Transformacje zakonów rycerskich cz. I

 

 Poniższy tekst jest poprawioną wersją artykułu pod tym samym tytułem, opublikowanego w numerze 2/2006 miesięcznika Opcja na Prawo.

Zakony rycerskie są niewątpliwie obecne w powszechnej świadomości, nie wszystkie jednak i nie w każdym aspekcie swoich działań. Obraz zakonów rycerskich jest przy tym mocno wypaczony, oparty głownie na przedstawieniach literackich. Gdy mówi się o rycerzach zakonnych, na myśl przychodzą nam przede wszystkim Krzyżacy, czyli członkowie Zakonu Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie (Ordo Fratrum Hospitalis Sanctae Mariae Theutonicorum). Postrzegamy ich najczęściej negatywnie, patrząc na nich przez pryzmat ich długoletnich wojen z naszym krajem. Trudno, aby w takiej sytuacji wyklarował się obiektywny obraz Zakonu, zwłaszcza że ten negatywny stereotyp utrwalały liczne dzieła literackie, by wspomnieć tylko powieści Sienkiewicza i Kraszewskiego.

 

Z kolei drugi z najbardziej znanych zakonów rycerskich – Templariusze, a więc członkowie Zakonu Ubogich Rycerzy Chrystusa i Świątyni Salomona (Pauperes Commilitones Christi Templique Salomonis) znani są przede wszystkim ze swoich „tajemnic”, kontrowersji, procesu, bogactw i innych spraw tego typu, niż z podstawowej działalności militarnej. Ostatnio popularność przyniosła im książka Dana Browna Kod Leonarda da Vinci, która jednak również przedstawia ich w zupełnie fałszywym świetle.

 

Trzeci zakon, Joannici, inaczej Kawalerowie Maltańscy, czyli członkowie Suwerennego Rycerskiego Zakonu Szpitalników Świętego Jana Jerozolimskiego (Ordo Militiae Sancti Joannis Baptistae Hospitalis Hierosolimitani) jest już mniej znany, ale za to ze swojej podstawowej obecnie działalności, czyli służby medycznej oraz z licznych zabytków pozostawionych nie tylko na Rhodos czy Malcie, ale w wielu innych krajach, w tym i w Polsce.

 

Zakon; rycerskie, a oprócz tych trzech było ich jeszcze sporo (część istnieje do dzisiaj) miały bowiem dwie zasadnicze funkcje: walka z niewiernymi i opieka nad chrześcijanami, zwłaszcza pielgrzymami i chorymi. Te dwie funkcje były ze sobą ściśle powiązane, opieka bowiem miała dwa główne aspekty – opiekę zbrojną i opiekę medyczną, a ta pierwsza zazębiała się z walką z niewiernymi, bowiem to oni należeli do głównych zagrożeń dla pielgrzymów. Większość zakonów rycerskich miała więc swoje szpitale, zarówno w Ziemi Świętej, jak i w Europie.

 

Zakon rycerskie zrodziły się z połączenia elementów mniszych, kanoniczych i szpitalnych ze świeckim etosem rycerskim. Jerzy Kłoczowski pisze, że zakony rycerskie wyrosły na gruncie szpitalniczo-kanonickim, ale takie sformułowanie odpowiada prawdzie tylko odnośnie do części zakonów (Joannici, Krzyżacy, Bożogrobcy), zupełnie zaś nie przystaje do rzeczywistości w odniesieniu do innych z nich (Templariusze, zakony hiszpańskie). Te drugie bardziej związane były z pniem monastycznym życia zakonnego, zwłaszcza z zakonem cystersów, którzy w różny sposób miał wpływ na te organizacje. Jest to bardzo istotne rozróżnienie.

 

Templariusze, pierwszy zakon rycerski, powstali w Jerozolimie w 1118 roku z inicjatywy kilku rycerzy francuskich z Hugonem de Payens na czele, W roku 1128 uzyskali na synodzie w Troyes papieskie zatwierdzenie dla zakonu i reguły, ułożonej prawdopodobnie przez świętego Bernarda z Clairvaux lub przynajmniej pod jego silnym wpływem. Pełnili początkowo role policyjne w Królestwie Jerozolimskim. Z czasem zaczęli prowadzić własne operacje zbrojne. W początkowym okresie panowała w tym zakonie żelazna dyscyplina, która z czasem uległa rozproszeniu. Dzielili się na cztery grupy: rycerzy, giermków, kapelanów i rzemieślników. Tylko pierwsza grupa sprawowała urzędy zakonne, przydzielano je wyłącznie braciom świeckim, nigdy kapłanom. W ciągu kolejnych dwóch stuleci zakon rozprzestrzenił się po całej Europie. Oprócz militarnej Templariusze prowadzili również działalność bankową. Nie założyli własnego państwa zakonnego choć podjęli takie próby. Zostali zlikwidowani przez króla Francji w krwawy sposób w początkach XIV stulecia. Nie mieli szczególnego znaczenia na polu szpitalnictwa.

 

Inne początki, właśnie ze szpitalnictwem związane miały kolejne dwa zakony. Joannici powstali z przekształcenia w zakon rycerski bractwa charytatywnego, działającego w Ziemi Świętej od połowy wieku jedenastego, a więc kilka dziesiątków lat przed początkiem wypraw krzyżowych, W Jerozolimie prowadzili klasztor Matki Bożej Łacińskiej oraz związane z nim szpital i hospicjum, czyli schronisko dla pielgrzymów i kupców. Rozwój bractwa i przyjęcie nazwy Szpital Św. Jana Jerozolimskiego nastąpiły w trakcie pierwszej krucjaty. Główną rolą zakonu była wtedy opieka nad pielgrzymami – zapewnienie im noclegu i leczenie w chorobach. Zmiana charakteru bractwa i przekształcenie go w skonsolidowany zakon rycerski nastąpiło za czasów wielkiego mistrza Gerarda de Puy (1120-1160). Od tego czasu stali się Joannici stałym konkurentem Templariuszy. Mieli własne państwa zakonne, najpierw na Rhodos, potem na Malcie. To ostatnie zlikwidował dopiero Napoleon. Zakon istnieje do dzisiaj, mając charakter wybitnie szpitalniczy. Joannici mają również nurt protestancki. Po przejściu Brandenburgii na luteranizm placówek zakonu w tym kraju nie zlikwidowano, ale nadano im laterański charakter. Joannici luterańscy, a następnie także kalwińscy, rozwinęli swoja działalność także w innych krajach Rzeszy oraz w Niderlandach i Szwecji. Również la gałąź istnieje do dziś i ma charakter szpitalniczy. Wielcy Mistrzowie protestanckiego zakonu Joannitów rekrutują się od 1813 roku z rodu Hohenzollernów.

 

Kolejnym zakonem w Ziemi Świętej był Zakon Montjoye. Powstał on w 1180 roku, rekrutował się głównie z rycerstwa hiszpańskiego, istniał jedynie kilka lat, nie miał większego znaczenia, a jego resztki zostały wchłonięte na początku XIII stulecia przez Kalatrawensów.

 

Nieporównanie większe znaczenie mieli Krzyżacy. Oni również, podobnie jak Joannici, powstali na podłożu szpitalnym. Ich założenie wiąże się ze szpitalem na okrętach w czasie oblężenia Akki w latach 1191-1193. Chorymi Niemcami zajmowali się tam członkowie bractwa, składającego się również z Niemców. Bractwo to wywodziło się z Jerozolimy, gdzie w latach 1118-1187 prowadziło hospicjum niemieckie, pozostające pod zwierzchnictwem joannitów. Joannici decydowali wtedy o przyjmowaniu członków i obejmowaniu urzędów bractwa. Pod Akką usamodzielniło się ono od Joannitów, W 1198 roku zostało przekształcone w zakon rycerski. W 1199 został on zatwierdzony przez papieża Innocentego III. Reguła Krzyżaków wzorowała się na templaryjskiej w kwestiach militarnych i duchowych oraz na joannickiej w kwestiach szpitalniczych. W organizacji zakonu istniał specjalny wysoki urząd Wielkiego Szpitalnika, odpowiedzialnego, między innymi, za kwestie charytatywne i medyczne. Również w Prusach, gdzie mieli swoje państwo, prowadzili szeroko zakrojona działalność szpitalną. W Państwie Zakonnym powstały pierwsze na tych ziemiach krzyżackie schroniska dla trędowatych i obłąkanych. Jako ciekawostkę warto przytoczyć informację, że w Malborku obok szpitala zakonnego czynny był dom publiczny. W czasie gdy działali w Prusach, wchłonęli dwa mniejsze zakony działające w rejonie nadbałtyckim – Braci Dobrzyńskich i inflanckich Kawalerów Mieczowych. Krzyżacy przetrwali sekularyzację Prus, chociaż wtedy zasadniczo stracili na znaczeniu. W tym czasie odłączyli się od nich Kawalerowie Mieczowi, a główną prowincją krzyżacką stała sie niemiecka. W wiekach kolejnych do zakonu byli przyjmowani także protestanci, do wieku XIX, kiedy to przywrócono mu czysto katolicki charakter. Krzyżacy istnieją do dzisiaj, jako zgromadzenie kleryckie o charakterze szpitalnym.

 

Zakon Bożogrobców, czyli Kanoników Regularnych Stróży Świętego Grobu Jerozolimskiego (Fratres Canonici Regulares Custodes Sanctissimi Sepulchri Hierosolymitani), założony został w Jerozolimie w 1099 i składał się z. dwóch grup: rycerzy i duchownych. Od 1114 roku posługiwali się Regułą Świętego Augustyna. Zatwierdzenie papieskie uzyskali od Kaliksta II, Honoriusza II i Celestyna II. Szpitalnictwo należało do ich głównych aktywności. Istnieją do dzisiaj, spośród wszystkich zakonów rycerskich są najbardziej związani z naszym krajem, Miechów był przez kilka wieków ich główna siedzibą. Mieli możliwość założenia państwa zakonnego, ale do tego nic

doszło. Zostali bowiem wymienieni, razem z Templariuszami i i Joannitami w testamencie króla Aragona Alfonsa I Wojownika. Jednak wskutek sprzeciwu możnowładców testament ten unieważniono.

 

Poza Ziemią Święta zakony rycerskie powstawały także w Hiszpanii i Portugalii. Najstarszymi z zakonów hiszpańskich były: Calatrava, zakon z Alcantarra i zakon Świętego Jakuba z Compostelli. Ten pierwszy był wybitnie cysterskiego pochodzenia. Jego początki biorą, się od obrony twierdzy Calatrava przez cysterskiego opata z Fitero, zapoczątkowanej w 1158 roku. Była to wiec początkowo kongregacja uzbrojonych mnichów. Zatwierdzenie papieskie przyszło od Innocentego III w 1199 roku. Powzięte zostały proby rozszerzenia działań zakonu na Ziemię Świętą i wybrzeża Bałtyku, ale zakończyły się one fiaskiem. Zakon ten w miarę upływu czasu wiązał się coraz ściślej z hiszpańską koroną, od końca średniowiecza wielkimi mistrzami byli królowie, przetrwał do dzisiaj, jako świeckie bractwo orderowe.

 

Inna była geneza zakonu z Alcantarra. Początkowo istniał on jako bractwo rycerskie powstałe w 1157 roku, polem przekształcone w zakon z regułą cysterską, zatwierdzony w 1177 roku przez papieża Aleksandra III. Również i ten zakon został pod koniec średniowiecza połączony z koroną hiszpańską.

 

Zakon Świętego Jakuba z Compostelli rozwinął się z rycerskiego bractwa pokutniczego, chroniącego pielgrzymów do tego sanktuarium w drugiej poło-wie XII wieku. Zatwierdzenie otrzymują w 1175 roku od Aleksandra III. Również i oni pod koniec XV wieku zostają połączeni z koroną. Zakony hiszpańskie nie prowadziły działalności szpitalniczej, niektóre z nich przyjmowały również żonatych, a od czasu połączenia z koroną ulegały rychłej laicyzacji.

 

W Portugalii oprócz autonomicznej prowincji zakonu z Compostelli istniał rodzimy zakon z Avis, podległy Kalatrawensom i przestrzegający reguły cysterskiej. Był on ściśle powiązany z portugalską koroną. W tym kraju istniał też Zakon Skrzydła Św. Michała o bardziej świeckim charakterze. Ogólnie zakony portugalskie podobne były do hiszpańskich. Do zakonów półwyspu pirenejskiego dołączyły w XIV wieku jeszcze dwie wspólnoty, powstałe po kasacie Templariuszy i skupiające dawnych członków tego zakonu. Portugalski Zakon Rycerzy Chrystusa był po prostu prowincją Templariuszy w tym kraju, która po likwidacji macierzystego zakonu usamodzielniła się i przyjęła wspomniana nazwę. Było to możliwe dzięki dobrym stosunkom portugalskich Templariuszy z koroną. Zakon został zatwierdzony przez papieża Jana XXII w 1319 roku. Jego rycerze wsławili się głownie jako żeglarze i przysporzyli swemu krajowi wiele zamorskich nabytków terytorialnych. W 1551 urząd Wielkiego Mistrza został połączony z koroną portugalską i stopniowo zakon zaczął się przekształcać w organizację honorową. W królestwie Aragonu miejscowy władca, nie chcąc przekazywać Joannitom dóbr Templariuszy, utworzył nowy zakon Rycerzy z Montesa, nadał mu regułę cysterską i uposażył wzmiankowanymi dobrami. Zakon został zatwierdzony przez Jana XXII w 1317 roku i podporządkowany Kalatrawensom. Również i te zakony nie wsławiły się na polu szpitalnictwa.

 

Zakony rycerskie powstawały tez nad Bałtykiem. Kawalerowie Mieczowi, zwani także Rycerzami Chrystusowymi (Fratres Militiae Christi) powstali w 1202 roku w Inflantach z inicjatywy Cystersów i biskupa ryskiego. Mieli regułę Templariuszy. Po połączeniu z Krzyżakami przyjęli ich regułę i ubiór. Bracia dobrzyńscy, czyli Pruscy Rycerze Chrystusowi (Fratres Milites Christi de Dobrin), powołani w roku 1228 przez biskupa pruskiego i Cystersów. Mieli regułę wzorowaną na Cystersach i Kawalerach Mieczowych. Zatwierdzeni przez papieża Grzegorza IX w roku powstania. Liczyli tylko 14 członków z mistrzem na czele. Zakony bałtyckie do wchłonięcia przez Krzyżaków nie prowadziły działalności szpitalniczej.

Transformacje zakonów rycerskich cz. II

 

 

Oprócz zakonów rycerskich w sensie ścisłym, które powstawały zawsze w miejscach kontrowersji z żywiołem niechrześcijańskim, na przykład w Ziemi Świętej, czy na półwyspie Pirenejskim, istniały takie, które zachowując podobną strukturę, nie prowadziły zasadniczo walki zbrojnej. Przykładem Zakon Krzyżowców z Czerwoną Gwiazdą (Canonici Regula res Sanctissimae Crucis a Stella Rubae). Jego początki sięgają ok. 1231 roku, kiedy to w Pradze powstał szpital przy zespole klasztornym Św. Franciszka, założonym przez świętą Agnieszkę Czeską. Bracia prowadzący ten szpital pod wpływem działań papieża Grzegorza IX usamodzielniają się i w 1237 roku przyjmują regułę świętego Augustyna, W roku 1252 otrzymują stałą siedzibę na praskim Starym Mieście, gdzie wznoszą kościół, szpital i klasztor, będący głównym domem zakonu i siedzibą Mistrza Generalnego. Przyjmują też wtedy herb składający się z czerwonego krzyża i takiejże gwiazdy na czarnym polu. W wieku piętnastym zakon przekształcił się z laickiego w klerycki i od-ląd jego członkowie byli zobowiązani przyjmować przynajmniej niższe świecenia. Głównym celem zakonu zawsze była opieka nad chorymi.

 

Wśród zakonów rycerskich można wyraźnie wyodrębnić dwie grupy, które znacznie różniły się w wielu kwestiach, w tym także w kwestii szpitalnictwa. Jedną grupę stanowiły zakony o charakterze zbliżonym do kanoniczego, oparte zasadniczo na regule św. Augustyna lub jej modyfikacjach. Do tych zakonów należą: Joannici. Krzyżacy, Bożogrobcy, Krzyżowcy z Czerwoną Gwiazdą. Wszyscy oni prowadzili rozległą działalność szpitalniczą, która z czasem stała się ich działalnością podstawową. Wszystkie te zakony istnieją do dzisiaj, choć znaczna ich część przekształciła się ze zgromadzeń laickich w kleryckie. Drugą grupą są zakony powiązane z Cystersami, bądź to cysterskiej reguły mnisi-rycerze, bądź też rycerze zakonni reguły opartej na cysterskiej, dopasowanej jednak do zgromadzenia laickiego. Do tej grupy należeli templariusze i zakony iberyjskie. Żaden z nich nic rozwinął znacząco szpitalnictwa, Myślę, że w zasadniczym stopniu wpłynęła na len fakt istota cysterskiej reformy monastycyzmu. Otóż ruch ten był zasadniczo anty intelektualny. Kluniackim studiom naukowym Cystersi przeciwstawiali prace fizyczne, które miały dla nich największą wartość. W ciągu kolejnych stuleci len stan uległ gruntownej zmianie, ale w czasach, gdy Cystersi wpływali na powstawanie zakonów rycerskich, nauka nie była u nich w cenie. Również wiec sami Cystersi w porównaniu do kluniaków szpitalnictwa nie rozwinęli. nic ma sic więc co dziwię, że taki model przekazali wtórnym wobec siebie zakonom. Natomiast wspomniane wcześniej kanonicze wspólnoty, oparte na regule św, Augustyna, zawsze ceniły wysiłek intelektualny. Reguła ta zawiera wzmianki dotyczące nauki, ksiąg i opieki nad chorymi. Warto pamiętać, że na niej opierają się również Dominikanie, jeden z najbardziej uczonych zakonów. Rozwój szpitalnictwa był ściśle powiązany z rozwojem nauki, bardziej sie więc do niego przyczyniły te wspólnoty, w których była ona ceniona.

 

Między wiekiem XIII a XVI wskutek zmieniających się okoliczności historyczno-politycznych wszystkie zakony rycerskie zaprzestały swojej działalności militarnej, dotąd podstawowej. W Europie nowożytnej nie za bardzo było miejsce dla rycerzy zakonnych. To zaprzestanie podstawowej formy działalności było prawdziwą rewolucją w funkcjonowaniu zakonów. Omawiane dwie grupy zgromadzeń przeszły tę rewolucję w sposób zasadniczo odmienny. Zakony typu kanoniczego, jak już pisałem wyżej, wykorzystały fakt, że już wcześniej miały silnie rozwiniętą działalność szpitalniczą, uczyniły z niej swą funkcję podstawową i przetrwały do dziś, czyniąc wiele dohra. Zakony postcysterskie poszły w kierunku laicyzacji, związków z polityką, organizacji typowo rycerskich, honorowych i z czasem faktycznie przestały istnieć, trudno bowiem świeckie bractwo orderowe uważać za zakon rycerski. Nie sposób zaprzeczyć, że formacja intelektualna, wywiedziona z reguły św. Augustyna, uratowała zakony typu kanoniczego od tego rodzaju degeneracji. Ułatwiła ona w sposób zasadniczy dostosowanie do zmieniających się warunków zewnętrznych Organizacje, które do wartości intelektualnych przywiązywały daleko mniejszą wagę, nic posiadły tych zdolności przystosowawczych i nie przetrwały. Różnice w przyjętych regułach w pierwszych wiekach istnienia zakonów rycerskich były pewnie ledwo zauważalne, ale w ostatecznym rozrachunku okazały się decydujące. Ta konkluzja w żadnej mierze nie ma być krytyką cysterskiego stylu monastycyzmu – wręcz przeciwnie w moim mniemaniu stał się on jednym z filarów łacińskiej cywilizacji, jednak dla zakonów rycerskich okazał się dobry tylko do czasu. Model kanoniczy ostatecznie wykazał się większą uniwersalnością. Dzięki niemu, mamy i w dzisiejszych czasach tak barwny element życia Kościoła, jak zakony rycerskie.

Stara Msza wychodzi z cienia

 

W sobotę 7 lipca Ojciec Święty Benedykt ogłosił motu proprio Summorum Pontificium liberalizujące zasady odprawiania tradycyjnej Mszy Świętej zwanej niekiedy trydencką. Ryt ten został na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych zastąpiony przez Pawła VI zupełnie nowym i praktycznie niepodobnym do jakichkolwiek rytów tradycyjnych tak wschodnich, jak i zachodnich. Wbrew powszechnemu mniemaniu reforma ta, a właściwie rewolucja nie miała podstaw w uchwałach Soboru Watykańskiego II, który sugerował tylko niewielkie zmiany w liturgii. Między innymi soborowa konstytucja o liturgii zachowywała język łaciński Msza Tradycyjna, chociaż nigdy nie została formalnie zakazana (co potwierdził Ojciec Święty) mogła być odprawiana tylko za specjalnym pozwoleniem biskupa diecezjalnego, którego niektórzy z nich bardzo niechętnie udzielali, mimo próśb wiernych. Sobotnia decyzja Ojca Świętego zmienia tę sytuację. Odtąd każdy kapłan będzie mógł sprawować Msze Święte prywatne zarówno według starej, jak i nowej formy rytu bez żadnych pozwoleń. We mszach takich będą mogli uczestniczyć chętni wierni. Natomiast w tych parafiach, gdzie wiernych pragnących uczestniczyć w tradycyjnej Mszy jest słała grupa, proboszcza ma wyrazić zgodę na odprawianie takowej w normalnym harmonogramie. W niedzielę i święta może być ona w danej parafii odprawiana jeden raz, co do dni powszednich nie ma ograniczeń. Można też odtąd udzielać w tradycyjnej formie wszystkich sakramentów poza kapłaństwem.

 

Wyjaśnienia wymaga jedna kwesta. W doniesieniach medialnych często można się spotkać z utożsamieniem Mszy Trydenckiej i Mszy po łacinie. Zrównanie tych pojęć jest całkowicie błędne. Nie każda Msza po łacinie jest trydencka, co więcej większość Mszy łacińskich to nie są Msze Trydenckie. W wielu miejscach na świecie odprawia sie po łacinie Mszę Pawła VI. Również w Polsce jest co najmniej kilkadziesiąt miejsc regularnej celebracji tego rodzaju. Nigdy nie było trzeba żadnego na to pozwolenia. Można przypuszczać, że w części przypadków te Msze zostaną teraz zastąpione trydenckimi. Z drugiej strony nie każda Msza Trydencka jest po łacinie. Na przestrzeni wieków teksty mszalne były tłumaczone na kilkanaście języków i te tłumaczenia były stosowane w liturgicznej praktyce. W obecnym stanie prawnym w Chorwacji i w Czechach można odprawiać Mszę Trydencką w języku starocerkiewnosłowiańskim i sporadycznie takie celebracje się zdarzają.

 

Podstawową różnicą miedzy stara a nowa Mszą nie jest więc język celebracji. Można powiedzieć, ze Msze te różnią się rozłożeniem akcentów, ale nie jest to wyrażenie zbyt szczęśliwe. Sugeruje bowiem, ze różnice te są bardzo niewielkie, podczas, gdy w rzeczywistości są całkiem spore. Stara Msza skupia sie na adoracji Boga, nowa na celebracji wspólnoty. Posługując się językiem analogii ewangelicznych – stara Msza odnosi sie do Golgoty, nowa do Wieczernika. Oczywiście każda Msza Świeta, zarówno stara, jak i nowa jest jednocześnie Ofiarą i Ucztą. Jednak w starej (czyli w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego) elementy ofiarnicze są bardziej akcentowane niż w nowej. Sprzyja temu orientacja kapłana w kierunku ołtarza i tabernakulum. Ten ryt lepiej od zreformowanego wyraża katolicka teologię Mszy Świętej.

 

Wspaniała decyzja Ojca Świętego, za która jesteśmy mu głęboko wdzięczni, umożliwia rzeszom wiernych korzystania z bogactwa liturgicznego Kościoła Katolickiego. Ufam, ze przyczyni sie to do pogłębienia wiary rzesz katolików

Rozstaje 2007

 

 

Od kilkunastu lat odbywają sie w naszym kraju liczne festiwale muzyki folkowej. Spośród nich najważniejsze są trzy imprezy : lubelskie Mikołajki Folkowe, warszawska Nowa Tradycja i krakowskie Rozstaje. Jako, że ten ostatni festiwal odbywa sie w czasie wakacji, dlatego trafia do mojego cyklu tekstów o letnich festiwalach. Co wyróżnia Rozstaje? Przede wszystkim plenerowy charakter. Dzięki niemu impreza dociera nie tylko do zadeklarowanych folkowców, ale do znacznie szerszej publiczności. W tym roku scena główna znajduje sie na Placu Szczepańskim, co uważam za bardzo dobry wybór. Innym wyróżnikiem tego festiwalu jest szczególnie duże nasycenie światowymi gwiazdami muzyki etnicznej. W tym roku są nimi Bułgarzy Elitsa Todorova i Stoyan Yankoulov, którzy rewelacyjnie zaprezentowali się na ostatnim Konkursie piosenki Eurowizji, o czym zresztą pisałem na moim blogu. A oto program festiwalu:

 


CZWARTEK 26 lipca 2007

15.00-18.00 inauguracja:

kirgizkie jurty na rozstajach – stawianie obozu

na Placu Szczepańskim

21.00-22.00 koncert:

Kaszebe – Olo Walicki

[scena na Placu Szczepańskim]


PIĄTEK 27 lipca 2007

15.00-17.00 obóz Gendosa

warsztaty, prezentacje, spotkania

[jurty na Placu Szczepańskim]

17.00-19.00 kino na Rozstajach

[jurta na Placu Szczepańskim]

• Biały Dragon – wielki szaman jenisiejskich

Kirgizów, autor: Taras Żurba (47 min.)

• Na Taimyrze; scenariusz J. B. Simczienko

operator E.I. Timlin (20 min.)

• Tabu – ostatni szaman; autor: Nikołaj

Płużnikow operator: Nikita Chochłow (26 min.)

17.00-18.00 nauka tradycyjnych pieśni cygańskich:

Teresa Mirga i Kałe Bała (Spisz)

[jurta na Placu Szczepańskim]

19.00-20.00 koncert:

Pieśni z Czarnej Góry – Teresa Mirga i Kałe Bała (Spisz)

[scena na Placu Szczepańskim]

20.00-21.00 koncert:

Sygysh – Gendos (Jakucja)

[scena na Placu Szczepańskim]

21.00-22.00 koncert:

Chyskyyrai – Valentina Romanova

i Stanislav Parfienov (Jakucja)

[scena na Placu Szczepańskim]


SOBOTA 28 lipca 2007

15.00-17.00 obóz Gendosa

warsztaty, prezentacje, spotkania

[jurty na Placu Szczepańskim]

17.00-18.00 warsztaty tańców tradycyjnych:

Muzicka, tancerze Draguni i Fero Morong (Słowacja)

[Plac Szczepański]

17.00-19.00 kino na Rozstajach

[jurta na Placu Szczepańskim]

• Biały Dragon – wielki szaman jenisiejskich

Kirgizów, autor: Taras Żurba (47 min.)

• Na Taimyrze; scenariusz J. B. Simczienko,

operator E.I. Timlin (20 min.)

• Tabu – ostatni szaman; autor: Nikołaj

Płużnikow, operator: Nikita Chochłow (26 min.)

19.00-20.00 koncert:

Muzicka & Draguni (Słowacja)

[scena na Placu Szczepańskim]

21.00-22.00 koncert:

Możesz być – Joanna Słowińska z zespołem (Polska)

[scena na Placu Szczepańskim]

21.00-22.00 koncert:

Woda – Elitsa Todorova i Stoyan Yankoulov (Bułgaria)

[scena na Placu Szczepańskim]

23.00-03.00 klub festiwalowy:

koncerty i tańce z udziałem gości festiwalowych

[klub „Rotunda”, Kraków, ul. Oleandry 1]

  • organizatorzy zastrzegają sobie możliwość dokonywania zmian w programie Festiwalu

Więcej szczegółów na stronie festiwalu.

 

 

Mickiewicz, Towiański, kabała cz. I

Mickiewicz 

Poniższy tekst jest poprawioną wersją artykułu pod tym samym tytułem, opublikowanego w numerze 6/2006 miesięcznika Opcja na Prawo.

W lutowym numerze „Opcji" znajdujemy artykuł Marka Mroza „Herezja towianizmu". Poruszony przez autora temat jest wielce interesujący, a szerszemu ogółowi mało znany. Wielu ludzi o towiańskiej grupie czy sekcie słyszało lub czytało, ale prawie zawsze jest to wiedza bardzo pobieżna, ograniczająca się do znajomości nazwiska Towiańskiego, istnienia jakichś jego związków z Mickiewiczem oraz ideą mesjańską. Jednak mało kto wie coś więcej o poglądach towiańczyków. Cenne jest więc to, że autor przybliżył poglądy Towiańskiego i jego zwolenników.

Ogólnie uważając ten artykuł za ciekawy, dobry i pożyteczny, chciałbym zwrócić uwagę na pewne jego aspekty, z którymi nie potrafię się zgodzić. Przede wszystkim skłonny jestem inaczej niż autor patrzeć na role Mickiewicza i Towiańskiego w sekcie. W kwestii stosunków łączących Adama Mickiewicza i Andrzeja Towiańskiego w literaturze przedmiotu dominuje opinia, której najwyraźniej hołduje także Marek Mróz. Zgodnie z nią to właśnie Towianski zaraził Mickiewicza kabalistycznymi ideami i wtajemniczył go w wiedzę okultną, a przynajmniej wciągnął w służbę stworzonej przez siebie ideologii. Podobnie widzi to, między innymi, święty Józef Sebastian Pelczar: Tedy Towiański postanowił zarzucić swe sidła na Adama Mickiewicza. którego wszystkie stosunki znał dobrze : z opowiadań A.E. Odyńca i szwagra swojego Dr. Gutta. Wiedział mianowicie, że nasz wieszcz miał szlachetne serce i wiele uczucia religijnego, ale też wielką skłonność do mistycyzmu, wyczerpniętą z czytania pism Saint Martina – ze już od r. 1833 starał się wraz z Jańskim, Platerem, Koźmianem, Witwickim. Kajsiewiczem, Semenenką, i innymi o podniesienie ducha religijnego u emigrantów, że nadto wskutek zmęczeniu wykładami w College de France, tęsknoty za ojczyzną, umysłowej choroby swej żony. jakiej po każdym połogu dostawała, i przykrego niedostatku znajdował się w stanie duchowej depresji.

Opinię przeciwną prezentuje Zdzisław Kępiński, autor książki Mickiewicz hermetyczny i jego wywody są dla mnie bardziej przekonujące. W roku 1841, gdy obydwaj panowie się spotkali, Adam Mickiewicz był jednym z najlepszych znawców kabały w Europie. Poznawał tę wiedzę już od co najmniej dwudziestu lat. Towiański mógłby mu pod tym względem buty czyścić. Jego orientacja w doktrynach mistycznych była bowiem nad wyraz mizerna. W związku z tym w sekcie towiańczyków to Mickiewicz był rzeczywistym twórcą doktryny, którą wcześniej formalny Mistrz miał jedynie w mętnych zarysach opracowaną. W niniejszym tekście chciałbym przybliżyć te kwestie.

Adam Mickiewicz mógł o kabale usłyszeć już w dzieciństwie lub wczesnej młodości w swoim rodzinnym domu. Jest to bardzo prawdopodobne, gdyż jedna z jego babek była frankistką. Kim byli frankiści'? Była to sekta żydowska, skupiona wokół Jakuba Franka, którego uważali za mistrza i mesjasza. Frank odrzucił Talmud, zbliżył się do chrześcijaństwa i wraz z rzeszą wyznawców ochrzcił się w Kościele katolickim. Ochrzczonym frankistom nadano szlachectwo, co d!a wielu z nich było zapewne dodatkową motywacją dla chrztu. Jego nawrócenie nie było jednak całkowite, pozostał bowiem przy swoich poglądach i praktykach, podobnie jak część jego wyznawców. Po pewnym czasie zmuszono tę część do emigracji. Frankiści praktykowali kabalistyczny mistycyzm i liberalizm moralny, zwłaszcza w sferze seksualnej. Ci, którzy uniknęli emigracji, teoretycznie porzucili te poglądy i praktyki, ale wiadomo, że prawie zawsze jakiś ślad po dotychczasowym życiu zostaje, mógł więc mały Adaś coś niecoś od babki o kabale usłyszeć.

Jeśli nawet nie usłyszał, to zapoznał się z tą nauką w czasie studiów, stykając się z dwoma kręgami wtajemniczenia – filomackim i tuchanowickim. Coś niecoś wiedział już o kabale, pisząc na początku lat dwudziestych balladę Tukaj, albo próby przyjaźni. Używa w niej imienia diabła (Hadramelach) dowodzącego znajomości Kluczyków Salomonowych, czyli łacińskiego wyboru tekstów kabalistycznych, popularnego w kręgach okultystów europejskich już od XVI wieku. Jest też pewne, że jeszcze przed ukończeniem dwudziestego roku życia gruntownie poznał pisma Jakuba Boehmego, który jako pierwszy dokonał spójnej syntezy żydowskiej kabały i chrześcijańskiej mistyki. Jeszcze w Tuchanowiczach poeta zetknął się też z ideami masonerii, do której należeli dwaj bracia Wereszczakowie. A jak słusznie zauważył Marek Mróz, podobieństwa między ideologią wolnomularstwa i towianizmu są znaczne. Te wszystkie wpływy miały widoczne skutki.

Od początku do końca swojej działalności literackiej nasz wieszcz tworzył dzieła przeniknięte ideami swoistego eklektycznego mistycyzmu, -rodła tego mistycyzmu były następujące:

– mistyka chrześcijańska, szczególnie heterodoksyjna (zwłaszcza wspomniany Boehme. Saint-Martin i Anioł Ślązak),

– idee alchemiczne, szczególnie Paracelsusa i Agryppy,

– polsko-litewska religijność ludowa.

– żydowska kabała,

– doktryny masońskie i różokrzyżowe.

Mickiewicz, Towiański, kabała cz. II

 

Szczególnie przesiąknięte tym mistycyzmem były niektóre dzieła mistrza Adama: Zdania i uwagi, niektóre mało znane szerszemu ogółowi wiersze i przede wszystkim Dziadów cz. ///. Jako ciekawostkę można odnotować fakt, że Wielka Improwizacja jest zapisem rytuału magicznego o alchemicznej proweniencji. Nas jednak bardziej będzie tutaj interesować dzieło, w którym na pozór mistycyzmu nie ma za grosz, mianowicie Pan Tadeusz. W dziele tym, napisanym ładnych parę lat przed poznaniem Towiańskiego, umieszcza Mickiewicz bodaj wszystkie ważne elementy towianizmu:

– kult Napoleona, przekonanie o wybraństwie Żydów, Polaków i Francuzów,

– syntezę judaizmu i chrześcijaństwa,

– kult Matki Boskiej Ostrobramskiej,

– pochwałę życia oddanego Sprawie.

Większość z nich w sposób oczywisty wynika z treści poematu, nieco uwagi trzeba poświęcić jedynie punktowi drugiemu, co uczynię po części idąc za wywodem Kępińskiego, po części za własnymi intuicjami. Treść symholiczną zawiera opis karczmy Jankiela, a zwłaszcza tajemnicze wzmianki, jakoby istniała nie jedna karczma a dwie:

 

I dalej o Jankielu:

On pierwszy zgodził kłótnie, często nawet krwawe,

Między dwoma karczmami: obie wziął w dzierżawę.

Kępiński uważa, moim zdaniem słusznie, że karczmy stara i nowa symbolizują Stary i Nowy Testament, a szerzej jeszcze: judaizm i chrześcijaństwo. Dalej wzmiankowany komentator uważa, że Jankiel symbolizuje masonerię, syntetyzującą obydwie religie. Moje zdanie jest odmienne. Według mojej opinii Jankiel to nikt inny, jak Jakub Frank, co jest nawet zaszyfrowane w jego imieniu: „Jakub Frank Izraelita”. Przecież to właśnie Jakub Frank jako pierwszy dokonał syntezy tych religii. Oczywiście, nie twierdzę, że Mickiewicz uważał Franka za litewskiego karczmarza. Tożsamość Jankiela i Franka ma charakter symboliczny.

Ważne jest też, moim zdaniem sformułowanie on pierwszy. Sugeruje to, że istnieje ktoś, kto robi to jako drugi. Wydaje sie, że Mickiewicz miał tu na myśli siebie samego. Do lego wątku jeszcze wrócę. Tyle można wyczytać w Panu Tadeuszu. Idee bardziej gnostyckie, które praktykował tylko wewnętrzny krąg sekty, zawarte są w dziełach wyżej wspomnianych. Pokazuje to jasno, kto był tych idei twórcą. Można być pewnym, ze Towiański swą Biesiadę napisał pod wpływem lektury Pana Tadeusza i innych utworów Mickiewicza, Mickiewicz był mu potrzebny nie jako wyznawca, ale jako filozof-ideolog, nadający jego myśli konkretną formę.

Tak więc w rzeczywistości, gdy się już w latach czterdziestych ukształtowała sekta towiańczyków, rzeczywistym jej mistrzem był chcący pozostać w ukryciu Mickiewicz, Towiański zaś pełnił tę funkcję jedynie formalnie. Kępiński twierdzi, ze Towiański nie poradziłby sobie bez Mickiewicza, i pisze dosadnie: Mickiewicz znał nie tylko przejawy, ale i zasady tego kierunku teozoficznego i chyba to on wykorzystał swoją wiedzę dla wzmocnienia fundamentów teozoficznej sekty Towiańskiego, jako, że sam „mistrz koła”, choć wyjawiał uczniom na ucho, że jest Duchem Świętym, był z wykształcenia nieukiem, z przyrodzenia zaś durniem.

Wyżej wspomniałem, że Mickiewicz mógł się uważać za kontynuatora misji prorockiej czy nawet mesjańskiej Jakuba Franka. W odróżnieniu od niego chciał jednak tę misję prowadzić w sposób ukryty, poprzez ezoteryczne symbole umieszczone w dziełach poetyckich. Nie na rękę mu więc było kierowanie sektą, dlatego wyręczył się w tym względzie Towiańskim. Przekonanie Mickiewicza o własnej wyjątkowości przeziera przede wszystkim przez karty Dziadów cz. III. Wiele wskazuje na to, że to o sobie mówi wieszcz ustami księdza Piotra:

Wskrzesiciel narodu z matki obcej… a imię jego będzie czterdzieści cztery.

Matka obca to ewidentne nawiązanie do frankistowskiej babki.

A czterdzieści i cztery? To, że Mickiewicz zajmował się kabałą, to już wiemy. W jej zakres wchodziła gematria, czyli nauka o równoważnościach liter i liczb. Nauka ta posługuje się, między innymi, takimi narzędziami jak kwadrat magiczny. Z zapisków Mickiewicza wynika, że pracował z takimi kwadratami. Kwadrat magiczny o wymiarach 6 x 6, z wpisanymi wszystkimi 36 literami polskiego alfabetu {obecnie jest ich 35, za czasów poety było jeszcze ě) pozwala obliczyć wartość liczbową każdego polskiego słowa, w tym imion i nazwisk I co ciekawe, w kwadracie takim wartość 44 dają między innymi: lud, duch, baran (kojarzony z barankiem paschalnym miał znaczenie mesjańskie, co okaże się przy kolejnym zestawieniu). Potrojone 44, czyli 132 dają: „lud ludów”, „Mickiewicz” i „odkupienie”. Daje do myślenia, prawda? W żaden natomiast sposób nie da się połączyć tego kwadratu z nazwiskiem Towiańskiego. To chyba ostatecznie wyjaśnia sprawę, kto tu był Mistrzem, a kto figurantem.

I jeszcze na koniec chciałbym omówić jedną sprawę. Czy wszystko to co napisałem, oraz to, co napisał Marek Mróz, uprawnia postulat rugowania Mickiewicza z kanonu szkolnych i narodowych lektur? Nie, nie, po trzykroć nie! Po pierwsze, takiemu czy innemu gnostycyzmowi hołdowali praktycznie, wszyscy wielcy romantycy. U nas jeszcze Słowacki, a w Niemczech Goethe, Schiller i przede wszystkim Novalís. Po drugie, to z naszego punktu widzenia przemyślenia Mickiewicza są sprzeczne z nauką Kościoła. Zupełnie odmiennie postrzegał to sam poeta. W latach czterdziestych pisał on: My nie jesteśmy gałęzią Kościoła, ale z pnia jego w górę tąż samą rdzenia rośniemy. {…} jesteśmy […] środkowym nurtem życia Kościoła. Po trzecie, Mickiewicza cenimy nie za jego wiarę religijną, ale za jego geniusz poetycki, który jest niekwestionowany.

GRÓB I ŚLUB W PIEŚNI LUDOWEJ cz.I

Poniższy tekst jest poprawioną wersją artykułu pod tym samym tytułem, opublikowanego w numerze 3/2005 kwartalnika ALBOalbo.

Choć dla wielu osób zabrzmi to paradoksalnie, w kulturze ludowej istnieje głęboki związek między miłością a śmiercią. Ściślej rzecz ujmując, jest to związek symboliczny między śmiercią a zawarciem małżeństwa lub inicjacją seksualną. W niniejszym tekście omówię ten związek, analizując tekst jednej tylko pieśni ludowej, mianowicie śląskiego utworu "Miała Kasia Jasia". Pieśń ta jest znana szerszemu gronu słuchaczy przede wszystkim z płyty tragicznie zmarłej śpiewaczki folkowej Anny Kiełbusiewicz (Kiełbusiewicz, 2004). Ja osobiście usłyszałem ten utwór po raz pierwszy kilka lat temu w wykonaniu mojej babci. Babcia poznała go od swojej matki, a mojej prababci w drugiej połowie lat dwudziestych ubiegłego stulecia. Wedle świadectwa tejże pieśń jest dużo starsza i "za Wilusia" (to znaczy przed 1918 rokiem) była śpiewana powszechnie przy wielu okazjach, w szczególności zaś śpiewano ją na weselach i w karczmach. "Za Polski" (czyli w okresie II Rzeczypospolitej) mało kto już ją śpiewał, a najczęściej wykonywano ją wieczorami w domach. Ten wariant pieśni pochodzi ze wsi Gorzyce w powiecie wodzisławskim w województwie śląskim. W tej wsi mieszka informatorka, tutaj tez mieszkała jej matka, która zmarła w 1975 roku. Informatorka urodziła się w 1916 roku w tychże Gorzycach. Tę samą pieśń znalazłem również w zbiorze Juliusza Rogera (Roger, 1976, s. 59-60), ale w nieco innym wariancie, pochodzącym z powiatu gliwickiego.

Przedmiotem moich rozważań jest znaczenie tej pieśni – jej jawne i ukryte sensy. Chcę także przyjrzeć się szerszym zjawiskom charakterystycznym dla kultury ludowej, a mającym swoją egzemplifikację w tekście omawianej pieśni, przede wszystkim zaś chcę odpowiedzieć na pytanie, jak ukazany jest w niej symboliczny związek miłości i śmierci, jak współgrają w tekście znaczenia jawne ze znaczeniami ukrytymi, ezoterycznymi.

Zanim jednak zacznę szukać owego sensu tajemnego, przedstawię pokrótce sens otwarty. Nie będę w tym miejscu streszczał całej pieśni, umieszczę za to jej tekst w obydwu wariantach w apendyksach niniejszej pracy (gdy będę sie odnosił do tych elementów tekstu, które występuj tylko w jednym wariancie, w drugim zaś są nieobecne, bądź słabiej zaznaczone, będę je oznaczał „Roger”, jeśli występują w wariancie zanotowanym przez Rogera, lub „Rumpel”, jeśli występują w wariancie zanotowanym przeze mnie). Zachęcam w tym miejscu czytelnika do zapoznania się z treścią pieśni. Wspomniana treść jawna mówi o dziewczynie, której narzeczony zginął na wojnie. Na pierwszy rzut oka jest więc jednoznaczna – opisuje tragiczna historię nieszczęśliwej miłości. Ale czy na pewno tylko to jest jej przedmiotem? Uważna lektura tekstu, który jest miejscami bardzo nieścisły, rodzi tu poważne wątpliwości. I tak juz druga zwrotka przynosi poważny "zgrzyt":

Oni jej odpisali, że już Jaś nie żyje, / że już jest półtora roku, / jak Jaś w ziemi

gnije.

Czyżby tej, zakochanej przecież – jak należy mniemać – dziewczyny nie zaniepokoiła półtoraroczna przerwa w korespondencji? Myślę, że znacznie wcześniej zaczęłaby się niepokoić i szybko ustaliłaby los ukochanego. Wydaje się wiec, że ta tragiczna, wojenna historia jest jedynie maską dla prawdziwego sensu pieśni. Poszukajmy więc w niej słów-kluczy, które pozwolą nam ów sens odnaleźć. Miała … wziąć za męża, mamy więc tu mowę o ślubie, pannie młodej. Ważnym kluczem będzie też tu śmierć, w tym przypadku śmierć na wojnie. Pozostałe elementy układanki stanowić mogą koń, grabarz, oraz góry i lasy. Zacznijmy od ślubu, którego zapowiedź pojawia się na początku pieśni. W związku ze ślubem i jego konotacjami bardzo ciekawy trop znajdujemy u Kowalskiego. Otóż ślub jest według tego autora powiązany symbolicznie ze śmiercią, ślubjest aktem śmierci rytualnej. Radosny nastrój obrzędowości weselnej nie przeszkadza wcale stałej obecności symboli śmierci podczas wesela. (. . .) Wesele jako jeden z obrzędów przejścia wymagało przestrzegania różnych symbolicznych procedur, które umożliwiały przeprowadzenie młodych przez fazę rytualnej śmierci, ich przekształcenie i ponowne narodziny (Kowalski, 1998, s. 419-421). W innym miejscu czytamy: W planie zachowań obrzędowych licznych przykładów symbolicznej śmierci, która jest niezbędnym warunkiem otrzymania nowego statusu, dostarczają zwyczaje weselne. Ich głównymi bohaterami byli państwo młodzi. Tradycje słowiańskie nakazywały żegnanie panny młodej, tak jakby „osierocała" dom rodzinny. Wykonywano wtedy gesty, używano rekwizytów i środków apotropeicznych stosowanych także podczas pogrzebu" (ibidem, s. 556). Nic więc dziwnego, że w omawianym utworze ślub i śmierć występują obok siebie. Takie powiązanie motywów wydaje się być typowe dla tradycyjnej kultury ludowej i jej symboliki. Myślę, że nie popełnię błędu, gdy przyjmę, że na ezoterycznym poziomie śmierć ma w tym utworze jedynie sens śmierci symbolicznej, rytualnej, że o śmierci rzeczywistej, fizycznej, naturalnej, czy tragicznej nic pieśń nie mówi. Spróbujmy przyjrzeć się treści utworu w sytuacji, gdy uznamy występującą w nim śmierć jedynie za symboliczną. A wiec mamy najpierw matrymonialne plany dziewczyny, następnie zaś utratę bezpośredniego kontaktu z ukochanym, próby podtrzymania (listy), a następnie odzyskania (wyprawa) tegoż kontaktu, jego powtórne nawiązanie i na koniec próbę skłonienia kawalera do małżeństwa. Chodzi tu – moim zdaniem – o przypadek, kiedy dziewczyna pragnie ślubu, a chłopiec się waha. W omówionych juz zwrotkach wstępnych jeszcze dobitniej symboliczny charakter śmierci widać w wersji Rogera. Tam zamiast półtora roku pojawia sie dokładny rok, okres mocno nasycony charakterem symbolicznym (na tyle, ze wydaje się podkreślać, iż cala sytuacja dramatyczna utworu jest symbolem sytuacji zaślubin, lub ewentualnie czegoś innego, jak tego w niniejszej analizie dowodzę), a o wojnie nie ma wzmianki. Okoliczności rzekomej śmierci nie są sprecyzowane. Myślę, że te dane wystarcza do postawienia tezy jak wyżej, teraz zaś postaram się tę tezę udowodnić. Czy są w tekście, wśród słów-kluczy, jakieś uprawdopodobniające taką wersję? W moim mniemaniu są. Przede wszystkim taką figurą symboliczną mającą wielkie znaczenie jest koń. Przeczytajmy właściwy fragment tekstu:

Zaprzqgej furmanku konia do kolasy, / pojedziemy Jasia szukać przez góry i lasy. <Rumpel>

Zauważmy, że to dziewczyna, będąca zresztą w całej pieśni czynną stroną akcji, wykorzystuje konia do swoich działań. Co to może oznaczać? Oddajmy glos Brunonowi Bettelheimowi, w
ybitnemu specjaliście w zakresie znaczeń tekstów folklorystycznych: Badania psychoanalityczne wykazały, ze w tak intensywnym zajmowaniu sie końmi wyrażają sie bardzo rozmaite potrzeby emocjonalne. Młoda dziewczyna może mieć na przykład poczucie, że kontrolując tak duże zwierze, kontroluje istotę płci męskiej (Bettelheim, 1985, s. 122). Użycie konia byłoby więc tu środkiem do osiągnięcia kontroli nad mężczyzną – Jasiem. U Kowalskiego zaś koń personifikuje takie cechy, jak duma, uroda, męstwo i kontakt ze śmiercią. Jednocześnie reprezentuje siły młodości, moc i seks. Płodzenie i śmierć są dwoma aspektami symboliki konia, które mocno się ze sobą wiążą, wymagają styczności z zaświatami, ciemnością i biologiczną stroną istnienia, a w innym miejscu: Erotyczne spełnienie i zapowiedz płodności wyrażano w pieśniach i zachowaniach towarzyszących obrzędom weselnym. Mówiło się, że pan młody ma konia, że siodła go sam, bądź zaprzęgają mu go do wozu; W ludowym erotyku zaś, ze "chłopiec konia pasie", lub poi, albo że dziewczyna chłopcu konika poi, co bywało wręcz wyrażane imperatywem: "Koniom wody daj", bądź opowiadało się, że koń depcze łączkę. Doskonale się więc ów koń wpasowuje w schemat opowieści. Łączy w sobie zaślubiny i śmierć, jest istotą mocną, może skłonić Jasia do ślubu, dlatego Kasia każe go zaprzęgać do kolasy.

Zwróćmy uwagę, że u Kowalskiego, to kawalerowi zaprzęgają konia, a w naszej pieśni – pannie. Inwersja ta jest jak najbardziej na miejscu, bo i sytuacja pieśniowa jest inwertowana. O ile w tradycji wiejskiej to mężczyzna przejawiał inicjatywę matrymonialną i seksualną, to w naszej pieśni robi to dziewczyna. Idźmy dalej, do następnych słów i następnych elementów naszej układanki.

GRÓB I ŚLUB W PIEŚNI LUDOWEJ cz. II

Z koniem w tekście pieśni sąsiadują góiy i lasy. Po pierwsze symbolizują one przeszkody, które z pomocą konia, zwierzęcia posiadającego niesłychaną moc, mają być pokonane. Drugie znaczenie gór i lasów jest znów związane ze śmiercią rytualną, symboliczną. Góry i lasy są obszarem śmierci: „góry jako kraina zaświatowa były też miejscem, które w wielu obrzędach symbolicznie odpowiada stanowi rytualnej śmierci" (Kowalski, 1998, s. 146). Przejazd przez góiy i lasy, zwłaszcza z koniem, lub na koniu, jest aktem śmierci symbolicznej. Może on też mieć znaczenie jako akt magii homeopatycznej, w rozumieniu Frazerowskim. Dokonując aktu symbolicznej śmierci w lesie, dokonujemy aktu sprawczego, aby w przyszłości wydarzył się ślub, również będący przejściem przez rytualną śmierć. Frazer rozróżnia magię homeopatyczną (opierającą się na podobieństwie) i magię przenośną (opierającą się na zetknięciu) (Frazer, 1971, s. 42). Tu mamy do czynienia z aktem magii homeopatycznej. Te dwa akty symbolicznej śmierci (przejazd przez góiy i lasy na koniu oraz ceremonia zaślubin) są do siebie podobne, dlatego też dokonanie pierwszego ma spowodować wystąpienie drugiego. Jak widzimy, koń nadaje naszej historii spójność. W tym momencie nie mam już wątpliwości, że ma ona sens. Z pewnością nie jest to sens jedyny, pieśń może mieć bowiem – i zapewne ma – wiele znaczeń. Ja jednak skupiam się na tym jednym.

W wersji Rogera kareta, do której zaprzęga się konia, jest czarna, co dodatkowo wiąże się z symboliką śmierci. W następnej zwrotce pojawia się kopidół, czyli grabarz. Myślę, że z dużą dozą prawdopodobieństwa można przyjąć tezę, że pełni on w tym miejscu rolę kapłana. Kultura ludowa ludziom związanym ze służbą w kościele, a więc kościelnemu, organiście i grabarzowi, właśnie często przypisywała funkcje i zdolności quasi-kapłańskie. Kapłan jest najogólniej człowiekiem, który ma pośredniczyć w kontaktach śmiertelników z zaświatami (Kowalski, 1998, s. 206). Trzeba przyznać, że grabarz jest do takich kontaktów wybitnie predestynowany. Skoro jednak w utworze chodzi o śmierć symboliczną, rytualną, to i grabarz jest grabarzem symbolicznym. Jest kapłanem, który ma dokonać rytuału symbolicznej śmierci, a więc udzielić ślubu. Coraz jaśniej widzimy, że wszystkie znaki występujące w utworze koncentrują się wokół rytuału ślubnego. W następnej zwrotce mamy następujący tekst:

Jak go wykopali /oba zaplakali, /oba sobie biała chustką/oczka ucierali. -Roger»

Płacz jest ważnym elementem obrzędów ślubnych. „Rytualnie z panną młodą związany jest płacz, płakać także powinna jej matka. Nie chodzi jednak wyłącznie o smutek wynikający z rozstania; w obrzędowości tradycyjnej wszelkie pożegnania mają egzystencjalnie ten sam żałobny charakter. Wszelka zmiana statusu wymaga przejścia przez rytualną śmierć, zatem i smutek miał być symboliczny". Obecność płaczu w naszym tekście ma więc podwójną rolę. Po pierwsze, uwydatnia jego umocowanie w kontekście ślubu, po drugie zaś podkreśla związek ślubu i śmierci. “Oba zapłakali”, a więc płakał również kopidół, który pełniąc funkcje kapłańskie, zastępował tu niejako również matkę dziewczyny. Pamiętajmy, że w obrzędach ślubnych rodzice pełnią też rolę kapłańską, gdy błogosławią młodym na nowej drodze życia. Skoro więc rodzice pełnią rolę kapłańską i grabarz pełni rolę kapłańską, to w naszej pieśni może grabarz pełnić rolę rodziców, a konkretnie matki. Biała chustka zaś kojarzy się ze ślubnym welonem.

W zwrotce kolejnej Jaś uchyla się od ślubu, mówiąc, że:

Koszuleczka na mnie zgniła, /a ciało zbucznialo. -Roger»

Wydaje się, że zgnicie koszuli możemy rozumieć jako symbol ubóstwa, a zbucznienie ciała jako symbol niedostatków fizycznej urody. Jasio mówi więc, że nie jest ani piękny, ani bogaty, jest więc złym kandydatem na męża. Dobitniej to widać w ostatnich trzech zwrotkach, w których Kasia zbija te argumenty, mówiąc, że dla niej mimo to jest ukochanym, jedynym i wyjątkowym. Uroda i bogactwo nie mają dla niej znaczenia. Widać różnicę w argumentach Jasia i Kasi. Argumenty Kasi są zdecydowanie mocniejsze, one więc ostatecznie przeważają. Nie bez znaczenia jest też to, że to one właśnie kończą pieśń. Tekst pieśni pozostawia to niedopowiedziane, ale wydaje mi się, że możemy po tych słowach założyć, że do ślubu jednak doszło. Zabiegi Kasi przyniosły skutek.

GRÓB I ŚLUB W PIEŚNI LUDOWEJ cz.III

Roger zalicza tę pieśń do ballad. Jestem przekonany, na podstawie powyższej analizy, że czyni niesłusznie. Piosenka ma wprawdzie formalnie strukturę ballady, ale balladą nie jest. Ciąg wydarzeń nie jest bowiem jej istotą, jest nią opisany wyżej tajemny sens. Powinna więc być raczej zaliczo-ona do występującej w jego zbiorze kategorii pieśni miłosnych poważnych. Wedle świadectwa mojej informatorki, przytoczonego na wstępie, ludzie dawniej śpiewali tę pieśń na weselach, co wydaje się uzasadnione. W świetle tejże analizy widzimy jasno, że pieśń symbolicznie opisuje weselne obrzędy. Śpiewający i słuchający mogli sobie nie zdawać z tego sprawy, ale podświadomie wykazywali istotowe związki między weselem a rytualną śmiercią. Pieśń ta jako taka ma charakter rytualny. W dawniejszych czasach mogła być nawet integralnym elementem obrzędów weselnych. Oczywiście nie ta sama pieśń, którą my znamy, ale jej bardzo archaiczna forma. Istotny wydźwięk tej pieśni jest pozytywny, a zakończenie szczęśliwe. Taki przekaz pieśń kieruje do podświadomości.

Warto zwrócić uwagę jeszcze na jedna kwestię. Zapisany przeze mnie wariant jest rażąco niepełny. Pozbawiona trzech ostatnich zwrotek, pieśń pozbawiona jest sensu. W tym wariancie zabiegi kończą się odmowa Jasia, są więc nieudane, co stoi w ostrej sprzeczności z ich magiczną potęgą. Te zabiegi nic mogły być nieudane. I nie są takimi w wariancie Rogera, który jest zdecydowanie bardziej kompletny. Bardzo jest więc ważne, aby pieśni śpiewać, zapamiętywać i zapisywać w całości. Zachowanie jedynie fragmentów może uniemożliwić analizę. Ja byłem w tej szczęśliwej sytuacji, że mając do dyspozycji dwa uzupełniające się warianty, mogłem napisać analizę wyczerpującą i kompletną. Nie zawsze jednak jest możliwe porównanie dwóch wariantów.

Tak czy inaczej, nagromadzenie współgrających ze sobą znaczeń poszczególnych figur symbolicznych umacnia mnie w pewności, że moje rozumowanie jest poprawne, a wnioski trafne. Nie ma bowiem żadnej wątpliwości, że pieśń ta ma drugie znaczenie, znaczenie symboliczne. Analizy zróżnicowanych źródeł, zbieżnych co do konkluzji, uprawdopodobniają tezę, że jest to pieśń o skutecznej inicjatywie matrymonialnej ze strony dziewczyny i ogólniej o symbolice weselnych obrzędów, będąc oczywiście jednocześnie pieśnią o śmierci i grobie. Oczywiście, aby to rozumienie było poprawne, trzeba założyć, że skojarzenia między miłością i śmiercią istniały u odbiorców tej pieśni, i że dostrzegali oni i rozumieli ów ukryty sens. Jak już wspomniałem, zdaniem informatorki, dawniej, być może nawet w XIX stuleciu, pieśń ta była śpiewana bardzo często, potem rzadziej. Świadczy to o tym, że zrozumienie jej sensu ukrytego zanikało, w związku z czym traciła ona na znaczeniu, przestawała bowiem być pieśnią rytualną, a stawała się zwykłą, sentymentalną, smutną piosenką. Tego samego dowodzi skrócenie tekstu. Ostatnie trzy zwrotki mogły wypaść dopiero wtedy. gdy zapomniano już o jej ukrytym, ezoterycznym znaczeniu. Dlatego też pieśń zmieniała swój charakter. O ile w wieku XIX mówiła zarówno o śmierci, jak i weselu, tak w XX już tylko o śmierci. Z grobu i ślubu pozostał tylko grób.

Apendyks I: Pieśń w zapisie Artura Rumpla

Miała Kasia Jasia brać za męża swojego Zabrali go na wojenka Zabrali go na wojenka Pisała do niego

Oni jej odpisali, iż już Jaś nie żyje Iż już jest półtora roczku Iż już jest półtora roczku Jak Jaś w ziymi gnije

Zaprzągaj furmanku konie do kolasy Pojedziemy Jasia szukać Pojedziemy Jasia szukać Przez góry i lasy

Gdy tam przyjechali na ten kierhoweczek Pytali sie kopidoła Pytali się kopidoła Gdzie Jasiów gróbeczek

Tu Jasiów gróbeczek, tu Jasinek leży Stawaj Jasiu pójdźmy na ślub Stawaj Jasiu pójdźmy na ślub l będzie wesele

Cóż mi jest po weselu cóż mi jest po ślubie? Koszulinka ma spróchniała Koszulinka ma spróchniała Ciało w grobie gnije

Apendyks II: Pieśń w zapisie Juliusza Rogera (1976, s. 59-60)

Miała Kasia Jasia Za mąż brać sobie go; Napisała pisemeezko, Posłała do niego

Tak jej odpisali

łże już nie żyje

łże wczoraj roczek minął

Jak już w ziemi gnije

Zaprzągajcie konie Do czarnej karety Pojedziemy Jaśka szukać Musi być wyryty

Jak tam przyjechali Na ten kierchoweczek Powiedzże nam kopidole Gdzie Jasiów grobeczek

Jak go wykopali Oba zaplakali Oba sobie białą chustką Oczka ucierali

Wstawaj Jaśku, wstawaj, Będziemy ślub brali. Koszuleczka na mnie zgniła A ciało zbuczniało

O cóż ci to idzie? O te zgniłe kości, Kędy się tylko obrócisz Wszędzie ich masz dości.

Choćby ich tez bylo Jako w lesie szyszek, To tu żaden nie jest taki Jak ten nieboszczyczek.

Ach choćby ich było Jako w lesie kiji O juzci taki nie będzie Jak ojcowie chcieli

BIBLIOGRAFIA;

Bettelheim, B. (1985). Cudowne i pożyteczne. O znaczeniach i wartościach baśni , Warszawa: PIW.

Frazer.J.G. ( 1971). Złota gałąź (i. 1). Warszawa: PIW.

Kiełbusiewicz, A. (2004). Piosenki, CD. Lublin.

Kowalski, P. (1998). Leksykon znaki świata. Omen. przesad,znaczenie. Warszawa-Wrocław Wydawnictwo Naukowe PWN.

Roger, J, (1976). Pieśni Ludu Polskiego na Górnym Szlasku. Opole.

Pieśń Naszych Korzeni

 

Pieśń Naszych Korzeni w Jarosławiu to bodaj najciekawszy festiwal w jakim miałem okazję uczestniczyć. Jest to impreza na której można nie tylko muzyki posłuchać, ale także wiele się o niej nauczyć tak w teorii, jak i w praktyce. Oczywiście to „wiele”, to w porównaniu z innymi festiwalami, a nie szkołami, uczelniami, czy nawet niektórymi szkoleniami czy kursami. Nie jest to bowiem festiwal składający się z samych tylko koncertów, jak starosądecki, o którym już pisałem, czy z koncertów i klubu, jak krakowskie Rozstaje, o których napiszę jak tylko zaktualizują swoją stronę internetową i umieszczą na niej program tegorocznej edycji. W Jarosławiu oprócz koncertów i klubu odbywa się cała masa różnego typu warsztatów. Chyba najważniejsze są codzienne spotkania z wykonawcami z dnia poprzedniego, na których mówią oni o swojej muzyce i odpowiadają na pytania słuchaczy. Codziennie odbywają sie też warsztaty chorału gregoriańskiego, na których każdy chętny może nauczyć sie podstaw tego rodzaju śpiewu. Mężczyźni obdarzeni zdolnościami wokalnymi mogą śpiewać w chórze festiwalowym, który pod koniec imprezy uczestniczy w jednym z koncertów. Są też inne warsztaty, poświęcone np. tradycyjnym tańcom, czy też warsztaty śpiewacze dla dzieci. Innym elementem odróżniającym jarosławski festiwal od podobnych imprez jest codzienna wspólna liturgia z chorałem gregoriańskim, na która składają się Jutrznie, Nieszpory i Msze. Jutrznie i Nieszpory sprawowane są w tradycyjnym rycie dominikańskim, msze niestety w rycie nowym. Atrakcją są też wspólnie spożywane posiłki, na których można spotkać także gwiazdy festiwalu. Tematyka festiwalu nie jest tak szeroka jak tego w Starym Sączu. Obejmuje muzykę dawna od starożytności do baroku i archaiczne formy muzyki ludowej. Częściej są wykonywane utwory sakralne niż świeckie. Koncerty główne są zawsze w wykonaniu gwiazd międzynarodowego formatu. Miejsce dla amatorów jest w klubie festiwalowym, wspomnianym wyżej chórze, w czasie nocnego czuwania z piątku na sobotę i na ewentualnych koncertach dodatkowych. Warto też wspomnieć, ze Jarosław to bardzo piękne miasto, bogate w zabytki przede wszystkim architektury sakralnej, choć nie tylko. Myślę, że zachęciłem wystarczająco, czas teraz na przedstawienie programu tegorocznej edycji:

 

Niedziela, 19 sierpnia – Opactwo SS. Benedyktynek

Ludi Sancti Nicolai (Cuda św. Mikołaja)

Cykl dramatów z XII w.; Ms. Fleury

Schola Węgajty (Polska)

 

Poniedziałek, 20 sierpnia – Bazylika MB Bolesnej (dominikanie)

Klasyczna muzyka perska

Ensemble Chakad (Iran)

 

Wtorek, 21 sierpnia – Kolegiata Jarosławska

Johannes Ockeghem – Missa Caput

Graindelavoix (Belgia)

 

Koncert nocny – Kolegiata Jarosławska

Theatrum Vitae et Mortis – Pieśni o życiu i przemijaniu

śpiewa Beata Oleszek z Kocudzy (lubelskie)

 

Środa, 22 sierpnia – Cerkiew grecko-katolicka

Nieszpory bizantyjskie

Kantorzy Kolegium Greckiego w Rzymie

 

Czwartek, 23 sierpnia – Ujeżdżalnia

Muzyka i tańce Csango

Zurgo (Węgry)

 

Koncert nocny – Ujeżdżalnia

Piesni i ballady węgierskie

Andrea Navratil i Laszlo Demeter (Węgry)

 

Piątek, 24 sierpnia – kościół OO. Reformatów (franciszkanie)

Recital na violi da gamba

Guido Belestracci (Włochy)

 

Koncert nocny – kościół OO. Reformatów

Taugenhort Heinrich von Meissen – „Frauenlob” 1250 -1318

Średniowieczna muzyka sakralna

Per-Sonat (Sabine Lutzenberger & Norbert Rodenkirchen)

 

Sobota, 25 sierpnia – Bazylika MB Bolesnej (dominikanie)

Uroczysty koncert oratoryjny, Telemann – Pasja Gdańska

Robert Hugo, Chór Festiwalowy

 

Niedziela, 26 sierpnia – Kolegiata Jarosławska

Poranna msza święta gregoriańska

 

ORAZ:

warsztaty chorału gregoriańskiego

warsztaty tańców siedmiogrodzkich

warsztaty chóralne: Chór Festiwalowy

codzienne jutrznie i nieszpory gregoriańskie

 

Więcej szczegółów na stronie festiwalu.

 

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij