religijna tworzy w swoich członkach znacznie silniejsze poczucie tożsamości i przynależności. Powstaje jeszcze pytanie, czy istnieje jedna tylko wspólnota ducha dla uczestników wszystkich nurtów sztuki? Czy ci, którzy uznają miskę klozetową i stertę martwych zwierząt za sztukę i Ci, którzy jak Andrzej Skarzyński tych tworów za dzieła sztuki nie należą partycypują w tej samej wspólnocie ducha? Wydaje się to mocno wątpliwe. W moim przekonaniu tym co integruje duchową wspólnotę sztuki jest właśnie tradycja. Niewątpliwie w jednej wspólnocie ducha uczestniczą wszyscy ci, którzy rozumieją sztukę jako: po pierwsze należącą do sfery sacrum, po drugie zakorzenioną w taki, czy inny sposób w tradycji żywej i po trzecie wreszcie jako będącą zobrazowaniem piękna. Artyści których przedstawiłem w tym tekście nie powielają skostniałych schematów wyrosłych z dawnych kanonów. Sztuka każdego z nich jest jedyna i niepowtarzalna, jest odbiciem ich dusz. Jerzy Nowosielski i Beata Futro przenoszą na płótno, deskę i papier swoje własne koncepty filozoficzne, swoja własną gnozę, jak to ujmuje mistrz Jerzy. A jednocześnie ich sztuka wyrasta z tradycji jak gałęzie drzewa wyrastają z korzeni. Nie może pozostać żywym drzewo pozbawione korzeni. Korzenie i gałęzie stanowią nierozerwalna całość. I trzeba pamiętać, że to co teraz jest gałęziami drzewa sztuki, stanie się kiedyś jego korzeniami. Bo jak powiedział Tagore „Korzenie, to gałęzie rosnące w ziemi; gałęzie, to korzenie w powietrzu”. Luźne kawałki drewna nie mające więzi z korzeniami nie są gałęziami i nie staną się korzeniami.

 


 


 

WYKAZ PIŚMIENNICTWA:

 

 

1.Zbigniew Podgórzec „Wokół ikony. Rozmowy z Jerzym Nowosielskim” Warszawa 1985

2.Zbigniew Podgórzec „Mój Chrystus. Rozmowy z Jerzym Nowosielskim” Białystok 1993

3.Jerzy Nowosielski „Inność Prawosławia” Warszawa 1991

4.Internetowa encyklopedia WIEM

5.Program wystawy „Beaty Futro malarskie doświadczenia z buddyzmem” Warszawa 2001

6.Program wystawy „Corrida II”, Nowy Jork 2001

7.Andrzej Skarzyński „Rozdroża Sztuki” < „ALBO albo” 1/1998 Warszawa

8.Rabindranath Tagore „Gitanjali”, Poznań 1996

9.Sergiusz Bułgakow „Prawosławie”, Białystok, Warszawa 1992

10.Ilustracje zaczerpnięto ze stron intenetowych poświęconych Jerzemu Nowosielskiemu i Beacie Futro

Sztuka jako uczestnictwo we wspólnocie ducha- sztuka wobec tradycji cz. II

 

 


 

 


 

Gdy się czyta jakiekolwiek teksty Jerzego Nowosielskiego, na przykład jego wywiady ze Zbigniewem Podgórcem rzuca się w oczy ciągłe przeplatanie się tematyki sztuki i tematyki religii. Potwierdza to tezę, którą już wyżej wygłosiłem, że dla tego artysty sztuka, a zwłaszcza malarstwo należy do dziedziny sacrum. „Malarstwo jest usiłowaniem wydobycia się na zewnątrz serca ludzkiego. Jako działalność należącą do sfery sacrum jest w porządku empirycznym czynnością rewolucyjną.” Warto tu wspomnieć, że całe malarstwo Nowosielskiego, nawet to zasadniczo świeckie, nawet abstrakcyjne jest w jakimś stopniu inspirowane ikoną, nie tyle zresztą jej treścią, co jej specyficzna estetyką.


 


 

Przykładem na to może być obraz, którego reprodukcję zamieściłem powyżej. Jest on na poły realistyczny, na poły abstrakcyjny, ale zarówno w kolorystyce, jak i w stylu bardzo przypomina ikonę. Dowodzi to jak bardzo artysta jest przywiązany do swojej wizji sztuki jako sacrum. Centrum zarówno jego sztuki, jak i jego życia jest ikona. Zapytany o podział jego malarstwa na sakralne i świeckie, tak odpowiedział: „Broń Boże! Już sam taki podział jest nieporozumieniem. Moim zdaniem, sztuka jako tajemniczy akt ufności wypływający z wiary w rzeczywistość nie stworzoną należy sama w sobie do dziedziny sacrum i poza nią nie może w ogóle istnieć. Stąd wszystkie próby wyprowadzenia sztuki poza obszar sacrum kończyły się porażką. Przecież nie udało się jak dotąd, stworzenie sztuki materialistycznej, należącej wyłącznie do sfery profanum. Sztuka jest domeną sacrum i bez niego nie może istnieć.”

 

 

Pogląd Beaty Futro idzie jeszcze dalej: „Sztuka poprzez symbole może być obok medytacji i dzięki niej środkiem prowadzącym do doświadczenia stanu niezróżnicowanej jedności wykraczającej poza rozróżnienie podmiotu i przedmiotu oraz przestrzeni i czasu . Inaczej mówiąc uchwycenie bezpośrednio ostatecznej rzeczywistości jest możliwe dzięki samemu procesowi tworzenia i odpowiedniemu odbiorowi dzieła sztuki. Doświadczenie takiego stanu znajduje się poza zasięgiem operowania dyskursywnym myśleniem oraz językiem i w ten sposób niemożliwe do przekazania innym. Dzieło sztuki, które- chronologicznie pojawiło się znacznie wcześniej niż pismo i określone znakami pisma pojęcia – stwarza możliwość rozumienia na innym poziomie percepcji. Odwołuje się do naszej wiedzy, ale również i przede wszystkim do naszych doświadczeń na drodze do zrozumienia procesów zachodzącym w kosmosie, którym przecież podlegamy. Nasza świadomość rejestruje wszelkie zmiany, kształtuje się w zależności od kolejnych doświadczeń i przemyśleń. Sądzę, że jedynie sztuka może być drogą do rozwijania świadomości, rozumienia prawdziwej natury świata.”


 

 

Osobiście nie skłaniałbym się do poglądu, że jedynie sztuka prowadzi do duchowej realizacji. Jak mawiają Japończycy „wiele dróg prowadzi na Fujijamę”, ale rola sztuki w tym procesie jest bez wątpienia nadzwyczaj istotna. Zwłaszcza we współczesnym świecie, kiedy człowiek coraz częściej odchodzi od tradycyjnych form religijności, sztuka staja się coraz to ważniejszą forma życia duchowego dla coraz większych grup ludzi. Być może w rozpoczynającym się stuleciu będzie po muzyce pełnić najważniejszą rolę na tym polu. A dla wielu będzie pewnie tą najważniejszą drabiną do świata ducha. I tu dochodzimy do tytułowej wspólnoty ducha. Gdy się mówi o wspólnocie ducha najczęściej przychodzi na myśl wspólnota religijna, wspólnota ludzi, których łączy wiara. Ale skoro nie tylko religia należy do sfery sacrum, a wiec sfery ducha, ale także inne dziedziny kultury , zwłaszcza sztuka, muzyka i poezja, toteż partycypacja w nich kreuje wspólnotę ducha. Jeśli więc chodzi o duchowa wspólnotę uczestników (twórców i odbiorców) sztuki to trzeba powiedzieć, że jej charakter jest nieco inny niż wspólnot religijnych. Różnic jest wiele, ja wskażę kilka. Część z nich dotyczy granic obydwu wspólnot. Wspólnota sztuki jest z jednej strony szersza, a z drugiej węższa. Szersza, bo krąg wielbicieli podobnej sztuki nie ogranicza się to wyznawców takiej czy innej ideologii religijnej, społecznej, czy politycznej, czy nawet osób podzielających taki sam pogląd na jakakolwiek kwestie nie dotyczącą ściśle samej sztuki. Węższa natomiast, bo recepcja sztuki z zasady nie jest masowa i wyjątki są rzadkie, religia zaś w większości przypadków jest masowa, choć tu wyjątków jest zdecydowanie więcej. Następna różnica polega na tym, że o ile granice wspólnoty religijnej da się, choć w przybliżeniu określić, nie da się tego zasadniczo uczynić dla „wspólnoty sztuki”. I z tego wynika różnica następna. Wspólnota religijna tworzy w swoich członkach znacznie silniejsze poczucie tożsamości i przynależności. Powstaje jeszcze pytanie, czy istnieje jedna tylko wspólnota ducha dla uczestników wszystkich nurtów sztuki? Czy ci, którzy uznają miskę klozetową i stertę martwych zwierząt za sztukę i Ci, którzy jak Andrzej Skarzyński tych tworów za dzieła sztuki nie należą partycypują w tej samej wspólnocie ducha? Wydaje się to mocno wątpliwe. W moim przekonaniu tym co integruje duchową wspólnotę sztuki jest właśnie tradycja. Niewątpliwie w jednej wspólnocie ducha uczestniczą wszyscy ci, którzy rozumieją sztukę jako: po pierwsze należącą do sfery sacrum, po drugie zakorzenioną w taki, czy inny sposób w tradycji żywej i po trzecie wreszcie jako będącą zobrazowaniem piękna. Artyści których przedstawiłem w tym tekście nie powielają skostniałych schematów wyrosłych z dawnych kanonów. Sztuka każdego z nich jest jedyna i niepowtarzalna, jest odbiciem ich dusz. Jerzy Nowosielski i Beata Futro przenoszą na płótno, deskę i papier swoje własne koncepty filozoficzne, swoja własną gnozę, jak to ujmuje mistrz Jerzy. A jednocześnie ich sztuka wyrasta z tradycji jak gałęzie drzewa wyrastają z korzeni. Nie może pozostać żywym drzewo pozbawione korzeni. Korzenie i gałęzie stanowią nierozerwalna całość. I trzeba pamiętać, że to co teraz jest gałęziami drzewa sztuki, stanie się kiedyś jego korzeniami. Bo jak powiedział Tagore „Korzenie, to gałęzie rosnące w ziemi; gałęzie, to korzenie w powietrzu”. Luźne kawałki drewna nie mające więzi z korzeniami nie są gałęziami i nie staną się korzeniami.

 


 


 

WYKAZ PIŚMIENNICTWA:



1.Zbigniew Podgórzec „Wokół ikony. Rozmowy z Jerzym Nowosielskim” Warszawa 1985

2.Zbigniew Podgórzec „Mój Chrystus. Rozmowy z Jerzym Nowosielskim” Białystok 1993

3.Jerzy Nowosielski „Inność Prawosławia” Warszawa 1991

4.Internetowa encyklopedia WIEM

5.Program wystawy „Beaty Futro malarskie doświadczenia z buddyzmem” Warszawa 2001

6.Program wystawy „Corrida II”, Nowy Jork 2001

7.Andrzej Skarzyński „Rozdroża Sztuki” < „ALBO albo” 1/1998 Warszawa

8.Rabindranath Tagore „Gitanjali”, Poznań 1996

9.Sergiusz Bułgakow „Prawosławie”, Białystok, Warszawa 1992

10.Ilustracje zaczerpnięto ze stron intenetowych poświęconych Jerzemu Nowosielskiemu i Beacie Futro

Bułgarskie trunki

 

Bułgaria kojarzy się z letnim wypoczynkiem, zabawą, swobodnym stylem życia. Nie ma co ukrywać , że w tym ciągu skojarzeń znajdzie się tez miejsce dla napojów alkoholowych. Wbrew bowiem temu, co mówią wojujący abstynenci, dobry trunek poprawia jakość zabawy. Problem tkwi w tym, że u przeciętnego Polaka skojarzenia te konkretyzują się w obraz niewiele mający wspólnego z alkoholową rzeczywistością tego czarnomorskiego kraju. Kształtowany jest bowiem nie przez podróże, czy lektury, ale przez zawartość polskich półek sklepowych. Na tych zaś, owszem, znajdujemy bułgarskie napoje alkoholowe, ale niekoniecznie te najciekawsze. Cóż więc możemy w Polsce kupić? Przede wszystkim sporo bułgarskich win, w tym nawet część bardzo ciekawych ale ilościowo zdominowanych przez wszechobecna Sophię, w większości przypadków paskudną. Jest ona najbardziej obecna w świadomości ogółu i dobre wina bułgarskie pozostają w jej cieniu. Oprócz win w naszych sklepach można nabyć kilka marek bułgarskiej brandy (potocznie zwanych koniakami), takich jak „Pliska”, czy „Slancew Briag”. O ile wino w istocie jest najpopularniejszym w Bułgarii trunkiem, to drugiego miejsca na pewno nie dzierżą wspomniane brandy, ale rakija. Tak jest zresztą na całych Bałkanach. W Chorwacji, Macedonii, Serbii i Bułgarii znane są liczne pieśni ludowe o „winie i rakiji”. Chyba najbardziej z nich znany jest macedoński utwór „Wino pijam em rakija”. Inny utwór, tym razem chorwacki jest bardzo wymowny „Rakija je sveta voda”. Z kolei w kolejnym utworze macedońskim słyszymy „Od Rakija Glawa Ne Boli”. Z innych pieśni można się nasłuchać jeszcze wielu mądrości o tym trunku. Czym więc jest owa rakija, bo pewnie nie wszyscy czytelnicy to wiedzą. Jest to najogólniej powiedziawszy wódka owocowa, destylat ze sfermentowanych owoców. W różnych krajach bałkańskich różne są rakije. Różne są wykorzystywane owoce, różne techniki przygotowania zacieru. Bułgarzy są w swoich rakijach bodaj najbardziej pomysłowi. Produkuje się w tym kraju destylaty z winogron, śliwek, gruszek, moreli, brzoskwiń i innych owoców. Rodzaj owoców podawany jest na etykietach. Rakija z winogron zwie się grozdowa, ze śliwek sliwowa, a z moreli kajsiewa. Rakija w Bułgarii to nie podły bimber sprzedawany przy drodze w korkowanych butelkach, ale trunek szlachetny, delikatny, dobrze oczyszczony. Dostępne są zarówno rakije świeże, jak i leżakowane. Te drugie, oznaczone słowem „otleżała” są oczywiście droższe. Najpopularniejszymi gatunkami jakościowej rakiji są: Pomorijska Muskatowa, Sliwenska Perła Grozdowa (słowo sliwenska pochodzi od miasta Sliwen, nie od śliwek, ta rakija jest winogronowa), Kechlibarska Grozdowa, Karobatska Grozdowa, Peszterska Muskatowa. Jak wiec widać za najszlachetniejsze uważa się rakije wytwarzane z soku winogronowego. Z rakij śliwkowych polecana jest Tetewenska. Rakije często podaje się w Bułgarii do posiłków, szczególnie do szopskiej sałatki. Bardzo duża jest różnorodność naczyń, w jakich serwuje się rakiję w bułgarskich lokalach gastronomicznych. Spotkałem się ze szklankami, kieliszkami i kubkami najrozmaitszych kształtów i gabarytów. Były wśród nich szerokie szklaneczki jak do whisky, ale też wąziutkie szklane naczynka, przypominające probówki, były ceramiczne kubeczki, jak na sok, ale mniejsze, były wreszcie kieliszki do koniaku i zwykłe szklaneczki literatki. Oprócz rakij i winiaków z bułgarskich trunków wysokoprocentowych warte wspomnienia są mastika i menta. Są to wódki ziołowe, mastika jest anyżowa, menta zaś, jak sama nazwa wskazuje miętowa. Anyżówki, jak powszechnie wiadomo są bardzo popularne na całych Bałkanach. Najbardziej znanym gatunkiem takiej wódki jest greckie ouzo. Różnica jest przede wszystkim w zakresie stosowalności obydwu napitków. O ile ouzo jest w Grecji jednym z najbardziej popularnych napojów, wręcz sztandarem alkoholi greckich, to mastika ma bez porównania skromniejszy zasięg. W przywołanej już przeze mnie macedońskiej pieśni następna zwrotka zaczyna się od słów „Ot mastika stomach ne boli” (od mastiki nie boli żołądek). Specyfik ten bowiem nie jest traktowany jak napój, ale jak lekarstwo na dolegliwości żołądkowe, podobnie jak menta, czy .. czarna herbata. Ten ostatni napój jest w Bułgarii również prawie nieznany. Bułgarzy piją ogromne ilości kawy, pijają soki, wody, zioła, ale czarną herbatę tylko wtedy, gdy cierpią na schorzenia przewodu pokarmowego. Dajmy jednak spokój lekarstwom, a wróćmy do napojów. Może dla wielu będzie to zaskoczeniem, ale w Bułgarii coraz popularniejsze staje się piwo, zwłaszcza wśród młodych ludzi. Bułgarskie browary są najczęściej powiązane kapitałowo z gigantami z Belgii i Holandii. Najpopularniejsze gatunki bułgarskiego piwa to Zagorka, Astika i Kamenica. Piwo w Bułgarii jest smaczne i niedrogie, dlatego nic dziwnego, że zdobywa sobie popularność kosztem trunków tradycyjnych. A jeśli o te tradycyjne chodzi, to na koniec zostawiłem sobie wino, które jak juz wspomniałem jest najważniejszym bułgarskim napojem wyskokowym.. Bułgaria słynie przede wszystkim z produkcji win czerwonych, chociaż i białych wytwarza się tu ogromne ilości. Skupię się jednak na czerwonych, o białych wspominając tylko tam, gdzie to konieczne. Uprawiane w Bułgarii odmiany winorośli można podzielić na dwie grupy. Pierwsza to odmiany bordoskie, zwane tez międzynarodowymi. Z nich najważniejsze są merlot i cabernet sauvignon. Druga grupa to odmiany bułgarskie, z których najdonioślejsze znaczenie mają Melnik i Mawrud. Ten pierwszy jest popularniejszy, ale drugi jest znacznie ciekawszy. Posiada wyrazistą barwę i głęboki, intrygujący smak. Najlepsze mawrudy produkuje winnica w Asenowgradzie. Nazwa tego miasta może się kojarzyć ze Związkiem Sowieckim i jego Leningradem, Stalingradem i Kaliningradem, ale jest to skojarzenie błędne. Nazwa miasta, które kiedyś zwało się Stanimaka została zmieniona w 1934 roku, czyli jeszcze za czasów monarchii, na cześć dynastii Asenów, panujących w pierwszym okresie Drugiego Państwa Bułgarskiego, w szczególności Iwana Asena I, zwanego tez po prostu carem Asenem, panującego w latach 1187-1196. W Bułgarii wyróżnia się kilka znaczących rejonów winiarskich. Pierwszym z nich region czarnomorski, znany głównie z masowej produkcji win stołowych. Z kolei region naddunajski może się pochwalic ciekawymi winami czerwonymi. W południowo-zachodniej Bułgarii mamy okrregi Damianica i Haskowo, charakteryzujące się najlepszym Melnikiem. Zachodnia Tracja słynie z poważnych win czerwonych. Znajdują się w niej takie apelacje, jak wspomniany juz Asenowgrad, ze swoim Mawrudem, a także Stara Zagora, Orachowica i Dolina Róż. Wschodnia Tracja z racji chłodniejszego klimatu wyspecjalizowała się w winach białych, najsłynniejszą tutejszą apelacją jest Jambol. Od 2001 obowiązuje w Bułgarii nowe prawo winiarskie, oparte na wzorach francuskich. Od tego czasu wymogi produkcyjne znacznie wzrosły. Warto też wiedzieć,że wina oznaczone reserve są kilka lat starzone w beczce, co tłumaczy ich wyższą cenę.


 

Świat bułgarskich alkoholi jest bogaty i wart poznania. Mimo, ze krajowi temu wiele jeszcze brakuje w kwestii ogólnego rozwoju, w porównaniu do krajów zachodnich, to bułgarskie napoje alkoholowe w przeważającej większości przypadków nie ustępują jakością produktom z najbardziej rozwiniętych krajów naszego kontynentu. Naprawdę nie wiem, dlaczego na przykład przeróżne rakije nie są dystrybuowane w naszym kraju? Drodzy dystrybutorzy, może warto to zmienić?

 

 

Eurowizja 2007

10 i 12 maja część z nas będzie śledzić rywalizację w ramach Konkursu Piosenki Eurowizji.Dlatego dzisiaj prezentuję wszystkie utwory z półfinału i finału, aby mogli sie Państwo z nimi zapoznać wcześniej.


Bułgaria – Elitsa TODOROVA & Stoyan YANKOULOV Water

Izrael -TEAPACKS Push The Button

Cypr – Evridiki Comme Ci, Comme Ça

Białoruś – Koldun Work Your Magic

Islandia – Eiríkur HAUKSSON Valentine Lost

Gruzja – Sopho Visionary Dream

Czarnogóra – Stevan FADDY Ajde Kroči

Szwajcaria – DJ Bobo Vampires Are Alive

Mołdowa – Natalia BARBU Fight

Niderlandy – Edsilia ROMBLEY On Top Of The World

Albania – Frederik NDOCI Hear My Plea

Dania – DQ Drama Queen

Chorwacja – DRAGONFLY feat. Dado TOPIĆ Vjerujem U Ljubav

Polska – THE JET SET Time To Party

Serbia – Marija ŠERIFOVIĆ Molitva

Czesko – KABÁT Malá Dáma

Portugalia – Sabrina Dança Comigo

Macedonia – Karolina Mojot Svet

Norwegia – Guri SCHANKE Ven A Bailar Conmigo

Malta – Olivia LEWIS Vertigo

Andorra – ANONYMOUS Salvem El Món

Węgry – Magdi RÚZSA Unsubstantial Blues

Estonia – Gerli PADAR Partners In Crime

Belgia – The KMG's LovePower

Słowenia – Alenka GOTAR Cvet Z Juga

Turcja – Kenan DOĞULU Shake It Up Shekerim

Austria – Eric PAPILAYA Get A Life – Get Alive

Łotwa – BONAPARTI.LV Questa Notte

Bośnia i Hercegowina – Maria ŠESTIĆ Rijeka Bez Imena

Hiszpania – D'NASH I Love You Mi Vida

Irlandia – DERVISH They Can't Stop The Spring

Finlandia – Hanna PAKARINEN Leave Me Alone

Litwa – 4FUN Love Or Leave

Grecja – Sarbel Yassou Maria

Szwecja – THE ARK The Worrying Kind

Francja – LES FATALS PICARDS L'amour À La Française

Rosja – SEREBRO Song #1

Niemcy – Roger CICERO Frauen Regier'n Die Welt

Ukraina – Verka SERDUCHKA Dancing Lasha Tumbai

Zjednoczone Królestwo WbiIP – SCOOCH Flying The Flag (For You)

Rumunia – TODOMONDO Liubi, Liubi, I Love You

Armenia – Hayko Anytime You Need

 

Nietolerancyjny „Marsz Tolerancji”

Jak zapewne wszystkim wiadomo, w dniu 21 kwietnia ulicami Królewskiego Miasta Stołecznego Krakowa przeszła parada wszelkiej maści zboczeńców i ich wielbicieli, zwana dla niepoznaki „Marszem Tolerancji.” Ale, jak sie okazuje, z tolerancją ta impreza nie miała nic wspólnego – wręcz przeciwnie, była to istna parada nietolerancji wobec wszystkich, którzy nie godzą sie na antyreligijną homokulturę.



Jak donosi Gazeta Wyborcza, a więc medium wyjątkowo zboczeńcom przychylne, ale jak widać chcące zachowywać chociaż pozory obiektywizmu, uczestnicy parady zboczeń nieśli transparenty miedzy innymi z takimi hasłami:Homofobię da się leczyć, Módl się w domu po kryjomu, VRP będzie tęczowa, Mój brzuch nie jest dobrem narodowym. Dwom spośród tych haseł chciałby sie bliżej przyjrzeć. Jedno bowiem jest jawnie przestępcze,a drugie głosi gotowość do popełnienia przestępstwa.


Zakaz publicznego kultu religijnego


Módl się w domu po kryjomu – trudno o bardziej nietolerancyjne hasło. „Geje” i ich poplecznicy jak widać dążą do całkowitej likwidacji publicznego kultu religijnego. De facto dążą wiec do całkowitej likwidacji tradycyjnej cywilizacji europejskiej i zastąpieniu jej zboczoną homocywilizacją. Ważny jest również inny aspekt sprawy – ze względu na imperatywna formę hasła jego nadawcy w istocie zakazują odbiorcom publicznych praktyk religijnych. A to jest w Polsce przestępstwem. Ustawa o gwarancjach wolności sumienia i wyznania mówi wyraźnie:Nie wolno zmuszać obywateli do niebrania udziału w czynnościach lub

obrzędach religijnych ani do udziału w nich. A zakaz modlenia sie poza domem jest niewątpliwie zmuszaniem do niebrania udziału w czynnościach lub

obrzędach religijnych. Ustawodawca nic nie mówi o tym, ze zakazane jest tylko zmuszanie skuteczne. Nieskuteczne, jak w tym przypadku również jest zakazane. Organizatorzy marszu, jak też autorzy transparentu są więc przestępcami przeciwko wolności sumienia i wyznania.


Zapowiedź nowej Sodomy


VRP będzie tęczowa – tęczowa, to eufemizm często stosowany przez te środowiska, a znaczący po prostu homoseksualna. Skoro V RP będzie homoseksualna, to zapewne miłość miedzy mężczyzna i kobieta będzie w niej zakazana. „Homofobia” zaś będzie leczona przez przymusowe stosunki homoseksualne. Od dawna wiadomo, że taki los chcą nam zgotować aktywiści homoseksualni. Dlatego konieczne jest ich odsuniecie od spraw publicznych. Manifestacje niech sobie robią, ich prawo, ale głosować na nich, niech nas ręka boska broni.

Etnicznie, egzotycznie, erotycznie cz. 1

Zbliża się kolejna edycja Konkursu Piosenki Eurowizji. Festiwal ten nie cieszy sie zbyt dobra opinia. Twierdzi sie, w znacznej mierze zresztą słusznie, że promuje on muzykę niezbyt wysokich lotów. Są jednak w każdej edycji wyjątki, na które warto zwrócić uwagę. Dwa lata temu taka arcyciekawa propozycja okazał sie mołdowski zespół Zdob si zdub, grający bardzo ciekawego etno-punka. W tegorocznej edycji do najciekawszych może należeć propozycja bułgarska. Kraj ten reprezentować będą Elica Todorowa i Stojan Jankułow z utworem Voda. Zachęcam też do obejrzenia i posłuchania ich utworu Devojko. Todorowa i Jankułow reprezentują gatunek muzyczny zwany nowfolkiem. I o tym właśnie gatunku chciałbym napisać.


Nowfolk jest interesującym, a prawie zupełnie w Polsce nieznanym bułgarskim zjawiskiem muzycznym . Sama nazwa wskazuje na jakąś współczesną reinterpretację motywów ludowych. Takie reinterpretacje, w najrozmaitszych kierunkach idące, są w obecnym dziesięcioleciu bardzo modne na całym świecie. Jedną z nich jest właśnie nowfolk. Jest to zasadniczo muzyka dyskotekowa wzbogacona elementami etnicznymi, porównywalna – do pewnego stopnia – z analogicznymi zjawiskami na całych Bałkanach. Pokrewne style pojawiają się też w innych częściach świata. Również w naszym rodzimym disco polo można sie dopatrzyć dalekiego z nimi związku. Bułgarski nowfolk ma jednak własną specyfikę i nietypowe akcenty wyróżniające go spośród innych stylów rozrywkowej, dyskotekowej muzyki na etnicznym, folklorystycznym podłożu. Chciałbym się więc temu zjawisku przyjrzeć i jego główne cechy Państwu przedstawić.


Wpływy ludowe w nowfolku (zwanym tez czasami popfolkiem) dostrzegalne są przede wszystkim w warstwie muzycznej. Niektóre utwory w miarę ściśle bazują na bułgarskich pieśniach ludowych, inne mają tylko delikatny smaczek etniczny, nie zawsze zresztą rodzimy, czasem również orientalny, na przykład turecki. Wedle moich obserwacji bliżej też całościowo temu gatunkowi do zjawisk tureckich czy albańskich, niż do serbskich, czy chorwackich. Bułgarski nowfolk jest bowiem muzyką taneczną, czysto rozrywkową, pozbawioną – jak mi się zdaje – wszelkich nawiązań politycznych, patriotycznych, czy jak w Serbii nacjonalistycznych. Jest przy tym gatunkiem niezwykle popularnym. Jego dźwięki dobiegają zarówno z lokali gastronomicznych, jak również z magnetofonów używanych przez kierowców autobusów. Informacje o nowfolku znajdują sie w pismach dla turystów. Istnieje też kolorowe pismo "Now Folk" poświęcone tytułowemu gatunkowi. Redagowane jest w stylu "Bravo", z dużą ilością zdjęć i plakatami gwiazd, takich jak Azis, Gloria czy Gergana. Oprócz zdjęć w pismie wiele jest wywiadów z gwiazdami, tekstów piosenek, a nawet nut. Plakatami (informującymi o występach w dyskotekach) tychże wspomnianych, jak tez wielu innych jest też zwykle oklejone każde większe miasto. Na te imprezy ciągną tysiące młodych ludzi, odbywają się one w najmodniejszych klubach. Warto jeszcze dodać, że ze sposobu ubierania się tych gwiazd widocznego na plakatach i koncertach jak również w teledyskach, nijak nie można się domyślić, że mają one coś wspólnego z jakąkolwiek ludowością. Stroje ich są raczej dyskotekowo-plażowe, w przypadku wykonawczyń więcej odkrywające niż zakrywające. Nie ma w tym nic dziwnego, nowfolk jest bowiem muzyką niezwykle nasyconą pierwiastkiem erotycznym. Gdyby istniała taka kategoria jak „muzyka erotyczna” to nowfolk bez wątpienia by do niej przynależał. Najlepiej jest to widoczne w teledyskach wykonawczyń tego gatunku, a przynajmniej niektórych z nich, takich jak Gloria, czy Kamelia. Ich klipy wręcz tryskają seksem. Zwłaszcza warstwa choreograficzna nie pozostawia wątpliwości, co do tego, że muzyka ta ma pobudzać zmysły widzów i słuchaczy. Nic więc dziwnego, że towarzystwo nowfolkowych wykonawców jest zdominowane przez panie: Gloria, Gergana, Emilia, Kamelia, Malina, Magda, Anelia, Iwana, Raina, wszystkie posługują się imionami, lub pseudonimami urobionymi na kształt imion. Jedynym rodzynkiem w tym gronie jest niejaki Azis, ale jest on niewątpliwie wyjątkiem potwierdzającym tę regułę, gdyż w występach nieodmiennie towarzyszą mu skąpo odziane asystentki. Właśnie wspomniana Gloria jest bodaj największą gwiazdą tej muzyki. Gloria, to artystyczny pseudonim artystki, której prawdziwe nazwisko brzmi Galina Iwanowa Penewa. Urodziła się w 1973 roku, na scenie występuje profesjonalnie od 1993. Pierwszą płytę „Sztastieto e magija” wydała rok później. W sumie ma juz na koncie jedenaście krążków, z których ostatni „Wlubena w żywota” ukazał sie w zeszłym roku. W jej muzyce dominuje nuta etniczna, a
le słychać tez wpływy repertuarowe takich wykonawczyń jak Madonna, Kylie Minoque, Whitney Houston czy Mariah Carey. Gloria jest mistrzynią erotycznego gestu i sposobu poruszania się. Zarówno życiorys, jak i wizerunek artystyczny są typowe dla całego grona wykonawczyń i paru wykonawców. Nie mniej erotyczne niż Glorii są clipy Kamelii, ale ona nie jest tak subtelna, co rusz tu i ówdzie mignie spod bluzeczki jej krągła, nie osłonięta stanikiem pierś. Przy całym silnym rozerotyzowaniu scenografii unika się jednak pornograficznej dosłowności. Bardzo rzadko w clipach i na bardzo krótkie momenty pojawia sie ciało kobiece całkowicie nagie. Chętniej sięga sie po rozmaite zabiegi pobudzające wyobraźnię. Falujące pod bluzką piersi, prześwitujące części garderoby, złociste kostiumy kąpielowe, używanie kilku różnych skąpych (najczęściej właśnie kąpielowych) strojów czasie jednego klipu, co sugeruje przebieranie się, to środki powszechnie stosowane.

 

 

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij